wtorek, 29 lipca 2014

Zaim XXXVIII

Zayn
Liam
____________________________________
-Co? Jaki soczek?
-Pomarańczowy z magicznej szafki. Swoją drogą nigdy nie zauważyłem, żeby go ubywało. Dziwne
-Wszystko dziś jest dla ciebie dziwne. Może nikt go nie lubi.
-Ja lubię
-Jesteś inny. Jakieś jeszcze wspomnienia?
-Mogę teraz intensywnie myśleć i opierdalać cię za błędy przeszłości? Podoba mi się
-Mnie opierdalać? Ja nie mam sobie nic do zarzucenia.
-Daj mi chwilę, zaraz coś wymyślę...
-Na mnie? Chyba tylko to- Wskazałem na brzuch.- mi się nie udało.
-Na pewno jest masa rzeczy, które ci się nie udały
-Tak jak ty rodzicom.
Prychnąłem.-Skoro taki jestem, nie musisz ze mną rozmawiać.
-I dobrze. Tylko nie przychodź do mnie później.- Wyszedłem i owinąłem się ręcznikiem.
-Nie mam zamiaru!- rzuciłbym w niego mydłem, ale czymś się umyć muszę
-Jasne.- Wyszedłem z łazienki i ubrałem się.
Poirytowany dokończyłem mycie, wytarłem się i ubrałem. Kretyn.
Spakowałem resztę rzeczy i zaniosłem torbę do auta.
Sprawdziłem czy niczego nie zapomniałem i poszedłem do samochodu.
Zadzwoniłem do właściciela. Dogadałem się z nim odnośnie kupna tego domku. Nawet dużo nie kosztował. Wsiadłem do auta i odpaliłem. W ciszy jechaliśmy do domu.
Głupi idiota. Nie odezwę się do niego choćby nie wiem co.
Włączyłem głośno muzykę. Nawet gdyby chciał coś mówić bym nie słyszał.
Głośniej się nie dało. Jamochłon pierdolony.
Podróż minęła spokojnie. Zatrzymałem się tylko by uzupełnić zapasy. Po powrocie do domu i zostawieniu wszystkiego w kuchni poszedłem do pokoju.
Mamrocząc pod nosem obelgi ruszyłem do salonu, obejrzeć coś w telewizji
Wyciągnąłem laptopa i poprzeglądałem różne strony.
Zrobiłem sobie gorącej czekolady. Kretyn.
Cały czas bawiłem się laptopem. No Li czekam.
Przejść się pójdę. Kto mi zabroni?
Zszedłem do kuchni niby po sok a tak naprawdę zobaczyć co to coś robi.
Akurat odnosiłem kubek do zmywarki. Zignorowałem Zayna i poszedłem założyć buty
-Gdzie idziesz?
Wywróciłem oczami. Narzuciłem na siebie kurtkę.
-Zadałem pytanie.- Stanąłem mu na drodze do drzwi.
-Przejść się.- Wyminąłem go
Nie ruszyłem się z miejsca, więc nie mógł wyjść.- Pozwoliłem?
-Psem nie jestem, mogę wyjść sam.
-Właśnie.. Zapierdalaj po obrożę.- Uśmiechnąłem się w ten mój specyficzny sposób.
Zawróciłem, poszedłem na górę, wyciągnąłem obróżkę z najgłębszych zakamarków szuflady, założyłem na siebie to cholerstwo i wróciłem- Wychodzę?
-Nie mam smyczy do ciebie.
-Bez ciebie. Odsuń się
-I tak nie mam zamiaru nigdzie iść. Załatw się i wracaj psie.
Powstrzymując chęć mordu wyszedłem z domu
Zaśmiałem się z jego miny i wróciłem do siebie.
Zabijając wzrokiem florę i faunę, którą napotkałem po drodze, poszedłem do lasu.
Poszukałem papierosy i zapaliłem, wychodząc na balkon. Widziałem oddalającego się Paynea
Złorzeczyłem na chłopaka, jego interesy i wszystko co z nim związane poza mną, oczywiście. Niech sobie niczego nie wyobraża, nie cierpię go! I tego jego pierdolenia o lubieniu też!
Królewna jest zła. Jak smutno. Lepszy w łóżku będzie.
Usiadłem sobie na jakimś pieńku, próbując się uspokoić
Wszedłem do domu i znów zająłem się laptopem.
Nie wiem jak długo tam siedziałem, ale w końcu stwierdziłem, że jestem na tyle spokojny, by móc kontynuować spacer
Po jakimś czasie włączyłem sobie film. Dobrze, że chłopaki zajęli się interesami.
Całkiem ładne kwiatki tu rosną. Kiedyś Ruth uczyła mnie jak robić wianki. A potem je na mnie zakładała. Brrrr. Ciekawe czy jeszcze umiem...? Wszystko, żeby nie myśleć o tej pomyłce wszechświata
Dalej oglądałem sobie film.
Po kilku nieudanych próbach udało mi się zrobić ładny wianek z żółtego zielska. Artystą jestem!
W połowie film zrobił się nudny więc zmieniłem go na inny
Założyłem arcydzieło na głowę, po czym poszedłem dalej
Przysnąłem
Trzeba by było wracać... Tylko którędy?
Przekręciłem się.
Zgubiłem się. Zajebiście. No nic ten las nie może być taki duży, pójdę ścieżką, trafię do domu. Dobrze, że wziąłem kurtkę, bo zaczęło się robić chłodno.
Obudziłem się. Zszedłem poszukać Liama, ale nigdzie go nie było. Zadzwoniłem do niego.
Usłyszałem dzwonek telefonu. Natychmiast odebrałem-Halo?
-Gdzie jesteś? Ciemno się robi. Nie żebym się martwił.- Choć na to wygląda.
-Trochę się jakby zasiedziałem na tym spacerze ale zaraz będę- jak się odgubię
-Wiesz, że pies miał tylko się załatwić?
Rozłączyłem się. Niech sobie nie pozwala. Teraz tylko w prawo czy w lewo?
Rozłączył się. Idiota. Usiadłem w salonie i czekałem na niego.
Zrobiło się kompletnie ciemno, ale byłem na dobrej drodze, przynajmniej wiedziałem gdzie jestem.
-Ile można czekać.- Mruknąłem i wybrałem jego numer.- Ile można za tobą czekać?- Rzuciłem gdy odebrał.
-Tak jakby trochę się zgubiłem, ale już prawie jestem
-Idiota. Mogłeś dzwonić. Potrzebny mi jesteś.
-A ty mi nie. Będę za piętnaście minut.
Prychnąłem i rozłączyłem się. Skurwiel. Już ja sprawię, że zapłaci za takie odnoszenie się do mnie.
Tak jak powiedziałem po kwadransie byłem na miejscu. Zimno...
Wstałem z kanapy i skierowałem się do niego.-Wreszcie.- Wpiłem się w jego usta.
Odsunąłem się od niego-Zostaw mnie
-Czemu?
Nie odpowiedziałem. Cholernie zimno. Przeziębię się i będzie mieć za swoje.
Złapałem go w pasie.- Chodź na górę.
-Nie chcę. Zimno mi, jestem na ciebie wkurzony, nadal mam na sobie kurtkę, buty, pieprzone kwiatki na głowie, a ty tylko o jednym
-Ślicznie ci w tych kwiatkach. I mogę cie ogrzać.
-I o tym właśnie mówię! Daj mi spokój! Chcę herbaty, a nie pieprzyć się z tobą!
-A ja chce się pieprzyć! Napij się i idziemy. Bo chyba nie chcesz bym cię zdradził.- Ostatnie słowo powiedziałem robiąc nawias rękoma.- W końcu chyba jesteśmy razem czyż nie?
-Jak sobie chcesz- odwróciłem się i poszedłem do kuchni. Kłócenie się z nim nie ma sensu, trzeba to zrobić inną metodą
No i pięknie. Poszedłem za nim.
-Nie leź za mną- nastawiłem wodę na herbatę
-Może jak cie wydymam zmienisz nastawienie.
-Wątpię- wzruszyłem ramionami
-Oj księżniczka jeszcze jest na mnie zła. Może będzie lepsza w łóżku.
-Zapewne- zalałem kubek
-To dalej.
Poparzę się przez tego kretyna- Zaczekaj- z ciężkim westchnieniem upiłem łyk napoju
-Jasne. Czekałem tyle czasu 5minut mnie nie zbawi.
-Mhm- wzruszyłem ramionami
Usiadłem przy stole wystukując palcami rytm o blat.
blat

Dopiłem herbatę i odstawiłem kubek- Możemy iść
Złapałem go za rękę i szybko zaciągnąłem do pokoju.
Urywanie kończyn to jego hobby? Lubię swoją rękę i nie zamierzam się z nią rozstawać!
Wepchnąłem go do pokoju. Przyparłem go do ściany i pocałowałem.
Zacząłem oddawać pocałunek, bez jakiejś wylewności, ale czepiać się nie powinien.
Wsadziłem mu kolano miedzy nogi.
Oddałem pocałunek z większym zaangażowaniem
Odsunąłem się od niego.- Odechciało mi się chyba.
Wzruszyłem ramionami- Nie wiem czy pamiętasz, ale mi się od początku nie chciało
-To chyba jednak mi sie chce.
-I ja jestem w ciąży... zdecyduj się
-Miesiąc.-Prychnąłem.- Właśnie... umówiłem cie do lekarza.
-Na kiedy?
-Na jutro. I może lepiej, że mi się odechciało. Chodzić byś nie mógł.
-Porobimy wszystkie badania i będzie spokój. Też racja.
-Taaa. I dupy truć mi nie będziesz. A teraz choć cię ogrzeję.
-Czy ja ci kiedykolwiek trułem dupę?- Jeżeli on myśli, że tak to najwyraźniej nie zna jeszcze moich możliwości
-Wcaale. To co z tym ogrzewaniem?
-Chętnie- nigdy więcej samotnych spacerów po lesie
Położyłem się na łóżku i wyciągnąłem ramię. A miałem go nauczyć, że mnie się nie denerwuje. Co ze mną ostatnio nie tak?
Zająłem miejsce obok i przytuliłem się do niego.
-Jak to jest być w ciąży? Nie byłem nigdy.
-Domyślam się. Póki co mnie mdli i tyle atrakcji
- Jeszcze trzeba pogadać z moją mamą.
-A jak badania źle wyjdą?
-Muszą wyjść dobrze. Będzie zdrowe po mnie.
-Mówisz?
-Tak. Właściwie co ci zależy?
-Zależy i już
-Ale czemu? To powinno być dla ciebie dziwne i powinieneś chcieć się tego pozbyć.
-To jest dziwne, ale... Nie sądzę żebym mógł się tego pozbyć
-Mamusia się w tobie obudziła?- Zaśmiałem się i pogładziłem jego ramię.
-Powinienem rzucić teraz jakoś wredną odpowiedzią, niestety wygląda na to że to prawda
-Ciekawe jakbym wyglądał z tym czymś na rękach.
-Jak facet z dzieckiem na rękach. Głupie pytanie
-Jak Zayn Malik z dzieckiem na rękach.-Uściśliłem.- Nigdy chyba nie trzymałem dziecka. Dasz mi?
-Jeśli nie upuścisz to nie widzę przeciwwskazań
-Nie upuszczę. I tak penie nie odstąpisz mnie na krok jak mi je dasz.
-A co jak mu... jej... temu zrobisz krzywdę?
-Zabiłbyś mnie.
-Radzę lepiej pochować broń
-I tak ze mną nie masz szans. Zanim byś nacisnął spust leżał być martwy.
-Powstałbym z grobu- zaśmiałem się
-Jasne zombi.
-Z zombiakiem nie miałbyś szans
-Zdziwiłbyś się.
-Możliwe
-Poza tym nie zrobisz mi krzywdy. A wiesz czemu?
-Czemu?
-Bo nie robi się krzywdy osobą, które się darzy uczuciem. Możesz to ukrywać i tak wiem. Mam rację?
-Nie!- odpowiedziałem nieco za szybko energicznie wymachując rękami- Żadnych uczuć! Żadnych takich uczuć! Żadnych!
-To czemu jesteś zazdrosny? Przyznaj i będzie po sprawie.
-Nie ma mowy! Nigdy nigdy nigdy!
Zacząłem się rozbierać.- Idę spać. Idź do siebie.
-Nie mogę z tobą?
-Nie bo się nie chcesz przyznać.
-Tylko dzisiaj... jutro pójdę do siebie...
-Nie. Jutro też byś się migał.
-Nie bądź taki...
-Nie moja wina. Dobranoc.
-Ale Zaaaaayn...
-Nie ma przyznania nie na tu spania.
-Jesteś okropny! Co ci zależy
Moja duma.- Po prostu zależy. A tobie co?
-Nie chce mi się wstać
-Czemu zależy ci by tego nie powiedzieć. I nic mnie mnie obchodzi, że ci się nie chce. Wynocha.
-A ja głupi wierzyłem, że nie jesteś idiotą.
-Wiem, ze jesteś głupi.
-To że jesteś idiotą też wiesz?
-Nie jestem idiotą. Jestem seksowny. A teraz won z mojego pokoju.
-Kretyn- podniosłem się, rzuciłem w niego poduszką i wyszedłem z pokoju
I całe łóżko moje. Pięknie. 

czwartek, 24 lipca 2014

Ziam XXXVII

Hej!
Przepraszam, że tak długo, ale na wakacjach byłam i mi sie nie chciało. Lenistwo najgorsza choroba. 
W dodatku muszę pobetować a również mi się nie chce;/ 

I co tak ostatnio słabo komentujecie? 
Proszę o poprawę! 
__________________________
Zayn
Liam
_____________________________
-Ale ty jesteś wyjątkiem... -Obszukałem kieszenie. Uśmiechnąłem się, gdy znalazłem woreczek. Wyciągnąłem go i zawartość wysypałem na ramię. Po chwili biały proszek zniknął w moim nosie.
Westchnąłem ciężko, ale nie skomentowałem
-Też chciałeś?
-Nie
-To o co ci chodzi?
-O nic. Tym razem naprawdę o nic
-To dobrze. Wracamy czy idziemy dalej?
-Idziemy
Wstałem i zacząłem zmierzać wzdłuż plaży.
Zadowolony szedłem obok niego
Spacerowaliśmy do późna. W drodze powrotnej usłyszałem strzał. Dostałem. Na szczęście w rękę. No kurwa nie mają tarczy?
Prawie na zawał zszedłem, a jak zobaczyłem krew, to mdleć mi się zachciało- Żyjesz? - no dajcie mi medal za stwierdzanie oczywistości
-Nie widzisz? Chodź.- Złapałem go za rękę i szybkim krokiem udałem się do domku.
Prawie biegiem za nim
Doszliśmy do dom. Udałem się do łazienki w poszukiwaniu wody utlenionej.- Chodź, pomożesz mi.
-Jasne- Cholera nic nie jest jasne. Strzelają! Do ludzi! I po co mi to było... przetrząsnąłem szafki obok zlewu-Mam apteczkę
-Trzeba kulę wyciągnąć. Masz jakieś cążki?- Wziąłem od niego apteczkę. Postawiłem na umywalce i otworzyłem.
No a kurwa skąd mam mieć?!- Raczej nie
-To pomyśl co może robić za nie.
- A bo ja ci wiem!- cążki, cążki, coś cążkopodobnego...
-Widelec? Może da radę. Przynieś.
Przyniosłem sztuciec.- Za szeroki, nie wejdzie
-Wyciągnij to jakoś i po sprawie. -Że też komuś zachciało się strzelać do ptaków. Co za idiota.
Przyjrzałem się ranie- A może wygodniej by było pęsetą? Małe to
-Mówiłeś, że nie ma.
-Ciążek nie ma. Pęsety zawsze są w apteczkach.- Dla zademonstrowania wyjąłem takowy przedmioty z apteczki.- Daj mi tą rękę
-O niej mówiłem. -Jaki ciężki przypadek. Dziecko mózg mu zjadło.
-O cążkach mówiłeś. Cążkami się paznokcie obcina- dość niedelikatnie wsadziłem pesetę w ranę
-Jeden chuj.
Wyciągnąłem pocisk...- Już
Wziąłem wodę i odmyłem ranę. -Trzeba zabandażować. Zrobisz to?
- A mam jakiś wybór?- wyciągnąłem gazę i bandaż
-Możesz mnie zostawić krwawiącego? Ale lepiej nie próbuj.- Ostrzegłem.
Przyłożyłem gazę, wszystko owinąłem bandażem, zapiąłem- Gotowe
-Dziękuje. Chyba zasłużyłeś na nagrodę.-Przyjrzałem się opatrunkowi.-Stoliczek? 
-Chciałbym protestować, ale obiecałem

Uśmiechnąłem się. Tylko.. -Panie mądry co może robić za kajdanki?
-Sznurka pewnie nie mamy?
Pokręciłem przecząco głową. - Najwyżej poświęcimy twoją koszulkę.
-Czemu moją?
-Bo te co ci kupiłem są lepsze, bo i tak niedługo będą za małe i takie tam. Dawaj jakąś.
Wstałem i ruszyłem się po tą koszulkę.- Trzymaj
Poszedłem do kuchni po bita śmietanę i truskawki. - Rozbieraj się.
Z niepewną miną ściągnąłem z siebie ubrania
-Kładź się.-Usiadłem na łóżku.
Posłusznie wykonałem polecenie
Rozdarłem jego koszulkę i przywiązałem go dość mocno do łóżka. Wstrząsnąłem śmietanę i wycisnąłem na niego. Zamoczyłem truskawkę i przystawiłem mu do ust.
Otworzyłem usta i ugryzłem kawałek.
Zjadłem resztę owocu. -Dobre.- Zlizałem trochę śmietany z jego brzucha.
Zadrżałem lekko czując język na swojej skórze- Mi też smakują
-A taki oporny byłeś.
-Lubię truskawki i tyle- wzruszyłbym ramionami ale nie mogłem.
-Yhym. -Dalej zlizywałem z niego bitą śmietanę. Zbliżałem się do sutków, które zassałem.
Jęknąłem cicho czując pieszczotę.
Lizałem i zasysałem jego lewy sutek.
Przyjemnie... Pojękiwałem z rozkoszy
Znów zabrałem się za zlizywanie z niego deseru. Gdy skończyłem oblizałem się i pocałowałem go.
Poczułem słodki smak bitej śmietany. Chętnie oddawałem pocałunek.
Wsadziłem w niego jeden palec. Po chwili kolejny i kolejny rozciągając jego wejście.
Jęczałem coraz głośniej
Wyciągnąłem z niego palce. Rozebrałem się. Założyłem gumkę i bez wszedłem w niego.
Spiąłem się, ale tylko przez chwilę.
Zacząłem się szybko poruszać. Oparłem ręce po obu stronach jego głowy i syknąłem cicho całując go.
Oddałem pocałunek. Po chwili jednak oprzytomniałem i odsunąłem go od siebie- Ręka...
-Nic jej nie będzie, ale miło, że się martwisz. -Znów zatopiłem się w smaku jego ust.
Tym razem nie zaprotestowałem.
Poruszałem się w nim szybko. Chorą ręka zacząłem dotykać jego penisa.
Jęczałem mu w usta. Biodrami wychodziłem naprzeciw jego ruchom
Zwolniłem tępo. Usta przeniosłem na jego szyje.
Z moich ust wydzierały się głośne jęki i westchnienia.
Kilka razy przyśpieszałem i zwalniałem. Gdy czułem, że osiągam spełnienie zacząłem mocno wchodzić w niego.
To było z dużo jak dla mnie. Doszedłem
Doszedłem kilka pchnięć po nim. Wyszedłem z niego i położyłem się obok. Uprzednio jednak odwiązując go.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że strasznie ścierpły mi ręce. Ciężko oddychałem.
Przykryłem się kołdrą i odwróciłem plecami do Liama. Niedługo potem zasnąłem.
Sam byłem zmęczony, więc zamknąłem oczy i odpłynąłem
Obudził mnie telefon koło godziny 12. Niall z pytaniem kiedy wracamy i prośbą o zrobienie zakupów. Żarłacz jebany. Po skończonej rozmowie znów opadłem na poduszki.
Obudził mnie głos Zayna. Zaspany przetarłem oczy- So jest?
-Niall dzwonił.- Przekręciłem się w jego stronę.
-Po co?
-A się stęsknił.
-Naprawdę? - ziewnąłem
-Nie. Jedzenie mu się skończyło.
-Podobne do niego- westchnąłem
-Wiem. Ale sam dupy ruszyć nie może. A ty jak zaczniesz kupować to cały sklep wezmę do domu.
-Nie zmieści się- zauważyłem nieprzytomnie
-Bo musisz brać wszystko dosłownie.
-Mhm- Zamknąłem oczy.
-Spakujesz nas.- Zabrzmiało to jak rozkaz. Trudno.
-Niee
-Powiedziałem. Nie dyskutuj ze mną.
-Nie chcę mi się. Teraz ty
-Nie dyskutuj.- Wysyczałem.- To twoja robota.
-Nie
-Zapierdalaj do pracy. I śniadanie zrób.
-Pieprz się
-Chętnie.- Zawisłem nad nim.
Popchnąłem go- Idź nas pakuj
-Nie. Ja się dość napracuje byś miał co jeść.
-To daj mi spać- przekręciłem się tak żeby na niego nie patrzeć
Położyłem się znów na łóżku.- Nie mówię teraz, ale masz ty to zrobić.
Odburknąłem coś pod nosem. Mowy nie ma
Obtuliłem się mocniej kołdrą.
Ułożyłem się wygodniej i zapadłem w płytki sen
Koło 1 zacząłem budzić Liama. Jeszcze dojechać trzeba.
-Musimy jechać? - Jęknąłem niezadowolony.
-A szkoła?
-Od kiedy jesteś wzorowym uczniem?
-Nie jestem. W przeciwieństwie do ciebie.
-Uh, nie chce mi się iść jutro na uczelnię-zamarudziłem
-I tak za jakiś czas nie będziesz chodził.
-Ale to jeszcze szmat czasu...
-No właśnie. To teraz ty chodzisz a ja się lenie.
-Przypominam ci, że obiecałeś wozić mnie na wykłady, więc tak czy siak będziesz musiał wstać o nieprzytomnej godzinie- podniosłem się do siadu
-Raz obiecałem. I przypomnę, że zawiozłem cię wtedy do lekarza.
-Ja nie chciałem, to ty się uparłeś na lekarza- wzruszyłem ramionami
-Nie uparłem. I chyba dobrze, że pojechaliśmy.
-Właściwie... He, dobra, wstaję.
-Widzisz. To poproszę śniadanie.
-Jajecznica?- westchnąłem
-Może być.
Wstałem i nie kłopocząc się ubieraniem, ruszyłem do kuchni
Leżałem i czekałem na niego nucąc sobie jakąś piosenkę.
Nastawiłem wodę na kawę, zrobiłem jajecznicę, sam zjadłem, zalałem kubek i dopiero wtedy zaniosłem Zaynowi śniadanie
Gdy przyszedł brązowookiego usiadłem.- Dziękuję.
-I jest za co- usiadłem obok niego
-To cofam te słowa.- Mruknąłem z pełną buzią.
-Nie mów z pełnymi ustami- zero kultury, zero. Jak tak można?
-A ty możesz. I nie zmawiaj, że tak nie jest.
-Ja nie mówię z pełnymi ustami- stwierdziłem z godnością
-Wcale nie mówisz. Tylko jakieś 100 razy już to słyszałem. A teraz nas spakuj.
-Głuchy i niewychowany-pokręciłem ze zrezygnowaniem głową- A czemu ja?
-Uważaj sobie. Bo jesteś moim służącym. I daj mi jeść.
Poirytowany poszedłem nas spakować, przy okazji wyciągając sobie jakieś ciuchy do ubrania.
-Mi też coś zostaw.
Rzuciłem torbę na łóżko- Twoje rzeczy są z wierzchu, weź sobie coś. Idę sie myć
-Nie zaprosisz mnie do wspólnej kąpieli?
-Możesz iść ze mną- stwierdziłem. Sam siebie porażam swoją łaskawością.
Wstałem i poszedłem z nim.
Odkręciłem ciepłą wodę i zaczekałem aż chłopak do mnie dołączy.
Wszedłem do kabiny. Wziąłem gąbkę i zacząłem się myć.
-Wiesz, to dziwne
-Co?
-Normalnie to ja bym pędził za tobą, żebyśmy razem wzięli prysznic, a ty, jeżeli byś na mnie poczekał, w tym momencie chciałbyś żebym cię umył. Dziwne
Zaśmiałem się.- Nie chce mi się bawić.
-A umyjesz mi pleckiii?
-Nie.
-Przynajmniej spróbowałem- powiedziałem bardziej do siebie niż do niego
-I źle się za to zabrałeś.
-To jak niby miałem?
-Nie podpowiem ci.
-To będę mieć nieumyte plecy- wzruszyłem ramionami
-Jakbyś pomyślał to byś wiedział. Choć wizja ciebie śmierdzącego w moim autku mi się nie podoba. Dawaj. -Namydliłem gąbkę i zacząłem myć mu plecy.
Mruknąłem zadowolony. I kto powiedział, ze trzeba sie starać?
-Nie przyzwyczaj się.
-Nie mam zamiaru
-Jasne. Ale chcieć byś chciał.
-Ale tylko czasami
-Daj spokój. Wiem, że nie tylko czasami.
-Zawsze byłoby dziwnie
-Przyzwyczaiłbyś się
-Wątpię...
-Jakoś do tego, że mieszkasz u mnie.. nas przyszło ci lekko, że lubisz być posuwany też się przyzwyczaiłeś. Z tym też dałbyś radę.
-Kwestia tego, że masz ładny domek- wzruszyłem ramionami
-A co z posuwaniem?
-Yyy... Może to ten zmutowany soczek z pierwszego?- Aż mi się na wspominki zebrało

środa, 16 lipca 2014

Ziam XXXVI

Zayn
Liam
_________________________________________
Wyszedłem z kabiny. Zabrałem swoje rzeczy i czekałem na chłopaka. Następnie poszliśmy oddać kluczyki do szafek.
W dużo lepszym humorze szedłem obok Zayn'a.
Wsiadłem do samochodu.- Teraz gdzie?
-Zjadłbym coś
–Oczywiście. Do maka?
-Ale nie wchodzimy do środka
–Ok. Myśl co chcesz.
-Co?
-Do jedzenia.
-Ja już nawet wiem
–Wyczuwam bankructwo
-Jedna mała tortilla, sałatka grecka, picie i lody na deser, a ty od razu dramatyzujesz
-Nie dramatyzuje.- Podjechałem pod driva. Zamówiłem shake i big maca.- Mów co ty chcesz.
Przechyliłem się do okna i złożyłem zamówienie
Podjechałem dalej. Po chwili zamówienie leżało już a moich kolanach.
Wziąłem sobie moją część jedzenia- Smacznego
–Może poczekasz aż zaparkuje?
-Może tak...- odłożyłem jedzenie z ręki
–Zatrzymałem się na pobliskim parkingu.– Może dziękuję. –Zabrałem się za jedzenie.
-Dziękuję ślicznie- sarknąłem i zabrałem się do konsumpcji posiłku
–Smacznego, skarbie.
-Smacznego- odparłem z pełnymi ustami
Zaśmiałem sie i zabrałem się za jedzenie.
Dość szybko uporałem się z tortillą i sałatką, pozostało mi tylko rozkoszować sie deserem
Ledwo zdążyłem zjeść kanapkę a ten już kończy.– Boję się ciebie.
-Musimy dużo jeść- stwierdziłem głaszcząc sie po brzuchu
-Oczywiście. Tylko jesteś w 1 miesiącu!
-W końcu mogę być takim żarłokiem i nikt się nie będzie czepiał, że tyję?
-Zapominałeś o mojej osobie.
-Zrzucę na ciążę
-Nic ci to nie da.
-Mam szybką przemianę materii nie przytyję
-Jeśli chcesz być włefistą to nie możesz być grubaskiem.
-Nie będę gruby
-W trakcie ciąży będziesz.- Wywróciłem oczami.
-W trakcie ciąży nie będę wuefistą
-Cicho.- Skończyłem napój i ruszyłem.
-Gdzie teraz?
-Właśnie nie wiem. Cos zaproponujesz?
-Plaża?
-Wieczorem? Kolacja o zachodzie słońca na plaży. Znów będę miał 10 minut spokoju od twojego gadania.
-Chętnie- Żegnaj wizjo ,,stoliczka''
-A teraz może zakupy? Przyda mi się cos nowego. A ty kiecek chyba też nie masz.- Oj czyżbym był wredny i porównał go do dziewczyny?
Puściłem jego uwagę mimo uszu- Jedźmy.
-Na zakupy?
- Ale ty płacisz.
-Ty nie masz kasy.- Zauważyłem.- Jak będziesz tym nauczycielem to ściągnę to z ciebie.
-Ty i tak masz tyle pieniędzy, że nie robi ci różnicy na co je wydasz.
-Jakbym nie zwracał uwagi kto mi jest coś winny nie miałbym ani grosza. Nie wiesz na czym polega moja praca.
-I lepiej żebym nie wiedział.
-Kiedyś może ci powiem.
-Żebym spać po nocach nie mógł? Nie trzeba
-Nie wszystko. Gdyby ktoś cię porwał i byś wygadał za dużo to bym cię zabić musiał.
-Jestem tępy- przypomniałem uprzejmie- Zapomniałbym
-Wolę nie ryzykować. Ogólnikowo ok, ale dokładniej nic... Wiesz jako mama tego i jeśli to jest moje i masz zostać u mnie powinieneś trochę wiedzieć.
-Ale małe trochę- zastrzegłem.
-Raczej. I tak dużo osób wie. A raczej się domyśla po plotkach. No i gliny.
-No to kącik zwierzeń, gadaj
-Samochód zawsze spoko. Ale ty też musisz dać coś w zamian.
-Co?
-Jakieś hmm ciekawostki z twojego życia. Takie wiesz co nikt nie wie.
-Ale ja nie mam takich ciekawostek!
-Szkoda.
-Zresztą jak ci powiem, to wykorzystasz to przeciw mnie
-Ty też możesz.
-A co ja ci zrobić mogę?
-Różne rzeczy. To co zwierzamy się?
-Ale ty pierwszy
-No to.. Zarabiam na sprzedaży narkotyków, pożyczaniu pieniędzy. Prowadzę też interesy z innymi gangami. Co nie zawsze jest miłe. A ty?
-Tak też myślałem.
-Ale z czym?
-Z tym co robisz.
-A ostatnio pytałeś. Dawaj. Twoja kolej. I gdzie powinniśmy jechać?
-Do galerii
-Ulica matole. Wiem, ze obiecałem ci ciuchy za dawanie dupy.
-Tam- wskazałem palcem na jedną z dróg
Skręciłem. Po chwili widziałem już dużą galerie.- Świetnie.- Zacząłem kierować się w jej stronę.
-I widzisz, nawet jak nie wiem gdzie ci karzę jechać i tak trafiamy
-Cicho. Zapewne widziałeś to centrum. Takie wielkie, ze nie da się nie widzieć.
-Może trochę
-Właśnie. I zdajesz się na mnie z ciuchami
-Ta jes
-Spokojnie, zrobię z ciebie niezły towar. Wiesz mi nie dorównasz, ale starać się możesz.- Zaparkowałem pod galerią.
-Dopóki ty płacisz nie mam nic przeciwko.
-Przypominam, ze to będzie do zwrotu.
-Tylko żeby nie kosztowało fortuny.
-Teraz to cię martwi? -Wysiadłem z samochodu.
-Nie mam i prawdopodobnie nigdy nie będę mieć tyle kasy co ty.
-Też racja. To od czego zaczniemy? Spódniczki czy biżuteria?- Zaśmiałem się.- A na poważnie... spodnie?
No zaraz mu strzelę...-Niech będzie
Wszedłem do galerii i udałem się do sklepu z spodniami.
Chcąc nie chcąc poszedłem za nim.
Poprzeglądałem Kilka wieszaków. -Tu patrz.
-Patrzę, patrzę- westchnąłem.
-To bierz swój rozmiar. I do przymierzalni.
Wziąłem odpowiednie spodnie i ruszyłem do przebieralni
Po 3godzinach wróciliśmy. Kupiłem sobie 2dresy, kilka koszulek i parę spodni. Liama troszkę przepociłem na mój styl. -Seksownie.- Skomentowałem gdy szliśmy na pizzę. Oczywiście kawałem mu zostać w kupionych ubraniach. Miał dość obcisłe, niebieskie spodnie, biała bluzkę i skórzaną kurtkę. Czyż nie seksownie?
-Daj spokój, głupio się czuję w tych ciuchach- Zakłopotany podrapałem się po głowie
-Ale wyglądasz dobrze. Jaka ulga, ze jesteś mój.
Zarumieniłem się lekko- Nie mów tak, naprawdę zalatuje tanim romansidłem
-Mówiłem, ze się skatowałem. Nie długo powinno mi przejść.
-Mam nadzieję
Stanąłem przy stoliku.- A teraz pan pozwoli.- Odsunąłem mu krzesło.- Proszę.
Westchnąłem i usiadłem- Nie przesadzasz trochę?
Wzruszyłem ramionami. Bo czemu się nie pobawić? Gdy przyszedł kelner złożyłem zamówienie.
Objadłem się w Mac'u więc zamówiłem tylko sałatkę
-Jak królik.
-Nie jestem głodny
-Jesz jak smok i nie jesteś głodny? Dziwne.
-Przesadzasz, jak zwykle
-Nigdy nie przesadzam. -Zabrałem się za swoje zamówienie.
Nabiłem pomidora na widelec- Nikt ci nie uwierzy
Wywróciłem oczami. Jak wrócimy to się wyśpimy. A jutro po południu trzeba wracać.
W ciszy zajadałem się sałatką
-Chcesz coś jeszcze?- Zapytałem kończąc swoją porcję
-Nie, dzięki
-To wracajmy. Zmęczony jestem.
-Możemy
-Dam ci zaszczyt. Prowadzisz.- Rzuciłem mu kluczyki.
Uśmiechnąłem się szeroko. Czasami naprawdę jestem jak dzieciak
Wgramoliłem się do autka. Oby ci nic nie zrobił. A teraz dobranoc
Wróciliśmy dość szybko, udało mi się nie zabłądzić. Szturchnąłem Zayna- Jesteśmy
-Ta.- Przetarłem oczy i wyszedłem. Otworzyłem dom i skierowałem się do salonu. Kurwa musiałem przestawić tą kanapę. Ustawiłem ją na jej miejsce i glebłem na nią.
-Plecy cię będą boleć- Zamknąłem drzwi na klucz.
-Przeżyje.- Mruknąłem i włączyłem telewizję.- Chcesz robić za moja poduszkę?
-Mogę-usiadłem na kanapie
Położyłem mu się na kolanach.- Włosy.- Rzuciłem krótko wiedząc, że zrozumie.
Wplotłem palce w jego włosy.
Po chwili odpłynąłem w głęboki sen.
Gdy zasnął po cichu wyłączyłem telewizor. Całkiem wygodnie, mogę tak posiedzieć jeszcze dłuższy czas.
Spałem spokojnie. Woda mnie wymęczyła.
Oglądałem jakieś powtórki jeszcze przez kilka godzin
-Która godzina?- Mój głos był zachrypnięty.
-19-pogłaskałem go po włosach
To mogę jeszcze spać
-Jeszcze? Przynajmniej daj mi wstać
-To dalej.
Podniosłem się i poszedłem znaleźć sobie coś do roboty.
Przysnąłem jeszcze na chwilę.
Znudzony przeglądałem jakiś magazyn, który pozostał tu po poprzednich lokatorach.
Gdy następny raz się obudziłem wstałem zrobić sobie kawę. Znalazłem tam Liama.- Idziemy na ten spacer?- Świeże, zimne powietrze dobrze mi zrobi.
-Idziemy- za bardzo mi się nudzi, żeby wybrzydzać.
Założyłem kurtkę i buty. Wyszedłem na zewnątrz odpalając papierosa.
Ubrałem się i wyszedłem chwilę po nim- Na plażę?
-Tak. Przypomnij co ja ci obiecałem z plażą?
-Kolację, ale się obejdzie
-Kolację na plaży? A myślałem, że jebanie. A niee o później.
-Bez tego też się obejdzie. Idziemy?
-Jasne. Chcesz?- Wyciągnąłem paczkę w jego kierunku.
-Nie
Prychnąłem i złapałem go za rękę.
Splotłem nasze palce
Niezły ze mnie chłopak. Myślałem, że bardziej będę musiał się starać.
Na plażę dowlekliśmy się po piętnastu minutach- Będę mieć piasek w butach- zamarudziłem
- To je zdejmij. Nieść cię nie będę.
Zdjąłem buty i skarpetki.
Ubabra w domku. Co za człowiek.- Myślę nad kupnem tego domku.
-Myślisz, czy właśnie pomyślałeś?- zaśmiałem się krótko- Chociaż trzeba przyznać, że jest prawie idealny
-Przez sen mnie naszło. Prawie. Ciebie nic nie zadowoli w 100%.
-Skąd wiesz? Jedyna wada, to pewne braki w wyposażeniu i tyle
-To mogę zmienić. To co mi doradzasz?
-Ja to bym malowanie zrobił i trochę przemeblował- wzruszyłem ramionami
-Ale kupić? Kolory są spoko.- Zauważyłem.- Widać, że niedawno było malowane.
-Ale przemeblować trzeba
-Mi sie podoba jak jest. Jutro muszę pogadać z gościem.
-Kiedy wracamy?
-Jutro po południu. Spakujemy się pojedziemy na obiad i już.
-Co będzie na obiad?
-Co sobie zamówisz. I nie mów tylko o jedzeniu.- Usiadłem na ławce obok ścieszki.
-Zamieniam się w Niall'a- usiadłem obok niego
-Niee z jednym ciężko wytrzymać i utrzymać w lodówce względne zapełnienie a co dopiero z dwoma takimi? Allahu ratuj!
-Kup drugą lodówkę- doradziłem- Jedna będzie wasza, a druga moja i Niall'a- zaśmiałem się
- Pomyślę nad tym.
-He, jak myślisz kiedy zacznie być to widać?- Przyjrzałem się swojemu brzuchowi
-4miesiąc? Nie znam się. Spytaj mamy, ciotki, siostry, ale nie mnie.
-A taką miałem nadzieję, ze później
-Lekko nie ma jak jest się dziwakiem. Jakby coś to lubię dziwaków.
-Przynajmniej tyle

niedziela, 13 lipca 2014

Ziam XXXV

Zayn
Liam
___________________________________

Głaskałem jego plecy.
Mruczałem cicho
Zabrałem koc, który leżał w rogu kanapy i nas okryłem.
-Dzięki- spojrzałem na swoje ubabrane ręce nie bardzo wiedząc co z nimi zrobić
-Spoko.- Zaśmiałem. się widząc jego minę.
-I z czego się śmiejesz?- rozejrzałem się dookoła. Definitywnie nie chciało mi się wstać a ręce całe w spermie również mi się nie uśmiechały.
-Z ciebie.- cmoknąłem go w obojczyk.
Ostatecznie zrezygnowany wytarłem ręce w tył kanapy- I już- stwierdziłem dumny z siebie
Zaśmiałem się.- Będziesz musiał to umyć.
-Ale potem- zarzuciłem mu ręce na szyje i się do niego przytuliłem- Od razu lepiej
-Ale nie zapomnij.
-Nie zapomnę
-To dobrze a teraz wstawaj. Muszę się umyć.
-Idę z tobą- zadecydowałem i podniosłem się.
-Idę sam.- Również wstałem i skierowałem się po ręcznik do torby.
-Ale ja też chcę!- krzywiąc się popędziłem za nim
-Pójdziesz po mnie.
-Ale ja chcę z tobą!
-Ale ja nie chce z tobą.- Wyciągnąłem potrzebne rzeczy.
-Ale czemu?
-Bo cię tam zgwałcę.
-Już to zrobiłeś bałwanie raz w tę czy w tę różnicy nie robi- sięgnąłem po swój ręcznik
-Kiedy?- Uniosłem brew.
-Kiedyś na pewno- machnąłem ręką
-Nie, nigdy. Zawsze chciałeś.- Objąłem go.
-Więc teraz też mogę chcieć. Weeeeeeź mnie ze sobą
-No nie wiem.
-Proooooszę... Już nic więcej nie będę chciał
-Poza góra żarcia.- Wywróciłem oczami.- Dobra, chodź.
Zadowolony podreptałem za nim, zupełnie jak piesek, którego pan, pomimo zmęczenia chce wziąć na spacer
Wszedłem do kabiny. Szybko się umyłem.
Ledwo co zdążyłem wejść, a on już wszedł- Okropny- prychnąłem i równie szybko spłukałem z siebie bród- Podasz mi ręcznik?
-Okropny? Jasne.- Podałem mu ręcznik.
Wytarłem się i wyszedłem z kabiny- Mogłem wziąć jakieś ciuchy...
-Tak wyglądasz lepiej. A teraz spać.- Poszedłem do pokoju i położyłem się.
-Już?- położyłem się na brzuchu, a głowę podparłem łokciami. Nogami majtałem w powietrzu
-Tak już. Zmęczyła mnie podróż i ty.
-Mnie też ale jakoś się trzymam- zagrzebałem się w pościeli
-A ja nie. Jutro na basen to trzeba mieć energie. A jak twoje mdłości?
-Jest lepiej, mdli mnie ale na szczęście nie wymiotuję
-To dobrze.
Przymknąłem oczy- Jutro wstaniemy wcześnie, bo potem będzie dużo ludzi
-Yhym.- Odwróciłem się do niego plecami.
Przytuliłem się do jego pleców i pomimo zapewnień, że nie jestem śpiący, odleciałem do krainy snów
Obudziłem się koło 4. Idealnie. Odkleiłem chłopaka od siebie i wszedłem na dół. Przestałem sofę pod okno. Zaparzyłem herbaty i poszedłem po brązowookiego. -Skarbie.. - Wziąłem go na ręce.
-Mhmmm?- przetarłem oczy
-Wstajemy.- Zaniosłem go na sofę.
-Znowu?- zaspany przylgnąłem do jego klatki piersiowej
-Jak znowu? Patrz co zrobiłem.)
Zamrugałem intensywnie oczami- To dla mnie?
-Nie dla innego mojego chłopaka, którego przemyciłem w bagażniku.- Usiadłem na kanapie i przykryłem nas kocem.
Sięgnąłem po kubek z herbatą- dziękuję- rzuciłem uszczęśliwiony
-Nie ma za co.- Przytuliłem go do siebie.
-Jest- upiłem łyk. Gorące ale nie za gorące. Idealne, że tak się wyrażę
Zabrałem swój kubek.- Patrz już wschodzi.
Odwróciłem głowę w stronę okna. Nie mogłem znaleźć słów żeby to jakoś określić więc po prostu cię wpatrywałem
-Ah jak romantycznie. Oh ah eh.
-Zamknij się- jak urzeczony gapiłem się w okno
-Czemu?
-Bo psujesz chwilę- nie odrywałem wzroku od szyby
-Czyli się podoba?- Jebany romantyk.
-Mhm jest cudowny
-To jakieś ładne podziękowanie?
-Poczekaj jeszcze chwilę
Wywróciłem oczami.- Ok. I tak się nie wymigasz.
Jeszcze przez dłuższą chwilę ignorowałem Zayna.- Już
-To jak mi podziękujesz?
Pocałowałem go. Pewnie nie wystarczy, ale cóż
Złapałem go za podbródek i pogłębiłem pocałunek. Odsunąłem się dopiero gdy zabrakło mi powietrza.- Jakoś jeszcze?
-Co tylko zechcesz. Nawet ten twój pieprzony stolik, czy jak ty tam to zwałeś. Ale słodyczy nie oddam!
-Dobrze, ze mi przypomniałeś. To może wieczorem. A na teraz coś wymyśl.
-Um... Może...
-Może?
-Daj mi pomyśleć...
-Jasne.
-Nie moja wina, że jestem idiotą!
-Nie jesteś.- Cmoknąłem go we włosy.- A teraz trzeba się zbierać.
-A wiesz już gdzie?
-Mniej więcej nie. Sprawdzę to.
-To ty sprawdzaj a ja idę się ubrać- zsunąłem się z jego kolan
Poszedłem do pokoju. Włączyłem laptopa i sprawdziłem gdzie tu jest basen. Następnie ubrałem się. Włosów nie ma co układać.
W tym czasie ja zdążyłem ubrać się i spakować nasze ręczniki i ciuchy na przebranie
Stanąłem za nim.
-Tak, możemy wychodzić
Chwyciłem portfel i kluczyki i wyszedłem z domu
Wpakowałem się na przednie siedzenie
Odpaliłem samochód. Po jakiś 20minutach byliśmy na miejscu.
Ucieszony jak dziecko wyskoczyłem z samochodu
-Opanuj się.- Skierowałem się do wejścia. Kupiłem wejściówkę i udałem piętęo szatni.
-Jestem opanowany- prychnąłem i podreptałem za nim
Nie odpowiedziałem. Wszedłem do kabiny by się przebrać.
Wybrałem kabinę obok, przebrałem się i wyszedłem, żeby odłożyć nasze rzeczy do szafki
Włożyłem swoje rzeczy do swojej szafki. Następnie udałem się na basen. Od razu poszedłem do jacuzzi
-Zaczekaj na mnie!- Prawie biegłem, żeby go dogonić
Usiadłem sobie i odprężyłem się.
No i się wywaliłem, co zaskoczeniem nie było. Upadłem dość szczęśliwie, moja głowa milimetrami ominęła twardą ściankę jacuzzi
-Wiedziałem.- Mruknąłem do siebie.
Usiadłem o zacząłem rozmasowywać ramię, które najbardziej ucierpiało, podczas wywrotki- Ajj
-Trzeba było nie biegać.
-Trzeba było na mnie zaczekać
-Czekałem. Spokojnie też byś tu doszedł. Zachowujesz sie jakbyś miał adhd. Nigdy więcej nie zrobię ci rano herbaty.
Prychnąłem obrażony i wszedłem do jacuzzi
-Umiesz pływać?
-Średnio, ale umiem
-To możesz iść popływać.
-A ty nie umiesz?
-Ja wolę tu posiedzieć.
- Czyli nie umiesz- stwierdziłem
-Czyli mam dość twojego gadania więc chce zostać sam.
-Oczywiście- wyszedłem z jacuzzi i poszedłem popływać. Obrażony. Skoro ma dość mojego gadania, to proszę bardzo, wcale się nie muszę do niego odzywać!
Posiedziałem sobie moze z 10 minut w spokoju, gdy ktoś wlazł mi do jacuzzi. Kurwa już się napływał? Otworzyłem oczy, ale to wcale nie był Li, tylko jakaś dziewczyna. Zaczęliśmy rozmawiać.
Jasne, ja nie, bo paplam, a tamto coś co niby robi? I jakoś mu nie przeszkadza. Zresztą, nic, a nic mnie to nie obchodzi. Ani trochę
Przysunąłem sie do dziewczyny i kontynuowałem, pogawędkę.
Może jeszcze łeb w te silikony wsadź? Ugh, miałem się an nich nie gapić. Zanurzłem głowę po wodę
Dołączyła do nas jej koleżanka.
Wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich... Jeszcze jeden wypłosz?!
Kurna, ale ta 2 ma śmiech. Jakby konia zarzynali.
Durne wywłoki. A kij. Jestem ponad to. Rzekłem. Idę na dwór. Płynę znaczy
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Liama.
Na dworze było przyjemnie, znalazło się nawet wolne miejsce do masażu. No i z powodu wczesnej godziny byłem sam.
Gdzie to się podziało? Poszedłem go szukać. Był na dworze.- Li, musimy sie zbierać.
Wzruszyłem ramionami ii podniosłem się
Wszedłem do przebieralni, wyciągnąłem swoje rzeczy. Stanąłem koło przebieralni.- Idziemy razem?
-Możemy
Wciągnąłem go do kabiny. Przyparłem do ścianki pocałowałem.
Bez entuzjazmu, wręcz obojętnie oddałem pocałunek
Odsunąłem sie od niego.- Co jest?
-Nic
-Mów.
-Przecież mówię, że nic.
-Nie podobało się na basenie? Chcesz być dłużej?
-Tak. Nie.
-Czemu nie podobało? tak sie wyrywałeś.
-Już mówiłem, że to nic.
-Chce wiedzieć co wlazło ci w dupę. Oprócz mnie oczywiście.
-Nic. Mam ci to przeliterować?
–Możesz.
Wywróciłem oczami
–Li, skarbie powiedz o co chodzi.
Zmieniłem taktykę- Nie chcę
–I tak wiem.
-Skoro wiesz, to po co pytasz?
–Bo nie jestem pewny. Chodzi o te dziewczyny?
-Też
–Też? To o co jeszcze?
-A wiesz? Domyśl się. Taki gwoźdź do trumny- Jednak jetem genialny
–Bo wrócisz sam do domu.
Mina mi zrzedła- Ja nawet nie wiem gdzie to jest...Ale, nie zrobisz tego... Prawda?
Uśmiechnąłem się cwano.– Wiesz, że zrobię.
-Ale...
–Ale? Może zmieniłeś zdanie i mi powiedz? Mamy ograniczony czas.
-Nno... głównie o te dziewczyny...
–Oj nie masz powodu by być zły ma mnie.
-Bo ja to jestem denerwujący, ale one nie- stwierdziłem z żalem
– O to chodzi. Mogłeś przyjść.
-Mówiłem, że to nic ważnego.- wzruszyłem ramionami
–Skąd mogłem wiedzieć, że na prawdę?
Wzruszyłem ramionami.
–Wiesz smutno mi było jak nie przyszedłeś. –Nachyliłem się nad nim.
-Wyglądałeś raczej na zadowolonego
–Jestem dobrym aktorem. Liczyłem na piękną scenkę zazdrości.
-I się przeliczyłeś
–Niestety.– Zacząłem się ubierać.
Ściągnąłem z siebie kąpielówki i zacząłem się wcierać.
Klepnąłem go w tyłek.
Westchnąłem ciężko- Nie rusz
–Nie mów do mnie jak do psa. –Wstałem całkowicie ubrany.
-Tak, tak- Ubrałem się

poniedziałek, 7 lipca 2014

Ziam XXXIV


Parafianie!
Obwieszczam, że zepsuł mi się komputer. Z powodu mojej wielkim miłości jechałam w taką gorączkę 9km do kuzyna. Alleluja! 
Idę umierać dalej. W środę powstanę by dodać kolejny rozdział.
___________________________________
Zayn
Liam
__________________________________

-Zajechało włoskim romansidłem- mimo mojego stwierdzenia byłem zadowolony z tego co powiedział i było to po mnie widać
-Bo skatowałem się tym gównem.- Wskazałem na telewizor.- A po minie widzę, że ci to nie przeszkadza.
-Ale tylko trochę
-Tylko trochę? Ranisz.
-Może więcej niż tylko trochę
-Wiedziałem.- Przekręciłem głowę i cmoknąłem go w brzuch.
-Nie dużo więcej
-Cicho siedź. - Po 40minutach oglądania Harry zawołał na obiad
-Idziemy- mało delikatnie zrzuciłem Zayna z kolan
-Skarbie, tak się nie robi.- Objąłem go w pasie i zaprowadziłem do stołu.
Usiadłem na krześle. Chwyciłem tego nieszczęsnego ogórka w bitej śmietanie i ugryzłem kawałek- Ty wiesz, że nie takie złe?
-Daj spróbować.- Nachyliłem się nad nim.- I obiad masz jeść a nie jakieś coś.
Włożyłem mu kawałek ogórka do ust.- Zjem, zjem
Ugryzłem.- Nawet.
Zabrałem warzywo i dojadłem- A widzisz
Dołączył Tomlinson i Horan. Zaczęliśmy jeść.- Smacznego.
-Smacznego-nałożyłem sobie sporo jedzenia na talerz
-Już nie przesadzaj.- Mruknąłem.
-Jestem głodny, no
-Co będzie za 8miesięcy. Lodówka na raz?
-Zależy jak pełna lodówka
-Mówię o pełnej lodówce, że nie będzie miejsca wolnego.
-Za dużo
-Mam nadzieję.
Zjadłem wręcz błyskawicznie- Która godzina?
-Powinniśmy wyjeżdżać. Lou zajmiesz się wszystkim. - Wstałem od stołu.
Zadowolony również się podniosłem-Na którą będziemy?
-Za jakieś 2/3 godziny. Idź do kibla bo się ci szybko nie zatrzymam. Chyba, ze mi się zachce.- Mrugnąłem Do niego.
Wywróciłem oczami- Zanieś torby, zaraz przyjdę- Wstałem
-Jasne.- Zabrałem torby i skierowałem się do auta. Chłopacy poszli za mną.- O co chodzi z tą ciąża?- Spytał Harry opierając się o samochód. Musiałem na szybko im wytłumaczyć wszystko.
Poszedłem do łazienki, załatwiłem swoją potrzebę i skierowałem się w stronę auta. Już z daleka zauważyłem, że przy samochodzie stoi cała reszta. Ciekawe po co?
Chłopaki oczywiście się ucieszyli. Tommo musiał na początku udać mądrego i odpowiedzialnego i mnie ochrzanił po czym przytulił. Miło.
-Co was tu wszystkich przywiało?
-Musiałem wyjaśnić im twoją ciąże.- Wywróciłem oczami.- Wsiadaj.
Skinąłem głową ze zrozumieniem i wgramoliłem się na siedzenie pasażera
Również wsiadłem i ruszyłem. Droga minęła spokojnie i dość szybko.
Pomimo, że nie jechaliśmy długo, byłem dość zmęczony podróżą-To tutaj?
-Na to wygląda. -Wysiadłem i udałem się do gościa, który chyba był właścicielem. Dosłałem klucz.
Również wysiadłem, otworzyłem bagażnik i wziąłem torbę
Wszedłem do środka. Ładnie. Pooglądałem mieszkanie. Łazienka dość duża, choć mniejsza niż moja. Sypialnia przytulna. Salon z widokiem na plażę. -I jak?
-Świetnie- Uśmiechnąłem się entuzjastycznie- Gdzie dać torbę?
-Do sypialni. Później się rozpakujemy, a teraz trzeba zrobić zakupy.
Odłożyłem ją tam gdzie powiedział- Przejdźmy się, po te zakupy. Ale przejdźmy, a nie jedźmy
-Iść? Masz wymagania. -Zamknąłem drzwi i samochód. Ruszyłem do bramy.
-Bo taka ładna pogoda, w sam raz na spacerek...
-Widzę. Wiesz chyba za późno wybraliśmy się na wakacje. Jest październik, woda może być chłodna.
- Nie będzie aż tak zimna, w sam raz może bardziej do brodzenia niż pływania, ale się nada
-A jak się przeziębisz? Pojedziemy na basen. Tu żeby był klimat a tam do pływania.- Złapałem go za rękę. Heh nigdy tak nie chodziłem.
-Nic mi nie będzie- zaprotestowałem- Ale na plaże pójdziemy
-Oczywiście , ze pójdziemy. Co to za wyjazd bez rżnięcia na plaży.
-Spieprzyłeś nastrój- westchnąłem- Niech ci będzie
-Jaki nastrój, skarbie? -Wzmocniłem uścisk na jego ręce.
-Teraz już żaden
Wywróciłem oczami.- Jak chcesz. O jest market, chodź.- Pociągnąłem go w tamtą stronę.
-Kupmy coś słodkiego... Jakieś ciacha, albo czekoladę
-Ok. -Wziąłem koszyk.- Ale zacznijmy od ważniejszych produktów.
-Jakieś duperele tam są- wzruszyłem ramionami i wrzuciłem makaron do koszyka
-Po co makaron? Chleb masło jakiś obkład.
-Nie będę jeść chleba na obiad. Weźmie się...- tu na chwilę urwałem i wziąłem z półki coś na kształt przecieru pomidorowego- to i masz obiad od ręki
-Chodzi mi o kolację i śniadanie. Na obiad gdzieś pojedziemy. Wiesz, ze nie jestem mistrzem kuchni.-Objąłem go w pasie.- Weźmiemy chleb, mleko, jajka, szynkę, masło, mąkę, kiełbasę na grila. No i coś słodkiego. Pasuje?
-Pasuje
-I bita śmietanę. A kawa i herbata oraz cukier.
-Są już tam
-Tam?
-W domku
-Tam nic nie na Li. Trzeba kupić.- Odsunąłem się i poszedłem po produkty.
-Przecież nikt nie kupuje kilograma cukru, w takich domkach zawsze jest kawa, herbata, pieprz, sól, cukier i inne duperele, na przykład tabletki do zmywarki
-Jak ostatnio byłem nic nie było, a teraz nie sprawdziłem. I weź nie marudź.- Gdy znalazłem wszystko udałem się do działu ze słodyczami.- Wybieraj co chcesz.
-To- powiedziałem po chwili namysłu i wrzuciłem produkt do koszyka- I to i to i to i to też...
-Zbankrutuje przez ciebie.
-Przesadzasz- z uśmiechem dorzuciłem jeszcze kilka rzeczy- Już!
-To chodź grubasku.- Złapałem go za rękę i zaprowadziłem do kasy. Dorzuciłem kilka opakowań gumek.
Nawet nie skomentowałem. Panie w kasie trochę dziwnie na nas patrzyły ale to zignorowałem
-Kasuj a nie zazdrościsz.- Odezwałem się do kasjerki.
-Oh, daj spokój
-Oczywiście, skarbie.- Prychnąłem. Nawet pobawić się nie można.
Zapakowałem zakupy to co lżejsze wziąłem ja, a resztę zostawiłem Zaynowi
Zapłaciłem i wziąłem torbę. Miały być najpotrzebniejsze rzeczy a tu tyle gówien. Ale cóż. Złapałem znów chłopaka i udaliśmy się w drogę powrotną.
-Jesteś wredny- stwierdziłem
-Czemu tym razem?
-Tym razem kasjerka
-Nie przesadzaj.
-Nie stałeś nigdy na kasie. To jest okropne- aż się wzdrygnąłem
-Mogła się nie gapić w taki sposób.
-Mimo wszystko ma strasznie ciężko.
-Ok. Skończmy temat.
-Mhm. Wiesz gdzie jest tu basen?
-Nie wiem. Sprawdzi się w necie
-Wziąłeś laptopa?
-Oczywiście. Ale basen jutro. Teraz mam ochotę na coś innego.
-Dobra- uśmiechnąłem się uszczęśliwiony. Byliśmy już przy domku, zostało tylko rozpakować zakupy
Weszliśmy do domu. Położyłem zakupy w kuchni i objąłem Liama w pasie. Zacząłem całować jego szyje.
-Takie ,,coś''?- mimowolnie jęknąłem
-Takie „coś”.
Zarzuciłem mu ręce na szyję
Pocałowałem go w usta.
Oddałem pocałunek
-Gdzie to robimy?
-Salon...?
-Dobry wybór.- Złapałem go za biodra i uniosłem. Postawiłem go w salonie przy kanapie.
Położyłem się na sofie, ciągnąc go za sobą
Jaka chętna ta bestia. Przypomniały mi się pierwsze dwa razy. Zaśmiałem się w jego usta.
I z czego on rży? Irytujące
Przyparłem go mocniej do kanapy. Ręce wsadziłem pod jego koszulkę.
Moje łapki też nie zwisały smętnie tylko wślizgnęły się pod koszulkę chłopaka
Pozbyłem się jego koszulki i przeniosłem usta na sutki.
Jęczałem cicho czując pieszczoty Zayna
Ledwo go dotykam a ten już jęczy. Powoli zjeżdżałem w dół z pocałunkami.
Jako że trzymanie rąk pod jego koszulką było niewygodne, więc wyjąłem je i zacisnąłem na kanapie
Zsunąłem jego spodnie. Przez bokserki polizałem jego członka.
Jęknąłem głośniej. Zadrżałem
Spojrzałem na niego. Usiadłem i posadziłem go sobie na kolanach.
Zdjąłem z niego koszulkę
Uśmiechnąłem się.
-Masz coś na poślizg?- na sucho nie ma mowy, bo jutro nie wstanę ani nie usiądę
-Język. Zapomniałem wziąć z domu lubrykantu. Zabawek też nie mam.
-Trzeba kupić
-Ale jesteś chętny. Jesteśmy na weekend a ty myślisz, ze będę cię rżnął nie wiadomo ile razy.
-Znam cię po prostu
-No tak. A teraz może kontynuujmy.
-Chętnie
-To na co czekasz?- Złapałem go za tyłek
-Podnieś się trochę- rozpiąłem zamek od jego spodni
Wykonałem polecenie.
Zsunąłem z niego spodnie i bokserki
Przyciągnąłem go do pocałunku po czym zniżyłem jego głowę na wysokość mojego krocza.
Posłusznie wziąłem jego penisa do ust
-Ah.- Chwyciłem jego włosy i pociągnąłem za nie.
Zacząłem ssać od razu szybko poruszając głową
Po jakimś czasie odsunąłem go od siebie i położyłem na kanapie. Zdjąłem jego dolne partie ubioru i podstawiłem 2palce.
Wziąłem palce do ust i zacząłem ssać
Gdy były wystarczająco mokre wsadziłem je od no jego odbytu.
Skrzywiłem się lekko ale jako że byłem już do tego przyzwyczajony szybko się rozluźniałem
Poruszałem palcami w jego wejściu. Rozszerzałem je.
Początkowo, pomimo mojego rozluźnienia nie było to zbyt komfortowe odczucie.
Przyśpieszyłem ruchy ręki.
Przyzwyczaiłem się do tego uczucia i zrobiło być naprawdę przyjemnie. Zacząłem nabijać się na palce
Wyciągnąłem z niego palce.
Rozchyliłem zachęcająco nogi
-Inaczej zachęć.- Spojrzałem na jego twarz.
-Ja-ak?
Przybliżyłem się do jego twarzy.- Powiedz to.- Szepnąłem w jego usta.
-Ko-kocham cię- Zaczerwieniłem się
Cmoknąłem go po czym nałożyłem gumkę i delikatnie w niego wchodziłem.
Zabolało ale tylko ze względu na wczoraj. Syknąłem cicho, chociaż i tak było lepiej niż ostatnio
Złapałem go za biodra i zacząłem się poruszać. Niezbyt odpowiadała mi ta pozycja więc usiadłem na kanapie.
Podniosłem się i nabiłem na jego członek
Przyciągnąłem go do pocałunku
Oddałem pocałunek i podniosłem się
-Szybciej.- Nakazałem.
Uniosłem się i znów opadłem, szybciej niż wcześniej. I znowu się podniosłem i opadłem. I jeszcze raz. I kolejny
Złapałem go za tyłek i pomagałem się unosić.
Jęczałem coraz głośniej i poruszałem się coraz szybciej
Wychodziłem naprzeciw jego ruchom
Sięgnąłem ręką do mojego penisa i zacząłem się pieścić
Chciałem zabrać jego rękę ale się powstrzymałem. Przyjrzałem mu się. Oczy zamknięte, głowa odchylona w tył, z otwartych ust wydobywające się jęki, policzki zaróżowione. Ślicznie.
Nie przestawałem się poruszać. Cudownie...
Doszedłem.
Skończyłem chwilę po nim. Oparłem czoło o jego ramię.

czwartek, 3 lipca 2014

Ziam XXXIII

Zayn
Liam
_________________________
Piątek rano. O nie dziś też robię sobie wolne. Przekręciłem się lekko by nie zbudzić chłopaka.
Byłem wykończony wczorajszymi wydarzeniami, spałem jak zabity
Przysnąłem jeszcze na godzinę lub dwie.
Mógłbym spać do końca dnia, ale niestety obudził mnie pusty brzuch-Zayn- zachrypiałem
-Tak, skarbie?
-Głodny jestem- No gardło mam jak przejechane papierem ściernym
-Masz dziwny głos.- Zauważyłem.- Wczorajsze kanapki jeszcze tu leża.
-Wczoraj dużo krzyczałem- Sięgnąłem po jedzenie krzywiąc się lekko
-Wiem, ze ci dobrze było. Wam.
-Skoczysz po coś do picia?
-A co ja jestem?- Przetarłem Oczy.
-Proszę- przeklęta chrypa
-Oj już dobra. Co chcesz?- wstałem i założyłem bokserki.
-Cokolwiek
Wszedłem do kuchni po picie. Harry nie odszedł się bez komentarza na temat jęków na co wywróciłem oczami. Wróciłem do pokoju.- Proszę kocie.
-Dzięki- wziąłem od niego kubek i wypiłem napój
-Spoko.- Położyłem się obok niego. -Co dziś robimy?
-Chcę na basen- stwierdziłem spontanicznie
-Dobry pomysł. A może weekend poza miastem na wybrzeżach?
-Tak!- uśmiechnąłem się jak małe dziecko
Popukałem swój policzek.
-No co chcesz? Woda mnie wzywa, zostanę syrenką
-Kto powiedział, ze cię zabiorę?- Tak jestem genialny.
-Ja powiedziałem. Przed chwilą
-Ale ja nie.- Wyciągnąłem laptopa.
-Proooooszę- chrypa prawie mi przeszła
-Nie.- Poszukałem jakiegoś hotelu czy domku na wybrzeżach.
-To co mam zrobić żebyśmy pojechali?
-Ja jadę.- pokazałem mu otworzoną stronę na laptopie.
-A ja?
-Lepiej hotel czy domek?
-Domek.
-Dla 2osób?
-A jadę z tobą?
-To hotel? Chyba, ze bym wziął Larry'ego.
-Weź mnie ze sobą- uwiesiłem się mu na szyi
-Zobaczę.
-Będę grzeczny-połasiłem się o niego
-I tak bym cię wziął, skarbie. Wybierz gdzie śpimy.-podałem mu laptopa.
Uradowany wybrałem nam domek przy samiutkiej plaży, blisko sklepu, bez sąsiadów.- Może być? -spytałem niepewnie
-Koszt?
-Nie tak drogo- wskazałem na cenę
-No. Zamawiaj.
Wszystko powypełniałem, zamówiłem, mam nadzieję że nie będzie się pytać o to skąd znam numer jego konta, oddałem mu laptopa-Już
-A kasę wysłałeś? czy przy przyjeździe?
-Trzeba przelać zaliczkę, nie wysłałem
-Jak?

-Co ,, jak''?
-Jak wysłałeś? Skąd masz numer konta?
-Em... Um... To nie jest tak żebym ja znał go na pamięć czy coś...
-Skąd znasz mój numer konta?
-No bo wy wszyscy zawsze zostawiacie karty na wierzchu!- schowałem się za poduszką
-Grzebałeś mi w portfelu? - Nie no ale się rozgościł
-Nie w portfelu, na stole leżała!
-Nie zostawiam karty na stole.
-To ktoś inny ją tam zostawił!
-Nikt inny jej nie bierze. Nie wykręcaj się. I jak znasz na pamięć?
-Normalnie- wyklepałem cyferki- Jednak mam mózg. Reszty też znam- dodałem z dumą
-Lepiej zapomnij.
-A tak długo się tego uczyłem- westchnąłem
-No widzisz.
-Trzeba by się spakować
-To dalej. A od poniedziałku idziesz do szkoły. Nie będę cię uniemoralniać.
Zwlekłem się z łóżka. Ciężko było mi się utrzymać na nogach
-Aż tak powaliłem cię z nóg?
-Nadwyrężyłem sobie mięśnie- schyliłem się po bokserki sycząc cicho
-A tak ładnie wyglądałeś.-westchnąłem.- mnie też spakujesz?
-Mogę, tylko przynieś mi swoją torbę
-Na dole w szafie.
Znów się schyliłem. Nie najprzyjemniejsze uczucie, ale da się wytrzymać. Wyciągnąłem torbę.- Jedziemy tylko na dwa dni?
-Tak weekend. A zamówiłeś tylko dla nas?
-Ta. Ale można domówić
-A chcesz?
-Nie- wyciągnąłem z szafy jego ciuchy i zacząłem pakować
-Romantyczne wieczory we dwoje. Mmm.
-Nie weźmiemy Nialla bo wszystko zje, a Harry i Louis będą sie gzić po kątach
-A my niby nie?
-Ale oni to co innego- z roztargnieniem wrzuciłem bieliznę do torby- Chyba weźmiemy jedną nie ma sensu brać dwóch- mruknąłem do siebie
-Czemu niby? Wara ci od mojej bielizny. I tak musisz iść do swojego pokoju po rzeczy.
-Ale po co tachać dwie torby, jak bez problemu zmieścimy się w jedną?
-Nie weźmiesz moich rzeczy.
-No wezmę swoje- przytaknąłem
-Ok. Nie mogę się doczekać. Zaloguje ci się na konto i zapłacisz.
-Ale czemu ja?- Jęknąłem niezadowolony
-Bo ty zamawiałeś.
-I podałem twój numer konta- przypomniałem
-I chyba trzeba przesłać kasę.- Głupi czy jak?
Mój mózg chwilę przetwarzał informacje- Tak, tak, zaraz, tylko nas spakuje
A ja sobie poleżę. Pięknie.
-Jakbyś czegoś jeszcze potrzebował to sobie dołóż- wyszedłem po swoje ciuchy
Wstałem i spakowałem laptopa, ładowarkę i przybory z łazienki.
Właściwie to zaczyna mnie przerażać fakt jak się zmieniłem, przynajmniej pod tym względem. Lezę sobie w samych bokserkach, po korytarzu, cały no może nie w malinkach ale śladach po wczorajszym, nogi mi się trzęsą i ledwo idę, szansa na napotkanie Louisa i jego komentarzy jest więcej niż ogromna, a mnie jakoś tak w ogóle to nie rusza
Położyłem się z powrotem na łóżku czekając na Liama.
Wróciłem po dłuższej chwili z naręczem swoich ciuchów i kosmetyczką. Oczywiście po drodze wpadłem kolejno na Lou i Harry'ego, więc ich durne komentarze ciągnęły się za mną aż do pokoju Zayna
-Wszystko masz?
-Mhm- wrzuciłem ciuchy do torby i opadłem na łóżko obok Zayna
-Z kim gadałeś na korytarzu, skarbie?- Przytuliłem go.
-Z kretynami-Wtuliłem się w jego szyję
-O czym? Zazdrośni byli?
-Stwierdzili że nie mają o co być zazdrośni.- Mruknąłem
-Pff, jasne. O której jedziemy?
-Później
-Czyli? Jest 12 to tak koło 15?
-Dobra- zmęczyłem się tym pakowaniem
-To co powiesz teraz na telewizję?
-Ale zanieś...- jęknąłem
-Oczywiście. -Wstałem i udałem się po torby. zniosłem je na dół.
-Wredny!- wydarłem się za nim.
-Co znowu?- Wróciłem do pokoju.
-No zaaaaanieś...
-Zaniosłem?
-Ale nie torby tylko mnie idioto, na dół
-Ty masz nogi.
-Ale mnie bolą- zrobiłem oczy szczeniaczka
Wywróciłem oczami. Przed chwila chodziłeś.
-I się tak strasznie zmęczyłem... I mnie jeszcze bardziej boli
-Ok.-wziąłem go i zaniosłem na dół
Objąłem go za szyję, żeby nie spaść- I do salonu...?
Posadziłem go dopiero na kanapie
-Dzięki
-Spoko. Moj panie młody.
To ostatnie zignorowałem. Sięgnąłem pilota i włączyłem telewizor
Położyłem się na jego kolanach.
Zacząłem się bawić jego włosami- Wybierz coś- podałem mu pilota
Mruknąłem i zacząłem przeglądać kanały. Reklama, reklama, głupia bajka, wiadomości, jakiś romantyczny film, wiadomości. Chwila romantyczny film? Włączyłem i zatrzymałem.
-To?- nadal bawiłem się jego włosami
-No a nie?
-Może być
-Ok.- Usadowiłem Się Wygodniej Na jego Kolanach.
-Masz mięciutkie włosy- rzuciłem bardziej do siebie niż do niego
Uśmiechnąłem się, ale nic nie powiedziałem. Przymknąłem oczy.
-Nie śpij tylko oglądaj ze mną- zamarudziłem
-Dobra, dobra. Nie wydaje się być zły ten film.
Zająłem się oglądaniem filmu i głaskaniem włosów chłopaka
Wpatrywałem się w ekran nie skupiając się na filmie. Muszę pogadać z Louisem by wziął moje obowiązki przez weekend.
Przejechałem palcem po jego czole- Zachowuje się jak idiotka- skomentowałem zachowanie bohaterki
-A jaka kobieta się tak nie zachowuje? Miłość rządzi się innymi prawami. Każdy w niej jest idiota... Ej to było mądre. Zapisz to
-Czym? I na czym?- przechyliłem głowę
-Telefonem w telefonie? Notatki coś? Albo zapamiętaj bym mógł przekazać moja mądrość naszemu dziecku.
-Zapamiętam
I żadnego komentarza, ze nazwałem to naszym dzieckiem? A liczyłem na miła pogawędkę. Do pokoju wszedł Harry.- Dobrze, ze jesteś. Obiad trzeba zrobić.
-Ogórek w bitej śmietanie- powiedziałem powoli- Smaczne by to było?- westchnąłem ciężko
-Jaki ogórek?- zaczyna mieć smaki?
-Kiszony taki- narysowałem palcem kontur ogórka w powietrzu
-Ze śmietaną? Podobno w ciąży smakuje wszystko. Więc myślę, ze będziesz zadowolony.- Wychwyciłem dziwne spojrzenie Stylesa.- Co się gapisz? -Nic tylko ciąża?
-Z bitą śmietaną- poprawiłem machinalnie- Bez komentarza- dodałem w stronę Harry'ego
-Haruś? Przyniesiesz mu?- Chłopak skinął głową i oddalił się kawałek.- Nie cieszysz się ze będziesz grubaskiem? I ze mnie zamknąłeś? Zayn Malik trafił do niewoli rodziny przez Liama Paynea.
-Szybko się pogodziłeś z tą myślą- zaśmiałem się- Po prostu nie mam ochoty wysłuchiwać jego zapewne inteligentnej opinii na ten temat- wywróciłem oczami
-Nie pogodziłem. Ale staram się- dotknąłem jego policzka.- dla ciebie- Uśmiechnąłem się.

wtorek, 1 lipca 2014

Ziam XXXII

Zayn
Liam
________________________________
Komentarze:
@fallensoul19 : Spokojnie. Ot tak Zayn nie może skakać z radości. 
Sfę : I za to mnie kochasz<3  Poza tym bez zboczonej gejowskiej natury nie byłabym sobą. 
Możesz marudzić. Pojadę do Stasia i tyle z twojego marudzenia. Poza tym szantaż jest bardzo przydatny w życiu. 
@girl_lovesdraco : Oj ty zobaczysz jak później będzie uroczo.... 
______________________________
-A śpij sobie- podniosłem się i wziąłem sobie kanapki. Byłem wyspany
Zgasiłem światło.

Zapaliłem światło
Znów je zgasiłem.- Nie zaświecaj.
-Nie będę jeść po ciemku
-To sobie idź. Nie trzymam cię tu.
-Ale mi tu dobrze. Naprawdę chce ci się spać?
-Nie. Ale co mam robić?

-Cokolwiek. Zjeść chociażby
-Nie jestem głodny. -Zapaliłem mu to światło, zakopałem się pod kołdrę.- Li? Co mam zrobić?
-Albo mną się zająć- należy mi się!
-Ja nie o tym. Co zrobić byś mnie pokochał?

-Po pierwsze wyleź spod kołdry, bo nie zamierzam rozmawiać z pościelą
-Ale jasno.- Nie zważając na słowa wykonałem polecenie.
-Nie wiem... Właściwie czemu ci tak na tym zależy?
Ale o co teraz pyta? -Bo mnie razi?
-Nie o to. O to całe moje ,,kocham cię''
-Bo tak. Dawno tego nie słyszałem.- Jasne. Bo o to ci Zayn chodzi.
-Głupie wytłumaczenie- przytuliłem się do niego
-Ty też jesteś głupi. Pogadamy jak się zakochasz.

-Kochasz mnie?- zapytałem może nieco głupkowato
-Słucham? Mówiłem, ze ja nikogo nie kocham.  Ja.. lubię cię.
-Ale tak lubisz lubisz?
-A chciałbyś bym lubił lubił?
-Chciałbym
Uniosłem się i pocałowałem go. Jasne lubię lubię. Niech w dupę to se wsadzi.
Oddałem pocałunek, jak zwykle zresztą
Po chwili odsunąłem się od niego. Cmoknąłem go w nos. -Dziękuję. -Oparłem nasze czoło o siebie
-Za co?
-Za kilka rzeczy.
-To powiedz mi chociaż jedną taką rzecz
-Ze wróciłeś, że prawie mnie kochasz.
Zaczerwieniłem się- Tto nnic t-takiego - wyjąkałem
-Ale podziękować mogę.

-Nno tak-schowałem twarz w poduszce
-Nie zakrywaj się.- Wziąłem i skierowałem jego twarz by patrzył na mnie.
-Aale ja chcę- chwyciłem poduszkę
-A ja nie.- Położyłem się obok niego.- Chodź.- Wystawiłem ramie.
Z delikatnym uśmiechem przytuliłem się do niego
Objąłem go w przykryłem.- Li?
-Tak?- cieplutko... nareszcie
-Chcesz się we mnie zakochać?- na kacu to ja nie myślę
-Może
-Lubię jasne odpowiedzi.
-Bardziej tak niż nie?
-I bardzo się cieszę. - Cmoknąłem go w czoło.- To coś musi mieć kochającą rodzinkę
a ty udawać raczej nie umiesz.
-Te ale trzeba będzie potem to gdzieś do przedszkola zapisać, co nie?
-Mówisz na to to? Jako mamie tak ci nie przystoi. To jak dożyje wielu chodzącego.
-Ty mówisz to to ja też będę mówić to
-Ja nie jestem matka. Jak nie chcesz mówiłem można usunąć.
-Ts, chciałbyś. Mój dzieciak!
-To mów do niego ładnie. Bo będzie mu smutno.
-Niech ci będzie. Ale ty też mów do niego... albo niej ładnie
-Ja nim odpowiadam za to, ze jesteś inny.
-Ale to też twoje dziecko
-Pewności nie mam. I muszę się przyzwyczaić.
-Na pewno twoje. A długo ci to zajmie?
-Dobra wierzę ci. Za jakieś 10lat? Wyobrażasz sobie nas o za10lat. Haha. I jeszcze muszę z tobą wytrzymać.
-Wcześniej
-Co wcześniej?
-Wcześniej się przyzwyczaisz
-Możliwe. Zobaczymy. Zależy od ciebie, i tego tam.- Dotknąłem jego brzucha i pogłaskałem.
-Właśnie, będziemy musieli iść do jakiegoś lekarza, czy coś, trzeba wizyty poumawiać
-Możliwe. Zack mi kogoś poleci.
-Ile zachodu z tym wszystkim- westchnąłem
-Mówiłem jakie jest prostsze rozwiązanie
-Nie ma mowy - zanuciłem.
-Wiem. Ale próbować mogę.
-Wolałbym gdybyś przestał
-Dla ciebie wszystko. A teraz do spania... No chyba, ze masz ciekawsze plany.
-Nie chcę spać
-A mi trochę. Ale jak zaproponujesz coś fajnego to może zmienię zdanie.
-Spałeś cały dzień- zauważyłem- Jak po czymś takim można być zmęczonym?
-No spałem, ale na kacu byłem.
-To i tak dużo
-Oczywiście. To co robimy, skarbie?

-Możemy dokończyć to co zaczęliśmy?
-Ja się zaspokoiłem chyba, że jakoś mnie zachęcisz.
-Oczywiście, ja byłem grzeczny, ale i tak niech mi się od życia nie należy- rzuciłem nieco obrażony
-Należy, należy. Ale powiesz to jeszcze raz?
-Kocham cię-uśmiechnąłem się
-Myślę, ze mogę to przemyśleć
-Przemyśl, przemyśl
-Chyba jednak nie.
-Ale ja tak ładnie proszę- potarłem nosem jego szyję
-No dobra.- Zawiesiłem się nad nim.
Bardzo zadowolony przyciągnąłem go do siebie
Mruknąłem w jego usta.
Byłem bardzo zadowolony z siebie
-To jak pan chce się bawić?
-Hm, powiedzmy, że już dzisiaj udowodniłem, że jestem kretynem, więc to pozostawiam tobie- Ta, udam, że mam resztki godności- Ale coś oryginalnego
-Z wiązaniem i tym podobnymi rzeczami?
Zarumieniłem się- Mm...mo-może być...
-Na pewno?
-Nie karz mi tego powtarzać!- Zapewne przypominałem buraka, niekoniecznie cukrowego
-Tylko pytam. -Otworzyłem szufladę.- To czym się bawimy?
Obróciłem się na brzuch i zacząłem przyglądać się zawartości szuflady
-To co ci się podoba?
Jako, że kompletnie nie wiedziałem co wziąć postanowiłem pojechać drogą eliminacji- To na pewno nie- odsunąłem knebel w głąb szuflady. Mowy nie ma
-Standardowo kajdanki. To na pewno. No gubmy dalej?
-Masz takie rzeczy tylko w tej szufladzie?- zainteresowałem się nagle
-A co nie odpowiadają?
-Nie, po prostu jest sporo rzeczy, które nie zmieściły by się w takiej szufladce
-Takich nie posiadam niestety.- Dalej niech wybiera bo skończymy na rżnięciu bez zabawek.
-Uh- Po prostu wsadziłem rękę do szuflady i na ślepo wybrałem kilka przedmiotów, wcześniej odkładając te z których korzystać zamiaru nie miałem na bok
-Co wpierw?- Zapytałem przyglądając się wybranym przemiotą.
-Tak właściwie co to jest?- podniosłem taką czarną ni to kulkę ni to jajko i pilot najprawdopodobniej właśnie od tego czegoś
-Wibrator taki. Ale pistolet podobał mi się bardziej.
-Pistolet nie- zastrzegłem od razu
-Bo znów będziesz długo dochodził do siebie? Dalej bo idę spać.
-To niech będzie to na początek- potrząsnąłem ,, czymś'' które Zayn nazwał wibratorem, a ja nadal trzymałem je w ręce
-Oczywiście. Zauważyłeś ze pierwszy raz przygotowywujemy się do jebania?- Związałem go kajdankami. Wsadziłem wibrator do jego odbytu i włączyłem go na najmocniejsze wibracje.
Skrzywiłem się gdy poczułem w sobie obce ciało. Gdy poczułem jak wibruje krzyknąłem. Nogi mi drżały
Wyłączyłem urządzenie. -Nie ma tak dobrze.- Nałożyłem gumkę na jego kutasa i włączyłem wibrator na średnie wibracje.
Jęknąłem niezadowolony. Co on mi tu...
Zacząłem go obcałowywać.
Pod wpływem zabaweczki coraz bardziej się rozluźniałem. Jęczałem głośno, przestało mnie to krępować
Ale jęczy. Przygryzłem jego sutek.
Wygiąłem się w łuk. Jak dobrze...
Podkręciłem wibrator.
Zacząłem jęczeć głośniej. Długo tak nie wytrzymam
-Dobrze?- szepnąłem w jego skórę i pocałowałem brzuch.
-Ttaaaak- moje biodra drżały niespokojnie
Wyciągnąłem wibrator, założyłem gumkę i wszedłem w niego powoli.
Krzyknąłem, bynajmniej nie z bólu. Cudownie...
-Boli?
-Nnie...- Po tym co zaszło nawet gdyby nie wiem co mi tam wsadził, by nie bolało. Kompletnie wyłączyłem się na wszystko, poza przyjemnością
-Ok.- zacząłem się poruszać.
Prawie krzyczałem. Co chwila powtarzałem imię Zayna i prośby o więcej
Uśmiechnąłem się. -Jak sobie życzysz.
Prawie się rozpływałem. Gumka zaczęła nieprzyjemnie uciskać
Przyśpieszyłem swoje ruchy. Tak uwielbiam uprawiać z nim seks.
Z jednej strony czułem się naprawdę rozkosznie, ale z drugiej gumka uciskała mnie coraz boleśniej
Zrobiłem mu malinkę na szyi. Polizałem jego ucho i uradziłem język do środka
Szarpnąłem rękoma. Bezskutecznie- Z-zaaayn
-Tak?
-Zzdejmij
-Co zdjąć?
-T-to
-Jeszcze nie.- wykonywałem coraz szybsze ruchy biodrami.
Chciałem dodać coś jeszcze ale nie byłem w stanie. Z moich ust wydobywały się tylko jęki i pokrzykiwania
Wykonałem jeszcze kilka ruchów i doszedłem. Wyszedłem z niego wyrzuciłem gumkę gdzieś w kat pokoju. Chciałem jeszcze się poznęcać więc pocałowałem go
Prawie mi się płakać chciało. Niezdarnie oddałem pocałunek licząc że to cokolwiek przyspieszy
Zjechałem pocałunkami na brzuch a pocałuje następcę mojego rodu.
-Zaayn- jęknąłem płaczliwie- Z-zdej...mij
Zdjąłem z niego gumkę. Fala spermy zalała mój pokój.
Po tym jak doszedłem moim ciałem jeszcze dłuższą chwilę wstrząsały dreszcze. Oddychałem ciężko, jakbym maraton przebiegł. Kajdanki nieco poobcierały mi ręce
Odpiąłem go i położyłem się obok.- Muszę jutro przebrać pościel przez ciebie.
Nie miałem siły odpowiedzieć, a co dopiero się ruszyć. Zimno...
Zgarnąłem go w swoje ramiona i przykryłem nas.- Teraz idę spać. Dobranoc.
-Branoc- wychrypiałem i sam zamknąłem oczy