Zayn
Liam
____________________________________
-Co? Jaki soczek?-Pomarańczowy z magicznej szafki. Swoją drogą nigdy nie zauważyłem, żeby go ubywało. Dziwne
-Wszystko dziś jest dla ciebie dziwne. Może nikt go nie lubi.
-Ja lubię
-Jesteś inny. Jakieś jeszcze wspomnienia?
-Mogę teraz intensywnie myśleć i opierdalać cię za błędy przeszłości? Podoba mi się
-Mnie opierdalać? Ja nie mam sobie nic do zarzucenia.
-Daj mi chwilę, zaraz coś wymyślę...
-Na mnie? Chyba tylko to- Wskazałem na brzuch.- mi się nie udało.
-Na pewno jest masa rzeczy, które ci się nie udały
-Tak jak ty rodzicom.
Prychnąłem.-Skoro taki jestem, nie musisz ze mną rozmawiać.
-I dobrze. Tylko nie przychodź do mnie później.- Wyszedłem i owinąłem się ręcznikiem.
-Nie mam zamiaru!- rzuciłbym w niego mydłem, ale czymś się umyć muszę
-Jasne.- Wyszedłem z łazienki i ubrałem się.
Poirytowany dokończyłem mycie, wytarłem się i ubrałem. Kretyn.
Spakowałem resztę rzeczy i zaniosłem torbę do auta.
Sprawdziłem czy niczego nie zapomniałem i poszedłem do samochodu.
Zadzwoniłem do właściciela. Dogadałem się z nim odnośnie kupna tego domku. Nawet dużo nie kosztował. Wsiadłem do auta i odpaliłem. W ciszy jechaliśmy do domu.
Głupi idiota. Nie odezwę się do niego choćby nie wiem co.
Włączyłem głośno muzykę. Nawet gdyby chciał coś mówić bym nie słyszał.
Głośniej się nie dało. Jamochłon pierdolony.
Podróż minęła spokojnie. Zatrzymałem się tylko by uzupełnić zapasy. Po powrocie do domu i zostawieniu wszystkiego w kuchni poszedłem do pokoju.
Mamrocząc pod nosem obelgi ruszyłem do salonu, obejrzeć coś w telewizji
Wyciągnąłem laptopa i poprzeglądałem różne strony.
Zrobiłem sobie gorącej czekolady. Kretyn.
Cały czas bawiłem się laptopem. No Li czekam.
Przejść się pójdę. Kto mi zabroni?
Zszedłem do kuchni niby po sok a tak naprawdę zobaczyć co to coś robi.
Akurat odnosiłem kubek do zmywarki. Zignorowałem Zayna i poszedłem założyć buty
-Gdzie idziesz?
Wywróciłem oczami. Narzuciłem na siebie kurtkę.
-Zadałem pytanie.- Stanąłem mu na drodze do drzwi.
-Przejść się.- Wyminąłem go
Nie ruszyłem się z miejsca, więc nie mógł wyjść.- Pozwoliłem?
-Psem nie jestem, mogę wyjść sam.
-Właśnie.. Zapierdalaj po obrożę.- Uśmiechnąłem się w ten mój specyficzny sposób.
Zawróciłem, poszedłem na górę, wyciągnąłem obróżkę z najgłębszych zakamarków szuflady, założyłem na siebie to cholerstwo i wróciłem- Wychodzę?
-Nie mam smyczy do ciebie.
-Bez ciebie. Odsuń się
-I tak nie mam zamiaru nigdzie iść. Załatw się i wracaj psie.
Powstrzymując chęć mordu wyszedłem z domu
Zaśmiałem się z jego miny i wróciłem do siebie.
Zabijając wzrokiem florę i faunę, którą napotkałem po drodze, poszedłem do lasu.
Poszukałem papierosy i zapaliłem, wychodząc na balkon. Widziałem oddalającego się Paynea
Złorzeczyłem na chłopaka, jego interesy i wszystko co z nim związane poza mną, oczywiście. Niech sobie niczego nie wyobraża, nie cierpię go! I tego jego pierdolenia o lubieniu też!
Królewna jest zła. Jak smutno. Lepszy w łóżku będzie.
Usiadłem sobie na jakimś pieńku, próbując się uspokoić
Wszedłem do domu i znów zająłem się laptopem.
Nie wiem jak długo tam siedziałem, ale w końcu stwierdziłem, że jestem na tyle spokojny, by móc kontynuować spacer
Po jakimś czasie włączyłem sobie film. Dobrze, że chłopaki zajęli się interesami.
Całkiem ładne kwiatki tu rosną. Kiedyś Ruth uczyła mnie jak robić wianki. A potem je na mnie zakładała. Brrrr. Ciekawe czy jeszcze umiem...? Wszystko, żeby nie myśleć o tej pomyłce wszechświata
Dalej oglądałem sobie film.
Po kilku nieudanych próbach udało mi się zrobić ładny wianek z żółtego zielska. Artystą jestem!
W połowie film zrobił się nudny więc zmieniłem go na inny
Założyłem arcydzieło na głowę, po czym poszedłem dalej
Przysnąłem
Trzeba by było wracać... Tylko którędy?
Przekręciłem się.
Zgubiłem się. Zajebiście. No nic ten las nie może być taki duży, pójdę ścieżką, trafię do domu. Dobrze, że wziąłem kurtkę, bo zaczęło się robić chłodno.
Obudziłem się. Zszedłem poszukać Liama, ale nigdzie go nie było. Zadzwoniłem do niego.
Usłyszałem dzwonek telefonu. Natychmiast odebrałem-Halo?
-Gdzie jesteś? Ciemno się robi. Nie żebym się martwił.- Choć na to wygląda.
-Trochę się jakby zasiedziałem na tym spacerze ale zaraz będę- jak się odgubię
-Wiesz, że pies miał tylko się załatwić?
Rozłączyłem się. Niech sobie nie pozwala. Teraz tylko w prawo czy w lewo?
Rozłączył się. Idiota. Usiadłem w salonie i czekałem na niego.
Zrobiło się kompletnie ciemno, ale byłem na dobrej drodze, przynajmniej wiedziałem gdzie jestem.
-Ile można czekać.- Mruknąłem i wybrałem jego numer.- Ile można za tobą czekać?- Rzuciłem gdy odebrał.
-Tak jakby trochę się zgubiłem, ale już prawie jestem
-Idiota. Mogłeś dzwonić. Potrzebny mi jesteś.
-A ty mi nie. Będę za piętnaście minut.
Prychnąłem i rozłączyłem się. Skurwiel. Już ja sprawię, że zapłaci za takie odnoszenie się do mnie.
Tak jak powiedziałem po kwadransie byłem na miejscu. Zimno...
Wstałem z kanapy i skierowałem się do niego.-Wreszcie.- Wpiłem się w jego usta.
Odsunąłem się od niego-Zostaw mnie
-Czemu?
Nie odpowiedziałem. Cholernie zimno. Przeziębię się i będzie mieć za swoje.
Złapałem go w pasie.- Chodź na górę.
-Nie chcę. Zimno mi, jestem na ciebie wkurzony, nadal mam na sobie kurtkę, buty, pieprzone kwiatki na głowie, a ty tylko o jednym
-Ślicznie ci w tych kwiatkach. I mogę cie ogrzać.
-I o tym właśnie mówię! Daj mi spokój! Chcę herbaty, a nie pieprzyć się z tobą!
-A ja chce się pieprzyć! Napij się i idziemy. Bo chyba nie chcesz bym cię zdradził.- Ostatnie słowo powiedziałem robiąc nawias rękoma.- W końcu chyba jesteśmy razem czyż nie?
-Jak sobie chcesz- odwróciłem się i poszedłem do kuchni. Kłócenie się z nim nie ma sensu, trzeba to zrobić inną metodą
No i pięknie. Poszedłem za nim.
-Nie leź za mną- nastawiłem wodę na herbatę
-Może jak cie wydymam zmienisz nastawienie.
-Wątpię- wzruszyłem ramionami
-Oj księżniczka jeszcze jest na mnie zła. Może będzie lepsza w łóżku.
-Zapewne- zalałem kubek
-To dalej.
Poparzę się przez tego kretyna- Zaczekaj- z ciężkim westchnieniem upiłem łyk napoju
-Jasne. Czekałem tyle czasu 5minut mnie nie zbawi.
-Mhm- wzruszyłem ramionami
Usiadłem przy stole wystukując palcami rytm o blat.
blat
Dopiłem herbatę i odstawiłem kubek- Możemy iść
Złapałem go za rękę i szybko zaciągnąłem do pokoju.
Urywanie kończyn to jego hobby? Lubię swoją rękę i nie zamierzam się z nią rozstawać!
Wepchnąłem go do pokoju. Przyparłem go do ściany i pocałowałem.
Zacząłem oddawać pocałunek, bez jakiejś wylewności, ale czepiać się nie powinien.
Wsadziłem mu kolano miedzy nogi.
Oddałem pocałunek z większym zaangażowaniem
Odsunąłem się od niego.- Odechciało mi się chyba.
Wzruszyłem ramionami- Nie wiem czy pamiętasz, ale mi się od początku nie chciało
-To chyba jednak mi sie chce.
-I ja jestem w ciąży... zdecyduj się
-Miesiąc.-Prychnąłem.- Właśnie... umówiłem cie do lekarza.
-Na kiedy?
-Na jutro. I może lepiej, że mi się odechciało. Chodzić byś nie mógł.
-Porobimy wszystkie badania i będzie spokój. Też racja.
-Taaa. I dupy truć mi nie będziesz. A teraz choć cię ogrzeję.
-Czy ja ci kiedykolwiek trułem dupę?- Jeżeli on myśli, że tak to najwyraźniej nie zna jeszcze moich możliwości
-Wcaale. To co z tym ogrzewaniem?
-Chętnie- nigdy więcej samotnych spacerów po lesie
Położyłem się na łóżku i wyciągnąłem ramię. A miałem go nauczyć, że mnie się nie denerwuje. Co ze mną ostatnio nie tak?
Zająłem miejsce obok i przytuliłem się do niego.
-Jak to jest być w ciąży? Nie byłem nigdy.
-Domyślam się. Póki co mnie mdli i tyle atrakcji
- Jeszcze trzeba pogadać z moją mamą.
-A jak badania źle wyjdą?
-Muszą wyjść dobrze. Będzie zdrowe po mnie.
-Mówisz?
-Tak. Właściwie co ci zależy?
-Zależy i już
-Ale czemu? To powinno być dla ciebie dziwne i powinieneś chcieć się tego pozbyć.
-To jest dziwne, ale... Nie sądzę żebym mógł się tego pozbyć
-Mamusia się w tobie obudziła?- Zaśmiałem się i pogładziłem jego ramię.
-Powinienem rzucić teraz jakoś wredną odpowiedzią, niestety wygląda na to że to prawda
-Ciekawe jakbym wyglądał z tym czymś na rękach.
-Jak facet z dzieckiem na rękach. Głupie pytanie
-Jak Zayn Malik z dzieckiem na rękach.-Uściśliłem.- Nigdy chyba nie trzymałem dziecka. Dasz mi?
-Jeśli nie upuścisz to nie widzę przeciwwskazań
-Nie upuszczę. I tak penie nie odstąpisz mnie na krok jak mi je dasz.
-A co jak mu... jej... temu zrobisz krzywdę?
-Zabiłbyś mnie.
-Radzę lepiej pochować broń
-I tak ze mną nie masz szans. Zanim byś nacisnął spust leżał być martwy.
-Powstałbym z grobu- zaśmiałem się
-Jasne zombi.
-Z zombiakiem nie miałbyś szans
-Zdziwiłbyś się.
-Możliwe
-Poza tym nie zrobisz mi krzywdy. A wiesz czemu?
-Czemu?
-Bo nie robi się krzywdy osobą, które się darzy uczuciem. Możesz to ukrywać i tak wiem. Mam rację?
-Nie!- odpowiedziałem nieco za szybko energicznie wymachując rękami- Żadnych uczuć! Żadnych takich uczuć! Żadnych!
-To czemu jesteś zazdrosny? Przyznaj i będzie po sprawie.
-Nie ma mowy! Nigdy nigdy nigdy!
Zacząłem się rozbierać.- Idę spać. Idź do siebie.
-Nie mogę z tobą?
-Nie bo się nie chcesz przyznać.
-Tylko dzisiaj... jutro pójdę do siebie...
-Nie. Jutro też byś się migał.
-Nie bądź taki...
-Nie moja wina. Dobranoc.
-Ale Zaaaaayn...
-Nie ma przyznania nie na tu spania.
-Jesteś okropny! Co ci zależy
Moja duma.- Po prostu zależy. A tobie co?
-Nie chce mi się wstać
-Czemu zależy ci by tego nie powiedzieć. I nic mnie mnie obchodzi, że ci się nie chce. Wynocha.
-A ja głupi wierzyłem, że nie jesteś idiotą.
-Wiem, ze jesteś głupi.
-To że jesteś idiotą też wiesz?
-Nie jestem idiotą. Jestem seksowny. A teraz won z mojego pokoju.
-Kretyn- podniosłem się, rzuciłem w niego poduszką i wyszedłem z pokoju
I całe łóżko moje. Pięknie.