wtorek, 21 października 2014

Ziam LI

Zayn
Liam
________________________________
-To jakieś ładne podziękowanie?
-Poczekaj jeszcze chwilę
Wywróciłem oczami.- Ok. I tak się nie wymigasz.
Jeszcze przez dłuższą chwilę ignorowałem Zayna.- Już
-To jak mi podziękujesz?
Pocałowałem go. Pewnie nie wystarczy, ale coż
Złapałem go za podbródek i pogłębiłem pocałunek. Odsunąłem się dopiero gdy zabrakło mi powietrza.- Jakoś jeszcze?
-Co tylko zechcesz. Nawet ten twój pieprzony stolik ,czy jak ty tam to zwałeś. Ale słodyczy nie oddam!
-Dobrze, ze mi przypomniałeś. To może wieczorem. A na teraz coś wymyśl.
-Um... Może...
-Może?
-Daj mi pomyśleć...
-Jasne.
-Nie moja wina, że jestem idiotą!
-Nie jesteś.- Cmoknąłem go we włosy.- A teraz trzeba się zbierać.
22:47

-A wiesz już gdzie?
-Mniej więcej nie. Sprawdzę to.
-To ty sprawdzaj a ja idę się ubrać- zsunąłem się z jego kolan
Poszedłem do pokoju. Włączyłem laptopa i sprawdziłem gdzie tu jest basen. Następnie ubrałem się. Włosów nie ma co układać.
W tym czasie ja zdążyłem ubrać się i spakować nasze ręczniki i ciuchy na przebranie
-Gotowy?- Stanąłem za nim.
-Tak, możemy wychodzić
Chwyciłem portfel i kluczyki i wyszedłem z domu
Wpakowałem się na przednie siedzenie
odpaliłem samochód. Po jakiś 20minutach byliśmy na miejscu.
Ucieszony jak dziecko wyskoczyłem z samochodu
-Opanuj się.- Skierowałem się do wejścia. Kupiłem wejściówkę i udałem piętęo szatni.
-Jestem opanowany- prychnąłem i podreptałem za nim
Nie odpowiedziałem. Wszedłem do kabiny by się przebrać.
Wybrałem kabinę obok, przebrałem się i wyszedłem, żeby odłożyć nasze rzeczy do szafki
Włożyłem swoje rzeczy do swojej szafki. Następnie udałem się na basen. Od razu poszedłem do jacuzzi
-Zaczekaj na mnie!- Prawie biegłem, żeby go dogonić
Usiadłem sobie i odprężyłem się.
No i się wyglebałem, co zaskoczeniem nie było. Upadłem dość szczęśliwie, moja głowa milimetrami ominęła twardą ściankę jacuzzi
-Wiedziałem.- Mruknąłem do siebie.
Usiadłem o zacząłem rozmasowywać ramię, które najbardziej ucierpiało, podczas wywrotki- Ajj
-Trzeba było nie biegać.
-Trzeba było na mnie zaczekać
-Czekałem. Spokojnie też byś tu doszedł. Zachowujesz sie jakbyś miał adhd. Nigdy więcej nie zrobię ci rano herbaty.
Prychnąłem obrażony i wszedłem do jacuzzi
-Umiesz pływać?

-Średnio, ale umiem
-To możesz iść popływać.

-A ty nie umiesz?
-Ja wolę tu posiedzieć.
- Czyli nie umiesz- stwierdziłem
-Czyli mam dość twojego gadania więc chce zostać sam.
-Oczywiście- wyszedłem z jacuzzi i poszedłem popływać. Obrażony. Skoro ma dość mojego gadania, to proszę bardzo, wcale się nie muszę do niego odzywać!
Posiedziałem sobie może z 10 minut w spokoju, gdy ktoś wlazł mi do jacuzzi. Kurwa już się napływał? Otworzyłem oczy, ale to wcale nie był Li, tylko jakaś dziewczyna. Zaczęliśmy rozmawiać.
Jasne, ja nie, bo paplam, a tamto coś co niby robi? I jakoś mu nie przeszkadza. Zresztą, nic, a nic mnie to nie obchodzi. Ani trochę
Przysunąłem sie do dziewczyny i kontynuowałem, pogawędkę.
Może jeszcze łeb w te silikony wsadź? Ugh, miałem się an nich nie gapić. Zanurzałem głowę po wodę
Dołączyła do nas jej koleżanka.
Wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich... Jeszcze jeden wypłosz?!
Kurna, ale ta 2 ma śmiech. Jakby konia zarzynali.
Durne wywłoki. A kij. Jestem ponad to. Rzekłem. Idę na dwór. Płynę znaczy
dziewczyny opuściły moje towarzystwo
Na dworze było przyjemnie, znalazło się nawet wolne miejsce do masażu. No i z powodu wczesnej godziny byłem sam
Gdzie to się podziało? Poszedłem go szukać. Był na dworze.- Li, musimy sie zbierać.
Wzruszyłem ramionami ii podniosłem się
Wszedłem do przebieralni, wyciągnąłem swoje rzeczy. Stanąłem koło przebieralni.- Idziemy razem?
-Możemy
Wciągnąłem go do kabiny. Przyparłem do ścianki i pocałowałem.
Bez entuzjazmu, wręcz obojętnie oddałem pocałunek
Odsunąłem sie od niego.- Co jest?
-Nic
-Mów.
-Przecież mówię, że nic.
-Nie podobało się na basenie? Chcesz być dłużej?
-Tak. Nie.
-Czemu nie podobało? tak sie wyrywałeś.
-Już mówiłem, że to nic.
-Chce wiedzieć co wlazło ci w dupę. Oprócz mnie oczywiście.
-Nic. Mam ci to przeliterować?
–Możesz.
Wywróciłem oczami/
–Li, skarbie powiedz o co chodzi.
Zmieniłem taktykę- Nie chcę
–I tak wiem.
-Skoro wiesz, to po co pytasz?
–Bo nie jestem pewny. Chodzi o te dziewczyny?
-Też
–Też? To o co jeszcze?
-A wiesz? Domyśl się. Taki gwoźdź do trumny- Jednak jestem genialny
–Bo wrócisz sam do domu.
Mina mi zrzedła- Ja nawet nie wiem gdzie to jest...Ale, nie zrobisz tego... Prawda?
Uśmiechnąłem się cwano .–Wiesz, że zrobię
-Ale...
–Ale? Może zmieniłeś zdanie i mi powiedz? Mamy ograniczony czas.
-Nno... głównie o te dziewczyny...
–Oj nie masz powodu by być zły ma mnie.
-Bo ja to jestem denerwujący, ale one nie- stwierdziłem z żalem
– O to chodzi. Mogłeś przyjść.
-Mówiłem, że to nic ważnego.- wzruszyłem ramionami
–Skąd mogłem wiedzieć, że na prawdę?
Wzruszyłem ramionami.
–Wiesz smutno mi było jak nie przyszedłeś. –Nachyliłem się nad nim.
-Wyglądałeś raczej na zadowolonego
–Jestem dobrym aktorem. Liczyłem na piękną scenkę zazdrości.
-I się przeliczyłeś
–Niestety.– Zacząłem się ubierać.
Ściągnąłem z siebie kąpielówki i zacząłem się wcierać.
Klepnąłem go w tyłek.
Westchnąłem ciężko- Nie rusz
–Nie mów do mnie jak do psa. –Wstałem całkowicie ubrany.
-Tak, tak- Ubrałem się
Wyszedłem z kabiny. Zabrałem swoje rzeczy i czekałem na chłopaka. Następnie poszliśmy oddać kluczyki do szafek.
W dużo lepszym humorze szedłem obok Zayn'a.
Wsiadłem do samochodu.- Teraz gdzie?
-Zjadłbym coś
–Oczywiście. Do maka?
-Ale nie wchodzimy do środka
–Ok. Myśl co chcesz.
-Co?
-Do jedzenia.
-Ja już nawet wiem
–Wyczuwam bankructwo
-Jedna mała tortilla, sałatka grecka, picie i lody na deser, a ty od razu dramatyzujesz
-Nie dramatyzuje.- Podjechałem pod driva. Zamówiłem shake’a i big maca.- Mów co ty chcesz.
Przechyliłem się do okna i złożyłem zamówienie
Podjechałem dalej. Po chwili zamówienie leżało już a moich kolanach.
Wziąłem sobie moją część jedzenia- Smacznego
–Może poczekasz aż zaparkuje?
-Może tak...- odłożyłem jedzenie z ręki
–Zatrzymałem się na pobliskim parkingu.– Może dziękuję. –Zabrałem się za jedzenie.
-Dziękuję ślicznie- sarknąłem i zabrałem się do konsumpcji posiłku
–Smacznego, skarbie.
-Smafpnego- odparłem z pełnymi ustami
Zaśmiałem sie i zabrałem się za jedzenie.
Dość szybko uporałem się z tortillą i sałatką, pozostało mi tylko rozkoszować sie deserem
Ledwo zdążyłem zjeść kanapkę a ten już kończy.– Boję się ciebie.
-Musimy dużo jeść- stwierdziłem głaszcząc sie po brzuchu
-Oczywiście. Tylko jesteś w 1 miesiącu!
-W końcu mogę być takim żarłokiem i nikt się nie będzie czepiał, że tyję?
-Zapominałeś o mojej osobie.
-Zrzucę na ciążę
-Nic ci to nie da.
-Mam szybką przemianę materii nie przytyję
-Jeśli chcesz być wuefistą to nie możesz być grubaskiem.
-Nie będę gruby
-W trakcie ciąży będziesz.- Wywróciłem oczami.
-W trakcie ciąży nie będę wuefistą
-Cicho.- Skończyłem napój i ruszyłem.
-Gdzie teraz?
-Właśnie nie wiem. Cos zaproponujesz?
-Plaża?
-Wieczorem? Kolacja o zachodzie słońca na plaży. Znów będę miał 10 minut spokoju od twojego gadania.
-Chętnie- Żegnaj wizjo ,,stoliczka''
-A teraz może zakupy? Przyda mi się cos nowego. A ty kiecek chyba też nie masz.- Oj czyżbym był wredny i porównał go do dziewczyny?
Puściłem jego uwagę mimo uszu- Jedźmy.
-Na zakupy?
- Ale ty płacisz.
-Ty nie masz kasy.- Zauważyłem.- Jak będziesz tym nauczycielem to ściągnę to z ciebie.
-Ty i tak masz tyle pieniędzy, że nie robi ci różnicy na co je wydasz.
-Jakbym nie zwracał uwagi kto mi jest coś winny nie miałbym ani grosza. Nie wiesz na czym polega moja praca.
-I lepiej żebym nie wiedział.
-Kiedyś może ci powiem.
-Żebym spać po nocach nie mógł? Nie trzeba
-Nie wszystko. Gdyby ktoś cię porwał i byś wygadał za dużo to bym cię zabić musiał.
-Jestem tępy- przypomniałem uprzejmie- Zapomniałbym
-Wolę nie ryzykować. Ogólnikowo ok, ale dokładniej nic... Wiesz jako mama tego i jeśli to jest moje i masz zostać u mnie powinieneś trochę wiedzieć.
-Ale małe trochę- zastrzegłem.
-Raczej. I tak dużo osób wie. A raczej się domyśla po plotkach. No i gliny.
-No to kącik zwierzeń, gadaj
-Samochód zawsze spoko. Ale ty też musisz dać coś w zamian.
-Co?
-Jakieś hmm ciekawostki z twojego życia. Takie wiesz co nikt nie wie.
-Ale ja nie mam takich ciekawostek!
-Szkoda.
-Zresztą jak ci powiem, to wykorzystasz to przeciw mnie
-Ty też możesz.
-A co ja ci zrobić mogę?
-Różne rzeczy. To co zwierzamy się?
-Ale ty pierwszy
-No to.. Zarabiam na sprzedaży narkotyków, pożyczaniu pieniędzy. Prowadzę też interesy z innymi gangami. Co nie zawsze jest miłe. A ty?
-Tak też myślałem.
-Ale z czym?
-Z tym co robisz.
-A ostatnio pytałeś. Dawaj. Twoja kolej. I gdzie powinniśmy jechać?
-Do galerii
-Ulica matole. Wiem, ze obiecałem ci ciuchy za dawanie dupy.
-Tam- wskazałem palcem na jedną z dróg
Skręciłem. Po chwili widziałem już dużą galerie.- Świetnie.- Zacząłem kierować się w jej stronę.
-I widzisz, nawet jak nie wiem gdzie ci karzę jechać i tak trafiamy
-Cicho. Zapewne widziałeś to centrum. Takie wielkie, ze nie da się nie widzieć.
-Może trochę
-Właśnie. I zdajesz się na mnie z ciuchami.
-Ta jes

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz