niedziela, 29 czerwca 2014

Ziam XXXI

Hej.
Przepraszam, że tak długo nie bylo notki. Zakończenie roku szkolnego( jęczący współuczniowie babka zła,że próba idze nie jak by chciała i sterta pretensji) , denerwująca mama to za dużo jak na 16 letnie dziecko, które marzy by sie od niego wszyscy odpierdolili.
Ale teraz przybywam! 

Komentarze:
Sfę: Li nie jest lepszy. Chcesz można urządzić sondę i ci to udowodnię! 
I krótki bo ja tu pięknie rozdzielam rozdziały a ty wracaj na gg i mi odpisz bo wariuje i wypisuje ludziom różne zboczone gejowskie rzeczy.
@fallensoul19 : spokojnie. Zdradzę, że nic z tych rzeczy.
@girl_lovesdraco : to bardzo się cieszę
________________________________________
Zayn
Liam
______________________________________
Starałem się go wydobyć.- Zamknij oczy i wyobraź sobie mnie jako tatusia.
-A przed moimi oczami staje obraz dzieciaka w gigantycznym słoiku z dżemem
-Bez przesady. Do słoika nie wsadzę.
Wzruszyłem ramionami.-Skąd mam wiedzieć
-Zabiłbyś mnie. Ze nie umiem obchodzić się z bachorami nie znaczy ze wsadzam je do słoika.
-Ta.- wypełzłem spod pościeli- Duszno...
-Mogę pomoc.- Pocałowałem go.
Oddałem pocałunek, a gdy zaczęło brakować mi powietrza odsunąłem się- Jak niby?
-Właśnie tak. Opowiesz coś o swojej rodzinie?- Zagarnąłem go w ramiona.
-Nic ciekawego
-Proszę.
-Rodzina jak rodzina. Nic nadzwyczajnego
-Możliwe. Jak oni się nazywają?
-Geoff i Karen to moi rodzice a siostry nazywają się Nicole i Ruth
-Wiedziałem, ze coś na R.
-A twoi rodzice?
-Mama Trisha, tata Yaser Siostra Donyia, Saffa i Waliyah.
-Sporo was. Masz trzy siostry?
-Tak. Masakra.
-A myślałem że to ja jestem pokrzywdzony przez los- zaśmiałem się
-Bo jesteś. Jesteś w ciąży. Będziesz gruby.
-Tylko przez kilka miesięcy
-A jak nie zgubisz?
-Zgubię, już ty się o to nie martw
-Będę się martwić

-Nie przesadzaj
-Nie chce grubasa.
-Nie będę gruby- westchnąłem ciężko
-Mam nadzieję.- sięgnąłem po telefon i napisałem do Harry'ego by zrobił nam kolację.
Przekręciłem się tak, żeby widzieć co pisze
-Nie bądź taki ciekawski.
-Nie jestem
-Jasne. Zaraz kolacja będzie.
-To dobrze- przeciągnąłem się- Wstajemy?
-Przyniesie. Załatwiłem. Buziak jako podziękowanie.
Pocałowałem go
Mruknąłem zadowolony. Odsunąłem się od niego by zaczerpnąć powietrza po czy znów go pocałowałem. Po chwili do pokoju wszedł Harry więc się odsunąłem na dobre.
Mój oddech był nieco przyspieszony-Co jemy?
-Kanapki. Nie chciało mi się. -Odparł Harry
-Grunt, że jadalne- wzruszyłem ramionami
Podniosłem się do siadu. Zabrałem talerz i położyłem na kolanach.- Dzięki.

-Ubrałbyś się- zabrałem mu kanapkę z talerza
-Nie podobają ci się widoki?- Zrobiłem smutna minę.
-Podobają- zapewniłem
Odstawiłem talerz na szafkę. Usiadłem na udach chłopaka. Przejechałem wzrokiem po jego nagim ciele i oblizałem usta.- Mi nawet też.
Odłożyłem kanapkę. Trudno się mówi. Chwyciłem go za biodra
Położyłem ręce po obu stronach jego głowy. Pocałowałem go poruszając biodrami.
Westchnąłem w jego usta i zacząłem oddawać pocałunek.
Zjechałem ustami na jego szyje. Ręka drażniłem jego sutki a biodrami ocierałem się o niego.
Pojękiwałem i drżałem niespokojnie.
Gdy czułem rosnący problem Odsunąłem się od niego i spojrzałem w oczy. Nie przerywając kontaktu wzrokowego zszedłem z niego
-Hm?- spojrzałem na niego zdziwiony
-Co?- Przejechałem palcami po jego włosach. Jednak umiem zachowywać się miło i jak zakochamy idiota.
-Nie dokończymy?
-No właśnie chciałem.- Zabrałem talerz.
-To chociaż daj mi kanapkę- wyciągnąłem rękę zrezygnowany
-Chyba, że myślałeś o innym dokończeniu. Mogę dać ci lizaka.
-Poproszę?
Znów odłożyłem talerz. Wyciągnąłem kajdanki, posadziłem i przypiąłem go do łóżka. Przystawiłem mu kutasa do twarzy. Dotknąłem jego policzka przejechałem przez oko i chwilę tak podróżowałem po czym zatrzymałem się na ustach.
Szarpnąłem rękoma. Uh. Rozchyliłem wargi biorąc jego penisa do ust
-Grzeczny chłopczyk.- pogłaskałem go po głowie. Po chwili złapałem mocno za jego włosy i przysunąłem do siebie by wziął mnie głębiej
Skrzywiłem się ale posłusznie wziąłem go najgłębiej jak mogłem
Zacząłem poruszać biodrami, rżnąłem jego usta.
Nie bardzo mogłem zaprotestować. Okropne
Zaczynało robić się przyjemnie
Łzy stanęły mi w oczach ale nie protestowałem
Widziałem, ze niezbyt mu się to podobało. Kilka ruchów i doszedłem.
Zakrztusiłem się. Strużka spermy spłynęła mi po brodzie
Zlizałem to czego nie zdołał przełknąć
Dyszałem jak po długim biegu
-Chyba pora zająć się tobą.- Już chciałem zaparkować między jego nogami gdy.-Myślisz, ze nic się nie stanie?
-Co? Że z dzieciakiem?
-No. Jakby coś się stało już widzę jak byś latał.
-Jeżeli nie dźgniesz mnie nożem w brzuch to będzie dobrze
-Czemu miałbym to zrobić?
-Przykład. Przecież wiem że tego nie zrobisz
-Obyś się nie zdziwił. Jak mi się znudzisz kto wie co z tobą zrobię.
-Sam powiedziałeś, że nie będziesz rżnął trupa
-Jak mi się znudzisz nie będę chciał cię rżnąć.
-Nie znudzę ci się
-Taki pewny? A to niby czemu?
-Postaram się o to. A póki co się nie zanosi
-Czemu nie chcesz mi się znudzić?- Westchnąłem - Za to coś masz punkty minusowe, i jak będziesz w zaawansowanym stadium nie będę mógł cię rżnąć to możesz się mi znudzić. Co wtedy zrobisz?
-Jak będę w zaawansowanym stadium to będziesz musiał to po prostu robić trochę inaczej
-Jasne. Żyć na obciąganiu.- Prychnąłem.- To czemu nie chcesz mi się znudzić?
-Nie na obciąganiu tylko na innych pozycjach niż zazwyczaj- westchnąłem
-Kobiety w ciąży nie można tykać to chłopaka raczej też. I odpowiedź mi na pytanie.
-Można- zaprzeczyłem
-Wątpię. Odpowiedź albo ci nie pomogę.- Dotknąłem jego penisa.
-Na pewno można-jęknąłem- bo nie podoba mi się wizja noża w brzuchu
-Tylko dlatego? Jest jeszcze wizja, że tylko wypierdolę cię z domu.
-Tutaj mi dobrze
-Chyba lepiej wrócić do rodziców niż zamieszkać na cmentarzu.
-Nie- pokręciłem głową
-Jak uważasz.- Odkręciłem się do niego plecami i przykryłem.
-No ej!
-Zamknij się nie mam nastroju.
-No ale...- zrobiłem minę jak dziecko, które jednak nie dostanie lizaka
-Jak wymyślisz co może poprawić mi nastrój to pogadamy.
-To mnie rozkuj chociaż...
-Nie gadam z tobą aż nie wymyślisz.- Ta bo uparłem się by to usłyszeć.- Masz 3pytania pomocnicze.
-Um...A to ma być pomysł co zrobić z rozkutymi rękoma? Czy mam coś powiedzieć
-Słowa.
-Umm... A czego mają dotyczyć?
-Ciebie i mnie.- Bardziej spytałem niż odpowiedziałem.
-Ciągle chodzi ci o to czemu chcę zostać tutaj?
-Myślę, ze to może mieć coś wspólnego. Ale pewny nie jestem.
-To nie odpowiedź
-Jest odpowiedź. Nie siedzę w tobie więc nie mam pewności czy ma
-Ale dla ciebie ma związek- uznałem
-Myślę, ze tak. Dobra trzy pytania były, czekam na odpowiedź.
-Nie wiem- Jęknąłem płaczliwie- Ręce mnie bolą
-Trudno. Możesz zacząć od myślenia dlaczego chcesz zostać tu.
-Umm... bo... bo...
-Bo?
-Bo... ty tu jesteś? - palnąłem dość nieprzemyślanie
-Ta. Widzę, ze podoba ci się tak siedzieć. Masz całą noc na wymyślenie.
-No ej!
-Tak skarbie.- Ostatnie słowo powiedziałem tak by zorientował się, ze to wskazówka
Przekręciłem głowę żeby mówić do jego pleców- Ale ja jestem głupi i nie rozumiem aluzji!
-Niedawno byłeś mądry. Dobranoc.- Czemu mam wrażenie ze jestem wredny?

-No Zaaaaayn...
-Co?
-Rozkuj mnie!
-Powiedziałem coś. Rozkucie Kosztuje
-Nie bądź wredny
-Nie jestem. Jestem stanowczy. Ktoś będzie musiał stopować bachorami.
-A mam cię gdzieś! Będę tak leżeć!
-To sobie leż. Do rana zmądrzejesz.

Po dłuższej chwili milczenia się odezwałem- Tylko mnie przykryj
-Nie. Nie możesz tego wymyśleć? Leżałbyś teraz tak jak zawsze, przykryty.
-To mi podpowiedz-jęknąłem
-Nie. I tak ci podpowiedziałem.- Odwróciłem się do niego.- Wiesz o co mi chodzi.
-Tylko że ja naprawdę nie wiem!- Szarpnąłem się
-To tak posiedzisz.
-Proszę- znów się szarpnąłem
-Ja też.- Przejechałem dłonią po jego ciele.
Zadrżałem pod wpływem jego dotyku-Nie rób...
-A będę. Będę cię męczyć.- Uśmiechnąłem się.
-Nie chcę- pokręciłem głową
-Wiesz co wystarczy zrobić.- Uśmiechnąłem się.
-Ale ja nie wiem...
No co za idiota.- Trudno.

-Proszę...
-Ja też. Chce to w końcu usłyszeć.
-Więc mi podpowiedz
-Bardziej nie umiem. Możesz pytać.
-A długie to ma być?
-Nie. Bardzo krótkie..
-Słowo, dwa?
-Dwa.
No prawie padłem na miejscu. Przez chwilę wydawało mi się to wszystko tak niedorzeczne, że nie wiedziałem czy śmieć się, czy płakać, czy może oba na raz. Skończyło się na wpatrywaniu się w Zayna z lekko rozdziawioną gębą, poirytowanym wzrokiem i dziwnym grymasem na reszcie twarzy co zapewne wyglądało komicznie
-I co się tak gapisz?

Potrzasnąłem głową- Nie gapię się
-Gapisz. O co chodzi?
-Skoro się nie gapię, to o nic mi nie chodzi- prychnąłem- Kocham cię?- Borze nie wierzę, że to mówię, borze nie wierzę, jednak szczątki mojej inteligencji jeszcze nie wyparowały!
-Pytasz czy odpowiadasz?
-Odpowiadam
-A jaką była odpowiedź? Nie słyszałem.
-Kocham cię- westchnąłem
-Pytanie uzupełniające: mówisz tak bo ja tego chce i tylko dlatego czy mówisz to bo tego chce i tak uważasz?
-Mówię to bo ty tego chcesz i być może tak uważam- dopowiedziałem sobie opcję c
-Zasługujesz Na nagrodę.- Odpiąłem go.- Kiedy będziesz pewny?
-Sam tego wszystkiego do końca nie rozumiem, jakkolwiek by głupio to nie brzmiało-ramiona mnie bolą
-Dobranoc.- Odwróciłem się od niego.

wtorek, 24 czerwca 2014

Ziam XXX

Zayn
Liam 
__________________________________________
-Jesteś zły? Nie bądź.
-Nie jestem. Ale wracajmy
-Gdzie?
- Do domu
-Jesteśmy w domu.
-Do naszego, czy tam twojego
-Może być naszego. Nie chce mi się Li.
-Proszę-zamarudziłem
-Śpiący jestem. Nie chce wypadku spowodować.
-To ja będę prowadzić
-Ej ty umiesz.-Ależ ja inteligętny.
-Umiem- westchnąłem-jedziemy?
-Nie, chce spać. A moje auto jest zbyt cenne.
-Przecież go nie zniszczę
-Ale ja chce zostać u teścia.
-A ja chcę wrócić do domu
-Ja się stąd nie ruszam.

-Proooooooooooszę
-Yhym.- Zacząłem odpływać w krainę snów.
-Nie śpij!
-Może być dżem.

-Nie dżem tylko wstawaj!
Oblałem go mocniej. Nie rozumie, ze nie chce mi się?

-Uh. Zaaaayn- Westchnąłem ciężko- Też się zdrzemnę
Uśmiechnąłem się delikatnie i bardziej do siebie przysunąłem.
Zamknąłem oczy i ułożyłem się wygodniej
Odpłynąłem w krainę snów.
Obudziłem się po jakiejś godzince-Zayn?- mruknąłem zaspany
Odwróciłem się na drugi bok.
Zayn- potrząsnąłem nim delikatnie
Jestem schlany, usnąłem. Nic mnie nie obudzi na razie.

Wywróciłem oczami i wysupłałem się z jego objęć.
Nie zauważyłem kiedy zniknął.
Poszedłem na dół, zrobić sobie coś do jedzenia
Spałem aż do rana.

Siedziałem przez całą noc oglądając durne programy
Obudziłem się rano z wielkim kacem. Otworzyłem oczy i.. Kurwa nie mój pokój, ale skądś go znam. Jestem u Liama? Wstałem wolno kierując się do kuchni. Wziąłem wodę i wszedłem do salonu, gdzie spał słodko brązowooki.- Liam?
-Mhm?- podniosłem głowę zaspany
-Co tu robię?
-Przyjechałeś po pijaku i odmówiłeś współpracy dopóki nie wrócę. Łaskawie się zgodziłem, a ty zająłeś mi łóżko.
-Ale ciszej.- Skrzywiłem się. Ja tu przyjechałem? Kurwa.
-Aspiryny?- Wstałem i przetarłem oczy
-Poproszę.
Poszedłem do kuchni-Za wiele to ty nie pamiętasz, co?
-Głupio przyznać, ale nic. Dawni się tak nie schlałem. A warto bym coś pamiętał?- Usiadłem na krześle przy stole.
-Szkoda, wywaliłem cię z domu, a ty groziłeś wywarzeniem drzwi
-A po co przyszedłem wiesz?

-No mówię ci że się tu przywlekłeś błagać żebym wrócił.
-Żartujesz. Po co miałbym to robić? Mam Perry z nią też można się zabawić.
- Tak przy okazji to powiedziałeś mi, że jest denerwująca, i że tylko udawała twoją dziewczynę. I coś pieprzyłeś że ja też jestem denerwujący, ale inaczej i że to słodkie
Nie pije więcej. Co mi odjebało? -Ciekawe. Coś jeszcze?
-Zerwałeś z Perry? Chyba
-Dobrze wiedzieć, że nie muszę tego ciągnąć... Li?- Podszedłem i objąłem go od tylu.
-Tak?
-Skoro chciałem żebyś wrócił.. Zrobisz to?
-Zgodziłem się już wczoraj, mogę się zgodzić i dzisiaj
-Nie pamiętam nic z wczoraj.- Przypomniałem. Odwróciłem go do siebie i pocałowałem. Na taka scenę natrafił tata blondyna. Właściwie nie wiem jak oni mała na imię. Tylko ta siostra coś na R.
Oddałem pocałunek. Nie zauważyłem ojca, który mocno poirytowany podszedł do nas
Oderwałem się od niego z mlaśnięciem i oblizałem usta patrząc mu w oczy.
-Cześć tato- przekręciłem głowę
Uśmiechnąłem się wredne do niego.- Śniadanko przyszedłeś zrobić? Miło, ale nie trzeba.
Ojciec poczerwieniał ze złości-Daj spokój- pociągnąłem Zayna za rękaw
-A dostanę coś w zamian?- Oblizałem usta.
Powstrzymałem się przed rąbnięciem w stół. Głową.-Jak wrócimy do domu
Uśmiechnąłem się.- Czemu później?- polizałem go za uchem. Kontem oka spojrzałem na naszego obserwatora.
-A czemu nie?- odsunąłem go od siebie. Ojciec podszedł do nas zapewne chcąc opierdolić Zayna
Zacząłem całować szyje jasnowłosego.

-Ty!- ojciec wściekły odciągnął Zayna ode mnie. No tylko piany z pyska brakuje
-Tak?- lekko się skrzywiłem z powodu kaca. Musi wrzeszczeć.
-Nie dotykaj go!
Westchnąłem.- Nie wrzeszcz słyszę cię aż zbyt wyraźnie. A dotykać go będę. To MÓJ CHŁOPAK.
-Nie będą mi się pedały po domu panoszyły! Wypierdalaj!- dalej darł japę jak stare prześcieradło
-Nie wrzeszcz, albo pożegnasz się z językiem. I wiedz, ze nie żartuje.- Odwróciłem się do niego i zacząłem dziać go palcem w serce.- I nie ładnie tak syna obrażać.
-Mój syn nie jest pedałem- stwierdził dobitnie- Już ja wyplenię z niego te bzdury
-Będzie ci trudno to zrobić. On mieszka ze mną. I ze MNĄ spodziewa się dziecka.
-Co?- Ojciec spojrzał na niego skołowany
-Niech Liam ci powie.- Przytuliłem wymienionego chłopaka do siebie.
Stary spojrzał na mnie, jakby samym spojrzeniem chciał mnie zabić- Jestem w ciąży- wzruszyłem ramionami. Ojca zatkało
-Chyba jednak jest pedałem.- Teraz rękę przerzuciłem na ramiona teścia. Muszę spytać jak ma na imię.- Cieszysz się?
Przypieprzył Zaynowi w twarz. Porządnie. Aż wstałem
-Skurwiel.- Wysyczałem chwytając go za szyje i dociskając do blatu. Jedną ręką szukałem gnata, ale go nie znalazłem. Musiałem zostawić w domu. Zacieśniłem uścisk. Po chwili puściłem go i uderzyłem mocno w brzuch. Dziś to mnie wkurwił. Nie dość ze obraza Liama to mnie uderzył. Zamachnąłem się by go kopnąć.
-Przestań!- Cholera jasna, dobrze że broni nie ma
Odsunąłem się.- Ok. Dobra już.
-Wracamy-burknąłem w odpowiedzi
Podszedłem do niego i złapałem za biodra.- Też tak myślę.- Spojrzałem na seniora.
Ojciec leżał gdzieś w okolicach podłogi trzymając się za brzuch.- Ubieraj buty- sam szybko naciągnąłem na siebie kurtkę i obuwie
Zachowywał się jakby stary miał się podnieść i mi dokopać. Złapałem go za rękę i poszedłem do jego pokoju po swoje rzeczy- Zabierasz coś stąd? Książki jeszcze jakieś, ciuchy?
-Wszystko mam
-Weź resztę rzeczy do mnie. Nie wiadomo co mu odbije
Pozbierałem pozostałości moich rzeczy i zapakowałem do torby- Już
Cmoknąłem go w czoło. Nadal boli głowa. Wrócimy i idę spać. Ruszyłem do drzwi. Po drodze spotkaliśmy ta siostrę na R. Pogratulowała nam. Wiedziałem, ze ja polubię.
Wyszliśmy. Nareszcie.- Kto prowadzi?
-Ja. Szybciej będziemy.
Usiadłem na miejscu pasażera. Ziewnąłem
-Zmęczony? -Włączyłem się do ruchu ulicznego.
-Mało spałem- oczy same mi się kleiły
-Nie moja wina. Nie tym razem. Jesteś zły?
-Nie-ziewnąłem ponownie
-Na pewno?- Położyłem dłoń na jego kolanie.
-Nie roztrząsajmy tego-oparłem się o drzwi samochodu
-Nie rozmawianie o pewnych sprawach nic nie daje.
-Możemy porozmawiać gdy będę bardziej przytomny?
-Tak. Oczywiście. -Zaparkowałem.- Do mojego czy twojego idziemy?
-Jak chcesz- wymamrotałem sennie
-Do ciebie. -Szybko wgramoliłem się do pokoju, rozebrałem do bokserek.
Uczyniłem to samo co on. Rzuciłem się na łóżko i opatuliłem kołdrą, zostawiając miejsce dla Zayna- Chodź- odgarnąłem kawałek pościeli
-Myślę czy nie zdjąć i tego.- Zacząłem bawić się gumką od bokserek.

-Rób co chcesz- Zamknąłem oczy. Spaaać
Rozebrałem się do naga.- Dołączysz do mnie?- Położyłem się obok.

Mruknąłem coś o tym, żeby był już cicho i zsunąłem z siebie bokserki
-Tak lepiej.- Zacząłem go dotykać. Moja ręka zatrzymała się na jego brzuchu. Jeszcze o tym musimy pogadać. Masowałem ta cześć jego ciała.
Oparłem głowę o jego klakę piersiową. Zaczynałem odpływać
Przyciągnąłem go bliżej i zasnąłem.

Odpłynąłem w krainę snów. Byłem wykończony tym wszystkim
Gdy się obudziłem był wieczór. Li nadal spał wtulony we mnie. Pocałowałem go we włosy.

Mruknąłem przez sen
-Kocie? Wstaniesz?
-Hmm?
-Wyspałem się i się nudzę.

- A na co masz ochotę?- przeciągnąłem się
-Na ciebie.- Przejechałem ręka wzdłuż jego ciała.
-Tak wcześnie?- zapytałem nie bardzo orientując się która godzina
-Jest wieczór. I zawsze mam na ciebie ochotę.
-Miło- przetarłem oczy
Zjechałem ręka na jego klejnoty.- A co tu mamy za skarb czarnej perły.
Zamrugałem intensywnie- Bawimy się w piratów, he?
-A chcesz zawiesić broń i złożyć miecz do pochwy?- Zaśmiałem się.
-Nie, raczej nie
-Ty wolisz jak ktoś.. Pry, ja ci wkładam prawda?
-Wolę- przyznałem
-Ale nawet z chłopakiem sa konsekwencje.- Westchnąłem.- Chyba musimy porozmawiać o tym.
-O czym?- przekręciłem się na brzuch
-O tym tam.- Zacząłem machać rękami wokół swojego brzucha.
-Podejrzewam, że chodzi ci o dzieciaka, a nie helikopter. Więc?
-Co zamierzasz? Usuniesz je?
-Nie wiem-Instynktownie objąłem swój brzuch
-Ja muszę wiedzieć. Krótka piłka: chcesz czy nie? Nie będę zły.
-Nie wiem... -Westchnąłem ciężko- A jeżeli czysto hipotetycznie założymy, że chcę?
-Jeśli chcesz to.. no właśnie co? Jak to widzisz?

-Mówię, że nie myślałem o tym... Pewnie jak zacznie być to widać to wezmę urlop dziekański
-Bardziej myślę co dalej. Oddasz to czy chcesz zatrzymać?
-Pomyślmy... Skoro mam możliwość aborcji to przez dziewięć miesięcy będę się męczyć, żeby potem ,,to'' jak ty to mówisz, oddać?
-Przynajmniej by żyło. Więc nie wiem. Ja mam dwie możliwości jeśli je chcesz. Znaczy trzy.
-Czyli?
-Oddajesz, wychowujesz rezygnując z życia. Bo co będziesz kura domową, bez wykształcenia? Chcesz tego?
-Nie chcę- przyznałem
-Właśnie. I została trzecia opcja. Moja mama.. Myślę, ze zgodzi się wychować. Skończysz studia, to będzie większe.
-To byłaby najlepsza opcja...- westchnąłem- A gdzie ona w ogóle mieszka?
-Nie tak daleko. Tylko nie widziałem jej od bardzo dawna. Bo, ze twoja mama by się tym zaopiekowała szans nie ma.
-Żadnych.- Przytaknąłem
-Tylko... Pojedziemy razem? Do moich rodziców?
-Nie mam nic przeciwko- uśmiechnąłem się, zadowolony
-Choć najlepiej usunąć.
-Nie ma mowy
-Widzę.
-Więc nawet o tym nie wspominaj
-Nie wierzę, ze się na to godzę. To jakbym rodzinę zakładał.
-I czuj się szczęśliwym tatusiem- parsknąłem i zakopałem się pod kołdrą

___________________________________
@girl_lovesdraco mam nadzieję ze się nie zrazisz, 
@fallensoul19 to się cieszę..
Sfę (kochanie) zamknij się. Zayn jest bogiem i robi co chce!( i wcale nie myślę tu też o swojej osobie)

Naprawdę zachęcam do czytania i komentowania.. to naprawdę miłe czytać to co napisaliście.

niedziela, 22 czerwca 2014

Ziam XXIX

Witam!

Ja nie wiem dlaczego płaczę przy tym. Może z naszej głupoty( tez cie kocham, Sfę) ?

Zayn
Liam
____________________________
-Słodko się rumienisz.
-Nnie rumienię się- wydusiłem
-Widzę właśnie. Nie musisz się wstydzić tego.
-Nie wstydzę się
-To dobrze. Myj myj bo nie zdążymy.
Chwyciłem słuchawkę i spłukałem jego tors.- Obróć się
-Od tylu mnie bierzesz? Ciekawe.
-Plecy chcę ci umyć. Obracaj się
-Dobra wymówka.- Odwróciłem się.
Nawet nie skomentowałem. Namydliłem jego plecy i szybko spłukałem
Wziąłem szampon i zacząłem myć głowę. spłukałem ją i wyszedłem. Wytarłem się i ubrałem w czarne spodnie i biała koszulkę. Zacząłem układać włosy.
Umyłem się cały i wszedłem spod prysznica chwilę po nim. Wytarłem się i ubrałem ciuchy, które mi przygotował
-Całkiem seksownie.- Skomentowałem gdy zobaczyłem go w lustrze. Chwilę męczyłem się z włosami, ale poszło mi całkiem sprawnie.
-Jemy coś przed wyjściem?
-Ty tylko o jedzeniu. Raczej tak. Jakby krew mieli pobierać to i tak trzeba by jutro.
-To idziemy- uśmiechnąłem się szeroko
Podążyłem Do kuchni. Po drodze wziąłem portfel, telefon i kurtkę.- Chcesz jakieś okulary?
-Nie- otworzyłem lodówkę
-Ok. Chce kanapkę z sałata i pomidorem.
Wyciągnąłem potrzebne produkty i zrobiłem nam kanapki.- Coś do picia?
-Kawę, poproszę.
Nastawiłem wodę. Postawiłem kanapki na stole- Smacznego
-Dziękuję. A jutro poproszę do łóżka.- Zabrałem się za jedzenie.
-Nie chce mi się wstawać tak wcześnie- wyjąłem kubki.- Słodzisz?
-Wcześnie? I tak będziesz musiał wstać i zrobić. Jeden czas. 2łyżeczki.
Zrobiłem kawę, posłodziłem i dopiero wtedy zacząłem usiadłem przy stole
Jadłem dość szybko. Nawet nie sprzątając wstałem od stołu. Wziąłem kluczyki i okulary.- Skarbie? Idziesz?
Wstałem- Daleko ten lekarz?
-Nie daleko.
-To jedziemy
-Yhym.- Założyłem buty i udałem się do samochodu.- Wejść z tobą?
-Wolałbym tak- wsiadłem do auta
-Z mamusia też chodzisz to lekarza?
Prychnąłem- nie komentuj
-Tylko pytam. To jak? Chodzisz? Trzyma cię za rączkę?
-Zniszczę twój światopogląd. Nie chodzę do lekarza
-Taki okaz zdrowia? Mnie nie przebijesz. Oczywiście nie licząc złamań i innych obrażeń z pracy.
- Jak się pochoruje to po prostu biorę leki i nie męczę się z lekarzem
-Domyślam się.- Zaparkowałem.- No wyskakuj.
Wysiadłem z samochodu
Udałem się do kliniki. Otworzyłem drzwi i przepuściłem chłopaka
-Panie i umysłowo chorzy przodem, he?- Wszedłem do budynku
Wywróciłem oczami. Usiadłem na krzesełku, ale nie na długo bo wyczytano nazwisko Liama.
Wstałem- Które drzwi?
-Tamte.- wskazałem. Nie no słychać było, ze wola z tamtad ale pewnie to było na innym piętrze.
Wszedłem do pomieszczenia rozglądając się niepewnie.- Dzień dobry?
Podążyłem za nim.- Cześć Zack.- Usiadłem na jednym z krzeseł.
Klapnąłem obok Zayna
-Co panu dolega?- Spytał lekarz.
-Mdłości. Od kilku dni
Zack go przebadał. Kazał zrobić usg, pobrać krew i zbadać mocz. Czyli jutro też nie idę do szkoły.
Facet stwierdził że na usg to nas może dzisiaj wziąć. Nas w sensie mnie. Przeszliśmy do innej sali, zdjąłem koszulkę, położyłem się na leżance. Lekarz obsmarował mi brzuch jakimś smarowidłem i zaczął jeździć mi ,,czymś"' po brzuchu
Przypatrywałem się w ten ekranik.- Fajne flaki. A to to co?- Takie trochę dziwny ten organ.
Moje flaki, moja prywatność, moje nie komentuj! Podniosłem się trochę żeby zobaczyć ,, to to''
-To właśnie przyczyna mdłości.
-Czyli?- spojrzałem na lekarza
-Jesteś w ciąży. 4 tydzień. Gratuluje.- Stałem i patrzyłem na niego jak na debila.- No Zayn postarałeś się. - Wyciągnął dłoń w moim kierunku, ale ja tylko stałem.
Co?! Co kurwa?! Cooooo? Gapiłem się jak ten ułom na skład chińskiego złomu. Co? Ciąża? Ja jestem facetem! To jest nie-mo-żli-we!
Nadal byłem zamieniony w posąg. Tysiąc myśli przewijało mi się przez głowę. Spojrzałem na Liama. Był w szoku, jak ja. -Jak to możliwe?- Spytałem.-On jest facetem, facetem!
-Właśnie!- Umrzeć chcę! W kąciku, opatulony jakąś szmatą, w domu. Zakładając że dożyję, bo po nim mogę się spodziewać wszystkiego
-Zdarzają się przypadki, że mężczyzna zachodzi w ciąże. Takich dni w jego życiu są najwięcej dwa.
-Tylko dwa?- powtórzyłem jak echo. Dwa. Trzeba mieć pecha. Cholernego pecha. Kurwa!
-Dwa. Na razie wszystko jest dobrze. Choć u mężczyzny jest bardziej zagrożona. Usunąć można wtedy.
Przetwarzanie informacji przychodziło mi z wielkim trudem. Nagle zachciało mi się płakać, oczywiście się powstrzymałem.
Nadal stałem jak słup. Dziecko. Liam będzie miał dziecko.
-My może pójdziemy? - zapytałem płaczliwie. Świat mi się w momencie zawalił. Lekarz wytarł mi brzuch i pomógł wstać. Ustać zresztą też, bo jakoś nie byłem w stanie
-Ta. Cześć Zack. -Od razu skierowałem się do samochodu. Wsiadłem i oparłem się.
Popędziłem za nim. Usiadłem na siedzeniu-Zayn...?
-Co?- Powiedziałem oschle.
-Co zrobimy?- Nadal byłem skołowany tym wszystkim
-My? Ty masz bękarta.
-Ja? A czyja niby to ,, zasługa''?- prychnąłem
-Nie wiem z kim się puszczasz.
-Na twoje nieszczęście, miesiąc temu, z tobą
No tak to jest możliwe. Bałby się z kimś innym przespać.- Usuniesz je.
-Usunę?- przechyliłem głowę
-Aborcja? Mówił, ze jeśli jest zagrożona można, to jeśli nie też.
-Usunę- zacząłem się zastanawiać na głos
-Ok. Wieczorem zadzwonię do tego lekarza niech to załatwi.
-Albo nie?- Cholera, nie mam pojęcia co robić
-Chcesz je?
-Nie wiem
-Chcesz być mamusia?
-Nie wiem- powiedziałem bardziej płaczliwie
-Nie becz.- Warknąłem. Wracałem do siebie po tej informacji.
-Nie beczę-odwróciłem głowę
-Widzę kurwa właśnie.
-Daj mi spokój
-Bo co kurwa? Nie ma tematu masz je usunąć.- chciałem dodać "i się wyprowadzić", ale nie potrafiłem.
-Może i miałeś rację. Nie ,,my'' tylko ,, ja''? Proszę bardzo. Mój dzieciak moja sprawa moja decyzja- prychnąłem
-Może jeszcze je zostawisz?
-I zobaczysz, że tak zrobię!
-Wyjdź.
-Proszę bardzo. Tęsknić nie będę. Wpadnę jutro po rzeczy- wyszedłem z samochodu
-Powodzenia z tatusiem.
Zatrzasnąłem drzwi. Nawet kasy przy sobie nie mam. Świetnie
Odjechałem z piskiem opon. Było rano ale od razu skierowałem się do jakiegoś baru.
Ja nawet do końca nie wiedziałem gdzie jestem. Cholera! No nic trzeba coś wymyślić. Przed siebie i jeszcze dalej, jak to mówią. Z westchnieniem skręciłem na oślep, licząc, że jakoś dowlekę się do domu
Co za skurwiel. Te kilka piw nic mi nie dało. Zamawiałem kolejne.
I patrzcie państwo! Wylądowałem w nie-wiadomo-gdzie-kurwa-ratuj-mnie-latający-potworze-spaghetti! Nobla dajcie! Uh, idziemy na przystanek, pojedziemy bez biletu, trudno się mówi
Wróciłem do domu niezłe wstawiony. W ręce trzymałem kolejna dawkę procentow. Rozsiadłem się przed tv.
I nawet mnie nie złapało to durne kanarzysko! A co ważniejsze dojechałem do znajomej okolicy.
Przyszedł Louis i oczywiście musiał mi truć dupę. Czemu chcesz się upić? Jak się pokłóciliście? O co? Bla bla bla.
Całkiem zadowolony z siebie wróciłem do domu. Otworzyła mi siostra, rodziców nie było, zresztą to dobrze. Dostałem opieprz za to, że nie byłem na rozpoczęciu. Ciekawe skąd o tym wie. No i zaczęła wypytywać mnie o Zayna, ale ja stwierdziłem, że nie chcę o tym gadać, a ona taktownie dała mi święty spokój
Zbliżał się 1 a ja dalej myślałem o tej męskiej kurwie. Mojej kurwie. Moim Li. Udało mi się go uwieść i dupa. Tommo miał rację. Z trudem zadzwoniłem do Liama.
Nie odbierał. Telefon został w domu. Super. Chwiejnym krokiem udałem się do wyjścia. Picie przez cały dzień to nie był dobry pomysł. Pojechałem do jego domu. Wysiadłem i zadzwoniłem do drzwi.

Poszedłem otworzyć- Jezu schlałeś się- nie ma to jak adekwatny do chwili komentarz
-Li. Bo zostawgłeś telekon.

-Wróć jak wytrzeźwiejesz. Albo w ogóle nie wracaj- westchnąłem ciężko
-Skajbie, nie ruszę się stąd.
-Ruszysz i to szybko. Tylko mi nie mów, że przyjechałeś samochodem- wypchnąłem go za drzwi
-No tak. Stoi tam.- Wskazałem za siebie.- Wpuść mnie.
-Wrócisz do domu NA PIECHOTĘ, przywleczesz się to jak wytrzeźwiejesz do tego czasu nawet widzieć się nie chcę, dotarło?
-A ogólnie chcesz? Skajbie, proszę.
-Wytrzeźwiejesz, porozmawiamy
-Nie ruszę się stąd. Wpuść mnie!
-To będziesz trzeźwiał na schodach- wszedłem do domu i zamknąłem drzwi na klucz
Zacząłem walić do drzwi.- Otwórz! Li!
-Nie otwieraj mu!- uprzedziłem siostrę. Czego on ode mnie chce?
-Bo wywarze drzwi! Otwieraj!
Otworzyłem drzwi- Denerwujesz mnie
Złapałem go za biodra. -Wróć ze mną.
-No chyba cię popierdoliło
-Czemu?
-Po tym co było dzisiaj? Mowy nie ma
Ko..-Zauważyłem w korytarzu teścia.- Dobly wieczór kochany teściu. Li pochwalił się ze będziesz dziadziem?
-Teraz już nie teściu- zauważyłem przytomnie- Wypad
Odwróciłem nas tak, ze teraz ja stałem w progu. Wszedłem do środka i udałem się do pokoju chłopaka.
-Hej!- pobiegłem za nim
Położyłem się na łóżku. Pachnie Liamem.
Wszedłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi- Nie wrócę
-Mogę zostać tu.
-Nie. Wychodzisz
-Wiesz, ze cię nie posłucham. Zapomnij o tamtym. Chcesz przekreślić 2godziny naszego związku?
-Nawet mnie nie przeprosiłeś- zauważyłem chłodno
-No dobra. Nie moja wina, ale przepraszam.
-Ts.- Westchnąłem ciężko
-Chodź do mnie.- Wyciągnąłem ręce Do niego.
Położyłem sie obok niego- Znowu wygrałeś
-Zawsze wygrywam.- Oblałem go.
-Wracajmy do domu
-Nie chce mi się już. Dobrze mi tu.
-Proszę-pogłaskałem go po głowie
-Mrał. Muszę jeszcze zadzwonić do Perry.
-Nie wracam- zaprotestowałem natychmiast
-Czemu znowu?
-Perry?
-No . Co z nią?
-Po co chcesz do niej dzwonić?
-Lubię jak jesteś zazdrosny. Chyba nie chcemy żyć w trójkącie? Nie liczyć małego Liamozayna
-Nie chcemy. Ten twój ,,Liamozayn'' brzmi jak dinozaur
-To chyba trzeba ja powiadomić. Jak dinozaur to to nie moje.
-To ją powiadamiaj- uśmiechnąłem się zadowolony
-Czego się szczerzysz?

-A nie mogę?
-Możesz. Masz ładny uśmiech. Ale z powodu Edwards?
-Tak
-Wolisz ją? Ja bym wolał mnie.
-Tak, tak. Wolę ciebie.
-Ja ciebie też. Perry i tak nie miała znaczenia. Od samego początku chciałem ciebie.
-Chyba naprawdę za dużo wypiłeś-Chociaż nie powiem to co powiedział mile połechtało moje ego
-Choć dobrze odegrała rolę. Tylko jest strasznie denerwującą. Ty też, ale inaczej.- Nie ma to jak zacząć gadać po alkoholu. Nigdy jeszcze tak nie miałem.
-Jaką rolę?
-No odgrywaną.
-Ale jaką rolę ona odgrywała, hm?
- No odgryzała moja dziewczynę. Chciałem byś był zazdrosny. Udało mi się?
-Ta, gratulacje
___________________________________
Spodziewał się ktoś takiego obrotu spraw? 
KOMENTUJCIE! 
Proszę

piątek, 20 czerwca 2014

Ziam XXVIII

Zayn
Liam
________________________________
Rano obudziłem się pierwszy. Podniosłem się, nieco za szybko. Skrzywiłem się i odruchowo złapałem za plecy
Zarzuciłem przez sen rękę na chłopaka i przyciągnąłem do siebie
Spróbowałem się odsunąć. Potrząsnąłem nim- Wstawaj
Zacisnąłem ręce mocniej wokół niego.- Za chwilę, kochanie.
-Spóźnimy się
-Yhym. Ja ciebię też.
-Zayn!
Otworzyłem leniwie oko.- Co chcesz Payne?- Musiał mi przerwać sen.
-Żebyś wstał
Zamknąłem oczy.- Taa.- Bo nie mogę olać rozpoczęcia roku.
-Obiecałeś mnie zawieźć
-Nie możesz olać rozpoczęcia jak ja?
-Nie-prychnąłem
-Czemu? I tak nic się nie będzie działo tam.
-Ale trzeba iść
-Nie trzeba. Zostańmy. Proszę.
-Pójdziemy, posiedzisz godzinę, wrócimy. Nie rób problemu
-Godzinę możemy pospać.
Westchnąłem ciężko- Wypadałoby jednak iść
-Wypadałoby, ale nie trzeba. Serio aż tak ci zależy?
-Uh, wygrałeś- Jęknąłem zrezygnowany i z powrotem opadłem na łóżko
-Zawsze wygrywam.
-A idź spać
-Teraz jak się rozbudziłem?
-Ta. Sio
-Kocie..- Przejechałem rękę po jego udzie.
Trzepnąłem go w rękę- Nie
-I tak nie chciałem.
-Nie zmienia faktu.- okręciłem się żeby leżeć bokiem
Położyłem się tak samo jak on.
-I po co tak wcześnie wstawałem?- zamarudziłem
-Nie moja wina.- Wzruszyłem ramionami.
Westchnąłem i się do niego przytuliłem
-Nie przyzwyczaj się.
-Nie będę-mruknąłem
Uśmiechnąłem się do niego.
Odwzajemniłem uśmiech
Zadzwonił telefon. -Tak skarbie? Dziś jestem zajęty. Wybacz muszę kończyć. Pa.- Odłożyłem telefon na szafkę.
-Kto to był?
-A do kogo mówię skarbie? Perry.
Prychnąłem cicho
-Co znowu?
-Nie lubię jej
-Wczoraj było, że nie jest zła. Zdecyduj się.
-Wczoraj jej nie było, w związku z czym miałem lepszy humor
-Oj już nie bądź zazdrosny.
-Bo to tak łatwo
Zacząłem się śmiać. Jest zazdrosny= coś do mnie czyje. Czemu kurwa utrudnia?- Myślałem, że ci przeszło.
-Nie przeszło. I nie rżyj
-Ja się śmieje. Rży koń. A ludzie są zazdrośni jak coś do kogoś czują.- Ostatnie zdanie wyszeptałem mu na ucho.
-Chciałbyś
-Żebyś wiedział, że chciałbym. Skoro nic cię nie obchodzę czemu jesteś zazdrosny?
-Bo...nie wiem
-Właśnie.- Odwróciłem się do niego plecami.- Obudź mnie koło 10.
-Jasne- wstałem.- Idę się umyć
-Beze mnie? Nie ładnie skarbie.
-Możesz iść ze mną- stwierdziłem
-A nie możemy iść później?
-I mam leżeć z tobą w łóżku
-Lubię żywe poduszki.
-Ale jestem brudny- zamarudziłem
-Mnie to nie przeszkadza.
-Ale mi tak
-Wytrzymasz. Zrób to dla mnie.
Zrezygnowany położyłem się.-O której wstajemy?
-O 10. Muszę się nacieszyć.- Przyciągnąłem go do siebie.
Objąłem go. -O dziesiątej- powtórzyłem cicho- A do lekarza na którą?
-11.
-Zdążymy- uznałem
-Oczywiście. Po coś każe się budzić o 10, skarbie.
-Nie mów do mnie skarbie
-Oczywiście, skarbie. Dla ciebie wszystko skarbie.
-To nie mów tak na nią
-A o to teraz chodzi.
-Więc?
-Co?
-Przestaniesz?
-Jak chcesz Payne.
Westchnąłem ciężko-Idę spać
-Ej nie śpij.
-To co mam robić?
-Rozmawiać ze mną.
-O czym niby?
-O czym chcesz. Weź rozbudziłem się.
-Nie wiem. Daj mi iść się umyć
-Proszę. -Zrobiłem błagalna minę.
-Co ty tak właściwie robisz? W sensie w tym swoim... słowa mi brakło
-Gangu, skarbie.
-No?
-Im mniej wiesz tym lepiej spisz
-No ale ty prawie nic nie robisz, Nawet nie wychodzisz z domu
-Wychodzę jak spisz
-No dzięki, uspokoiłeś mnie normalnie
-Czym cię uspokoiłem?
-Łazisz gdzieś jak ja śpię
-No i co z tego?
-Cholera, muszę mieć mocny sen
-Możliwe.
Przytuliłem się do niego-Jaki jest ten lekarz?
-Miły, zaufany, dobry.
-Nie lubię lekarza
-Czemu mój skarbek go nie lubi?
-Nie wiem. Tak jakoś. Instynktownie
-Skoro ja go lubię i mu ufam, możesz go lubić. I tak bez opierdolu za "mojego skarbka"? Dziwne.
-A jest sens się produkować?
-Lubię cię denerwować. Strasznie pociągająco i słodko wtedy wyglądasz.
-Nie jestem słodki- prychnąłem
-Jesteś. I może przez to tak na mnie działasz.
-Jak? Nie jestem
-Wiem lepiej.
-Nie wiesz
-Wiem.- Złapałem go za policzek. Złożyłem delikatny pocałunek na jego ustach.
Oddałem pocałunek. Oczywiste, że nie wie
Odsunąłem się lekko od niego. - Co robimy po wizycie u lekarza?
-Co chcesz- mruknąłem dość nieprzemyślanie, czego pewnie będę żałowć
-To może.. Zabawimy się w żywy stolik?
-Co?
-Tłumaczyłem ci już.- Westchnąłem.- Jesteś ty, nagi ty. I jem z ciebie śmietanę, owoce. Rozumiesz, skarbie?
Natychmiast pokręciłem głową- Nic nie rozumiem w cale nie rozumiem- Jak tylko wrócimy od lekarza chowam sie w szafie/pod łóżkiem/w kiblu. Postanowione
-A mówiłeś, ze jesteś mądry. Chce z ciebie jeść.
-A ja nie chcę
-Czemu?
-Bo nie!
-Tobie nigdy nic nie pasuje. Przywiąże cię i nic do gadania nie będziesz miał.
-Chciałbyś- Tak, tak, zobaczymy
-No oczywiście. Było by ci dobrze.
-Ts. Nie ma mowy
-To jedz sobie sam do lekarza.
- Niech ci będzie- Tak łatwo wpływać na moje decyzje?
-Mówiłem, ze zawsze wygrywam.
-Szantażysta
-Skuteczny. W mojej pracy do przydatne.
-To oddzielaj pracę od życia prywatnego bo to się kończy depresją, degresją, schizofrenią, patologią, i filiami!
-Nie grozi mi to. A praca w każdej chwili może mnie złapać.
-Za nogę- dopowiedziałem- Która godzina?
-Mamy jeszcze z 30minut.
-Mało.- wzruszyłem ramionami- Plecy mnie bolą- poskarżyłem się
-I co mnie to?
-Pomasuj
-Nie umiem.
-Tego się nie umie, to się robi
-A jeśli cię połamie?
-To zjawimy się u lekarza szybciej, niż się nas spodziewał\
-Ale na co mi ty cały w gipsie?
-Ciężko jest złamać komuś plecy
-Ej wtedy to na wózku byś jeździł.
-Jaki ty jesteś męczący- westchnąłem
-I tak mnie kochasz. Dobra dawaj te plecy.
Okręciłem się na brzuch
Usiadłem na nim. -Gdzie cię boli?
-Pomiędzy łopatkami
Zacząłem go jakoś masować. Ugniatałem go jak ciasto. Byłbym dobrym masażystą i piekarzem. Ah moja doskonałość.
-A może traktuj moje plecy mniej jak worek ziemniaków, a bardziej jak żywą i, co może ci umknęło, CZUJĄCĄ część ciała.- prychnąłem- To boli!
-Poboli i przestanie.
-Nieczuła kłoda z ciebie, wiesz?
-Czuje.
-Skarpety Louisa, które od tygodnia leżą w salonie, bo nikomu nie chce się schylić?- zironizowałem
-A mówił, że Nialla. Skurwysyn. Ale wracając.. Nie jestem nie czuły. Coraz częściej to pokazuje.
-Heee, widziałem jak rzucał. Mi nie. Prędzej Perry
-Myślę, ze tobie też.
-Mi mniej
-Nie wiesz tego.
-Ale przeczuwam
-Nie masz dobrej intuicji.
-Na pewno byłeś dla niej... milszy niż dla mnie przez ostatni miesiąc
-Denerwowała mnie. Ze jest moja dziewczyna nie znaczy, że jestem dla niej miły.
-Twoją dziewczyną- prychnąłem po raz kolejny
-Ty nie chciałeś być moim chłopakiem.
-Nie pytałeś
-I tak byś nie chciał.
-A skąd wiesz? - prychnąłem
-Przecież nic do mnie nie czujesz, a ty raczej nie pakujesz się w związki bez miłości.
-Przed chwilą twierdziłeś że na pewno coś do ciebie czuję. No i jeszcze mógłbym się zgodzić pod wpływem chwili. Albo prochów
-Ale ty utwierdziłeś mnie, że nie. Na prochach możesz się zgodzić a potem co? Dupa.
-Ts- Wywróciłem oczami- Już 10
-To jak?- Złapałem go za rękę.

-Z czym?
-Z nami. Chcesz?
-Mogę- zacząłem ostrożnie
Uśmiechnąłem się. - czyli naszą pierwsza jako para kąpiel?
-Ta-podniosłem się- Idziemy?
-Myślałem o bardziej entuzjastycznej odpowiedzi.- Również wstałem i podszedłem do niego.
-Powiedzmy, że moja dusza się cieszy. Mogę wziąć twoje ciuchy? Nie chce mi się iść po moje
-Daleko nie masz, ale ok. Zaraz poszukam ci coś.- Podszedłem do szafki. Wyciągnąłem z niej szare i czarne spodnie, 2białe bluzki i o dziwo jakąś koszule. Co ona u mnie robi? Wszedłem do łazienki.
Wszedłem za nim.-Prysznic czy wanna?
-Prysznic? Wannę odwiedzimy wieczorem.
-Jak chcesz- odkręciłem wodę
Wszedłem do kabiny.- Umyjesz mnie?
-Mhm- Stanąłem obok niego- Tylko podaj mi gąbkę
Podałem mu wymieniony przedmiot. Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie. Nasze krocza uderzyły o siebie.
Pochyliłem się i przez ramię Zayna chwyciłem jakiś płyn do kąpieli
Złapałem go za policzki i pocałowałem.
Oddałem pocałunek.
Starałem się by był czuły. Po chwili oderwałem się od niego.- Przypieczętowaliśmy nasz związek, skarbie.- Cmoknąłem go w nos.- Teraz możesz mnie umyć.
Zaczerwieniłem się lekko. Najwyżej powiem potem, że mi gorąco. Nalałem mydła na gąbkę i zacząłem nanosić pianę na tors chłopaka

_____________________________
Taaa w chuj rozdziałów a oni dopiero są razem..... Jak ja kocham "Moda na sukces" czy jak było temu nieskończonemu serialowi... 

środa, 18 czerwca 2014

Ziam XXVII

Dziś notatka do góry.... Z racji tego, że nie miałam neta i lenistwo mnie dopadło( taa mam daleko do komputera. Stoi na innym kontynencie) notakta jest dłuższa. Swoja drogą w następnym rozdziale( będę wredna i wyjawię rąbek tajemnicy) zacznie robić się ciekawie...  Ale to w następnym... Teraz zapraszam poniżej... Liczę na komentarze i słowa stęsknienia<3
_______________________________

Zayn
Liam
*Miesiąc później*
Przez miesiąc byłem z Perry. Do Liama się zbyt nie zbliżałem i byłem oschły.

Przez cały ten czas łaziłem wkurzony. Wszystko mnie irytowało
Widziałem, ze Li był wkurzony ale umiejętnie starał się to ukryć.
Cholerny Zayn. Wyprowadzę się! Krzesło mi świadkiem!
Szedłem korytarzem. Mijałem właśnie brązowookiego. Złapałem go za rękę.
Szarpnąłem ręką-Puść mnie
-Stęskniłem się.
-Po miesiącu ci się o mnie przypomniało-prychnąłem- Puść
-Nie puszczę.
Szarpnąłem się mocniej-Bo?
-Stęskniłem się.
-Zostaw mnie
-Nie. Chodź ze mną. Dawno się z Perry nie widziałem.
-Nie ma mowy
-Czemu?
-Nie chcę rozmawiać ani z nią ani z tobą
-Nie będziemy rozmawiać.
-Zostaw mnie- cholera, źle się czuje
Objąłem go w pasie, przyciągając do siebie.
-Zayn... Puść...- zwymiotuje mu tu zaraz, naprawdę
-Czemu nie chcesz?
-Niedobrze mi...
-Chory jesteś? To do lekarza.
-Nie jestem chory... Po prostu mnie mdli, od kilku dni
-Idź do lekarza.- Wywróciłem oczami.- Mogę iść z tobą jutro po rozpoczęciu roku.
-Ale teraz mnie puść... Będę wymiotować
Puściłem go. Poszedłem za nim do ubikacji.
Oddałem zawartość żołądka. Zayn stał w drzwiach. Nie ma nic lepszego do roboty niż patrzenie jak rzygam
Poszedłem do kuchni po wodę. Wróciłem i podałem mu ją, głaskając go po plecach.
-Dzięki- wymamrotałem słabo
-Nie ma za co. Czemu wcześniej nie mówiłeś, ze ci nie dobrze.
- Jakoś nie było okazji
-Zaraz cię umówię do lekarza.- Wyszedłem na korytarz i zadzwoniłem do mojego lekarza.
Miło, że raczył sobie przypomnieć o mnie po miesiącu. Przepłukałem usta i wypiłem to co mi przyniósł
Wróciłem do łazienki.- Lepiej?
Skinąłem głową
-Chodź do salonu. Zrobię ci herbaty.
-Nie trzeba- wzruszyłem ramionami
-Trzeba. Chyba, ze mam cię zanieść i poić rurka.
-Idę, idę
Udałem się po koc i z jego pokoju wziąłem poduszki. Poszedłem do salonu. Ułożyłem przyniesione rzeczy.- Połóż się.- Następnie poszedłem zrobić herbatę.
No pięknie, zostałem obłożnie chory. Westchnąłem ciężko i położyłem się wygodnie, opatulając kocem
-Trzymaj. I pij pomału.- Podałem mu napój.
Czuję się jak dzieciak. Przyłożyłem kubek do ust i upiłem mały łyczek- Gorące!
-Musi być gorące.- wgramoliłem się pomiędzy oparcie a poduszkę, która oparłem na nogach.
Skrzywiłem się i upiłem malutki łyk
Włączyłem telewizję.
Odwróciłem głowę tak, żeby wiedzieć telewizor
Wziąłem kubek i odłożyłem na stolik.- Połóż się. Właściwie co ci?
-Nie wiem. Mdli mnie od jakiegoś czasu.
-Tylko mdli? Nie masz gorączki, czegoś?
Pokręciłem przecząco głową- Tylko mdłości
-Dziwne.

-Pewnie się czymś zatrułem
-Ale dziwne, ze bez gorączki.
-Może jednak dobrze, że pojadę do tego lekarza?
-Yhym. Właściwie o której skończysz jutro?- Zacząłem bawić się jego włosami.
-Myślę, że koło 10.
-A masz na?
- Ósmą
-Zawiozę cię.
-Dzięki
-Nie ma za co, skarbie.
-Nie nazywaj mnie skarbem
-Czemu, skarbie?
-Rozmawialiśmy już o tym
-Właśnie. I mówiłem, że nie przestanę.
-Ale Zaaayn
-Alee Liiiaam.... Co?
-Ja ładniej przeciągam. Nie nazywaj mnie skarbem
-Bo moje imię jest ładniejsze. Będę, skarbie.
-Uh- popchnąłem go lekko
-Zapuściłeś się.- Powiedziałem bawiąc się jego włosami.
-Mogę się obciąć- wzruszyłem ramionami
-Tak też dobrze wyglądasz. Może nawet seksowniej .
-Mówisz?
-Tak. Zostaniesz tak?
-Chętnie
-Moje słowa to sprawiły?- Zaśmiałem się.
-Mi jest bez różnicy
-Jasne. A bo tak sobie myślałem... dawno nie byliśmy u ciebie. Teść pewnie za mną tęskni.
-I potęskni jeszcze trochę
-To kara? Byłem grzeczny.
-Przez miesiąc prawie się do mnie nie odzywałeś
-Nie szukałeś kontaktu za dużo.
-Bo miałeś lepsze rzeczy do roboty
-Właśnie. To czemu mam za to mieć karę?
-Bo tak
-Oczywiście. Po prostu nie miałeś lepszego pomysłu. Nie masz za co się gniewać na mnie.- Fakt olewałem go i byłem nie miły. Tylko dziwne, że o Perry nie wspomniał.
-Tak czy siak nie pojedziemy
-Czemu? Piękne wspomnienia wiążą się z tym domem.
-Cudowne. Mowy nie ma
-Szkoda.
Westchnąłem- Poza tym zajęci jesteśmy
-Niby czym?
-Rozpoczęcie roku, lekarz, a jak wyjdzie że chory jestem?
-Nie umrzesz. Dalibyśmy radę ze wszystkim
-Skoro tak mówisz-uśmiechnąłem się
-I myślałem o niedzieli. Wspólny, niedzielny, rodzinny obiadek.
-Z pewnością spokojny
-Zapewne.
-Zgłodniałem
-Co ci zrobić?
-Naleśniczki
-A nie zemdli cię znowu?
-Nie wiem... Ale jeść mi się chce
-Dobra, dobra. Podnieś się.- Wstałem i poszedłem zrobić mu naleśniki. Królewicz. Po chwili wróciłem.- Trzymaj.- Sam zabrałem mu jednego z talerza.
-Wyżeracz- prychnąłem i zabrałem się do jedzenia
-Ja robiłem.
-Trzeba było zrobić też sobie- Oparłem się wygodniej
-Z jednej miski lepiej. Może jak w zakochanym kundlu zjemy spaghetti?
-Z dwóch- poprawiłem
-Z jednej. I cmok na końcu. Ależ romantycznie by było.- Zakpiłem.
-Ta, jeszcze mi się po wszystkim oświadcz- kretyn
-Nie omieszkam.
Zjadłem wszystko i odłożyłem na stolik
-A podziękowanie?
-Dzięki-pochyliłem się i pocałowałem go w policzek
-Tylko policzek? A co ja cnotka?
Wywróciłem oczami i pocałowałem go w usta.
Przyciągnąłem go bardziej do siebie. Całowałem do póki starczyło mi powietrza. Oderwałem się na uzupełnienie tlenu, po czym znów pocałowałem go.
Oddawałem pocałunki. Udusi mnie!
Oderwałem się od niego na dobre. Oparłem czoło o jego.
Dyszałem ciężko-Oczy masz ładne- stwierdziłem
-Wszystko mam ładne. Ustaliliśmy to już, ale miło słyszeć. Co jeszcze mam ładne?
Zacząłem mu się przyglądać- Um... Na pewno rysy twarzy... Zawsze miałeś takie długi rzęsy?- wygląda jak by się malował! Zejdę ze śmiechu
-Zawsze. Coś jeszcze?
Zacząłem śmiać się cicho- Masz rzęsy jak baba
Zmarszczyłem brwi.- Ty bardziej przypominasz babę.
-Przynajmniej rzęs nie maluję
-Ja też nie. Oryginalne. To co jeszcze?
-Ręce w sumie też masz fajne
-Zapewne spodobały ci się w pewnych bliskich kontaktach z twoim tyłkiem. Dalej.
-Nie wiem no....
-Nie wymieniłeś kutasa. Czuje on się źle w tym momencie.
-Może jeszcze mam go przeprosić?
-Gdyby nie to, ze ci nie dobrze pewnie bym ci kazał.
-Uratowany
-A ja smutny.- Położyłem rękę na jego policzku.- Naprawdę się stęskniłem.
-Jeszcze mi powiedz, że to moja wina
-Tego nie powiedziałem.
-Więc nie wyjeżdżaj z takimi tekstami
-I tak byłeś wkurzony. Byłoby, ze mam puścić, zostawić.
-Ile ja tak mogę? Z tydzień?
-Nie wiem. Byłeś zły, ja miałem ważniejsze rzeczy. Nie wchodziłem w drogę. Swoją droga, o co chodziło?
-A czy to ważne?
-Może. Mów.
-Więc nieważne- wzruszyłem ramionami
-Powiedz. Jestem ciekawy co tak bardzo cię denerwowało.
-Początkowo Perry, a potem twoje zachowanie
-Perry? Co ci zrobiła? I ja?
-Ano to w tym klubie. A ty mnie olewałeś przez cały miesiąc
-W klubie? Nic ci nie zrobiła. Mogłaś przyjść.
-Skończ już
-Jeszcze nie zacząłem. A będąc na temacie Perry. Co o niej myślisz?
-A jaka odpowiedź będzie zadowalająca?
-Lubię prawdę.
-Nie jest zła
-Myślisz, ze zgodzi się zamieszkać tu na stałe? Czas bym sobie kogoś znalazł.
 -Co?
-No to. Myślisz, ze to dobry pomysł?
-Nie- Definitywnie i zdecydowanie nie
-Mówiłeś, ze nie jest zła.
-Nie jest zła, ale nie
-A chciałem się oświadczyć.
-No widzisz...- To ode mnie zależy? Co?
-Zostałbyś moim świadkiem?
-Nie?
-Czemu żaden z was nie chce?
-Żaden?
-Niall, Louis, Harry
-Rację mają
-Dzięki. Ale niby czemu?
-Trzeba by się było przebrać za pajaca i pozwolić ci się hajtnąć... Chociaż można mieć nadzieję, że zobaczę ,,Zayna pod pantoflem''
-Przeżyłbym pajaca. Pod pantoflem? Ja? Skarbie nie licz na to. I pozwolić? Nie każesz mi?
-Nie
-Czemu?
-Bo nie
-To nie odpowiedź.
-To jest argument
-Nie dla mnie.
-Przesadzasz
-Nie pierdol.
Wywróciłem oczami. To mi chyba w nawyk wejdzie
-Czemu mam się nie żenić?
-Bo to bez sensu pakować się w małżeństwo z własnej woli, bo z kobiety po ślubie wychodzi harpia, bo ja tak nie chce, bo nikt tak nie chce- zacząłem wyliczać na palcach
-A może ja chce. Przy mnie będzie miała ciężko być harpia.
-To jest kobieta. Ona wszystko zrobi po swojemu, ciebie do tego zmusi i jeszcze każe sobie przytaknąć i zażąda pochwały
-Taki do niedawna hetero tak uważa?
-Mam dwie starsze siostry.
-Ja jestem w środku. Znam życie. Chyba, ze ty chcesz iść ze mną do ołtarza.
-Da się tak w ogóle?
-Da. Francja i te sprawy.
-Daleko to
-E tam. A teść to się ucieszył.-Zaśmiałem się.
-Tak by się ucieszył, że na zawał by zszedł
-O to chodzi.
-A w testamencie napisałby, że nie życzy nas sobie na pogrzebie
-Ależ byłbym zasmucony.
-A ja w swym bólu połączył bym się z tobą
-Idziemy spać? Późno jest.
-Możemy
- To dalej zbieraj rzeczy i do mnie.
-Ja bym jeszcze z dobrodziejstwa prysznica skorzystał- podniosłem się
-Jutro, rano skorzystasz.
Westchnąłem.- Czyli idziemy do ciebie
-Tak. -Oblizałem usta.- A lepiej się czujesz?
-Dużo lepiej
-Czyli.. Nie pójdziemy jeszcze spać.- Uśmiechnąłem się.
-O cokolwiek ci chodzi wiedz, że juto muszę być wstanie siedzieć
-Czy kiedykolwiek nie mogłeś?
-Mam wymieniać?
-Nie moja wina, tylko twojego zadka.- Skierowałem się na schody.
Podreptałem za nim- Gosh, nie ważne
-Właśnie.- Wszedłem do pokoju.
Zamknąłem drzwi
Odwróciłem go i przyparłem do drzwi wpijając się w jego usta
Trochę grzmotnąłem o te drzwi. Ał. Łapczywie oddawałem pocałunek
Wsunąłem ręce pod jego koszulkę. Zacząłem ja pomału ściągać.
Westchnąłem w jego usta
Poprowadziłem nas w stronę łóżka. Nie przerywając pocałunku położyłem nas na nim.
Objąłem go. Wygodniej
Pozbawiłem go spodni.- Zająłbyś się mną.
Zdjąłem z niego koszulkę- Co ty taki niecierpliwy?
-Mówiłem już.
Rozpiąłem jego spodnie- Aż tak się stęskniłeś
-Mmm.- Zacząłem całować go po szyi i torsie.
Nie wiedziałem co zrobić z rękoma więc po prostu zacisnąłem je na pościeli.
Polizałem jego sutek, a później dmuchnąłem na niego.
Jęknąłem cicho. Zadrżałem
Dokończyłem rozbieranie go. Przygotowałem go należycie, założyłem gumkę, zadbałem o poślizg i powoli wszedłem w niego.
Syknąłem cicho i skrzywiłem się
-Nie dziw się. Dawno tu nie zaglądałem.- Powoli się poruszałem.
Przygryzłem wargę. Przecież drzeć się jak stare prześcieradło nie będę, a zaraz przejdzie
Pocałowałem go. Przyśpieszyłem.
Zaczynało być przyjemnie. Pojękiwałem w jego usta
Pieściłem jego ciało. Chciałem dać mu tyle przyjemności ile byłem w stanie.
Jęczałem coraz głośniej. Wypychałem biodra w jego stronę.
Byłem blisko. Złapałem jego penisa i zacząłem szybko poruszać.
Pokrzykiwałem z rozkoszy. Nie bardzo panowałem nad swoimi ruchami
-Jęcz Li. Właśnie tak.- Mocno dociskałem biodra do niego.
Nie byłem w stanie sklecić jakiejkolwiek odpowiedzi. Zajęczałem głośniej
Doszedłem. Opadłem na ciało chłopaka.
Skończyłem zaraz po nim. Ciężko oddychałem i drżałem lekko
Podniosłem się lekko i cmoknąłem go w usta.
Uśmiechnąłem się delikatnie.-Złaź- Ile razy będziemy to przerabiać?
-Nie chce mi się i wygodnie.
-To chociaż go wyjmij- westchnąłem
-Po co?
-Bo to dziwne
-Też jesteś dziwny.- Położyłem głowę na jego klatkę piersiową. Słyszałem bicie jego serca, uśmiechnąłem się i zacząłem rysować serduszka na jego ciele.
Zrobiłem zdziwioną minę i nawet chciałem to jakoś skomentować, ale stwierdziłem, że nie ma sensu
Zacząłem nucić sobie pod nosem.
Podniosłem rękę i wplotłem ją jego włosy
Mruknąłem. Naprawdę lubiłem gdy bawił się moimi włosami.
Zadowolony zacząłem masować skórę jego głowy
-Będziesz mógł jutro siadać?
-Tak myślę... A jak nie, jakoś wytrzymam
-Tylko u lekarza wstydu mi nie narób
-Ta jes
Wyszedłem z niego i położyłem się obok, nadal rysowałem po nim palcem.
Westchnąłem gdy się poruszył
-Idziemy spać kocie. Dobranoc.
-Branoc- Chwyciłem kołdrę i nas nią przykryłem
Przytuliłem go do siebie.
Oparłem głowę o jego tors i zamknąłem ślepka
Pocałowałem go w czoło i zacząłem głaskać go po głowie.
Mruknąłem coś zadowolony z tego co robi i zasnąłem. Zmęczyło mnie to wszystko
Gdy jego oddech stał się równy znów pocałowałem go w czoło.- Jeszcze się we mnie zakochasz.

piątek, 13 czerwca 2014

Ziam XXVI

Zayn
Liam
_____________________________
-Tańczę, nie straszę.- Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie.
-Straszysz
-Jasne. Nie gadaj tylko tańcz.
Prychnąłem, ale zacząłem tańczyć
- Nie rób tak. Wiem, ze marzyłeś by ze mną zatańczyć.
-Ta, akurat
-Swoje wiem. Trzeba przyznać, że jesteś w tym równie dobry jak ja.
- Przestań mnie obrażać- zaśmiałem sie cicho
-Taka prawda. Larry i Niall tez są w tym tak świetni. Pasujesz do nas.
-Zabrzmiało cholernie dwuznacznie. Albo za dużo spędzam z tobą czasu
-Co tam jest dwuznacznego?
-Jednak za dużo czasu spędzam z tobą- uznałem
-Możliwe, ale jakoś nie narzekałeś wcześniej. Idziemy sie napić?
-Możemy
Złapałem go za nadgarstek ciągnąc za sobą. Pościłem go dopiero przy barze.- Ja to co ostatnio.
-Aj!- no kości mi pogruchocze.
-Co chcesz?- Usiadłem na krześle.
-Nic- przysiadłem sie obok niego- mówiłem że raczej nie piję
-Ze mną nie wypijesz? Weź. Baw się.
-Nie. Raczej nie
Wywróciłem oczami. Rozejrzałem sie po lokalu w poszukiwaniu bardziej ustronnego miejsca.-Chodź.
Podniosłem się- Gdzie?
-Tam w kąt. Zaciszniej jest.
-No to idziemy- wzruszyłem ramionami i zacząłem zmierzać w tamtym kierunku
Usiadłem na chyba niebieskiej kanapie.
Drinka odłożyłem na stolik.- Chodź.-Poklepałem sie po kolanach.
Usiadłem tak jak mi kazał
Zacząłem jeździć po jego udach.
Westchnąłem cicho. Oparłem się o niego
Pocałowałem go.
Oddałem pocałunek.
Odsunąłem się od niego z lekkim uśmiechem.
-Masz uśmiech pedofila
-Nie prawda.
-Prawda-zaśmiałem się
-Choć może cię tu zgwałcę.
-Nie
-Czemu?
-Tutaj? Naprawdę?
-Możemy iść do kibla.
-Ale w kiblu śmierdzi...- zamarudziłem
-To tu.
-Aale...
-Tak?
-Tu też nie!
-Marudzisz. To niby gdzie?
-Nie wiem
-To się pierdol.- Zsunąłem go z kolan.
Na jego szczęście spadłem na kanapę-Ej!
-Co?- Wstałem
-A jak kurwa myślisz?
-Aż tak obolały masz zad? Nie przesadzaj.
-Nieważne jaki obolały, należy mu się odrobina szacunku
- Ta.- Wziąłem drinka i wypiłem do końca.
-Wygodna ta kanapa- stwierdziłem kładąc się na niej
-To nie rozumiem czemu tu nie chcesz.- Nachyliłem się nad nim.
-Bo jeszcze się tu ktoś przywlecze
-Nikt tu nie przyjdzie.
-Z naszym szczęściem...-westchnąłem- Niech ci będzie.
-No i widzisz.- Znów usiadłem.- Chodź.
Szybko wdrapałem mu się na kolana
Przysunąłem go mocno do siebie i wpiłem w usta.
Zacząłem oddawać pocałunek i objąłem go, żeby nie spaść
Moje ręce powędrowały pod jego koszulkę.
Westchnąłem w jego usta.
Zacząłem rozpinać jego spodnie. Usta przeniosłem na szyję chłopaka.
Chciałem zrobić to samo z jego rozporkiem ale przez małe miejsce do manewru nie wychodziło mi to. Na dodatek strasznie plątały mi się palce. Uh, trudno
-Wstań i je zdejmij.
Podniosłem się i rozpiąłem jego spodnie
Pomogłem mu je zsunąć. Zabrałem się też za jego ubranie.
Przyklęknąłem, przypuszczając co będzie się działo dalej. Jaki ja przewidujący. Prorok normalnie
Zsunąłem jego spodnie. Nie będę czekał.-Noga. Muszę spodnie całkowicie zdjąć.
Podniosłem nogę i pomogłem mu ściągnąć ze mnie ubranie
Przyciągnąłem go do siebie, także usiadł na mnie.
Nieco zaskoczony jego ruchem właściwie bardziej wpadłem na niego niż usiadłem
Znów przyssałem się do jego szyi. Ręką szukając jego penisa.
Odchyliłem głowę do tyłu
Wyciągnąłem gumkę z kieszeni. Nałożyłem go na swojego penisa.- Siadaj.
-Tak bez nawilżenia...-zamarudziłem ale podniosłem się i zacząłem opuszczać się na jego męskość
-A skąd mam wziąć nawilżacz?
-Ś...ś-lina...?- Główka jego penisa wcisnęła się we mnie. Bolało jak cholera
-Trzeba było mówić wcześniej.
Jakoś nie byłem w stanie odpowiedzieć. Boli... Przygryzłem wargę
-Podnoś tyłek. Nie udawaj, że boli.
Nie udawaj? To naprawdę boli! Powoli uniosłem się
Oparłem głowę o kanapę.
I opadłem. Ocierając się o prostatę. Zaskoczony jęknąłem. Dość głośno. Właściwie bardzo głośno
-Jak tak będziesz robił to zapewne ktoś się nami zainteresuje.
Zadrżałem lekko. Nie byłem w stanie sklecić jakiejkolwiek odpowiedzi. Powtórzyłem swój ruch tym razem przygryzając wargę, tak że z moich ust wydobył się tylko cichy jęk
Złączyłem nasze usta. Ręce położyłem na jego biodrach i zacząłem je masować.
Teraz pojękiwałem w jego usta. Poruszyłem się coraz szybciej
Złapałem jego członka i zacząłem go stymulować.
Coraz głośniej jęczałem. Trudno było mi panować nad tym co robię
-Szybciej Li.- Powiedziałem w jego szyję.
Próbowałem spełnić jego polecenie ale nie szło mi zbyt dobrze. Cały drżałem
Byłem cały spocony. Będę jebał, ale co mi tam. W miarę możliwości przyśpieszyłem ruchy ręką.
Wargę miałem pogryzioną do krwi. Poruszałem się tak szybko jak byłem w stanie
Jak w amoku szukałem jego ust. Zlizałem z nich pozostałości po krwi.
Zaciskałem palce na jego ramionach
Przymknąłem oczy. On jest stworzony chyba bym go rżnął.
Skomlałem cicho. Byłem zmęczony, coraz trudniej było mi się unosić.
Muzyka dobiegała do mnie z oddali. Spełnienie jest blisko. Docisnąłem biodra chłopaka jak najmocniej do siebie.
Nie wytrzymałem. Doszedłem z imieniem chłopaka na ustach.
Gdy się zacisnął nie wytrzymałem. Doszedłem. Oparłem czoło o jego ramię, cicho sapiąc.
Nie byłem w stanie się ruszyć. Wciąż drżałem i ciężko oddychałem
-Kolejne miejsce mamy zaliczone.
Wymamrotałem coś niezrozumiale w odpowiedzi. Nigdy więcej
-Zejdź. Bo rzeczywiście ktoś zobaczy twój zadek.- Niezły zadek.
Niezdarnie podniosłem się, czemu towarzyszyło ciche jęknięcie i usiadłem obok niego
Zdjąłem gumkę i się ubrałem.
Westchnąłem ciężko. Przejechałem palcem po swojej koszulce. Cały się ubabrałem- No zajebiście- spojrzałem sceptycznie na palec ubrudzony w spermie
-Trzeba było zdjąć. Przynieść chusteczki, skarbie?
-Jakbyś mógł- schyliłem się po spodnie.
-I inna koszulkę? Chyba mam jakąś w aucie.
-Masz? Przynieś mi- wlepiłem w niego wzrok
-Czekaj tu.- Udałem się do wyjścia. Z obiecanymi rzeczami wróciłem do chłopaka.- Trzymaj.
-Dzięki-wytarłem się i ubrałem.
-Ta. Chodźmy potańczyć, co?
-Tylko ostrożnie na zad-podniosłem się powoli
-Oczywiście. -Ruszyłem na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć. Po jakimś czasie koło nas pojawiła się Perry i to na tańcu z nią się skupiłem.
Znowu jakaś baba. Nic to, przecież nie będę afer robił. Do czasu oczywiście, do czasu
Poszedłem z nią do baru. obmówiliśmy naszą współpracę. Po paru minutach wróciliśmy na parkiet.
Sobie poszli. I bardzo dobrze.
Tańczyłem z nią, wzrokiem szukając Liama. Gdy go znalazłem i wiedziałem, że patrzy pocałowałem dziewczynę i pociągnąłem w kierunku łazienek.
A to jedna menda taka parszywa! On to specjalnie robi! Chyba... Ts!
Posiedzieliśmy chwilę w kiblu. Napisałem do Liama, że wracamy. Wyszliśmy i czekaliśmy na niego koło mojego auta.
A w dupę sobie wsadź tego sms'a! Razem z telefonem. Poszedłem na parking bo co miałem zrobić?
Rzuciłem mu kluczyki.-Prowadź.- Usiadłem z tylu. Edwards razem ze mną. Przyssałem się do jej szyi.
I może jeszcze frytki do tego?! Usiadłem za kierownicą
-Mam nadzieję, że wiesz jak do mnie dojechać. I się pospiesz.
Kurwa specjalnie pojadę okrężną drogą
Zdjąłem dziewczynie koszulkę i stanik. Całowałem jej piersi.
Po jaką cholerę w autach są lusterka?! I chuj mnie obchodzi bezpieczeństwo! Ich ma nie być! No szlag mnie trafi! Przyspieszyłem trochę
Jęknąłem gdy dotknęła mojego penisa.
Zajebię. Może nawet gdzieś tu broń znajdę? Albo wpakuje nas pod ciężarówkę. Tylko tyłem.
Zsunąłem spodnie. Dziewczyna od razu zabrała się do roboty. Rozsiadłem się na środku. Idealnie było mnie widać w lusterku.
Zacisnąłem usta w wąską kreskę. Po głowie chodziło mi coraz więcej ciekawych obrazów z flaczkami tej dwójki rozwieszonymi na sznurku od prania w roli głównej
Sapałem i pojękiwałem. Chciałem by mnie słyszał i to jak mi dobrze.
Zamknij ryj. Naprawdę wpakuje nas pod TIR-a. Żeby tego nie słuchać
Doszedłem. Spojrzałem w lusterko. I co Li? Dziewczyna usiadła mi na kolanach, znów się całowaliśmy.
Ja się zemszczę! Ha! Nie wiem jak ale się zemszczę! Wkurwiające. A jeszcze bardziej wkurwiające jest to że mnie to w ogóle obchodzi
-Daleko jeszcze Li?
-Z pięć minut- burknąłem nieprzyjemnie
-To dalej, a nie jedziesz jak ciapa.
Pierdol się. Przyspieszyłem
Gdy dojechaliśmy puściłem dziewczynę przodem. W czasie, w którym dziewczyna weszła do pokoju złapałem Liama za rękę.- Idziesz z nami?
-Nie- wzruszyłem ramionami
-Jak chcesz. Dobranoc.- Wszedłem do pokoju.
-Branoc- poszedłem się umyć. Tyłek mnie boli
Rozebrałem się i położyłem do łóżka.
Umyłem się i stwierdziłem, że właściwie nie jestem zmęczony
Po chwili zasnąłem.
Zszedłem na dół zrobić sobie coś do jedzenia. Zgłodniałem przez to wszystko
Pamiętam tylko że dziewczyna położyła się koło mnie.
Zjadłem i poszedłem spać
Obudziłem się, ubrałem, zjadłem. Niedziela. Na dziś nic nie mam. Rozsiadłem się przed telewizorem

___________________
Przepraszam! Nie miałam neta wczoraj  a w środę mi się nie chciało xd Wiem jestem zła.. Też Was kochaam!!!!

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Ziam XXV

Zayn
Liam
___________________
Przejechałem językiem po jego wargach.- Mieliśmy oglądać.
-Ale ty nic nie chcesz. Tylko pornosy
-Pornosa sami później nakręcimy. Możesz coś włączyć.
-Nie mam zamiaru niczego z tobą kręcić. Sam coś wybierz
-Nie chcesz podzielić się ze światem tym jak ci dobrze? Chce "smakosza".
-Nie, dziękuję-prychnąłem- Smakosza? To powoduje odruchy wymiotne
-Przynajmniej nie jest takim gównem jak te filmy co ty wybierałeś.
-Zrzygam ci się- zapowiedziałem ponuro i podałem mu pilota
-Lepiej byś tego nie zrobił.- poszukałem filmu i go włączyłem.
-I jeszcze ty to będziesz sprzątał!
-Chyba cię pogrzało. Ja jedynie będę patrzył.
Westchnąłem ciężko i rozsiadłem się wygodniej, bardziej wtulając się w Zayna
-A ja co? Poduszka?
-Sam powiedziałeś że jesteś najwygodniejszy
-Ale nie pozwoliłem się teraz tulić. Masz oglądać a nie się chować we mnie.
-Nie chowam się. Wszystko widzę. Poza tym mi zimno
-Jest ciepło. Wydziwiasz, bo się boisz.
-Nie boję się!
-Oczywiście. A zlałeś się bo jesteś szczęśliwy.
-Co?- spojrzałem na niego jak na kretyna
-Gówno 1:0 kocie.
-Już nie skarbie?
-Kazałeś mi tak nie mówić.- Wzruszyłem ramionami.- Choć i tak będę, ale kotem też możesz być.
-Miał- wywróciłem oczami
Poczochrałem go za uszkiem.
-Mrrrr?
-Ślicznie. -Wróciłem do oglądania filmu.
-Byłbym dobrym kotkiem- stwierdziłem
-Ale zapominasz o obróżce
-Ja nic nie wiem o żadnej obróżce
-Już zapomniałeś? Ta która jest w moim pokoju.
-Ja nic o tym nie wiem- powtórzyłem uparcie
-Oczywiście. Teraz wiesz. Możesz być tak wspaniałomyślny i iść ją założy.
-Muszę?- jęknąłem
-Tak. Słodko wyglądasz wtedy.
-Ale głupio się czuję
-Przyzwyczaisz się. Mykaj.
-I tak nie mam uszek. Ani ogonka!- No jakoś się ratować trzeba!
-No nie byłam w takim sklepie, ale nadrobimy. Spokojnie.
-Więc nie założę!- Ha!
-Zakładaj. Bo kupie jeszcze smycz.
-Skoro tak czy się nie będę kotkiem to nie!
-Czyli.. chcesz teraz po to jechać?
-Tego nie powiedziałem
-Idź załóż tą jebaną obrożę.
-Nie!
-Mam ci pomóc?
-I tak nie ubiorę!
-Dobra masz urodziny to ci odpuszczę, ale od poniedziałku nosisz. A teraz sie zamknij, oglądam.
-Nie noszę
-Taaa. Powiedziałem coś.
- I tak cie nie posłucham
-Zobaczymy, skarbie.
Nie odpowiedziałem niech spada. Zresztą chcę oglądać film
Wziąłem popcorn ze stolika i zacząłem jeść. - Ciekawe czy ty byś mu smakował.
-Oczywiście. Jeszcze by mnie sobie ketchupem polał
-Taa i zajadał nożem i widelcem przy piosenkach Chopina.
-Rozkoszując się mazurkiem C-moll?
-Możliwe. Mi pewnie też byś smakował.
-Mam sie bać?
-Możeesz.- Wymruczałem mu do ucha.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz-Mówisz...?
-Nie muczę jak krowa. Oczywiście, że mówię, skarbie.
Odchyliłem głowę do tyłu- No rzeczywiście, jak krowa nie wyglądasz
-Śmieszne. Ale nawet jako krowa bym ci sie podobał.
-Chcę dostać medal za stwierdzanie oczywistości- zaśmiałem się
-Jak ty jak ja stwierdziłem?
-Ty dostaniesz, a ja ci go zabiorę
-Nie dam ci go. Zamknę w sejfie.
-Dasz, dasz.
-Niby czemu miałbym?
-Bo mnie kochasz?
Prychnąłem.- Ja? Ja kocham? I to w dodatku ciebie? Skarbie, ja nikogo nie kocham.
-No ba-Wyszczerzyłem zęby- wielki zły Zayn
-To raczej ty kochasz mnie... Mam rację?
-Chciałbyś
-Może tak, może nie.- Bo nie może się przyznać bym mógł zakończyć tą szopkę.
-Chciaaaaaałbyś
Zrobiłem smutną minę.-Ale ty nie chcesz. A do tanga trzeba dwojga.- Wstałem z kanapy i poszedłem do kuchni.
Prawie spadłem z kanapy-Ty tak na poważnie?
-Ale co na poważnie?
-Z tym lubieniem, pierdoleniem o Chopinie i tak dalej
-Nie mówiłem nic o lubieniu.- Nalałem sobie soku do szklanki po czym zacząłem pić.
-No to o przekonaniu mnie do ciebie
-Nie chce byś myślał, że jestem aż tak wielkim skurwielem.
-Nie jesteś aż takim skurwielem. Ale to o zakochiwaniu było dziwne
Wywróciłem oczami. - Nic nie mówiłem o zakochiwaniu.
-Wcześniej tak
-Chyba się przesłyszałeś.- Skierowałem się znów do salonu.
-Nie. Mówiłeś
-Nie pij więcej.
Prychnąłem-Kretyn
-Jak mnie nazwałeś?
-Kretyn. Głuchy kretyn na dodatek
Przycisnąłem go do kanapy, łokciem przyciskając do jego gardła.- Uważaj do kogo kierujesz słowa.
Spróbowałem go odepchnąć- Dobrze, dobrze, tylko nie duś
Wstałem i poszedłem do swojego pokoju. Zabrałem ze sobą jeszcze popcorn i piwo z kuchni.
I się dziwi, że nazywam go kretynem. Westchnąłem ciężko i postanowiłem zawlec się do pokoju po książkę
Położyłem się na łóżku. Teraz trzeba pograć załamanego. Tyle roboty z nim.
Wziąłem sobie jakąś powieść Stephena Kinga. Idiota
Leżałem i układałem misterny plan.- Do dupy z tym wszystkim.-
Położyłem się na łóżku i zacząłem czytać
Dałbym sobie spokój, ale Zayn Malik nie odpuszcza.
Nie gadam z nim. Co to to nie!
Wstałem z łóżka i poszedłem do jego pokoju.

Zaczytałem się kompletnie. Nie bardzo kontaktowałem ze światem rzeczywistym
-Li?- Usiadłem obok niego.
-Nie gadam z tobą
-Czemu?

-Bo mnie podduszasz!
-No ja właśnie w tej sprawie. Chciałem... No przeprosić.- Ostatnie słowo mruknąłem cicho.
Uniosłem brew-Przeprosić?
-Tak.
-Zayn Malik mnie przeprasza? Czyżbym dostąpił Glori Chwały?
-Musisz przypominać mi jak się nazywam? Przepraszam no i co?
-Nie sądziłem że się pofatygujesz
-Nudziło mi się.
Westchnąłem- Niech ci będzie
-To mogę liczyć na zgodowego buziaka?
Podniosłem się i go pocałowałem
Złapałem go za kark, pogłębiając pocałunek.
Mruknąłem zadowolony
Położyłem go na łóżku nie przerywając całowania go.
Objąłem go
Odsunąłem się od niego.- Cieszę się, że się pogodziliśmy. Idę się myć.-Wstałem z łóżka i podszedłem do drzwi.
Przez chwilę wpatrywałem sie w drzwi, mrugając gwałtownie. Co on...
-Dobranoc.
-Aale...
-Co?
-Już idziesz?- spytałem naprawdę głupio
-A co mam tu robić?- Oparłem się o framugę.
-No nie wiem no...
-Właśnie. Poza tym muszę się przyszykować. Wrócę rano.
-Rano?- jęknąłem niezadowolony
-A ty o której wracasz z dyskotek? Chcesz możesz iść ze mną. Co będziesz sam w domu siedział.
-Pójdę- nie mam zamiaru siedzieć sam
-To idź na dół się umyć, przebierz. masz około 45minut.
-Ta- podszedłem do szafy i wyciągnąłem sobie jakieś ciuchy
Wyszedłem z pokoju. Wszedłem do pokoju i skierowałem się do łazienki. Umyłem się, ułożyłem włosy i zszedłem na dół.
Poszedłem się umyć o ogólnie ogarnąć. Czuję się dość... wymięty
-Już?- Krzyknąłem.
-Idę!
-Ok. Czekam na dworze.- Wyszedłem i wykonałem ważny telefon.
Kilka minut później dołączyłem do niego
Zakluczyłem dom i udałem sie do mojego auta.
Podreptałem za nim
Wyjechałem z posesji. Udałem sie w stronę klubu.
-Gdzie jedziemy?
-I tak nie znasz.
-Dobrze wiedzieć
-Spodoba cie sie, to pewne.
Westchnąłem cicho, nie czując potrzeby, żeby mu odpowiedzieć
Zatrzymałem sie pod jakimś sklepem.- Chcesz coś?
-Nie, dzięki
-Na pewno?
-Na pewno
Wyszedłem z samochodu. Wszedłem do sklepu i kupiłem wieele gumek. W razie co dobrze mieć nie? Wróciłem z nimi do auta.-Trzymaj.- Podałem mu reklamówkę.
Badawczo przyjrzałem się foliówce- Aż tyle?
-Nie wszystko na dziś, kocie. W szafce tez mi sie kończą. A jak chcesz mozesz kilka sobie wziąć.
Wzruszyłem ramionami
Podjechałem pod klub. Wyciągnąłem z reklamówki kilka opakowań gumek, resztę schowałem do schowka.
Wygramoliłem się z samochodu
Wyszedłem i zamknąłem pojazd.-Zapomniałbym . Mam twój telefon.- Wyciągnąłem go z kieszeni.
-Nareszcie- wyciągnąłem rękę, żeby go wziąć
-Ale..- Cofnąłem rękę.- Żadnych głupich numerów tak?
-Żadnych- przytaknąłem natychmiast
-Daj mi swój numer i możemy iść.
Podyktowałem mu cyferki
-Jakbym cie zgubił będę dzwonił, tak? Wiec odbieraj.
-Będę odbierać- mruknąłem
-To chodź.-Skierowałem sie do wejścia.
Nieco niepewnie ruszyłem za chłopakiem
Od razu skierowałem sie do baru.
A ja poszedłem od razu w kompletnie innym kierunku.
2 drinki i ruszyłem na parkiet.
Bardzo pięknie się zgubiłem. Punkt pierwszy planu wykonany
Tańczyłem z jakąś brunetką. Po kilku kawałkach wylądowaliśmy w kiblu.
Tak się jakoś złożyła, że wbrew mojej woli oczywiście, wyładowałem na parkiecie
Wychodząc z ubikacji napisałem do Perry kiedy będzie.
Właściwie byłem całkiem zadowolony z tego obrotu sprawy
Ma być za godzinkę. Udałem sie do baru. Pijąc drinka zauważyłem Liama. Udałem sie do niego. Objąłem od tyłu.
-Nie strasz ludzi- popchnąłem go lekko.