Zayn
Liam
____________________________________
-Na obiad. Do pizzerii.-Oczywiście.- Cmoknąłem go w usta. Mój słodzik.
Wydaje się mieć dobry, a przynajmniej dobry dla mnie humor. Teraz tylko tego nie spieprzyć- Cały się ubabrałem- westchnąłem spoglądając na swoją koszulkę
16:34
Ja
-Wypierze się. Na pewno mają w sklepie. -Pocałowałem go
-Er... idziemy?
-A powiesz mi coś miłego?
-Wszystko co zechcesz, mogę się nawet popisać inwencją twórczą i stwierdzić, że właściwie to nie lubię ruszać się z [Łejt gdzie my w ogóle mieszkamy], chyba, że z tobą. Z tobą uwielbiam. Czy coś
-Dużo gadania nic z tego co chciałem. Myśl dalej. Choć i tak miło.
-Kocham cię?- Jeżeli o to mu ZNOWU chodzi to mnie szlag trafi
-Mnie pytasz?- Wzruszyłem ramionami.
-Nie. Kocham cię.
-A kochasz mnie bo?
-Bo...- Cholera, po prostu mam gust spaczony.-głupie pytanie. Jesteś przystojny, o dziwo, lubię twój charakter, już nie wspominając o tym, że na łóżkowe sprawy narzekać nie mogę...- z każdym słowem robiłem się coraz czerwieńszy
-Mmm. Przestań bo się zarumienię.- Machnąłem ręką lekko go uderzając. Tak jak to robią dziewczyny.
-Już prędzej ja- przytuliłem się do niego tak żeby nie było widać mojej twarzy
-Zawsze chciałem mieć pandę, skarbie. Tylko kto by przypuszczał, że będzie taka kusząca.- Klepnąłem go w tyłek.
Odruchowo spiąłem pośladki-Pandy się tak nie wieszają- mruknąłem
-Nie jestem zwierzoznawcą.- Wzruszyłem ramionami.
-Bez różnicy. Mogę być i pandą
-Moją, słodką pandą, która swoją drogą częściej mogłaby mówić co do mnie czuje. To nawet miłe.
-Mogę, ale nie przy ludziach- zastrzegłem od razu
-Ok.- Uśmiechnąłem się zadowolony i ciągnąc go wyszedłem.
-Chwila, ubrać mi się daj!
-Wybacz z tego wszystkiego zapomniałem.
Naciągnąłem na siebie spodnie, czując się trochę niekomfortowo
-Co?- Spytałem widząc jego minę.
-Lepię się. No nic...
-Wyszoruję cię w domu.- I może poprawię.
-Nie mam nic przeciwko
-Wiem. -Splotłem nasze palce i wyszedłem z pomieszczenia.
-Tylko cię upewniam- zachichotałem
-Oczywiście. Prowadź.
-Pójdziemy takim tunelem, tam są płaszczki i różne ryby, potem będą skorupiaki, morsy, foki, inne ssaki widne i delfiny- stwierdziłem bardzo zadowolony ciągnąc go za sobą
Wywróciłem oczami i podążyłem za nim.
-Ponoć mają gdzieś tam rekina... no tego z głową jak młotek- narysowałem kształt w powietrzu
-Nie zapal się. I mam nadzieję, że wyjdziemy stąd.
-Jak wszystko zobaczę i kupisz mi kubek
-Wszystko?- Jęknąłem
-Tego nie ma aż tak dużo
-Ta 5lat zwiedzania.
-Przesadzasz
Już miałem powiedzieć, że przesadzam mówiąc, że jest seksowny, ale się powstrzymałem. Zwiedzaliśmy te rybki, akwaria półtorej godziny. Li latał jak idiota. -Mi i tak najbardziej podobała się ta skrytka.
Bardzo zadowolony dreptałem u jego boku- Tam też było ciekawie.
-Najciekawiej. -Wsiadłem do auta.
-A kubek?- Nie wsiadłem do samochodu
-Pójdziesz sam?- Spytałem wyciągając w jego kierunku portfel.
-Pójdę- wziąłem portfel- Zaraz będę
-Ok.-Oparłem się i czekałem na niego
Popędziłem z powrotem do budynku. W sklepie z pamiątkami wdałem się w rozmowę z ekspedientką, jako że nie było innych klientów poza mną. Oceanolog, przy kasie wylądowała, bo dziewczyna, która normalnie to robi się rozchorowała, a ona miała w tym czasie chwilę wolnego. Dopytałem, o kilka rzeczy związanych z rybami, przez co mi trochę zeszło. Na rozmowie o rybach i innych takich.
Zacząłem stukać palcami w kierownicę. Dłużej kubka kupować się nie da.
Prawie zapomniałem po co właściwie tu przyszedłem. Na szczęście mi się przypomniało. I ten dylemat: który kubek wybrać?
Bo pojadę bez niego. Dłużej się nie da.
Ostatecznie wybrałem ten w delfinki. Zapłaciłem i pożegnałem się, po czym popędziłem do samochodu
-Wreszcie. Miałem odjeżdżać właśnie.
-Nie mogłem się zdecydować- wsiadłem do pojazdu i oddałem mu portfel
-Przez 20 minut? Tyle to ja włosów nawet nie układam.
-Zagadałem się z ekspedientką
-Ładna chociaż?
-O rybach, ciemnoto
-Pytam czy ładna a nie o czym gadaliście.-Ruszyłem powoli.
-Nie obchodzi mnie to czy była ładna czy nie, skoro chodziło mi tylko o ryby. Była szczupła, czarne włosy, delikatne rysy twarzy. Dość urocza i wredna,
-Wredna? Ale wiesz, że faceta w ciąży by nie chciała?
- Ludzie mają różne fetysze. Wredna, dobrze się z nią rozmawia. Tresera delfinów,
-Też jestem wredny.- Zaparkowałem pod domem.
-A czy ja cię do niej porównuje?
-Nie. I tak nie jest lepsza ode mnie.
-Właśnie. Zamówimy pizze?
-Właśnie. Mieliśmy jechać. Zamów.- Wysiadłem i wszedłem do domu.
Wyjąłem z kieszeni ulotkę, którą dostałem w sklepie. Poszedłem do domu, wziąłem telefon i zadzwoniłem.
-A jaką zamówimy?- Spytałem obejmując go od tylu i zaglądając w ulotkę
-Pepperoni? Z sosami.
-Ok, jadalne według moich upodobań. Ma być duża i szybko. Dzwoń.-Położyłem głowę na jego ramieniu.
Wykonałem jego polecenie, podałem adres, rozłączyłem się. -Dziesięć minut i będą
-To dobrze. Głodny jestem.
-A co będziemy robić po jedzeniu?
-A co byś chciał? Na pewno się umyjemy.
-Ym... Nie wiem... Możemy porostu odpocząć albo... nie mam pojęcia. Może ty coś wymyślisz
-Myślałem, że masz na coś ochotę. Ty tu nosisz dzieciaka.
-Nie mam ochoty się nas tym zastanawiać. Ani wysilać. Mam ochotę robić coś niemęczącego
-Czyli seks odpada.- Mruknąłem.- Możemy poleżeć przed telewizorem.
-Może potem. Mnie to męczy bardziej niż ciebie.- westchnąłem- Mi się podoba
-Bo mam wprawę.- Stanąłem przed nim. Cmoknąłem go w czoło.
-Casanova- zaśmiałem się- Ale mój.
Prychnąłem. -Nie jestem twój.
-Tak, tak- Mówiłem do niego jak do dziecka
Odwróciłem się i poszedłem przed telewizor. Ja jego? Pojebało!
Ruszyłem za nim- Nawet się ze mną nie pokłócisz?
Włączyłem telewizor i wywróciłem oczami.
Usiadłem obok niego-Nie bocz się na mnie.
-To mnie przeproś.
-Przepraszam- przytuliłem się do niego. Problem z głowy
Rozległo się pukanie.- Idź otwórz. Zaraz przyjdę.
-Ta jes- Wstałem, wziąłem portfel, żeby zapłacić.
I gdzie ja zostawiłem portfel? W kuchni go nie było. Poszedłem do Liama- Widziałeś...- Zauważyłem, że trzyma mój portfel. Kieszonkowiec jebany. Widząc wzrok tego dostawcy objąłem Liama. Mój!
Gdyby dało się zabijać wzrokiem to facet już by nie żył. Spłoszony wręczył mi pizze, ja mu zapłaciłem a on odjechał jakby go gonili. Dzięki Zayn.- A tobie co?
-Głodny jestem.- Wzruszyłem ramionami. Zabrałem kartonik i poszedłem do kuchni.
-To po co było to przytulanie?- Zeżre mi całą pizze. Popędziłem za nim
-Z przyzwyczajenia? A co mam cię nie przytulać?
-Możesz mnie przytulać nawet częściej- zaprotestowałem
-Wiem. Smacznego.- Zabrałem kawałek pizzy.
-Smacznego- Wziąłem sobie kawałek, posmarowałem sosem.
Szybko zjadłem. Byłem głodny. Poszedłem pod prysznic.
-Zaczekaj za mną!- dojadłem, krztusząc się i niezadowolony podążyłem za nim
Wywróciłem oczami.- Nie musisz za każdym razem myć się ze mną. Zjadłbyś sobie spokojnie.
-Wolę z tobą niż sam. No i mówiłeś, że mnie wyszorujesz- przypomniałem
-Zapomniałem. -Wziąłem gąbkę i zacząłem go myć. Brzuch i podbrzusze baardzo dokładnie czyściłem.
-Plecki też- odwróciłem się tyłem
-Tu trzeba dobrze wyszorować. Jeszcze biały jesteś.
Obróciłem się z powrotem- Mówisz?
-Nie, szczekam.- Znów zacząłem myć jego przyrodzenie.
-Nnie trzeba aż tak dokładnie...
-Bo ci staanie.- Zaśmiałem się śpiewając.- Nie miałbym nic przeciwko.
-Nnie...- zaprzeczyłem bez przekonania
Puściłem gąbkę i ręką zacząłem go masować.
Niemrawo spróbowałem go odetchnąć.
-Nie chcesz?- Spytałem i polizałem go za uchem.
Zadrżałem.-Nnie... Chyba
-To nie.- Wyszedłem z kabiny, wytarłem się, ubrałem i poszedłem przed tv.
Opanowałem się, wytarłem, narzuciłem na siebie szlafrok i usiadłem obok niego
-Idź sobie.- Mruknąłem.
-Jesteś zły?
-Może. -Sam nie wiem, ale nie chciał to mogę być zły nie?
-Mówisz jak baba-jęknąłem- Może tak, czy może nie?
-Ja przynajmniej wiem, że jestem w 100% mężczyzną a nie zaskoczenie bo dzieciak.
-Pieprzona fontanna testosteronu się znalazła. Ja cię przepraszać za to nie będę.
-Nie musisz, ale babą to ty tu jesteś.
-Przynajmniej wiem o co mi chodzi
-Też wiem. Chciałem się z tobą zabawić to niee.
-Rozumiem, że trzymasz mnie głównie tylko dla seksu, ale to nie znaczy, że mam ci dawać za każdym razem gdy masz ochotę- To tak jakby trochę zaprzecza samo sobie no ale
-Nie tylko dla seksu, skarbie.- Objąłem go.
-Tak mnie traktujesz
-Niby jak? Gdyby tak było nie zabierałbym cię tu, nie kupował ubrań, auta.
-A przy okazji wszędzie, gdziekolwiek się nie ruszymy, musisz mnie przelecieć, jak się nie zgodzę to jesteś zły, w skrajnych przypadkach wściekły...
-Przynajmniej będziemy mieli co dziecku opowiadać. I w różnych miejscach jest fajnie.
-Nie tylko o to chodzi
-To o co chodzi?
-Wiesz, gdybyś przestał mnie traktować jak kurtyzanę...
-Nie traktuję cię jak kurwę.- Wywróciłem oczami.
-Bardzo to się nie różni. Może jest trochę skrzyżowane z utrzymanką
-Mniejsza. Nie traktuję cię a nie tak, ani tak.
-Jesteś zły?
-Nie.-Westchnąłem- A ty?
-Nie
-I wszyscy szczęśliwi.
-Mhm- przytuliłem sie do niego
-Włącz tv
Sięgnąłem po pilota i odpaliłem telewizor.
Przytuliłem go mocniej do siebie.
Uśmiechnąłem się bardzo zadowolony. Sięgnąłem jeszcze po koc, było mi trochę chłodno
Rozmyślałem jeszcze nad zakończoną rozmowa. Nie chce by tak uważał, niepotrzebne kłótnie będą z tego-Czego ode mnie oczekujesz?
-Um... Po prostu nie naciskaj tak bardzo. I kupienie czegoś nie jest jednym sposobem okazania, tego że bynajmniej dziwką nie jestem
-Ja nie naciskam. A jak sam wiesz potrzeba mi duużo uwagi.
-Nie, wcale- prychnąłem poirytowany
-Dobrze no. Zmienimy to. Ok?
-Mhm- skinąłem głową
Złapałem go za podbródek i pocałowałem. Wstałem następnie i zrobiłem herbaty.
Korzystając z okazji zmieniłem kanał
Podałem mu herbatę i usiadłem obejmując go.
-Dziękuję- cmoknąłem go w policzek
–Nie ma za co, skarbie.
Upiłem łyk- Gorąceee- Poskarżyłem się
–A jakie niby ma być?
-Mniej gorące?- przechyliłem głowę pytająco
Zaśmiałem się.- Dziecko będzie miało dziecko.- Pokręciłem głową.
-Nie prawda- odparłem oburzony
-I tak cie lubię.
-To dobrze
-Wiem.- Cmoknąłem go.
-Kocham cię- mruknąłem wtulając się w niego bardziej
-Ja..-Prawie odpoweidziałem "ja ciebie też". Co mi odbija?- cię lubię.