niedziela, 11 stycznia 2015

Friendship or love? V

Harry
Niall
________________________________
-Dasz radę a jak coś masz blisko
- Na pewno czegoś zapomnę.
-Ale masz blisko
-Nie lubię chodzić na zakupy
-Bo uwierzę. Raczej nie lubisz sam.
-Bo nie ma kto mi pomóc tego nieść
-Wiem wiem.- wyciągnąłem telefon. O dziwo nie odpisali mi chłopcy tylko Lou. Odpisałem Co u mnie- masz pozdrowienia od Louisa
-O, jego też pozdrów
-Już to zrobiłem. -Wziąłem koszyk
-Kiedy wraca?
-Za 2 tygodnie jakoś
-Trochę cię zaniedbuje
-Bywa. Musi być przy mamie
-Coś z nią nie tak?
-Chora jest. To nie mówił ci czemu ciągle wyjeżdża? Jest w szpitalu i on opiekuje się siostrami
-Różnie mi mówi. Nigdy nie wspominał o matce.
-Możliwe.
-I tak strasznie cię zaniedbuje.
-O co ci chodzi?
-Też się o ciebie martwię
-Przecież to nic takiego
-Prawie się z nim nie widujesz
-Są związki na odległość
-Wiem, ale i tak...
-Mam ciebie
-Lou nas zabije jak się dowie
-Nie dowie się
-Miejmy nadzieję.
-Na pewno nie żałujesz?
-Czego?
- ze to się stało? Ze pieprzysz się z kolegą? Ze będziemy okłamywali Lou?
- To że się z tobą pieprzę mi odpowiada. Co do Lou... Nie wiem. Póki co często go nie ma więc nie będzie z tym problemu, a potem... jakoś będzie.
-Odpowiada ci? Czemu?- przecież to dziwne. I ok raz mogło się zdarzyć ale
-Nie potrzebuję związku, ale pustelnikiem nigdy nie byłem.
-No wiem. Co bierzesz?
-Jak wiesz to po co pytasz? Trochę tego i owego... Makaron na przykład- Sięgnąłem po produkt
Dreptałem za nim w ciszy. Naprawdę muszę jechać do mamy

Wkładałem całe mnóstwo produktów do koszyka
Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Ciesz się ciesz, ty to będziesz niósł
-Oj wielka kara dla mnie

-Straszliwa i okropna
-A nagroda jaka będzie
-Jaka sobie zażyczysz
-I mi odpowiada.- klepnąłem go w tyłek
-Nie w sklepie kretynie
-Oj tam

Prychnąłem i władowałem do wózka jabłka
-Gumek nie zapomnij
-Ty zapakuj
-Wszystko na mojej główce
-Tak, tak
-Masz już wszystko?
-Ta, możemy iść do kasy
-Ok.- ruszyłem w tamtym kierunku. Pomogłem mu wyłożyć zakupy na taśmę
Zapłaciłem i udaliśmy się do mojego domu
Pomogłem mu zanieść zakupy do domu
-Dzięki. Ciężkie to w cholerę
-Nie aż tak bardzo.
-Widocznie jesteś silniejszy
-To wiadome, kochanie.
-Już nie jestem promyczkiem?
-Jesteś. Ale kochaniem też.
-A ty moim kim jesteś?
-Nie wiem. Wymyśl
-Wszystko będzie brzmieć głupio
-To czemu chcesz bym był twoim kimś?
-Bo ja jestem twoim
-Jak uważasz. -Udałem się do salonu
Rozpakowałem zakupy i do niego dołączyłem.
-Opuszcze cię dzisiaj
-Domyślam się. A jutro do pracy.
-A potem do mamy. Już tęsknię
-Mhm, ja też
-To dobrze
-Ile cię nie będzie?
-Tydzień.
-Długo.
-Ale dawno tam nie byłem. Będę dzwonił
-Mamuśka się ucieszy.
-Wiem. Będzie wielka uczta na moja część.
-Przywieź mi trochę.
-Dla pączusia wszystko
-Jestem okrągły jak pączek?
-Nie żartuj. Chodziło mi że słodki- poczochrałem go po policzku
- Nie długo będziesz musiał mnie toczyć
-Spalimy wszystko co będzie ci niepotrzebne
-Będziemy biegać? - spojrzałem na niego sceptycznie
-niee. Coś przyjemniejszego.
- Wszystko jest przyjemniejsze od biegania
-Ale to najbardziej. -Spojrzałem na zegarek.- późno się robi.
-Będziesz się zbierał?
-Chyba powinienem.- wstałem.
-W takim razie do jutra
-Do jutra skarbie.- przyciągnąłem go do pocałunku. Zacząłem delikatnie muskać jego usta
Oddałem pocałunek równie delikatnie co on
Poprosiłem go o dostęp do jego jamy ustnej
19:47

Ochoczo uchyliłem wargi
Zacząłem badać jego usta.
Przerwałem pocałunek
Jęknąłem.
-leć, bo nigdy nie wyjdziesz
-Wiem, wiem. Trzeba się wyspać do pracy. Pa- cmoknąłem go i wyszedłem
-Pa
Wszedłem do domu i od razu udałem się do siebie.
Ogarnąłem mieszkanie i siebie po czym poszedłem spać
Przebrałem się i położyłem. Po chwili spałem .
Rano obudziłem się wcześnie, spokojnie zdążyłem do pracy
Gdy rano zadzwonił budzik niechętnie wstałem. Oczywiście gdy wszedłem do pracy Niall już tam był
-Hej?
-Hej. -Czemu on mnie pyta?- jak się spało
-Dobrze. Ty pewnie zaspany?
-Nie tak bardzo. Choć zimno mi było. - przytuliłem się do jego pleców
Odetchnąłem ciężko- Odnośnie zimna to pizga strasznie
-Jak zwykle nieczuły.- odsunąłem się od niego
-Jestem lodowcem
-Niestety
-Możesz mnie roztopić
-Wątpię ze się da. Tyle lat mi się nie udało.
Wzruszyłem ramionami- Może za słabo się starałeś
-Może. A może ty nie chcesz pozwolić się roztopić
-Tobie mogę na to pozwolić
-Oh, wspaniała rola przyjaciela
Przyjaciela- Tylko ty masz ten przywilej
-Podejrzewam.
-A gdyby ktoś inny miał taki przywilej?
-To byłbym zazdrosny. Moja posada ma być stabilna

-O Rusha też byłeś zazdrosny?
-Tak. Choć na on był materiałem na chłopaka a nie przyjaciela
-Był.
- otworzmy wreszcie- poszedłem otworzyć sklep
-Jasne, dzisiaj ty na kasie
-ol jee.
-I po południu rozmowy kwalifikacyjne
-co? To dziś?
-Mhm, za mało ludzi mamy
- to mnie puści na urlop
-Pewnie tylko dlatego ci go dał
-Ale mam nadzieję ze dalej będziemy mieli razem zmiany.
-Dobrze by było. I musimy wziąć kogoś ogarniętego
-Tak. Ja chce już 15
-Ledwo zaczęliśmy
-Wiem. Ale ja chce do domu. Napaliłem się na ten wyjazd
-Ale przywieź mi coś do jedzenia
-I tak dostanę jakieś słoiki to ci dam.
-I dobrze. Niech o mnie dbają
-Dbają o mnie. Tobie dostaje się przy okazji
-Po prostu ty dbasz o mnie
-Jakże by inaczej. A teraz leć pomoc tej pani
-Lecę
Usiadłem za ladą.
Ten to ma dobrze
W końcu zmiana się skończyła.udałem się do wyjścia
-A ty gdzie? Teraz rozmowy.
-Po co ja na rozmowach? szefa robota kogo zatrudni.
-Mamy zostać chwile.
-Ale poo coo?
-Coś od nas chce.
-Kurwa.-usiadłem
Przygryzłem wargę-Mogę... zostać sam. Przekarzę ci potem wszystko i tak dalej. I nagadam coś szefowi.
-naprawdę? Wiesz im szybciej wyjadę tym szybciej będę a to nie wiadomo ile będzie trwało.
-Jasne, leć już
-jeszcze pożegnać się muszę.- podszedłem do niego
-Jak chcesz się żegnać, to chodź na zaplecze. Lepiej by było gdyby ludzie nie widzieli jak mnie całujesz
-jak wolisz. Chyba ze nie chcesz się żegnać  

-Chcę
-to dobrze.- pociągnąłem go na zaplecze
Uśmiechnąłem się szeroko.
przycisnąłem go do ściany i pocałowałem
Zachłannie oddałem pocałunek
cały tydzień bez tych ust. Po chwili odsunąłem się i zrobiłem mu malinkę pod rękawkiem koszulki
-Zaznaczasz, że twoje?
-Zostawiam pamiątkę byś pamiętał o mnie.
-Będę pamiętał po każdym prysznicu
-I o to chodziło. -Cmoknąłem go w usta
-Idź już, bo jeszcze na szefa wpadniesz
-Szkoda, że nie możesz jechać ze mną. paa.-Udałem się do wyjścia
-Pa, tez żałuję
jak on mnie kocha. szkoda, że nie tak jak myślę ze bym chciał.
Uspokoiłem się trochę i poszedłem na to spotkanie, cały rozanielony pożegnaniem
________________________
PRZEPRASZAM!!
szkoła, szkoła, szkoła... oszaleć można( eksodosy, katarzisy, tłuszcze, białka..... itd.) pisać dajemy radę, ale gorzej z poprawianiem i jak to nazywam "kolorowaniem" wiec... 
CZY KTOŚ POMÓGŁBY MI Z TYM? ALBO ZNA KOGOŚ KTO CHCIAŁBY POBETOWAĆ?
proszę o pomoc. 
następna sprawa jeśli czytacie zostawcie komentarz bym wiedziała czy jest sens to prowadzić. dziękuje 

wtorek, 6 stycznia 2015

Przepraszam

Przed swietami zanioslam laptopa do naprawy. Okazuje sie ze jeszcze nie jest zrobiony. Mysle ze podlacze komputer ale nie wiem jak on sie trzyma po nie uzywaniu tak wiec rozdzialu moze jeszcze nie byc;(

środa, 17 grudnia 2014

Friendship or love? IV

Harry
Niall
_____________________________________________

-Idziemy szukać mojej drugiej połówki?
-nieee skadze
-Nigdzie nie idziemy
-ja chce spacer
-Ja juz wiem jak będzie wyglądał ten spacer
- i co z tego. Dotlenic się trzeba
-Dobra, dobra idę
-swietnie

Poszedłem się umyć, trochę ogarnąć i ubrać.
Czekałem za zwolnieniem łazienki
Po dłuższej chwili wyszedłem-Wolne
-Długo się szykowałeś. -Wszedłem do łazienki
-Bo wyglądałem strasznie
-Czyli jednak chce się podobać.- mruknąłem
-Zamknij się i idź się ubrać
Wszedłem pod prysznic. Po 15 minutach byłem ubrany już
-To gdzie idziemy spacerowiczu?
-Hmm gdzie jest dużo ludzi? London eye
-Człowieku taki kawał? Tam będzie pełno ludzi, turystów.
-No turyści stanowią problem.
-Widzisz. Chodźmy gdzieś indziej
-Gdzie?
-Ty zapraszasz, ty wybierasz
-No tam jest najwięcej ludzi. - pociągnąłem go w tamtą stronę
-Niech ci będzie. Wyrwę jakiegoś japońca, emigruję i tyle mnie zobaczysz
-A teraz ładnie mi powiedz: bruneci czy blondyni? Umiesnieni czy niekoniecznie?

-Bruneci, tak średnio- odpowiedziałem zanim zdążyłem pomyśleć
-Oh. Dalej mów dalej
-Co mam ci jeszcze mówić? Raczej jestem pasywem, także wiesz o co chodzi. I nie może być dużo niższy
-Czyli szukamy brunetów. -Rozejrzałem się
-Ta. Znaczy ty szukasz, ja ich nie potrzebuję
-Wiesz ja lubię niższych od siebie. I urzekają mnie niebieskie oczy. Trochę różne mamy gusta
-Trochę. Ale wiesz, że dużo zależy od charakteru.
-Ta. Co powiesz o tamtym?- wskazałem palcem
-Nie, nie, nie. Już bardziej tamten po lewej
-On? Ja jestem przystojniejszy.
Oczywiście że tak. Ty jesteś idealny. Prawie- Myślałem że szukamy kogoś dla mnie
-Ale nie może wyglądać jak gówno. A tamten wygląda jak ja z prostymi włosami.- zaśmiałem się
-Czyli głupio
-Ej ja nie wyglądam głupio
-Jak wyprostujesz to wyglądasz- Poczochrałem go po włosach
-Jemu można pokręcić
-Nie będę się umawiał z twoją wyprasowaną podobizną
-To by było dziwne. To tak jakbyś umawiał się ze mną. Ja myślę nad beka jaka była by gdybym miał bliźniaka
-Umawianie się ze mną byłoby dla ciebie aż takie dziwne? W każdym razie tamten odpada
- tak, odpada. Po co pytasz? I tak to się nie stanie. Jakbyśmy mieli się sobie podobać już byśmy byli razem
Nie ma szans. Jakby kiedykolwiek były. Jestem idiotą- Mniejsza. A tamten?
-Jakiś taki.. Wydaje się być pizda Ni.
-To którego ty proponujesz?
Rozejrzałem się. Pizda, żul, zajęty, brzydki. - a tamten - wskazałem kolesia który stał koło ławki
-Moż być. Całkiem, całkiem.
-To leć zagadać
-Jakoś czarno to widzę-westchnąłem, ale ruszyłem w kierunku chłopaka
obserwowałem Każdy jego ruch
Podeszłem, zagadałem. Nie było w sumie tak źle. Okazało się, że jest z Australii, ale zostaje jeszcze pół roku. Miło. Zaprosił mnie na spacer, co było w sumie zabawne, bo nie miał pojęcia gdzie iść, przyjechał dopiero tydzień temu. Powiedziałem, że jestem ze znajomymi, ale z wielką chęcią przejdę się z nim na drinka. Zgodził się od razu, umówiliśmy się na 20. Zapowiada się nieźle. Chociaż i tak nic z tego nie będzie.
Niall dogadywał się z nim niezłe z tego co widziałem. Poczułem się jakoś dziwnie
Wróciłem do Harry'ego, po dość miłym pożegnaniu- Umówiłem się z nim na wieczór- pochwaliłem się
-Świetnie. Misja zakończona wracamy do domu. Albo uczcijmy to w Nandos
-W Nandos-Przytaknąłem żarliwie
Nie rzuca mi się na szyje? Dziwne. Udałem się w odpowiednim kierunku

-Dzięki i w ogóle- uśmiechnąłem się szeroko
-ta. Opowidaj o nim

-Jest z Australii. No i z bliska wygląda dużo lepiej niż z daleka. Wydaje się być mną zainteresowany, może nie jakoś przesadnie, ale tak w sam raz
- mówiłem ze nawet tobie się ktoś przyda. -wszedłem do nandos
-Czy ja wiem... Wiesz, on w końcu do tej Australii wróci
- a może dzięki tobie nie wróci ?
-Bardzo wątpię.
To dobrze.- nigdy nie wiadomo
-A kto by chciał ze mną zostawać? Ale zapowiada się miłe pół roku- gówno prawda
-to dobrze. Pamiętaj dzięki komu
-Tak, tak. Dziękuję
Usiadłem przy stoliku
Opadłem na siedzenie obok niego-Zadowolony z siebie?
Przyjrzałem się menu.- ta.- mruknąłem zza niej

-Raczej nie bardzo, z tego co widzę
- czemu miałbym być nie zadowolony
-Widać po twojej minie
- ale jestem zadowolony. Chce byś był szczęśliwy.

-Czy będę to się okaże.
-Tak. A jak czujesz?
Źle- Nieźle. Po wierczorze powiem ci więcej
-Ok. Gdzie się umówiłeś?
-W takim bardziej rozpoznawalnym barze
-Aha.- przywołałem kelnerkę
-Wiesz, jednak on się tu mało orientuje.
-Odprowadzisz go. Pół roku to dużo
-Zakładając że będzie mnie chciał
- będzie. Na pewno. -Podeszła kelnerka i złożyłem zamówienie

Dołączyłem swoje zamówienie- Wątpię
- kochanie uwierz w siebie
-Jestem wręcz cudowny, ale w taki sposób że raczej nie jestem łatwy w obsłudze
-Ze mną się dogadujesz normalnie
Dla ciebie się staram- Widocznie jesteś wyjątkowy
- oh. Wiem. Jestem po prostu zajebisty
-Jeste, jesteś
Przyszło nasze zamówienie
-I jemy- uśmiechnąłem się szeroko
- głodomur. - uśmiechnąłem się i zacząłem jeść
-Lubię jeść. Możesz zostawić mi trochę twojego
Prychnąłem- nie na opcji
-Proszę?
-Ok- musi żulić no musi
-Jesteś najlepszy
-Wiem. -Zabrałem się na jedzenie. Zostawiłem mu trochę
-Poważnie
-Jedz bo musimy cię wyszykować
-Pomożesz mi?
-No po to tu jestem.-wstałem
-Dzięki. Naprawdę dzięki
-Od czego są najlepsi przyjaciele- zapłaciłem i wyszedłem z lokalu
Ruszyłem za nim. Przyjaciele. Przyjaciele. Paskudne i okropne. On mnie w życiu nie zauważy. Nie w taki sposób jak bym chciał.
W końcu dotarliśmy do jego domu
-Będę boski?
- aż tak chcesz mu się spodobać?
-Chciałbym-Przyznałem zakłopotany. Nie tak jak dla ciebie, ale chciałbym
I coś mnie zabolało. Czemu?
Weszliśmy do domu- Gdzie najpierw
-Idź się umyć
-Znowu?
-Musisz pachnieć
-Dobra, dobra idę, a ty mi naszykuj ciuchy
-Oczywiście. Będziesz wyglądał świetnie

Poszedłem się umyć.
Udałem się do jego pokoju. Chciałem mu coś wybrać.
Mycie się nie zajęło mi wiele czasu. Po chwili wyszedłem z łazienki, owinięty jedynie ręcznikiem wokół bioder
Podałem mu wybrane ubrania. Gdy je założyłem zagwizdałem.
-I jak?
Wylądują w łóźku.- chyba bym coś zmienił
-Co? Wydaje mi się, że jest OK
-Zmienił bym spodnie

-Na które?
-Te niebieskie
Przebrałem się- Moż być?
-Tak lepiej.- mniej seksownie.
-Chyba muszę ci zaufać. chociaż wydaje mi się, że tamte lepiej leżały
- rób jak uważasz- jeśli tak bardzo chce być przelecony i zostawiony to jego sprawa
-Jak już mówiłem, muszę zafać tobie. W kwesti ubioru jestem dość ułomny
- ta. Leć już bo jeszcze zajechać musisz.
-Mhm. Dzięki za pomoc
-Podziękuj chociaż należycie
-Czyli?
-Całusa chce-zrobiłem dziobek

Cmoknąłem go w usta
-Mało-Przyciągnąłem Go i wpiłem się w jego usta
Oddałem pocałunek, bardzo, bardzo zadowolony.
Po dłuższej chwili odsunąłem się- leć bo nie będzie czekał
-Lecę, lecę, pa, klucze zostaw pod wycieraczką- Wypadłem z mieszkania. To nic, że nie mam wycieraczki
Ja tu zostaje. I mam swoje klucze. Chwila czy on właśnie dał znać ze wróci bardzo późno? A może wcale?
Popędziłem na umówione miejsce prawie się spóźniłem. Chłopak już na n
na mnie czekał. Cholera!
Położyłem się na łóźku Nialla.
Właściwie to spotkanie potoczyło się gładko. Wypiliśmy, potańczyliśmy, dziwnym trafem znaleźliśmy się na zapleczu gdzie robiliśmy coś dużo ciekawszego niż taniec, a ja wypiłem tyle by nie myśleć o Harry'm. Potem okazało się, że stary właściciel, Rush'a to właściciel lokalu i dlatego zaplecze stanęło przed nami otworem. Koło 5 zostałem odstawiony do domciu, gdzie odebrał mnie Harry, pokwitował, Rush odjechał, a my zostaliśmy sami
-Myślałem ze będziesz wcześniej

Wzruszyłem ramionami. Nie mam siły się tłumaczyć, jestm już duży i mam te 18 lat
-Chociaż powiedz Jak było. Ciekawy jestem
-Jutro-wymamrotałem. Spaaaaać. Wymęczył mnie
-Jasne- wyszedłem trzaskając drzwiami. Wszedłem do Louisa pokoju

Olałem to i położyłęm się spać w wymiętoszonym ubraniu
Glebłem się na łóżko. Jak on tak może
Zasnąłem szybko.
Nie mogłem spać. Dobrze ze drzemałem jak go nie było. Teraz to już mnie oleje
Obudziłem się koło 13. Nie miałem nawet aż tak wielkiego kaca jakiego się spodziwałem.
Leżałem w łóźku do 14. Nie chce go widzieć
Ogarnięcie się xsjęło midobre pół godziny. Wpakowałem się do pokoju Lou w poszukiwaniu Hazzy
-Czego?- warknąłem
Oho. Zły- Przepraszam za wczoraj. Byłem wykończony
-Ciekawe po czym. Wyjdź

-Nie wyjdę, bo nie mam pojęcia z czym masz problem
-Pokłóciłem się z Lou.-skłamałem- Przepraszam ze jestem nie miły. Opowiadaj
-Było nieźle, naprawdę. Umówiliśmy się na jutro.
Zacisnąłem zęby.-miło.
-A co z tobą i Lou?
-Nic. Niall?-złapałem go za rękę
-Tak?
-Widzisz.. Mój kolega.. Zakochał się w swoim przyjacielu. Znaczy on tak uważa. Na moje mu coś odwaliło. Co ma zrobić?
-Zależy od sytuacji, ale zazwyczaj to nie ma po co sobie robić nadziei. W końcu jeżeli są tylko przyjaciółmi to ten drugi na pewno nie myśli o nim w ten sposób- wzruszyłem ramionami- O kim w ogóle mówimy?
-Nie znasz.- mruknąłem
-Znam większość twoich znajomych.
-Tego nie.
-Jak wolisz. O co wam poszło z Lou
-O..- kurwa kurwa kurwa- nie przyjedzie teraz. Jego mama źle się czuje. A jest nasza rocznica i się wkurzyłem- chyba może być
-Zeszliście się zimą?
-Nie wiedziałeś?
-Wydawało mi się, że było dość ciepło, a teraz taki ziąb... Ale nie wiem, może zimia była lżejsza
-Możliwe. Wiesz ja chyba wrócę do siebie.
-Jak chcesz. Swoją drogą nie planujesz zamieszkać z Lou?
Lou i Lou.- na razie musi jego mama się dobrze poczuc.- zacząłem się ubierać

-Szczerzył się ostatnio , że kupi wam mieszkanie, jak uzbiera i weźmie kredyt
- no myślimy o tym. A teraz pa. - wyszedłem z jego mieszkania
-Pa
Czemu jestem o niego zazdrosny? Udałem się do parku. Po 10 minutach wparowałem do jego mieszkania.
Akurat jadłem- Co?
Złapałem go za koszulkę i przyciągnąłem do siebie. Wpiłem się w jego usta i przypchnąłem go do ściany
Zaskoczony oddałem pocałunek i objąłem go
Docisnąłem go mocniej do ściany. Zacząłem całować jego szyje i robić wielkie malinki
-Nie rób, Rush zobaczy...- wymamrotałem
Oderwałem się od niego i uderzyłem ścianę koło jego głowy.- on mnie nie obchodzi
Skrzywiłem się- A te twoje bzdurki o miłości?
- Czemu musisz zadawać ostatnio tyle pytań?
-Bo mnie to zastanawia. Ty też możesz pytać
-Czemu musisz mi to robić?
-Co ci robię?- Zaczesałem mu włosy do tyłu
-No to... Nie chce byś się z nim spotykał
-Dlaczego?
-Bo.. Bo.. Cię proszę
-Harry, uwielbiam cię, naprawdę- I zerwę z tobą dla każdego- Ale nie zostawię naprawdę fajnego faceta, bo ty tak chcesz.
-A tak nie chciałeś nikogo szukać. Co się zmieniło?
-Przekonałeś mnie. No i jest Rush- Może to sprawi, że zwrócisz na mnie uwagę
-Sam mówiłeś ze wyjedzie.
-Sam mówiłeś że to długo
-Zmieniłem zdanie. Zakochasz się a później cię zostawi
-Aż tak ci zależy żebym był sam? Wiem że mówiłem że mogę być sam ale to i tak źle brzmi.
-Ja.. Chce -powinienem chcieć- twojego szczęścia. Jesteś pewny ze z nim będziesz? Ze to facet twojego życia? Może lepiej poczekać
Westchnąłem i uśmiechnąłem się lekko- Dobrze, zostawię go, dla ciebie
-Ok. Uczcimy to?
-Możemy
Udałęm się do kuchni. Znalazłem popcorn i przygotowałem go.
Zajrzałem do kuchni- Co oglądamy?
-Nie wiem co leci w tv i co masz na DVD
-Nie wiem, dużo tu płyt Lou.
-To z nim oglądałem większość. Wybierz coś
Poszedłem do salonu i wyjąłem ze stojaka pierwszą lepszą płytę- Już
Szybki. udałem sie z popcornem do salonu

Włączyłem film- Prosz bardzo
Usiadłem koło niego
Przysunąłem popcorn bliżej siebie
Jasne. Żarłok

-Mogę się o ciebie oprzeć?- zapytałem cicho. Jakoś średnio chciałem, żeby mnie usłyszał
-jasne- wyciągnąłem rękę
Oparłem się o jego ramię- Dziękuję
-spoko
Byłem bardzo zadowolony, chociaż nieco spięty.
Siedzi jakby kołek miał w dupie. -co jest?
-Nic.
- to dobrze. Jedź.- podałem mu popcorn
-Mhm- wpakowałem garść przysmaku do ust
Pocałowałem go we włosy.
Zaczerwieniłem się po same uszy. Nie jestem przyzyczajony do czułości. Ani do Hazzy
Chyba naprawdę coś do niego poczułem. Szkoda, że nie odwzajemno tego.
Oglądaliśmy film w milczeniu
Położyłem głowę na jego. Przymknąłem oczy.
-Nie śpij mi tu
- nie wyspałem się w nocy.
-Czekałeś na mnie?
- tak. -przyznałem.
-Martwiłeś się?
-troche ale wiedziałem ze jesteś na randce. Choć ze tak późno wrocisz to nie sadzilem
-Dzięki.
-za co słonko?
-Za to, że się martwisz
-Jesteś dla mnie ważny. A gościa widziałeś 2raz. Mógł cię porwać
-Nikt poza Tobą się tak nie martwi
-Taka rola przyjaciela, promyczku.
Coś we mnie umarło, jak za każdym razem gdy mówił o nas tylko jak o przyjaciołach- Dobrze że Cię mam
-Ja też się cieszę. Po tylu latach czuje że jest między nami silna więz. Jakby nowonarodzona
Kop, kop leżącego- Mhm.
-Też to czujesz?
Czuję kompletnie co innego-Tak. Myślę, że tak.
Jasne. - to dobrze.
-Podasz mi koc? Zimno
Wziąłem koc i nas okryłem.
-Od razu lepiej
-Myślałem ze sama moja obecność sprawia ze jest ci gorąco
-Było mi zimno w nogi- wyjaśniłem
-Chyba ze tak
Wziąłem sobie jeszcze popcornu
-Co teraz- spytałem gdy film się skończył
-Teraz idziemy na zakupy
-Zakupy?- jęknąłem. Znów 15minut będzie się zastanawiał czy woli kawowego czy orzechowego batonika
-Zakupy. Co miesięczne wielkie zakupy do których taszczenia potrzebuję plecaka i asysty
Nie! -Ale ja bym się zdrzemnął
-Jak wrócimy to pośpisz- odsunąłem się-No, wstawaj!
-Nie idę. Ni, jeśli kochasz mnie bardziej niż jedzenie, a powinieneś, oszczędź mnie

Kocham Cię najbardziej na świecie-Ale ja umrę z głodu
-Nie umrzesz. Zamówimy pizzę a później pójdziemy. Nie dam ci umrzeć
-A teraz idziemy spać?
-Prosiłbym
-Niech ci będzie
Podniosłem się. Wziąłem go na ręce i udałem się do jego sypialni
Złapałem go za szyję- Nie strasz mnie tak!
-Wybacz, to z radości. - położyłem go na łóźku.
-Zakupy ze mną są aż takie straszne? Jeśli powiesz, że tak, to śpisz na kanapie
-Oczywiście ze nie. Przecież nie zastanawiasz się pół godziny czy wziąć prince polo czy 7daysa. Skąd to nie ty.
-I won na kanapę. Już!
-Ale nie powiedziałem.-zrobiłem smutną minę
-To prawie tak jakbyś powiedział że jestem nieznośny
-Ale Niall Horan już taki jest
-I tak mnie uwielbiasz
-Dokładnie to mogę zostać?
-Możesz
-Kocham cię.- rozebrałem się i wskoczyłem do łóżka
-Skoro tak mówisz- zrobiłem mu więcej miejsca
Zamknąłem oczy
-Harry?
-Hmm?
-Byłoby lepiej gdybm nie był nieznośny?
-Nie. Takiego Nialla znam od małego i do takiego się przyzwyczaiłem.
-To dobrze. Chyba
-Też tak myślę.- znów zamknąłem oczy
-Branoc
Nie miałem siły mu odpowiedzieć
Zasnąłem niemal natychmiast
Przytuliłem się do Nialla
Spałem spokojnie.
Po jakimś czasie się obudziłem. Spojrzałem na słodko śpiącego blondyna. Pocałowałem go ze włosy.- czemu mieszasz mi w głowie?- cichutko wyszeptałem

We śnie świtały mi jakieś słowa Harry'ego, ale nie uznałem tego za istotne.
Namacałem telefon i zamówiłem obiecaną pizzę
Głos Hazzy stał się głośniejszy i nie mogłem go zignorować-So sie dzzieje?- Zaspany podniosłem głowę
-Nic pizzę zamówiłem. Obiecałem ci promyczku
-Jestem twoim słoneczkiem- zaśmiałem się, nadal niezbyt przytomny
-Tak tak jesteś. I jesteś trochę za bardzo ubrany- mruknąłem
-Mam się rozebrać?
- lepiej nie bo skusisz mnie
-Do pizzy jeszcze trochę czasu
-Czyli chcesz mnie skusić? Niegrzeczny

-Może chcę może nie
-Czyli nie. A szkoda. - dotknąłem jego penisa przez bokserki i ścisnąłem.
-A przekonasz mnie do tego?
- jeśli nie chcesz to nie będę cię zmuszał
-Nie drażnij się, wiesz że chcę
- czy ja się drażnię? Mówiłem co masz zrobić

Wyszedłem z pod kołdry i powoli ściągnąłem z siebie ubrania
-Striptiz? No zakręć tyłkiem
Podniosłem się i zrobiłem to co chciałem, chociaż jak dla mnie to niewiele było w tym seksownego. Starałem nie eksponować się zbytnio śladów zeszłej nocy
Zaśmiałem się cicho. Usiadłem i przywołałem go ręką
Na czworakach zbliżyłem się do niego- Nie śmiej się
-To było urocze- mówię mu w usta

-Zawsze możesz mnie nauczyć. Nie chcę być tylko uroczy.
-Tak, tak. A teraz...- pocałowałem go i zamieniłem nas miejscami
Pocałowałem go w usta
Zdjąłem swoje bokserki. Zacząłem go przygotować

Wiłem się pod nim, niedolony do innej reakcji
Zacząłem całować jego szyję. Chętnie posłucham jego jęków
Chwyciłem jego penisa i zacząłem poruszać ręką
Westchnąłem. Jak dobrze. Przygryzłem jego sutek.
W odpowiedzi wypchnąłem biodra do góry
Wyciągnąłem z niego palce. Przestałem go całkowicie dotykać
-Hm, co jest?
-Muszę iść do Lou po gumki. Zaraz wracam- cmoknąłem go w usta
-Nie idź, może być bez- jęknąłem niezadowolony
-Zaraz będę.- wyszedłem z pokoju. Po chwili wróciłem ze sprzętem
Wyciągnąłem ręce w jego stronę.
Zasnąłem się i szybko nad nim zawisłem. Nasmarowałem jego wejście i założyłem gumkę
Rozłożyłem szerzej nogi
Wszedłem w niego powoli
Przygryzłem wargę i starałem się przyzwyczaić
Delikatnie się poruszałem. Co chwilę przyśpieszałem tępo
Jęczałem mu do ucham
Złapałem go mocno za biodra i również mocno w niego wchodziłem
Ciężko było złapać mi oddech. Jak cudownie...
W końcu wbiłem się w niego po raz ostatni
Doszedłem z krzykiem.
Opadłem zmęczony na niego
Przymknąłem oczy-Złaź, musimy się ogarnąć
-Źle ci ze mną?
-Wręcz cudownie, ale pizza zaraz będzie
- oj no wiem. Ale ja się Lubie przytulac
-Poprzytulasz się potem.
-jestes okropny. Za kare odbierzesz pizze
-Odbiorę pizzę i przyjdę się do ciebie poprzytulać, tak?
-Tak. Bardzo entuzjastyczne tak

-Więc możesz ze mnie zleźć
-oczywiście.- zszedłem z niego.
Znalazłem ubrania, ogarnąłem się trochę. Po chwili przyjechał gościu z pizzą. Odebrałem, zapłaciłem i wróciłem do Hazzy
-Nareszcie. -wstałem i zabrałem od niego pizzę. położyłem ją na szafce nocnej i wróciłem do łóżka

Położyłem się obok niego-Dasz mi kawałek?
podałem mu kawałem pizzy i sobie również wziąłem
Wgryzłem się w potrawę. Pyszna.
Szybko skonsumowałem swoją część pizzy.

Wyciągnąłem rękę po kolejny kawałek
-głodomór.-Podałęm mu kartonik
-Ogromny głodmór
-Mój, słodki, wielki głodomór.

-A co dostanę w nagrodę za przytulanie?
-Pójdę z tobą na zakupy?
-Juuuuutro
- chciałeś dzisiaj. Jutro idziemy do pracy a potem możliwe ze będę miał urlop
-Po pracy. Od kiedy?
-Jutro szew mi powie.
-Hm, jeżeli znajdziemy kogoś kompetntnego to może ja też wziąłbym wolne? Chyba że masz plany z Lou
-Nie mam. Chciałem jechać do mamy.
-A, dobra, myślałem że nie masz żadnych planów
-Mam. - zaproponowałbym mu by poleciał ze mną. Ale lepiej nie. Muszę wszystko przemyśleć
-Jasne, pozdrów mamę.
-Jeszcze nie wiem czy pojadę.
-Jedź, sam ostatnio mówiłeś, że skarżyła się na to że jej nie odwiedzasz
-Tak ale jeśli nie będę miał urlopu to nie pojadę
-Wiadomo- odłożyłem pudełko z pizzą
-A ty kiedy się wybierasz?
-Do rodziców? Nie mam pojęcia.
-Też dawno nie byłeś

-Średnio lubię wracać w rodzinne strony
-Dlaczego?
-Kilka średnio przyjemmych incydentów
-Opowiedz
-Nie są przyjemne i nie chcę do nich wracać
-Dlatego nie chcesz się przytulać?
-W większości
-Ale u ciebie fajnie jest
-Oczywiście, ale mimo to...
-Ok. Skończmy temat
-Mhm
Przytuliłem go
-Mógłbyś... nie...- Było mi głupio i źle, z tym że Harry nie może mnie przytulić, ale przez tą rozmowę nie byłem w stanie przymusić się do jakiejkolwiek bliskości fizycznej
-Mógłbym ale nie chce
-Harry... proszę...- wymamrotałem cicho
-Przecież już przez to przeszliśmy
-Ale... ja... nie mogę... zostaw...- głos zaczął mi się łamać
Puściłem go. - ciii, kochanie. Przepraszam
-Tto nic tylko... Tylko... Daj mi chwilę...
-Herbaty?
-Poproszę- odetchnąłem z ulgą na myśl że wyjdzie.
Poszedłem do kuchni zrobić herbatę. Po chwili wróciłem
Zdążyłem nieco się uspokoić, chociaż i tak było ze mną średnio- Dzięki
-Ok. -Ubrałem się

-I przepraszam.
-Nie masz za co. Pójdę już chyba
-Zostań. Nie chcę być sam.
-Skoro tak. -Usiadłem na łóźku. Nie dotykałem go
Wziąłem herbatę i wypiłem trochę.
Zacząłem bawić się palcami
-Uh, strasznie niezręcznie- zaśmiałem się nerwowo
-Trochę- przyznałem
Nerwowo zaciskałem palce na kubku i wbijałem wzrok w płyn się w nim znajdujący.
Chciałem stamtąd uciec. Jakoś dziwnie było
-Pójdziemy na te zakupy
-Ok. Co sobie życzysz
-To chodźmy.
-Chodźmy. -Podniosłem się
Wstałem, ubrałem kurtkę i wyszliśmy w mieszkania
-Dokąd idziemy?
-Do tego marketu za rogiem. Nie chce mi się dalej
-Jak wolisz. -Wyciągnąłem telefon i napisałem do chłopaków czy zrobić jakieś zakupy

-Nie wziąłem listy zakupów, cholera

sobota, 29 listopada 2014

Friendship or love? III

Przepraszam,że długo nie było notatki, ale szkoła i masa sprawdzianów, a później laptop u naprawy ;/ jak się nakłada to wszystko na siebie. Ale już wracam. Obiecuję.
______________________________
Harry
Niall
______________________________
-Nno... uh niech ci będzie
Cmoknąłem go w policzek i złapałem za rękę ciągnąc do pokoju. Dobrze ze nikogo nie ma.
Jakos tak przyćmiło mi mózg i nie bardzo wiedziałem ci się dzieje. Rozumiałem tylko że za chwilę stanie się coś o czym marzyłem od dawna. I nie bardzo chciałem myśleć o konsekwencjach
Rzuciłem go na łóżko. Zawisłem nad nim i pocałowałem.
Zachłannie oddałem pocałunek
Zsunąłem jego spodnie i bokserki.- mam nadzieję ze szybko zaczniesz stawać. Jak w nocy
-W nocy?- wymamrotałem. Trzeba stwarzać pozory
-Tak w nocy. Czułem twoje maleństwo.- wcale nie dotykałem
-Molestujesz mnie przez sen?
-Gdzieżbym śmiał. Ale bywać dosyć gadania
Skinąłem głową. Rację ma. Ściągnąłem jego bokserki
Pozbyłem się jego bokserek. I? Tylko obciąganie czy idziemy na całość?
Doszedłem do takiego stanu że już było mi wszystko jedno. Sięgnąłem ręką do jego penisa.
Czyli tak się bawimy. Zacząłem wyznaczać sobie linie po jego ciele do penisa którego polizałem

Ze względów oczywistych po jakimś czasie musiałem zaprzestać pieszcznie jego męskości. Jęknąłem cicho.
Wziąłem jego penisa do ust i zacząłem powoli poruszać głową
Jęknąłem i wplotłem palce w jego włosy.
Przyspieszyłem ruchy.
-Tto... ja miałem ci pomagać...
wyciągnąłem jego męskość z ust.- tobie tez się przyda pomoc. Jak daleko się posowamy?
Wzruszyłem lekko ramionami.- Jak chcesz
Wsunąłem w niego palec.w końcu ostatnio mówiłem ze przydałby mu się seks
Spiąłem się nieco. Dawno tego nie robiłem.
Dołożyłem kolejny palec. Po chwili już 3 w nim były

Pojękiwałem, było przyjemnie. Zresztą z tego co słyszałem z zachwytów kolejnych kochanków Hazzy on zawsze wiedział co robić.
Wyciągnąłem palce. Z szafki wyciągnąłem gumkę. Nałożyłem ją nawilżyłem i wszedłem w niego

Skrzywiłem się. Zabolało. Za długo bez seksu z kimś innym niż ręką.
Pocałowałem go by zapomniał o dyplomemście. Delikatnie po chwili się poruszyłem

Starałem się nie okazywać tego, że póki co to średnio przyjemne było. Zaraz przejdzie. Rozluźniałem się najbardziej jak mogłem
-Spokojnie kochanie.
-Ł...łatwo ci mówić
-Jak się tak długo jest w celibacie.-szepnąłem-zmienimy to.
- Już zmieniamy
Delikatnie przyśpieszyłem. Zacząłem całować jego linie szczęki
Przesunąłem głowę tak żeby pocałował mnie w usta
Poprosiłem O dostęp do jego ust
Chętnie uchyliłem wargi
Skorzystałem z dostępu. Lubie go całować.

Pojękiwałem w jego usta.
Przyspierzylem. Zlapalem go za biodra
Objąłem go rękoma.
Zakończyłem pocałunek. Przeniosłem usta na jego szyję.
Wolałem gdy całował mnie w usta

Przyspieszyłem ruchy
Z moich ust wydobywały się nieskładne błagania o więcej i jęki rozkoszy
Zacząłem pieścić jego penisa
To już było za dużo- Ja... ja zaraz...
-Cii ja też.-moje ruchy stały się mocniejsze i bardziej chaotyczne
Starałem się opanować, żeby wytrzymać jeszcze chwilę
Niall był przyjemnie ciasny więc doszedłem

Przestałem się hamować doszedłem kilka sekund po nim.
Wyszedłem z niego i opadłem na materac. Przykryłem nas

Miałem ochotę się umyć.
przytuliłem się do niego. -Dziękuję.- cmoknąłem go w policzek

-Nie ma za co. Ale przypominam Ci o moim średnim zapale do bliskości fizycznej. Dzisiejszy limit się wyczerpał.
-a mi jeszcze nie.-objąłem go mocniej
-Harry, nie rób- odsunąłem się lekko
-Dlaczego?
-Bo nie lubię. Dla mnie raczej nie przyjemne i stresujące.
-Co może cię stresować w przytulaniu? ktoś cię skrzywdził? dlatego się tniesz?
-Nie umiem tego wytłumaczyć, dawno temu stare dzieje, nie
-to dlaczego? teraz mi powiesz?
-Nie, nie powiem. Dla dobra naszej dwójki nie drążmy tego tematu. Mogę obiecać że więcej tego nie zrobię.
-promyczku, ale ja się martwię. dlaczego dla dobra?
Pokreciłem głową- Nie rozmawiajmy o tym.
-I tak się dowiem. To co? wspólny prysznic?
-Chętnie.
Wysunąłem się spod pościeli. wziąłem 2 pary czystych bokserek i udałem się do łazienki.
Poszedłem za nim krzywiąc się nie co. Zbyt długa abstynencja.
Zaśmiałem się cicho. -Ale miło ciasny byłeś. jakby to był twój pierwszy raz.
-Długo nikogo nie miałem, nie rżyj
-Mówiłem ci żebyś się z kimś umówił to nie. Pamiętaj Harry ma zawsze rację.
-Gdybyś nie miał nagłej chcicy to twoje rady na nic by sie nie zdały i to ja miałbym rację
-ale później miałbyś ten sam problem. chyba nie masz mi za złe mojej chcicy?
-Już lepiej z tobą niż kims innym. Do niektórych facetów nie dociera pojęcie odtrożność
-czyli ci się podobało, promyczku?
Skinąłem głową- Ale jestem głodny
odkręciłem wodę. -wykąpiemy się, ubierzemy i coś ugotujemy. tylko musimy dążyć przed Zaynem i Liamem.
Ziewnąłem- Jasne
Zacząłem się myć

Dałączyłem do niego
gdy byłem pachnący wyszedłem z kabiny. wytarłem się i ubrałęm.

-Idź robić śniadanie ja się jeszcze chwilę wymoczę, na twój koszt
-Co sobie życzysz?

-Cokolwiek byleby było tego dużo
-kanapki vs naleśniki vs budyń. więcej pomysłów na szybkie jadło nie mam.
-Sam wybierz
udałem się do kuchni. Uszykowałem wszystko do zrobienia budyniu.
Kąpałem się jeszcze dłuższą chwilę. Lubię wodę.
Skończyłem i czekałem na Nialla. Po chwili zadzwonił dzwonek. Poszedłęm otworzyć a w drzwiach stał Lou.

Wytarłem się, naciągnąłem na siebie bokserki, wszedłem do kuchni, a tam Lou. Co?!
Odwróciłem się w kierunku odgłosu stóp. Niall. Miał dziwną minę/
-Hej Lou
-hej- przywitał się.- Myślałem, że jesteś zajęty.-szepnął do mnie, ale Niall pewnie słyszał.-Tak bo zapomniałem, że umówiłem się z Niallem. Wiesz oglądaliśmy mecz.- Tłumaczę się jak bym miał coś na sumieniu. dobra mam ale tak sie wydam
Wziąłem sobie budyń. Głdny jestem i to strasznie
Również poszedłem do kuchni. Zrobiłem Lou herbatę a sam zabrałem się za jedzenie.

Skończyłem pierwszy i poszedłem odstawi miskę by bałaganu nie robić
Zacząłem rozmowę z Tommo
Przysłuchwałem się temu co mówią ze średnim zainteresowaniem
Co jakiś czas próbowałem włączyć Nialla do rozmowy.

Nie byłem w nastroju do rozmów, ale nie czułem się źle, gdy co jakiś czas musiałem się odezwać, co było wymuszony przez Harrego
Po 30 minutach zadzwoniła El i prosiła o spotkanie z Lou. Obiecał, że wpadnie wieczorem i nadrobimy jego nieobecność
Uh, jak cudownie. Przespałem się z nim, ale nadal jestem tylko najlepszym kumplem. To było do przewidzenia, ale i tak trochę zabolało
Gdy Lou wyszedł uwaliłem się na kanapie i włączyłem tv
-Idę się ubrać i będę się zbierał
-Już? myślałem, że pobędziesz ze mną jeszcze, promyczku

-Muszę zakupy zrobić, i tak dalej
-mozesz poźniej
- Zrobię teraz po południu nie ma niektórych rzeczy z
-Zostań. Zrobię ci dobry obiad
-Obiad?- powtórzyłem
-No tak za chwilę 1
-Może zostanę
-I świetnie.- pociągnąłem go na kanapę

Usiadłem obok niego
Oparłem rękę o tył kanapy

-A co na ten obiad?
- spaghetti? Czy na coś innego masz ochotę?
-Może być spaghetti.
-To za chwilę się za to zabiorę.
-Mhm. Z takim dobrym serem na wierzchu
-Dla ciebie wszystko, promyczku.-cmoknąłem go w policzek
Zaczerwieniłem się-Czemu promyczku?
-Jakoś tak wyszło. Nie podoba ci się- zrobiłem smutną minkę
-Nnie, mów jak chcesz-Tylko nie rób tej miny, to źle na mnie działa
-Dziękuję promyczku.- cmoknąłem go w usta

Zaczerwieniłem się i spuściłem wzrok. To wszystko jest cholernie dziwne i nierealne.
Złapałem go za podbródek. -rumienisz się?
-Nnie?- zapytałem z ledwo słyszalną nadzieją w głosie
-Widzę, że się rumienisz.
-Może trochę
-Dlaczego?
-Bo całujesz mniez zaskoczenia... i no ten...
-I no ten?
-Nieważne
-Nic ostatnio mi nie mówisz- założyłem ręce na piersi
-To nie jest coś czym powinieneś zawracać sobie głowę- poczochrałem go po włosach
Mruknąłem.- jesteś moim przyjacielem więc chce
-Nie myśl o tym i tyle
-Nie chcesz bym cię całował? O to chodzi?
-Nie, nie. Nie o to.
-To nie rozumiem.

-To nic ważnego. A to że mnie całujesz jest w porządku
-To dobrze.- pocałowałem go
Oddałem pocałunek.
Zagłębiłem palce w jego włosach i pociągnąłem go na kolana
Niepewnie go objąłem.
Usłyszałem otwierane drzwi. Zrzuciłem z siebie Nialla
Mało delikatny. Rozwaliłem się na kanapie udając że nic się nie wydarzyło i uspokajając oddech
po chwili weszli chłopcy.
Odwróciłem się w ich stronę- Hej
Uśmiechnąłem się do nich. Usiedli na fotelach i również zaczęli oglądać tv pytając w międzyczasie co u nas.
Rozmawialiśmy o jakiś duperelach. Potrafią człowieka wymęczyć.
W końcu zabrałem się za obiad jak Niallowi obiecałem. Koło 14 zawołałem ich do kuchni.

Pierwszy byłem przy stole. Zgłodniałem
Gdy zjedliśmy zaciągnąłem Nialla do pokoju. Przyparłem go do ściany koło drzwi i pocałowałem
Oddałem pocałunek i objąłem go za szyję. Nie bez dyskomfortu, ale trzeba się przełamywać
Pociągnąłem go w stronę łóżka. opadłem na nie
Siłą rzeczy opadłem na niego.
Ścisnąłem jego pośladki
Mimowolnie westcxhnąłem w jego usta
uśmiechnąłem się. Oderwałem się od niego by zaczerpnąć powietrza
Wymamrotałem coś niezadowolony.
Nadal trzymałem go na sobie. Dziwne to. przecież niedługo Lou przyjedzie a ja się miziam z przyjacielem.
Poprawiłem się nieco, ignorując fakt, że przygniatam Harrego
Uśmiech zszedł z mojej twarzy zastępując miną poważną.
-Coś nie tak?
-Nie wszystko dobrze.
-Na pewno?
-Tak. myślę co my właściwie robimy.

-Nie myśl. Ja tak robię od rana
-Nie chcę po prostu byś miał mi później za złe, ale i nie mogę się powstrzymać.
-Nie ucieknę ci, ani nie zacznę zachowywać się inaczej, obiecuję
-To dobrze. Nie chciałbym stracić najlepszego przyjaciela.
-Nie stracisz.
-i dobrze. -cmoknąłem go w usta. -a teraz leć. Lou niedługo będzie.
-Tak, tak. Miłej randki i w ogóle- wyszedłem z pomieszczenia
Nawet się nie pożegnał. Zabrałem się za ogarnianie pokoju
Wręcz wybiegłem z jego mieszkania. Jezusmaria.Przespałem się z nim. A on nadal uważa mnie za najlepszego przyjaciela. Jestem żałosny
Po chwili przyszedł Liam by spytać czemu Niall tak szybko wybiegł. Odparłem ze zaspomiał o ważnej sprawie. Ale sam zacząłem się zastanawiać.
Wypadłem do swojego domu, mijając się po drodze Louisa. Zamknąłem się w swoim pokoju. Zabiję się. Naprawdę się zabiję, jak można mieć taką zaćmę? Harry w życiu nie uzna mnie za kogoś kogo mógłby pokochać. Po prostu podobam mu się fizycznie. Znaczy to jest jakiś plus, ale... żałosny jestem. Najbardziej żałosny na świecie.
Zmieniłem pościel bo była brudna od spermy Nialla. poodkurzałem meble i podłogę.
Opatuliłem się w kocyk, moją izolacyjną osłonę od światya i starałem się ne myśleć
W końcu przyszedł Lou. Poszliśmy do mojego pokoju. Pogadaliśmy, obejrzeliśmy film.
Po dłuższej chwili kołysania się jak w chorobie sierocej przypomniałem sobie o zakupach. A mam je gdzieś. Wysłałem sms'a Lou żeby to on je zrobił
Lou otrzymał smsa od Nialla. Czyli nie śpieszył się po zakupy. To czemu wybiegł stąd?
Poszedłem zrobić sobie herbatę i odkręcić kaloryfery. Zimno
Tommo został na noc. Szkoda że w poniedziałek znów wyjedzie.
Lou pewnie nie wróci na noc. Z wiadomych powodów. Pogrzebię mu w rzeczach. Nie mogę? Mogę
Zasnąłem na jego klatce piersiowej.
Znalazłem dużo nieciekawych rzeczy, starą komedię romantyczną i Czapkę. Czapka była niesamowita, a jak się ją założyło to wyglądało się jak rusek. Polubiłem Czapkę i postanowiłem chodzić w niej po mieszkaniu
Obudziłem się koło 12

Zasnąłem w salonie w Czapce na głowie, gdzieś nad ranem
Zrobiłem śniadanioobiad po którym Lou zabrał mnie na lody
Jako, że spać lubię tak samo jak jeść nie sądze by coś, za wyjątkiem Lou, było w stanie obudzic mnie przed wieczorem
Świetnie spędziłem czas z moim chłopakiem. Wieczorem poszedłem z nim po torbę do mieszkania. Odjechał zostawiając mi klucze. Podszedłem do Horana I pocałowałem go.
Ktoś mnie całuje... Mieszkam z Louisem. Louis mnie całuje!? Co?! Otworzyłem oczy zaskoczony i wręcz odepchnąłem osobę która mnie pocałowała od siebie
-Mówiłeś ze ci to nie przeszkadza, promyczku.
Zaspany otworzyłem oczy. Nie wiedziałem, że Lou ma głos taki podobny do Harrego. I że mówi do mnie promyczku....- Harry?
-Nie Justin Bieber.
-Justin?- powiedziałem nadal nie rozumiejąc. Spać.
-Harry. Harry styles.

-Cześć Harry- wymamrotałem i przetarłem oczy-Gdzie Lou?
-Wyjechał znów. Wróci na weekend.

19:20
Koneko
-Aha... Myślałem, że ty to on
-Lou cię całuję?
-Nie, raczej nie...
-To dobrze. Zaczynałem być zazdrosny
-O niego?
-O ciebie
-Czemu?
-Bo tak. Tylko ja z naszej dwójki mogę cię całować.

-Jak wolisz
-Co dzisiaj robimy?
-Nie wiem. Myślisz, że Lou mnie zabije jeżeli pożyczę sobie jego czapkę?
-Obronie cię. Ślicznie ci w niej
-Dziękuję?- Nie jestem pewnien czy to nie sarkazm.
-Nie na za co. Może przejdziemy do twojego pokoju?
-Możemy, ale najpewniej jest tam straszny syf
-Oj mi to nie przeszkadza.
-No to chodźmy- Westchnąłem. Mój pokój pomimo częstego sprzątania, był straszliwie zabałaganiony. Na biurku uzbierało się pełno książek, papierzysk, i innych takich, na podłodze wałały się moje ciuchy, opakowania po jedzeniu i różne inne przedmioty które tepretycznie powinny znajdowac się w szafie, koszu, lub na półkach. Półki jednak były zajęte przez skrupulatnie ułożone figurki, które zbieram od dłuższego czasu i kapsle od tymbarków, których zbieranie wmawiają mi znajomi. Materac smętnie zwisał z jednoego rogu łóżka, krzywo ułożony. Pościel była wybebeszona i zmiętolona, kocyk wisiał na drzwiach od szafy.
Udałem się za nim. Po drodze wstąpiłem do pokoju Lou. Zabrałem z tamtad gumkę i nawilżacz. Wszedłem do pokóju Nialla i od razu rzuciłem go na łóżko.

-Harry, ty masz piętnaście lat czy jak?
-Mam 20 lat. A czemu pytasz?
-Wczoraj rano, wczoraj wieczorem i najewniej przez sporą część nocy i dzisiaj rano?
-Ale o czym ty mówisz?
-O seksie, Harry, o seksie. I twoim popędzie jak u nastolatka
- tylko wczoraj rano.
-Nie widziałeś się ze swoim facetem nie wiem ile czasu i nie przespałeś się z nim?
-Yyy jakoś wolęliśmy inaczej spędzać czas
-Macie ciche dni?
-Nie. I może mniej pytań co?
-Interesuje mnie to. Jest aż tak okropny w łóźku?
-Jest dobry.
-To czemu zamiast z nim wolisz się pieprzyć ze mną?
-Promyczku z nim spędzałem inaczej czas. Seks w związku jest dodatkiem
-Nie wmówisz mi że wszystko jest w porządku skoro widziałeś go miesiąc, a potem puściłeś go bez niczego na kolejne dwa tygodnie. Co jest grane, Harry?
-Czemu się tniesz Niall?
-Ja byłem pierwszy, skoro już mamy poranek niewygodnych zwierzeń
-Nie wiem po prostu wolęliśmy się nagadać.
Uniosłem wysoko brwi.\
-A ty?
-A ja Ci nie wierzę. Ale skoro musisz wiedzieć to sam nie wiem co mnie naszło. Było duzo powodów. Jakoś tak się skumulowały... A potem to już zrobiło się wygodne, takie na wszystko. Zresztą to troche dziwne że nie wiedziałeś
-Jak mogłem wiedzieć jak ostatnio nic mi nie mówisz? Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. A co do Lou to uwierz
-Bo wydawało mi się, że Lou wie
-Chyba nie wie. Powiedziałby mi. A wracając..
-Musiał wiedzieć. No chyba, że ktoś włamywał nam się do mieszknia i uzupełniał apteczkę
-To nic nie mówił. A ty nie będziesz więcej tego robił, prawda?
-Obiecałem, poza tym byś mnie zabił chyba
-Yhym. Pocałujesz mnie wreszcie?
-Mogę, ale nie muszę- zaśmiałem sięrótko
Zrobiłem smutną minkę. -Nie to nie.
Podniosłem się i pocałowałem go delikatnie
Mruknąłem w jego usta. Wreszcie czyny. Wsadziłem ręce pod jego koszulkę
Mruknąłem zachęcająco w jego usta
Podwinałem ja mu pod kark. Oderwałem się od niego by ją zdjąć

Pomogłem mu w tym i sam zacząłem go rozbierać
Po chwili byliśmy rozebrani. Włożyłem palce w Nialla

Dzisiaj na szybko. Objąłem go.
Gdy stwierdziłem że jest gotowy założyłem gumkę nawilżyłem się i źródełem w niego
Wszedłem

Trochę zabolało, ale starałem się to zignorować. Wytrzymam przecież.
Pomału się poruszałem
Starałem się rozluźnić.
Delikatnie przyśpieszyłem
Z moich ust wyrywały się ciche jęki
Jego szyja stała się obiektem najazdu moich ust
Sam zacząłem się na niego nabijać
Jęknąłem. Zacząłem szukać jego prostaty
Moje jęki stawały się coraz głośniejsze
Po chwili doszedłem.
Skończyłem chwilę po nim. Męczące.
Położyłem się obok niego
Muszę się umyć, ale mi się nie chce. Strasznie mi się nie chce. Przysunąłem się trochę bliżej Harry'ego
Objąłem go i przykryłem nas.
Nie miałem siły protestować przeciwko przytulaniu
Jeszcze się nie wyrywa? Dziwne, ale skorzystam
-Zdrzemnę się trochę- wymamrotałem
-Jak wolisz. Ale przytulać się będziesz?
Westchnąłem ciężko- Mogę
-To nie jest straszne. Nie dziwię się ze jesteś sam skoro trzymasz chłopaków na dystans
-Nie jest mi z tym szczególnie źle
Wywróciłem oczami- kiedyś będzie
-Nie ciągnij tego tematu, to bez sensu
-Cały ty. -Westchnąłem.-zobaczysz ze mam rację
-Na razie żyję w przekonaniu, że mam rację i jest z tego zadowolony. Nie wyprowadzaj mnie z błędu, bo dostanę zapaści psychicznej i będziesz mnie po psychologach woził.
-Widzisz mam rację. wmawiasz sobie ze nikogo nie potrzebujesz bo nie możesz znaleźć ideału.
-Życie. Kupię sobie kota na starość i będę go przytulać, jeżeli tak ci na tym zależy
-Będziesz przytulał moje dzieci
-Będę fajniejszym wujkiem niż ty tatą- zaśmiałem się
-Też będziesz kiedyś tata a twoje dzieci będą wolałymnie
-Ta, akurat. I moje i twoje dzieci będą wolały mnie
-Ciebie każdy woli. I chyba ktoś miał zamknąć piękne oczka
-To ty zacząłeś rozmowę. Branoc
-Dobranoc kochanie
Schowałem twarz w pościeli, zaczerwieniłem się lekko przez to ,,kochanie''.
On i jego dziwne zachowania. Zamknąłem oczy
Po chwili przysnąłem. Zmęczyło mnie to wszystko
Po kilku minutach zasnąłem.
Obudziłem się po kilku godzinach. Dość nieprzytomnie rozejrzałem się po pomieszczeniu i nieco odsunąłem się od Harry'ego
Poczułem jak coś się odsuwa. -Zostań kochanie.-poprosiłem
Wróciłem na swoje wcześniejsze miejsce, ze średnim entuzjazmem.
Przytuliłem go mocniej do siebie
-Dusisz
-Mojego skarba nigdy nie udusze. -Po chwili zorientowałem się ze to przesada kierować to do Nialla- wiesz o tym Lou.- tak lepiej.

Lou. No cudownie. Wyplątałem się z jego objęć- Niall. I idę się umyć
-Czekaj.-zerwałem się.- idę z tobą

-Pójdę sam
-Dlaczego?
-Nie ma sensu, żebyś wstawał. I tak spałeś
-Ale już nie śpię. Jesteś zły. O co?
-O nic.
-Znam cię. Ostatnio dziwnie się zachowujesz
-Wydaje ci się
-Nic mi się nie wydaje. Coś się dzieje?
-Nic, powtarzam ci to od kilku dni. Nic się nie dzieje, wszystko jest w porządku, tobie się coś wydaje najwyraźniej, bo ze mną wszystko w porządku. Dotarło?
-Nie denerwuj się. Jak sobie wolisz. Ja wiem ze coś jest nie tak. -Podszedłem do niego. Wplątałem dłoń w jego włosy.
Westchnąłem ciężko- Do ciebie to jak do ściany
-Tak tak. Potrzebna ci miłość. Czy ty kiedykolwiek byłeś zakochany?
Głupie pytanie. Nawet nit wiesz, jak długo jestem w tobie zakochany- No wiesz, robisz ze mnie człowieka bez serca. Byłem.
-Niby kiedy?
Teraz na przykład. I wczoraj i przedwczoraj i w zeszłym miesiącu, dwa miesiące temu, sześć miesięcy temu... I tak dalej. Szmat czasu- Będziemy drążyć temat?
-Tak. Kiedy ostatnio byłeś zakochany?
-Dawno. Bardzo dawno.
-Właśnie. Możesz mieć każdego, Ni. A miłość jest piękna.
-Brzmisz jak bardzo ale to bardzo starsza emerytka z kotami mówiąca do swojej ukochanej, kujonowatej siostrzenicy w jakimś dennym serialu
-Cicho siedź. Ja chce byś był szczęśliwy.
-Byłem całkiem zadowolny z życia gdy nie próbowałeś przeprowadzać ze mną poważnych rozmów o mojej drugiej połówce której nie ma
-Gdzieś jest. Ale ty nie patrzysz i nie znajdziesz.
Bo moja druga połowa ma już swoją pierwszą połowę. I tą połową nie jestem ja-Bo ja jej nie chcę znaleźć
-jesteś dziwny. Każdy chce znaleźć 2 połowę.
-Większość ludzi na ziemi lubi się przytulać, utrzymuje porządek w pomiieszczeniach i nie jest homo.
-sa tez i tacy. Ze jesteśmy wyjatkowi nie znaczy ze nie chcemy zaznać miłości
-Ale ja jej nie potrzebuję.
- teraz tak mówisz a później spotkasz miłość życia i okaże się ze jest zajeta
Już jest zajęta- Mówi się trudno
-mniejsza. Przynajmniej na razie jesteś moj
-A teraz puścisz mnie pod ten prysznic
-i znów mi uciekasz.-westchnąłem smutno
-Pod prysznic uciekam. Brudny jestem
-Ale nie chcesz mnie ze sobą.
-Nie przypominam sobie żebyśmy kiedykolwiek kąpali się razem
-Nie przypominam sobie żebyśmy spali ze sobą przed tym tygodniem.

-Twoja wola, nie moja
-mowiles ze ci to nie przeszkadza. A teraz idź się myć zrb się na bustwo bo wychodzimy.
-Gdzie idziemy?

-Nie powiem. Niespodzianka

sobota, 8 listopada 2014

"Friendship or love?" II

Harry
Niall
___________________________________
Znów zaspałem do pracy. Na dodatek spałem na sofie.
Byłem punktualnie, jak zawsze.

przyszedłem po 30 minutach. -Sory, zaspałem. usnąłem na sofie i ...- Spojrzałem mu w oczy i przypomniały mi się zdarzenia z wczoraj.-Przepraszam.-Mruknąłem cicho.
-Mniejsza o to- westchnąłem ciężko.- I nie spoźniaj się więcej
-Nie jesteś zły za wczoraj? Nie chciałem.

-Nie roztrząsajmy.
-Czyli ok jest

-Tak, ale nie wracajmy do tego Emily wróci pojutrze do tego czasu musimy dać radę we dwóch
-Damy radę.-przyszykowałem się do pracy.-nie powiesz czemu?
-Nie
-Ok.- usiadłem za kasą. Niall poszedł na sklep a ja patrzyłem na niego i myślałem o pocałunku. trzeba mu przyznać, że ma strasznie mięciusie ustka. i takie jakieś no fajne. nie umiem ich opisać.
Praca była dość monotonna i męcząca. Dwanaście godzin to za dużo
W końcu skońcyliśmy. Zamknąłem sklep i poszedłem sie przebrać. chciałbym powtórzyć wczorajszą sytuację, ale nie wiem dlaczego. to nawet głupie. Niall to mój przyjaciel, w dodatku mam chłopaka którego kocham. głupie!
-Harry idziesz?- jakiś taki rozkojarzony jest dzisiaj.
Odwróciłem się szybko w jego stronę i straciłem rownowage
Spróbowałem go złapać co skończyło się na tym że oboje leżeliśmy ma ziemi
Zatrzymałem się minimetr od jego ust. Szkoda.
-Żyjesz?
Jego usta delikatnie musnęły moje.- yhym.
-To złaź- cholera chcę go pocałować
-Chce.-mruknąłem nieświadomie
-Czego chcesz?
Otrząsnąłem się.- mieć tak piękne oczy jak ty-wymyśliłem na szybko

-Ahaa... To zejdziesz ze mnie czy mam ię zrzucić?
Tylko mnie pocałuj.- zaraz

Westchnąłem. Czemu on musi być tak blisko?
Oblizałem usta.
Nie mogąc się już powstrzymać pocalowałem go
Westchnąłem i oddałem pieszczotę.
To że oddał mi pocałunek kompletnie mnie zaskoczyło, jednak nie na tyle bym się opanował i przerwał.
Wplątałem dłoń w jego włosy. Nie umiałem i nie chciałem tego przerwać.

Chociaż było mi niewygodnie, a od posadzki ciągnęło zimnem, to była jedna z lepszych chwil w moim życiu.
W końcu oderwałem się od niego. Uciekłem
Podniosłem się, pozmykałem wszystko i wyszedłem. Co ja zrobiłem?! To wszystko jest popieprzone. Czemu on mnie nie odepchnął
Udałem się do parku. Czemu pragnąłem tego? Czemu go podpuszczałem? To chore! Teraz na pewno będzie zły. Ale co poradzę ze nie mogłem zapomnieć o tych jego słodkich ustach.
Wróciłem do mieszkania. Lou nie było, na szczęście. Po chwili namysłu przypomniałem sobie, że z Harrym widzę się jutro w pracy więc porozmawiamy. I dobrze. Mam nadzieję że będzie chciał mnie w ogóle zobaczyć
Po chwili zjawił się Lou gdyż byliśmy umówieni
Zająłem się zorganizowaniem czegoś do jedzenia
koło 23 wróciłem do domu. choć byłem z Lou myślałem o blondynku no co jest do chuja?
Ogarnąłem mieszkanie, syf był taki ze wytrztmać nie szło
Zasnąłem dość wcześnie nadal myśląc o blondynie.
Nie mogłem spać. Cała ta sytuacja była chora, ale w pokrętny sposób podobała mi się. Z tym że Harry uciekł, bo nie chce mnie znać. Cholera! Idiotą jestem. Chociaż czemu on oddał pocałunek? Debil.
rano obudziłem się wcześnie. wyszykowałem się i udałem do pracy. jakaś część mnie chciała szybko zobaczyć Nialla.
Pierwszy raz od dłuższego czasu się spóźniłem. Sporo, bo aż pół godziny
czekałem i czekałem. jak na złość gdy ja przyszedłem wcześniej jego nie było. a chciałem spędzić z nim więcej czasu
Wszedłem do sklepu zmacachany bo biegiem
-spóźniłeś się.-Odezwałem się gdy wszedł
-Zaspałem.
- rozumiem. - tak chciałem z nim pobyc a teraz nie umiem z nim rozmawiać.
-Masz mi za złe to z wczoraj?- Oczywiście że ma
-nie. Oczywiście ze nie. Moja wina. Znów przepraszam
-Skoro tak sądzisz. W takim razie jesteśmy na czysto?
Podszedłem do niego. Złapałem za kark i przyciągnąłem do siebie. Pocałowałem go.
Zaskoczony oddałem pocałunek. Nie potrafiłem się powstrzymać
Po chwili oderwałem się od niego z mlaśnięciem.- na razie na czysto
Skołowany zaciskałem palce na jego koszulce. Ja już nic nie rozumiem
Spojrzałem na jego ręce -o co chodzi?
-Nic, nic- Szybko zabrałem ręce
Poszedłem otworzyć drzwi. Pracę czas zacząć.
-Ja na kasie
-jak sobie życzysz. -od rana panował mały ruch wiec gdzy wchodziłem za kasę staralem się niby przypadkiem go dotknąć. Nie wiem po co ale cos mi kazało. Poza tym nie zrozumiałem zachowania Nialla w stosunku do mojej osoby

Każdy jego przypadkowy dotyk powodował u mnie dreszcz. Zmienię pracę, zobaczycie
Koło 14udałem się na przerwę. Zjadłem, napisałem do Lou, że jednak dziś nie dam rady się z nim spotkać.
-Widzicie się dzisiaj z Lou?
-nie. A czemu pytasz?- chciej gdzieś wyjść, pogadamy, proszę. Muszę zrozumieć
-Czynnie uczestniczę w twoim związku. Wyjdziemy gdzieś?
Ha! -mozemy. -wzruszyłem ramionami. - jest mecz dziś. Możemy u mnie obejrzeć?

-Jasne, o której przyjść?
-mozesz po pracy od razu. Kupimy chipsy piwko.
-Będzie spoko
Po pracy udalismy się do sklepu. Wlożyłem 3 czteropaki do koszyka i 2paczki chispow.-coś jeszcze?

-Weź mi ciacha- włożyłem mu paczkę ciastek
-ok.-udałem się do kasy.
Podążyłem za nim.
Zapłaciłem po czym udaliśmy się do mnie. Wysypałem chipsy do miski. Rozsiadłem się na kanapie i właczyłem mecz.
-Oddam ci potem
-ale co? -spojrzałem na niego zdziwiony. -aa. Przecież ja zapraszałem.
-Jak chcesz
-choć mógłbyś mi jakoś zapłacić. -oblizałem usta.
-Hazz, masz chłopaka, daj spokój
- ale twoje usta też lubię.
-Więc je odlub
- te 3razy co mnie całowałeś nie kazałeś mi ich odlubić
-Impuls
-ok. Wybacz. Nie powinienem. -otworzyłem piwo i upiłem do połowy

-Nie powtarzajmy tego
Szkoda. - ok .
-I dobrze.
Do końca meczu zostało kilka minut. Miski były puste tak samo jak puszki po piwie. -zostajesz na noc?
-Mhm.
Gdy mecz się skończył zaniosłem miski do kuchni a puszki do kosza
Okryłem się kocem, który leżał złożony na kanapie.
-idzemy spać, Niall.
-Ja na kanapie- poklepałem mebel
-boisz się mnie? Spaliśmy już razem.
-Masz głupie pomysły- .zaśmiałem się- Jasne, boję się że mnie pożresz.
-jak głupie? Normalne.
-Idę, idę- wziąłem kocyk ze sobą. Ciekawe jak ja to przetrwam.
Wszedłem  do pokoju i zacząłem się rozbierać.
O kilka sekund mza długo zawiesiłem wzrok na jego ciele. Opanuj się. Opanuj.
Zapomniałem się i chciałem zdjąć bokserski. Ściągnąłem je do połowy tyłka po czym przypomniałem sobie o obecności Nialla
On mnie wykończy. Wykończy. Sam się rozebrałem, ale zostałem w dresach. Nie lubię być całkiem nagi
Odwróciłem się w jego stronę.- chcesz mogę ci cos dac.
-Jakbyś mógł to możesz
Wyciągnąłem mu z szafy jakiś dres. -dobrze ze jutro sobota
Przebrałem się i wręcz rzuciłem na łóżko. Miękko
Wszedłem pod kołdrę. Przykryłem się.
-Suń się trochę- zaśmiałem się
- możesz się przytulić.
Ostentacyjnie obróciłem się na drugi bok, cicho chichocąc
-nie to nie. -zamknąłem oczy
- I tak w nocy zaczniesz mnie obłapiać jak ośmiornica. Jak zwykle
- znasz mnie. Lubię się przytulać.
-Wiem. Dobranoc
-dobranoc.
Wiedziałem, że przez całą noc nie zmrużę oka. W końcu Harry był obok mnie. Ale nie spodziewałem się że będzie aż tak źle. Cały czas myślałem o tym że jest na wyciągnięcie ręki, że mógłbym go dotknąć.
Nie mogłem spać. Przytuliłem się do nagich pleców Nialla.
Dlaczego mnie to spotyka?! Zaraz nie wytrzymam
Zacząłem zgładzić jego ciepły tors
Zadrżałem mimowolnie. Musi to robić, musi
Okrązyłem palcem wokół pępka
Wstrzymałem oddech. Ja tak nie mogę!
Nie byłem pewny na ile mogę się posunąć by go nie obudzic. Delikatnie zsunąłem rękę na linię jego bokserek.
Powinienem to przerwać ale nie umiałem. Nie wiem ile marzyłem o takiej sytuacji. Ale w wyobrażeniach zawsze byliśmy parą, a Harry zdawał sobie sprawę że nie śpię.
Wsunąłem dłoń w jego bokserski. Musnąłem jego penisa. Mój był lekko pobudzony.
Zacisnąłem zęby na wardze.
Zacząłem go gładzić. Nie wiem co mi odbiło ale podobało mi się to
Na razie udawało mi się powstrzymać jęki, ale nie wiedziałem ile jeszcze wytrzymam
Zlapałem jego penisa i poruszyłem dłonią
Wyrwało mi się ciche westchnienie.
Zabrałem ręce. no teraz to mogłem go obudzić. okręciłem się do niego plecami. Choć może nie miałby nic przeciwko jeśli bym go tak obudził? ja bym nie miał. każdy facet potrzebuje zabawy
Uspokoiłem nieco oddech i starałem się zachowywać tak jakbym spał
Nie mogłem zasnąć. Miałem wielką ochotę na Nialla. Nie wiem dlaczego. Spaliśmy nie raz razem.
Szlag mnie trafi. Stoi mi! I gówno zrobić z tym mogę.
Myśli zaprzątały mi głowę. Niall nagi na stole, w łóżku, pod prysznicem. To już robi się chore. Chyba miesiąc bez Lou i seksu źle na mnie wpłynął
Poruszyłem się lekko, żeby po prostu coś zrobić. Wykończy mnie to wszystko.
Muszę przestać tak myśleć. To przez ten pocałunek.
Starałem się opanować. Myśl o tabliczce mnożenia
Muszę zaprosić Lou na noc. Choć już dziś mi stoi.
Noc minęła mi niespokojnie. Nie dość że obok Harrego, to jeszcze nie mogłem dojść, co było aż bolesne.
W końcu udało mi się zasnąć. Tak jak mówił Niall w nocy przytuliłem się do niego.
Obudziłem się pierwszy, poszedłem do łazienki się ogarnąć i zrobiłem nam śniadanie
Zszedłem na dół obudzony pięknym zapachem. Podszedłem od tylu do Nialla i go przytuliłem. Niestety zapomniałemto problemie w bokserkach i Niall mógł to poczuc
Poczułem jego stojącą męskość na swoich pośladkach. Co?! Aż się wzdrygnąłem
Pocałowałem go w policzek- co pichcisz, skarbie? -Ostatnie słowo samo wypłynęło z
-Skarbie?
-Tak?
-Masz pewnien rodzaj porannego problemu, którego wolałbym nie czuć na plecach- zaśmiałem się krótko
-Mógłbyś go rozwiązać to byś nie czół.
-Suń się- szturchnąłem go w brzuch.
-Czyli mi nie pomorzesz?-mruknąłem mu do ucha
-Masz chłopaka- przypomniałem cierpko, chociaż w duchu wręcz krzyczałem z chęci pomocy mu w takim problemie
-Ale jego tutaj nie ma a ja jak czujesz mam problem. - bardziej docisnąłem penisa do jego tyłka
Wymamrotałem pod nosem jakieś protesty. Nie mam zbyt silnej woli.
-To jak? Przyjaciele powinni sobie pomagać.
-Nie w takich sytuacjach...- zarumieniłem się
-W jakich? Przyjaciel to przyjaciel a pomoc to pomoc
-Ale...- przypadkowo się poruszyłem, a męskość chłopaka otarła się o mnie.
Jęknąłem cicho.- Niall... Co ci szkodzi?
-Nnie wiem
-Czyli? -Wiesz wizja ciebie w moim łóżku jest zbyt kurząca bym teraz się poddał
-A... a Lou?
-czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Tylko raz. Nie widzisz w jak wielkiej potrzebie jestem?
-Czuję, a nie widzę- prychnąłem
- możesz i zobaczyć. Taki eksperyment to będzie. Nie daj się prosić.

wtorek, 4 listopada 2014

"Friendship or love?" I

Heej
dziś coś innego, mianowicie Narry.
mam nadzieję, że  się spodoba.
________________________________________


Harry
Niall
_______________________________________


Szedłem do pracy. Był styczeń i było dość chłodno dlatego podążałem dość szybko. Po chwili byłem na miejscu.
Znudzony czekałem za ladą, niemal zasypiając. Ale jest jeszcze za wcześnie na klientów. Byłem pierwszy jak zwykle zresztą. A przynajmniej jak zwykle gdy Harry miał tą samą zmianę co ja.
Wszedłem za lade.- hej Niall. -Uśmiechnąłem się do niego
-Hej-podniosłem głowę- Louis się spóźni
-Oh. -Mój uśmiech nieco znikł. Nie widziałem go tydzień to i kilka chwil mi nie zaszkodzi.
-I za godzinę będzie dostawa-poinformowałem grobowym tonem-Mamy rozłożyć jeszcze dzisiaj
Jęknąłem i uwiesiłem mu się na szyi.

Przez chwilę serce we mnie zamarło, ale zaraz się opanowałem- Podzielam twój entuzjazm
-Nie nawidzę takich dni.
-Nie ty jeden, ale pieniądze same się nie zarobią
-Od kiedy ty taki mądry?-odsunąłem się od niego.-dobrą do pracy.-klepnąłem go w tyłek i poszedłem się przebrać.
Wziąłem głęboki oddech, żeby się uspokoić. Ja wiem, serce nie sługa, ale czasami mi się wydaje, że Harry jest jedną z najgorszych osób w których się zakochać-Od zawsze!- Krzyknąłem za nim.
Po chwili przyszedłem gotowy. -A wiesz o której będzie Lou? Stęskniłem się za nim.
-Dopiero koło 13. Coś mu wypadło- wzruszyłem ramionami- No i jak wychodziłem to jeszcze spał, a kazał mi się nie budzić, bo wczoraj wrócił nad ranem.
-Dzięki ze mówisz co do mnie nic nie napisał.- zrobiłem smutną minkę.
-Ze dwa dni temu utopił sobie telefon w kiblu- usprawiedliwiłem chłopaka
-Znowu? Dobrze ze ty masz zawsze przy sobie.
-Elektronika chyba go nie lubi. Z kim jeszcze mamy dzisiaj zmianę?
-Tylko my chyba. -Zacząłem przebierać blat.
-Nie możliwe na dostawę zawsze jest więcej osób- zniknąłem przez chwilę na zapleczu
-W grafiku mam nas 2. Bo Emili się rozchorowała a szef nie znalazł zastępstwa
-Oni chcą nas wykończyć.
-A ja muszę mieć siły na noc.
-Żaden z nas nie dożyje nocy
-Ja muszę. Musimy uczcić jego powrót .
Od odpowiedzi wybawiła mnie nieszczęsna dostawa.
Jęknąłem znów. Serio?w poniedziałek powinno być to zakazane.
-Nie tylko idź pokwitować, a ja pomogę poukładać kartony
Poszedłem podpisać. Zabrałem się pomału za ustawićnie kartonów.
-Do otwarcia jeszcze tyllko półtorej godziny, a my musimy to wszystko rozłorzyć- jęknąłem- albo przynajmniej większość
-To do roboty.

-Do roboty- powtórzyłem grobowym tonem i zabrałem się za rozpakowywanie pudeł
Również zacząłem je rozpakowywać
Nie wyrobiliśmy się ze wszyskim, ale to było raczej do przewidzenia- Ja dzisiaj idę na kasę- poinformowałem
-Ale mnie nogi bolą. Nialler.
-Ostatnio ty też byłeś na kasie. Zmienimy się potem
-No i cię kocham.- pocałowałem go w policzek.
Omało na zawał nie zszedłem. Dlaczego on musi się tak zachowywać?- Tak, tak- odsunąłem się, startając się zachowywać jakgdyby nigdy nic
-Otworz. -Usiadłem na krześle za ladą.

Uciekłem od lady, niby żeby otworzyć a tak naprawdę uciakłem jak najdalej. Sytuacja opanowana. Otworzyłem i stanąłem koło przebieralni
Wyciągnąłem z pod lady moja książkę i czekałem na klientów
-Nie czytaj
-Dlaczego? Nikogo nie ma
-Zaraz przyjdą- Podszedłem do lady- Za trzy minuty otwarcie, nowa kolekcja, mówi ci to coś
Znów jęknąłem. -Dlaczego dziś?
-A o pierwszej przyjdzi Lou i będziesz mógłwyjśc na pół godziny
-Tylko pół?-zrobiłem smutno minkę

-Nowa kolekcja- przypomniałem. Nienawidzę gdy robi taką minę- Nie dam rady sam
-Ale Niall.... Dobra wrócę ale będę tylko na zawołanie.

-I tak szef kazał nam znaleźć sobie kogoś czwartego, bo w trójkę nie wyrabiamy. Gdby był ktoś jeszcze to byłoby dłużej
-Wiem. Wiem. Trzeba znaleźć. Spytam Zayna.
-I wielkie otwarcie- mruknąłem widząc pierwszych klietnó
Nie. Ja dziś umrę. Uśmiechnąłem się witając ich.
Rozsiadłem się za kasą czekając na kupujących
Poklepałem go po kolanie
Odwróciłem się w jego stronę- Hm?
-Nic. Swoją drogą kiedy sobie kogoś znajdziesz? Tamten koleś jest niezły.
-Jesteśmy w pracy, a facet pewnie jest heterykiem- Jakby ci to powiedzieć, jedyna osoba, którą jestem zainteresowany to ty.
-Okaże się.-mruknąłem.
-Co?
-Nic.-po chwili facet podszedł do kasy. Zacząłem z nim flirtować. Odpowiadał na podryw. Taki heteryk. Przy zakupie zapomniał zabrać jednej torby, którą szybko pojechałem mu oddać. I dostałem numer.ha!
Gdy wrócił byłem wręcz oblężony.- Twoje pół godziny zmieniło się w 15 minut- warknąłem
Pomogłem mu rozładowaćkolejkę.- Taki hetero. - podałem mu numer.
-Numer jest dla ciebie, a nie dla mnie. A tobie się raczej nie przyda
-Załatwiłem dla ciebie. Bierz.
-Raczej nic z tego nie będzie- wziąłem ten jego numer
-Nawet przespać się z nim nie możesz? Niall, kiedy ostatnio z kimś spałeś?
Pół roku temu, dochodząc krzyczałem twoje imię, więc dałem sobie spokój na dłuższy czas- Nie tak dawno jak ci sie wydaje
-Ta kilka wieków. Umów się z nim bo zacznę się o ciebie bać.- Zaśmiałem się i skasowałem
-Nie dasz mi spokoju, prawda?
-Znasz mnie.
-Ale ja Ci nie ulegnę. Nie chcę i już
-Dziwny jesteś.
-Od dzieciństwa marzę by zostać jajecznicą... znaczy zakonnicą
Wywróciłem oczami. -Nie dam ci. Nie zamkna mi ciebie.
-Wiem, że jestem przydatny gdy Lou utopi komórkę
-Nie tylko.
- Jestem cudowny i to rozumiem
-Yhym. Mi nie dorównujesz.- puściłem mu oczko.
Tobie nikt nie dorównuje- Pff, jestem od ciebie lepszy
-Chciałbyś.
-Nie, nie chciałbym. Ja jestem lepszy
-Żyj marzeniami kochanie.
-Marzenia się spełniają. Chcesz się zmienić przy kasie?
-Twoje nie.
-Czyli nie chcesz się zmienić? Jak chcesz
-Zaraz to ja będę miał przerwę.- wyśpiewałem.
-15 minut
-Miałem 30-jęknąłem. No jak on tak może.
-I wykorzystałeś połowe tego na gonienie za niedoszłym heterykiem. Przykro mi
-Nie było mnie 5minut.- burknąłem.
-Masz 25-Westchnałem
-Najlepszy.- w chwili gdy to mówiłem pojawił się Lou. Szybko do niego podbiegłem.
Odwróciłem się i udałem, że muszę coś poukładać. Nie będę sie katować
Poszliśmy na kawę. Po 30minutach wróciłem.
-Jak było?
-Fajnie. Coś czuje ze to mój ostatni facet.
Jęknąłem w duchu. Bez szans jestem. Bez szans- Pogratulować
-Nie zapeszajmy.- Do sklepu wszedł Lou.
Wzruszyłem ramionami-Jak chcesz. Spotykacie się po pracy?
-Jutro. A co? Chcesz mieć wolna chatę.?zaprosisz tego kolesia?
-Nie
-Co za koleś. Co ci się w nim nie podoba?
Na przykład to że nie jest tobą- Czujesz potrzebę zeswatania mnie z kimkolwiek bo tobie się układa?
-Yyy chyba. To co ci się w nim nie podoba?
Wszystko-Nic
-to się umów.- powiedział Lou. - widzisz on tez tak uważa
-Tak, tak
- ja uciekam. - powiedział Lou i pocałował mnie na pożegnanie.
Odwróciłem wzrok. Zabolało.
Mój chłopak odszedł a ja wrociłem do pracy.

Poszedłem pomóc jakiejś kobiecie
Usiadłem za kasa.
Po pracy pierwszy wyszedłem się przebrać, bo Harry zamykał sklep
Zamknąłem i poszedłem do Nialla. Gdy się przebierał zauważyłem coś dziwnego. Podszedłem do niego i złapałem za niegarstki.- co to kurwa jest?
-Nic- wyrwałem rękę. Trzeba było się nie przebierać
-Niall. Czemu się tniesz?
-Nie tnę się- udawanie głupiego to najlepsza strategia
-A to to co jest?-pokazałem mu nadgarstki
-Wjechałem w krzaki na rowerze. Wiem że nie mam roweru
-To nie rower. czemu się tniesz?
-Nie mówmy o tym
-Mówmy. dlaczego?
-To nic- powtórzyłem
- Niall, chcesz bym się martwił, nie spał w nocy i przyszedł nieżywy do pracy?
Ostatnie czego chcę to to żebyś się o mnie martwił, a przynajmniej jako o przyjaciela- Nie masz czym się martwić-założyłem koszulkę
-Mam. co się dzieje?
-Zostaw to w spokoju
-Nie. nie odpuszcze. gadaj!

-Nie przejmuj się. Nie masz czym.
-Nie denerwuj mnie!-Podniosłem głos.
-A ty nie podnoś na mnie głosu.
-To mi powiedz. Przyjaźnimy się.
-Nie ma mowy
-chyba nie chcesz iść do domu. nie puszczę cie póki nie powiesz dlaczego to robisz
-Nie potrzebuję twojej zgody- pozbierałem swoje rzeczy i skierowałem się di wyjścia
Złapałem go mocno za nadgarstek.-Dziś potrzebujesz.
Wzdrygnąłem się-Nie dotykaj- wyrwałem rękę z jego uścisku
-Ni, nie odpuszcze. słyszysz?
-Idę
przyparłem go do ściany. Zbliżyłem twarz do jego.-Powiedz. martwię się.
-Puść- wymamrotałem słabo
-Ni, pomogę ci.
-Harry, nie dotykaj mnie- nieudolnie próbowałem się wyrwać- Wiesz, że tego nie lubię.
-Nie obchodzi mnie to póki nie powiesz.. złapałem go mocniej
-Harry...
-Słucham?
-Puszczaj mnie do cholery
Niall zaczął się szarpać i przez przypadek złączył nasze usta. oszołomiony się nie odsunąłem
Cholerajasnakurwamać! Borze, jedno z moich pragnień się spełnienia, ale czemu w takich okolicznościach?! Ja sam się odsunąłem. Tylko czemu on tego nie zrobił? Byłem cały czerwony na twarzy
Nadal stałem sparaliżowany. przez przypadek pocałowałem mojego przyjaciela. ale przypadek może nie będzie miał mi tego za złe. przez tysiące myśli w mojej głowie uścisk na ciele Nialla zelżał.
W chwili jego nieuwagi wyślizgnąłem mu się. Muszę to wszystko przemyśleć. Wypadłem z pomieszczenia i popędziłem do domu. Lou był w mieszkaniu, więc musiałem zamknąć się w pokoju. Dobrze że ściany są tu dźwiękoszczelne
Wróciłem do domu nadal myśląc o tym co się stało. uciekł. ma mi za złe.
Skuliłem się w kłębek na łóżku. Ja jakieś niedorobiony człowiek jestem. Zazwyczaj źle reaguję na dotyk, a jeszcze tą durną szarpaniną otworzyłem ranę i krwawię. I ta cała sytuacja. Nic się nie stało, to był przypadek. On nigdy by mnie nie pocałował. Nie chce mnie. Zresztą do czego ja mu? Robiłbym mu same problemy.
Włączyłem telewizję. Ale nadal się obwiniałem. Nie chce skończyć naszej przyjaźni.
Byłem strasznie zmęczony, zestresowany i trochę przestraszony, przez tą całą sytuację. Zasnąłem
Do późna oglądałem telewizję i jadłem chipsy.
Obudziłem się koło trzeciej nad ranem. Z westchnieniem poszedłem opatrzyc rany. Głupi jestem.