piątek, 30 maja 2014

Ziam XXI

Zayn
Liam
__________________________________________
-Możliwe.
-To jak będzie?
-Z czym będzie?
-Zajmiesz się mną?
-Jak ty zajmiesz się mną.
-Tak , tak.- Zacząłem zsuwać z niego spodnie.
-Szybciej.
Zsunąłem też bokserki. Wziąłem jego penisa do ust.
No i miło.- Zdolnego mam chłopaka.- Zaśmiałem się.
Wywróciłem oczami i zacząłem szybko poruszać głową.
-O tak dobrze.- Odchyliłem głowę. Zdolny uczeń.
Wziąłem go głębiej. Czułem go głęboko w gardle.
-No postaraj się.
Jeszcze trochę... Wszedł cały. Prawie się udławiłem. Głęboki wdech. Może się nie uduszę. Zacząłem najpierw powoli potem coraz szybciej poruszać głową mocno się zasysając.
Chwyciłem go za włosy.
Usta mnie bolą. Szyja zresztą też.
-Szybciej.
Posłusznie przyspieszyłem. No dalej...
Ścisnąłem jego włosy. Już blisko.
Syknąłem. Zabolało.
Nie zwróciłem uwagi na niezadowolenie Liama. Spuściłem się.
Połknąłem wszystko i odsunąłem się od niego. Dyszałem ciężko
-Nieźle. 2 plus.
Spojrzałem na niego zły.- Ta.
-Co się tak gapisz?
-Nic. A ja?
-Do mnie ci daleko.- Zacząłem się ubierać.
Miałem ochotę zacząć walić głową o tapicerkę.- Ty naprawdę jesteś debilem.
-Nie. Lubię cię denerwować.- Skończyłem się ubierać.
-Zayn.- Wręcz zaskamlałem.
-Noo.. Siadaj.
Klapnąłem na siedzeniu.
Zsunąłem jego spodnie i bokserki. Wziąłem jego penisa i zacząłem szybko poruszać ręką.
Wzdychałem głośno.
Całowałem jego tors.
Lekko drżałem przez jego dotyk. Rękę wplotłem w jego włosy uważając żeby nie ciągnąć za nie.
Zwolniłem ruchy na jego penisie.
Jęknąłem niezadowolony.
Przygryzłem jego sutek znów przyśpieszając.
Nieco zaskoczony wypchnąłem biodra w górę.
Dalej wykonywałem swoje czynności.
Po jakimś czasie doszedłem brudząc jego rękę.
-Chusteczki by się przydały.
Spojrzałem na jego rękę po czym podniosłem ją to poziomu oczu i zacząłem zlizywać z niej własną spermę.
-O taki Liam mi się podoba.
Odsunąłem się na chwilę.- Ja mogę się wytrzeć w domu ale ty jeżeli byś prowadził ubabrałbyś tapicerkę.- Wróciłem do przerwanej czynności
-I tak tu pobrudziłeś.
Wzruszyłem ramionami. Po chwili dłoń Zayna była zupełnie czysta.
Pocałowałem go.
Chętnie oddawałem pocałunek, mrużąc przy tym oczy.
Odsunąłem się od niego.- Jedziemy.- Wysiadłem z auta i udałem się na miejsce kierowcy.
-Ja sobie tu zostanę.- Stwierdziłem.
-Czemu?
- A czemu nie?
-Nie wiem. Z tylu się dziwnie siedzi jak jest miejsce z przodu.
Przeszedłem na przód.- Zadowolony?
-Tak.- Znów szybko jechałem. Ostre zakręty, kilka razy prawie stłuczki. Dziwne, że jeszcze nie piszczy, że mu auto uszkodzę.
-Zayn!- Moja autko... moje biedne autko... On cię zniszczy! Moje autko...
-Tak się jeździ. Po co ci to auto skoro nie umiesz?
-Ty je wykończysz!- Mój biedny samochodzik....
-Nie panikuj.- Wjechałem do garażu.- Swoją drogą. Nie powiedziałeś co sądzisz o graffiti.
-Nie pokazałeś.
-Nie zwróciłeś uwagi. Cały garaż jest w mych arcydziełach.
-Wysiadłem z auta i zacząłem z uwagą przyglądać się ścianą.
Objąłem go od tylu. Chodziłem za nim jak cień.
Trochę niewygodnie mi się chodziło ale co poradzić.
-I? Podobają ci się?
-Cudne. Chociaż to pewnie nie najlepsze słowo do opisania graffiti.- Wzruszyłem ramionami.
-Mniejsza o to ważne, że ci się podobają. A zgadnij co Niall kazał mi namalować za jego autem.
-Ymmm... Coś związanego z jedzeniem?
-Za dobry jesteś. A Lou?
-Yyy... Pojęcia nie mam.
- A jednak nie wszechwiedzący.
-Co tam jest?- Skierowałem kroki w tamtym kierunku.
-Marchewka. Hazz chciał kota i chyba żałuję.- Zaśmiałem się.
-Niby czemu?- Rozejrzałem się szukając kota.
-Nie wyszedł mi. I... Dorysowałem mu coś na wzór kutasa.- Nakierowałem go na kota.
Przyjrzałem się malunkowi.- Też bym żałował.
-Cicho.
-Ale reszta wyszła świetnie.
-Wiem. Mi też się podoba.
-Idziemy do domu?
-Możemy. Choć zakupy bym tu zostawił.
-Muszę jeszcze wytrzeć siedzenia.- Zarumieniłem się lekko i poszedłem w stronę auta.
- Too leć po chusteczki. W kuchni powinny być.
Poszedłem po te nieszczęsne chusteczki. Wróciłem do Zayna.
Odpaliłem papierosa i oparłem się na masce.
Otworzyłem drzwi od samochodu i zacząłem czyścić siedzenia.
Paliłem sobie w spokoju czekając aż skończy.
Wygramoliłem się z auta biorąc zakupy ze sobą.
-Mówiłem żebyś lepiej to zostawił bo nie zostanie do wieczora.
-Ale potem nie będzie mi się chciało tu przyjść.- Zamarudziłem.
-A teraz Niall ci to porwie.
Odłożyłem foliówki do samochodu.- Moje.
- Oczywiście. Wiedzę, że kolejny zakochany w jedzeniu się pojawił.
-Nie prawda.
-Racja ty kochasz mojego kutasa.- Zaśmiałem się.
-Doprawdy?
- A kto jeszcze przed chwilą skomlał?
-To twoja wina.- Prychnąłem.- A auto do końca życia będzie mi się kojarzyć z twoją wredotą…
-Mogę sprzedać.
-Że będzie mi się źle kojarzyć, nie oznacza, że go nie chce!
-Oj od razu źle. Niby czemu?
- Bo wrednie.- Dźgnąłem go palcem pomiędzy żebrami.
Złapałem go za biodra nadal opierając się o auto.- Rozwiniesz to?
-Jesteś wrednym, zboczonym seks maniakiem i wykorzystujesz to na moją niekorzyść?- Kopnąłem go w nogę.
Nawet się nie skrzywiłem. Złapałem go mocniej za biodra.- Co poradzę, że tak na mnie działasz?- Szepnąłem mu do ucha.- Niekorzyść? Tobie też jest przyjemnie.
-A potem mnie tyłek boli.
-Oj. Wprawisz się.
-To w ogóle jest możliwe?
-Tak.
-Nie da rady.- Prychnąłem.
-Da radę.
-Nie ma mowy.- Skrzyżowałem ręce na piersi.
-Wiem chyba co mówię. Twój tyłek się przyzwyczai.
-I rozumiem, że ty mu w tym bardzo pomożesz- westchnąłem.- Puść mnie
-Oczywiście. Niby czemu? Mógłbyś skończyć już z tymi muchami.
-Jakimi muchami?- Przechyliłem głowę.
-Tymi co siedzą ci w nosie. Ciągle jęczysz.
-Tak, tak. Już nie będę.
Wywróciłem oczami.- Jakoś nie wierzę.
-Nie musisz. Udowodnię to.
Zbliżyłem twarz tak by dzieliły nas minimetry.- Ok.
-Ale teraz już mnie puść.
-Miałeś być milszy. Ja się staram. Ty też możesz.
Objąłem go w pasie. Tak jest wygodniej. - Mogę być milszy.- Przyznałem.
-O patrz Lou, nasze gołąbeczki wróciły.-Powiedział Harry. Po cholerę tu przyleźli?
Odwróciłem głowę. Zaraz sobie kark skręcę.
-Gdzie jedziecie?- Spytałem nie zmieniając pozycji i olewając to co powiedział Harry.
Próbowałem cały się odwrócić, ale przez to w jakiej pozycji byliśmy, nie mogłem. Naprawdę sobie kark skręcę.
-Do moich rodziców.- Odparł Louis. No i pięknie. Pewnie zastana tam do jutra.
Zacząłem się kręcić jeszcze bardziej, przypadkowo (ta, akurat) ocierając się o chłopaka.
Otarł się o mnie. Twoim tyłkiem zajmę się Li później. -Wrócicie jutro?- Skinęli głowami.- Nialla jakoś na pewno się pozbędziesz.- Rzucił Lou.
Zrezygnowany mocno odchyliłem się do tyłu. I już wszystko widzę. Do góry nogami ale widzę.
Zaśmiałem się. Okręciłem chłopaka w swoich ramionach.
Prychnąłem.- Nie można było tak od razu?
-Może można. A wy już sio a nie się gapicie nie wiadomo na co. Tort wam zostawimy.
-Tort?- Od razu się zaciekawiłem.
-Nie podsłuchuj.
-Nie podsłuchuje!
-Jasne. A skoro już wiesz o torcie to.... Idziemy?
-Tak!- Wyszczerzyłem zęby.
Ruszyłem w kierunku drzwi ciągnąć za sobą brązowookiego.
Zadowolony podążałem z nim.
Skierowałem się do lodówki wyjąłem tort, wsadziłem 2 świeczki.- Zapraszasz Nialla?
Spojrzałem na tort oceniając jego wielkość.- Yep.
-To leć.
Popędziłem do pokoju Nialla. W kilku słowach zaprosiłem go na ciasto. Po chwili oboje weszliśmy do kuchni.
Popaliłem świeczki.- To yyy mamy śpiewać?
-Możecie.- Wzruszyłem ramionami.
-No Niall zaczynamy... Sto lat....
Myślałem że padnę ze śmiechu. Ale dzielnie się powstrzymywałem.
-Dobra koniec. Pierwszy i ostatni raz ośmieszam się na trzeźwo. Pomysł życzenie i dmuchaj.
Eh... Czego by tu sobie życzyć? Um... żeby mnie tyłek więcej nie bolał... Głupie! Ale przydałoby się... Co by tu jeszcze... Tfu, jedno życzenie! Dobra nie ważne zostanę przy nie-bolącym zadzie. Zdmuchnąłem świeczki.
Pokroiłem tort i rozdąłem.
Zabrałem się do jedzenia. Smaczny.
-Horan? Wychodzisz gdzieś?
Blondyn tylko skinął głową zajęty ciekawszym zajęciem jakim było jedzenie.
-I miło.- Skończyłem jedzenie i przytuliłem się do pleców Liama z przyzwyczajenia. -To Lou mówił prawdę..- Usłyszałem szepniecie. - Co mówił ten kretyn?- Spytałem.
Podniosłem głowę i z zaciekawieniem zacząłem przyglądać sie Niallowi.
-Że jesteście razem.- Odparł.
Parsknąłem śmiechem. A że akurat przeżuwałem, zacząłem się dławić.
-Pamiętasz co mówiłem gdy go przedstawiałem? To mój sługa. -Nie wygląda.-Na słowa Nialla wywróciłem oczami.
W końcu wykrztusiłem kawałek ciasta. - Ale tak jest.- Wzruszyłem ramionami.
-Oczywiście. A to jak się wczoraj Larry'emu żaliłeś nie miało związku z Zaynem.
-Ani trochę- stwierdziłem. Sam sobie grobu przecież kopał nie będę
-Ja Słyszałem co innego.- Skomentował. A ja stałem obejmując Liama i przysłuchując się im.
-Ts, nie miało żadnego związku. Czemu tak bardzo cię to interesuje?- Idź poczwaro, iiiiiiiiiidź stąd.

_________________________________
Hej, jestem. Mam nadzieję, że jesteście zadowolone, a moja głowa będzie na miejscu jeszcze jakiś czas. 

środa, 28 maja 2014

Ziam XX

Zayn
Liam
______________________________________
-" Mój chłopak"?
Wzruszyłem ramionami.- A co miałem powiedzieć?
-Kolega? Lub po prostu to jest Zayn?
Wywróciłem oczami.- Nie chce mi się wszystkiego tłumaczyć.- Rzuciłem się do tyłu.
-Chciałbyś bym nim był prawda? Kto by nie chciał tak seksownego chłopaka?
-Nawet o tym nie myślałem.- Burknąłem.- A że ty tak to zupełnie inna historia...
-Ja? To ty rozpowiadasz, że jestem twoim chłopakiem. Przypomnę, że to już 2 raz.
-Samo wyszło.- Przeturlałem się na brzuch.
-Cokolwiek.- Czyli jeszcze mam się męczyć?
-Ale masz problemy.
-Problemy?
-Z tym, że nazwałem cie swoim chłopakiem.- Westchnąłem.
-Jakiś muszę mieć.
-Ja nie mam.
-Jesteś inny. Zaraz będę miał problem z twoim ojcem. Wspólny obiad.
-Ts, ojciec raczej się nie przypałęta dopóki nie odjedziemy, a potem będzie udawał że nic się nie wydarzyło. Matka cię męczyć raczej nie będzie, za siostry ręczyć nie mogę.
-A chciałem ojca. Było by zabawnie.
-Dużo gada, ale to typ, który woli ponarzekać na kanapie przy piwku niż zrobić cokolwiek.
-Dobrze wiedzieć. Ale teraz będzie nudno.
-A co ty, dzieciak, że się chwili ponudzić nie możesz?
-Nie, ale mogłoby być ciekawie.
-Może i tak- znów obróciłem się na plecy.
-Bomba by wybuchła.- Zaśmiałem się. Chyba polubię tu przyjeżdżać.
-Heh, pewnie próbowałby mnie wydziedziczyć...
-Jeśli już o tym nie myśli.
-Myśli czy nie, matka mu nie pozwoli.
-A co tam masz zapisane? Może pobawię się w twojego chłopaka dłużej, co?
-Szczerze nie mam pojęcia. Ale Ruth strasznie chce dom, nawet bez mebli, więc raczej na pewno nie to.
-Dom mi nie potrzebny. Mój jest fajniejszy.
-Najprawdopodobniej kasę, ale jej też masz pod dostatkiem.
-Właśnie. Nie potrzebny mi jesteś.- Zrobiłem z palców pistolet. Wycelowałem w niego- Pu.
-Więc po co mnie jeszcze trzymasz?
- Nie najgorszy w łóżku jesteś i zawsze do dyspozycji.
-Miło. Te, ja twoją utrzymanką jestem.- Zacząłem się śmiać
-Chyba utrzymankiem. I ja też korzystam.
-Aj taam, szczegóły.
-Chcesz mogę cię nie karmić.
-Podziękuję.- Prychnąłem.
-Ja też. w końcu siły byś nie miał.
-A ty tylko o jednym.- Ostatecznie położyłem mu głowę na kolanach
-I co z tego?
-Erotoman.- Dźgnąłem go palcem w nos
-Bywa. -Do pokoju weszła Ruth. Wcześniej jednak zapukała.
-Obiad już gotowy.- Oznajmiła i wyszła.- Idziemy?
-Jasne.- Zwaliłem go z kolan.
Spojrzałem na niego zły i ruszyłem w stronę kuchni.
Wywróciłem oczami. Udałem się za nim do kuchni i zająłem miejsce przy stole obok chłopaka.
Nałożyłem sobie jedzenia i zacząłem wcinać.
Jedliśmy w ciszy. Na razie nikt mnie o nic nie pytał. A pana domu nie było. Szkoda.
Podejrzliwe dźgnąłem mięso na moim talerzu. W końcu nie wiem kto dziś gotował, a nie wszyscy w tym domu mają takie zdolności kulinarne by zagwarantować mi, że mięsko nie żyje i się nie poruszy.
Spojrzałem w kierunku Liama. Patrzył na talerz jakby miało jedzenie miało zwiać. Też mam się bać?
-Kto gotował?- Zapytałem ostrożnie. Ruth skinęła głową. Czyli jadalne.
Zmarszczyłem brwi. Czyli? Najwyżej się otruje.
Skonsumowałem swój obiad w błyskawicznym tempie.
Przez to, że niedawno jedliśmy zostawiłem 1/3 obiadu na talerzu.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wyszliśmy. W aucie zająłem miejsce pasażera.
-Teraz ci pokażę jak się jeździ.- Ruszyłem z piskiem opon.
-Tylko tak, żebym nie zwrócił obiadu.
-Nic nie obiecuje.- Zatrzymałem się przy najbliższym sklepie.
- Co kupujemy?- Przekrzywiłem głowę.
- Ty coś chciałeś. I ten olejek.
-A tak, rzeczywiście.- Otworzyłem drzwi do samochodu.
Wywróciłem oczami.- To dalej nie mam całego dnia.- Wszedłem do sklepu.
Podreptałem za nim. Ts, szkoda że obiecałem nie marudzić.
-To co chciałeś?
-Porncorn... znaczy się popcorn!
-To dalej.
Wpakowałem sporo popcornu do koszyka.- Poszukasz tych olejków?
-Nie za dużo? I czemu ja?
-Uważasz że reszt nie będzie próbowała się do tego dobrać? - Potrząsnąłem koszykiem.- Bo tak.
-Liczyłem na wieczór sam na sam z moim chłopakiem.
Prychnąłem cicho, ale odłożyłem znaczną część popcornu.
-Choć jest Niall.- Mruknąłem cicho.- Lepiej weź jeszcze kilka. I jakieś inne przekąski.
Wrzuciłem jedzenie z powrotem. Dołożyłem jeszcze jakieś chipsy, żelki i inne takie.-Zdecyduj się.
-Wybacz.- Objąłem go od tylu.
-Zayn! Ludzi patrzą!- Szepnąłem zaskoczony.
-Wstydzisz się swojego chłopaka? To chyba ja powinienem.- Jakby ktoś mnie z nim zobaczył teraz, mógłby to źle zrozumieć.
-Aale...- Zacząłem się plątać.
-Ale?
-Po prostu puść...- Mruknąłem zawstydzony.
-Nie.- Pocałowałem go w szyję.
-Zayn...- Zarumieniłem się.
-Liam.- Naśladowałem go.
Szturchnąłem go łokciem.
-O co ci chodzi znowu?
-Puść...Proszę?
Odwróciłem go twarzą do siebie.- A co z tego będę miał jak cię puszczę?
Spuściłem głowę, tak żeby nie było widać moich rumieńców.- A co chcesz...?
-Co oferujesz?
Zacisnąłem palce na jego koszulce i nic nie odpowiedziałem.
-Tak myślałem.
Spróbowałem się wyrwać.
Zacieśniłem uścisk.- Nic ci to nie da.
Spróbowałem ponownie.
Przyciągnąłem go bliżej siebie.- Nie rób scen.- Cmoknąłem go w czoło.
Oparłem głowę o jego tors, nadal jej nie podnosząc.
-A teraz bądź dobrym chłopakiem i leć po ten olejek.- Puściłem go.
Popędziłem szukać produktu, niemal potykając się o własne nogi.
Zaśmiałem się. Stałem w miejscu i czekałem na chłopaka.
Wróciłem po chwili z kilkoma buteleczkami.- Który?
-Nie znam się.
-Zapach wybierz.
-A który będzie do mnie pasował? Jest waniliowy?
-Jest. Bierzemy waniliowy.- Podałem mu go i poleciałem odnieść resztę.
Przyglądałem się opakowaniu. Czekałem na Liama.
Wróciłem do chłopaka i już we dwójkę ruszyliśmy do kasy.
Zapłaciłem i ruszyłem do samochodu.- A co byś powiedział na niezapomnianą chwilę w aucie?
-Yyy...- On zawsze musi z czymś takim wyskoczyć.
-Czyli tak?- Przyparłem go do auta.
Ała. Skrzywiłem się- Nnie wiem...
-Jak można nie wiedzieć?- Wsiadłem do auta.
-Nnie wiem jak ja będę siadał!- Fuknąłem na niego.
- Musisz się w końcu przyzwyczaić.
-Nie wiesz jak to jest, więc się nie odzywaj.
-Nie wiesz czy nie wiem.- Ruszyłem szybko.
-Już ci mówiłem, nie wyglądasz na takiego co daje się zdominować.
-A przyjmijmy, że kilka lat temu dałem?
- Komu?- Spojrzałem na niego zaciekawiony.- Kilka lat temu...- Mruknąłem sam do siebie. Pewnie był słodszy.
-Twojemu ojcu.- Zaśmiałem się.
Prychnąłem- Wątpię żebyś był kiedykolwiek tak zjarany. I musiałbyś mieć worek na głowie.
-Co racja to racja. Wątpię by to on cię zrobił.
-Potraktuję to jako komplement.- Rozsiadłem się wygodniej.
-Nie na za co, skarbie.- Rozpędziłem pojazd jak najbardziej się dało.
-Musisz jechać tak szybko?- Jęknąłem.
-Nie podoba ci się? To po co chciałeś takie auto?
-Ja go nie chciałem.- Zaznaczyłem.- Co nie oznacza, że mi się nie podoba. Z chęcią je zatrzymam.- Dodałem szybko.
-Jak nie?- No tak nie pamięta.
-Mówiłem, że mi się podoba.- Prychnąłem.
Położyłem rękę na jego kolanie i zacząłem jeździć po jego nodze.
Drgnąłem i przysunąłem się bliżej szyby.
-Co ty taka cnotka?
-Mówię ci, że nie usiądę...
-Nawet po dotykać nie mogę.
-Ale potem ja będę chciał...
-Chciał? Kurząca propozycja.
-W sensie dokończyć... Uh....
-Zrozumiałem.- Skręciłem w boczną uliczkę. Zatrzymałem się.
Przygryzłem wargę.
Złapałem go za podbródek i pocałowałem.
Westchnąłem i zacząłem oddawać pocałunek.
Wplątałem dłoń w jego włosy. Drugą ręką przyciągnąłem go bliżej.
Było mi niewygodnie, skrzynie biegów wbijała mi się między żebra. Mimo tego nie przewałem pocałunku.
Złapałem go za krocze.
Jęknąłem mu w usta.
Odsunąłem się od niego.
Dyszałem jak po długim biegu. -Cco?
-Nic.
Przylgnąłem do niego z powrotem.
Odsunąłem go od siebie.
Miauknąłem niezadowolony.
-Co kociaku?
-Jeszcze...- Zrobiłem smutną minkę.
-Czy ja wiem.. A jak mi się zachce? Chodzić mówiłeś, że byś nie mógł.
-Będę chodził... Nawet jak ci się zachce jeszcze raz...
-Niee. Chyba, że....
-Że?
-Ja bym nie mógł.
Spojrzałem na niego powoli przetwarzając informacje.- Że niby ja... na górze?
-A chciałbyś?
-Chciałbym... Ale nie wiem czy czegoś nie spaprzę.- Z moimi zdolnościami wszystko możliwe.

-Zostaniesz poinstruowany. To chcesz Louisa czy Harry'ego?
Nieco zdezorientowany przechyliłem głowę.
-Chyba nie myślałeś, że serio będę na dole?
-Ts.- Odepchnąłem go, nawet jeżeli był dość daleko i przeniosłem się jak najbliżej szyby.
-Myślałeś.- Zacząłem się śmiać.- Wybacz, skarbie. Może kiedyś, jak będziesz grzeczny.
-Zobaczysz, znowu przestanę z tobą rozmawiać.
-Czemu?
-Bo jesteś wredny.
-Mówiłeś. Ale czemu teraz jestem wredny?
-Teraz już nie... Jedźmy już.
-Nie. Chciałeś kontynuować...
Przechyliłem głowę.- Chcę kontynuować.
-Tu czy z tylu?
- Z tyłu...- Będzie więcej miejsca... No i są przyciemniane szyby
Wysiadłem z auta i udałem się na tył.
Przetarabaniłem sie pomiędzy siedzeniami.
-No chodź tu do mnie.
Wdrapałem mu się na kolana.
-Grzeczny.- Wpiłem się w jego usta.
Namiętnie oddawałem pocałunek. Rękoma wodziłem po jego torsie.
Mruknąłem mu w usta.
Moje łapki wślizgnęły się pod jego koszulkę.
Złapałem go za tyłek przysuwając go do siebie.
Otarłem się o chłopaka.
Oderwałem się od niego. Usta przeniosłem na jego szyję.
Odchyliłem głowę dając mu lepszy dostęp. Westchnąłem cicho.
Ścisnąłem jego tyłek zasysając się na jego szyi.
Jęknąłem i wypchnąłem biodra do góry. Objąłem szyję Zayna rękoma.
Zdjąłem jego koszulkę i obcałowywałem tors chłopaka.
Również próbowałem zdjąć mu koszulkę, ale... no nie wychodziło mi to najlepiej.
Zaśmiałem się w jego skórę. Odsunąłem się i sam pozbyłem się koszulki.
Głupia koszulka. Zacząłem się o niego ocierać.
Zacząłem odpinać jego spodnie.
Zadowolony podniosłem się trochę, chcąc ułatwić mu zadanie.
Zsunąłem mu trochę odzież. Masowałem jego penisa przez materiał bokserek.
Pojękiwałem czując jego dotyk. Rozpiąłem jego rozporek.
Odessałem się od niego.
Przejechałem palcem bo jego obojczyku.
-Chyba jednak mi się nie chce.
-Zayyn?-  Jęknąłem prawie płaczliwie.
-Tak, skarbie?
-Zostawisz mnie tak?- Zrobiłem błagalną minę.
-Niby jak?
Prychnąłem.- Głupie pytanie.
-Wiem.- Zsunąłem go z kolan i złapałem za klamkę.
Chwyciłem go za rękę. - Zayn... Proszę...

Westchnąłem.- Czego się nie robi dla swojego chłopaka.- Zaakcentowałem ostatnie wyrazy.
-Będziesz mi to wypominał do końca życia... 

_________________________________________
Przepraszam! Najpierw miałam problemy burzowo-prądowe, później mi się nie chciało, a wczoraj zdychałam. Wybaczycie? 

piątek, 23 maja 2014

Ziam XIX

Zayn
Liam
_____________________________________________
Przykryłem nas kołdrą.
Drżałem lekko. Wtuliłem się w ciało chłopaka.
Pocałowałem go w czoło.
Mruknąłem zadowolony.
-Teraz powinieneś powiedzieć, że to najlepsze urodziny.
-To są najlepsze urodziny w moim życiu.- Przyznałem.- Naprawdę.
-Dopiero rano a ja już to osiągnąłem.- Uśmiechnąłem się.
- Widocznie jesteś po prostu najlepszy.
-Wiem, że jestem, ale miło to słyszeć od ciebie.
-Jak zwykle skromny.- Zaśmiałem się.
-Lubisz to we mnie.
-Może trochę.
-Cokolwiek. Wypróbujemy twoje cudeńko?
Ochoczo skinąłem głową.-Tak!
-Ale.....
-Hm?
-Ja kieruje w 1 stronę.
- Skoro musisz...
-Też chce się pobawić.- Wstałem z łóżka.
Z cichym sykiem ześlizgnąłem się z łóżka i zacząłem zbierać swoje ciuchy.
Podszedłem do niego od tylu i objąłem.
-Puszczaj, muszę się ubrać.
-Tak też wyglądasz dobrze.- Cmoknąłem go w szyję.
- Zayn!- Szturchnąłem go łokciem.
-Co?
-Puszczaj.
-A było tak fajnie.- Mruknąłem odsuwając się. Wziąłem chusteczkę i wytarłem spermę chłopaka.
-Daj mi jedną.- Wyciągnąłem łapkę.
-Nie.
Przydreptałem bliżej niego i spróbowałem samemu zabrać mu chusteczkę.
Schowałem je za siebie.
-Zayn!- Nadal próbowałem zabrać mu chusteczki.
-Wiem jak mam na imię.
-Dawaj te chusteczki!
-Poproś ładnie.
-Um... Proszę... Dasz mi jedną chusteczkę?
-Buzi....
Pocałowałem go delikatnie i krótko.- Chusteczka.
Wywróciłem oczami.- Niech będzie.- Podałem mu chusteczki.
Nieco zaczerwieniony zacząłem się wycierać.
Dokończyłem ubieranie się i przypatrywałem się chłopakowi.
Naciągnąłem na siebie ciuchy.-Idziemy?
-Tak.- Weszliśmy na dół. Podałem mu kluczyki.
Wpatrywałem się w kluczyki z niemal nabożną czcią. Wpadłem za kierownice jak poparzony.
Usiadłem jako pasażer.- Jak dojedziesz do ulicy skręć w prawo.
-Ta jest.- Pojechałem zgodnie z jego instytucjami.
-I pokaz na co stać to auto.
Docisnąłem pedał gazu i pojechałem we wskazanym kierunku.
Nadal jak baba.- Jemy na mieście?
-Możemy.- Wzruszyłem ramionami.
-Masz zajebistą możliwość wybrania miejsca.
-Mam ochotę na indyjską kuchnię. - Stwierdziłem i skręciłem w lewo dla odmiany.
Jeździ jakby wybierał: o ta droga ma ładny znak.- Mi wszystko jedno.
-Okej.- Czyli teraz znowu w lewo? Nie, jednak prosto.
-To szybko głodny jestem.
-Tak, tak.- Prawo, prosto, lewo i jesteśmy. Kto powiedział, że nie mam orientacji w terenie?
Wysiadłem z auta. Udałem się w kierunku drzwi.
Podążyłem za nim. Trochę jak kaczka ale to nic.
-Zamawiaj.- Podałem mu portfel.
Wziąłem nam curry.- Chcesz ostre czy łagodne?
-Ostre mogą być.
Dokończyłem zamówienie, dokładając jeszcze napoje.
Udałem się do stolika.
Usiadłem na przeciwko niego.
-Chcesz jechać do domu później?
-Możemy.- Skinąłem głową.
-Ok.- Przyniesiono mam napoje.
Wziąłem sobie zwykłą herbatę, nie miałem ochoty na nic innego.- Co będziemy robić jak wrócimy?
-A na co masz ochotę?
-Nie wiem... Obejrzymy coś? Ale dopiero wieczorem.
-Ale nie jakieś romansidła.
-Horror.
-Nie będziesz się bał?
-Może trochę... Ale będzie fajnie!
-Pozwolę ci się przytulać.- Uśmiechnąłem się.- Taa będzie fajnie.
-Ale to dopiero wieczorem.... kupimy popcorn?
-Dobry pomysł. To jak będziemy jechać od ciebie.
-Ode mnie?
Wywróciłem oczami.- Pytałem czy chcesz jechać do domu.
-Uh, nie myślę dzisiaj.
-Pewnie nadal myślisz o poranku i o tym, że chciałbyś bym znów cię zerżnął.
Zarumieniłem się lekko.- Po prostu jestem rozkojarzony...
Dotknąłem jego policzka.- Jasne.
Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej.- Um...
Przynieśli nasze jedzenie. Zabrałem rękę i zacząłem jeść.
Spuściłem wzrok i zacząłem zajadać. Całe szczęście.
Po skończeniu posiłku, udaliśmy się do auta.- Ty prowadzisz czy ja?
-Jak wolisz.- Uśmiechnąłem się lekko.
-Pobawię się później.- Zsiadłem do samochodu.
Usiadłem za kierownicą. I jedziemy.
-To jedziemy do ciebie?- Możne być ciekawie. Sobota. Powinni być w domu.
-Właściwe chciałbym się zobaczyć z siostrami.- Wjechałem na główną ulicę.
-Chciałbym poznać szwagierki.- Mruknąłem cicho, ale tak by słyszał.
Prychnąłem.- Jedną poznałeś, a przynajmniej zobaczyłeś.
Zaśmiałem się.- Tak. W dodatku na prochach byliśmy i w łóżku.
-Nawet mi nie przypominaj.- Skręciłem.
-Nie podobało ci się?
-Wiesz, cały efekt psuje ta siostra.- Westchnąłem ciężko.- No nic, jesteśmy na miejscu.
-Może trochę. Będziesz miał co opowiadać jej dzieciakom.
-Zakładając, że się pojawią.- Wysiadłem z samochodu.
-A czemu miałaby ich nie mieć?- Również opuściłem pojazd.
-A nie wiem... Może żaden jej nie zechce?- Zaśmiałem się i otworzyłem furtkę.
-Niby czemu? Niczego jej nie brakuje. Sam bym się za nią zabrał.
-Ma ułomny charakterek. Nie znasz jej- zapukałem do drzwi.
-Starasz się mnie zniechęcić? Znów jesteś zazdrosny?
-Zayn to moja siostra z mózgiem wielkości orzeszka arachidowego...-Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem- Cześć sis- Wyszczerzyłem zęby.
-Pozostanę przy swoim.- Szepnąłem.
Ech. Siostra przywitała się ze mną i z zaciekawieniem przyglądała się Zaynowi. Wszedłem do środka i zdjąłem buty.
Również wszedłem, zdjąłem buty i poszedłem za chłopakiem.
Siostrzyczce jakby nagle się przypomniało, że mam urodziny. Wyściskała mnie i zaczęła składać życzenia oraz mamrotać o prezencie, który ma w pokoju.
Poczekałem aż szum wokół Liama minie. Udaliśmy się do salonu.- Może wreszcie przedstawisz mnie.
-Uh, tak. Mój chłopak.- Niemal parsknąłem śmiechem, na szczęście się powstrzymałem.- Zayn.
-Miło mi.
Ojciec, siedzący na kanapie wstał. Oho, zaraz się zacznie. Matka, podniosła głowę z nad gazety, rzuciła Zaynowi średnio zainteresowane spojrzenie i wróciła do czytania.
Miła rodzinka. Stałem obok Liama i przypatrywałem się i.
Ojciec przetoczył się, bo inaczej tego nazwać nie mogę, w naszą stronę.- Ty!- Wskazał grubym paluchem na Zayna.- Co ty sobie wyobrażasz?!
No i miło.- Ale o co panu chodzi?
-O to co robisz gówniarzu!- Wywróciłem oczami, oczywiście tak żeby ojciec nie zauważył.
-Z całym szacunkiem nie jestem gówniarzem.- Rozsiadłem się na kanapie.
Pan i władca wszechświata. Prychnąłem cicho, po czym usiadłem obok niego.-Nie ważne jak na to nie spojrzeć jesteś!- Warknął mój stary.
Wywróciłem oczami.- Już wolę być gówniarzem niż znerwicowanym dziadem. Żona nie daje?- Uśmiechnąłem się cwano.
-Tyyyy!- Prawie mu gały z orbit wylazły. Matka uśmiechnęła się pod nosem, jak gdyby chciała powiedzieć ,,A ty byś mu dał?''.
-Ustaliliśmy, że mam na imię Zayn.- Objąłem Liama i pocałowałem w czoło.
Musi zaognić sytuację, bo przecież sobą by nie był.- Zostaw go! Zabraniam ci się w ogóle do niego zbliżać pedale!- Ts, debil
-Nic mi teść zrobić nie może.- Drugą rękę położyłem na krocze Liama. Oo ktoś poczerwieniał.
Zarumieniłem się i zabrałem rękę. A ojciec prawie padł na zawał.- Ja nie mogę?!- Wycharczał- Ja nie mogę?!- Podszedł do Zayna i pociągnął za koszulkę tak że ten musiał wstać, albo pożegnać się z ubraniem, które zapewne by się popsuło.
Odwróciłem głowę w kierunku Liama.- Strasznie zacofanego masz ojca.- Spojrzałem prosto w oczy mężczyźnie.
Wzruszyłem ramionami.- Powiedz mi coś czego nie wiem.
-A teraz teść mnie puści i zrobi herbatę.
Ojciec walnął mu z plaskacza. Niedobrze.- Myślisz, że do kogo mówisz?!
Zmrużyłem oczy i zacisnąłem dłonie w pięści. Starałem się być spokojnym.- Obecnie? To wściekłego, zacofanego starca, który mi się naraża. I nie pragnij bym ci oddał.- Mój głos przesiąkał jadem. Zabrałem jego ręce z mojej koszulki i zająłem wcześniejsze miejsce.
Po uderzeniu został czerwony ślad. Chwyciłem Zayna za podbródek i obróciłem tak, żeby móc lepiej przyjrzeć się zaczerwienieniu.
Uśmiechnąłem się do brązowookiego.
Przejechałem palcem po jego policzku. Kształt ręki mojego ojca na jego skórze. Hmpf, nie podoba mi się to.
-Co z ta herbatą?
Stary wyszedł z domu głośno trzaskając drzwiami. Najwyraźniej zdał sobie sprawę, że z Zaynem lepiej nie zadzierać. Za to Ruth poleciała do kuchni.
-Dobre pierwsze wrażenie chyba mam nie wyszło.- Mruknąłem do ucha Liamowi
-A czyja niby to wina?- Prychnąłem.
-Twojego ojca?
-Między innymi.- Oparłem głowę o jego ramię.
-Czekaj... uważasz, że moja też?- Objąłem go.
-A niby nie?
-No nie, skarbie. Ja nie zacząłem.
-Nie skarbuj mi.
Jego siostra przyniosła nam herbatę.- Dzięki.
Też podziękowałem i upiłem łyk. Gorąca.
Wstałem i udałem się do łazienki.
Moja matka o dziwo dopiero teraz zaczęła się mnie wypytywać o chłopaka. Odpowiadałem na wszystkie pytania nie koniecznie zgodnie z prawdą.
Odszukałem łazienkę i załatwiłem potrzebę.
Oczywiście coś jej na ściemniałem o naszym pierwszym spotkaniu. A herbata nadal była za gorąca.
Wróciłem do salonu.- O czym rozmawiacie?
-O tobie.- Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-O mnie? Ale co?- Mam nadzieję, że nie powiedział czegoś nie odpowiedniego.
- Jak się poznaliśmy, wiesz w galerii, jak mieszkamy i takie różne.- No za debila to on mnie chyba nie ma.
-Tak w galerii. A mieszkanie.. Chyba nie możesz narzekać.
-I nie narzekam, jest świetne.
-No właśnie.-Usiadłem obok niego i zabrałem się za picie herbaty.
Westchnąłem.- Właściwie to wypijemy herbatę i będzie my się zbierać.
-Nie zostaniecie na obiedzie?- Spytała nas jego mama.
Spojrzałem pytająco na Zayna.
-Jak chcesz. Choć jedliśmy. 
-Możemy
-Ok. Pójdziemy do ciebie?
-Jasne.- Podniosłem się.
Udaliśmy się do jego pokoju. Usiadłem na łóżku.
Klapnąłem obok niego.

______________________________________________
Miałam być wredna i nie poinformować pewnego człeka (nie wymienię jego nazwy, ale to  ). Niestety stwierdziłam, że mogłaby się odwdzięczyć tym samym. Nadal apeluję do cb, że chce seks w sklepowej przebieralni. Ktoś mnie wesprze w tym?
Co do rozdziału.... Zrobiło się trochę słodko, nie? Ble. A tak będzie przez jakiś czas jeszcze. Mam nadzieję, że Wam się podoba. 
Komentujcie, proszę. 

środa, 21 maja 2014

Ziam XVIII

Zayn 
Liam
________________________________________________
Miałem sprawę do Louisa. Zwlekłem mój seksowny tyłek i wparowałem do jego pokoju. Liam? Co on tu robi? Olałem go.- Lou, musisz jutro rano jechać do Sheerana
Brzmi jak ser. Ale to nie jest ser, tylko człowiek. Chyba. No niech ten kretyn sobie stąd idzie.
-Co robicie?- Spytałem.
No jak myślisz, że ci odpowiem to cię really popierdoliło. Wyręczył mnie Lou- Rozmawiamy.
- O?- Usiadłem na łóżku.
Niech sobie polezie w las gwałcić dziewice!- Niczym ważnym.- Rzucił Harry.
Rozumiem, że im przeszkadzam. Położyłem się.
Idź. Mi. W. Tej. Chwili. Sio! Poirytowany odwróciłem wzrok.
-Kontynuujcie.
Zawiązała się luźna rozmowa o raczej nieokreślonym temacie. Precz!
Przysłuchiwałem się im.
Wyszedłem do toalety. Kretyn.
Poszedłem za nim.
Zamknąłem drzwi na klucz.
Czekałem cicho pod drzwiami.
Opłukałem twarz wodą. Musi tam siedzieć bo by nie wytrzymał. Debil.
Oparłem się o ścianę.
Posiedziałem tam jeszcze chwilę. Potem otworzyłem drzwi i wyszedłem.
Złapałem go za nadgarstek. A miałem go olać.
Szarpnąłem się. Bezskutecznie.
-Możesz skończyć?
Znów spróbowałem się wyrwać.
-Nic ci to nie da.
-Zostaw mnie.- Rzuciłem cicho.
-Podaj jeden powód, dla którego miałbym to zrobić.
Wzruszyłem ramionami.- Bo tak?
-To nie argument.- I zlecałem. Miałem go rozkochać a nie się kłócić.
- Bo... - Zamyśliłem się.
-Tak?
-Nie wiem. Czego chcesz?
-By było normalnie. Przespałem się z nią, no i co?
-I nic.
-To mógłbyś skończyć.
- Nie.
-To nie.- Zaciągnąłem go do jego pokoju i zamknąłem tam.
Wziąłem z półki pierwszą lepszą książkę. Mam tu siedzieć? Proszę bardzo, byleby wypuścił mnie na śniadanie.
Wróciłem do siebie i laptopa. Może przez urodziny mi daruje. Zero zabawy teraz.
Poszedłem spać koło pierwszej.
Wyłączyłem laptopa. Zapaliłem i poszedłem sprawdzić czy Liam śpi. Usiadłem na łóżku i słuchałem przez chwilę jego spokojny oddech. Po chwili wyszedłem z pokoju i poszedłem spać.
Obudziłem się kilka minut po 9. Wstałem i pociągnąłem w klamkę. Zamknięte. Wziąłem jakieś cichy z szafy i zacząłem się ubierać.
Obudziłem się. Toaleta poranna, ułożone włosów. Gotowy zabrałem Nialla i pojechaliśmy po auto i tort. Gdy niebieskooki wracał do domu Liama autem ja wjechałem jeszcze do kwiaciarni.
Nudzi mi się. I głodny jestem. Westchnąłem ciężko. Może by nauczyć się składać origami? Głupi pomysł. Chociaż przynajmniej będę miał zajęcie.
Wróciłem do domu. Wróciłem śniadanie z pomocą Harry'ego. Musiało być cudne. Kwiaty położyłem koło drzwi a sam z tacą wkroczyłem do pokoju chłopaka.- 100lat, skarbie.- Położyłem tace na stoliczku. Podszedłem do chłopaka chcąc go pocałować.
Byłem tak wkurwiony faktem, że pierdolony żuraw po raz etny nie chciał mi się złożyć, jak i zaskoczony tym co zrobił Zayn, że zapomniałem, o tym, że jestem wielce na niego wkurzony i obrażony. Zdziwiony, bez oporów pozwoliłem się pocałować i automatycznie oddałem ten pocałunek.
Uśmiechnąłem się. Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie jeszcze bliżej.
Objąłem go rękoma.
Całowałem go póki starczyło nam powietrza.- Jedz bo wystygnie, skarbie a nie po to się męczyłem.- Cmoknąłem go jeszcze w czoło.
- Dzięki- wziąłem tacę ze stolika na kolana.
Wyszedłem z pokoju. Wziąłem kwiaty i wróciłem do chłopaka.- To jeszcze dla ciebie.-Wręczyłem mu 21 róż.
-Ummm... Masz jakiś wazon.- Piękne. Szkoda by było gdyby zwiędły.- Dziękuję.
-Zaraz przyniosę. A teraz buziak w ramach podziękowania.- Zrobiłem dziobek.
Podniosłem się lekko i cmoknąłem go w usta. Śniadanko. W tym tempie go nie zjem.
-To idę po wazon. Nie ruszaj się.
-Mhm.- Zabrałem się za pałaszowanie jedzonka.
Po chwili wróciłem z wazonem.
-Postawisz je na parapecie?- Poprosiłem.-Pysz​ne.
-Jasne. Wiem, że pyszne.- Wykonałem jego prośbę.- Jak tyłek?
-Dużo lepiej.- Dokończyłem jedzenie i odstawiłem tacę.
Położyłem się na łóżku.
Oparłem się głową o jego ramię.
Tak miło. Zacząłem masować jego ramię.
Westchnąłem cicho i uśmiechnąłem się delikatnie.
-Zastanawiam się jak mi podziękujesz za coś innego.
-Za co?- Podniosłem głowę zaciekawiony.
-Za prezent.
-Jaki?- Wpatrywałem się w niego.
-Ładny.
-Ale jest dużo ładnych rzeczy...
-Wiesz, że lubię cię męczyć.- Pocałowałem go w czoło.
Zarzuciłem mu ręce na szyję.- Proszę?
Uśmiechnąłem się.- W swoim czasie. Dojedzie wieczorem.
Niezadowolony opadłem na łóżko.
-Ale na pocieszenie też coś mam.
-Co?
-Graffiti chciałeś zobaczyć.
-Nadal chcę!-  Podniosłem się do siadu.
-Teraz?- Mruknąłem niezadowolony.
Przygryzłem wargę zastanawiając się.- Potem.- Stwierdziłem po chwili i przytuliłem się do torsu chłopaka.
-Tak lepiej.
Zacząłem bawić się koszulką chłopaka.
Przymknąłem oczy. Dobrze, że mi wybaczył. Przyzwyczaiłem się do tego idioty.
Złapałem go za nos.
-Ej! Co?
Zacząłem się śmiać. Jak on głupio brzmi! Jak kaczka dziwaczka, normalnie!
-O co ci chodzi?
Zabrałem rękę. -Śmiesznie brzmisz.
-A czemu mnie tykasz w nos?
-Bo to zabawne.- Wyszczerzyłem zęby.
-I ty skończyłeś 21 lat?
-Dzisiaj, ale tak.- Nadąłem policzek.
-Wiem. Przecież kwiatów ot tak nie kupiłem.
-Wiem, że ty wiesz.- Zaśmiałem się.
-Gdybym cię ostatnio tak nie potraktował nie musiałbym nic kupować.
Prychnąłem-Mam się z tego cieszyć?
Wyruszyłem ramionami.- Nie wiem jak ty, ale ja bym się chętnie z tobą zabawił.
-Ymmm...Ummm...- Zaczerwieniłem się lekko. No bo to nie tak, że ja bym nie chciał, ale głupio mi tak...
-Rumienisz się. Słooodko.
-Nnie- Pokręciłem przecząco głową
-Tak. - Położyłem dłoń na jego policzku, kciukiem zacząłem go gładzić.
Westchnąłem cicho.-Nnie.
-Jak się przyznasz pójdziemy do garażu, pokażę ci graffiti, co?
-Muszę? - Jęknąłem niezadowolony.
-Mmm... nie. Ale było by miło.
-W życiu tego nie powiem!- Zacisnąłem wargi.
Zacząłem go całować po szyi.- Co ci szkodzi? Uznalibyśmy to za spóźniony prezent na moje urodziny.
Pokręciłem głową. Nie ma mowy!
Westchnąłem. Włożyłem rękę pod jego koszulkę.
Pisnąłem. Zimne ręce ma!
Całowałem jego szyję. Odsunąłem lekko bluzkę i zrobiłem mu malinkę.
-A ja dostałem za to opieprz.- Prychnąłem.
-Za co?- Odessałem się od niego z mlaśnięciem.
-Za malinkę.
-Ale ty jesteś mój.
-Nnie.
-Jesteś. Nikomu cię nie oddam...... Jesteś moim sługą.
-Tto pierwsze tto nnie prawda.
-Nie chce się z tobą kłócić. Masz urodziny.
-To jak z tym graffiti?
-Nie wiem czy zasłużyłeś....
-Proooszę.
-Ale musiałbym wstać.
Zsunąłem się z niego- Proszę?
-Jak ja proszę to niee.- Zsunąłem ręce pod głowę.
-A jak obiecam, że będę już grzeczny?
-Już to obiecywałeś.
-Ale tym razem dotrzymam słowa...
-Nie wierzę ci, ale pójdę.- Ściszyłem głos.- Bo i tak nie dasz spokoju.- A ja chętnie poznam twoją reakcje.- Wstawaj.
Wstałem szybko.-Idziemy!
Złapałem go za rękę. Splotłem nasze palce. Przed wejściem kawałem mu zamknąć oczy. Ustawiłem go przed nowym samochodem z niebieska kokardą.- Wszystkiego najlepszego jeszcze raz.
Otworzyłem oczy.- Co?!- Autko... Zajebiste autko!- To dla mnie?- Oooo macarena! Piękne... Cudowne, kurwa ferrari!
-Nie ty masz urodziny, ale kupiłem je dla siebie.- Rzuciłem ironicznie.- Oczywiście, że dla ciebie, skarbie. Podoba się?
- Głupio się pytasz jest zajebiste!- I chuj mnie obchodzi, że kosztowało fortunę.
Uśmiechnąłem się.- To chce zajebiste podziękowanie.
-A jakie?- Wszystko kurwa zrobię, dobry humor mam.
-Ty wymyśl. W końcu to ty dziękujesz.
-Ale nie wiem czy utrafię w twój gust.- Człowieku bierz póki daję i tak później będę żałował.
-Na pewno ci się uda.- Oblizałem usta.
-Ale ja pod tym względem jestem kompletnie bez wyobraźni.- Zarzuciłem mu ręce na szyję.- A tobie za taki prezent należy się coś ekstra.
-Myślałem, że jak tylko zobaczysz auto rzucisz mi się na szyję.
-Też tak myślałem, ale nie jestem dziewczyną.- Prychnąłem.
-Nie tylko dziewczyny mogą tak robić. To co z podziękowaniem?
-No przecież mówię, że nie wiem.- Zakołysałem biodrami.
Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie. Pocałowałem go.
Zachłannie oddałem pocałunek.
Uśmiechnąłem się. Zacząłem pchać  go na auto.
Oderwałem się od niego.- Na górzze jest tyle fajnych rzeczy... A ty chcesz tutaj?
-Nie ważne gdzie. Chyba, że wolisz na górze.
-Jak ty chcesz, chociaż na górze mogłoby być... ciekawiej.- Oblizałem usta
-Ciekawiej... Miło, że jesteś taki chętny. Myślałem, że nic z tego przez obolałość. Jesteś pewny?
-Mhm... Poboli i przestanie.
-Na pewno?
-Nie będę nawet za mocno marudzić po.
-Aż tak chcesz mnie poczuć?- Mruknąłem w jego szyję.
Westchnąłem.- A co jeśli tak?
-To się bardzo cieszę.- Złapałem go za rękę i szybko udałem się do pokoju. Od razu rzuciłem go na łóżko.
Nie protestowałem. Rozszerzyłem nogi
Rozebrałem go szybko. Całowałem każde miejsce na jego ciele.
Pojękiwałem z rozkoszy, czując jego usta na swojej skórze. Wplotłem palce w jego włosy.
I tak powinno być. Męczyłem go swoim dotykiem omijając jego penisa.
Wypychałem biodra ku górze.- Zaaayn...
-Tak?
-Weeeź go...
-Kogo?
Wypchnąłem biodra w górę.- Mojego... Haa... Do ust.
-Twojego?
-Zayn!- Spojrzałem na niego z wyrzutem.
-Już. Jaki niecierpliwy.- Wsunąłem w niego palec.- I mokry.
Jęknąłem głośno. Poruszyłem biodrami.
Wsadziłem w niego kolejny palec. Zacząłem szybko nimi poruszać.
Krótką chwilę przyzwyczajałem się do tego co mi robił, po czym zacząłem się poruszać w rytm jego ruchów.
Dołożyłem kolejny palec.- Powiedz kiedy.
Skinąłem głową. Po jakimś czasie sam nabijałem się na jego palce.- Jjuż,...
Wyciągnąłem z niego palce. Założyłem gumkę i nakierowałem penisa na jego wejście. Pocałowałem go delikatnie wchodząc w niego.
Krzyknąłem. Boli. Oddychałem spazmatycznie.
Odsunąłem się od niego. Dzieliły nas minimetry.- Przestać?
Pokręciłem przecząco głową.- Ddaj mi ch...chwilę...
-Jasne.- Oparłem czoło o jego.
Wziąłem głęboki wdech. Spokojnie. Powolutku. Zaczynałem się rozluźniać.
Czekałem na jego ruch. W między czasie przypatrywałem się jego oczom.
Ostrożnie się poruszyłem, na próbę.
-I? Możemy przestać.- Nadal mam te wyrzuty.
Pokręciłem przecząco głową.- Mmożesz zaczynać...
Pomału wchodziłem w niego. Bardzo pomału.
Skrzywiłem się, ale nie zaprotestowałem. Potem będzie lepiej.
Utrzymywałem ciągle takie samo tępo. Widziałem, że się krzywił. Muszę się kontrolować.
Ból zelżał i zaczęła przebijać się przez niego przyjemność. Pojękiwałem, stękałem i spałem cicho.
O lepiej mu. Delikatnie przyśpieszyłem.
Objąłem go nogami. Robiło się coraz przyjemniej, dźwięki jakie z siebie wydawałem robiły się coraz głośniejsze.- Szy...bciej!
-Jak sobie pan życzy.- Przyśpieszyłem. Znów pieściłem jego ciało.
Wczepiłem się palcami w jego ramiona. Prawie krzyczałem z rozkoszy.
Syknąłem i przyśpieszyłem. Wpiłem się w jego usta.
Próbowałem oddawać pocałunek, ale nie bardzo mi to wychodziło.
Zacząłem wbijać się w niego coraz mocniej. Złapałem jego penisa i zsynchronizowałem ruchy.
Teraz już krzyczałem. Było mi aż za dobrze.
-Właśnie tak, skarbie. Krzycz jak ci dobrze. Niech ci zazdroszczą.
Krzyknąłem głośniej. Zacisnąłem się na członku chłopaka.
Nie długo dojdzie. Mi też niewiele brakuje. Zacząłem głębiej w niego wchodzić.
Nie wytrzymałem już długo. Doszedłem brudząc jego i siebie.
Kilka pchnięć i doszedłem. Wyszedłem z niego i położyłem się obok.

Ułożyłem głowę na jego ramieniu. Oddychałem ciężko.
_______________________________________________
No i przekroczyliśmy 1000 wejść! Co do Larry'ego już się piszę. I chciałam podziękować @girl_lovesdraco o mały zawał. Nigdy więcej czytania komentarzy zanim w nie nie wejdę.