niedziela, 11 stycznia 2015

Friendship or love? V

Harry
Niall
________________________________
-Dasz radę a jak coś masz blisko
- Na pewno czegoś zapomnę.
-Ale masz blisko
-Nie lubię chodzić na zakupy
-Bo uwierzę. Raczej nie lubisz sam.
-Bo nie ma kto mi pomóc tego nieść
-Wiem wiem.- wyciągnąłem telefon. O dziwo nie odpisali mi chłopcy tylko Lou. Odpisałem Co u mnie- masz pozdrowienia od Louisa
-O, jego też pozdrów
-Już to zrobiłem. -Wziąłem koszyk
-Kiedy wraca?
-Za 2 tygodnie jakoś
-Trochę cię zaniedbuje
-Bywa. Musi być przy mamie
-Coś z nią nie tak?
-Chora jest. To nie mówił ci czemu ciągle wyjeżdża? Jest w szpitalu i on opiekuje się siostrami
-Różnie mi mówi. Nigdy nie wspominał o matce.
-Możliwe.
-I tak strasznie cię zaniedbuje.
-O co ci chodzi?
-Też się o ciebie martwię
-Przecież to nic takiego
-Prawie się z nim nie widujesz
-Są związki na odległość
-Wiem, ale i tak...
-Mam ciebie
-Lou nas zabije jak się dowie
-Nie dowie się
-Miejmy nadzieję.
-Na pewno nie żałujesz?
-Czego?
- ze to się stało? Ze pieprzysz się z kolegą? Ze będziemy okłamywali Lou?
- To że się z tobą pieprzę mi odpowiada. Co do Lou... Nie wiem. Póki co często go nie ma więc nie będzie z tym problemu, a potem... jakoś będzie.
-Odpowiada ci? Czemu?- przecież to dziwne. I ok raz mogło się zdarzyć ale
-Nie potrzebuję związku, ale pustelnikiem nigdy nie byłem.
-No wiem. Co bierzesz?
-Jak wiesz to po co pytasz? Trochę tego i owego... Makaron na przykład- Sięgnąłem po produkt
Dreptałem za nim w ciszy. Naprawdę muszę jechać do mamy

Wkładałem całe mnóstwo produktów do koszyka
Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Ciesz się ciesz, ty to będziesz niósł
-Oj wielka kara dla mnie

-Straszliwa i okropna
-A nagroda jaka będzie
-Jaka sobie zażyczysz
-I mi odpowiada.- klepnąłem go w tyłek
-Nie w sklepie kretynie
-Oj tam

Prychnąłem i władowałem do wózka jabłka
-Gumek nie zapomnij
-Ty zapakuj
-Wszystko na mojej główce
-Tak, tak
-Masz już wszystko?
-Ta, możemy iść do kasy
-Ok.- ruszyłem w tamtym kierunku. Pomogłem mu wyłożyć zakupy na taśmę
Zapłaciłem i udaliśmy się do mojego domu
Pomogłem mu zanieść zakupy do domu
-Dzięki. Ciężkie to w cholerę
-Nie aż tak bardzo.
-Widocznie jesteś silniejszy
-To wiadome, kochanie.
-Już nie jestem promyczkiem?
-Jesteś. Ale kochaniem też.
-A ty moim kim jesteś?
-Nie wiem. Wymyśl
-Wszystko będzie brzmieć głupio
-To czemu chcesz bym był twoim kimś?
-Bo ja jestem twoim
-Jak uważasz. -Udałem się do salonu
Rozpakowałem zakupy i do niego dołączyłem.
-Opuszcze cię dzisiaj
-Domyślam się. A jutro do pracy.
-A potem do mamy. Już tęsknię
-Mhm, ja też
-To dobrze
-Ile cię nie będzie?
-Tydzień.
-Długo.
-Ale dawno tam nie byłem. Będę dzwonił
-Mamuśka się ucieszy.
-Wiem. Będzie wielka uczta na moja część.
-Przywieź mi trochę.
-Dla pączusia wszystko
-Jestem okrągły jak pączek?
-Nie żartuj. Chodziło mi że słodki- poczochrałem go po policzku
- Nie długo będziesz musiał mnie toczyć
-Spalimy wszystko co będzie ci niepotrzebne
-Będziemy biegać? - spojrzałem na niego sceptycznie
-niee. Coś przyjemniejszego.
- Wszystko jest przyjemniejsze od biegania
-Ale to najbardziej. -Spojrzałem na zegarek.- późno się robi.
-Będziesz się zbierał?
-Chyba powinienem.- wstałem.
-W takim razie do jutra
-Do jutra skarbie.- przyciągnąłem go do pocałunku. Zacząłem delikatnie muskać jego usta
Oddałem pocałunek równie delikatnie co on
Poprosiłem go o dostęp do jego jamy ustnej
19:47

Ochoczo uchyliłem wargi
Zacząłem badać jego usta.
Przerwałem pocałunek
Jęknąłem.
-leć, bo nigdy nie wyjdziesz
-Wiem, wiem. Trzeba się wyspać do pracy. Pa- cmoknąłem go i wyszedłem
-Pa
Wszedłem do domu i od razu udałem się do siebie.
Ogarnąłem mieszkanie i siebie po czym poszedłem spać
Przebrałem się i położyłem. Po chwili spałem .
Rano obudziłem się wcześnie, spokojnie zdążyłem do pracy
Gdy rano zadzwonił budzik niechętnie wstałem. Oczywiście gdy wszedłem do pracy Niall już tam był
-Hej?
-Hej. -Czemu on mnie pyta?- jak się spało
-Dobrze. Ty pewnie zaspany?
-Nie tak bardzo. Choć zimno mi było. - przytuliłem się do jego pleców
Odetchnąłem ciężko- Odnośnie zimna to pizga strasznie
-Jak zwykle nieczuły.- odsunąłem się od niego
-Jestem lodowcem
-Niestety
-Możesz mnie roztopić
-Wątpię ze się da. Tyle lat mi się nie udało.
Wzruszyłem ramionami- Może za słabo się starałeś
-Może. A może ty nie chcesz pozwolić się roztopić
-Tobie mogę na to pozwolić
-Oh, wspaniała rola przyjaciela
Przyjaciela- Tylko ty masz ten przywilej
-Podejrzewam.
-A gdyby ktoś inny miał taki przywilej?
-To byłbym zazdrosny. Moja posada ma być stabilna

-O Rusha też byłeś zazdrosny?
-Tak. Choć na on był materiałem na chłopaka a nie przyjaciela
-Był.
- otworzmy wreszcie- poszedłem otworzyć sklep
-Jasne, dzisiaj ty na kasie
-ol jee.
-I po południu rozmowy kwalifikacyjne
-co? To dziś?
-Mhm, za mało ludzi mamy
- to mnie puści na urlop
-Pewnie tylko dlatego ci go dał
-Ale mam nadzieję ze dalej będziemy mieli razem zmiany.
-Dobrze by było. I musimy wziąć kogoś ogarniętego
-Tak. Ja chce już 15
-Ledwo zaczęliśmy
-Wiem. Ale ja chce do domu. Napaliłem się na ten wyjazd
-Ale przywieź mi coś do jedzenia
-I tak dostanę jakieś słoiki to ci dam.
-I dobrze. Niech o mnie dbają
-Dbają o mnie. Tobie dostaje się przy okazji
-Po prostu ty dbasz o mnie
-Jakże by inaczej. A teraz leć pomoc tej pani
-Lecę
Usiadłem za ladą.
Ten to ma dobrze
W końcu zmiana się skończyła.udałem się do wyjścia
-A ty gdzie? Teraz rozmowy.
-Po co ja na rozmowach? szefa robota kogo zatrudni.
-Mamy zostać chwile.
-Ale poo coo?
-Coś od nas chce.
-Kurwa.-usiadłem
Przygryzłem wargę-Mogę... zostać sam. Przekarzę ci potem wszystko i tak dalej. I nagadam coś szefowi.
-naprawdę? Wiesz im szybciej wyjadę tym szybciej będę a to nie wiadomo ile będzie trwało.
-Jasne, leć już
-jeszcze pożegnać się muszę.- podszedłem do niego
-Jak chcesz się żegnać, to chodź na zaplecze. Lepiej by było gdyby ludzie nie widzieli jak mnie całujesz
-jak wolisz. Chyba ze nie chcesz się żegnać  

-Chcę
-to dobrze.- pociągnąłem go na zaplecze
Uśmiechnąłem się szeroko.
przycisnąłem go do ściany i pocałowałem
Zachłannie oddałem pocałunek
cały tydzień bez tych ust. Po chwili odsunąłem się i zrobiłem mu malinkę pod rękawkiem koszulki
-Zaznaczasz, że twoje?
-Zostawiam pamiątkę byś pamiętał o mnie.
-Będę pamiętał po każdym prysznicu
-I o to chodziło. -Cmoknąłem go w usta
-Idź już, bo jeszcze na szefa wpadniesz
-Szkoda, że nie możesz jechać ze mną. paa.-Udałem się do wyjścia
-Pa, tez żałuję
jak on mnie kocha. szkoda, że nie tak jak myślę ze bym chciał.
Uspokoiłem się trochę i poszedłem na to spotkanie, cały rozanielony pożegnaniem
________________________
PRZEPRASZAM!!
szkoła, szkoła, szkoła... oszaleć można( eksodosy, katarzisy, tłuszcze, białka..... itd.) pisać dajemy radę, ale gorzej z poprawianiem i jak to nazywam "kolorowaniem" wiec... 
CZY KTOŚ POMÓGŁBY MI Z TYM? ALBO ZNA KOGOŚ KTO CHCIAŁBY POBETOWAĆ?
proszę o pomoc. 
następna sprawa jeśli czytacie zostawcie komentarz bym wiedziała czy jest sens to prowadzić. dziękuje 

wtorek, 6 stycznia 2015

Przepraszam

Przed swietami zanioslam laptopa do naprawy. Okazuje sie ze jeszcze nie jest zrobiony. Mysle ze podlacze komputer ale nie wiem jak on sie trzyma po nie uzywaniu tak wiec rozdzialu moze jeszcze nie byc;(