piątek, 17 października 2014

Ziam L

Zayn
Liam
___________________________________________
Dołączył Tomlinson i Horan. Zaczęliśmy jeść.- Smacznego.
-Smacznego-nałożyłem sobie sporo jedzenia na talerz
-Już nie przesadzaj.- Mruknąłem.
-Jestem głodny, no
-Co będzie za 8miesięcy. Lodówka na raz?
-Zależy jak pełna lodówka
-Mówię o pełnej lodówce, że nie będzie miejsca wolnego.
-Za dużo
-Mam nadzieję.
Zjadłem wręcz błyskawicznie- Która godzina?
-Powinniśmy wyjeżdżać. Lou zajmiesz się wszystkim. - Wstałem od stołu.
Zadowolony również się podniosłem-Na którą będziemy?
-Za jakieś 2/3 godziny. Idź do kibla bo się ci szybko nie zatrzymam. Chyba, ze mi się zachce.- Mrugnąłem Do niego.
Wywróciłem oczami- Zanieś torby, zaraz przyjdę- Wstałem
-Jasne.- Zabrałem torby i skierowałem się do auta. Chłopacy poszli za mną.- O co chodzi z tą ciąża?- Spytał Harry opierając się o samochód. Musiałem na szybko im wytłumaczyć wszystko.
Poszedłem do łazienki, załatwiłem swoją potrzebę i skierowałem się w stronę auta. Już z daleka zauważyłem ,że przy samochodzie stoi cała reszta. Ciekawe po co?
Chłopaki oczywiście się ucieszyli. Tommo musiał na początku udać mądrego i odpowiedzialnego i mnie ochrzanił po czym przytulił. Miło.
-Co was tu wszystkich przywiało?
-Musiałem wyjaśnić im twoją ciąże.- Wywróciłem oczami.- Wsiadaj.
Skinąłem głową ze zrozumieniem i wgramoliłem się na siedzenie pasażera
Również wsiadłem i ruszyłem. Droga minęła spokojnie i dość szybko.
Pomimo, że nie jechaliśmy długo, byłem dość zmęczony podróżą-To tutaj?
-Na to wygląda. -Wysiadłem i udałem się do gościa, który chyba był właścicielem. Dosłałem klucz.
Również wysiadłem, otworzyłem bagażnik i wziąłem torbę
Wszedłem do środka. Ładnie. Pooglądałem mieszkanie. Łazienka dość duża, choć mniejsza niż moja. Sypialnia przytulna. Salon z widokiem na plażę. -I jak?
-Świetnie- Uśmiechnąłem się entuzjastycznie- Gdzie dać torbę?
-Do sypialni. Później się rozpakujemy, a teraz trzeba zrobić zakupy.
Odłożyłem ją tam gdzie powiedział- Przejdźmy się, po te zakupy. Ale przejdźmy =, a nie jedźmy
-Iść? Masz wymagania. -Zamknąłem drzwi i samochód. Ruszyłem do bramy.
-Bo taka ładna pogoda, w sam raz na spacerek...
-Widzę. Wiesz chyba za późno wybraliśmy się na wakacje. Jest październik, woda może być chłodna.
- Nie będzie aż tak zimna, w sam raz może bardziej do brodzenia niż pływania, ale się nada
-A jak się przeziębisz? Pojedziemy na basen. Tu żeby był klimat a tam do pływania.- Złapałem go za rękę. Heh nigdy tak nie chodziłem.
-Nic mi nie będzie- zaprotestowałem- Ale na plaże pójdziemy
-Oczywiście , ze pójdziemy. Co to za wyjazd bez rżnięcia na plaży.
-Spieprzyłeś nastrój- westchnąłem- Niech ci będzie
-Jaki nastrój, skarbie? -Wzmocniłem uścisk na jego ręce.
-Teraz już żaden
Wywróciłem oczami.- Jak chcesz. O jest market, chodź.- Pociągnąłem go w tamtą stronę.
-Kupmy coś słodkiego... Jakieś ciacha, albo czekoladę
-Ok. -Wziąłem koszyk.- Ale zacznijmy od ważniejszych produktów.
-Jakieś duperele tam są- wzruszyłem ramionami i wrzuciłem makaron do koszyka
-Po co makaron? Chleb masło jakiś obkład.
-Nie będę jeść chleba na obiad. Weźmie się...- tu na chwilę urwałem i wziąłem z półki coś na kształt przecieru pomidorowego- to i masz obiad od ręki
-Chodzi mi o kolację i śniadanie. Na obiad gdzieś pojedziemy. Wiesz, ze nie jestem mistrzem kuchni.-Objąłem go w pasie.- Weźmiemy chleb, mleko, jajka, szynkę, masło, mąkę, kiełbasę na grilla. No i coś słodkiego. Pasuje?
-Pasuje
-I bita śmietanę. A kawa i herbata oraz cukier.
-Są już tam
-Tam?
-W domku
-Tam nic nie na Li. Trzeba kupić.- Odsunąłem się i poszedłem po produkty.
-Przecież nikt nie kupuje kilograma cukru, w takich domkach zawsze jest kawa, herbata, pieprz, sól, cukier i inne duperele, na przykład tabletki do zmywarki
-Jak ostatnio byłem nic nie było, a teraz nie sprawdziłem. I weź nie marudź.- Gdy znalazłem wszystko udałem się do działu ze słodyczami.- Wybieraj co chcesz.
-To- powiedziałem po chwili namysłu i wrzuciłem produkt do koszyka- I to i to i to i to też...
-Zbankrutuje przez ciebie.
-Przesadzasz- z uśmiechem dorzuciłem jeszcze kilka rzeczy- Już!
-To chodź grubasku.- Złapałem go za rękę i zaprowadziłem do kasy. Dorzuciłem kilka opakowań gumek.
Nawet nie skomentowałem. Panie w kasie trochę dziwnie na nas patrzyły ale to zignorowałem
-Kasuj a nie zazdrościsz.- Odezwałem się do kasjerki.
-Oh, daj spokój
-Oczywiście, skarbie.- Prychnąłem. Nawet pobawić się nie można.
Zapakowałem zakupy to co lżejsze wziąłem ja, a resztę zostawiłem Zaynowi
Zapłaciłem i wziąłem torbę. Miały być najpotrzebniejsze rzeczy a tu tyle gówien. Ale cóż. Złapałem znów chłopaka i udaliśmy się w drogę powrotną.
-Jesteś wredny- stwierdziłem
-Czemu tym razem?
-Tym razem kasjerka
-Nie przesadzaj.
-Nie stałeś nigdy na kasie. To jest okropne- aż się wzdrynąłem
-Mogła się nie gapić w taki sposób.
-Mimo wszystko ma strasznie ciężko.\
-Ok. Skończmy temat.
-Mhm. Wiesz gdzie jest tu basen?
-Nie wiem. Sprawdzi się w necie

-Wziąłeś laptopa?
-Oczywiście. Ale basen jutro. Teraz mam ochotę na coś innego.
-Dobra- uśmiechnąłem się uszczęśliwiony. Byliśmy już przy domku, zostało tylko rozpakować zakupy
Weszliśmy do domu. Położyłem zakupy w kuchni i objąłem Liama w pasie. Zacząłem całować jego szyje.
-Takie ,,coś''?- mimowolnie jęknąłem
-Takie coś.
Zarzuciłem mu ręce na szyję
Pocałowałem go w usta.
Oddałem pocałunek
-Gdzie to robimy?
-Salon...?
-Dobry wybór.- Złapałem go za biodra i uniosłem. Postawiłem go w salonie przy kanapie
Położyłem się na sofie, ciągnąc go za sobą
Jaka chętna ta bestia. Przypomniały mi się pierwsze dwa razy. Zaśmiałem. Się w jego usta.
I z czego on rży? Irytujące
Przyparłem go mocniej do kanapy. Ręce wsadziłem pod jego koszulkę.
Moje łapki też nie zwisały smętnie tylko wślizgnęły się pod koszulkę chłopaka
Pozbyłem Się jego koszulki i przeniosłem usta na sutki.
Jęczałem cicho czując pieszczoty Zayna
Ledwo go dotykam a ten już jęczy. Powoli zjeżdżałem w dół z pocałunkami.
Jako że trzymanie rąk pod jego koszulką było niewygodne, więc wyjąłem je i zacisnąłem na kanapie
Zsunąłem jego spodnie. Przez bokserki polizałem jego członka.
Jęknąłem głośniej. Zadrżałem
Spojrzałem na niego. Usiadłem i posadziłem go sobie na kolanach.
Zdjąłem z niego koszulkę
Uśmiechnąłem się.
-Masz coś na poślizg?- na sucho nie ma mowy, bo jutro nie wstanę ani nie usiądę
-Język. Zapomniałem wziąć z domu lubrykatu. Zabawek też nie mam.
-Trzeba kupić
-Ale jesteś chętny. Jesteśmy na weekend a ty myślisz, ze będę cię rżnął nie wiadomo ile razy.
-Znam cię po prostu
-No tak. A teraz może kontynuujmy.

-Chętnie
-To na co czekasz?- Złapałem go za tyłek
-Podnieś się trochę- rozpiąłem zamek od jego spodni
Wykonałem polecenie.
Zsunąłem z niego spodnie i bokserki
Przyciągnąłem go do pocałunku po czym zniżyłem jego głowę na wysokość mojego krocza.
Posłusznie wziąłem jego penisa do ust
-Ah.- Chwyciłem jego włosy i pociągnąłem za nie.
Zacząłem ssać od razu szybko poruszając głową
Po jakimś czasie odsunąłem go od siebie i położyłem na kanapie. Zdjąłem jego dolne partie ubioru i podstawiłem 2palce.
palce do ust i zacząłem ssać
Gdy były wystarczająco mokre wsadziłem je od no jego odbytu.
Skrzywiłem się lekko ale jako że byłem już do tego przyzwyczajony szybko się rozluźniałem
Poruszałem palcami w jego wejściu. rozszerzałem je.
Początkowo, pomimo mojego rozluźnienia nie było to zbyt komfortowe odczucie.
Przyśpieszyłem ruchy ręki.
Przyzwyczaiłem się do tego uczucia i zrobiło być naprawdę przyjemnie. Zacząłem nabijać się na palce
Wyciągnąłem z niego palce.-
Rozchyliłem zachęcająco nogi
-Inaczej zachęć.- Spojrzałem na jego twarz.
-Ja-ak?
Przybliżyłem się do jego twarzy.- Powiedz to.- Szepnąłem w jego usta.
-Ko-kocham cię- Zaczerwieniłem się
Cmoknąłem go po czym nałożyłem gumkę i delikatnie w niego wchodziłem.
Zabolało ale tylko ze względu na wczoraj. Syknąłem cicho, chociaż i tak było lepiej niż ostatnio
Złapałem go za biodra i zacząłem się poruszać. Niezbyt odpowiadała mi ta pozycja więc usiadłem na kanapie.
Podniosłem się i nabiłem na jego członek
Przyciągnąłem go do pocałunku
Oddałem pocałunek i podniosłem się
-Szybciej.- Nakazałem.
Uniosłem się i znów opadłem, szybciej niż wcześniej. I znowu się podniosłem i opadłem. I jeszcze raz. I kolejny
Złapałem go za tyłek i pomagałem się unosić.
Jęczałem coraz głośniej i poruszałem się coraz szybciej
Wychodziłem naprzeciw jego ruchom
Sięgnąłem ręką do mojego penisa i zacząłem się pieścić
Chciałem zabrać jego rękę ale się powstrzymałem. Przyjrzałem mu się. Oczy zamknięte, głowa odchylona w tył, z otwartych ust wydobywające się jęki, policzki zaróżowione. Ślicznie.
Nie przestawałem się poruszać. Cudownie...
Doszedłem.
Skończyłem chwilę po nim. Oparłem czoło o jego ramię.
Głaskałem jego plecy.
Mruczałem cicho
Zabrałem koc, który leżał w rogu kanapy i nas okryłem.
-Dzięki- spojrzałem na swoje ubabrane ręce nie bardzo wiedząc co z nimi zrobić
-Spoko.- Zaśmiałem. się widząc jego minę.
-I z czego się śmiejesz?- rozejrzałem się dookoła. Definitywnie nie chciało mi się wstać a ręce całe w spermie również mi się nie uśmiechały.
-Z ciebie.- cmoknąłem go w obojczyk.
Ostatecznie zrezygnowany wytarłem ręce w tył kanapy- I już- stwierdziłęm dumny z siebie
Zaśmiałem się.- Będziesz musiał to umyć.
-Ale potem- zarzuciłem mu ręce na szyje i się do niego przytuliłem- Od razu lepiej
-Ale nie zapomnij.
-Nie zapomnę
-To dobrze a teraz wstawaj. Muszę się umyć.
-Idę z tobą- zadecydowałem i podniosłem się.
-Idę sam.- Również wstałem i skierowałem się po ręcznik do torby.
-Ale ja też chcę!- krzywiąc się popędziłem za nim
-Pójdziesz po mnie.
-Ale ja chcę z tobą!
-Ale ja nie chce z tobą.- Wyciągnąłem potrzebne rzeczy.
-Ale czemu?
-Bo cię tam zgwałcę.
-Już to zrobiłeś bałwanie raz w tę czy w tę różnicy nie robi- sięgnąłem po swój ręcznik
-Kiedy?- Uniosłem brew.
-Kiedyś na pewno- machnąłem ręką
-Nie, nigdy. Zawsze chciałeś.- Objąłem go.

-Więc teraz też mogę chcieć. Weeeeeeź mnie ze sobą
-No nie wiem.
-Proooooszę... Już nic więcej nie będę chciał
-Poza góra żarcia.- Wywróciłem oczami.- Dobra, chodź.
Zadowolony podreptałem za nim, zupełnie jak piesek, którego pan, pomimo zmęczenia chce wziąć na spacer
Wszedłem do kabiny. Szybko się umyłem.
Ledwo co zdążyłem wejść, a on już wyszedł- Okropny- prychnąłem i równie szybko spłukałem z siebie bród- Podasz mi ręcznik?
-Okropny? Jasne.- Podałem mu ręcznik.
Wytarłem się i wyszedłem z kabiny- Mogłem wziąć jakieś ciuchy...
-Tak wyglądasz lepiej. A teraz spać.- Poszedłem do pokoju i położyłem się.
-Już?- położyłem się na brzuchu, a głowę podparłem łokciami. Nogami majtałem w powietrzu
-Tak już. Zmęczyła mnie podróż i ty.
-Mnie też ale jakoś się trzymam- zagrzebałem się w pościeli
-A ja nie. Jutro na basen to trzeba mieć energie. A jak twoje mdłości?
-Jest lepiej, mdli mnie ale na szczęście nie wymiotuję
-To dobrze.
Przymknąłem oczy- Jutro wstańmy wcześnie, bo potem będzie dużo ludzi
Obudziłem się koło 4. Idealnie. Odkleiłem chłopaka od siebie i wszedłem na dół. Przestałem sofę pod okno. Zaparzyłem herbaty i poszedłem po brązowookiego. -Skarbie.. - Wziąłem go na ręce.
-Mhmmm?- przetarłem oczy
-Wstajemy.- Zaniosłem go na sofę.
-Znowu?- zaspany przylgnąłem do jego klatki piersiowej
-Jak znowu? Patrz co zrobiłem.
Zamrugałem intensywnie oczami- To dla mnie?
-Nie dla innego mojego chłopaka, którego przemyciłem w bagażniku.- Usiadłem na kanapie i przykryłem nas kocem.
Sięgnąłem po kubek z herbatą- dziękuję- rzuciłem uszczęśliwiony
-Nie ma za co.- Przytuliłem go do siebie.
-Jest- upiłem łyk. Gorące ale nie za gorące. Idealne, że tak się wyrażę
Zabrałem swój kubek.- Patrz już wschodzi.
Odwróciłem głowę w stronę okna. Nie mogłem znaleźć słów żeby to jakoś określić więc po prostu cię wpatrywałem
-Ah jak romantycznie. Oh ah eh.
-Zamknij się- jak urzeczony gapiłem się w okno
-Czemu?
-Bo psujesz chwilę- nie odrywałem wzroku od szyby
-Czyli się podoba?- Jebany romantyk.
-Mhm jest cudowny

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz