czwartek, 30 października 2014

Ziam XLIV

Zayn
Liam
_____________________________
Poszukałem papierosy i zapaliłem, wychodząc na balkon. Widziałem oddalającego się Paynea
Złorzeczyłem na chłopaka, jego interesy i wszystko co z nim związane poza mną, oczywiście. Niech sobie niczego nie wyobraża, nie cierpię go! I tego jego pierdolenia o lubieniu też!
Królewna jest zła. Jak smutno. Lepszy w łóżku będzie.
Usiadłem sobie na jakimś pieńku, próbując się uspokoić
Wszedłem do domu i znów zająłem się laptopem.
Nie wiem jak długo tam siedziałem, ale w końcu stwierdziłem, że jestem na tyle spokojny, by móc kontynuować spacer
Po jakimś czasie włączyłem sobie film. Dobrze, że chłopaki zajęli się interesami.
Całkiem ładne kwiatki tu rosną. Kiedyś Ruth uczyła mnie jak robić wianki. A potem je na mnie zakładała. Brrrr. Ciekawe czy jeszcze umiem...? Wszystko, żeby nie myśleć o tej pomyłce wszechświata
Dalej oglądałem sobie film.
Po kilku nieudanych próbach udało mi się zrobić ładny wianek z żółtego zielska. Artystą jestem!
W połowie film zrobił się nudny więc zmieniłem go na inny

Założyłem arcydzieło na głowę, po czym poszedłem dalej
Przysnąłem

Trzeba by było wracać... Tylko którędy?
Przekręciłem się.
Zgubiłem się. Zajebiście. No nic ten las nie może być taki duży, pójdę ścieżką, trafię do domu. Dobrze, że wziąłem kurtkę, bo zaczęło się robić chłodno.
Obudziłem się. Zszedłem poszukać Liama, ale nigdzie go nie było. Zadzwoniłem do niego.
Usłyszałem dzwonek telefonu. Natychmiast odebrałem-Halo?
-Gdzie jesteś? Ciemno się robi. Nie żebym się martwił.- Choć na to wygląda.

-Trochę się jakby zasiedziałem na tym spacerze ale zaraz będę- jak się odgubię
-Wiesz, że pies miał tylko się załatwić?
Rozłączyłem się. Niech sobie nie pozwala. Teraz tylko w prawo czy w lewo?
Rozłączył się. Idiota. Usiadłem w salonie i czekałem na niego.
Zrobiło się kompletnie ciemno, ale byłem na dobrej drodze, przynajmniej wiedziałem gdzie jestem.
-Ile można czekać.- Mruknąłem i wybrałem jego numer.- Ile można za tobą czekać?- Rzuciłem gdy odebrał.
-Tak jakby trochę się zgubiłem, ale już prawie jestem
-Idiota. Mogłeś dzwonić. Potrzebny mi jesteś.
-A ty mi nie. Będę za piętnaście minut.
Prychnąłem i rozłączyłem się. Skurwiel. Już ja sprawię, że zapłaci za takie odnoszenie się do mnie.
Tak jak powiedziałem po kwadransie byłem na miejscu. Zimno...
Wstałem z kanapy i skierowałem się do niego.-Wreszcie.- Wpiłem się w jego usta.
Odsunąłem się od niego-Zostaw mnie
-Czemu?
Nie odpowiedziałem. Cholernie zimno. Przeziębię się i będzie mieć za swoje.
Złapałem go w pasie.- Chodź na górę.
-Nie chcę. Zimno mi, jestem na ciebie wkurzony, nadal mam na sobie kurtkę, buty, pieprzone kwiatki na głowie, a ty tylko o jednym
-Ślicznie ci w tych kwiatkach. I mogę cie ogrzać.
-I o tym właśnie mówię! Daj mi spokój! Chcę herbaty, a nie pieprzyć się z tobą!
-A ja chce się pieprzyć! Napij się i idziemy. Bo chyba nie chcesz bym cię zdradził.- Ostatnie słowo powiedziałem robiąc cudzysłów rękoma.- W końcu chyba jesteśmy razem czyż nie.
-Jak sobie chcesz- odwróciłem się i poszedłem do kuchni. Kłócenie się z nim nie ma sensu, trzeba to zrobić inną metodą
No i pięknie. Poszedłem za nim.
-Nie leź za mną- nastawiłem wodę na herbatę
-Może jak cie wydymam zmienisz nastawienie.
-Wątpię- wzruszyłem ramionami
-Oj księżniczka jeszcze jest na mnie zła. Może będzie lepsza w łóżku.

-Zapewne- zalałem kubek
-To dalej.
Poparzę się przez tego kretyna- Zaczekaj- z cieżkim westchnieniem upiłem łyk napoju
-Jasne. Czekałem tyle czasu 5minut mnie nie zbawi.
-Mhm- wzruszyłem ramionami
Usiadłem przy stole wystukując palcami rytm o plat.
blat

Dopiłem herbatę i odstawiłem kubek- Możemy iść
Złapałem go za rękę i szybko zaciągnąłem do pokoju.

Urywanie kończyn to jego hobby? Lubię swoją reke i nie zamierzam się z nią rozstawać!
Wepchnąłem go do pokoju. Przyparłem go do ściany i pocałowałem.
Zacząłem oddawać pocałunek, bez jakiejś wylewności, ale czepiać się nie powinien.
Wsadziłem mu kolano miedzy nogi.

Oddałem pocałunek z większym zaangażowaniem
Odsunąłem się od niego.- Odechciało mi się chyba.
Wzruszyłem ramionami- Nie wiem czy pamiętasz ale mi się od początku nie chciało
-TO chyba jednak mi sie chce.
-I ja jestem w ciąży... zdecyduj się
-Miesiąc.-Prychnąłem.- Właśnie... umówiłem cie do lekarza.

-Na kiedy?
-Na jutro. I może lepiej, że mi się odechciało. Chodzić byś nie mógł.
-Porobimy wszystkie badania i będzie spokój. Też racja.
-Taaa. I dupy truć mi nie będziesz. A teraz choć cię ogrzeję.
-Czy ja ci kiedykolwiek trułem dupę?- Jeżeli on myśli, że tak to najwyraźniej nie zna jeszcze moich możliwości
-Wcaale. To co z tym ogrzewaniem?
-Chętnie- nigdy więcej samotnych spacerów po lesie
Położyłem się na łóżku i wyciągnąłem ramię. A miałem go nauczyć, że mnie się nie denerwuje. Co ze mną ostatnio nie tak?

Zająłem miejsce obok i przytuliłem się do niego.
-Jak to jest być w ciąży? Nie byłem nigdy.
-Domyślam się. Póki co mnie mdli i tyle atrakcji
-Na razie nie mdli. Jeszcze trzeba pogadać z moją mamą.
-A jak badania źle wyjdą?
-Muszą wyjść dobrze. Będzie zdrowe po mnie
-Mówisz?
-Tak. Właściwie co ci zależy?
-Zależy i już
-Ale czemu? To powinno być dla ciebie dziwne i powinieneś chcieć się tego pozbyć.
-To jest dziwne, ale... Nie sądzę żebym mógł się tego pozbyć
-Mamusia się w tobie obudziła? -Zaśmiałem się i pogładziłem jego ramię.
-Powinienem rzucić teraz jakąś wredną odpowiedzią, niestety wygląda na to że to prawda
-Ciekawe jakbym wyglądał z tym czymś na rękach.
-Jak facet z dzieckiem na rękach. Głupie pytanie
-Jak Zayn Malik z dzieckiem na rękach.-Uściśliłem.- Nigdy chyba nie trzymałem dziecka. Dasz mi?
-Jeśli nie upuścisz to nie widzę przeciwwskazań
-Nie upuszczę. I tak penie nie odstąpisz mnie na krok jak mi je dasz.
-A co jak mu... jej... temu zrobisz krzywdę?
-Zabiłbyś mnie.
-Radzę lepiej pochować broń
-I tak ze mną nie masz szans. Zanim byś nacisnął spust leżał być martwy.
-Powstałbym z grobu- zaśmiałem się
-Jasne zombie.
-Z zombiakiem nie miałbyś szans
-Zdziwiłbyś się.
-Możliwe
-Poza tym nie zrobisz mi krzywdy. A wiesz czemu?
-Czemu?
-Bo nie robi się krzywdy osobą, które się darzy uczuciem. Możesz to ukrywac i tak wiem. Mam rację?
-Nie!- odpowiedziałem nieco za szybko energicznie wymachując rękami- Żadnych uczuć! Żadnych takich uczuć! Żadnych!
-To czemu jesteś zazdrosny? Przyznaj i będzie po sprawie.
-Nie ma mowy! Nigdy nigdy nigdy!
Zacząłem się rozbierać.- Idę spać. Idź do siebie.
-Nie mogę z tobą?
-Nie bo się nie chcesz przyznać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz