sobota, 27 września 2014

Ziam XLVI

Zayn
Liam
____________________________________
-Na obiad. Do pizzerii.
-Oczywiście.- Cmoknąłem go w usta. Mój słodzik.
Wydaje się mieć dobry, a przynajmniej dobry dla mnie humor. Teraz tylko tego nie spieprzyć- Cały się ubabrałem- westchnąłem spoglądając na swoją koszulkę
16:34
Ja
-Wypierze się. Na pewno mają w sklepie. -Pocałowałem go
-Er... idziemy?
-A powiesz mi coś miłego?
-Wszystko co zechcesz, mogę się nawet popisać inwencją twórczą i stwierdzić, że właściwie to nie lubię ruszać się z [Łejt gdzie my w ogóle mieszkamy], chyba, że z tobą. Z tobą uwielbiam. Czy coś
-Dużo gadania nic z tego co chciałem. Myśl dalej. Choć i tak miło.
-Kocham cię?- Jeżeli o to mu ZNOWU chodzi to mnie szlag trafi
-Mnie pytasz?- Wzruszyłem ramionami.
-Nie. Kocham cię.
-A kochasz mnie bo?
-Bo...- Cholera, po prostu mam gust spaczony.-głupie pytanie. Jesteś przystojny, o dziwo, lubię twój charakter, już nie wspominając o tym, że na łóżkowe sprawy narzekać nie mogę...- z każdym słowem robiłem się coraz czerwieńszy
-Mmm. Przestań bo się zarumienię.- Machnąłem ręką lekko go uderzając. Tak jak to robią dziewczyny.
-Już prędzej ja- przytuliłem się do niego tak żeby nie było widać mojej twarzy
-Zawsze chciałem mieć pandę, skarbie. Tylko kto by przypuszczał, że będzie taka kusząca.- Klepnąłem go w tyłek.
Odruchowo spiąłem pośladki-Pandy się tak nie wieszają- mruknąłem
-Nie jestem zwierzoznawcą.- Wzruszyłem ramionami.
-Bez różnicy. Mogę być i pandą
-Moją, słodką pandą, która swoją drogą częściej mogłaby mówić co do mnie czuje. To nawet miłe.
-Mogę, ale nie przy ludziach- zastrzegłem od razu
-Ok.- Uśmiechnąłem się zadowolony i ciągnąc go wyszedłem.
-Chwila, ubrać mi się daj!
-Wybacz z tego wszystkiego zapomniałem.
Naciągnąłem na siebie spodnie, czując się trochę niekomfortowo
-Co?- Spytałem widząc jego minę.
-Lepię się. No nic...
-Wyszoruję cię w domu.- I może poprawię.
-Nie mam nic przeciwko
-Wiem. -Splotłem nasze palce i wyszedłem z pomieszczenia.
-Tylko cię upewniam- zachichotałem
-Oczywiście. Prowadź.
-Pójdziemy takim tunelem, tam są płaszczki i różne ryby, potem będą skorupiaki, morsy, foki, inne ssaki widne i delfiny- stwierdziłem bardzo zadowolony ciągnąc go za sobą
Wywróciłem oczami i podążyłem za nim.
-Ponoć mają gdzieś tam rekina... no tego z głową jak młotek- narysowałem kształt w powietrzu
-Nie zapal się. I mam nadzieję, że wyjdziemy stąd.
-Jak wszystko zobaczę i kupisz mi kubek
-Wszystko?- Jęknąłem
-Tego nie ma aż tak dużo
-Ta 5lat zwiedzania.
-Przesadzasz
Już miałem powiedzieć, że przesadzam mówiąc, że jest seksowny, ale się powstrzymałem. Zwiedzaliśmy te rybki, akwaria półtorej godziny. Li latał jak idiota. -Mi i tak najbardziej podobała się ta skrytka.
Bardzo zadowolony dreptałem u jego boku- Tam też było ciekawie.
-Najciekawiej. -Wsiadłem do auta.
-A kubek?- Nie wsiadłem do samochodu
-Pójdziesz sam?- Spytałem wyciągając w jego kierunku portfel.
-Pójdę- wziąłem portfel- Zaraz będę
-Ok.-Oparłem się i czekałem na niego
Popędziłem z powrotem do budynku. W sklepie z pamiątkami wdałem się w rozmowę z ekspedientką, jako że nie było innych klientów poza mną. Oceanolog, przy kasie wylądowała, bo dziewczyna, która normalnie to robi się rozchorowała, a ona miała w tym czasie chwilę wolnego. Dopytałem, o kilka rzeczy związanych z rybami, przez co mi trochę zeszło. Na rozmowie o rybach i innych takich.
Zacząłem stukać palcami w kierownicę. Dłużej kubka kupować się nie da.
Prawie zapomniałem po co właściwie tu przyszedłem. Na szczęście mi się przypomniało. I ten dylemat: który kubek wybrać?
Bo pojadę bez niego. Dłużej się nie da.
Ostatecznie wybrałem ten w delfinki. Zapłaciłem i pożegnałem się, po czym popędziłem do samochodu
-Wreszcie. Miałem odjeżdżać właśnie.
-Nie mogłem się zdecydować- wsiadłem do pojazdu i oddałem mu portfel
-Przez 20 minut? Tyle to ja włosów nawet nie układam.
-Zagadałem się z ekspedientką
-Ładna chociaż?
-O rybach, ciemnoto
-Pytam czy ładna a nie o czym gadaliście.-Ruszyłem powoli.
-Nie obchodzi mnie to czy była ładna czy nie, skoro chodziło mi tylko o ryby. Była szczupła, czarne włosy, delikatne rysy twarzy. Dość urocza i wredna,
-Wredna? Ale wiesz, że faceta w ciąży by nie chciała?
- Ludzie mają różne fetysze. Wredna, dobrze się z nią rozmawia. Tresera delfinów,
-Też jestem wredny.- Zaparkowałem pod domem.
-A czy ja cię do niej porównuje?
-Nie. I tak nie jest lepsza ode mnie.
-Właśnie. Zamówimy pizze?
-Właśnie. Mieliśmy jechać. Zamów.- Wysiadłem i wszedłem do domu.
Wyjąłem z kieszeni ulotkę, którą dostałem w sklepie. Poszedłem do domu, wziąłem telefon i zadzwoniłem.
-A jaką zamówimy?- Spytałem obejmując go od tylu i zaglądając w ulotkę
-Pepperoni? Z sosami.
-Ok, jadalne według moich upodobań. Ma być duża i szybko. Dzwoń.-Położyłem głowę na jego ramieniu.
Wykonałem jego polecenie, podałem adres, rozłączyłem się. -Dziesięć minut i będą
-To dobrze. Głodny jestem.
-A co będziemy robić po jedzeniu?
-A co byś chciał? Na pewno się umyjemy.
-Ym... Nie wiem... Możemy porostu odpocząć albo... nie mam pojęcia. Może ty coś wymyślisz
-Myślałem, że masz na coś ochotę. Ty tu nosisz dzieciaka.
-Nie mam ochoty się nas tym zastanawiać. Ani wysilać. Mam ochotę robić coś niemęczącego
-Czyli seks odpada.- Mruknąłem.- Możemy poleżeć przed telewizorem.
-Może potem. Mnie to męczy bardziej niż ciebie.- westchnąłem- Mi się podoba
-Bo mam wprawę.- Stanąłem przed nim. Cmoknąłem go w czoło.
-Casanova- zaśmiałem się- Ale mój.
Prychnąłem. -Nie jestem twój.
-Tak, tak- Mówiłem do niego jak do dziecka
Odwróciłem się i poszedłem przed telewizor. Ja jego? Pojebało!
Ruszyłem za nim- Nawet się ze mną nie pokłócisz?
Włączyłem telewizor i wywróciłem oczami.
Usiadłem obok niego-Nie bocz się na mnie.
-To mnie przeproś.
-Przepraszam- przytuliłem się do niego. Problem z głowy
Rozległo się pukanie.- Idź otwórz. Zaraz przyjdę.
-Ta jes- Wstałem, wziąłem portfel, żeby zapłacić.
I gdzie ja zostawiłem portfel? W kuchni go nie było. Poszedłem do Liama- Widziałeś...- Zauważyłem, że trzyma mój portfel. Kieszonkowiec jebany. Widząc wzrok tego dostawcy objąłem Liama. Mój!
Gdyby dało się zabijać wzrokiem to facet już by nie żył. Spłoszony wręczył mi pizze, ja mu zapłaciłem a on odjechał jakby go gonili. Dzięki Zayn.- A tobie co?
-Głodny jestem.- Wzruszyłem ramionami. Zabrałem kartonik i poszedłem do kuchni.
-To po co było to przytulanie?- Zeżre mi całą pizze. Popędziłem za nim
-Z przyzwyczajenia? A co mam cię nie przytulać?
-Możesz mnie przytulać nawet częściej- zaprotestowałem
-Wiem. Smacznego.- Zabrałem kawałek pizzy.
-Smacznego- Wziąłem sobie kawałek, posmarowałem sosem.
Szybko zjadłem. Byłem głodny. Poszedłem pod prysznic.
-Zaczekaj za mną!- dojadłem, krztusząc się i niezadowolony podążyłem za nim
Wywróciłem oczami.- Nie musisz za każdym razem myć się ze mną. Zjadłbyś sobie spokojnie.
-Wolę z tobą niż sam. No i mówiłeś, że mnie wyszorujesz- przypomniałem
-Zapomniałem. -Wziąłem gąbkę i zacząłem go myć. Brzuch i podbrzusze baardzo dokładnie czyściłem.
-Plecki też- odwróciłem się tyłem
-Tu trzeba dobrze wyszorować. Jeszcze biały jesteś.
Obróciłem się z powrotem- Mówisz?
-Nie, szczekam.- Znów zacząłem myć jego przyrodzenie.
-Nnie trzeba aż tak dokładnie...
-Bo ci staanie.- Zaśmiałem się śpiewając.- Nie miałbym nic przeciwko.
-Nnie...- zaprzeczyłem bez przekonania
Puściłem gąbkę i ręką zacząłem go masować.
Niemrawo spróbowałem go odetchnąć.
-Nie chcesz?- Spytałem i polizałem go za uchem.
Zadrżałem.-Nnie... Chyba
-To nie.- Wyszedłem z kabiny, wytarłem się, ubrałem i poszedłem przed tv.
Opanowałem się, wytarłem, narzuciłem na siebie szlafrok i usiadłem obok niego
-Idź sobie.- Mruknąłem.
-Jesteś zły?
-Może. -Sam nie wiem, ale nie chciał to mogę być zły nie?
-Mówisz jak baba-jęknąłem- Może tak, czy może nie?
-Ja przynajmniej wiem, że jestem w 100% mężczyzną a nie zaskoczenie bo dzieciak.
-Pieprzona fontanna testosteronu się znalazła. Ja cię przepraszać za to nie będę.
-Nie musisz, ale babą to ty tu jesteś.
-Przynajmniej wiem o co mi chodzi
-Też wiem. Chciałem się z tobą zabawić to niee.
-Rozumiem, że trzymasz mnie głównie tylko dla seksu, ale to nie znaczy, że mam ci dawać za każdym razem gdy masz ochotę- To tak jakby trochę zaprzecza samo sobie no ale
-Nie tylko dla seksu, skarbie.- Objąłem go.
-Tak mnie traktujesz
-Niby jak? Gdyby tak było nie zabierałbym cię tu, nie kupował ubrań, auta.
-A przy okazji wszędzie, gdziekolwiek się nie ruszymy, musisz mnie przelecieć, jak się nie zgodzę to jesteś zły, w skrajnych przypadkach wściekły...
-Przynajmniej będziemy mieli co dziecku opowiadać. I w różnych miejscach jest fajnie.
-Nie tylko o to chodzi
-To o co chodzi?
-Wiesz, gdybyś przestał mnie traktować jak kurtyzanę...
-Nie traktuję cię jak kurwę.- Wywróciłem oczami.
-Bardzo to się nie różni. Może jest trochę skrzyżowane z utrzymanką
-Mniejsza. Nie traktuję cię a nie tak, ani tak.
-Jesteś zły?
-Nie.-Westchnąłem- A ty?
-Nie
-I wszyscy szczęśliwi.
-Mhm- przytuliłem sie do niego
-Włącz tv
Sięgnąłem po pilota i odpaliłem telewizor.
Przytuliłem go mocniej do siebie.
Uśmiechnąłem się bardzo zadowolony. Sięgnąłem jeszcze po koc, było mi trochę chłodno
Rozmyślałem jeszcze nad zakończoną rozmowa. Nie chce by tak uważał, niepotrzebne kłótnie będą z tego-Czego ode mnie oczekujesz?
-Um... Po prostu nie naciskaj tak bardzo. I kupienie czegoś nie jest jednym sposobem okazania, tego że bynajmniej dziwką nie jestem
-Ja nie naciskam. A jak sam wiesz potrzeba mi duużo uwagi.
-Nie, wcale- prychnąłem poirytowany
-Dobrze no. Zmienimy to. Ok?
-Mhm- skinąłem głową
Złapałem go za podbródek i pocałowałem. Wstałem następnie i zrobiłem herbaty.
Korzystając z okazji zmieniłem kanał
Podałem mu herbatę i usiadłem obejmując go.
-Dziękuję- cmoknąłem go w policzek
–Nie ma za co, skarbie.
Upiłem łyk- Gorąceee- Poskarżyłem się
–A jakie niby ma być?
-Mniej gorące?- przechyliłem głowę pytająco
Zaśmiałem się.- Dziecko będzie miało dziecko.- Pokręciłem głową.
-Nie prawda- odparłem oburzony
-I tak cie lubię.
-To dobrze
-Wiem.- Cmoknąłem go.
-Kocham cię- mruknąłem wtulając się w niego bardziej
-Ja..-Prawie odpoweidziałem "ja ciebie też". Co mi odbija?- cię lubię.

środa, 24 września 2014

Ziam XLV


Zayn
Liam
_________________________
-Też chce. Siły bym nie miał. -Usiadłem na krześle.
Wyciągnąłem talerze, nóż do nakładania dżemu i naleśniki.- Proszę bardzo.
-Na sam widok ślinka cieknie. i nie mówię o naleśnikach.
-Daj spokój- usiadłem przy stole
-Bo co? Tylko 'Daj spokój, daj spokój".- Zacząłem go przedrzeźniać.
-To krępujące, gdy tak mówisz- nałożyłem sobie naleśnik na talerz
Wywróciłem oczami.- Przyzwyczaj się.
-Bo to takie łatwe- posmarowałem naleśnik nutellą
-Ze mną bardzo.
-Uh, postaram się- zabrałem się za jedzenie
Posmarowałem naleśnika. Zabrałem się za jedzenie. -Yhymmm.
Kolejnego naleśnika zrobiłem z dżemem.
Zjadłem z pięć naleśników. -Idziemy się umyć?
-Yhm- wstałem
Zaniosłem talerz do zlewu. Złapałem go i zaniosłem do łazienki.
Objąłem go za szyję.-Będziesz mnie nosił? -Zaśmiałem się
-A nie mogę? Właśnie. Lubię to będę.
-Nie jestem za ciężki?
-Jestem silny.
-To dobrze
-Ale nie przyzwyczajaj się.- Postawiłem go.
-Jak zwykle nie mam zamiaru- wszedłem do kabiny
-Jasne. - Wszedłem do kabiny.
Odkręciłem wodę.
Wziąłem gąbkę i zacząłem się myć.
-Umyć ci plecy?
-Możesz.-Odwróciłem się.
Wziąłem gąbkę i zacząłem namydlać jego skórę, nucąc przy tym.
-Widzę, że lubisz śpiewać.- Zauważyłem.
-Bardziej ponucić. Nic konkretnego
-I tak robię to lepiej.
-I rzadziej
- Fakt jeszcze mnie nie słyszałeś.
-Więc nie wiem czy lepiej
-Mogę ci zaśpiewać coś.
-Zaśpiewaj- przytaknąłem
-I gotta feeling
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good good night. -Zanuciłem kawałem.- I?

-Ładnie. Chociaż nie lubię tej piosenki
-Pięknie. I co mnie to? Ja lubię, ja śpiewam.
Spłukałem pianę z jego pleców- Nie zabraniam ci
-Bo nie możesz. -Zabrałem się za mycie głowy.
-Oj tam, szczegóły
-Ja za to mogę wszystko. -Spłukałem szampon.
-Zazwyczaj mi to nie przeszkadza
-Zazwyczaj. Myj się i wychodzimy. Mieliśmy iść gdzieś tam.
delfiny.- Szybko się umyłem
Wyszedłem z kabiny. Wytarłem się i zacząłem układać włosy.
-Podasz mi ręcznik?- Czyli punkt stały wspólnego prycznica
-Następnym razem ty mi podajesz.- Podałem mu ręcznik.
-Nie, nie można niszczyć rytuałów. To jak ze spluwaniem gdy czarny kot przebiegnie ci drogę.
-Pierdolić kota. Podajesz i koniec.
-Wiesz zoofilię się leczy- wytarłem się
-Nie mam zoofilii. Kot jak mi się naprzykrzy to będzie martwy.
-Nie zabijaj mi kiciusia! One są świetne!
-Nie twój więc nie powinie cie interesować.
-Wszystkie koty na świecie są moje
-A wszystkie dziurki moje.
-Tak, tak
-Choć ktoś chce mnie ograniczać. -Odwróciłem się i złapałem go za biodra.
-Bo jak mam inaczej?
-No masz inaczej.
-Sam się zgodziłeś
-Na co?
-Na ograniczanie
-Bo musiałem. Nadal płakałbyś nie wiadomo gdzie, byłbyś chory i bezużyteczny na jakiś tydzień.
-Nie umniejszaj mojego zwycięstwa- odparłem wyraźnie z siebie dumny
-Nie wygrałeś. Nadal mogę... miałeś mieć dobry dzień. Dokończymy wieczorem.
-Niech ci będzie. Idę po jakieś ciuchy.
-Ja pójdę. Wybiorę ci coś Ładnego.- Bo ty się nie znasz.- Poczekaj, rozgość się. Zaraz wracam.- Poszedłem do pokoju po ubrania.
Nawet zaprotestować mi nie dał. Ugh.
Po chwili wróciłem. Podałem Liamowi białą koszulkę, szare, dresowe spodnie oraz skórzaną, czarną kurtkę. Sam ubrałem się podobnie.
Naciągnąłem na siebie ubranie.-Głupio się czuję
-Czemu?
-Normalnie się tak nie ubieram, to pewnie przez to
-Taa, ale tak jest lepiej. Przyzwyczaisz się.
-Mam nadzieję
-Daleko te ryby?
-Nie, ale jedziemy samochodem. Nie chce mi sie iść
-Leń. A co tam dokładnie będzie?
-Taaaaakie wielgaśne akwaria, z delfinami, rybkami, syrenami i innymi takimi. O i foki też mają! I słonie morskie... Morsy też!
-Na mój widok też powinieneś się tak podniecać.- Mruknąłem. - Morsy niby lepsze ode mnie.
-Nigdy nie widziałem morsa. A ciebie ciągle widzę.
-To niczego nie zmienia. Mówiłeś, że mnie kochasz.
-Morsy też kocham
- To ja lubię rżnąć Justina.
-Lubisz, ale już więcej tej wątpliwej przyjemności miał nie będziesz
- Założysz mi jakiś nadajnik by mnie pilnować? Ostatnio byłeś za ścianą i jakoś ci to nie przeszkadzało.
-Stąpasz po cienkim lodzie- prychnąłem
Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie.- Przecież ci mówiłem, że wtedy z nim nie spałem. Swoją drogą nigdy z nim nie spałem.
-Więc tak nie mów
-Więc kochaj tylko mnie.
-Dobrze, żadnych morsów
-I nikogo innego.
-Nikogo innego-przytaknąłem- A właściwie czemu?
-I niczego. Ja nie mogę to ty też. Proste.
-Skoro tak mówisz...
-Nie wierzysz mi?

-Trochę
-Nie chcesz się przekonać.
-Chcę- prychnąłem- Idziemy?
-Ta i znów zazdrosny będziesz.- Prychnąłem.- Możemy. -Poszedłem do auta.- Prowadź.
Wszedłem do samochodu i odpaliłem.
Przyglądałem mu się. W pewnym momencie zacząłem marnować jego udo. W końcu ścisnąłem jego przyrodzenie.
-Zostaw, prowadzę- westchnąłem ciężko
-Widzę. Ale co poradzę, że moje rączki się nudzą.
-To je zajmij czymś innym
Założyłem ręce na piersi.
Na miejscu byliśmy po kwadransie-Idziemy
-A morsy nie mogą poczekać?
-Raczej nie uciekną- przyznałem
-Raczej. Chodź. Pociągnąłem go do akwarium.

-Kupisz mi potem kubek z delfinem?
-Jak dobrze dasz dupy będzie nagroda.
-Kubek to nagroda?
-Tak. Tylko musimy znaleźć jakiejś miejsce.

-No chyba pocieszenia- jęknąłem niezadowolony.
-Jak uważasz. Ważne, że też dostanę nagrodę.
-Za co niby?
-Za.. za to, że jestem miły i grzeczny?
-Akurat
-Nie to nie. Kubka też nie będzie.
-Szantażysta
Wzruszyłem ramionami. Ruszyłem przed siebie.
Dogoniłem go- Wygrałeś
-Zawsze wygrywam.- Oblizałem usta. Rozejrzałem się za jakimś pomieszczeniem.

-Zawsze jesteś niewyżyty
-Wina twojego tyłka. -Zaciągnąłem go do jakiegoś pomieszczenia.

Zbyt wiele miejsca to tam nie było- Tylko się streszczaj, nie chcę sie klaustrofobii nabawić
-Nie chcesz to możemy wyjść. Ale kubka też nie będzie.
Wywróciłem oczami- Jakby mi tylko na kubku zależało to bym sobie kupił
-Ale nie wziąłeś kasy jak dobrze pamiętam.
-A czy to jedyne miejsce na świecie gdzie można kupić kubek z delfinem?
-Cicho siedź.- Wyszedłem z pomieszczenia.
-Ej no!- ruszyłem za nim
Zachowywałem się jakby nie istniał.
-Zaaaayn
Podszedłem do jakiś rybek.
-Zayn!
Bardzo ciekawe te rybki.

Uwiesiłem mu się na ramieniu- Nie ignoruj mnie, Zaaaaayn
Zwaliłem jego ręce z siebie.
Uczepiłem się go znowu, tym razem nie zamierzając go puszczać- No co ja znowu zrobiłem, no co...
-Nic.- Ruszyłem powoli przed siebie.
-Więc mnie ni ignoruj
-Więc mnie zostaw.
-Nie, bo wtedy będziesz mnie bardziej ignorować
-I tak mam zamiar to robić.
-Ale czemu?
-Nie zaspokojony Zayn, zły Zayn.
-No to go zaspokoimy- jakie problemy z nim mam
-Nie chce ciebie.
-Nie masz wyboru
-Niby czemu?
-Bo...- urwałem nie mogąc znaleźć powodu
-Właśnie. Daje ci jeszcze jedną szanse. To?
-Ym... Bo... Eh, nie mogę ci wierzyć na słowo, dzieciak ci różnicy nie robi...- Stwierdziłem dość podłamany- A znalezienie sobie kogokolwiek nie robi ci problemu... Właściwie czemu to zawsze są dziewczyny?
-Bo po godzinach użerania się z tobą są miłą odmianą.
-Ale po dłuższym czasie zrobiłby się jeszcze gorsze
-Dlatego są jednorazowe. Ty też niedługo pójdziesz w odstawkę.
-Nie boisz się, że kiedyś się zemszczą
-Niee. Nie zapominajmy kim jestem.
-Kobiety potrafią być przerażające
Wywróciłem oczami.- To od samego początku wiadome jest, że nie zabawią u mnie więcej niż noc.
-One już takie są. Lubią robić sobie nadzieje
-A ty jesteś inny.
-Niczego takiego nie powiedziałem
-Właśnie. Też jak idiota myślisz, że cię nie wypierdolę.

-A co lepszego mam zrobić?- odparłem dość spokojnie. Nie ma sensu się rozklejać. Nie teraz.
-To już nie mój interes. Dam ci tylko radę, jeśli chcesz zabawić u mnie trochę dłużej to się postaraj, bo zaczynasz mi się nudzić.
-Dobijasz leżącego- westchnąłem
-Niby jak? Prawdę mówię i pięknie cię ostrzegam tylko.

-Aż zbyt dosadnie
-Jasne.- Ruszyłem do innego akwarium.
To sobie porozmawialiśmy. A niech robi co chce. Proszę bardzo. Nie będę mu robić wyrzutów i się produkować. Poczekamy, zobaczymy kto wygra. Pomyśleć, ze chciałem to rozwiązać w miarę pokojowo
Stanąłem przy rekinach. Ciekawe rybki. Po chwili szukałem drogi do miejsca gdzie stał ten facet i je karmił.
Ciekawe czy on sobie zdaje sprawę, że człowieka to by taki rekin nie zjadł i można sobie spokojnie z nim popływać.
Gdy wszedłem na balustradę pogadałem z gościem i pokarmiłem te stworki.
Zmieniłem zdanie, szkoda że go nie zeżrą. Wielka szkoda. Nawet ryby przeciwko mnie.
Wróciłem do Liama. -Gdzie te morsy?

-Prosto i w lewo- pokazałam palcem na mapie przytwierdzonej do ściany
-A co z tym zaspokajaniem mnie?
-Rób sobie co chcesz
-No, ale.. Jak mam się zaspokoić bez ciebie?

-Prowadź- westchnąłem
Zadowolony złapałem go za rękę i wciągnąłem w jakieś pomieszczenie.
-Miejmy nadzieję, że nikt tu nie wlezie.
-Najwyżej będzie miał żywego pornola.
-Zabrzmiało, jakby miał mieć żywą płytę z pornosem
-Mniejsza o to.- Zacząłem go rozbierać.

Rozpiąłem jego spodnie
Szybko pozbyłem się ciuchów z naszych ciał. Odwróciłem chłopaka do siebie plecami i zacząłem nawilżać jego wejście językiem.
Oparłem się o ścianę. Pojękiwałem cicho
Włożyłem w niego dwa palce.

Przygryzłem wargę. Nie byłby dobrze gdyby ktoś nas usłyszał.
Dołożyłem trzeci palec. Rozciągałem go porządnie.
Sam nabijałem się na jego palce.
Założyłem gumkę. Złapałem go za uda i podniosłem. Włożyłem w niego penisa.
Skrzywiłem się. Wargę przegryzłem do krwi. Aj
Zacząłem się poruszać.
Chętnie odpowiadałem na jego ruchy/
Obdarowywałem jego szyję sporymi malinkami.
Przez myśl przemknęło mi, że będę wyglądał jak biedronka.
Przeniosłem usta na jego. Przyspieszyłem ruchy.
Zacząłem oddawać pocałunek
Zacząłem szukać jego prostaty. W końcu na nią trafiłem.
Jęczałem w jego usta. Coraz trudniej było mi ustać.
Kilka mocnych pchnięć i doszedłem.
Skończyłem prawie że równo z nim. Nogi mi drżały, ledwo stałem.
Postawiłem go na ziemi. Ucałowałem w nos.

Zdziwiony zmarszczyłem go zabawnie. Oparłem się o niego.
Zaśmiałem się.
-A teraz na morsy
-Dokładnie, skarbie. I po kubek i gdziekolwiek zechcesz.

sobota, 20 września 2014

Ziam XLIV

Zayn
Liam
______________________________

-Gdy tak mówisz mam wrażenie, że ci rozkazuje. Choć tym razem tak nie było.
-Sam, dobrowolnie sie na to zgadzam- westchnąłem
-Zobaczysz za kilka lat będziesz sławny dzięki mnie.
-Sławny?
-Jak cię namaluję to będziesz. Moje obrazy będą wisiały na najlepszych wystawach.
-Mam tylko nadzieję, że to nie będą same akty- zaśmiałem się
-Może nie.
-Ale wiesz, że swojego aktu nie dam ci namalować?
-Może Justin się zgodzi, albo Perry.
-Mhm... Albo... Erm, to była Emily? Czy jak jej tam. Pewnie chętnie odnowi kontakt.
-Kto?
-Ta z... nie pamiętam. Jedna z wielu.
-Właśnie. Myślisz, że mogę ją pamiętać? Może jakbym zeszyt 10000kartkowy założył to by wszystkie poznane przez rok się zmieściły i bym pamiętał. Choć nie muszę już pamiętać żadnej pięknej pani, teraz mam pięknego ciebie.
-Ta a na pierwszej stronie ,,Miłosne podboje Zayna Malika'' -zaśmiałem się.
-Raczej łóżkowe. Tylko jedna osoba może podbić moje serce.
-Ja?
-Chciałbyś.
-Chciałbym- położyłem mu sie na kolanach- Jak nie ja to kto?
-Wiem to. Coś takie ciekawski co?
-Przecież muszę wiedzieć
-Po co? Będziesz się upodabniał do mojego ideału?- Zaśmiałem się.
-A żebyś wiedział
-Jeszcze nie poznałem tej osoby. Musimy poczekać 8 miesięcy.
Zaśmiałem się- Jestem połową tej osoby, bilans wychodzi na plus
-Ale ja pokocham tą moją część.
-Będą wymieszane. Chociaż trzeba przyznać, że śliczny dzieciak z tego będzie.
-Z mojej połowy na pewno. Oby więcej odziedziczył. Zamknij oczy i wyobraź go sobie. Widzisz jaki piękny mały ja?
-Ej! Ja też tam będę!- szturchnąłem go- I bedzie bardziej podobny do mnie
-Chciałbyś. Będziesz, ale w mniejszości.

-W większości. A nawet jeśli nie, to mnie będzie lubiło bardziej
-Ciebie nie da się nie lubić.- Mruknąłem mu go ucha.- Ale ja będę lepszym tatą.- Na pewno nie, ale podroczyć się można.
-Możesz być lepszy, widomo, że dzieci bardziej kochają mamusię- pogłaskałem się po brzuchu-i... ono też będzie mnie lubiło bardziej
-Mamusia się znalazła.- Prychnąłem.- Ja mam kasę, mnie będzie lubiło bardziej.
-Nie znasz się, będzie mnie lubiło bardziej
-Nie. Wiem lepiej i koniec.
-Pożyjemy zobaczymy.
-Przekonasz się, że mam rację.
-Tak swoją drogą... To nie będzie trochę dziwne
-Co będzie dziwne? I swoją drogą jestem głodny.

-Wiesz dzieciak, pięciu facetów w domu... Zalatuje patologią. Zaraz zrobię coś do jedzenie
-Licz siebie i Horana jako babę Lou jako obojniaka i będzie dobrze. Skoro ty możesz być w ciąży to chyba to, że jest nas pięciu nie jest dziwne nie?
-W takim razie siebie też mogę liczyć jako obojnaka?
-Nie. Ty jesteś mój. A kto obraża Louisa będzie miał dobry dzień.
-Wolę nie. Idę robić te naleśniki- podniosłem się
-Ja tam lubię. Ma prawie tak fajny tyłek jak ja. to jest karalne.- Poszedłem z nim.

-Dobrze, że ja się do tej kategorii nie zaliczam
-Jasne. Ej!- Powiedziałem jakby stało się coś okropnego.- A co jeśli dzidziuś będzie ładniejszy ode mnie. Jeśli moje lustereczko mi tak powie będzie Królewna śnieszka 2
-Nie przesadzaj.- Westchnąłem- Ty mi lepiej powiedz jak ja mam przeżyć muzykę klasyczną- jęknąłem
-Jaką muzykę klasyczną?
-Takie pierdolenie o Szopenie, że kobieta w ciąży muzyki klasycznej słuchać ma. I rozmawiać do dziecka- westchnąłem- Rozmawiać zresztą to ty też masz
-Muzyka klasyczna? Chcesz mi dziecko zakatować? Śpiewać mu możesz.
-Nie wierzysz w świętą moc głupiej książeczki ood lekarza- prychnąłem
-Skoro głupiej to nie musisz. Moje dziecko na być mądre.
-I po to mu ta muzyka klasyczna. A jak będziesz do niego mówić to cię pozna po porodzie.- Westchnąłem
-Nie. Tylko nie muzyka klasyczna. Ty to słyszałeś? Jak można tego słuchać.
-Niektóre nie są złe. Niektóre
-Rób jak uważasz. -Objąłem go od tylu.- Seksownie wyglądasz przy robieniu jedzenia. A w kuchni też jeszcze cię nie rżnąłem.- Szepnąłem mu na ucho.
-Nie wyglądam seksownie, po prostu jesteś wiecznie napalony. Po jedzeniu, naleśniki mi się przypalą
-Też racja, ale przymilić się chciałem.
-Po jedzeniu- powtórzyłem
-Jasne. Lepsze to niż nic.- Wsadziłem rękę w jego spodnie.

-Zostaw
-Nie mogę się oprzeć.

-Sio do stołu, bo ci przerąbię patelnią
-Nic nie robię. -Ścisnąłem jego przyrodzenie.
Trzepnąłem go w głowę łopatką .- Patelnia będzie następna!
-Staje ci. Następne to będą moje usta na twoim kutasie.
-Naleśniki mi się przypalą- jęknąłem zrozpaczony
-To zrób ostatnie. Ja idę po gumkę i nawilżacz.
-Sekoholik- zaśmiałem się i przekręciłem naleśnika z jednej strony na drugą.
-Co poradzę, że tak na mnie działasz?
Wzruszyłem ramionami-Leć po te gumki a nie się tłumaczysz
Cmoknąłem go w policzek i pobiegłem do torby. Po chwili wracałem z potrzebnymi rzeczami.
Wszystkie naleśniki odłożyłem na talerz, patelnię do zlewu, wszystkie mąki, mleka i co tam jeszcze na miejsce. Obróciłem się plecami do blatu
Stanąłem przed nim. Oblizałem usta i pocałowałem go delikatnie.

Oddawałem pocałunek. Rękoma przyciągnąłem go bliżej.
Zacząłem odpinać jego spodnie.

Westchnąłem z ulgą. Było mi już trochę ciasno.
Oderwałem się od niego cicho śmiejąc. Ściągnąłem z niego dolne ubranie i zacząłem pastwić się nad jego szyją. Ozdabiałem ją w kolejne malinki.

Bardzo śmieszne. Rozpiąłem jego spodnie i zsunąłem je razem z bokserkami.
Niech nie myśli, że zdejmie mi spodnie i w niego wskocze. Błądziłem rękoma pod jego koszulką.
-Nnie rób...
-Czego?- Spytałem przyszczypując jego sutki.
-Nnie rób... ttak
-Jasne.- Zjechałem pocałunkami na jego tors. Zatrzymałem się przy kutasie.
Jęknąłem niezadowolony, z tego że przestał.
Chwilę się wąchałem. Może to dziwnie zabrzmi, ale nie robiłem nigdy loda. Byłem skupiony na tym, że ja mam odczuwać przyjemność. Spojrzałem w górę. Tej osobie chce dać przyjemność. On ma coś w sobie. Wziąłem jego kutasa do buzi i mocno zassałem.
Jęknąłem głośno i mimowolnie mocno wypchnąłem biodra w górę. Cholera, mam nadzieję że mnie nie zabije, przecież udusić się idzie jak tak robię.
No kurwa. Głupi? Przytrzymałem jego biodra. Zacząłem poruszać powoli głową.
Pojękiwałem. Palce wplotłem w jego włosy.
Wsadziłem mu palce do odbytu. Rozciągałem go.
Zrobiłem się głośniejszy. Zajebiste uczucie...
Gdy przyzwyczaiłem się do tego co robię przyśpieszyłem swoje ruchy. Jęki Liama uświadamiały mnie, że robię to dobrze.
Oparłem się o blat. Nie mogłem ustać o własnych siłach
Starałem się solidnie go rozciągnąć by znów nie jęczał.
Zdzierałem sobie gardło. Cudownie...
Zacząłem szukać jego prostaty. Po chwili trafiłem w to miejsce.
Nie mogłem opanować drżenia ciała, ani błagań o więceej.
Przez jego jęki stwardniałem. Chciałem by w końcu doszedł bym mógł zająć się jego tyłkiem
.
Nie wytrzymałem. Doszedłem w jego usta.
Połknąłem to co mi zaserwował. Naleśniki to to nie są, ale też niezłe. Cmoknąłem go w brzuch i wstałem.- Tylko wyjątkowym obciągam.- Szepnąłem mu na ucho.
Skinąłem nieprzytomnie głową. Nie do końca wiedziałem co powiedział, ale nie obchodziło mnie to.
-Odwróć się.- Rozebrałem się i nałożyłem gumkę.
Wykonałem jego polecenie.
Stanąłem za nim. Kawałem mu się oprzeć i całując jego plecy wszedłem w niego.
Skrzywiłem i syknąłem. Ale to nic, da się przeżyć.
Narzuciłem szybkie tempo, ale starałem się być delikatny. Kurwa jak dobrze. Nigdy więcej czekania.
Szybko się przyzwyczaiłem. Znowu było mi cholernie przyjemnie.
Wchodziłem w niego szybko. Całowałem jego plecy. Po chwili szarpnąłem go za włosy i przyciągnąłem. Do pocałunku.
Wykręcając sobie szyję dosięgnąłem do jego ust.
Zacząłem ręką dotykać jego kutasa.
Moja szyja będzie żałować tej gimnastyki. Po kilku ruchach dłoni Zayna stanął mi. Ja po tym wszystkim z tego blatu nie zejdę.
Szybko poruszałem ręką.

Pojękiwałem w jego usta.
Zwolniłem ruchy w nim. Ręką utrzymywałem wcześniejsze tempo.

Wykończy mnie. Nie byłem w stanie protestować.
Co jakiś czas przyśpieszałem i zwalniałem. Gdy czułem, że obaj jesteśmy blisko zacząłem mocno w niego wchodzić.
Znęca się nade mną. Krzyczałem, gardło miałem zdarte na wiór. Jeszcze tego pożałuje
Pot spływał po moim ciele. Byłem na prawdę blisko by szczytować.
Nie wytrzymałem i doszedłem. Opadłem wycieńczony na blat
Skończyłem chwilę po nim. Wyszedłem z niego i wyrzuciłem gumkę do kosza. Wziąłem go na ręce i poszedłem pod prysznic.

Wygodnie. Zdecydowanie wygodnie i ciepło. No i nie muszę iść. Podoba mi się.
Postawiłem go pod prysznicem i włączyłem wodę.
Trudno mi było ustać samemu. Oparłem się o niego.
Złapałem go za biodra podtrzymując.
Drżałem lekko. Dyszałem jak po maratonie.
Złapałem go za podbródek i pocałowałem go delikatnie.
Oddałem pocałunek. Oparłem się o jego ramiona.
Podniosłem go za biodra i przyparłem do ściany. Zacząłem całować jego szyję.
Nie miałem ochoty go odpychać. Siły też. Odchyliłem głowę dając mu lepszy dostęp do mojej szyi.
Odessałem się od niego z uśmiechem.- Chyba jutro będziesz spał do wieczora co?
Skinąłem głową. Już teraz jestem wymęczony. Zarzuciłem mu ręce na szyję i przytuliłem się.
Obmyłem nas. Wyszliśmy. Wziąłem go i wytarłem. Zaniosłem go do łóżka. Położyłem się i objąłem go.
Wtuliłem się w niego.-Naleśniki się zmarnują-westchnąłem
-Chcesz to ci przyniosę.
-Nie wiem czy nie zasnę zanim wrócisz-westchnąłem
-Aż tak cię zmęczyłem?- Cmoknąłem go we włosy.
-Mhm- skinąłem głową- Nie sprawiedliwe
-Jak nie?- Zdziwiłem się.
-Ja jak po maratonie, a ty prawie niezmęczony- poskarżyłem się
-Jestem, kocie wytrzymalszy. I też jestem zmęczony. Śpimy do 3.
-Dobra- przymknąłem oczy.-Branoc
-Dobranoc, skarbie.- Cmoknąłem go znów w czoło i zasnąłem.
Odpłynąłem.
Obudziłem się koło 2.- Skarbie, otwieramy oczęta.
Całą noc miałem nieprzyjemne sny, na szczęście się nie budziłem- Nie chcę- wymamrotałem w poduszkę
Ścisnąłem go za przyrodzenie. - Wstawaj.
Kopnąłem go-Nie rób
-Dobrze, ale wstań.- Co niby mam sam robić?
-Poleż ze mną jeszcze trochę, no...
-Ale się obudź i choć porozmawiaj ze mną.
-Ale na leżąco- pociągnąłem go za rękę
-Jasne, że na leżąco.- Położyłem głowę na jego klatce. Cieplusia.- I z bawieniem włosami.
-Chętnie-ziewnąłem i położyłem rękę na jego głowie
W odpowiedzi wysunąłem język i polizałem jego sutek.
Zacząłem bawić się jego włosami-Nie rób
-Jasne. - Zacząłem masować jego brzuch.- Swoją drogą jak chcesz to nazwać?
-Nie mam pojęcia. Masz jakieś pomysły?
-Czemu ja? To twoje dziecko.
-Twoje też- wzruszyłem ramionami- Ale jak będzie dziewczynka to Rose.
-Załóżmy, że moje. Ja chce chłopaka a nie jakąś dziewczynkę. Będzie dziewczynka radź se sam.
-Oj dzięki.- zamyśliłem się na chwilę- Ale raczej będzie chłopak
-Chcesz by był chłopak. To co innego. Muszę imię wymyślić. Mój następca musi się godnie zwać.
-Oboje jesteśmy facetami, więc...
-Więc?
-Dziwne by było gdyby dzieciak był dziewczyną
-Jedyna w domu. Może trochę. Śmieszne gdyby urodziła się dziewczyna.
-Taka troszkę patologia.- zaśmiałem się
-Troszkę. Co dziś robimy?
-Ym... Niedaleko jest akwarium. Wiesz, z delfinami i wszystkim. Przejdziemy się?
Wywróciłem oczami.- Jasne. Ale będziesz miał dobry dzień.
-Mhm-skinąłem głową
No i świetnie. Nadal kreśliłem wzory na jego klatce. Miło tak.
Zaburczało mi w brzuchu- Idziemy coś zjeść?
-Mieliśmy poleżeć. -zrobiłem smutną minę.- Wygodnie mi.
-Poleżymy jak zjemy- pogłaskałem go po głowie
Niechętnie wstałem.- To co  jemy?
-Wczorajsze naleśniki?
-Możesz podgrzać.
-Czemu ja?
-Bo ty miałeś gotować, gosposiu.
-Odgrzewanie to nie gotowanie.
-Wszystko jedno.
-Wstawaj, idę odgrzać- westchnąłem cierpiętniczo
-Ok. -Wstałem z łóżka i poszedłem nago do kuchni. Nadal leżały tam nasze rzeczy.
Podreptałem za nim. Włożyłem talerz z naleśnikami do mikrofali- Z czym chcesz?- Otworzyłem lodówkę
-Dżem?- Wziąłem ciuchy i wyniosłem do łazienki. Wróciłem i klepnąłem Liama w goły tyłek.
-Dżem- powtórzyłem i wyjąłem na stolik- Mamy truskawkowy, wiśniowy i morelowy. I nutellę- Wszystkie produkty ustawiłem w równym rządku
-Jak tyłek? Może powtórka z wczoraj?
-Zjeść chcę. Może potem

wtorek, 16 września 2014

Ziam XLIII

Zayn
Liam
____________________________


Odwróciłem go do siebie i pocałowałem.
Oddałem pocałunek
Zakończyłem go mlaśnięciem i oblizałem usta.- Co robimy?
-Chooodź ze mną na spacerek
-Spacerek.-Prychnąłem.
-Spacerek-przytaknąłem- Chodź
-Jedna kula w tym miesiącu mi wystarczy. A jeden goły Li dziennie nie.
-Jesteś strasznie niewyżyty. Cud, że w ogóle siedzieć mogę- westchnąłem- Czyli nici ze spacerku.
-Niech ci będzie. Pójdę na ten twój spacerek.
Uśmiechnąłem się szeroko- Dzięki
Popukałem policzek.- Jednak muszę się prosić.
Cmoknąłem go, ale w usta- Zapomniało mi się
-Chodź.- Złapałem go za rękę. Skierowałem się do wyjścia. Zamknąłem dom.
Splotłem nasze palce.-Mogę tak?
-A czemu nie? Jeśli dobrze pamiętam to nawet jesteśmy razem.
Wzruszyłem ramionami.-Właściwie tak
-Właśnie.- Zacieśniłem uścisk naszych palców.
Naprawdę szczęśliwy szedłem obok Zayna, w myślach zastanawiając się którędy iść. Nie mam ochoty na długi spacer.
-Lubię jak się uśmiechasz. A szczególnie dzięki mnie.
-Lubię uśmiechać się dzięki tobie- odparłem zadowolony
-Lubisz być mój. Bawimy się tak dalej?
-Lubię -przyznałem-Jak?
-Nie ważne. Gdzie teraz?
-Tam- wskazałem na ścieżkę- Zrobimy kółeczko i wracamy
-Ok.- Przynajmniej nie będziemy chodzić pół dnia.

-Szkoda, że niedługo będzie zima-westchnąłem
-Będziemy chodzić na łyżwy, pojedziemy w góry.
-Nie umiem jeździć na łyżwach- zamarudziłem
-Nauczę cię. A na nartach? Albo pojedziemy do Hiszpanii, tam jest ciepło.
-I będziemy pływać w morzu...- rozmarzyłem się
-A ty będziesz już gruby.-Zaśmiałem się.-Możemy pojechać gdziekolwiek zechcesz.
-Nie będę gruby- prychnąłem-Możemy?
-W 4 miesiącu już będziesz. Tak, możemy. To gdzie byś chciał?
-Będę tylko troszkę, ale będzie widać. Chcę... Umm... Nie wiem gdzie chcę...
-Jasne. Masz czas do zastanowienia się. Może Francja? Wiesz wieża Eiffla.
-Tam jedzą żaby. Nie chcę- Pokręciłem głową
Wywróciłem oczami.- To nie będziesz ich jadł. Nie tylko żaby tam podają.
-Hmm... Ale na Lazurowe Wybrzeże. Nie chce wieży Eiffla.
-Wieża jest fajna. Ciekawe czy już ktoś z niej zeskoczył i się zabił. Piękna śmierć, takie widoki.
-Może nad wybrzeżem będzie jakiś klif? Sobie popatrzysz na skaczących ludzi z klifu.
-Tylko debil robi to tak by inni widzieli. i nie musimy wybierać tylko jednego miejsca.

-Ale powiedziałeś, że ja wybiorę...
-Ale ja płacę ja zatwierdzam.
-To pojedziemy na wybrzeże i po drodze wstąpimy na Eiffle.
-O tym mówię. Daleko do domku?
-Blisko, blisko
-Ok. Choć kupimy sobie loda.
-Lody. Dwa
-Możesz mi zrobić.- Wszedłem do sklepu. Wybrałem sobie loda.
-Mi też weź, noo...
-Wybierz sobie. Nie wiem na co masz ochotę, skarbie.

-Truskawkowe i... może kakaowe?
-Może jeszcze jakieś? Albo inne słodycze.
-Chcesz mnie utuczyć i zjeść?
-Taki jest plan. Będę jak ta wiedźma z tej takiej bajki.
-Nie dasz rady, przejrzałem cię
-I tak będziesz gruby.- Wzruszyłem ramionami.
-Uważaj bo nabawię się kompleksów i popełnię samobójstwo w zaawansowanej ciąży.
-Nie pozwolę ci. Moje jest tam.- Dotknąłem jego brzucha.
-Dzieciaka da się uratować-wzruszyłem ramionami
-Jak się zabijesz to nie.
-Da się, jeżeli szybko zareagujecie
-A po co mi ono bez ciebie? Nie ratowałbym w ogóle.
-Więc nie wpędzaj mnie w kompleksy
-I tak będziesz śliczny. Pasuje?
-Pasuje
-I tak jestem ładniejszy.
-Tak, tak. Najpiękniejszy.
-Dziękuję. To jak tylko te lody?
-Tylko. W domku też mamy co nie co
-To daj. Zapłacę.

-Trzymaj
Zabrałem jego lody i poszedłem zapłacić. Po chwili wróciłem.- Trzymaj. Dokarmcie się.
-Dzięki- Cmoknąłem go w policzek
-Chyba polubię te twoje dobre dni. Więcej ich poproszę.
-Wszystko od ciebie zależy- Zachichotałem- I od dzieciaka.
-Ode mnie?
-Od ciebie-przytaknąłem
-Czemu? Co mam robić?- Otworzyłem loda i znów splotłem masze palce.
-Trzeba samemu wymślić~ -Puściłem jego rękę, otworzyłem loda i chwyciłem ją ponownie
-Ej no. Pomógłbyś mi.
-Jedna podpowiedź: Zależy czy wolisz jak jestem taki jak teraz czy zazdrosny. Między innymi.
-Czyli.. jak nie będę dawał ci powodów do zazdrości to taki będziesz tak?
-Jest jeszcze kilka innych czynników, ale to najbardziej.
-Jakich innych?- Dopytywałem.
- Jedna podpowiedź
-Trzy. To ładna liczba.

-Ale ta jedna byłam duuuuża-lodem zakreśliłem ogromny krąg w powietrzu- Wystarczy za trzy
Wywróciłem oczami.- Ale ja chce wiedzieć czego nie robić.
-O, wiem. Nie traktować... tej znajomej jak dotychczas!- Wyszczerzyłem zęby w uśmiechu
-Tego się nie da zrobić. Coś innego.
-Więc nie mogę mieć wiecznie dobrego humoru
- Więc nie mogę wiecznie sprawiać, że nie będziesz zazdrosny i być ci wierny.
-Kompromis, możesz być dla niej wredny, ale ograniczać się przy niej. Jak nie słyszy i widzi to rób sobie co chcesz, byleby jej się krzywda nie stała.
-Ok. A u mnie kompromis, że nie podrywam przy tobie i bardzo zadko zdarzy się mi skok w bok.
-Zamień rzadko na wcale i mogę sie zgodzić
-To po co miałbym podrywać?
-To masz problem- prychnąłem. Oho, stary Liam powraca, a dobry humor powoli pakuje się na urlop
-To masz zimną znajomą.- Uśmiechnąłem się wrednie.
Dobry humor zamyka walizkę- Nawet się nie waż
-Bo co? Zrobisz mi coś? Ty? Śmieszne.
-Jeżeli jej coś się stanie to sobie coś zrobię
-Bo mnie to obchodzi. Gdyby nie chłopacy i teraz bym cię nie szukał. Pozbyłbym się problemu.
-Więc trzeba było mnie nie szukać- Starałem się brzmieć spokojnie. Dobry humor pomachał mi i zniknął za zakrętem.
-Oni to robili.- Warknąłem zły. Puściłem jego rękę i szybko poszedłem do domku. Wszedłem i zamknąłem za sobą drzwi. I nie wejdzie.
Zachciało mi się płakać. Wrażliwe stworzenie ze mnie. Poszedłem w zupełnie innym kierunku niż Zayn. Natrafiłem na mały lasek. Usiadłem pod jednym z drzew, podkuliłem nogi, spuściłem głowę, mając pewność że nikt mnie nie zauważy
Zbiłem wazon, który stał w salonie i wyciągnąłem fajki.
Łzy mimowolnie zaczęły spływać po moich policzkach.
Gdy się uspokoiłem doszedłem do wniosku, że mógłbym go nie zdradzać. Znaczy on by tak myślał. Przez tyle czasu wytrzymałem tylko z nim. Nawet jak "byłem" z Perry rzadko go zdradzałem. Chyba, że mnie zmusił. I nawet nie byliśmy razem. I to wtedy nie były zdrady, ale co poradzić, że tylko on mnie zaspokaja?
Robiło się coraz chłodniej i przez myśl przemknęło mi, że tym razem na pewno się przeziębię, w magazynach było cieplej. Na wspomnienie tego całego,, porwania'' i jego powodów moim ciałem wstrząsną szloch.
Wyciągnąłem telefon i zadzwoniłem do niego.
Wyciągnąłem z kieszeni komórkę. Obraz mi sie rozmazywał, naawet nie wiedziałem kto dzwoni. Nie miałem ochoty z nikim rozmawiać dlaetro odrzuciłem połączenie
-Idiota.- Zadzwoniłem jeszcze raz.
Odebrałem- Czego?- warknąłem nieprzyjemnie. Z pewnością było słychać, że płakałem
-Gdzie jesteś? Musimy.. Płakałeś?
-Wrócę sam- głos mi się łamał- Nie-e
-To dalej. Musimy pogadać.
-Zaraz będę- rozłączyłem się i podniosłem z ziemi. Ciężko było mi ustać.Po chwili ruszyłem w stronę naszego domku, na miejsce przybyłem po kwadransie. Starałem się wyglądać jak najmniej żałośnie, ale wyszło jak wyszło- drżałem z zimna, na moich policzkach widać było ślady łez, oczy miałem zaczerwienione od płaczu. Niepewnie zapukałem do drzwi
Zapomniałem je otworzyć. Podbiegłem Do drzwi i szybko je otworzyłem. Zagarnąłem go w ramiona.
Znów się rozpłakałem, tym razem na dobre. Nadal było mi zimno.
Pogłaskałem go po włosach. Wciągnąłem do domu i zamknąłem drzwi.- Nie płacz.
Próbowałem powstrzymać łzy ale mi sie to nie udawało.
Zaciągnąłem go na sofę. Usiedliśmy na niej.- Już, Li. Spokojnie. Musimy porozmawiać.

Skinąłem głową. Uspokoiłem się po dłuższej chwili.
-Jeśli muszę zmienię na to nigdy. Pasuje?

-T...tak
-To leć się ogarnąć do łazienki.
Podniosłem sie i nadal lekko drżąc ruszyłem do łazienki
Siedziałem na kanapie i czekałem na niego.
Przemyłem twarz wodą. Nadal wyglądałem koszmarnie, ale nie aż tak jak wcześniej. Wróciłem do salonu.
-Chodź, zazdrośniku.- Wyciągnąłem do niego rękę. Gdy podszedł posadziłem go na kolanach.- Swoją drogą jesteś największym zazdrośnikiem jakiego znam.
-Nie jestem - odarłem cicho
-A rzadko musiałem zamienić na nigdy.- Prychnąłem.

-Nieczego nie musiałeś
-Nadal byś płakałeś.
Wzruszyłem ramionami- I tak jestem tylko problemem. Po co liczyć się z moim zdaniem?
-To nie była prawda co mówiłem. Byłem zły.- Przytuliłem go mocniej.
-Chcesz mnie zdenerwować, bo uważasz to za zabawne i zawsze się tak kończy. Nie liczę na przeprosiny, ale mógłbyś się czasem zastanowić. Tylko niepotrzebnie się stresuję.
-Wiem dziecko. Zapomniałem. I to ty mnie zdenerwowałeś.

-Ty zacząłeś
-Nie prawda.
-Wcale. Może po prostu przestannę zwracać uwagę na wszytsko?
-Nie chce się znów kłócić. Lepiej możemy spożytkować ten czas.- Zacząłem całować jego szyję.
-Zostaw- skrzywiłem się
-Czemu?
-Nie mam ochoty.
-Na seks na zgodę zawsze jest ochota.

-Ja naprawdę nie chcę
-Miły źle, zły źle. Zdecyduj się kurwa.- Zepchnąłem go z kolan i wstałem. Odpaliłem papierosa.

Prychnąłem- Ja jestem zdecydowany. To ty się zachowujesz jak kretyn
-Też jestem kurwa zdecydowany! I nie zachowuje się jak kretyn! Staram się, tak?
-Samymi staraniem nic nie zdziałasz!
-Jasne. A daj mi spokój. Miał być fajny weekend, ale musiałeś go zjebać!
-Wszystko moja wina! Jak zwykle zresztą!
-A czyja? Moja? Muszę się przyzwyczaić!
-Noo, jest jakiś postęp! Oczywiste, że twoja!
-Li.- Westchnąłem. - Możemy skończyć? Po prostu zapomnijmy.

-Jasne, żebyśmy mogli iść się pieprzyć. Bo tylko po to ci jestem.
Zgasiłem papierosa. Uklęknąłem pomiędzy jego nogami.- Wcale nie.
-Wcale- prychnąłem
-Musisz. Tak wcale nie musimy się pieprzyć.
-Nie musimy?
-Nie musimy. Obejrzymy film.
Skinąłem głową- Obejrzymy
-Wybierz.

-Chcę Avengers’ów
-To włącz. Ale jeszcze chce buziaka na zgodę.
Cmoknąłem go w usta i sięgnąłem po pilota. Włączyłem telewizor
Usiadłem na kanapie i objąłem go ramieniem.
Oparłem się o niego i wybrałem film. Spór zażegnany
-Już dobrze?- Cmoknąłem go w głowę.
-Jak na razie. Co zjemy na kolację?
-A co mi żono przygotujesz?

-Żona ma ochotę naleśniki
-Możesz zrobić.
-Więc będą naleśniki- usiadłem wygodniej
-Ok. Właściwie... dobrze gotujesz?
-Nieźle- wzruszyłem ramionami
-To dobrze.
-Chcesz zrobić ze mnie gosposię?
-Marzę o tym. I tak będziesz mamą czyli gosposią. Nie muszę cię nią robić.

-Ale szału, ani zup nie będzie- zastrzegłem
-Zupy to nie dla chłopa. I tak będziesz gotował tylko tu. W Londynie mamy Harry'ego.
-I tak będę siedział w domu. Non stop. Coś robić mogę.
-To się podszkolisz. I będę miał lepszą wyżerkę tu.

-Wymyślę sobie coś do roboty- westchnąłem
-Będziesz odrabiał za mnie lekcje, i kopiował swoje.

-Na artystycznym jesteś. Ja nawet nie wiem jak wasze ,,prace domowe'' wyglądają
-Będziesz odrabiał za mnie lekcje, i kopiował swoje.Będziesz mi pozował. I czasami coś do napisania jest.
-Ta jes

niedziela, 14 września 2014

Ziam XLII

Zayn
Liam
_______________________


Ziewnąłem- Tak sobie myślę, że kiedyś byłeś dla mnie milszy
-Jak milszy? Jestem miły
-Tak dużo wcześniej.-zmarszczyłem brwi- Dużo, dużo wcześniej
-Jestem miły. Najmilszy, kochanie.- Przykryłem nas kołdrą.
-Wcześniej byłeś milszy bo mnie bardziej lubiłeś
-Teraz bardziej cię lubię.
-Naprawdę?
-Nie. Tak mówię by było ci miło. Zadowalające? Tak naprawdę.
Uśmiechnąłem sie delikatnie- Kretyn
-Niby czemu kretyn.
-Bo tak
-To nie odpowiedź, skarbie. W weekend pojedziemy do naszego domku?
-Naszego?
-No bo on jest na ciebie za moją kasę. Niektórzy mogliby się o nim dowiedzieć.
-Mamy domek nad morzem- stwierdziłem bardzo zadowolony- Jeźdźmy
-To jutro jest piątek i tak nie pójdziesz do szkoły to pojedziemy koło 12.

-Tak!- przyklasnąłem rozentuzjazmowany
-Mam nadzieję, że tym razem nikt mnie nie postrzeli. Swoją drogą musimy go ocieplić.
-Szkoda, że nie ma tam kominka- zamarudziłem- Chociaż i tak jest cudny
-Nic ci nie poradzę. Choć przy kominku byłoby strasznie romantycznie.

-Daj spokój
-O co ci znów chodzi?
- O ,,romantyczność''. I tak nic do mnie nie czujesz- wzruszyłem ramionami
-Może i jestem Zayn Malik, ale mam uczucia.
-Żądz mordu, nienawiść, wkurwienie, irytacja...- zacząłem wyliczać na palcach
-Przyjaźń, lubienie ciebie.
-A jak mnie lubisz?- zapytałem niewinnie
-A jak można lubić?
-Możne kogoś lubić tak jak ja lubię tą nieszczęsną znajomą, której tak nie cierpisz, można kogoś lubić tak jak ja ciebie i można kogoś lubić tak pomiędzy
-Ty mnie nie lubisz. Ty mnie kochasz. Ja lubię cię pomiędzy?
-To też jest lubienie- prychnąłem i mimowolnie się zaczerwieniłem- Pomiędzy, ale tak bardziej, po której stronie?
-Lewej.
-Bardziej jak ja znajomą?
-Co cię to tak interesuje? Lubię pomiędzy i tyle.
-Naprawdę czasami zachowujesz się jak kretyn. Spać idę.
-Chcesz wiedzieć czy odwzajemniam choć trochę twoje uczucia. I nie jestem kretynem, skarbie. Dobranoc- Położyłem się wygodniej.
-Branoc- przykryłem nas kołdrą
Kocha mnie. Wiedziałem. Powinienem go teraz wyjebać, ale sam czuję coś więcej do niego. Wiem, że go lubię lubię, ale nie powiem mu tego. Po chwili rozmyślań odpłynąłem.
Wtuliłem się w niego i zasnąłem, jeszcze za nim o n to zrobiłm
Poranek. I taki jaki powinien być. Li leżący na mojej klatce piersiowej. Nie jakaś Perry czy inna, czy Justin. Właściwie czemu wczoraj rano jak się obudziłem się do mnie przytulał?
Spałem spokojnie. Byłem wymęczony wczorajszym dniem i nie spieszyło mi się ze wstawaniem
Wstałem, umyłem się, zrobiłem na bóstwo i zacząłem nas pakować. Następnie na dół by zrobić śniadanie. Gdy zalewałem wodę na herbatę przyszedł Harry. Usłyszał jak sobie podśpiewuje i skomentował to rozkwitem miłości. Wywróciłem oczami i poszedłem budzić mojego śpioszka.
Spałem mocno i delikatne próby obudzenia mnie, kończyły się w najlepszym razie, przewróceniem z boku na bok.
-Zrobiłem śniadanie, skarbie. Wstawaj.- Szturchałem jego ramię.
-Jeszcze pięć minut...
-Wstawaj bo użyje innej pobudki.
Przetarłem oczy- Wstaję...
-A mogłeś wylądować pod prysznice.- Westchnąłem.- śniadanko zrobiłem.- Postawiłem mu tacę na kolanach.
Uśmiechnąłem się zaspany-Dzięki- Chyba jednak jest milszy niż wcześniej
-Przypominam, że jest to również dla mnie. Nie zjedz wszystkiego głodomorze.
-Nie jestem jak Niall-nadal się uśmiechałem
-Oj będziesz grubasku. I hej nie przywitałeś się.- Nachyliłem się w jego stronę.

Cmoknąłem go w usta- Cześć Zayn- powstrzymywałem chichot
-Dzień dobry. Zajadaj. Sory, że kanapki, ale mi się nie chciało nic innego.- Zabrałem jedną z talerza.
-Kanapki są dobre- wzruszyłem ramionami i zabrałem się za jedzenie
-Ok. Cieszę się, że ci smakują. Spakowałem już nas. Zjemy, Wykąpiesz się i możemy jechać.
-Zróbmy sobie maraton firmowy- powiedziałem między jedną kanapką a drugą- ty wybierasz wszystkie filmy
-A ty będziesz się we mnie wtulał.-Mi pasuje.
-Mhm- przytaknąłem z pełnymi ustami
-Ale wieczorem. Tylko się nie bój za bardzo.
-Nie będę- dojadłem śniadanie i odstawiłem tacę.
-Jasne.- Wolałbym jakby się bał. Więcej zabawy.
Podniosłem się- Znowu spałem nago?- I ja się dziwię, że mi w nocy zimno
-Widocznie. Ale wiesz, że tak wyglądasz najseksowniej?
-Pewnie tak- wstałem i schyliłem się po bokserki
Klepnąłem go w tyłek.- To zachęta? Wiesz mamy czas na szybki numerek.
-Może potem...Żebyś się do mnie na filmach nie dobierał
-W trakcie tych filmów to raczej miałbym ochotę sprawdzić zawartość twojego brzucha.
Prychnąłem- Mój brzuch ma sie dobrze i będzie miał się dobrze- naciągnąłęm na siebie bokserki
-I będzie wielki. -Podszedłem do niego i objąłem go w pasie, złożyłem całusa na jego obojczyku.
-Mały... Mała... Uh, jedno z nich, musi mieć miejsce
Odwróciłem go w swoją stronę. Ukląkłem i pocałowałem jego brzuszek.- Pewnie będzie duży, duża po tatusiu.
-Nadajmy mu, jej jedną płeć bo inaczej to wkurwiające- westchnąłem
-To. W końcu jest to dziecko. -Wzruszyłem ramionami.
Skinąłem głową wyraźnie zadowolony.- Myłeś się już?
-A co zapraszasz mnie?- Wstałem i objąłem go.
-Można tak to nazwać. Przyzwyczaiłem się~
-Jasne. Chcesz popatrzeć na moje idealne ciało. Niestety myłem się,- Zrobiłem smutną minkę.- Ale jak tak bardzo ci zależy to po domku mogę chodzić nago.
-I tym sposobem straciłeś szansę na szybki numerek- zaśmiałem się i wyszedłem z pokoju, uprzednio zgarniając jaikś ciuchy.
Poszedłem za nim. -Ale, że chcesz pod prysznicem? Mogę się wykąpać jeszcze raz.
-Mogę chcieć- otworzyłem drzwi od łazienki
-Ale ja nie lubię szybko.
-Więc może być wolno- wywróciłem oczami
- Kusisz.- Wszedłem do środka.
-Ponoć seks z rana jest najlepszy- zaczynam sam siebie przerażać
-Seks ze mną zawsze jest najlepszy.- Podszedłem do niego i szepnąłem na ucho.- I lubię gdy jesteś taki chętny.
-Mam dobry humor
-Czemu?
-Jestem kobietą w ciąży, nie mogę?-Ja wszystko mogę!
-Mężczyzną. -Poprawiłem.- Serio nie ma powodu?
-Żadnego- przytaknąłem wesoło
-A myślałem, że moja zasługa.
-Może trochę
-Oj jak miło.
-Ale tylko taka mała ociupinka- zsunąłem z siebie bokserki i odkręciłęm wodę
Przypatrywałem się jego poczynania.
Wgramoliłem się pod prysznic- Wchodzisz?
-Nie za gorąco tu?-Szybko się rozebrałem i dołączyłem do niego.
-W sam raz- oparłem się o niego
-Ja jestem gorący!-Zaśmiałem się.- Przypomnij mi.. robiliśmy to już pod prysznicem?
Pokręciłem przecząco głową- Nie mieliśmy okazji
-Trzeba nadrobić.- Przyssałem się do jego szyi.
-Dokładnie-oplotłem go rękoma w pasie
Złapałem jego penisa i zacząłem poruszać po nim ręką.
Odwdzięczyłem mu się tym samym.
Mocno zassałem się na jego szyi. Odsunąłem się i podziwiałem piękną, dużą malinkę.
Przejechałem palcem po malince-Raczej jej nie zakryję, hmm?
-A czemu miałbyś zakrywać? Nie pozwoliłbym ci.
-Ja nie mogę robić ci malinek- wydąłem wargi
-Chcesz?
-Chcę
Wskazałem mu palcem miejsce na barku.- Tu możesz.- W koszulce nie będzie widać.- I nie za mocno.
Zadowolony zrobiłem mu malinkę we wskazanym miejscu. Wyszła trochę mocniej niż było w zamierzeniu.
Wywróciłem oczami.- Zazdrośnik.
-Tylko trochę
-Bardzo trochę. To mi nie zejdzie przez co najmniej 2 tygodnie.- Jęknąłem.-Ale nic..kontynuujmy.
-Nareszcie mówiesz do rzzeczy
Złapałem znów jego penisa i zacząłem szybko poruszać.
Jęknąłem. Drżącą dłonią zacząłem robić mu to samo.
Pocałowałem jego słodziutkie usta.
Namiętnie oddawałem pocałunek.
Przyspieszyłem ruchy ręki. Drugą złapałem jego szyję.
Kończyło mi się powietrze, ale nie odrywałem się od ust chłopaka.
Oderwałem się od niego. Zaczerpnąłem powietrza i znów go pocałowałem. Byłem na skraju orgazmu.
Zacząłem szybciej poruszać ręką.
Spuściłem się. Przyspieszyłem ruchy ręki do maksimum.
Doszedłem chwilę po nim. Oparłem głowę o jego ramię
-Pod prysznicem też jest miło. Jeszcze kuchnia i jakaś przebieralnia nam została. No i nie tylko.
- Ty wiesz, że salonu tez nie było?
-Był. W domku nad jeziorem.
-Nad morzem- zachichotałem
-Nad wodą. -Wzruszyłem ramionami. Wziąłem jak zwykłem to nazywać słuchawkę i zacząłem się opłukiwać.
-Mnie też- poprosiłem
Obmyłem też jego ciało. Cmoknąłem go i wyszedłem. Zacząłem się wycierać.
-Podaj mi ręcznik- jak zwykle dało się słychać moje zawodzenie
Rzuciłem mu ręcznik.- Pomożesz mi z tym domkiem?
-Pomogę- wzruszyłem ramionami
-To poszukasz kogoś kto nam to ociepli a ja zapłacę.- Idealny podział ról.
-Ta jes!- ubrałem się
-A teraz leć się ubrać. W te rzeczy ode mnie.-Co poradzić, że wygląda tak seksownie?
-Przed chwilą się ubrałem- z westchnieniem ruszyłem do pokoju
-Ale nie w te i ej to nie moje? -Podbiera mi ciuchy. Do czego doszło.
-Twoje- Wszedłem do swojego pokoju. Gdzie te ubrania od niego...?
Ubrałem się. Wyglądam ślicznie.
Naciągnąłem na siebie ciuchy od Zayna. Głupio się w nich czuję.
Wziąłem spakowałem jeszcze kilka opakowań gumek i laptopa. Zniosłem bagaż do samochodu.
Zszedłem do garażu.-Jedziemy?
Skinąłem głową.- Wsiadaj ja jeszcze muszę iść na górę.- Zabrałem portfel, pistolet, kluczyki. Gdy wracałem Lou przypomniał mi, że miałem dostarczyć coś jednemu z klientów. Spakowałem i to do bagażnika.
Wygramoliłem się na przednie siedzenie. -Co jeszcze wziąłeś?
-Musimy gdzieś podjechać. Tylko na chwilę.- Wyjechałem z garażu.
-Będę musiał wysiadać?
-Nie. Siedzisz i wyglądasz. W schowku powinny być okulary załóż je.
Czyli tego pokroju sprawa. Zrobiłem to co mi kazał- Ta jes
Po chwili byliśmy na miejscu. -Poczekaj.- Wysiadłem i otworzyłem bagażnik. Klient podszedł i dokonaliśmy transakcji. Wsiadłem do auta bogatszy o 12patyków. Podałem je Liamowi.- Schowaj je na razie do schowka.
Minę miałem jak ryba wyciągnięta z wody. Pierwszy raz w życiu widzę tyle pieniędzy na raz. Schowałem je.
-Co ci?
-Nic- odpowiedziałem nieprzytomnie
-Coś z dzieckiem? Mdli cię? No powiedz mi.
-Pierwszy raz w życiu miałem tyle kasy w rękach
Zaśmiałem się.- Możesz jeszcze sobie potrzymać. A w domu w tym sejfie mam więcej. I jeszcze konto. Chcesz cały pokój w kasie?-I później gorące jebanie na kasie jak w filmach.
-Więcej? - dalsza część wypowiedzi do mnie nie dotarła
Wywróciłem oczami.- Zarabiam więcej niż wydaje. Dobrze się ustawiłeś, skarbie.
-A i tak kazałeś mi oddać kasę za ciuchy- wskazałem na swoje ubranie
-Żartowałem. Myślałeś, że skoro podejmuję z dnia na dzień kupno domku to brak mi kasy?
-Jakoś nie myślałem o tym- przyznałem zakłopotany
-I samochód. Niektórych nie stać na takie zakupy jakie ci zasponsorowałem. Ale ty nie lecisz na moją kasę, nie?
-Nie lecę na twoją kasę- westchnąłem-Za kogo mnie masz? Poza tym na świecie jest multum bogatych dziewczyn.
-A no tak, były heteryk. Tak tylko pytam.
-Zdrzemnę się chwilkę- stwierdziłem i oparłem głowę o drzwi samochodu.
-Oczywiście.- Włączyłem cicho radio i jechałem dalej. Po 1,5 godzinie byłem na miejscu. -Kocie, jesteśmy.
-Już?- ziewnąłem. Dobrze mi się spało.
-Już. -Wysiadłem z auta i poszedłem otworzyć.- Weź kasę.
-Ta jes- wyciągnąłem pieniądze ze schowka
Ruszyłem do domu. Bagaż położyłem koło schodów. -Idę się przespać.
-Przejdę się do sklepu. Wziąć ci coś?
A jak mu się coś stanie?- Pójść z tobą?
-Prześpij się, niedługo wrócę. Nic mi nie będzie
-Weź auto.- Rzuciłem mu kluczyki.
Przeszedłbym się ale z drugiej strony nie chce mi się wracać z zakupami. Złapałem kluczyki.
Poszedłem do pokoju. Rzuciłem się na łóżko i zasnąłem.
Pojechałem do sklepu. Kupiłem coś do jedzenia, kilka innych potrzebnych artykułów i po godzince byłem z powrotem. W stanie nienaruszonym. Przesadza.
Coś mi się przyśniło. Widziałem tam dziecko. Moje dziecko i Liama. Byliśmy na placu zabaw. Szczęśliwi. Pojebane.
Nawet drzwi nie zamknął. Wszedłem do środka. Chyba nadal śpi. Zabrałem sie za rozpakowywanie zakupów
Obudziło mnie jakieś skrzypnięcie. Wyciągnąłem broń i wszedłem na dół.
Usłyszałem kroki, ale stwierdziłem, że to poewnie Zayn wstał.
W kuchni krzątał się Liam. Schowałem pistolet i objąłem go od tylu.- Nie ładnie mnie straszyć.
-Zostawiłeś otwarte drzwi, sam siebie straszysz- westchnąłem
-Nawet zamknięte można otworzyć. Li?
-Hm?
-Będę dobrym tatą? Jak myślisz?
-Pewnie tak. Zresztą nie ma się co martwic na zapas. Będziesz świetnym tatą- A już na pewno lepszym od mojego. Cmoknąłem go w policzek.
-A to za co? I nie musiałem się prosić. Chory jesteś?
-Humor mam dobry sklerotyku. Dzisiaj nie musisz sie o nic prosić
-Mógłbyś mieć tak częściej. Podoba mi się. Jak o nic. To powiedz mi to co wczoraj.
-Kocham cię

poniedziałek, 8 września 2014

Ziam XLI

Heeej!
przepraszam,że znów dodaje spóźniona, ale liceum trzeba dobrze wystartować. 
i pogratulujcie mi znów rozwaliłam laptopa ;/ tak więc muszę włamywać się na mamy co jest trudne. W każdym razie postaram się dodawać co 2/3 dni. a jak nie to 2 razy w tygodniu
miłego czytania i liczę na komentarz 
:)
_______________________
Zayn
Liam
_______________________
Gdy dojechałem do szkoły sprawdziłem co robi Liam. I gdzie ta idiotka. Znów go merała.
Cały dzień byłem dziwnie przygnębiony i podekscytowany jednocześnie. To drugie udzieliło się również mojej przyjaciółce, przez co cały czas robiła zabawne miny, przedrzeźniała wykładowców, opowiadała sprośne żarty, po prostu zachowywała się jak dziecko, miętosząc przy tym moją rękę.
Wywróciłem oczami widząc na co jej pozwala. Nie umie powiedzieć "dość"? Zadzwonił dzwonek, więc udałem się do klay.
Przywykłem do niecodziennych zachowań tej dziewczyny i nie przeszkadzały mi one. Nie traktowałem ich jako czegoś specjalnego. Ot, normalne gesty, takie jak szturchnięcie, czy coś takiego.
Patrząc na to chciałem mu pokazać do kogo należy. Wracamy do obroży! Ostatnia lekcja wrócę ze szkoły. Przygotuję się i pojadę po niego.
Trochę wcześniej, tak jak się umówiliśmy wyszedłem. Wykładowcy wcisnąłem kit o rzekomej chorobie, co było dość prawdopodobne, bo nie wyglądałem najlepiej. Na parkingu, zgodnie z palnem, złapało mnie kilku kolesi. Żeby było realistycznie próbowałem się wyrywać w związku z czym kilka razy oberwałem i to porządznie. Widocznie taka jest tego cena. Siłą wpakowali mnie na tylne siedzenie i przytknęli jakąś szmatkę do twarzy. Odpłynąłem.
Pojechałem po Liama. Czekałem pod szkołą. Uczniowie zaczęli wychodzić, ale mojego chłopaka tam nie było.- Mój chłopak-. Prychnąłem. Gdy zauważyłem tą jego koleżankę wyszedłem i podszedłem do niej. Powiedziała, że się zwolnił i pojechał do domu. Przecież go u nas nie było. Musi być u rodziców. Ostrzegłęm dziewczynę by trzymała rączki przy sobie bo inaczej je straci i pojechałem do rodziców chłopaka. Zastałem tam teścia. Uwielbiam jego czerwony ze złości ryj. Ślicznie wygląda. Jeszcze tylko para z pyska i jak byk na widok czerwonego. Niestety tam również go nie było. Wszedłem do środka, gdyż myślałem, że go kryją. Wiem, że był zły za wczoraj. Może i trochę przesadziłem z Justinem, ale... Kurwa pierwszy raz w życiu nie mam ale gdy potrzebuję. O wiem, ale lubię go denerwować. Wiedziałem, że się obrazi. Posiedziałem z godzinę w domu rodzinnym chłopaka. Wypiłem pyszną herbatkę w towarzystwie Ruth. Jakoś tak. Na pewno tak. Gdy dalej się nie zjawiał wróciłem do domu. Udałem się do chłopaków z pytaniem czy nie wrócił. Louis oczywiście musiał coś mruknąć, że tęsknię i się martwię o miłość mojego życia co zignorowałem. Okazało się, że od czasu gdy odwiózł go do szkoły nie widział brązowookiego. Niall sprawdził zapis z kamer i...- Co kurwa?! Kto mógł go porwać?! Po co im on? -Zayn, spokojnie, znajdziemy go.- Harry położył mi dłoń na ramieniu. -Ich.- Poprawiłem.- On jest w ciąży.- Szepnąłem. Kto miałby go porywać i po co?
Gdy ocknąłem się miły pan w kominiarce czarnej jak noc, bądź obudowa czarnego samsunga, jak kto woli, podał mi coś do jedzenia, przywiązał do krzesła, uspokoił mnie, bo zacząłem panikować i wyszedł zostawiając mnie samego. No świetnie. Zacząłem się zastanawiać jak odegrać moje uwolnienie, tak by nie wzbudzić podejrzeń.
Poszedłem do swojego pokoju. Zamknąłem drzwi i udałem się pod prysznic. Niby mam go gdzieś, powinienem, ale... czemu? Czemu nie może tu teraz być? Czemu nie mogłem go jak zawsze odebrać? I jeszcze gorzej się czuł. Może coś z dzieckiem? Gdzie jest? Tyle pytań.
Niewygodnie mi. Mogliby się pospieszyć. W przebłysku zdałem sobie sprawę, że skoro nie mam knebla to powinienem mieć zdarte gardło od wrzasków o pomoc. Zacząłem się wydzierać, a jako że ściany były dźwiękoszczelne nikt nie zwrócił na to uwagi.
Gdy wyszedłem z łazienki usłyszałem jak chłopaki dobijają się do moich drzwi. łaskawie otworzyłem.- Wreszcie. Aż dwie godziny potrzebowałeś na kąpiel? A Liam?- Zadawał pytania Lou.- Nic mnie on nie obchodzi. Pozbyłem się problemu- Wzruszyłem ramionami. -Czyli nie potrzebnie znaleźliśmy auto, którym go porwali?
Gdy moje gardło było już dostatecznie zdarte zacząłem się zastanawiać co jeszcze muszę zrobić. Otarcia od wyrywania się? Te sznury zbyt delikatne nie są. Zacząłem kręcić się na wszystkie strony
Wyskoczyłem z pokoju jak poparzony. Ten kretyn musiał się nieźle bawić.- Gdzie?- Wypowiedziałem gdy byłem w salonie. Właściwie minęły 2 godziny. Nie chcieli okupu jeszcze? Dziwne. Ale mniejsza. Ważne, że wiem gdzie jest.
Kurwa! Krzesło wywaliłem! Help mi! Ja tu umrę, krzesło mi kręgosłup krzwi! Niech się tu ktoś przywlecze i mnie postawi z powrotem!
Z pokoju zabrałem broń. W razie potrzeby jakieś małe zabaweczki typu granat. Bez wysuszenia włosów popędziłem do auta. Chłopaki wsiedli razem ze mną. Szybko ruszyłem w wyznaczonym kierunku. Po 30 minutach byłem na miejscu. Nie żebym się śpieszył. Stanąłem w krzakach na przeciw jakiegoś magazynu. Rzuciłbym granat, ale nie wiem gdzie jest Li. Wszedłem po cichu z chłopakami do środka. Gdy napatoczył się jeden z tych skurwieli bez chwili zastanowienia zabiłem go. Zaczął się ostrzał. Niestety nikogo już nie trafiłem. Te patałachy nawet nie umiały strzelać. Szybko znalazłem Liama przywiązanego do obalonego krzesła.
Usłyszałem strzały. No nareszcie! Zrobiłem jak najbardziej przerażony, zrezygnowany i załamany wyraz twarzy na jaki mnie było stać. Z powodu bólu w kręgosłupie do moich oczu napłynęły łezki. Idealnie. Tylko podłoga zimna.
Obawiałem się, że szykują coś jeszcze. Może chcą wyjść i mnie tu zabić? Nie zdziwiłbym się. Szybko uwolniłem Liama. Wziąłem go na ręce i jak najszybciej opuściłem magazyn. Zaniosłem go do auta.
Natychmiast się w niego wtuliłem. Łezki mimowolnie spłynęły mi po twarzy. Wczepiłem się w jego koszulkę.
-Już dobrze. Nic ci nie jest?

Pokręciłem głową. Otarcia piekły ale da się przeżyć.
No i pięknie. Dalej będę się z nim użerał. Dobrze, że już jest w moich ramionach. W weekend znów zabiorę go nad jezioro, do naszego domku. A raczej jego. Na niego to kupiłem by nikt nie proszony sie nie dowiedział.
Drżałem lekko. Było mi zimno, magazyny nie były ogrzewane.
Po powrocie zaniosłem go do mojego pokoju. Zacząłem opatrywać jego rany. Mój biedaczek. Następnie nalałem ciepłej wody do wanny. Rozebrałem siebie i jego. Weszliśmy. Oparłem go o mój tors.
To było naprawdę miłe. Martwił się o mnie. A teraz się mną zajmował. Powoli się uspokajałem. Mam nadzieję że nie za szybko.-Czemu...- wykrztysiłem cały zachrypnięty-... tak długo cię nie było? - Pytałem z czystej ciekawości chociaż pewnie to brzmiało inaczej, prawie jak wyrzut. Nawet numery były odsłonięte! Ile można szukać jednego auta, zwłaszcza, gdy twoi ludzie wiedzą gdzie ono jest?
-Musiałem się umyć.- A co? Mam się przyznać, że straciłem logiczne myślenie? Zawsze mówiłem, że miłość to słabość i zaślepia, choć ja go nie kocham. Po prostu ma moje dziecko. I go lubię. I je zaakceptowałem. Będę tatusiem.
To ja się tak męczę, a on kąpiel bierze? Drań.
Zacząłem obmywać jego ciało.- Widziałeś twarze?
Pokręciłem przecząco głową-Mieli kominiarki- uh, jakby mi jeździli po gardle papierem ściernym
-Ok. Już nic nie mów.- Pocałowałem go we włosy. Biedak.- A z dzieckiem wszystko dobrze?
Niepewnie skinąłem głową.
Zacząłem masować jego brzuch. Dobrze, że nie stało się to w czasie zaawansowanej ciąży.- Bierzesz urlop.
-Jeszcze nie teraz, jakoś tak po trzecim, czwartym miesiącu.
-Teraz. A jeśli jeszcze ktoś będzie chciał cię porwać?- Tak zamknę go w domu na zawsze.
-Jeżeli będzie chciał to porwie mnie nawet pod domem. Poza tym, co ja będę robił?
-Możesz... Sprzątać, gotować obiadki. Różne rzeczy.
-Nie biorę urlopu
-Będziesz uczył się w domu i chodził na zaliczenia?
Westchnąłem ciężko-Wiesz, że to oznacza częste wizty tej dziewczyny, której nie cierpisz?
-Najwyżej utnę jej ręce. I nie mów, że nikt inny nie może ci dawać notatek.
-Może, ale ona mi to wszystko wytłumaczy i orientuje się w sytuacji, nie chcę się tłumaczyć innym.
-Lepiej już nie mów, skarbie.
Wzruszyłem ramionami i zanurzyłem się bardziej
Już wolę znosić ją pod nadzorem a nie jak Li jest w szkole beze mnie. Nie mam kontroli.
Te wszystkie otarcia szczypią. Nie jakoś specjalnie, ale szczypią.
-Wychodzimy? -Spytałem, ale i bez jego potwierdzenia wstałem. Zacząłem się wybierać.
Wyszedłem z wanny i się wytarłem, starając się nie urażać ran, co szło mi opornie.
-Ja to zrobię.- Zacząłem go wybierać. Starannie i delikatnie. I on mówi, że nie potrafię.
Uśmiechnąłem się lekko. Cofam wszystko o braku delikatności.
-Co się tak uśmiechasz?
-Po prostu. Cieszę się.
-Ja też.-Cmoknąłem go w usta. Wszedłem do pokoju i przyniosłem mam bieliznę. Pomogłem mu nałożyć i zaniosłem do łóżka.
Zaczyna mi się to coraz bardziej podobać. Szkoda, że drugi raz to nie przejdzie. Nawet nie przeszkadza mi fakt, że pewnie się przeziębię.
Okryłem go szczelnie kołdrą. Wstałem i poszedłem do kuchni. Zrobiłem mu ciepła herbatę. Wracając podziękowałem Larryemu, który widocznie gdzieś wychodził, za pomoc. Wszedłem do pokoju.- Trzymaj. I pomału.
-Dzięki- wziąłem kubek i zacząłem pić, uważając żeby się nie sparzyć.
Usiadłem koło niego i go objąłem. Nie za dużo tych uczyć, Zayn? No, ale trzeba. Mój delikatny skarbek.

Może powinienem mieć stany lękowe po tym ,,porwaniu''? Lekko pohisteryzować jeśli nadarzy się okazja nie zaszkodzi.- Martwiłeś się?- pytałem z czystej ciekawości, chociaż pewnie brzmiało inaczej.
I każda odpowiedź zła. "Nie" nieprawdziwa. I by mu przykro było. A teraz jego stan psychiczny jest ważny. "Tak" oznaka słabości. -Może trochę. I nie słuchaj co mówią chłopacy.
On ma mnie za takiego idiotę? Czyli się martwił. Miło.
Widzę po minie, że odpowiedź była zadowalająca.- A ty bardzo tęskniłeś?
-Za bardzo się bałem, żeby mysleć sensownie
-Bo się obrazę. Mogłem cię nie ratować.- Prychnąłem.
-Bałem się, że nie przyjdziesz- dodałem już ciszej
-Czemu miałbym to zrobić?- Nawet gdyby Lou wtedy nie przyszedł. No przecież, że bym go szukał.
-Bo może jestem dla ciebie problemem... albo ci się znudziłem... za dużo z tym zachodu... nie opłaca się... I tak dalej.- Już nie zapominając o tym, że posadzka była w cholerę zimna, ja cały czas musiałem myśleć co zrobię, a liny były tak niewygodne
-Wiesz... prawdę mówiąc znudziłeś się, ale nie oznacza to, że bym cię nie ratował. To przez to kim jestem cię porwali, więc moim obowiązkiem było cię uwolnić.- Poza tym strasznie łatwo poszło. Jakaś amatorka.
-Tylko z poczucia obowiązku?
-A co byś chciał?
-Nie wiem- przynałem
Przyciągnąłem go i pocałowałem w czoło.- Może zajmę się Justinem?- Tak lubię jak jest zazdrosny. I może w końcu powie mi to co chcę sam z siebie? To będzie oznaczało, że spełniłem swoje postanowienie. I może przyznam wtedy, że go lubię lubię trochę bardziej niż bym chciał?
-Nie- wyczerpująca odpowiedź
-Czemu? -No Li, może tym razem.
-Bo się nie zgadzam- logiczne chyba
-Ale czemu się nie zgadzasz?- Drążyłem temat.
-Bo...-chwilę zastanowiłem się nad następnymi słowami-... jestem zazdrosny.-Może tak
No a jeszcze niedawno się wzbraniałeś. Jestem na dobrej drodze.- Może i ja też jestem?-
-O kogo?
-O ciebie idioto. Ta laska mi się nie podoba. Ciągle gdzieś cię dotyka, mizia, mera.
-Nie ma powodu. W życiu nie pomyślałbym o niej inaczej niż o przyjaciółce, ona tak samo myśli o mnie. Taka już jest
-Jasne. Ona chyba myśli inaczej.- Warknąłem.
- Jest dziwna, ale mi to nie przeszkadza
-Ma się odwalić bo mi to przeszkadza. Ty o wszystkich ja o nią jestem zazdrosny. Ty nie możesz nic poradzić, ja mogę zaoferować jej spotkanie z jej przodkami, jeśli w to wierzy.
-Dobra, porozmawiam z nią. I nie klei się cały czas
-Ta na każdej przerwie to nie cały czas.- Palnąłem zanim ugryzłem się w język. On nie jest głupi będzie to drążył.
-Skąd wiesz, że na każdej przerwie?
-Podejrzewam? Znam się na ludziach.
-Widziałeś ją raz w życiu.
-Dobra. Mam dodatkowo pomoce nadzorujące. Niall jest informatykiem, a raczej będzie, nie? Właśnie. Dostęp do obrazu z kamer z twojej szkoły to dla niego błahostka.
-Szpiegujesz mnie!- Nie żebym musiał się z czegoś spowiadać
-Dbam o rozwój swojej wiedzy. Nie ufam jej. I jako, że jesteś zazdrosny chyba powinieneś się cieszyć, że mnie coś obchodzisz jeszcze. Sam mówiłeś, że zrobisz wszystko byś mi się nie znudził.
-Przecież nie zaciągnie mnie do kibla i nie zgwałci- wywróciłem oczami
-Kto ją ci wie? A może... nie wiem... należy do innego gangu i będzie chciała wyciągać od ciebie informacje na mój temat?
-Ona przenosi ślimaczki z jezdni, żeby ich nic nie rozjechało- jęknąłem- Potrafi wyrwać nieznajomej osobie papierosa z rąk żeby się ,, nie truł''. Przez sen wymieni ci 35 powodów dla których nie należy ćpać. Po francusku. To jest geniusz i anioł wcielony w jednym.
-A gejów nie lubi. Mnie z resztą też.
-Bo zachowujesz się jakby się do mnie dobierała.
-Jeszcze nie. Po prostu nie chce dla ciebie źle.
-Źle?
-Tak. Źle. Nie podoba mi się ona i tyle.
-Przesadzasz. Ale i tak miło.
-Nie ma być ci miło. Masz mnie słuchać. Chcesz coś do jedzenia?

-Będę grzeczny. Trochę
-Co ci przynieść?
-Kanapkę? Albo coś innego
Wstałem i poszedłem po jedzenie dla niego. Po chwili wróciłem z talerzem pełnym kanapek. Biedak nie jadł od rana.

-Dzięki- Sporo tego...
-Nie jadłeś cały.-Wzruszyłem ramionami.
Zacząłem zajadać się kanapkami
-Smakują?
Skinąłem głową. Dobre.
-Dosypałem ci narkotyków. Muszą smakować.
-W ciąży jestem ćwoku- aż takim debilem chyba nie jest?
-I co z tego?
-...Ty idiotą jesteś?
-Lubie. To?
-Naćpałeś ko...faceta w ciążu po porwaniu, w okresie kiedy najprawdopodobnijesz jest poronienie?
-Yyy tak? Lubię, gdy jesteś na prochach.- Oblizałem usta.- I jesteś dopiero w 1miesiącu.
-Ty naprawdę jesteś kretynem! Najwięcej poronień jest w pierwszych trzech miesiącach ciąży.
-Niczego ci nie dosypałem i weź mnie nie obrażaj. To ty jak idiota dałeś się porwać.
-Należy ci się z tak kretyńskie pomysły. A jak miałem NIE dać się porwać?
-Normalnie. Poczekać aż przyjadę lub zadzwonić bym przyjechał.
-Nie było potrzeby. Na oczy nie chciałem cię widzieć.
-Czemu? Ma to związek z Justinem?- Mój zazdrośnik.
-Przespałeś się z nim
Wywróciłem oczami.- Skąd ci to przyszło do głowy?- I ja jestem głupi.
-Tak to wyglądało
-Jak wyglądało? Co wyglądało?
-Wiesz, leżeliście razem w łóżku. Nago.
-Oj skarbie. Nie leżeliśmy nago. Mieliśmy bokserki.
-A skąd miałem wiedzieć?-Zapytałem speszony.
-Mogłeś sprawdzić.- Zaśmiałem się. -Że leżałem z nim w jednym łóżku nie oznacza, że z nim spałem.
-I zachowywałeś się jakbyś się z nim przespał
-Rano chciałem cię zdenerwować. Jesteś słodki gdy jesteś o mnie zazdrosny. Właściwie ciekawe czemu jesteś

-Nie wiem.-Prychnąłem
-Jak się dowiesz daj mi znać. -Wszedłem pod kołdrę.
-Może cię lubię trochę bardziej niż powinienem... Ale to nic nie znaczy!
-Nic? A szkoda.- Wstałem i poszedłem po laptopa. Wróciłem i znów zakopałem się pod kołdrę.
-No niech ci będzie, znaczy!- Hmpf, on mnie musi męczyć.
-Nic nie mówiłem. Niech sobie nie znaczy.
-Jesteś po prostu wredny- westchnąłem
-Znowu?- Prawie jęknąłem.- Czemu teraz?
-Mam być równie wredny i kazać ci się domyślić, czy jesteś za głupi żeby to zrobić?
-Nie radzę ci być wrednym. Możesz powiedzieć. Lubię jasne sytuację.
-Niepotrzebnie się przez ciebie denerwuję-westchnąłem po raz kolejny- Tym razem za szantaż
Wywróciłem oczami.-To?
-To... Kocham... cię?- zrobiłem się cały czerwony, miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Póki co zakryłem twarz poduszką. Nie wyjdę!
-Możesz powtórzyć?- Czyli wygrałem? Joł madafaka.
-Nnie...? -Pokręciłem przecząco głową
-Nie wiem czy dobrze usłyszałem. Powtórz!- Rozkazałem.
Ko...Kocham... c-cię- wymamrotałem w poduszkę
Odłożyłem laptopa na szafkę. Zabrałem mu poduszkę z twarzy. Cmoknąłem go w brew a potem w usta.
-Cco ty...
-Co co ja? Całuję cię. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Podciągnąłem nogi pod brodę i objąłem je rękoma. Nic już z tego nie rozumiem.
-Co robisz?
-Nic
-To chodź.- Wyciągnąłem ramię.
Przysunąłem się do niego.
-Mam nadzieję, że to nie było kłamstwo.
-Nie było-skrępowany spuściłem wzrok
-Ej.- Uniosłem jego podbrudek.
Nadal byłem cały zarumieniony-Nie patrz, wyglądam idiotycznie.
-Nie. Podoba mi się.- Znów go cmoknąłem.
Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej.
Wywróciłem oczami.- A myślałem, że bardziej się nie da.- Mruknąłem.- To... za co mnie kochasz?
-Mmuszę mówić?- To zaczynało być za dużo jak dla mnie. Zakręciło mi się głowie.
-Proszę?- Zacząłem głaskać jego ramię.
Pokręciłem głową. Nie da rady.
-Powrócimy do tego pytania. A teraz powinniśmy cieszyć się sobą.- Zawisłem nad nim.
Skinąłem niepewnie głową. Jakoś ciężko było mi sie odezwać.
Wpiłem się w jego usta. Leniwie go całowałem. Bez pośpiechu.
Odpowiadałem na pocałunki. O co mu właściwie chodzi?
Odsunąłem się od niego.- Myślisz, że jesteś w stanie?
-Z czym?
-Uprawiać seks. Czy jesteś zbyt obolały.
-Tylko ostrożnie-poprosiłem
-Oczywiście, skarbie.- Powróciłem Do całowania go.
Nieco otumaniony oddawałem pocałunki.
Zacząłem powoli go rozbierać. Obchodziłem się z nim bardzo delikatnie. Jak jeszcze nigdy.
Byłem zaskoczony, że potrafi być tak delikatny. Nie podejrzewałem, że ktokolwiek tak potrafi, a już na pewno nie on
Zjechałem na jego tors.
Wzdychałem cicho
Ręką zacząłem dotykać jego wejścia.
Spiąłem się przez chwilę, wiedząc co za chwile nastąpi.
Zacząłem rozciągać go trzema palcami. Robiłem to bardzo długo.
Początkowo jak zwykle najprzyjemniej nie było. Później zrobiło się dużo lepiej. Byłem naprawdę rozluźniony, sam nabijałem się na jego palce i jęczałem.
Nie przestawałem go rozciągać. Chciałem by było mu naprawdę dobrze.
Coraz trudniej mi było wytrzymać-J...ju-uż...
-Jeszcze nie.- Bo czemu się z nim nie podroczyć?
-Ngh... Nnie chcę... sa-samych... pa-palców...
-A co chcesz?
-Cciebie...
Odsunąłem się od niego.- Jak sobie życzysz.- Otworzyłem szufladę i wyjąłem gumkę. Założyłem ją. Usadowiłem się między jego nogami i zacząłem powoli w niego wchodzić.
Praktycznie nie zabolało, byłem naorawdę dobrze rozciągnięty.
Poruszałem się wolno.
Jęczałem głośno. On to robi specjalnie!
Całowałem jego szyje. Zostawiałem na niej malinki.
Wiedziałem, że przez to jego przygotowanie dług nie wytrzymam.
Trochę przyśpieszyłem. Chciałem by ten seks zapamiętał do końca życia.
Doszedłem, zdecydowanie wcześniej niż bym chciał. Ugh.
Już? Liczyłem, że dłużej mam to zajmie. Przez to, że się zacisnął na moim członku po kilku pchnięciach doszedłem.
Jeszcze przez dłuższą chwilę się uspokajałem.
Opadłem obok niego i przytuliłem go.- I jak?
Wtuliłem się w niego- Świetnie... Jak zwykle zresztą...
-Ale lepiej niż zwykle?- Cmoknąłem go we włosy.
Skinąłem głową. Zrobiło mi sie trochę zimno, ale to zignorowałem
-Ale coś szybko.- Zacząłem wybierać masze brzuchy.
-Za długo mnie męczyłeś palcami
-Ale wreszcie byłeś rozciągnienty.
Zadrżalem z chłodu- Następnym razem wytrzymam dłużej- zapewniłem
-Mam nadzieję.