środa, 30 kwietnia 2014

Ziam IX

Zayn
Liam
__________________________________________________ 
Rano obudziłem się docześnie. Liam spał na mojej klatce piersiowej oddychając spokojnie. Jak najciszej i delikatniej by go nie zbudzić wydostałem się z łóżka. Zabrałem bieliznę i udałem się do łazienki w celu zażycia odświeżającego prysznica. w łazience spędziłem z około pół godziny, gdyż układałem włosy. Dziwne, że poszło mi tak szybko. następnie przechodząc przez pokój przypomniałem sobie o kokainie znajdującej się w moich spodniach. Szybko ją z tam tond wyciągnąłem i udałem się do kuchni. Zażyłem cudownego proszku, a następnie przygotowałem wszystko by zrobić naleśniki. Ta moje zdolności kulinarne nie są jakieś wspaniałe. Wstawiłem wodę na herbatę. " A zrobię Liam'owi niespodziankę" pomyślałem chwytając tace. Postawiłem na niej talerze, naleśniki i napój. Popatrzyłem chwilę na szklanki i.. taa Zayn i jego genialne plany. O czym to ja.. a no tak. Wziąłem, wsypałem kokainę do kubka z herbatą dla chłopaka. Osłodziłem łyżeczkę cukru i wymieszałem. Pięknie. wziąłem tace i udałem się do góry. otworzyłem drzwi. Li nadal spał. Odstawiłem tacę na szafkę nocną i usiadłem na łóżku. - Li, skarbie obudź się.

Otworzyłem oczy. Ja nie wierzę! - Zayn... dobrze się czujesz?

-Znakomicie. Dzień dobry.

-Dzień dobry. Jesteś podejrzanie miły.

- Powiedzmy, że udana noc sprawia cuda. - Wziąłem tace i położyłem na nogach chłopaka. - Wcinaj.

Nadal spoglądałem na niego podejrzliwie. -Normalny Zayn w takiej sytuacji próbowałby mnie zwlec z łóżka.

-Uważasz, że jestem nie normalny? - Wziąłem naleśnika i zacząłem jeść.

-Moje!- Wyjada mi śniadanie!- Mówię że twoje zachowanie nie jest normalne.

-Nasze. Chciałem być miły.

-Zayn nie jest miły tylko wredny.- Zacząłem jeść naleśniczki.

- Dziś dzień dobroci dla zwierząt. Smacznego, mam nadzieję, że dobre.

-Smaczne.- Stwierdziłem.

- Cieszę się. Twoja herbata to ta w zielonym. Osłodziłem łyżeczkę, może być? - Spytałem.

W nocy zaschło mi w gardle, więc z radością przyjąłem fakt że na tacy czeka na mnie herbatka. Wypiłem prawie całą na raz.

Uśmiechnąłem się widząc, że popija herbatkę. Niedługo go weźmie. Jestem ciekawy tego Liama. - Jedz bo wystygnie.- Zabrałem kolejnego naleśnika i posmarowałem dżemem.

-Dobra, dobra.- Wziąłem od niego naleśnika. Głodny byłem.

- Jak zjesz pójdziemy na spacer co? A potem po twoje rzeczy.

Skinąłem ochoczo głową.

- I ymm umyj się booo cuchniesz. Więc raz dwa.

-To mnie zaprowadź do łazienki.- Rzuciłem wesoło.

Chyba zaczęło działać. Wziąłem tace z jego kolan. Odkryłem kołdrę.- Chodź.

-Jak chcesz.- Wstałem i rzuciłem oszałamiający uśmiech w założeniu do Zayna, w praktyce do ściany.

Zaprowadziłem go do łazienki. Otworzyłem kabinę prysznicową i kazałem mu wejść. Wycofałem się do pokoju po ubrania dla niego. Wyciągnąłem szare dresowe spodnie i bluzę do kompletu,  czarną koszulkę oraz bokserki. Z tym zestawem wróciłem do łazienki.

Coś tam sobie nuciłem i mówiłem, przy okazji się namydlając.

- Skarbie? Gotowy? -Spytałem.

-Jeszcze nje- Chwyciłem słuchawkę i zacząłem się spłukiwać pianę, przy okazji ochlapując Zayna.

Zaśmiałem się gdy chłopak mnie ochlapał. Myśli, że ma szyję jak żyrafa i dlatego tak wysoko pryska? - To dalej. Ja chce iść na spacer.

-No dobrze.- Wyszedłem z pod prysznica i chwyciłem ręcznik. Zacząłem się wycierać ale ostatecznie zaplątałem się w materiał.

-Przyniosłem ubrania. - Wyciągnąłem rękę z rzeczami.

-Aaa. Dzięki.- Próbowałem się wyplątać z ręcznika ale jakoś mi to nie szło.

Przewróciłem oczami. -Nie ma za co.- Pomogłem mu wydostać się z ręcznika.

Ubrałem się dość szybko, poza oczywistymi problemami (to spodnie czy koszulka?).- Idziemy?

-Jasne. - Chwyciłem go za rękę i pociągnąłem na dół. Założyliśmy buty i po chwili wchodziliśmy do lasku, który otaczał mój dom.

Mówiłem do Zayna bez ładu i składu. Świat wydawał się bardziej kolorowy niż wczoraj.

Prowadziłem go różnymi ścieżkami. Lubiłem na haju przychodzić do lasu. Natura jest wtedy taka piękna.

Było fajnie. Słonko świeciło, jedno, drugie, trzecie. Jakieś zwierzątka, dwugłowe sarny, kolorowe stworki i takie tam. Dostrzegłem jakąś polankę.- Chooooodź usiądziemy sobie...

Udałem się w stronę polanki, gdzie ciągnął mnie chłopak. Usiadłem pod małym drzewkiem, które rosło na polanie, opierając się o nie.

Przykucnąłem sobie obok niego. Jak się bujam to wszystko tak fajnie się kołysać.

-Co ty robisz? -Spytałem przyciągając go do siebie.

-Tak fajno jakoś.- Nagle naszła mnie pewna myśl.- Heeej Zaaaayn…- Usiadłem na nim okrakiem.- Jeszcze nigdy nie robiłem tego na świeżym powietrzu.

Otworzyłem szeroko oczy. Liam. Ten Liam proponował mi seks? A tak prochy. - Nie mam gumek ani lubrykantu, ale ok. -Położyłem ręce na jego tyłku.

-I taaaak będzie fajnie.- Otarłem się o jego męskość.

- Ze mną zawsze jest fajnie.- Zauważyłem.

-Taaaak.- Znów zacząłem ocierać się o chłopaka.

Zdjąłem jego jak i swoją koszulkę. Skoro chce.

Mruknąłem zadowolony. Przyssałem się do jego torsu, zacząłem składać na nim pocałunki, robić malinki, lizać, ssać i podgryzać sutki.

No tak to się jeszcze nie bawiliśmy. Mruknąłem gdy zassał się na mojej skórze. -Grzeczny chłopiec. Pokarz co umiesz.

Kontynuowałem swoje zajęcie. Rękoma rozpiąłem rozporek i powoli zsunąłem spodnie na ziemię.

Uniosłem biodra by ułatwić mu rozbieranie mnie. Rękoma zacząłem błądzić po jego plecach i klatce piersiowej.

Rozebrałem go do końca. Języczkiem wyznaczałem ścieżkę od szyi aż do podbrzusza.

- Dalej. Pokaż na co cię stać, skarbie.

Wziąłem jego penisa do ust. Od razu mocno się zasysałem i brałem go całego do ust.

Ah.- Sapnąłem czując jego usta na swoim kutasie. Brał mnie całego, szybko poruszając głową. Było mi zajebiście.

Przestałem poruszać głową. Wyjąłem go sobie z ust i podniosłem się. -Już chcę...

Przewróciłem oczami. - Kładź się.

-Przodem, czy się wypiąć?- Zdjąłem swoje spodnie i bokserki.

- Wypiąć. - Gdy wykonał polecenie uklęknąłem za nim i drażniłem jego dziurkę językiem.

Jęknąłem zaskoczony.- Zaayn... co ty....?

Odsunąłem się od niego. Zamiast języka wsadziłem w niego 3 palce. - Przygotowuje?

-Ahhaa... Okeej.- Zacząłem nabijać się na jego palce.

Dłuższą chwilę przygotowywałem go. Następnie wbiłem się w niego dość szybko i do samego końca.

Krzyknąłem. Zabolało ale nie tak mocno jak się spodziewałem.

Zacząłem się szybko w nim poruszać. Wziąłem jego chuja i zacząłem poruszać w rytm moich ruchów.

Głośno jęczałem i krzyczałem. Było mi cholernie dobrze.

Przyspieszyłem. Czułem bliski koniec z mojej jak i towarzysza strony.

Poruszałem biodrami w rytm jego ruchów.

Zacząłem całować jego plecy. Po chwili doszedł a ja zaraz po nim.

Opadłem zdyszany na trawę.

Wyszedłem z niego i położyłem się obok.

Wymamrotałem coś i przytuliłem się do niego.

-Możesz powtórzyć? - Spytałem obejmując go.

-Że nie mam nic przeciwko drugiej rundzie.

Chyba częściej będę mu dosypywać prochy. - Chętnie, ale mieliśmy jechać po twoje rzeczy.- Przypomniałem.

-To możemy przecież pooo.- I tinky winky....

-Właśnie o to mi chodziło. A teraz wstawaj, ubieraj się i jedziemy. - Podniosłem się i zacząłem wkładać ubrania.

Ubraliśmy się dość szybko. Zignorowałem wypływającą ze mnie przy każdym ruchu spermę.- Gdzie idziemy?

- Do domu po auto. Nie chcesz chyba iść z buta po twoje rzeczy.

-No nie chce.

Doszliśmy do domu. - Poczekaj.- Rzuciłem i udałem się do domu po kluczki. Po chwili byłem już na dworze i odpalałem pojazd. - Gdzie mieszkasz?

Podałem mu adres i wsiadłem do auta.

Zastanawiałem się gdzie Li będzie mieszkał. Bo był wolny pokój. Mój stary pokój. Mieszkałem w nim póki nie przejąłem władzy. Nie jest tak duży jak mój obecny. Pomalować, umeblować na nowo i pięknie tylko... Li i tak dużo czasu spędza u mnie.

Jak zwykle oglądałem to co za oknem.

Jechaliśmy w ciszy. Ja planowałem dzisiejszy dzień a Payne wgapiał się w okno. Droga zajęła nam z 20 minut. Gdy wjechałem na ulicę chłopaka spytałem.- Który dom?

-Tamten.- Wskazałem na jeden z budynków.

Wjechałem na podjazd. Wysiedliśmy z auta. -Prowadź.

Ruszyłem na podwórko, prosząc Zayna by poczekał chwilę. Powróciłem z kluczem od domu. Otworzyłem drzwi. Zdjąłem buty.- Możesz poczekać tutaj, albo iść ze mną, jak wolisz.

Również zdjąłem buty i poszedłem za chłopakiem. - Pomogę.

Poszliśmy na piętro. Ze swojego pokoju zabrałem niewiele, głównie książki i ciuchy, kilka drobiazgów. Skoczyłem jeszcze po szczoteczkę do zębów.

- Daj zaniosę a ty napisz, że to ty i nie było włamania czy coś. I pomyśl czy coś jeszcze. - Wyszedłem z domu. Otworzyłem bagażnik i spakowałem tam torby chłopaka. Następnie wróciłem do domu.

Nabazgroliłem na kartce kilka słów wyjaśnienia i zostawiłem ją w widocznym miejscu.

- Chciałeś drugą rundę czyż nie?

Skinąłem głową.

Chwyciłem go za rękę i wciągnąłem do jego pokoju.

Od razu zarzuciłem mu ręce na szyje i zacząłem całować

- Co napisałeś na kartce? - Spytałem między pocałunkami.

-Że poznałem faceta... I że z nim zamieszkam... I żeby ojciec się pierdolił.

- Chyba uniemożliwiłeś sobie ewentualny powrót, skarbie. I mówiłeś, że nie jesteś gejem.

- Nigdy nie lubiłem starego dziada. Cicho, raz w dupę to nie pedał a po trzech razach się zeruje.

- Czyli nadal uważasz, że jesteś hetero?

Przez chwilę się zastanowiłem. Po chwili, zrezygnowany zacząłem liczyć na palcach.- Wychodzi, że tak.

- Skoro tak to...-Odsunąłem się od niego.

-Co?- spojrzałem na niego zdziwiony.

- Wolisz dziewczyny? Ja chłopak?

- Uwierz mi zdążyłem zauważyć, że jesteś facetem.- Parsknąłem śmiechem.

- Takiego kutasa trudno nie zauważyć.

-Taaaak. O czym my to?

- O tym, że powinniśmy jechać?

-No co ci znowu?- Jak baba. Baba z okresem. A nie chwaląc się to moja rola!

- Nic. Chodź.

-Ale...

-Ale?

-A druga runda?

-A zasłużyłeś?

-Zasłużyłem?

Rzuciłem go na łóżko. -Myślę, że tak.

Uśmiechnąłem się zadowolony.

Usiadłem na nim. Ściągnąłem koszule. Ręką drażniłem jego męskość.

Wzdychałem gdy czułem dłoń chłopaka na swoim penisie. Próbowałem ściągnąć mu koszulkę, ale okazało się że do wykonania tak skomplikowanego zadania musiałbym mieć sporo dłuższe ręce.

Rozebrałem chłopaka do końca. Z siebie zsunąłem spodnie i bokserki. - Siadasz czy cię przygotować?

-Siadam.- Zadecydowałem. Zwłaszcza, że po ostatnim wciąż miałem w sobie spermę chłopaka, która nadawała się na poślizg.

Sapnąłem gdy się na mnie nabił.

Skrzywiłem się i na chwilę zatrzymałem w miejscu, chcąc przyzwyczaić się do tego uczucia.

Czekałem aż jego ciało się przyzwyczai do mnie.

Powoli zacząłem nabijać się bardziej.- Wszedł... Cały...- Sapnąłem.

Przymknąłem oczy. Ręce położyłem na jego tyłku i pomagałem mu nabrać rymu.

Zacząłem się poruszać coraz szybciej i jęczeć coraz głośniej. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem.- Hej brat!- No kurwa kocham cię siostrzyczko. Usłyszałaś nas i przypałętałaś się żeby mi przeszkodzić. Gały jej mało z orbit nie wyszły jak nas zobaczyła.

Spojrzałem w kierunku drzwi. Stała tam dziewczyna, najprawdopodobniej siostra Liama.

Na chwilę przestałem się poruszać.- Cześć... nngh... Ruth.

Zasłoniłem ręką jego męskość. Taki odruch.

Spojrzałem na Zayna jak na debila.- Zamkniesz drzwi... siostrzyczko?

- Co?- Spytałem. Swoją drogą, niezła ta jego siostrzyczka.

Ruth wyszła.- Naprawdę... achh... chceeeesz o tym teraz rozmawiać?

- Możemy później.

Zadowolony z odpowiedzi zacząłem znów się poruszać.

Mój oddech przyspieszał z każdym jego ruchem. Po jakimś czasie doszliśmy.


Opadłem na niego zmęczony.- Ale teraz będziesz mnie musiał nosić.- Zaśmiałem się.
____________________________________________________
Rozdział dłuższy niż zwykle. Mam nadzieję, że się podoba. 
Liczę na komentarze. 

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Ziam VIII

Zayn
Liam
________________________________________________
Pisnąłem zaskoczony kiedy mną rzucił. Na szczęście łóżko jest miękkie. - Następnym razem powiedz jak będziesz chciał zrobić coś takiego.

-Yhy. Wiesz, że tego nie zrobię. -Usiadłem na nim okrakiem.

-Wwiem.

Zdjąłem szybko jego ubrania zostawiając jedynie bokserki. Zacząłem całować jego tors.

Zaczerwieniłem się, co było raczej wiadomą reakcją. Czując jego pocałunki wzdychałem cicho.

- Podoba ci się? Nie jesteś teraz zazdrosny?- Szeptałem mu do ucha.

-Niee, nie jestem.

- Chcesz to zrobić na haju? -Spytałem przypominając sobie o paczuszce, która nadal była w moich spodniach.

Pokręciłem przecząco głową. -Nie chcę.

Wywróciłem oczami. Ale cóż, skoro on nie bierze to ja zostawię sobie to na rano. Ściągnąłem jego bokserki i zacząłem dotykać jego penisa. Bawiłem się językiem jego sutkiem.

Pojękiwałem i wzdychałem coraz głośniej. Mimowolnie wypychałem biodra w górę.

- Jaki chętny. - Mruknąłem w jego tors. Czułem, że mu staje.

Nawet mu nie odpowiedziałem. Tylko jęknąłem głośniej.

Gdy mocno mu stwardniał. Przerwałem czynności i położyłem się na łóżku. -Wiesz co robić.

Nieco skrępowany zbliżyłem się do niego i rozebrałem. Zacząłem ssać jego penisa i brać go najgłębiej jak potrafiłem. Ręką samoistnie zacząłem robić sobie dobrze.

- Musisz? - Jęknąłem. - Zostaw i zajmij się moim kutasem.

Nie mogłem mu odpowiedzieć, bo ciężko się mówi z czyimś kutasem w ustach. Spojrzałem na niego błagalnie, ale posłusznie zabrałem rękę i bardziej przyłożyłem się do tego co robiłem.

- Nie ma, Li. Szybciej. - Powoli mój oddech przyśpieszał.

Przyspieszyłem. Bolą mnie już usta i szyja.

Jęknąłem cicho. - Tak, skarbie. O taak. Szybciej. Spraw, że będę chciał robić to tylko z tobą, zazdrośniku. - Nie możliwe.

Skarbie. Wywróciłem oczami. Naprawdę nigdy nie przestanie. Jeszcze bardziej przyspieszyłem.

-O kurwa. - Sapnąłem. Wypchnąłem biodra w górę.

Zacząłem mocniej zasysać się na jego czubku, a rękoma masować jądra.

Wplątałem rękę w jego włosy. Ciągnąc go w dół.

Dobra, głębiej , zrozumiałem przekaz. Spróbowałem wziąć go całego. Udało się, ale z trudem powstrzymałem odruch wymiotny. Wysunąłem. Wsunąłem do końca. Teraz już lepiej. Góra. Dół. Góra. Dół. Coraz szybciej.

Przyśpieszył. Brał mnie całego. Było mi dobrze. - Kurwa. Właśnie taak, skarbiee. - Spojrzałem na niego. Długo nie pociągnę.

Góra . Dół . Góra. Dół. Usta mnie bolą. Szyja mnie boli. A dupa mnie będzie boleć.

Mocniej zacisnąłem uścisk na jego włosach. Doszedłem w jego usta. -Połknij. -Rozkazałem.

Aj! Boli! Zakrztusiłem się, ale połknąłem. Po wardze spłynęła mi strużka spermy. Oddychałem ciężko. Niech teraz on zajmie się mną...

-Masz sprawić, że znów mi stanie. Inaczej będziesz bawił się sam. -Powiedziałem ciężko oddychając.

Ja już naprawdę nie mogę a ten mi tu! Spojrzałem na niego bezradnie.

Westchnąłem. -Dalej.- Warknąłem.

Zacząłem szybko poruszać dłonią po jego przyrodzeniu. Dalej, no...

Starałem się nie myśleć o jego ręce poruszającej się na moim członku i przyjemności z tego płynącej. No postaraj się bardziej.

No szybciej! Ja już naprawdę nie mogę! Zacząłem robić sobie dobrze drugą ręką, żeby odczuć chociaż odrobinę ulgi.

-Powiedziałem coś!

-Zayn...-Zacząłemm płaczliwie.- Ja już nie mogę...

- Szybciej. -Przyciągnąłem go do pocałunku.

Spełniłem jego polecenie. Zacząłem oddawać pocałunek.

Zacząłem powstawać. Ręce przeniosłem na tyłek chłopaka. Ścisnąłem jego pośladki.

Westchnąłem. Ja chcę już...

Gdy mój był wystarczająco twardy przygotowałem chłopaka. Odchyliłem się by wyciągnąć z szafki gumkę i nasmarowali lubrykantem. Nałożyłem ja.- Siadaj. -Poleciłem. – Pociągnąłem go w dół, że od razu wszedłem cały.

Wiedziałem, że będzie boleć, że nie będzie chciało wejść, wszystko tam sobie obedrę, a przyjemność będzie nikła. Ale i tak grzecznie zacząłem nabijać się na niego. Bolało. Syknąłem, a po policzku spłynęła łza bólu.

-Pomału.- Powiedziałem. Widziałem ten wyraz bólu na jego twarzy. Zacząłem zataczać kółeczka na jego udach. Usiadłem i przyciągnąłem go do pocałunku.

Bolało. Starałem się skupić na czymś innym. Oddawałem jego pocałunek.

Dalej gładziłem jego uda. Przerwałem pocałunek. Rekami sunąłem wzdłuż jego ciała, aż znalazłem się na policzkach. Wytarłem łzy, które się tam znajdowały. Następnie wziąłem do reki jego członka i powoli zacząłem poruszać.

Czując przyjemność poczułem się lepiej. Starałem skupić się na niej, a nie na bólu.

Widziałem, że jest lepiej. Przyśpieszyłem trochę swoje ruchy na jego koledze.

Oparłem głowę o jego ramię. Zacząłem cichutko pojękiwać.

-Już? -Spytałem nie przerywając pracy reki.

Skinąłem głową. Przygryzłem wargę i zacząłem powoli się podnosić.

Usiadłem i zacząłem całować jego tors.

I opuszczamy się. Lekko drżałem.

Ręce położyłem na biodrach i podtrzymywałem go.

Góra. Dół. Góra. Dół. Zaczynało robić się coraz przyjemniej.

Miąłem ochotę wypychać biodra na spotkanie z ciąłem chłopaka, ale sądziłem, że lepiej tego nie robić. - Zejdź.- Poleciłem.

Wykonałem polecenie lekko się krzywiąc. Poczułem dziwne uczucie pustki.

-Wypnij się. -Wstałem robiąc mu miejsce na łóżku.

Skrępowany, posłusznie się wypiąłem.

Usadowiłem się za nim. Nakierowałem kutasa i zacząłem pomału się zanurzać.

Syknąłem cicho ale nie zaprotestowałem.

Zacząłem się powoli poruszać.

Westchnąłem cicho.

Przyśpieszyłem swoje ruchy tak szybko jak tylko mogłem. Jedna ręka spoczywała na jego biodrach, drugą natomiast wplątałem w jego włosy ciągnąc za nie.

Jęczałem i pokrzykiwałem głośno. Było mi cholernie dobrze.

Zwolniłem swoje ruchy.

Jęknąłem niezadowolony i odwróciłem głowę. Co on odwala?!

Zacząłem całować jego plecy nie zważając na niezadowolenie chłopaka, gdy zwolniłem rytm.

Z trudem udało mi się sklecić zdanie- Zzayn... ahh, czeemu... nnngh zwo-olinłeś?

- Bo tak mi się chciało. –Wywróciłem oczami.

Poruszałem biodrami w rytm jego ruchów.- Szyybciej.

Przyśpieszyłem swoje ruchy. Znów najszybciej jak mogłem. Dodatkowo zacząłem bawić się jego przyjacielem.

Drżałem, a z moich ust wydobywały się jęki i krzyki przyjemności. Długo nie wytrzymam...

Mój oddech był równie mocno przyspieszony co osoby pode mną. Czułem jak powoli się zaciska. Po chwili znów zwolniłem tępo.

Dyszałem ciężko. Nie chciałem kończyć. Bez protestu przyjąłem zmianę tępa.

Moje ruchy były wolne. Bardzo wolne. Moja prawa ręka dotykała torsu chłopaka. Podszczypywałem jego sutki.

Wypychałem biodra niemo prosząc o jeszcze więcej. Kiedy poruszał się tak wolno, miałem wrażenie, że oszaleję.

Przyspieszyłem, gdyż denerwowało mnie to ślimacze tempo. Znów zacząłem bawić się jego kutasem.

Znów zdzierałem gardło. Byłem już bardzo blisko orgazmu.

Przyspieszyłem jeszcze trochę swoje ruchy. Czułem, że chłopak długo nie potrzyma więc ścisnąłem trzon jego penisa. - Dojdziesz ze mną. - Wysapałem.

Miauknąłem przeciągle. Nawet nie miałem siły protestować.

Zbliżałem się ku końcowi. Wolną ręką odgarnąłem mokre od potu kosmyki, które opadły mi na oczy. Wykonałem kilka mocnych pchnięć po czym uwolniłem penisa blondyna. Doszedłem.

Nawet nie wiem co krzyknąłem gdy szczytowałem, ale podejrzewam, że było to ,,Zaaaayn!'', albo coś w podobnie. Drżałem jeszcze dłuższą chwilę.

Nie wychodząc z chłopaka opadłem na jego ciało, które upadło na łóżko pod wpływem mojego ciężaru.

Przymknąłem oczy. Byłem wykończony.- Zayn... Jesteś ciężki.

- I gorący. - Wymruczałem koło jego ucha.

-Zayn... Dusisz mnie...

Niechętnie wyszedłem z niego. Zdjąłem gumkę i wyrzuciłem gdzieś. Opadłem obok na poduszki. Otworzyłem ramiona zapraszając w nie chłopaka.

Wtuliłem się w niego. Wygodnie.

Starałem się doprowadzić swój oddech do normy.

Jestem naprawdę zmęczony. Chyba się trochę zdrzemnę..

Widziałem, że chciało mu się spać. - Ej nie śpimy. A kolejna runda?

Spojrzałem na niego zdziwiony.- Śnisz. Nie dam rady.

- Aż tak dobry jestem. - Przysunąłem go bliżej siebie.

-Jak uważasz. Jestem wy-koń-czo-ny.

- Czyli chcesz mi powiedzieć, że jestem beznadziejny i kompletnie cię nie zaspokajam? Że wolałbyś by rżnął cię kto inny? - Przymknąłem oczy.

-Jesteś zajebisty i nie mam ochoty na nikogo innego. A teraz daj mi spać.

- Aż tak cię zmęczyłem? Musimy popracować.  Nasz tak zwany Larry chętnie z pewnością by cię przyjął.

-Nawet nie chcę pytać.

- O co skarbie?

- O waszego ,,Larry’ego''.

- Aaa. 1/2 poznałeś. Lou, ten co szeptał co do ucha, to jeden z nich.

-Tym bardziej nie chcę wiedzieć...

- Tym bardziej ci ich przedstawię. - Skomentowałem.

-Mogłem się domyślić. Lubisz robić mi na złość?- Ziewnąłem.

- Ależ skąd, skarbie. - Zaśmiałem się cicho.

Odwróciłem się do niego plecami.-Nie gadam z tobą.

- Ej, Li, skarbie, czemu? - Odwróciłem się na bok i objąłem go w pasie.

-A jak myślisz?

- No nie wiem. Za skarba?

-Za skarba.- Przytaknąłem.

Westchnąłem. - Ale... A z resztą. Co mam zrobić byś mi wybaczył?

-Przestać tak mówić.- Jestem genialny.

- Wiesz, że to nie możliwe.

-Yyyym... Nie wiem, sam coś wymyśl.- Spaaaać.

- Mi się podoba skarbie. I doskonale wiesz, że postawie na swoim więc... przywyknij, skarbie. A teraz dobranoc. - Pocałowałem go we włosy.


-Branoc.- Odwróciłem się do niego przodem i wtuliłem twarz w jego tors. Tak mi wygodniej.
___________________________________________________
Ładnie komentowaliście to macie wreszcie seksy. No i jak? Jak wam się podoba rozdział? Komentujcie! 

niedziela, 27 kwietnia 2014

Ziam VII

Zayn
Liam
_______________________________________________________________
- Z tamtą dziewczyną? Dziękuje nie.

- Niee. Tylko ze mną. - Zrobimy mu przyjemność. W końcu taka była umowa.

Cała ta rozmowa była dziwna.- Może cię to zdziwi, ale przez tą rozmowę jakoś kompletnie strąciłem ochotę.

- Do wieczora cie najdzie. -Już ja się postaram. Najwyżej wyjdzie jak ostatnio.

-Chciałbym to zobaczyć.

-Zobaczysz, zobaczysz.- Zaparkowałem pod domem. Wysiadłem i wszedłem do domu. Zostawiłem klucze w koszyku.

Wyszedłem i podążyłem do domu.- Wątpię.

Wdrapałem się do mojego pokoju. -Tu jest laptop, telewizor na dole. Wszystko jasne?

-Mhm.- Skinąłem głową. Pooglądam telewizje.

-Gdzie idziesz? -Spytałem widząc, że wychodzi.

-Coś obejrzeć. Może trafi się coś ciekawszego od telenoweli?- Ruszyłem do salonu.

- Ja? -Dogoniłem go i złapałem za nadgarstek.

-Wszystko jest ciekawsze od telenoweli.- Stwierdziłem.

-Nie wiem. Nie oglądam takich gówien. -Zaciągnąłem go do pokoju. - A ty o czymś zapomniałeś.

-Nie mam pojęcia o czym ty mówisz.

- A obróżka? -Spytałem machając nią.

A taką miałem nadzieję z zapomni. -Daj mi to...- Za jakie grzechy ja się pytam?!

Oj ktoś tu jest niezadowolony. Heh. - No teraz pięknie.

Prychnąłem niezadowolony. -Nawet nie pytam czy muszę. - Zrezygnowany ruszyłem do salonu.

- I dobrze. Bo musisz.

W tv nic nie było. Ugh. No ludzie, no. Wróciłem do pokoju.

Leżałem na łóżku. - Co już się stęskniłeś?

-W tv nic nie było. -Klapnąłem na łóżku.

- To co zamierzasz teraz robić, skarbie? - Taaa lubię tak mówić skoro wiem, że go to denerwuje.

Zabije go. Zabije. -Nie mam pojęcia. Nie mów do mnie skarbie!

- Ależ oczywiście, skarbie. To jak mam mówić?

-Yhh, Liam na przykład? - Jednak jestem idiotą.

- Nie. Widzisz zostajemy przy skarbie.

-Uh.- Nawet nie mam siły się z nim kłócić.

- A wracając skarbie.. - Włożyłem rękę pod jego bluzkę i zacząłem jeździć.

Wzdrygnąłem się czując jego zimne palce. -Zayn...

- Tak? -Mruknąłem.

-Nnie rób tak...

-Czemu? -Zdziwiłem się.

-Bbo.. To...

- Mów. -Warknąłem zirytowany.

-Nno... krępujące...

- Krępujące? Co w tym krępującego?

-Wszystko!

-Zachowujesz się jakbyś nigdy z nikim nie spał. -Wywróciłem oczami.

-Wiesz z facetem przespałem się raz i to w stanie szoku pourazowego.

- Jakie niby miałeś urazy? Gość, którego zabiłem miał uraz.

-No to szoku psychicznego... Jeden pies.

- A z dziewczyna? To to samo.

-Jest spora różnica.

- Ile razy spałeś z dziewczyna? -Dopytywałem.

-Mniej niż więcej?

- Li, okres się. Bo zacznę podejrzewać, że nigdy nie uprawiałeś seksu. A jeśli nawet nie szkodzi. Nie będę się śmiał.

-W to ostatnie jakoś ciężko mi uwierzyć. No niewiele razy. Bardzo niewiele. Wystarczy?

- Wystarczy. Choć tyle sam mogłem się domyślić. A dziewczyn miałeś? -Pytałem dalej.

-Ze... trzy?

Nic nie odpowiedziałem tylko wpatrywałem się w ścianę. 

Ściana taka ciekawa. Shh.

- Skąd jesteś? Urodziłeś się w Londynie?

-Wolverhampton. Przeprowadziłem się gdzieś z sześć lat temu. A ty?
- Z Bradford. - Taa bad boy from Bradford.- Przeprowadziłem się w wieku z 10 lat.
-Dawno.- Stwierdziłem.

- Taa.

Nie wiedząc co powiedzieć położyłem się na łóżku.

- Li?- Powiedziałem wyciągając ramie.

-Hm?

- Chodź.

Przysunąłem się do niego.
Objąłem go. - Czemu się przeprowadziłeś?
-Ojciec zmienił pracę..- Oparłem głowę o jego ramię. -Hej od kiedy... jakby to... Strzelasz do ludzi temu podobne?- Nie ma to jak ładnie ująć pytanie -,-

- Jakoś jak miałem 16 lat.

-Znów długo.

- Tak wyszło. Spotkałem poprzedniego przywódcę gangu i się zaczęło. A teraz ja dowodzę.

-Pewnie masz sporo na głowie. A ja ci przeszkadzam.

- Harry, Lou i Niall mi pomagają. Nie wszystko jest na mojej głowie, skarbie. A ty mi nie przeszkadzasz. A gdyby nawet to i tak musisz tu siedzieć.

-Wiem.

- Choć z drugiej strony, nie poszedłbyś na psy, nie? - Skoro na mnie leci...

-Nie mam najmniejszego zamiaru.

- To dobrze. -Dobrze myślałem. - A wrócić do domu?

Westchnąłem ciężko. Wzruszyłem ramionami.- Nie wiem. Nie myślałem o tym.

- Ok. Bo wiesz jutro mamy jechać po rzeczy. - Westchnąłem.- Choć jesteś moim sługa i nie wiem czy mam cie puścić.

-Nie ucieknę. Obiecuję

- Nie chodzi o to. - Potarłem kark wolną ręką. - Nie chce byś wracał do domu. Strącę sługę.

-Zawsze możesz mi przystawić pistolet do głowy.- Zauważyłem.- I wtedy raczej na pewno nie będę mieć wyjścia.

- Fakt. - Czemu o tym zapomniałem? I po chuj daje mu znak, ze może wrócić do domu?

Normalnie dać nobla za inteligencję.- Nie mów, że zapomniałeś.

- Ja nigdy nie zapominam. Pamiętam tez, że zgodziłeś się na coś.

Spaliłem buraka. Głupie wesołe miasteczko.

Rumieni się. Słodkie. Naprawdę. - A wieczór się zbliża. Mam pozbyć się chłopaków? - Skoro wstydzi się jak go dotykam i nikogo nie ma to chyba gdy będzie jęczał a chłopaki będę to słyszeli tym bardziej. I może będzie chciał to odkręcić. Nie ma.

Z dwojga złego... Skinąłem głową.

- Mam nadzieje, że się wyspałeś w dzień. - Mruknąłem mu do ucha a następnie polizałem za nim.

Zadrżałem..-Ttak.

- Cieszę się. - Chciałem jeszcze się trochę o nim dowiedzieć, ale kompletnie nie wiedziałem o co mogę pytać i jak. Nawet trochę to do mnie nie pasowało. Ja chcący dowiedzieć się kompletnie nie przydatnych informacji.

Poruszyłem głową. Dzyń-dzyń! Cholerny dzwoneczek.

Zaśmiałem się. Ja i moje pomysły.

-Zayn?

- Tak, skarbie?

-Mogę to zdjąć? Głowa mnie boli od tego dzwonienia.

Wyobraziłem sobie nasz seks i ten dzwoneczek. To by było hmmm komiczne.- Możesz. Nie chce myśleć, że posuwam kota.

Zignorowałem końcówkę jego wypowiedzi.- Dzięki.- Zdjąłem z siebie to cholerstwo. Dzieło szatana!

- Ale założysz to później. - Lubię jak się denerwuje.

Skrzywiłem się niezadowolony. Świetnie.

-Czekaj tu. -Wyszedłem. Udałem się do chłopaków by się ich pozbyć. Następnie do kuchni.Wróciłem do pokoju z napojami. -Sok pomarańczowy, skarbie.- Podałem mu szklankę. Sam zabrałem dla siebie piwo. Ułożyłem się by znów przytulić chłopaka.

Uśmiechnąłem się.- Dziękuję.- Wziąłem od niego szklankę i wypiłem kilka łyków.

- Chłopaki za chwilę powinni zniknąć. -Uśmiechnąłem się. -Wiesz co to oznacza. - Znów zanurzę się w tobie i będę rżnął do rana.' Pomyślałem.

Znów się zburaczyłem. Co ja poradzę, że na samą myśl... no reaguje jak reaguję? To zawstydzające!

- Gorąco ci?

-Nie zadawaj głupich pytań...

- Wybacz. Wiem, ze to moja zasługa.

Spuściłem głowę. I nie będzie nic widać! Jestem genialny.

-Ej.-  Podniosłem jego podbródek. - Nie ma tak.

Spróbowałem z powrotem opuścić głowę.

- Chodź ze mną. -Ruszyłem w kierunku balkonu.

-Po co?- Poszedłem za nim.

- Zapalić. -Wyciągnąłem paczkę i odpaliłem jednego papierosa. –Chcesz? - Wyciągnąłem dłoń z fajka w stronę brązowookiego.

-Nie, dzięki.

- Jak chcesz. - Nie pije, nie pali, nie ćpa. Wstydzi się seksu. - Nigdy nie paliłeś?

-Nie.- Oparłem się o barierkę.

- To spróbuj.- Kolejny raz wyciągnąłem dłoń w jego kierunku.

Zaciągnąłem się. I niemal natychmiast się rozkaszlałem.

- Nauczysz się. -Wyciągnąłem kolejnego papierosa, podpaliłem go i zaciągnąłem się.

Obrzydlistwo.- Jakoś wolę nie.

- Za pierwszym razem nigdy nie smakuje. - Zaciągnąłem się kolejny raz.

-Muszę?- Jęknąłem niezadowolony.

Tacy rożni. - Obróżkę ci odpuściłem.

Zrezygnowany zaciągnąłem się i zakaszlałem.

Spojrzałem na niego ukradkiem i uniosłem lekko kąciki ust. Zauważyłem, że chłopaki wyszli z domu. Miło.

Błe.- A jak ładnie poproszę?

- Nic ci to nie da.

Westchnąłem i zaciągnąłem się jeszcze raz z podobnym skutkiem jak poprzednio.

Skończyłem palić. Peta zgasiłem w popielniczce stojącej na oknie. - Możesz przestać.

Nareszcie. Z rozpędu wywaliłem do cholerstwo do nie wiadomo gdzie, czyli rzuciłem w dal.

-Jak mi sie dom podpali to cie zabije. - Powiedziałem. Nigdy nie wiadomo, nie?

-Ale to poleciało daleko tam.- Wskazałem na widok z balkonu.


- Oby. A teraz chodź. - Pociągnąłem go w kierunku pokoju. Zamknąłem drzwi i rzuciłem chłopaka na łóżko.
__________________________________________________________
Tak znów zakończone w złym momencie, wiem.Jak będziecie ładnie komentować to następny wrzucę jutro.