środa, 17 grudnia 2014

Friendship or love? IV

Harry
Niall
_____________________________________________

-Idziemy szukać mojej drugiej połówki?
-nieee skadze
-Nigdzie nie idziemy
-ja chce spacer
-Ja juz wiem jak będzie wyglądał ten spacer
- i co z tego. Dotlenic się trzeba
-Dobra, dobra idę
-swietnie

Poszedłem się umyć, trochę ogarnąć i ubrać.
Czekałem za zwolnieniem łazienki
Po dłuższej chwili wyszedłem-Wolne
-Długo się szykowałeś. -Wszedłem do łazienki
-Bo wyglądałem strasznie
-Czyli jednak chce się podobać.- mruknąłem
-Zamknij się i idź się ubrać
Wszedłem pod prysznic. Po 15 minutach byłem ubrany już
-To gdzie idziemy spacerowiczu?
-Hmm gdzie jest dużo ludzi? London eye
-Człowieku taki kawał? Tam będzie pełno ludzi, turystów.
-No turyści stanowią problem.
-Widzisz. Chodźmy gdzieś indziej
-Gdzie?
-Ty zapraszasz, ty wybierasz
-No tam jest najwięcej ludzi. - pociągnąłem go w tamtą stronę
-Niech ci będzie. Wyrwę jakiegoś japońca, emigruję i tyle mnie zobaczysz
-A teraz ładnie mi powiedz: bruneci czy blondyni? Umiesnieni czy niekoniecznie?

-Bruneci, tak średnio- odpowiedziałem zanim zdążyłem pomyśleć
-Oh. Dalej mów dalej
-Co mam ci jeszcze mówić? Raczej jestem pasywem, także wiesz o co chodzi. I nie może być dużo niższy
-Czyli szukamy brunetów. -Rozejrzałem się
-Ta. Znaczy ty szukasz, ja ich nie potrzebuję
-Wiesz ja lubię niższych od siebie. I urzekają mnie niebieskie oczy. Trochę różne mamy gusta
-Trochę. Ale wiesz, że dużo zależy od charakteru.
-Ta. Co powiesz o tamtym?- wskazałem palcem
-Nie, nie, nie. Już bardziej tamten po lewej
-On? Ja jestem przystojniejszy.
Oczywiście że tak. Ty jesteś idealny. Prawie- Myślałem że szukamy kogoś dla mnie
-Ale nie może wyglądać jak gówno. A tamten wygląda jak ja z prostymi włosami.- zaśmiałem się
-Czyli głupio
-Ej ja nie wyglądam głupio
-Jak wyprostujesz to wyglądasz- Poczochrałem go po włosach
-Jemu można pokręcić
-Nie będę się umawiał z twoją wyprasowaną podobizną
-To by było dziwne. To tak jakbyś umawiał się ze mną. Ja myślę nad beka jaka była by gdybym miał bliźniaka
-Umawianie się ze mną byłoby dla ciebie aż takie dziwne? W każdym razie tamten odpada
- tak, odpada. Po co pytasz? I tak to się nie stanie. Jakbyśmy mieli się sobie podobać już byśmy byli razem
Nie ma szans. Jakby kiedykolwiek były. Jestem idiotą- Mniejsza. A tamten?
-Jakiś taki.. Wydaje się być pizda Ni.
-To którego ty proponujesz?
Rozejrzałem się. Pizda, żul, zajęty, brzydki. - a tamten - wskazałem kolesia który stał koło ławki
-Moż być. Całkiem, całkiem.
-To leć zagadać
-Jakoś czarno to widzę-westchnąłem, ale ruszyłem w kierunku chłopaka
obserwowałem Każdy jego ruch
Podeszłem, zagadałem. Nie było w sumie tak źle. Okazało się, że jest z Australii, ale zostaje jeszcze pół roku. Miło. Zaprosił mnie na spacer, co było w sumie zabawne, bo nie miał pojęcia gdzie iść, przyjechał dopiero tydzień temu. Powiedziałem, że jestem ze znajomymi, ale z wielką chęcią przejdę się z nim na drinka. Zgodził się od razu, umówiliśmy się na 20. Zapowiada się nieźle. Chociaż i tak nic z tego nie będzie.
Niall dogadywał się z nim niezłe z tego co widziałem. Poczułem się jakoś dziwnie
Wróciłem do Harry'ego, po dość miłym pożegnaniu- Umówiłem się z nim na wieczór- pochwaliłem się
-Świetnie. Misja zakończona wracamy do domu. Albo uczcijmy to w Nandos
-W Nandos-Przytaknąłem żarliwie
Nie rzuca mi się na szyje? Dziwne. Udałem się w odpowiednim kierunku

-Dzięki i w ogóle- uśmiechnąłem się szeroko
-ta. Opowidaj o nim

-Jest z Australii. No i z bliska wygląda dużo lepiej niż z daleka. Wydaje się być mną zainteresowany, może nie jakoś przesadnie, ale tak w sam raz
- mówiłem ze nawet tobie się ktoś przyda. -wszedłem do nandos
-Czy ja wiem... Wiesz, on w końcu do tej Australii wróci
- a może dzięki tobie nie wróci ?
-Bardzo wątpię.
To dobrze.- nigdy nie wiadomo
-A kto by chciał ze mną zostawać? Ale zapowiada się miłe pół roku- gówno prawda
-to dobrze. Pamiętaj dzięki komu
-Tak, tak. Dziękuję
Usiadłem przy stoliku
Opadłem na siedzenie obok niego-Zadowolony z siebie?
Przyjrzałem się menu.- ta.- mruknąłem zza niej

-Raczej nie bardzo, z tego co widzę
- czemu miałbym być nie zadowolony
-Widać po twojej minie
- ale jestem zadowolony. Chce byś był szczęśliwy.

-Czy będę to się okaże.
-Tak. A jak czujesz?
Źle- Nieźle. Po wierczorze powiem ci więcej
-Ok. Gdzie się umówiłeś?
-W takim bardziej rozpoznawalnym barze
-Aha.- przywołałem kelnerkę
-Wiesz, jednak on się tu mało orientuje.
-Odprowadzisz go. Pół roku to dużo
-Zakładając że będzie mnie chciał
- będzie. Na pewno. -Podeszła kelnerka i złożyłem zamówienie

Dołączyłem swoje zamówienie- Wątpię
- kochanie uwierz w siebie
-Jestem wręcz cudowny, ale w taki sposób że raczej nie jestem łatwy w obsłudze
-Ze mną się dogadujesz normalnie
Dla ciebie się staram- Widocznie jesteś wyjątkowy
- oh. Wiem. Jestem po prostu zajebisty
-Jeste, jesteś
Przyszło nasze zamówienie
-I jemy- uśmiechnąłem się szeroko
- głodomur. - uśmiechnąłem się i zacząłem jeść
-Lubię jeść. Możesz zostawić mi trochę twojego
Prychnąłem- nie na opcji
-Proszę?
-Ok- musi żulić no musi
-Jesteś najlepszy
-Wiem. -Zabrałem się na jedzenie. Zostawiłem mu trochę
-Poważnie
-Jedz bo musimy cię wyszykować
-Pomożesz mi?
-No po to tu jestem.-wstałem
-Dzięki. Naprawdę dzięki
-Od czego są najlepsi przyjaciele- zapłaciłem i wyszedłem z lokalu
Ruszyłem za nim. Przyjaciele. Przyjaciele. Paskudne i okropne. On mnie w życiu nie zauważy. Nie w taki sposób jak bym chciał.
W końcu dotarliśmy do jego domu
-Będę boski?
- aż tak chcesz mu się spodobać?
-Chciałbym-Przyznałem zakłopotany. Nie tak jak dla ciebie, ale chciałbym
I coś mnie zabolało. Czemu?
Weszliśmy do domu- Gdzie najpierw
-Idź się umyć
-Znowu?
-Musisz pachnieć
-Dobra, dobra idę, a ty mi naszykuj ciuchy
-Oczywiście. Będziesz wyglądał świetnie

Poszedłem się umyć.
Udałem się do jego pokoju. Chciałem mu coś wybrać.
Mycie się nie zajęło mi wiele czasu. Po chwili wyszedłem z łazienki, owinięty jedynie ręcznikiem wokół bioder
Podałem mu wybrane ubrania. Gdy je założyłem zagwizdałem.
-I jak?
Wylądują w łóźku.- chyba bym coś zmienił
-Co? Wydaje mi się, że jest OK
-Zmienił bym spodnie

-Na które?
-Te niebieskie
Przebrałem się- Moż być?
-Tak lepiej.- mniej seksownie.
-Chyba muszę ci zaufać. chociaż wydaje mi się, że tamte lepiej leżały
- rób jak uważasz- jeśli tak bardzo chce być przelecony i zostawiony to jego sprawa
-Jak już mówiłem, muszę zafać tobie. W kwesti ubioru jestem dość ułomny
- ta. Leć już bo jeszcze zajechać musisz.
-Mhm. Dzięki za pomoc
-Podziękuj chociaż należycie
-Czyli?
-Całusa chce-zrobiłem dziobek

Cmoknąłem go w usta
-Mało-Przyciągnąłem Go i wpiłem się w jego usta
Oddałem pocałunek, bardzo, bardzo zadowolony.
Po dłuższej chwili odsunąłem się- leć bo nie będzie czekał
-Lecę, lecę, pa, klucze zostaw pod wycieraczką- Wypadłem z mieszkania. To nic, że nie mam wycieraczki
Ja tu zostaje. I mam swoje klucze. Chwila czy on właśnie dał znać ze wróci bardzo późno? A może wcale?
Popędziłem na umówione miejsce prawie się spóźniłem. Chłopak już na n
na mnie czekał. Cholera!
Położyłem się na łóźku Nialla.
Właściwie to spotkanie potoczyło się gładko. Wypiliśmy, potańczyliśmy, dziwnym trafem znaleźliśmy się na zapleczu gdzie robiliśmy coś dużo ciekawszego niż taniec, a ja wypiłem tyle by nie myśleć o Harry'm. Potem okazało się, że stary właściciel, Rush'a to właściciel lokalu i dlatego zaplecze stanęło przed nami otworem. Koło 5 zostałem odstawiony do domciu, gdzie odebrał mnie Harry, pokwitował, Rush odjechał, a my zostaliśmy sami
-Myślałem ze będziesz wcześniej

Wzruszyłem ramionami. Nie mam siły się tłumaczyć, jestm już duży i mam te 18 lat
-Chociaż powiedz Jak było. Ciekawy jestem
-Jutro-wymamrotałem. Spaaaaać. Wymęczył mnie
-Jasne- wyszedłem trzaskając drzwiami. Wszedłem do Louisa pokoju

Olałem to i położyłęm się spać w wymiętoszonym ubraniu
Glebłem się na łóżko. Jak on tak może
Zasnąłem szybko.
Nie mogłem spać. Dobrze ze drzemałem jak go nie było. Teraz to już mnie oleje
Obudziłem się koło 13. Nie miałem nawet aż tak wielkiego kaca jakiego się spodziwałem.
Leżałem w łóźku do 14. Nie chce go widzieć
Ogarnięcie się xsjęło midobre pół godziny. Wpakowałem się do pokoju Lou w poszukiwaniu Hazzy
-Czego?- warknąłem
Oho. Zły- Przepraszam za wczoraj. Byłem wykończony
-Ciekawe po czym. Wyjdź

-Nie wyjdę, bo nie mam pojęcia z czym masz problem
-Pokłóciłem się z Lou.-skłamałem- Przepraszam ze jestem nie miły. Opowiadaj
-Było nieźle, naprawdę. Umówiliśmy się na jutro.
Zacisnąłem zęby.-miło.
-A co z tobą i Lou?
-Nic. Niall?-złapałem go za rękę
-Tak?
-Widzisz.. Mój kolega.. Zakochał się w swoim przyjacielu. Znaczy on tak uważa. Na moje mu coś odwaliło. Co ma zrobić?
-Zależy od sytuacji, ale zazwyczaj to nie ma po co sobie robić nadziei. W końcu jeżeli są tylko przyjaciółmi to ten drugi na pewno nie myśli o nim w ten sposób- wzruszyłem ramionami- O kim w ogóle mówimy?
-Nie znasz.- mruknąłem
-Znam większość twoich znajomych.
-Tego nie.
-Jak wolisz. O co wam poszło z Lou
-O..- kurwa kurwa kurwa- nie przyjedzie teraz. Jego mama źle się czuje. A jest nasza rocznica i się wkurzyłem- chyba może być
-Zeszliście się zimą?
-Nie wiedziałeś?
-Wydawało mi się, że było dość ciepło, a teraz taki ziąb... Ale nie wiem, może zimia była lżejsza
-Możliwe. Wiesz ja chyba wrócę do siebie.
-Jak chcesz. Swoją drogą nie planujesz zamieszkać z Lou?
Lou i Lou.- na razie musi jego mama się dobrze poczuc.- zacząłem się ubierać

-Szczerzył się ostatnio , że kupi wam mieszkanie, jak uzbiera i weźmie kredyt
- no myślimy o tym. A teraz pa. - wyszedłem z jego mieszkania
-Pa
Czemu jestem o niego zazdrosny? Udałem się do parku. Po 10 minutach wparowałem do jego mieszkania.
Akurat jadłem- Co?
Złapałem go za koszulkę i przyciągnąłem do siebie. Wpiłem się w jego usta i przypchnąłem go do ściany
Zaskoczony oddałem pocałunek i objąłem go
Docisnąłem go mocniej do ściany. Zacząłem całować jego szyje i robić wielkie malinki
-Nie rób, Rush zobaczy...- wymamrotałem
Oderwałem się od niego i uderzyłem ścianę koło jego głowy.- on mnie nie obchodzi
Skrzywiłem się- A te twoje bzdurki o miłości?
- Czemu musisz zadawać ostatnio tyle pytań?
-Bo mnie to zastanawia. Ty też możesz pytać
-Czemu musisz mi to robić?
-Co ci robię?- Zaczesałem mu włosy do tyłu
-No to... Nie chce byś się z nim spotykał
-Dlaczego?
-Bo.. Bo.. Cię proszę
-Harry, uwielbiam cię, naprawdę- I zerwę z tobą dla każdego- Ale nie zostawię naprawdę fajnego faceta, bo ty tak chcesz.
-A tak nie chciałeś nikogo szukać. Co się zmieniło?
-Przekonałeś mnie. No i jest Rush- Może to sprawi, że zwrócisz na mnie uwagę
-Sam mówiłeś ze wyjedzie.
-Sam mówiłeś że to długo
-Zmieniłem zdanie. Zakochasz się a później cię zostawi
-Aż tak ci zależy żebym był sam? Wiem że mówiłem że mogę być sam ale to i tak źle brzmi.
-Ja.. Chce -powinienem chcieć- twojego szczęścia. Jesteś pewny ze z nim będziesz? Ze to facet twojego życia? Może lepiej poczekać
Westchnąłem i uśmiechnąłem się lekko- Dobrze, zostawię go, dla ciebie
-Ok. Uczcimy to?
-Możemy
Udałęm się do kuchni. Znalazłem popcorn i przygotowałem go.
Zajrzałem do kuchni- Co oglądamy?
-Nie wiem co leci w tv i co masz na DVD
-Nie wiem, dużo tu płyt Lou.
-To z nim oglądałem większość. Wybierz coś
Poszedłem do salonu i wyjąłem ze stojaka pierwszą lepszą płytę- Już
Szybki. udałem sie z popcornem do salonu

Włączyłem film- Prosz bardzo
Usiadłem koło niego
Przysunąłem popcorn bliżej siebie
Jasne. Żarłok

-Mogę się o ciebie oprzeć?- zapytałem cicho. Jakoś średnio chciałem, żeby mnie usłyszał
-jasne- wyciągnąłem rękę
Oparłem się o jego ramię- Dziękuję
-spoko
Byłem bardzo zadowolony, chociaż nieco spięty.
Siedzi jakby kołek miał w dupie. -co jest?
-Nic.
- to dobrze. Jedź.- podałem mu popcorn
-Mhm- wpakowałem garść przysmaku do ust
Pocałowałem go we włosy.
Zaczerwieniłem się po same uszy. Nie jestem przyzyczajony do czułości. Ani do Hazzy
Chyba naprawdę coś do niego poczułem. Szkoda, że nie odwzajemno tego.
Oglądaliśmy film w milczeniu
Położyłem głowę na jego. Przymknąłem oczy.
-Nie śpij mi tu
- nie wyspałem się w nocy.
-Czekałeś na mnie?
- tak. -przyznałem.
-Martwiłeś się?
-troche ale wiedziałem ze jesteś na randce. Choć ze tak późno wrocisz to nie sadzilem
-Dzięki.
-za co słonko?
-Za to, że się martwisz
-Jesteś dla mnie ważny. A gościa widziałeś 2raz. Mógł cię porwać
-Nikt poza Tobą się tak nie martwi
-Taka rola przyjaciela, promyczku.
Coś we mnie umarło, jak za każdym razem gdy mówił o nas tylko jak o przyjaciołach- Dobrze że Cię mam
-Ja też się cieszę. Po tylu latach czuje że jest między nami silna więz. Jakby nowonarodzona
Kop, kop leżącego- Mhm.
-Też to czujesz?
Czuję kompletnie co innego-Tak. Myślę, że tak.
Jasne. - to dobrze.
-Podasz mi koc? Zimno
Wziąłem koc i nas okryłem.
-Od razu lepiej
-Myślałem ze sama moja obecność sprawia ze jest ci gorąco
-Było mi zimno w nogi- wyjaśniłem
-Chyba ze tak
Wziąłem sobie jeszcze popcornu
-Co teraz- spytałem gdy film się skończył
-Teraz idziemy na zakupy
-Zakupy?- jęknąłem. Znów 15minut będzie się zastanawiał czy woli kawowego czy orzechowego batonika
-Zakupy. Co miesięczne wielkie zakupy do których taszczenia potrzebuję plecaka i asysty
Nie! -Ale ja bym się zdrzemnął
-Jak wrócimy to pośpisz- odsunąłem się-No, wstawaj!
-Nie idę. Ni, jeśli kochasz mnie bardziej niż jedzenie, a powinieneś, oszczędź mnie

Kocham Cię najbardziej na świecie-Ale ja umrę z głodu
-Nie umrzesz. Zamówimy pizzę a później pójdziemy. Nie dam ci umrzeć
-A teraz idziemy spać?
-Prosiłbym
-Niech ci będzie
Podniosłem się. Wziąłem go na ręce i udałem się do jego sypialni
Złapałem go za szyję- Nie strasz mnie tak!
-Wybacz, to z radości. - położyłem go na łóźku.
-Zakupy ze mną są aż takie straszne? Jeśli powiesz, że tak, to śpisz na kanapie
-Oczywiście ze nie. Przecież nie zastanawiasz się pół godziny czy wziąć prince polo czy 7daysa. Skąd to nie ty.
-I won na kanapę. Już!
-Ale nie powiedziałem.-zrobiłem smutną minę
-To prawie tak jakbyś powiedział że jestem nieznośny
-Ale Niall Horan już taki jest
-I tak mnie uwielbiasz
-Dokładnie to mogę zostać?
-Możesz
-Kocham cię.- rozebrałem się i wskoczyłem do łóżka
-Skoro tak mówisz- zrobiłem mu więcej miejsca
Zamknąłem oczy
-Harry?
-Hmm?
-Byłoby lepiej gdybm nie był nieznośny?
-Nie. Takiego Nialla znam od małego i do takiego się przyzwyczaiłem.
-To dobrze. Chyba
-Też tak myślę.- znów zamknąłem oczy
-Branoc
Nie miałem siły mu odpowiedzieć
Zasnąłem niemal natychmiast
Przytuliłem się do Nialla
Spałem spokojnie.
Po jakimś czasie się obudziłem. Spojrzałem na słodko śpiącego blondyna. Pocałowałem go ze włosy.- czemu mieszasz mi w głowie?- cichutko wyszeptałem

We śnie świtały mi jakieś słowa Harry'ego, ale nie uznałem tego za istotne.
Namacałem telefon i zamówiłem obiecaną pizzę
Głos Hazzy stał się głośniejszy i nie mogłem go zignorować-So sie dzzieje?- Zaspany podniosłem głowę
-Nic pizzę zamówiłem. Obiecałem ci promyczku
-Jestem twoim słoneczkiem- zaśmiałem się, nadal niezbyt przytomny
-Tak tak jesteś. I jesteś trochę za bardzo ubrany- mruknąłem
-Mam się rozebrać?
- lepiej nie bo skusisz mnie
-Do pizzy jeszcze trochę czasu
-Czyli chcesz mnie skusić? Niegrzeczny

-Może chcę może nie
-Czyli nie. A szkoda. - dotknąłem jego penisa przez bokserki i ścisnąłem.
-A przekonasz mnie do tego?
- jeśli nie chcesz to nie będę cię zmuszał
-Nie drażnij się, wiesz że chcę
- czy ja się drażnię? Mówiłem co masz zrobić

Wyszedłem z pod kołdry i powoli ściągnąłem z siebie ubrania
-Striptiz? No zakręć tyłkiem
Podniosłem się i zrobiłem to co chciałem, chociaż jak dla mnie to niewiele było w tym seksownego. Starałem nie eksponować się zbytnio śladów zeszłej nocy
Zaśmiałem się cicho. Usiadłem i przywołałem go ręką
Na czworakach zbliżyłem się do niego- Nie śmiej się
-To było urocze- mówię mu w usta

-Zawsze możesz mnie nauczyć. Nie chcę być tylko uroczy.
-Tak, tak. A teraz...- pocałowałem go i zamieniłem nas miejscami
Pocałowałem go w usta
Zdjąłem swoje bokserki. Zacząłem go przygotować

Wiłem się pod nim, niedolony do innej reakcji
Zacząłem całować jego szyję. Chętnie posłucham jego jęków
Chwyciłem jego penisa i zacząłem poruszać ręką
Westchnąłem. Jak dobrze. Przygryzłem jego sutek.
W odpowiedzi wypchnąłem biodra do góry
Wyciągnąłem z niego palce. Przestałem go całkowicie dotykać
-Hm, co jest?
-Muszę iść do Lou po gumki. Zaraz wracam- cmoknąłem go w usta
-Nie idź, może być bez- jęknąłem niezadowolony
-Zaraz będę.- wyszedłem z pokoju. Po chwili wróciłem ze sprzętem
Wyciągnąłem ręce w jego stronę.
Zasnąłem się i szybko nad nim zawisłem. Nasmarowałem jego wejście i założyłem gumkę
Rozłożyłem szerzej nogi
Wszedłem w niego powoli
Przygryzłem wargę i starałem się przyzwyczaić
Delikatnie się poruszałem. Co chwilę przyśpieszałem tępo
Jęczałem mu do ucham
Złapałem go mocno za biodra i również mocno w niego wchodziłem
Ciężko było złapać mi oddech. Jak cudownie...
W końcu wbiłem się w niego po raz ostatni
Doszedłem z krzykiem.
Opadłem zmęczony na niego
Przymknąłem oczy-Złaź, musimy się ogarnąć
-Źle ci ze mną?
-Wręcz cudownie, ale pizza zaraz będzie
- oj no wiem. Ale ja się Lubie przytulac
-Poprzytulasz się potem.
-jestes okropny. Za kare odbierzesz pizze
-Odbiorę pizzę i przyjdę się do ciebie poprzytulać, tak?
-Tak. Bardzo entuzjastyczne tak

-Więc możesz ze mnie zleźć
-oczywiście.- zszedłem z niego.
Znalazłem ubrania, ogarnąłem się trochę. Po chwili przyjechał gościu z pizzą. Odebrałem, zapłaciłem i wróciłem do Hazzy
-Nareszcie. -wstałem i zabrałem od niego pizzę. położyłem ją na szafce nocnej i wróciłem do łóżka

Położyłem się obok niego-Dasz mi kawałek?
podałem mu kawałem pizzy i sobie również wziąłem
Wgryzłem się w potrawę. Pyszna.
Szybko skonsumowałem swoją część pizzy.

Wyciągnąłem rękę po kolejny kawałek
-głodomór.-Podałęm mu kartonik
-Ogromny głodmór
-Mój, słodki, wielki głodomór.

-A co dostanę w nagrodę za przytulanie?
-Pójdę z tobą na zakupy?
-Juuuuutro
- chciałeś dzisiaj. Jutro idziemy do pracy a potem możliwe ze będę miał urlop
-Po pracy. Od kiedy?
-Jutro szew mi powie.
-Hm, jeżeli znajdziemy kogoś kompetntnego to może ja też wziąłbym wolne? Chyba że masz plany z Lou
-Nie mam. Chciałem jechać do mamy.
-A, dobra, myślałem że nie masz żadnych planów
-Mam. - zaproponowałbym mu by poleciał ze mną. Ale lepiej nie. Muszę wszystko przemyśleć
-Jasne, pozdrów mamę.
-Jeszcze nie wiem czy pojadę.
-Jedź, sam ostatnio mówiłeś, że skarżyła się na to że jej nie odwiedzasz
-Tak ale jeśli nie będę miał urlopu to nie pojadę
-Wiadomo- odłożyłem pudełko z pizzą
-A ty kiedy się wybierasz?
-Do rodziców? Nie mam pojęcia.
-Też dawno nie byłeś

-Średnio lubię wracać w rodzinne strony
-Dlaczego?
-Kilka średnio przyjemmych incydentów
-Opowiedz
-Nie są przyjemne i nie chcę do nich wracać
-Dlatego nie chcesz się przytulać?
-W większości
-Ale u ciebie fajnie jest
-Oczywiście, ale mimo to...
-Ok. Skończmy temat
-Mhm
Przytuliłem go
-Mógłbyś... nie...- Było mi głupio i źle, z tym że Harry nie może mnie przytulić, ale przez tą rozmowę nie byłem w stanie przymusić się do jakiejkolwiek bliskości fizycznej
-Mógłbym ale nie chce
-Harry... proszę...- wymamrotałem cicho
-Przecież już przez to przeszliśmy
-Ale... ja... nie mogę... zostaw...- głos zaczął mi się łamać
Puściłem go. - ciii, kochanie. Przepraszam
-Tto nic tylko... Tylko... Daj mi chwilę...
-Herbaty?
-Poproszę- odetchnąłem z ulgą na myśl że wyjdzie.
Poszedłem do kuchni zrobić herbatę. Po chwili wróciłem
Zdążyłem nieco się uspokoić, chociaż i tak było ze mną średnio- Dzięki
-Ok. -Ubrałem się

-I przepraszam.
-Nie masz za co. Pójdę już chyba
-Zostań. Nie chcę być sam.
-Skoro tak. -Usiadłem na łóźku. Nie dotykałem go
Wziąłem herbatę i wypiłem trochę.
Zacząłem bawić się palcami
-Uh, strasznie niezręcznie- zaśmiałem się nerwowo
-Trochę- przyznałem
Nerwowo zaciskałem palce na kubku i wbijałem wzrok w płyn się w nim znajdujący.
Chciałem stamtąd uciec. Jakoś dziwnie było
-Pójdziemy na te zakupy
-Ok. Co sobie życzysz
-To chodźmy.
-Chodźmy. -Podniosłem się
Wstałem, ubrałem kurtkę i wyszliśmy w mieszkania
-Dokąd idziemy?
-Do tego marketu za rogiem. Nie chce mi się dalej
-Jak wolisz. -Wyciągnąłem telefon i napisałem do chłopaków czy zrobić jakieś zakupy

-Nie wziąłem listy zakupów, cholera