Zayn
Liam
____________________________________
-Spokojnie, zrobię
z ciebie niezły towar. Wiesz mi nie dorównasz, ale starać się możesz.-
Zaparkowałem pod galerią.
-Dopóki ty płacisz nie mam nic przeciwko.
-Przypominam, ze to będzie do zwrotu.
-Tylko żeby nie kosztowało fortuny.
-Teraz to cię martwi? -Wysiadłem z samochodu.
-Nie mam i prawdopodobnie nigdy nie będę mieć tyle kasy co ty.
-Też racja. To od czego zaczniemy? Spódniczki czy biżuteria?- Zaśmiałem się.- A na poważnie... spodnie?
No zaraz mu strzelę...-Niech będzie
Wszedłem do galerii i udałem się do sklepu z spodniami.
Chcąc nie chcąc poszedłem za nim.
Poprzeglądałem Kilka wieszaków. -Tu patrz.
-Patrzę, patrzę- westchnąłem.
-To bierz swój rozmiar. I do przymierzalni.
Wziąłem odpowiednie spodnie i ruszyłem do przebieralni
Po 3godzinach wróciliśmy. Kupiłem sobie 2dresy, kilka koszulek i parę spodni. Liama troszkę przepociłem na mój styl. -Seksownie.- Skomentowałem gdy szliśmy na pizzę. Oczywiście kazałem mu zostać w kupionych ubraniach. Miał dość obcisłe, niebieskie spodnie, biała bluzkę i skórzaną kurtkę. Czyż nie seksownie?
-Daj spokój, głupio się czuję w tych ciuchach- Zakłopotany podrapałem się po głowie
-Ale wyglądasz dobrze. Jaka ulga, ze jesteś mój.
Zarumieniłem się lekko- Nie mów tak, naprawdę zalatuje tanim romansidłem
-Mówiłem, ze się skatowałem. Nie długo powinno mi przejść.
-Mam nadzieję
Stanąłem przy stoliku.- A teraz pan pozwoli.- Odsunąłem mu krzesło.- Proszę.
Westchnąłem i usiadłem- Nie przesadzasz trochę?
Wzruszyłem ramionami. Bo czemu się nie pobawić? Gdy przyszedł kelner złożyłem zamówienie.
Objadłem się w Mac'u więc zamówiłem tylko sałatkę
-Jak królik.
-Nie jestem głodny
-Jesz jak smok i nie jesteś głodny? Dziwne.
-Przesadzasz, jak zwykle
-Nigdy nie przesadzam. -Zabrałem się za swoje zamówienie.
Nabiłem pomidora na widelec- Nikt ci nie uwierzy
Wywróciłem oczami. Jak wrócimy to się wyśpime. A jutro po południu trzeba wracać.
W ciszy zajadałem się sałatką
-Chcesz coś jeszcze?- Zapytałem kończąc swoją porcję
-Nie, dzięki
-To wracajmy. Zmęczony jestem.
-Możemy-
-Dam ci zaszczyt. Prowadzisz.- Rzuciłem mu kluczyki.
Uśmiechnąłem się szeroko. Czasami naprawdę jestem jak dzieciak
Wgramoliłem się do autka. Oby ci nic nie zrobił. A teraz dobranoc.
Wróciliśmy dość szybko, udało mi się nie zabłądzić. Szturchnąłem Zayna- Jesteśmy
-Ta.- Przetarłem oczy i wyszedłem. Otworzyłem dom i skierowałem się do salonu. Kurwa musiałem przestawić tą kanapę. Ustawiłem ją na jej miejsce i glebłem na nią.
-Plecy cię będą boleć- Zamknąłem drzwi na klucz m
-Przeżyje.- Mruknąłem i włączyłem telewizję.- Chcesz robić za moja poduszkę?
-Mogę-usiadłem na kanapie
Położyłem mu się na kolanach.- Włosy.- Rzuciłem krótko wiedząc, że zrozumie.
Wplotłem palce w jego włosy.
Po chwili odpłynąłem w głęboki sen.
Gdy zasnął po cichu wyłączyłem telewizor. Całkiem wygodnie, mogę tak posiedzieć jeszcze dłuższy czas.
Spałem spokojnie. Woda mnie wymęczyła.
Oglądałem jakieś powtórki jeszcze przez kilka godzin
-Która godzina?- Mój głos był zachrypnięty.
-19-pogłaskałem go po włosach
To mogę jeszcze spać
-Jeszcze? Przynajmniej daj mi wstać
-To dalej.
Podniosłem się i poszedłem znaleźć sobie coś do roboty.
Przysnąłem jeszcze na chwilę.
Znudzony przeglądałem jakiś magazyn, który pozostał tu po poprzednich lokatorach.
Gdy następny raz się obudziłem wstałem zrobić sobie kawę. Znalazłem tam Liama.- Idziemy na ten spacer?- Świeże, zimne powietrze dobrze mi zrobi.
-Idziemy- za bardzo mi się nudzi, żeby wybrzydzać.
Założyłem kurtkę i buty. Wyszedłem na zewnątrz odpalając papierosa.
Ubrałem się i wyszedłem chwilę po nim- Na plażę?
-Tak. Przypomnij co ja ci obiecałem z plażą?
-Kolację, ale się obejdzie
-Kolację na plaży? A myślałem, że jebanie. A niee to później.
-Bez tego też się obejdzie. Idziemy?
-Jasne. Chcesz?- Wyciągnąłem paczkę w jego kierunku.
-Nie
Prychnąłem i złapałem go za rękę.
Splotłem nasze palce
Niezły ze mnie chłopak. Myślałem, że bardziej będę musiał się starać.
Na plażę dowlekliśmy się po piętnastu minutach- Będę mieć piasek w butach- zamarudziłem
- To je zdejmij. Nieść cię nie będę.
Zdjąłem buty i skarpetki.
Ubabra w domku. Co za człowiek.- Myślę nad kupnem tego domku.
-Myślisz, czy właśnie pomyślałeś?- zaśmiałem się krótko- Chociaż trzeba przyznać, że jest prawie idealny
-Przez sen mnie naszło. Prawie. Ciebie nic nie zadowoli w 100%.
-Skąd wiesz? Jedyna wada, to pewne braki w wyposażeniu i tyle
-To mogę zmienić. To co mi doradzasz?
-Ja to bym malowanie zrobił i trochę przemeblował- wzruszyłem ramionami
-Ale kupić? Kolory są spoko.- Zauważyłem.- Widać, że niedawno było malowane.
-Ale przemeblować trzeba
-Mi sie podoba jak jest. Jutro muszę pogadać z gościem.
-Kiedy wracamy?
-Jutro po południu. Spakujemy się pojedziemy na obiad i już.
-Co będzie na obiad?
-Co sobie zamówisz. I nie mów tylko o jedzeniu.- Usiadłem na ławce obok Ścieżki.
-Zamieniam się w Niall'a- usiadłem obok niego
-Niee z jednym ciężko wytrzymać i utrzymać w lodówce względne zapełnienie a co dopiero z dwoma takimi? Allahu ratuj!
-Kup drugą lodówkę- doradziłem- Jedna będzie wasza, a druga moja i Niall'a- zaśmiałem się
- Pomyślę nad tym.
-He, jak myślisz kiedy zacznie być to widać?- Przyjrzałem się swojemu brzuchowi
-4miesiąc? Nie znam się. Spytaj mamy, ciotki, siostry, ale nie mnie.
-A taką miałem nadzieję, ze później
-Lekko nie ma jak jest się dziwakiem. Jakby co to lubię dziwaków.
-Przynajmniej tyle
-Ale ty jesteś wyjątkiem... -Obszukałem kieszenie. Uśmiechnąłem się, gdy znalazłem woreczek. Wyciągnąłem go i zawartość wysypałem na ramię. Po chwili biały proszek zniknął w moim nosie.
Westchnąłem ciężko, ale nie skomentowałem
-Też chciałeś?
-Nie
-To o co ci chodzi?
-O nic. Tym razem naprawdę o nic
-To dobrze. Wracamy czy idziemy dalej?
-Idziemy
Wstałem i zacząłem zmierzać wzdłuż plaży.
Zadowolony szedłem obok niego
Spacerowaliśmy do późna. W drodze powrotnej usłyszałem strzał. Dostałem. Na szczęście w rękę. No kurwa nie mają tarczy?
Prawie na zawał zszedłem, a jak zobaczyłem krew, to mdleć mi się zachciało- Żyjesz? - no dajcie mi medal za stwierdzanie oczywistości
-Nie widzisz? Chodź.- Złapałem go za rękę i szybkim krokiem udałem się do domku.
Prawie biegiem za nim
Doszliśmy do dom. Udałem się do łazienki w poszukiwaniu wody utlenionej.- Chodź, pomożesz mi.
-Jasne- Cholera nic nie jest jasne. Strzelają! Do ludzi! I po co mi to było... przetrząsnąłem szafki obok zlewu-Mam apteczkę
-Trzeba kulę wyciągnąć. Masz jakieś cążki?- Wziąłem od niego apteczkę. Postawiłem na umywalce i otworzyłem.
No a kurwa skąd mam mieć?!- Raczej nie
-To pomyśl co może robić za nie.
- A bo ja ci wiem!- cążki, cążki, coś cążkopodobnego...
-Widelec? Może da radę. Przynieś.
Przyniosłem sztuciec.- Za szeroki, nie wejdzie
-Wyciągnij to jakoś i po sprawie. -Że też komuś zachciało się strzelać do ptaków. Co za idiota. Żebym na wakacjach obrywał za nic.
Przyjrzałem się ranie- A może wygodniej by było pęsetą? Małe to
-Mówiłeś, że nie ma.- Dalej bo boli.
-Ciążek nie ma. Pęsety zawsze są w apteczkach.- Dla zademonstrowania wyjąłem takowy przedmioty z apteczki.- Daj mi tą rękę
-O niej mówiłem. -Jaki ciężki przypadek. Dziecko mózg mu zjadło.
-O cążkach mówiłeś. Cążkami się paznokcie obcina- dość niedelikatnie wsadziłem pęsetę w ranę
-Jeden chuj.
Wyciągnąłem pocisk...?- Już
Wziąłem wodę i odmyłem ranę. -Trzeba zabandażować. Zrobisz to?
- A mam jakiś wybór?- wyciągnąłem gazę i bandaż
-Możesz mnie zostawić krwawiącego? Ale lepiej nie próbuj.- Ostrzegłem.
Przyłożyłem gazę, wszystko owinąłem bandażem, zapiąłem- Gotowe
-Dziękuje. Chyba zasłużyłeś na nagrodę.-Przyjrzałem się opatrunkowi.-Stoliczek?
-Chciałbym protestować, ale obiecałem
Uśmiechnąłem się. Tylko.. -Panie mądry co może robić za kajdanki?
-Sznurka pewnie nie mamy?
Pokręciłem przecząco głową. - Najwyżej poświęcimy twoją koszulkę.
-Czemu moją?
-Bo te co ci kupiłem są lepsze, bo i tak niedługo będą za małe i takie tam. Dawaj jakąś.
Wstałem i ruszyłem się po tą koszulkę.- Trzymaj
Poszedłem do kuchni po bita śmietanę i truskawki. - Rozbieraj się.
Z niepewną miną ściągnąłem z siebie ubrania
-Kładź się.-Usiadłem na łóżku.
Posłusznie wykonałem polecenie
Rozdarłem jego koszulkę i przywiązałem go dość mocno do łóżka. Wstrząsnąłem śmietanę i wycisnąłem na niego. Zamoczyłem truskawkę i przystawiłem mu do ust.
Otworzyłem usta i ugryzłem kawałek.
Zjadłem resztę owocu. -Dobre.- Zlizałem trochę śmietany z jego brzucha.
Zadrżałem lekko czując język na swojej skórze- Mi też smakują
-A taki oporny byłeś.
-Lubię truskawki i tyle- wzruszyłbym ramionami ale nie mogłem.
-Yhym. -Dalej zlizywałem z niego bitą śmietanę. Zbliżałem się do sutków, które zassałem.
Jęknąłem cicho czując pieszczotę.
Lizałem i zasysałem jego lewy sutek.
Przyjemnie... Pojękiwałem z rozkoszy
Znów zabrałem się za zlizywanie z niego deseru. Gdy skończyłem oblizałem się i pocałowałem go.
Poczułem słodki smak bitej śmietany. Chętnie oddawałem pocałunek.
Wsadziłem w niego jeden palec. Po chwili kolejny i kolejny rozciągając jego wejście.
Jęczałem coraz głośniej
Wyciągnąłem z niego palce. Rozebrałem się. Założyłem gumkę i wszedłem w niego.
Spiąłem się, ale tylko przez chwilę.
Zacząłem się szybko poruszać. Oparłem ręce po obu stronach jego głowy i syknąłem cicho całując go.
Oddałem pocałunek. Po
chwili jednak oprzytomniałem i odsunąłem go od siebie- Ręka...-Dopóki ty płacisz nie mam nic przeciwko.
-Przypominam, ze to będzie do zwrotu.
-Tylko żeby nie kosztowało fortuny.
-Teraz to cię martwi? -Wysiadłem z samochodu.
-Nie mam i prawdopodobnie nigdy nie będę mieć tyle kasy co ty.
-Też racja. To od czego zaczniemy? Spódniczki czy biżuteria?- Zaśmiałem się.- A na poważnie... spodnie?
No zaraz mu strzelę...-Niech będzie
Wszedłem do galerii i udałem się do sklepu z spodniami.
Chcąc nie chcąc poszedłem za nim.
Poprzeglądałem Kilka wieszaków. -Tu patrz.
-Patrzę, patrzę- westchnąłem.
-To bierz swój rozmiar. I do przymierzalni.
Wziąłem odpowiednie spodnie i ruszyłem do przebieralni
Po 3godzinach wróciliśmy. Kupiłem sobie 2dresy, kilka koszulek i parę spodni. Liama troszkę przepociłem na mój styl. -Seksownie.- Skomentowałem gdy szliśmy na pizzę. Oczywiście kazałem mu zostać w kupionych ubraniach. Miał dość obcisłe, niebieskie spodnie, biała bluzkę i skórzaną kurtkę. Czyż nie seksownie?
-Daj spokój, głupio się czuję w tych ciuchach- Zakłopotany podrapałem się po głowie
-Ale wyglądasz dobrze. Jaka ulga, ze jesteś mój.
Zarumieniłem się lekko- Nie mów tak, naprawdę zalatuje tanim romansidłem
-Mówiłem, ze się skatowałem. Nie długo powinno mi przejść.
-Mam nadzieję
Stanąłem przy stoliku.- A teraz pan pozwoli.- Odsunąłem mu krzesło.- Proszę.
Westchnąłem i usiadłem- Nie przesadzasz trochę?
Wzruszyłem ramionami. Bo czemu się nie pobawić? Gdy przyszedł kelner złożyłem zamówienie.
Objadłem się w Mac'u więc zamówiłem tylko sałatkę
-Jak królik.
-Nie jestem głodny
-Jesz jak smok i nie jesteś głodny? Dziwne.
-Przesadzasz, jak zwykle
-Nigdy nie przesadzam. -Zabrałem się za swoje zamówienie.
Nabiłem pomidora na widelec- Nikt ci nie uwierzy
Wywróciłem oczami. Jak wrócimy to się wyśpime. A jutro po południu trzeba wracać.
W ciszy zajadałem się sałatką
-Chcesz coś jeszcze?- Zapytałem kończąc swoją porcję
-Nie, dzięki
-To wracajmy. Zmęczony jestem.
-Możemy-
-Dam ci zaszczyt. Prowadzisz.- Rzuciłem mu kluczyki.
Uśmiechnąłem się szeroko. Czasami naprawdę jestem jak dzieciak
Wgramoliłem się do autka. Oby ci nic nie zrobił. A teraz dobranoc.
Wróciliśmy dość szybko, udało mi się nie zabłądzić. Szturchnąłem Zayna- Jesteśmy
-Ta.- Przetarłem oczy i wyszedłem. Otworzyłem dom i skierowałem się do salonu. Kurwa musiałem przestawić tą kanapę. Ustawiłem ją na jej miejsce i glebłem na nią.
-Plecy cię będą boleć- Zamknąłem drzwi na klucz m
-Przeżyje.- Mruknąłem i włączyłem telewizję.- Chcesz robić za moja poduszkę?
-Mogę-usiadłem na kanapie
Położyłem mu się na kolanach.- Włosy.- Rzuciłem krótko wiedząc, że zrozumie.
Wplotłem palce w jego włosy.
Po chwili odpłynąłem w głęboki sen.
Gdy zasnął po cichu wyłączyłem telewizor. Całkiem wygodnie, mogę tak posiedzieć jeszcze dłuższy czas.
Spałem spokojnie. Woda mnie wymęczyła.
Oglądałem jakieś powtórki jeszcze przez kilka godzin
-Która godzina?- Mój głos był zachrypnięty.
-19-pogłaskałem go po włosach
To mogę jeszcze spać
-Jeszcze? Przynajmniej daj mi wstać
-To dalej.
Podniosłem się i poszedłem znaleźć sobie coś do roboty.
Przysnąłem jeszcze na chwilę.
Znudzony przeglądałem jakiś magazyn, który pozostał tu po poprzednich lokatorach.
Gdy następny raz się obudziłem wstałem zrobić sobie kawę. Znalazłem tam Liama.- Idziemy na ten spacer?- Świeże, zimne powietrze dobrze mi zrobi.
-Idziemy- za bardzo mi się nudzi, żeby wybrzydzać.
Założyłem kurtkę i buty. Wyszedłem na zewnątrz odpalając papierosa.
Ubrałem się i wyszedłem chwilę po nim- Na plażę?
-Tak. Przypomnij co ja ci obiecałem z plażą?
-Kolację, ale się obejdzie
-Kolację na plaży? A myślałem, że jebanie. A niee to później.
-Bez tego też się obejdzie. Idziemy?
-Jasne. Chcesz?- Wyciągnąłem paczkę w jego kierunku.
-Nie
Prychnąłem i złapałem go za rękę.
Splotłem nasze palce
Niezły ze mnie chłopak. Myślałem, że bardziej będę musiał się starać.
Na plażę dowlekliśmy się po piętnastu minutach- Będę mieć piasek w butach- zamarudziłem
- To je zdejmij. Nieść cię nie będę.
Zdjąłem buty i skarpetki.
Ubabra w domku. Co za człowiek.- Myślę nad kupnem tego domku.
-Myślisz, czy właśnie pomyślałeś?- zaśmiałem się krótko- Chociaż trzeba przyznać, że jest prawie idealny
-Przez sen mnie naszło. Prawie. Ciebie nic nie zadowoli w 100%.
-Skąd wiesz? Jedyna wada, to pewne braki w wyposażeniu i tyle
-To mogę zmienić. To co mi doradzasz?
-Ja to bym malowanie zrobił i trochę przemeblował- wzruszyłem ramionami
-Ale kupić? Kolory są spoko.- Zauważyłem.- Widać, że niedawno było malowane.
-Ale przemeblować trzeba
-Mi sie podoba jak jest. Jutro muszę pogadać z gościem.
-Kiedy wracamy?
-Jutro po południu. Spakujemy się pojedziemy na obiad i już.
-Co będzie na obiad?
-Co sobie zamówisz. I nie mów tylko o jedzeniu.- Usiadłem na ławce obok Ścieżki.
-Zamieniam się w Niall'a- usiadłem obok niego
-Niee z jednym ciężko wytrzymać i utrzymać w lodówce względne zapełnienie a co dopiero z dwoma takimi? Allahu ratuj!
-Kup drugą lodówkę- doradziłem- Jedna będzie wasza, a druga moja i Niall'a- zaśmiałem się
- Pomyślę nad tym.
-He, jak myślisz kiedy zacznie być to widać?- Przyjrzałem się swojemu brzuchowi
-4miesiąc? Nie znam się. Spytaj mamy, ciotki, siostry, ale nie mnie.
-A taką miałem nadzieję, ze później
-Lekko nie ma jak jest się dziwakiem. Jakby co to lubię dziwaków.
-Przynajmniej tyle
-Ale ty jesteś wyjątkiem... -Obszukałem kieszenie. Uśmiechnąłem się, gdy znalazłem woreczek. Wyciągnąłem go i zawartość wysypałem na ramię. Po chwili biały proszek zniknął w moim nosie.
Westchnąłem ciężko, ale nie skomentowałem
-Też chciałeś?
-Nie
-To o co ci chodzi?
-O nic. Tym razem naprawdę o nic
-To dobrze. Wracamy czy idziemy dalej?
-Idziemy
Wstałem i zacząłem zmierzać wzdłuż plaży.
Zadowolony szedłem obok niego
Spacerowaliśmy do późna. W drodze powrotnej usłyszałem strzał. Dostałem. Na szczęście w rękę. No kurwa nie mają tarczy?
Prawie na zawał zszedłem, a jak zobaczyłem krew, to mdleć mi się zachciało- Żyjesz? - no dajcie mi medal za stwierdzanie oczywistości
-Nie widzisz? Chodź.- Złapałem go za rękę i szybkim krokiem udałem się do domku.
Prawie biegiem za nim
Doszliśmy do dom. Udałem się do łazienki w poszukiwaniu wody utlenionej.- Chodź, pomożesz mi.
-Jasne- Cholera nic nie jest jasne. Strzelają! Do ludzi! I po co mi to było... przetrząsnąłem szafki obok zlewu-Mam apteczkę
-Trzeba kulę wyciągnąć. Masz jakieś cążki?- Wziąłem od niego apteczkę. Postawiłem na umywalce i otworzyłem.
No a kurwa skąd mam mieć?!- Raczej nie
-To pomyśl co może robić za nie.
- A bo ja ci wiem!- cążki, cążki, coś cążkopodobnego...
-Widelec? Może da radę. Przynieś.
Przyniosłem sztuciec.- Za szeroki, nie wejdzie
-Wyciągnij to jakoś i po sprawie. -Że też komuś zachciało się strzelać do ptaków. Co za idiota. Żebym na wakacjach obrywał za nic.
Przyjrzałem się ranie- A może wygodniej by było pęsetą? Małe to
-Mówiłeś, że nie ma.- Dalej bo boli.
-Ciążek nie ma. Pęsety zawsze są w apteczkach.- Dla zademonstrowania wyjąłem takowy przedmioty z apteczki.- Daj mi tą rękę
-O niej mówiłem. -Jaki ciężki przypadek. Dziecko mózg mu zjadło.
-O cążkach mówiłeś. Cążkami się paznokcie obcina- dość niedelikatnie wsadziłem pęsetę w ranę
-Jeden chuj.
Wyciągnąłem pocisk...?- Już
Wziąłem wodę i odmyłem ranę. -Trzeba zabandażować. Zrobisz to?
- A mam jakiś wybór?- wyciągnąłem gazę i bandaż
-Możesz mnie zostawić krwawiącego? Ale lepiej nie próbuj.- Ostrzegłem.
Przyłożyłem gazę, wszystko owinąłem bandażem, zapiąłem- Gotowe
-Dziękuje. Chyba zasłużyłeś na nagrodę.-Przyjrzałem się opatrunkowi.-Stoliczek?
-Chciałbym protestować, ale obiecałem
Uśmiechnąłem się. Tylko.. -Panie mądry co może robić za kajdanki?
-Sznurka pewnie nie mamy?
Pokręciłem przecząco głową. - Najwyżej poświęcimy twoją koszulkę.
-Czemu moją?
-Bo te co ci kupiłem są lepsze, bo i tak niedługo będą za małe i takie tam. Dawaj jakąś.
Wstałem i ruszyłem się po tą koszulkę.- Trzymaj
Poszedłem do kuchni po bita śmietanę i truskawki. - Rozbieraj się.
Z niepewną miną ściągnąłem z siebie ubrania
-Kładź się.-Usiadłem na łóżku.
Posłusznie wykonałem polecenie
Rozdarłem jego koszulkę i przywiązałem go dość mocno do łóżka. Wstrząsnąłem śmietanę i wycisnąłem na niego. Zamoczyłem truskawkę i przystawiłem mu do ust.
Otworzyłem usta i ugryzłem kawałek.
Zjadłem resztę owocu. -Dobre.- Zlizałem trochę śmietany z jego brzucha.
Zadrżałem lekko czując język na swojej skórze- Mi też smakują
-A taki oporny byłeś.
-Lubię truskawki i tyle- wzruszyłbym ramionami ale nie mogłem.
-Yhym. -Dalej zlizywałem z niego bitą śmietanę. Zbliżałem się do sutków, które zassałem.
Jęknąłem cicho czując pieszczotę.
Lizałem i zasysałem jego lewy sutek.
Przyjemnie... Pojękiwałem z rozkoszy
Znów zabrałem się za zlizywanie z niego deseru. Gdy skończyłem oblizałem się i pocałowałem go.
Poczułem słodki smak bitej śmietany. Chętnie oddawałem pocałunek.
Wsadziłem w niego jeden palec. Po chwili kolejny i kolejny rozciągając jego wejście.
Jęczałem coraz głośniej
Wyciągnąłem z niego palce. Rozebrałem się. Założyłem gumkę i wszedłem w niego.
Spiąłem się, ale tylko przez chwilę.
Zacząłem się szybko poruszać. Oparłem ręce po obu stronach jego głowy i syknąłem cicho całując go.
-Nic jej nie będzie, ale miło, że się martwisz. -Znów zatopiłem się w smaku jego ust.
Tym razem nie zaprotestowałem.
Poruszałem się w nim szybko. Chorą ręka zacząłem dotykać jego penisa.
Jęczałem mu w usta. Biodrami wychodziłem naprzeciw jego ruchom
Zwolniłem tępo. Usta przeniosłem na jego szyje.
Z moich ust wydzierały się głośne jęki i westchnienia.
Kilka razy przyśpieszałem i zwalniałem. Gdy czułem, że osiągam spełnienie zacząłem mocno wchodzić w niego.
To było z dużo jak dla mnie. Doszedłem
Doszedłem kilka pchnięć po nim. Wyszedłem z niego i położyłem się obok. Uprzednio jednak odwiązując go.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że strasznie ścierpły mi ręce. Ciężko oddychałem.
Przykryłem się kołdrą i odwróciłem plecami do Liama. Niedługo potem zasnąłem.
Sam byłem zmęczony, więc zamknąłem oczy i odpłynąłem
Obudził mnie telefon koło godziny 12. Niall z pytaniem kiedy wracamy i prośbą o zrobienie zakupów. Żarłacz jebany. Po skończonej rozmowie znów opadłem na poduszki.
Obudził mnie głos Zayna. Zaspany przetarłem oczy- So jest?
-Niall dzwonił.- Przekręciłem się w jego stronę.
-Po co?
-A się stęsknił.
-Naprawdę? - ziewnąłem
-Nie. Jedzenie mu się skończyło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz