niedziela, 31 sierpnia 2014

Ziam XL

Zayn
Liam
_____________________________

Ruszyłem w stronę samochodu. Wsiadłem i czekałem na Liama.
Usiadłem na siedzeniu pasażera. Dzień bez pierdolenia, dniem straconym, huh?
Odpaliłem auto i ruszyłem. Jechałem dość wolno. Niech nie jęczy. Po 30minutach byliśmy na miejscu.
Wyszedłem z auta- Gdzie idziemy?
-Do mnie. -Ruszyłem w tamtym kierunku.
-Ta jes- podreptałem za nim
Gdy weszliśmy rzuciłem go na łóżko i wszedłem na niego całując go.
Oddawałem pocałunki, bo co innego miałbym zrobić?
Zacząłem go rozbierać. A raczej prawie rozszarpywałem jego ubrania. Dzień bez seksu złe mi zrobił.
Nie oddam mu za te ciuchy co mi kupił! Kretyn, moje ubranka...
Gdy uporałem się z ubraniami zerknąłem na nie. Nawet ich nie uszkodziłem. Nie będzie jęczał. Choć to te ode mnie. Zabrałem się za pieszczenie chłopaka.
Jakieś schematyczne to wszystko. Pomrukiwałem zadowolony.
Wyjąłem z szafki kajdanki. Przypiąłem go a do jego odbytu wsadziłem wibrator.
Syknąłem-Ty się nigdy nie nauczysz- No kurwa, to boli!
-Delikatnie było.- No o co mu chodzi?
Wywróciłem oczami- Delikatnie jak papier ścierny
-Cicho daj mi kontynuować.-Włączyłem zabawkę.
Zaskoczony głośno jęknąłem i wypchnąłem biodra w górę.
Wyłączyłem. Wyciągnąłem z szafki jeszcze gumkę by nie doszedł za szybko i znów włączyłem wibrator.
Musi się tak bawić, włączać i wyłączać, bo by sobą nie był. Jęczałem z rozkoszy
-I co? Mówiłem, że rozkosz.
Nawet nie wysilałem się, żeby odpowiedzieć, zresztą nic sensownego, by z tego nie wyszło.
Włączyłem mocniejsze wibracje. Po chwili wyłączyłem i wszedłem w niego.
Krzyknąłem czując jak głęboko wepchnął tą zabaweczkę.
Wibratorem zacząłem drażnić jego penisa.
Nie chcąc być zbyt głośnym przygryzłem wargę.
-Nie gryź jej. Chce cię słyszeć.- Przyśpieszyłem rżnięcie go.
-Ajaniechcęsiędrzećjakstareprześcieradło!- powiedziałem na jednym oddechu i natychmiast znowu przygryzłem wargę
-Lubię stare prześcieradła. Ściany są dość dźwiękoszczelne.-Wysapałem mu do ucha.- Chcę słyszeć.
Pokręciłem głową. Z moich ust wydobywały się zduszone jęki
Zacząłem mocno w niego wchodzić. Jak dzikus wypuszczony po wielu latach z klatki, który napotkał samice.
Niie byłem w stanie powstrzymać głośnych jęków, westchnień i krzyków.
wyszedłem z niego na chwilę by włożyć w niego wibrator. Wszedłem znów potęgując jego doznania.
Teraz już nie powstrzymywałem krzyków. Było mi tak dobrze... Doszedłbym ale gumka mi to uniemożliwiała
Skończyłem w nim wyszedłem i odpiąłem bo. Zaniosłem do Ubikacji pod prysznic.- Możesz zdjąć. W pokoju być nabałaganił.
Spojrzałem na niego zdziwiony. Tylko tym się martwił? No dzięki. Drżącymi dłońmi ściągnąłem z siebie to cholerstwo. Fala orgazmu prawie zwaliła mnie z nóg
-Mówiłem. -Podtrzymałem go. Włączyłem wodę i obmyłem nas.
-Zmieniłbyś prześcieradło, nic by się nie stało
-Teraz mi się nie chce.- Wyszedłem i wytarłem się.
Westchnąłem ciężko- Podasz mi ręcznik?
Podałem mu ręcznik i wyszedłem z łazienki. Wszedłem od razu do łóżka i zasnąłem.
Co za...! I pomyśleć, że on tak zawsze. Sam fakt, że z nim wytrzymuję jest irytujący. Co mi zależy? Narzuciłem na siebie szlafrok i położyłem się w wannie. Byłą wygodna, sucha i raczej nikt mnie tu nie będzie szukał, a ja muszę sobie wszystko poukładać
Spałem jak zabity.
Po krótkich rozmyślaniach dotarła do mnie dość ważna rzecz. Dzień, w dzień, no czasem jakaś przerwa się zdarzy mnie pieprzy ---> ,,Dzień bez seksu dniem straconym'' ---> Szlajanie się gdzieś, zdzwanianie i szukanie sobie kogoś do rżnięcia jest problematyczne ---> Trzyma mnie tu tylko dla seksu? Ja się tak nie bawię! Tak nie będzie! I to jego: powiedz, że mnie kochasz! Chociaż biorąc pod uwagę fakt, że nadal z nim wytrzymuję to nie zdziwiłbym się gdyby miał ra... Stop! Żadnych pierdolonych bzdet o zakochaniu! Mi też rzuciła telenowela na mózg! I wcale nie myślę, że byłoby miło, gdyby pokochał mnie chociaż trochę... Wcale!
Obudziłem się i zobaczyłem, że nie ma Liama. Pewnie się obraził i poszedł do siebie. Trudno.
Poddaję się! Dokładnie tak myślę. Za jakie grzechy, za jakie? Okropność. Nie ma nic gorszego, poza tym co mnie spotkało. Jak można w ogóle coś czuć do tego pierdolonego idioty, o delikatności nosorożca poza nienawiścią-wstrętem-szacunkiem/pożądaniem, niepotrzebne skreślić.
Zauważyłem światło z ubikacji. Wstałem by je wyłączyć, ale postać w wannie zwróciła moją uwagę.- Co tu robisz?
-Biorę kąpiel bez wody. Won- jeszcze się musiał tu przytelepać, normalnie to by się nie ruszył, ale ja myślę o nim, więc on oczywiście musi się przywlec, bo jak to nie?
-Choć do łóżka, bo zimno.-przetarłem oczy.
-A co ja bojler?- podniosłem się powoli, nie chcąc żeby zabolało
-Nie, ale jak się kręcę to nie jest wygrzane.- Nie powiem, że się przyzwyczaiłem.
-Idę już idę- podreptałem do sypialni chłopaka
Położyłem się i go objąłem. Znów odleciałem.
Gdy on spał ja nawet oka nie zmrużyłem. Cały czas myślałem o tym wszystkim i coraz bardziej nie wiedziałem co robić.
Obudziłem się koło 6. Li nie spał. - Wspólna kąpiel?
-Możemy- ziewnąłem.
Wstałem i podszedłem do szafy.-Mam ci coś dać czy pójdziesz po swoje rzeczy?
-Daj...mi coś- całą noc nie spałem prze natłok myśli i teeraz mściło się to na mnie. Myślałem, że przysnę na siedząco, a najgorsze było w tym wszystkim to, że nic nie wymyśliłem.
Wybrałem mu moje ulubione spodnie i jakąś koszulkę. Sobie przyszykowałem podobny zestaw.
-Dzię...- znowu ziewnąłem- ...ki
-Co takie nie wyspany? Trzeba było spać a nie wcześnie się budzić. - Wszedłem pod prysznic.
-Nie mogłem zasnąć- również wszedłem do kabiny
-Całą noc nie spałeś? A kto będzie myślał na zajęciach?- Złapałem go za biodra i przysunąłem do siebie.
-Nie ja-przetarłem oczy
-Pozwoliłbym ci zostać w domu, ale jestem wredny.
Oparłem się o jego ramię-Mhm...
Odsunąłem go od siebie i zacząłem się myć.
Jęknąłem niezadowolony.
Olałem jego niezadowolenie.

Zrezygnowany zacząłem się myć. I tak ma być już zawsze?
Wyszedłem z pod prysznica i się ubrałem.
Mowy nie ma! Wymyślę coś! I ten kretyn to stóp mi padnie błagając o przebaczenie, za swój debilizm! Piękne... Wróć! Najpierw trzeba coś wymyślić. Humor momentalnie mi sie poprawił.
-Ubieraj się bo nie zdążę. -A jeszcze go odwieść trzeba.
-Tak, tak- Wciągnąłem na siebie ciuchy
Również się ubrałem. Jeszcze włosy.

Cały czas byłem zatopiony w swoich rozmyślaniach i nie zwracałem uwagi na otoczenie
Szybko się uporałem.- Idź zrobić śniadanie.
Spojrzałem na niego nieprzytomnie- Co?
-Śnia.... nic sam zrobię.- Zszedłem i zacząłem przygotowywać jedzenie. Po chwili kanapki leżały na stole. Wystarczyło zalać hebratę.
Zabrałem mu jedną z kanapek z talerza
-Chcesz jakąś kasę? -Właśnie jak on wczoraj zjadł w szkole?
-Mam swoją, ale się nie obrażę
-Skąd masz? -I teraz mi mówi?
-Przez jakiś czas pracowałem, ale jako że mieszkałem z rodzicami to spora część kasy mi zostawała.
-I ja za ciebie płacę. Choć nie powiem by mój budżet mocno się zmniejszył. A teraz do szkoły.-Wstałem i nałożyłem buty. Wróciłem do kuchnii by dopić herbatę po czym wszedłem do garażu.
Bez słowa poszedłem do garażu i wsiadłem do auta
Odpaliłem mój ukochany samochodzik i ruszyłem.-O której mam przyjechać?
-Kończę równo z tobą
-Sprawdzałeś? Poświęciłeś się.- Zaśmiałem się.
-Mam dobrą pamięć- wzruszyłem ramionami
-Nie kończę jak wczoraj. A ty nie sprawdzałeś.
Wywróciłem oczami- Widziałem twój plan wczoraj
-Chyba, że tak.- Zaparkowałem pod szkołą.
-Dzięki za podwiezienie- otworzyłem drzwi od auta, żeby wysiąść
-A buziak? - Złapałem go za rękę.

Cmoknąłem go w policzek.- Idę po się spóźnię- wyszedłem z samochodu
Wysiadłem razem z nim. Podbiegłem do niego. -Za mało.- Wbiłem się w jego usta od razu prosząc o dostęp.
Uchyliłem usta, wpuszczając jego język do środka.
Całowałem go aż ktoś do nas nie podszedł. Kto śmie mi przerywać?
Musi odwalać taki sceny, musi, bo by nie wytrzymał. Podeszła do nas dziewczyna, moja znajoma, z innego wydziału. Szarpnęła mnie za ramię, tak że odsunąłem się od chłopaka.
-O co ci chodzi?- Syknąłem w jej kierunku. Co ona sobie myśli? Bez słowa odciąga go jak pojebana. Co może zazdrosna?
-Daruj sobie publiczne okazywanie czułości, niektórych to zniesmacza, Li- zwracała się tylko do mnie, ignorując Zayna. Przez chwilę przeszywał mnie karcącym wzrokiem, po czym uwiesiła mi się na szyi.-Ale wybaczam- dodała wesoło
-A ja nie won.- Odepchnąłem ją.-Wiesz co za to grozi.- Szepnąłem mu na ucho.
-Daj spokój, to tylko znajoma.- Dziewczyna na jego szczęście się nie wywróciła. Wpatrywała się w niego wyraźnie rozeźlona.
-Mam cię na oku.- Zwróciłem się do dziewczyny. Jak rozpierdoli mój plan to zajebie. Myślę, że Niall mógłby podłączyć się pod monitoring szkolny.- Uciekam.- Cmoknąłem jasnowłosego w usta.
Wywróciłem oczami. Razem za znajomą ruszyliśmy na zajęcia, oczywiście po drodze musiałem jej sie ze wszystkiego tłumaczyć.
Odjechałem spod terenu szkoły. Zadzwoniłem do Nialla odnośnie tych kamer.
Moja znajoma była mistrzynią w naruszaniu przestrzeni osobistej, zwłaszcza u przyjaciół. Tuliła się, uwieszała się na szyi, całowała w policzek, jako podziękowanie, wyjadała jedzenie, macała po kieszeniach w poszukiwaniu drobnych... Mimo to znaliśmy się już długi czas i przywykłem do tych jej dziwactw
Pojechałem do domu. I tak pierwsza lekcja była nudna. Horan zrobił co trzeba.

Nic ciekawego się nie działo, nie bardzo uważałem na słowa nauczyciela, prawie przysypiałem.
Gdy miałem obraz z kamery pojechałem do szkoły. Na każdej przerwie jaką miał Liam obserwowałem go. I tą idiotkę. No i Payne ma przejebane.
Szkoła minęła całkiem znośnie, chociaż gdyby nie paplanina znajomej to zasnąłbym natychmiast.
Po lekcjach razem z Justinem udaliśmy się do mojego auta. Następnie po Liama. Dojechałem pod jego szkołę i wszedłem do środka.
Już miałem się zbierać, gdy zauważyłem Zayna. Zaskoczony ruszyłem w jego kierunku. Po co się tu przywlekł?
-Hej.- Powiedziałem oschle i cmoknąłem go w usta.
-Hej?- O co mu znowu chodzi?
-Zbieraj się. Chcę już do domu.- Muszę mu karę wymyślić. W oddali dostrzegłem tą wredną sukę. Uśmiechnąłem się do niej ironicznie.
-Dobra, dobra- Powinienem zacząć się bać?
Oparłem się o ścianę i czekałem. I nawet chyba mam już karę.
Pozbierałem swoje, rzeczy, pożegnałem się, oczywiście bez cmoknięcia w policzek się nie obyło, po czym poszedłem do samochodu.
Zmierzyłem ją wzrokiem. I tak ze mną nie ma szans dziwka. I Li dobrze o tym wie. Wsiadłem do samochodu.
Usiadłem na tylnim  siedzeniu.- O co chodzi?
-O nic.

A zielone koty lubią stepować. Źle jest.
Bieber dziwnie na mnie spojrzał, ale olałem to.
Oparłem się o drzwi samochodu.
Dojechaliśmy. Wysiadłem, poszedłem do pokoju i zostawiłem plecak. Wróciłem do salonu na telewizję. Jus usiadł koło mnie.
Stwierdziłem, że jestem zbyt zaspany by oglądać telewizję i poszedłem do siebie, żeby się zdrzemnąć
Wyciągnąłem piwa i jakieś przekąski. Na szczęście Niall wszystkiego jeszcze nie zjadł.
Zasnąłem w ubraniach, nie chciało mi się zdejmować ciuchów.
Gdzie ten idiota? Odsunąłem od siebie te myśli i wróciłem do oglądania telewizji.
Przez sen przytuliłem się do poduszki.
Gdy nadszła pora obiadu Harry zawołał nas do stołu. Laskawie ruszyłem się i poszukałem Liama. Był u siebie. No bo gdzie by był?- Obiad.
Przetarłem zaspane oczy-Zaraz zejdę
-Nie musisz. Miałem tylko przekazać.- Znów ten oschły ton.

-O co ci chodzi?- podniosłem się do siadu
-O nic. Mówiłem.
-Właśnie widzę- prychnąłem
-Gorszy dzień.-Wzruszyłem ramionami i wyszedłem.

Wstałem, poszedłem do łazienki trochę się ogarnąć i zszedłem na obiad
Zajadałem w najlepsze obiad gdy wszedł Liam. Przy obiedzie wariowałem z Justinem.
Usiadłem na jedynym wolnym miejscu i nałożyłem sobie jedzenie na talerz
Chciałem by Li był zazdrosny więc zacząłem miziać Biebera.

Odwróciłem wzrok i starałem się nie patrzeć na to co robi. Jestem spokojny, jestem spokojny, jestem spokojny...
Przenieśliśmy się do salonu. -Li, oglądasz z niami?
-Nie dzięki, idę się zdrzemnąć jeszcze na chwilę- Ziewnąłem na pokaz
-A co będziesz w nocy robił. Zostań.
Zrezygnowany usiadłem obok nich.
No to patrz. Znów zacząłem obmacywać Justina. Swoją drogą był niezły, ale wolę Liama.

Jestem spokojny, jestem spokojny... Nerwowo wyłamywałem kostki, starając się nie patrzeć w ich stronę.
Wstałem po coś mocniejszego do barku. Wziąłem 2 kieliszki. Zachowywałem się jakby Payne nie istniał.
Wywróciłem oczami. Tak czy siak bym się nie napił, ale mógłby przestać zachowywać się jak kretyn.
Po kilku kieliszkach wyszeptałem Bieberowi na ucho.- Pocałuje cię. Nie rób głupstw.- Wyglądało to jakbym całował jego szyję. Teraz więc przeniosłem usta na jego wargi.
W końcu nie wytrzymałem- Mam dość! - wkurzony poszedłem do siebie i rzuciłem się na łóżko, uprzednio zamykając drzwi na klucz. Debil! Idiota! Jeszcze mnie będzie błagał o wybaczenie! Tylko trzeba wymyślić jak go do tego zmusić... Czyli wróciliśmy do punktu wyjścia.
Zaśmiałem się odrywając od chłopaka. Ups. Ktoś się wkurzył. -Zaraz wracam. -Wstałem i poszedłem do Liama. Bo czemu go nie po wkurzać jeszcze?
Mamrotałem pod nosem obelgi w kierunku Zayna, ale byłem skupiony na obmyślaniu diabolicznego planu, na który nie miałem pomysłu.
Chciałem wejść, ale było zamknięte. Zapukałem.- Li? Czemu poszedłeś

Zignorowałem go, a ilość wypluwanych przeze mnie oszczerstw wzrosła kilkakrotnie.
-Skarbie?
Teraz to skarbie?! Już ja ci dam kurwa skarba, jak tylko coś wymyślę... Cholera, naprawdę zgłupiałem, przez spędzanie czasu z tym idiotą.
-Chodź do nas.
W twoich snach! Nie odezwę się do ciebie ani słowem!
-O co ci chodzi? Wpuść mnie!- Zacząłem walić w drzwi.

-O nic- zacząłem go przedrzeźniać. To się nie liczy jako odezwanie, bo ja tak mówię.
-To otwórz.
Prychnąłem. Nie mam najmniejszego zamiaru.
-To idę do Justina.
Proszę bardzo. Nie chciałem żebyś tu przyłaził. Sio! Myśleć próbuje.
Wróciłem zadowolony do Justina.
Hr, nic nie mogę wymyślić. Więc może ktoś wymyśli za mnie? Niall odpada, Harry nie będzie miał dobrego pomysłu. Zostaje Louis. Jego pomysł zdecydowanie będzie idiotyczny ale przy odrobinie szczęścia skuteczny. Wstałem i skierowałem się do pokoju Lou.
Byliśmy wstawieni. Mecz się skończył więc poszliśmy do mojego pokoju i w samych bokserkach poszliśmy spać.

Hazzy nie było w pokoju. -Louis? Mam do ciebie sprawę- chłopak podniósł na mnie wzrok. Po krótce przedstawiłem mu sytuacje, nie szczędząc wyzwisk na Zayna i zapewnień, że nic do niego nie czuję a jeśli tak to tylko trochę i nieprawda. Lou pokiwał głową-Porwiemy cię- stwierdził wesoło. Spojrzałem na niego jak na kretyna, a on przedstawił mi plan. Miałem wyjść chwilę wcześniej z zajęć i nie daleko jakiejś kamery ,, porwą'' mnie ludzie podstawieni przez chłopaka. Wywiozą mnie do jakiegoś magazynu, przywiążą do krzesła i będą udawać, że prawdziwe porwanie, bo inaczej byłoby z nami krucho. Kilka razy zaznaczył, że wszystko będzie zaplanowane, posiłki wliczone w pakiet, będą uważać na dzieciaka. Jakby mnie to miało uspokoić. Z braku lepszych opcji zgodziłem się, a z braku towarzystwa zostałem z chłopakiem.
Z przyzwyczajenia przytuliłem do siebie ciało leżące obok mnie.
Gdy wracałem wieczorem do siebie zajrzałem do pokoju Zayna. Niech go szlag trafi! Przyspieszyłem. Wszedłem do swojego pokoju, na pozór spokojnie położyłem się na łóżku i spróbowałem zasnąć. Na pozór spokojnie, bo jakaś część mnie miała ochotę krzyczeć, płakać i mordować, pewne dwie osoby szczególnie, na raz.
Rano obudziłem się i wziąłem prysznic. Obudziłem Justina gdy wyszedłem z łazienki. Zrobiłem śniadanie. Wszedłem do Liama by go obudzić.
Leżałem wtulony w poduszkę, pewnie wyglądałem bardzo żałośnie, bo moje sny nie były najlepsze, co dało się wyczytać z mojej twarzy.
-Skarbie. Budzimy się.-Usiadłem na jego łóżku. Wygląda jakby płakał. Biedaczek. Trzeba było się mnie słuchać
Uchyliłem zaspane powieki-Mhm- Chyba stało się to moją standardową odpowiedzią na rano. Podniosłem się do siadu i przetarłem oczy.
-Tak żałowałeś, że ze mną nie śpisz, że płakałeś? Trzeba było powiedzieć. Choć Jus też jest niezły. Wiesz o co chodzi.- Poruszyłem brwiami.
-Nie płakałem- zaprzeczyłem ziewając. Zignorowałem dalszą część wypowiedzi, pocieszając się tym, że już niedługo nie będę musiał go wcale słuchać. I to przez co najmniej cały dzień. A on będzie ze skóry wyłaził, denerwował się, zachowywał się jak wariat i przy odrobinie szczęścia może nawet nnie przeprosi, w co wątpię, ale nadzieję mieć można. Idealnie.
-Jaaasne. Śniadanie czeka. My już jedziemy. Pa.-Wstałem i wyszedłem.
-Pa- Debil. Poszedłem się umyć, po czym zszedłem na śniadanie. Poprosiłem Lou żeby mnie podwiózł, potem nie byłoby co z samochodem zrobić, nie ma sensu robić sobie więcej kłopotów.

środa, 27 sierpnia 2014

Ziam XXXIX

Heeej
Powróciłam!
Ktoś tęsknił? 
PRZEPRASZAM!
Wpierw komp się zjebał i nie było go x czasu a ostatni tydzień się zbierałam by dodać rozdział. Wybaczcie.
______________________________
Zayn
Liam
______________________________
Sam przygotowałem się do snu i wtulając się w poduszkę odpłynąłem.
W nocy nie mogłem spać. Kilka razy się budziłem. Koło 6 stwierdziłem, że nie ma sensu już zasypiać. Umyłem się i przygotowałem do pójścia do szkoły. Na stronach naszych czyli mojej i Liama szkoły sprawdziłem plany lekcji. Spakowałem się i poszedłem na śniadanie.
Wstałem pół godziny po Zaynie. Na szybko się umyłem ubrałem, spakowałem i zbiegłem na śniadanie.
Podałem mu jego plan.- Na 12 do lekarza. Przyjadę.
-Ta jes- wziąłem kartkę i wpakowałem do kieszeni.
Wszedłem do pokoju po moją torbę.-L. Czekam przy aucie.
-Zaraz będę- zrobiłem sobie jakąś kanapkę i najszybciej jak się dało zjadłem. Pobiegłem do samochodu
Gdy wsiadł odpaliłem. W ciszy jechaliśmy do jego szkoły.

Co chwila ziewałem, nie wyspałem się.
Dojechaliśmy do szkoły. Widziałem jak ludzie się gapili na nas. Typowe. Zaparkowałem.- Coś na pożegnanie?
Pochyliłem się i cmoknąłem go w usta.-Lecę, nie spóźnij się
-Ta. Będę o 12 tu czekał.
Wyszedłem z samochodu i ruszyłem na zajęcia.
Odjechałem w stronę swojej szkoły. Swoją drogą szkoda, że nie chodzimy do jednej.
Po drodze spotkałem kilku znajomych
Dojechałem do szkoły. Odnalazłem Justina, mojego przyjaciela w murach tej szkoły.
Czas do 12 dłużył mi się strasznie. Nic ciekawego się nie działo. W ogóle nic się nie działo.
W szkole było nawet fajnie. Justin bardzo umilał mi czas. Przed 12 wyjechałem ze szkoły i udałem się do Liama. Była jeszcze lekcja jak zajechałem. Wszedłem do szkoły i czekałem na korytarzu.
Gdy tylko mogłem, wypadłem z sali. Nareszcie-Ty tutaj? Myślałem, że będziesz na parkingu.
-Nudziło mi się.- Podszedłem do niego i pocałowałem. Zróbmy widowisko.
Odsunąłem się-Jedźmy, nie chcę się spóźnić
-Ze mną się nie spóźnisz. -Złapałem go za rękę i skierowałem się do auta.
-Chcę przeżyć jazdę
-Oczywiście, że przeżyjesz, skarbie. -Wsiadłem do samochodu i ruszyłem z piskiem opon.
-Zaczynam wątpić
-To nie wątp.
-To jedź jak człowiek!
-Nie drżyj się. Widziałeś jak się gapili? -Zaśmiałem się i zwolniłem.
-Gapili się od samego rana. Teraz się będę musiał tłumaczyć
-Jak od rana?
-Ktoś zauważył nas w aucie- wzruszyłem ramionami
-Aa. Możesz się chwalić jakiego cudnego masz chłopaka. Jak będzie jakąś ciekawa koleżanka lub kolega to możesz dać mój numer.
-Kogo to obchodzi? Ledwo cię widzieli
-Mnie obchodzi. -Wjechałem na parking.
-Ciebie obchodzi wszystko co jest człowiekiem, jest seksowne i ma dziurę- westchnąłem ciężko
-Jakbyś zgadł. Ty jesteś wyjątkiem.
-Rozumiem, że moja zajebistość rzuciła co na mózg, ale nie musisz od razu wywyższać mnie do rangi boga
-Chodziło, że obchodzi mnie twoja dziura a seksowny nie jesteś. Wybacz, że świat psuje.- Wysiadłem z samochodu.
-Zostanę przy swojej wersji- ruszyłem za nim
-Na złe ci to wyjdzie. Chodź bo faktycznie się spóźnimy.
-I niby przez kogo?- Wywróciłem oczami
-Zamknij się już.- Wszedłem na korytarz po czym do gabinetu.
Chcąc nie chcąc popędziłem za nim
Usiadłem na krześle. Ciekawe jak wyglądają takie wizyty.
-Dzień dobry...?- rozejrzałem się po pomieszczeniu. Coraz mniej mi się tu podoba
Lekarz mu odpowiedział. Zaczęli o czymś gadać.
Pytał się mnie o różne rzeczy, dostałem kolorową książeczke z rozpiską wszystkiego co wiedzieć powinienem, wytłumaczył mniej więcej co się w niej znajduje i poprosił, żebym usiadł na fotelu. Nie podoba mi sie to.
Przyglądałem im się. Zabrałem Liamowi książeczkę i zacząłem ja przeglądać.
Zabrali mi książeczkę. Nie chcę na fotel! Wygląda przerażająco. Czego się nie robi... Z niepewną miną rozebrałem się i usiadłem na tym cholerstwie.
-Oj bo się dobiorę do ciebie, skarbie.
Ledwo powstrzymywałem się, żeby nie rzucić w niego czymś ciężkim. Lekarz założył rękawiczki i chyba sam nie wiedział jak zabrać się za badanie.
Przyglądałem im się. Prawie nie padłem ze śmiechu.
-Nie rżyj, bo nie masz z czego!
Przystawiłem palec do ust- Ciii.- Powiedziałem przez śmiech.
-Później się z tobą pokłócę
-Później to cię przelecę.
-Won! Mężczyzn w ciąży się nie denerwuje. Poza tym z tego co wiem, to obecność kogokolwiek podczas badań po za usg nie jest konieczna, a czasami nawet wskazana- popatrzyłem na lekarza szukając poparcia, a on skinął głową. Jak zwykle mam rację
-Ale to mój potomek. Facet też nie powinien być w ciąży. Zostaje.
-Kretynie, nawet gdybyś był moim mężem, żoną, teściową i samochodem jednocześnie to by cię nie wpuścili. Etyka zawodowa. Sio
-Kocie noo. Obiecuje, że przestane. Chce zobaczyć.
-Na usg będziesz- wywróciłem oczami- Teraz będą ogółem wszystkie badania, łącznie z ważeniem, mierzeniem, EKG...
-I nie będzie upojnej nocy.-Mruknąłem i wstałem. Wyszedłem. Musiał otwierać jadaczkę. Idiota.
Nareszcie. Wszystkie badania zajęły godzinkę. Poprosiłem lekarza, żeby zawołał tego kretyna
Wszedłem do sali.- To gdzie moje... nasze dziecko? Kiedyś poznam płeć?
Siedziałem na fotelu, dałem wysmarować sobie brzuch tym glutem,a ostatecznie jeździli mi tym śmiesznym czymś po brzuchu, co nie dosć że nieprzyjemne, to jeszcze zimne. Lekarz wskazał na ekran- Na określenie płci jest jeszcze za wcześnie.
-A kiedy się dowiem.- Złapałem Liama za rękę. Na filmach tak robili.
-Zależy od ułożenia dziecka ale 16/17 tydzień to najwcześniej- Padła odpowiedź.
Długo. Nie wiem czy wytrzymam tyle z tym czymś. Czyli $ miesiąc około. Li będzie już robił za panią domu.
Cały czas sceptycznie wpatrywałem się w ekran. To jest niby dziecko?
-Gapisz się jak na obraz, którego nie rozumiesz. My dostaniemy jakiś wydruk? -Moja mama ma coś takiego z usg.
Lekarz skinął głową- Wyniki są dobre co jest dość... niespodziewane. Umawiamy następną wizytę?
-Oczywiście. A czemu niespodziewane? Zdrowe po tatusiu. - Uderzyłem się dumnie w pierś.
-Przez pierwszy trymestr ciąży organizm jest najbardziej zachwiany, nawet przy prawidłowej diecie, wystrzeganiu się zbyt dużego wysiłku, stresu i tak dalej łatwo o poronienie, a w takim przypadku szansa na to jest kilka, być może nawet kilkanaście, razy większa niż normalnie- Żeś mnie uspokoił
Jak poroni nie będzie problemu. Trzeba go denerwować. Choć może chce by to coś się narodziło?
-A tak. W tej broszurce, którą otrzymaliście nie jest to wyjaśnione, ale poronienia są groźne i mogą prowadzić do chorób i powikłań, a z racji tego, że pan kobietą nie jest- zwrócił się do mnie oczywiście- poronienie mogłoby sie dla pana źle skończyć.
Dwie pieczenie na jednym ogniu. Choć nie Li może się przydać. To może go nie denerwujmy.
Brawo dla pana w kitlu, Liam zamienił się w kłębek nerwów, nagrodę wypłacamy w formie czeków z czekolady.
-To kiedy następna wizyta?- Wróciłem z krainy swoich myśli.
-W przyszłym miesiącu, myślę że jakoś w pierwszej połowie. 10?
-Może być. To tu czy tam u pielęgniarki?
-Zapiszę i podam recepcjonistce. Mam wolne po południu, 15.45 pasuje?
Spojrzałem na brązowookiego.- Tak. Oczywiście.- Przecież ze szkoły można się urwać.
Skinąłem głową. Nie panikuję, nie panikuję, jestem spokojny...
Poczekałem aż Li doprowadzi się do porządku i wyszedłem z gabinetu.
Podążyłem za nim.
-Lody?
-Możemy- rzuciłem w przestrzeń.
Wszedłem do samochodu. Wsiadłem na tylnim siedzeniu.
-Ty prowadź- Nie czułem się na siłach, żeby robić cokolwiek
-A lody?
-Zjemy, zjemy
-Ale... Lody inne lody, skarbie.
-Możemy w domu? Nie czuję się na siłach
-Co ci?
-Wszystko przez to pierdolenie lekarza
-Nic takiego nie powiedział. Tylko, że nie możesz się denerwować.- Pogłaskałem go po ramieniu.
-Bo jak nie to stanie się to, to i to...- zacząłem nerwowo bawić się palcami
-Będzie dobrze. Osobiście przysięgam, że będę o ciebie dbać i nic ci się nie stanie.- Zakochasz się we mnie i zakończę misje.
-A jak się stanie?
-Obiecuję, że nie. Mi nie wierzysz?
-Nie wiem...
-To nie. Ja swoje wiem.- Usiadłem za kierownicą.
-To nie są rzeczy na które masz do końca wpływ...
-Jestem zajebisty mam wpływ na wszystko.
Westchnąłem ciężko- Nie pomagasz
-Jasne. Ale chyba warto byś wiedział.
-Jedźmy już- poprosiłem zduszonym głosem
-Jak chcesz.- Ruszyłem.
Muszę się uspokoić. Panikuję i to strasznie.
-Tak w ogóle to cię nie rozumiem.- Skręciłem w prawo.
-Czemu?
-Wiedzę, że się przejmujesz, a nie ma czym. Bo aborcja niee. -Zatrzymałem się pod lodziarnią.
-Jak mam się nie przejmować? Na własne życzenie zaserwowałem sobie takie stresy, teraz mam za swoje
-No właśnie. Na własne życzenie. Teraz przyjmij to na klatę jak mężczyzna.
-Nie umiem- stwierdziłem smętnie
-To się naucz. -Podszedłem do lodziarni i zamówiłem sobie loda.
-Mi też weź- popędziłem za nim
-To zamów sobie. Ja nie wiem jakie lubisz.- Zauważyłem.
-Ym... Waniliowe i... czekoladowe, chcę
Sprzedawca nałożył mu lody. Zapłaciłem i usiadłem na pobliskiej ławce.
Klepnąłem obok niego, bardzo zadowolony. Stres zniknął, może nie zupełnie, ale na tyle, by móc cieszyć się deserem.
-Jak będziesz chciał mogę kupić ci jeszcze.- Zaproponowałem.
Uradowany skinąłem głową. Niewiele mi do szczęścia potrzeba.
No i fajnie. Może przestanie się martwić. Genialne.
Swoje dwie gałki lodów błyskawicznie. Pyszne.
Podałem mu pieniądze.- Leć.
-Dzięki- uśmiechnąłem się szeroko i ruszyłem do lodziarni zastanawiając się jaki smak wybrać.
Jak dziecko. Uśmiechnąłem się. Nawet cieszę się, że z nim wpadłem. Mogło być gorzej.
Wróciłem po kilku chwilach. Ostatecznie wybrałem cytrynowe. Usiadłem obok Zayna.
-Dasz trochę?
Przysunąłem mu smakołyk pod nos
Polizałem. Gdy połknąłem cmoknąłem go.- Smaczny. Dzięki.
-Nie ma za co-wróciłem do lizania loda
-Bo się podniecę.- Skomentowałem jego poczynania.
-Nie mów tak, a przynajmniej nie w miejscach publicznych
-To tak nie rób. I nikt nie słyszał.- Poklepałem go po kolanie.
-Nie robię nic specjalnego, to ty myślisz o takich rzeczach
-Nie moja wina, że jestem zboczony. Jak dalej będziesz tak jadł to skończymy na tyle samochodu.
-Powiedziałem, w domu.
-W domu będą kolejne atrakcje.
-Nie słyszałeś? Mam się nie przemęczać- Ha! Raz się przydała paplanina tego idiotycznego lekarza, od siedmiu boleści!
-Nie zmęczę cię. Obiecuję. Dam ci rozkosz.
Zaśmiałem się cicho- Jakoś nie wierzę...
-To uwierz. Już kilka razy dałem więc teraz też dam.
-Zazwyczaj po tej ,,rozkoszy'' byłem wykończony, tak że robienie czegokolwiek poza spaniem wydawało mi się niemożliwe- zauważyłem
-Czyli odpoczniesz później. A z resztą znajdę sobie kogoś innego.
-To się nazywa szantaż, wiesz?
-To nie jest szantaż. To prawda. Gdzie ty widzisz tu szantaż?- Uniosłem brew.
-,,Nawet jeśli mi nie dasz, to zawsze mogę znaleźć sobie kogoś innego''
-To nie szantaż.- Wzruszyłem ramionami. -To jak?
-Ale w domu- stwierdziłem zrezygnowany
-I to mi się podoba. To .. Jedziemy?- Wstałem.
-Tak, tak- podniosłem się