czwartek, 30 października 2014

Ziam XLIV

Zayn
Liam
_____________________________
Poszukałem papierosy i zapaliłem, wychodząc na balkon. Widziałem oddalającego się Paynea
Złorzeczyłem na chłopaka, jego interesy i wszystko co z nim związane poza mną, oczywiście. Niech sobie niczego nie wyobraża, nie cierpię go! I tego jego pierdolenia o lubieniu też!
Królewna jest zła. Jak smutno. Lepszy w łóżku będzie.
Usiadłem sobie na jakimś pieńku, próbując się uspokoić
Wszedłem do domu i znów zająłem się laptopem.
Nie wiem jak długo tam siedziałem, ale w końcu stwierdziłem, że jestem na tyle spokojny, by móc kontynuować spacer
Po jakimś czasie włączyłem sobie film. Dobrze, że chłopaki zajęli się interesami.
Całkiem ładne kwiatki tu rosną. Kiedyś Ruth uczyła mnie jak robić wianki. A potem je na mnie zakładała. Brrrr. Ciekawe czy jeszcze umiem...? Wszystko, żeby nie myśleć o tej pomyłce wszechświata
Dalej oglądałem sobie film.
Po kilku nieudanych próbach udało mi się zrobić ładny wianek z żółtego zielska. Artystą jestem!
W połowie film zrobił się nudny więc zmieniłem go na inny

Założyłem arcydzieło na głowę, po czym poszedłem dalej
Przysnąłem

Trzeba by było wracać... Tylko którędy?
Przekręciłem się.
Zgubiłem się. Zajebiście. No nic ten las nie może być taki duży, pójdę ścieżką, trafię do domu. Dobrze, że wziąłem kurtkę, bo zaczęło się robić chłodno.
Obudziłem się. Zszedłem poszukać Liama, ale nigdzie go nie było. Zadzwoniłem do niego.
Usłyszałem dzwonek telefonu. Natychmiast odebrałem-Halo?
-Gdzie jesteś? Ciemno się robi. Nie żebym się martwił.- Choć na to wygląda.

-Trochę się jakby zasiedziałem na tym spacerze ale zaraz będę- jak się odgubię
-Wiesz, że pies miał tylko się załatwić?
Rozłączyłem się. Niech sobie nie pozwala. Teraz tylko w prawo czy w lewo?
Rozłączył się. Idiota. Usiadłem w salonie i czekałem na niego.
Zrobiło się kompletnie ciemno, ale byłem na dobrej drodze, przynajmniej wiedziałem gdzie jestem.
-Ile można czekać.- Mruknąłem i wybrałem jego numer.- Ile można za tobą czekać?- Rzuciłem gdy odebrał.
-Tak jakby trochę się zgubiłem, ale już prawie jestem
-Idiota. Mogłeś dzwonić. Potrzebny mi jesteś.
-A ty mi nie. Będę za piętnaście minut.
Prychnąłem i rozłączyłem się. Skurwiel. Już ja sprawię, że zapłaci za takie odnoszenie się do mnie.
Tak jak powiedziałem po kwadransie byłem na miejscu. Zimno...
Wstałem z kanapy i skierowałem się do niego.-Wreszcie.- Wpiłem się w jego usta.
Odsunąłem się od niego-Zostaw mnie
-Czemu?
Nie odpowiedziałem. Cholernie zimno. Przeziębię się i będzie mieć za swoje.
Złapałem go w pasie.- Chodź na górę.
-Nie chcę. Zimno mi, jestem na ciebie wkurzony, nadal mam na sobie kurtkę, buty, pieprzone kwiatki na głowie, a ty tylko o jednym
-Ślicznie ci w tych kwiatkach. I mogę cie ogrzać.
-I o tym właśnie mówię! Daj mi spokój! Chcę herbaty, a nie pieprzyć się z tobą!
-A ja chce się pieprzyć! Napij się i idziemy. Bo chyba nie chcesz bym cię zdradził.- Ostatnie słowo powiedziałem robiąc cudzysłów rękoma.- W końcu chyba jesteśmy razem czyż nie.
-Jak sobie chcesz- odwróciłem się i poszedłem do kuchni. Kłócenie się z nim nie ma sensu, trzeba to zrobić inną metodą
No i pięknie. Poszedłem za nim.
-Nie leź za mną- nastawiłem wodę na herbatę
-Może jak cie wydymam zmienisz nastawienie.
-Wątpię- wzruszyłem ramionami
-Oj księżniczka jeszcze jest na mnie zła. Może będzie lepsza w łóżku.

-Zapewne- zalałem kubek
-To dalej.
Poparzę się przez tego kretyna- Zaczekaj- z cieżkim westchnieniem upiłem łyk napoju
-Jasne. Czekałem tyle czasu 5minut mnie nie zbawi.
-Mhm- wzruszyłem ramionami
Usiadłem przy stole wystukując palcami rytm o plat.
blat

Dopiłem herbatę i odstawiłem kubek- Możemy iść
Złapałem go za rękę i szybko zaciągnąłem do pokoju.

Urywanie kończyn to jego hobby? Lubię swoją reke i nie zamierzam się z nią rozstawać!
Wepchnąłem go do pokoju. Przyparłem go do ściany i pocałowałem.
Zacząłem oddawać pocałunek, bez jakiejś wylewności, ale czepiać się nie powinien.
Wsadziłem mu kolano miedzy nogi.

Oddałem pocałunek z większym zaangażowaniem
Odsunąłem się od niego.- Odechciało mi się chyba.
Wzruszyłem ramionami- Nie wiem czy pamiętasz ale mi się od początku nie chciało
-TO chyba jednak mi sie chce.
-I ja jestem w ciąży... zdecyduj się
-Miesiąc.-Prychnąłem.- Właśnie... umówiłem cie do lekarza.

-Na kiedy?
-Na jutro. I może lepiej, że mi się odechciało. Chodzić byś nie mógł.
-Porobimy wszystkie badania i będzie spokój. Też racja.
-Taaa. I dupy truć mi nie będziesz. A teraz choć cię ogrzeję.
-Czy ja ci kiedykolwiek trułem dupę?- Jeżeli on myśli, że tak to najwyraźniej nie zna jeszcze moich możliwości
-Wcaale. To co z tym ogrzewaniem?
-Chętnie- nigdy więcej samotnych spacerów po lesie
Położyłem się na łóżku i wyciągnąłem ramię. A miałem go nauczyć, że mnie się nie denerwuje. Co ze mną ostatnio nie tak?

Zająłem miejsce obok i przytuliłem się do niego.
-Jak to jest być w ciąży? Nie byłem nigdy.
-Domyślam się. Póki co mnie mdli i tyle atrakcji
-Na razie nie mdli. Jeszcze trzeba pogadać z moją mamą.
-A jak badania źle wyjdą?
-Muszą wyjść dobrze. Będzie zdrowe po mnie
-Mówisz?
-Tak. Właściwie co ci zależy?
-Zależy i już
-Ale czemu? To powinno być dla ciebie dziwne i powinieneś chcieć się tego pozbyć.
-To jest dziwne, ale... Nie sądzę żebym mógł się tego pozbyć
-Mamusia się w tobie obudziła? -Zaśmiałem się i pogładziłem jego ramię.
-Powinienem rzucić teraz jakąś wredną odpowiedzią, niestety wygląda na to że to prawda
-Ciekawe jakbym wyglądał z tym czymś na rękach.
-Jak facet z dzieckiem na rękach. Głupie pytanie
-Jak Zayn Malik z dzieckiem na rękach.-Uściśliłem.- Nigdy chyba nie trzymałem dziecka. Dasz mi?
-Jeśli nie upuścisz to nie widzę przeciwwskazań
-Nie upuszczę. I tak penie nie odstąpisz mnie na krok jak mi je dasz.
-A co jak mu... jej... temu zrobisz krzywdę?
-Zabiłbyś mnie.
-Radzę lepiej pochować broń
-I tak ze mną nie masz szans. Zanim byś nacisnął spust leżał być martwy.
-Powstałbym z grobu- zaśmiałem się
-Jasne zombie.
-Z zombiakiem nie miałbyś szans
-Zdziwiłbyś się.
-Możliwe
-Poza tym nie zrobisz mi krzywdy. A wiesz czemu?
-Czemu?
-Bo nie robi się krzywdy osobą, które się darzy uczuciem. Możesz to ukrywac i tak wiem. Mam rację?
-Nie!- odpowiedziałem nieco za szybko energicznie wymachując rękami- Żadnych uczuć! Żadnych takich uczuć! Żadnych!
-To czemu jesteś zazdrosny? Przyznaj i będzie po sprawie.
-Nie ma mowy! Nigdy nigdy nigdy!
Zacząłem się rozbierać.- Idę spać. Idź do siebie.
-Nie mogę z tobą?
-Nie bo się nie chcesz przyznać.

niedziela, 26 października 2014

Ziam LIII

Zayn
Liam
___________________________________
-Podobne do niego- westchnąłem
-Wiem. Ale sam dupy ruszyć nie może. A ty jak zaczniesz kupować to cały sklep wezmę do domu.
-Nie zmieści się- zauważyłem nieprzytomnie
-Bo musisz brać wszystko dosłownie.
-Mhm- Zamknąłem oczy.
-Spałujesz nas.- Zabrzmiało to jak rozkaz. Trudno.
-Nie e
-Powiedziałem. Nie dyskutuj ze mną.
-Nie chcę mi się. Teraz ty
-Nie dyskutuj.- Wysyczałem.- To twoja robota.
-Nie
-Zapierdalaj do pracy. I śniadanie zrób.
-Pieprz się
-Chętnie.- Zawisłem nad nim.
Popchnąłem go- Idź nas pakuj
-Nie. Ja się dość napracuje byś miał co jeść.
-To daj mi spać- przekręciłem się tak żeby na niego nie patrzeć
Położyłem się znów na łóżku.- Nie mówię teraz, ale masz ty to zrobić.
Odburknąłem coś pod nosem. Mowy nie ma
Obtuliłem się mocniej kołdrą.
Ułożyłem się wygodniej i zapadłem w płytki sen
Koło 1 zacząłem budzić Liama. Jeszcze dojechać trzeba.
-Musimy jechać? - Jęknąłem niezadowolony.
-A szkoła?
-Od kiedy jesteś wzorowym uczniem?
-Nie jestem. W przeciwieństwie do ciebie.
-Uh, nie chce mi się iść jutro na uczelnię-zamarudziłem
-I tak za jakiś czas nie będziesz chodził.

-Ale to jeszcze szmat czasu...
-No właśnie. To teraz ty chodzisz a ja się lenie.
-Przypominam ci, że obiecałeś wozić mnie na wykłady, więc tak czy siak będziesz musiał wstać o nieprzytomnej godzinie- podniosłem się do siadu
-Raz obiecałem. I przypomnę, że zawiozłem cię wtedy do lekarza
-Ja nie chciałem, to ty się uparłeś na lekarza- wzruszyłem ramionami
-Nie uparłem. I chyba dobrze, że pojechaliśmy.
-Właściwie... He, dobra, wstaję.
-Widzisz. To poproszę śniadanie.
-Jajecznica?- westchnąłem
-Może być.
Wstałem i nie kłopocząc się ubieraniem, ruszyłem do kuchni
Leżałem i czekałem na niego nucąc sobie jakąś piosenkę.
Nastawiłem wodę na kawę, zrobiłem jajecznicę, sam zjadłem, zalałem kubek i dopiero wtedy zaniosłem Zaynowi śniadanie
Gdy przyszedł brązowookiego usiadłem.- Dziękuję.
-I jest za co- usiadłem obok niego
-To cofam te słowa.- Mruknąłem z pełną buzią.

-Nie mów z pełnymi ustami- zero kultury, zero. Jak tak można?
-A ty możesz. I nie zmawiaj, że tak nie jest.
-Ja nie mówię z pełnymi ustami- stwierdziłem z godnością
-Wcale nie mówisz. Tylko jakieś 100 razy już to słyszałem. A teraz nas spałuj.

-Głuchy i niewychowany-pokręciłem ze zrezygnowaniem głową- A czemu ja?
-Uważaj sobie. Bo jesteś moim służącym. I daj mi jeść.
Poirytowany poszedłem nas spakować, przy okazji wyciągając sobie jakieś ciuchy do ubrania.
-Mi też coś zostaw.
Rzuciłem torbę na łóżko- Twoje rzeczy sa z wierzchu, weź sobie coś. Idę sie myć
-Nie zaprosisz mnie do wspólnej kąpieli?
-Możesz iść ze mną- stwierdziłem. Sam siebie porażam swoją łaskawością.
Wstałem i poszedłem z nim.
Odkręciłem ciepłą wodę i zaczekałem aż chłopak do mnie dołączy.
Wszedłem do kabiny. Wziąłem gąbkę i zacząłem się myć.
-Wiesz, to dziwne
-Co?
-Normalnie to ja bym pędził za tobą, żebyśmy razem wzięli prysznic, a ty, jeżeli byś na mnie poczekał, w tym momencie chciałbyś żebym cię umył. Dziwne
Zaśmiałem się.- Nie chce mi się bawić.
-A umyjesz mi pleckiii?
-Nie.
-Przynajmniej spróbowałem- powiedziałem bardziej do siebie niż do niego
-I źle się za to zabrałeś.
-To jak niby miałem?
-Nie podpowiem ci.
-To będę mieć nieumyte plecy- wzruszyłem ramionami
-Jakbyś pomyślał to byś wiedział. Choć wizja ciebie śmierdzącego w moim autku mi się nie podoba. -Namydliłem gąbkę i zacząłem myć mu plecy.
Mruknąłem zadowolony. I kto powiedział, ze trzeba sie starać?
-Nie przyzwyczaj się.

-Nie mam zamiaru
-Jasne. Ale chcieć byś chciał.
-Ale tylko czasami
-Daj spokój. Wiem, że nie tylko czasami.
-Zawsze byłoby dziwnie
-Przyzwyczaiłbyś się
-Wątpię...
-Jakoś do tego, że mieszkasz u mnie.. nas przyszło ci lekko, że lubisz być posowany też się przyzwyczaiłeś. Z tym też dałbyś radę.
-Kwestia tego, że masz ładny domek- wzruszyłem ramionami
-A co z posuwaniem?
-Yyy... Może to ten zmutowany soczek z pierwszego?- Aż mi się na wspominki zebrało
-Co? Jaki soczek?
-Pomarańczowy z magicznej szafki. Swoją drogą nigdy nie zauważyłem, żeby go ubywało. Dziwne
-Wszystko dziś jest dla ciebie dziwne. Może nikt go nie lubi.
-Ja lubię
-Jesteś inny. Jakieś jeszcze wspomnienia?

-Mogę teraz intensywnie myśleć i opierdalać cię za błędy przeszłości? Podoba mi się
-Mnie opierdalać? Ja nie mam sobie nic do zarzucenia.
-Daj mi chwilę, zaraz coś wymyślę...
-Na mnie? Chyba tylko to- Wskazałem na brzuch.- mi się nie udało.

-Na pewno jest masa rzeczy, które ci się nie udały
-Tak jak ty rodzicom.
Prychnąłem.-Skoro taki jestem, nie musisz ze mną rozmawiać.
-I dobrze. Tylko nie przychodź do mnie później.- Wyszedłem i owinąłem się ręcznikiem.
-Nie mam zamiaru!- rzuciłbym w niego mydłem, ale czymś się umyć muszę
-Jasne.- Wyszedłem z łazienki i ubrałem się.

Poirytowany dokończyłem mycie, wytarłem się i ubrałem. Kretyn.
Spakowałem resztę rzeczy i zaniosłem torbę do auta.

Sprawdziłem czy niczego nie zapomniałem i poszedłem do samochodu.
Zadzwoniłem do właściciela. Dogadałem się z nim odnośnie kupna tego domku. Nawet dużo nie kosztował. Wsiadłem do auta i odpaliłem. W ciszy jechaliśmy do domu.
Głupi idiota. Nie odezwę się do niego choćby nie wiem co.
Włączyłem głośno muzykę. Nawet gdyby chciał coś mówić bym nie słyszał.

Głośniej się nie dało. Jamochłon pierdolony.
Podróż minęła spokojnie. Zatrzymałem się tylko by uzupełnić zapasy. Po dojechaniu  do domu i zostawieniu wszystkiego w kuchni poszedłem do pokoju.
Mamrocząc pod nosem obelgi ruszyłem do salonu, obejrzeć coś w telewizji
Wyciągnąłem laptopa i poprzeglądałem różne strony.
Zrobiłem sobie gorącej czekolady. Kretyn.
Cały czas bawiłem się laptopem. No Li czekam.
Przejść się pójdę. Kto mi zabroni?
Zszedłem do kuchni niby po sok a tak naprawdę zobaczyć co to coś robi.
Akurat odnosiłem kubek do zmywarki. Zignorowałem Zayna i poszedłem założyć buty
-Gdzie idziesz?
Wywróciłem oczami. Narzuciłem na siebie kurtkę.
-Zadałem pytanie.- Stanąłem mu na drodze do drzwi.
-Przejść się.- Wyminąłem go
Nie ruszyłem się z miejsca, więc nie mógł wyjść.- Pozwoliłem?
-Psem nie jestem, mogę wyjść sam.
-Właśnie.. Zapierdalaj po obrożę.- Uśmiechnąłem się w ten mój specyficzny sposób.
Zawróciłem, poszedłem na górę, wyciągnąłem obróżkę z najgłębszych zakamarków szuflady, założyłem na siebie to cholerstwo i wróciłem- Wychodzę?
-Nie mam smyczy do ciebie.
-Bez ciebie. Odsuń się
-I tak nie mam zamiaru nigdzie iść. Załatw się i wracaj psie.
Powstrzymując chęć mordu wyszedłem z domu
Zaśmiałem się z jego mimy i wróciłem do siebie.
Zabijając wzrokiem florę i faunę, którą napotkałem po drodze, poszedłem do lasu.

czwartek, 23 października 2014

Ziam LII

Zayn
Liam
____________________________________
-Spokojnie, zrobię z ciebie niezły towar. Wiesz mi nie dorównasz, ale starać się możesz.- Zaparkowałem pod galerią.
-Dopóki ty płacisz nie mam nic przeciwko.
-Przypominam, ze to będzie do zwrotu.
-Tylko żeby nie kosztowało fortuny.
-Teraz to cię martwi? -Wysiadłem z samochodu.
-Nie mam i prawdopodobnie nigdy nie będę mieć tyle kasy co ty.
-Też racja. To od czego zaczniemy? Spódniczki czy biżuteria?- Zaśmiałem się.- A na poważnie... spodnie?
No zaraz mu strzelę...-Niech będzie
Wszedłem do galerii i udałem się do sklepu z spodniami.
Chcąc nie chcąc poszedłem za nim.
Poprzeglądałem Kilka wieszaków. -Tu patrz.
-Patrzę, patrzę- westchnąłem.
-To bierz swój rozmiar. I do przymierzalni.
Wziąłem odpowiednie spodnie i ruszyłem do przebieralni
Po 3godzinach wróciliśmy. Kupiłem sobie 2dresy, kilka koszulek i parę spodni. Liama troszkę przepociłem na mój styl. -Seksownie.- Skomentowałem gdy szliśmy na pizzę. Oczywiście kazałem mu zostać w kupionych ubraniach. Miał dość obcisłe, niebieskie spodnie, biała bluzkę i skórzaną kurtkę. Czyż nie seksownie?

-Daj spokój, głupio się czuję w tych ciuchach- Zakłopotany podrapałem się po głowie
-Ale wyglądasz dobrze. Jaka ulga, ze jesteś mój.

Zarumieniłem się lekko- Nie mów tak, naprawdę zalatuje tanim romansidłem
-Mówiłem, ze się skatowałem. Nie długo powinno mi przejść.
-Mam nadzieję
Stanąłem przy stoliku.- A teraz pan pozwoli.- Odsunąłem mu krzesło.- Proszę.
Westchnąłem i usiadłem- Nie przesadzasz trochę?
Wzruszyłem ramionami. Bo czemu się nie pobawić? Gdy przyszedł kelner złożyłem zamówienie.
Objadłem się w Mac'u więc zamówiłem tylko sałatkę
-Jak królik.
-Nie jestem głodny
-Jesz jak smok i nie jesteś głodny? Dziwne.
-Przesadzasz, jak zwykle
-Nigdy nie przesadzam. -Zabrałem się za swoje zamówienie.
Nabiłem pomidora na widelec- Nikt ci nie uwierzy
Wywróciłem oczami. Jak wrócimy to się wyśpime. A jutro po południu trzeba wracać.
W ciszy zajadałem się sałatką
-Chcesz coś jeszcze?- Zapytałem kończąc swoją porcję
-Nie, dzięki
-To wracajmy. Zmęczony jestem.
-Możemy-
-Dam ci zaszczyt. Prowadzisz.- Rzuciłem mu kluczyki.
Uśmiechnąłem się szeroko. Czasami naprawdę jestem jak dzieciak
Wgramoliłem się do autka. Oby ci nic nie zrobił. A teraz dobranoc.
Wróciliśmy dość szybko, udało mi się nie zabłądzić. Szturchnąłem Zayna- Jesteśmy
-Ta.- Przetarłem oczy i wyszedłem. Otworzyłem dom i skierowałem się do salonu. Kurwa musiałem przestawić tą kanapę. Ustawiłem ją na jej miejsce i glebłem na nią.

-Plecy cię będą boleć- Zamknąłem drzwi na klucz m
-Przeżyje.- Mruknąłem i włączyłem telewizję.- Chcesz robić za moja poduszkę?
-Mogę-usiadłem na kanapie
Położyłem mu się na kolanach.- Włosy.- Rzuciłem krótko wiedząc, że zrozumie.
Wplotłem palce w jego włosy.
Po chwili odpłynąłem w głęboki sen.
Gdy zasnął po cichu wyłączyłem telewizor. Całkiem wygodnie, mogę tak posiedzieć jeszcze dłuższy czas.
Spałem spokojnie. Woda mnie wymęczyła.
Oglądałem jakieś powtórki jeszcze przez kilka godzin
-Która godzina?- Mój głos był zachrypnięty.
-19-pogłaskałem go po włosach
To mogę jeszcze spać
-Jeszcze? Przynajmniej daj mi wstać
-To dalej.
Podniosłem się i poszedłem znaleźć sobie coś do roboty.
Przysnąłem jeszcze na chwilę.
Znudzony przeglądałem jakiś magazyn, który pozostał tu po poprzednich lokatorach.
Gdy następny raz się obudziłem wstałem zrobić sobie kawę. Znalazłem tam Liama.- Idziemy na ten spacer?- Świeże, zimne powietrze dobrze mi zrobi.

-Idziemy- za bardzo mi się nudzi, żeby wybrzydzać.
Założyłem kurtkę i buty. Wyszedłem na zewnątrz odpalając papierosa.
Ubrałem się i wyszedłem chwilę po nim- Na plażę?
-Tak. Przypomnij co ja ci obiecałem z plażą?
-Kolację, ale się obejdzie
-Kolację na plaży? A myślałem, że jebanie. A niee to później.
-Bez tego też się obejdzie. Idziemy?
-Jasne. Chcesz?- Wyciągnąłem paczkę w jego kierunku.
-Nie
Prychnąłem i złapałem go za rękę.
Splotłem nasze palce
Niezły ze mnie chłopak. Myślałem, że bardziej będę musiał się starać.
Na plażę dowlekliśmy się po piętnastu minutach- Będę mieć piasek w butach- zamarudziłem
- To je zdejmij. Nieść cię nie będę.

Zdjąłem buty i skarpetki.
Ubabra w domku. Co za człowiek.- Myślę nad kupnem tego domku.
-Myślisz, czy właśnie pomyślałeś?- zaśmiałem się krótko- Chociaż trzeba przyznać, że jest prawie idealny
-Przez sen mnie naszło. Prawie. Ciebie nic nie zadowoli w 100%.
-Skąd wiesz? Jedyna wada, to pewne braki w wyposażeniu i tyle
-To mogę zmienić. To co mi doradzasz?

-Ja to bym malowanie zrobił i trochę przemeblował- wzruszyłem ramionami
-Ale kupić? Kolory są spoko.- Zauważyłem.- Widać, że niedawno było malowane.
-Ale przemeblować trzeba
-Mi sie podoba jak jest. Jutro muszę pogadać z gościem.
-Kiedy wracamy?
-Jutro po południu. Spakujemy się pojedziemy na obiad i już.
-Co będzie na obiad?
-Co sobie zamówisz. I nie mów tylko o jedzeniu.- Usiadłem na ławce obok Ścieżki.
-Zamieniam się w Niall'a- usiadłem obok niego
-Niee z jednym ciężko wytrzymać i utrzymać w lodówce względne zapełnienie a co dopiero z dwoma takimi? Allahu ratuj!
-Kup drugą lodówkę- doradziłem- Jedna będzie wasza, a druga moja i Niall'a- zaśmiałem się
- Pomyślę nad tym.
-He, jak myślisz kiedy zacznie być to widać?- Przyjrzałem się swojemu brzuchowi
-4miesiąc? Nie znam się. Spytaj mamy, ciotki, siostry, ale nie mnie.
-A taką miałem nadzieję, ze później
-Lekko nie ma jak jest się dziwakiem. Jakby co to lubię dziwaków.
-Przynajmniej tyle
-Ale ty jesteś wyjątkiem... -Obszukałem kieszenie. Uśmiechnąłem się, gdy znalazłem woreczek. Wyciągnąłem go i zawartość wysypałem na ramię. Po chwili biały proszek zniknął w moim nosie.

Westchnąłem ciężko, ale nie skomentowałem
-Też chciałeś?
-Nie
-To o co ci chodzi?
-O nic. Tym razem naprawdę o nic
-To dobrze. Wracamy czy idziemy dalej?
-Idziemy
Wstałem i zacząłem zmierzać wzdłuż plaży.
Zadowolony szedłem obok niego
Spacerowaliśmy do późna. W drodze powrotnej usłyszałem strzał. Dostałem. Na szczęście w rękę. No kurwa nie mają tarczy?
Prawie na zawał zszedłem, a jak zobaczyłem krew, to mdleć mi się zachciało- Żyjesz? - no dajcie mi medal za stwierdzanie oczywistości
-Nie widzisz? Chodź.- Złapałem go za rękę i szybkim krokiem udałem się do domku.

Prawie biegiem za nim
Doszliśmy do dom. Udałem się do łazienki w poszukiwaniu wody utlenionej.- Chodź, pomożesz mi.
-Jasne- Cholera nic nie jest jasne. Strzelają! Do ludzi! I po co mi to było... przetrząsnąłem szafki obok zlewu-Mam apteczkę
-Trzeba kulę wyciągnąć. Masz jakieś cążki?- Wziąłem od niego apteczkę. Postawiłem na umywalce i otworzyłem.

No a kurwa skąd mam mieć?!- Raczej nie
-To pomyśl co może robić za nie.
- A bo ja ci wiem!- cążki, cążki, coś cążkopodobnego...
-Widelec? Może da radę. Przynieś.
Przyniosłem sztuciec.- Za szeroki, nie wejdzie
-Wyciągnij to jakoś i po sprawie. -Że też komuś zachciało się strzelać do ptaków. Co za idiota. Żebym na wakacjach obrywał za nic.
Przyjrzałem się ranie- A może wygodniej by było pęsetą? Małe to
-Mówiłeś, że nie ma.- Dalej bo boli.
-Ciążek nie ma. Pęsety zawsze są w apteczkach.- Dla zademonstrowania wyjąłem takowy przedmioty z apteczki.- Daj mi tą rękę
-O niej mówiłem. -Jaki ciężki przypadek. Dziecko mózg mu zjadło.
-O cążkach mówiłeś. Cążkami się paznokcie obcina- dość niedelikatnie wsadziłem pęsetę w ranę
-Jeden chuj.
Wyciągnąłem pocisk...?- Już
Wziąłem wodę i odmyłem ranę. -Trzeba zabandażować. Zrobisz to?
- A mam jakiś wybór?- wyciągnąłem gazę i bandaż
-Możesz mnie zostawić krwawiącego? Ale lepiej nie próbuj.- Ostrzegłem.
Przyłożyłem gazę, wszystko owinąłem bandażem, zapiąłem- Gotowe
-Dziękuje. Chyba zasłużyłeś na nagrodę.-Przyjrzałem się opatrunkowi.-Stoliczek?
-Chciałbym protestować, ale obiecałem
Uśmiechnąłem się. Tylko.. -Panie mądry co może robić za kajdanki?
-Sznurka pewnie nie mamy?
Pokręciłem przecząco głową. - Najwyżej poświęcimy twoją koszulkę.
-Czemu moją?
-Bo te co ci kupiłem są lepsze, bo i tak niedługo będą za małe i takie tam. Dawaj jakąś.
Wstałem i ruszyłem się po tą koszulkę.- Trzymaj
Poszedłem do kuchni po bita śmietanę i truskawki. - Rozbieraj się.
Z niepewną miną ściągnąłem z siebie ubrania
-Kładź się.-Usiadłem na łóżku.
Posłusznie wykonałem polecenie
Rozdarłem  jego koszulkę i przywiązałem go dość mocno do łóżka. Wstrząsnąłem śmietanę i wycisnąłem na niego. Zamoczyłem truskawkę i przystawiłem mu do ust.
Otworzyłem usta i ugryzłem kawałek.
Zjadłem resztę owocu. -Dobre.- Zlizałem trochę śmietany z jego brzucha.
Zadrżałem lekko czując język na swojej skórze- Mi też smakują
-A taki oporny byłeś.
-Lubię truskawki i tyle- wzruszyłbym ramionami ale nie mogłem.
-Yhym. -Dalej zlizywałem z niego bitą śmietanę. Zbliżałem się do sutków, które zassałem.
Jęknąłem cicho czując pieszczotę.
Lizałem i zasysałem jego lewy sutek.

Przyjemnie... Pojękiwałem z rozkoszy
Znów zabrałem się za zlizywanie z niego deseru. Gdy skończyłem oblizałem się i pocałowałem go.
Poczułem słodki smak bitej śmietany. Chętnie oddawałem pocałunek.
Wsadziłem w niego jeden palec. Po chwili kolejny i kolejny rozciągając jego wejście.
Jęczałem coraz głośniej
Wyciągnąłem z niego palce. Rozebrałem się. Założyłem gumkę i wszedłem w niego.
Spiąłem się, ale tylko przez chwilę.
Zacząłem się szybko poruszać. Oparłem ręce po obu stronach jego głowy i syknąłem cicho całując go.
Oddałem pocałunek. Po chwili jednak oprzytomniałem i odsunąłem go od siebie- Ręka...
-Nic jej nie będzie, ale miło, że się martwisz. -Znów zatopiłem się w smaku jego ust.
Tym razem nie zaprotestowałem.
Poruszałem się w nim szybko. Chorą ręka zacząłem dotykać jego penisa.
Jęczałem mu w usta. Biodrami wychodziłem naprzeciw jego ruchom
Zwolniłem tępo. Usta przeniosłem na jego szyje.
Z moich ust wydzierały się głośne jęki i westchnienia.
Kilka razy przyśpieszałem i zwalniałem. Gdy czułem, że osiągam spełnienie zacząłem mocno wchodzić w niego.
To było z dużo jak dla mnie. Doszedłem
Doszedłem kilka pchnięć po nim. Wyszedłem z niego i położyłem się obok. Uprzednio jednak odwiązując go.
Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że strasznie ścierpły mi ręce. Ciężko oddychałem.
Przykryłem się kołdrą i odwróciłem plecami do Liama. Niedługo potem zasnąłem.
Sam byłem zmęczony, więc zamknąłem oczy i odpłynąłem
Obudził mnie telefon koło godziny 12. Niall z pytaniem kiedy wracamy i prośbą o zrobienie zakupów. Żarłacz jebany. Po skończonej rozmowie znów opadłem na poduszki.
Obudził mnie głos Zayna. Zaspany przetarłem oczy- So jest?
-Niall dzwonił.- Przekręciłem się w jego stronę.

-Po co?
-A się stęsknił.
-Naprawdę? - ziewnąłem
-Nie. Jedzenie mu się skończyło.

wtorek, 21 października 2014

Ziam LI

Zayn
Liam
________________________________
-To jakieś ładne podziękowanie?
-Poczekaj jeszcze chwilę
Wywróciłem oczami.- Ok. I tak się nie wymigasz.
Jeszcze przez dłuższą chwilę ignorowałem Zayna.- Już
-To jak mi podziękujesz?
Pocałowałem go. Pewnie nie wystarczy, ale coż
Złapałem go za podbródek i pogłębiłem pocałunek. Odsunąłem się dopiero gdy zabrakło mi powietrza.- Jakoś jeszcze?
-Co tylko zechcesz. Nawet ten twój pieprzony stolik ,czy jak ty tam to zwałeś. Ale słodyczy nie oddam!
-Dobrze, ze mi przypomniałeś. To może wieczorem. A na teraz coś wymyśl.
-Um... Może...
-Może?
-Daj mi pomyśleć...
-Jasne.
-Nie moja wina, że jestem idiotą!
-Nie jesteś.- Cmoknąłem go we włosy.- A teraz trzeba się zbierać.
22:47

-A wiesz już gdzie?
-Mniej więcej nie. Sprawdzę to.
-To ty sprawdzaj a ja idę się ubrać- zsunąłem się z jego kolan
Poszedłem do pokoju. Włączyłem laptopa i sprawdziłem gdzie tu jest basen. Następnie ubrałem się. Włosów nie ma co układać.
W tym czasie ja zdążyłem ubrać się i spakować nasze ręczniki i ciuchy na przebranie
-Gotowy?- Stanąłem za nim.
-Tak, możemy wychodzić
Chwyciłem portfel i kluczyki i wyszedłem z domu
Wpakowałem się na przednie siedzenie
odpaliłem samochód. Po jakiś 20minutach byliśmy na miejscu.
Ucieszony jak dziecko wyskoczyłem z samochodu
-Opanuj się.- Skierowałem się do wejścia. Kupiłem wejściówkę i udałem piętęo szatni.
-Jestem opanowany- prychnąłem i podreptałem za nim
Nie odpowiedziałem. Wszedłem do kabiny by się przebrać.
Wybrałem kabinę obok, przebrałem się i wyszedłem, żeby odłożyć nasze rzeczy do szafki
Włożyłem swoje rzeczy do swojej szafki. Następnie udałem się na basen. Od razu poszedłem do jacuzzi
-Zaczekaj na mnie!- Prawie biegłem, żeby go dogonić
Usiadłem sobie i odprężyłem się.
No i się wyglebałem, co zaskoczeniem nie było. Upadłem dość szczęśliwie, moja głowa milimetrami ominęła twardą ściankę jacuzzi
-Wiedziałem.- Mruknąłem do siebie.
Usiadłem o zacząłem rozmasowywać ramię, które najbardziej ucierpiało, podczas wywrotki- Ajj
-Trzeba było nie biegać.
-Trzeba było na mnie zaczekać
-Czekałem. Spokojnie też byś tu doszedł. Zachowujesz sie jakbyś miał adhd. Nigdy więcej nie zrobię ci rano herbaty.
Prychnąłem obrażony i wszedłem do jacuzzi
-Umiesz pływać?

-Średnio, ale umiem
-To możesz iść popływać.

-A ty nie umiesz?
-Ja wolę tu posiedzieć.
- Czyli nie umiesz- stwierdziłem
-Czyli mam dość twojego gadania więc chce zostać sam.
-Oczywiście- wyszedłem z jacuzzi i poszedłem popływać. Obrażony. Skoro ma dość mojego gadania, to proszę bardzo, wcale się nie muszę do niego odzywać!
Posiedziałem sobie może z 10 minut w spokoju, gdy ktoś wlazł mi do jacuzzi. Kurwa już się napływał? Otworzyłem oczy, ale to wcale nie był Li, tylko jakaś dziewczyna. Zaczęliśmy rozmawiać.
Jasne, ja nie, bo paplam, a tamto coś co niby robi? I jakoś mu nie przeszkadza. Zresztą, nic, a nic mnie to nie obchodzi. Ani trochę
Przysunąłem sie do dziewczyny i kontynuowałem, pogawędkę.
Może jeszcze łeb w te silikony wsadź? Ugh, miałem się an nich nie gapić. Zanurzałem głowę po wodę
Dołączyła do nas jej koleżanka.
Wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich... Jeszcze jeden wypłosz?!
Kurna, ale ta 2 ma śmiech. Jakby konia zarzynali.
Durne wywłoki. A kij. Jestem ponad to. Rzekłem. Idę na dwór. Płynę znaczy
dziewczyny opuściły moje towarzystwo
Na dworze było przyjemnie, znalazło się nawet wolne miejsce do masażu. No i z powodu wczesnej godziny byłem sam
Gdzie to się podziało? Poszedłem go szukać. Był na dworze.- Li, musimy sie zbierać.
Wzruszyłem ramionami ii podniosłem się
Wszedłem do przebieralni, wyciągnąłem swoje rzeczy. Stanąłem koło przebieralni.- Idziemy razem?
-Możemy
Wciągnąłem go do kabiny. Przyparłem do ścianki i pocałowałem.
Bez entuzjazmu, wręcz obojętnie oddałem pocałunek
Odsunąłem sie od niego.- Co jest?
-Nic
-Mów.
-Przecież mówię, że nic.
-Nie podobało się na basenie? Chcesz być dłużej?
-Tak. Nie.
-Czemu nie podobało? tak sie wyrywałeś.
-Już mówiłem, że to nic.
-Chce wiedzieć co wlazło ci w dupę. Oprócz mnie oczywiście.
-Nic. Mam ci to przeliterować?
–Możesz.
Wywróciłem oczami/
–Li, skarbie powiedz o co chodzi.
Zmieniłem taktykę- Nie chcę
–I tak wiem.
-Skoro wiesz, to po co pytasz?
–Bo nie jestem pewny. Chodzi o te dziewczyny?
-Też
–Też? To o co jeszcze?
-A wiesz? Domyśl się. Taki gwoźdź do trumny- Jednak jestem genialny
–Bo wrócisz sam do domu.
Mina mi zrzedła- Ja nawet nie wiem gdzie to jest...Ale, nie zrobisz tego... Prawda?
Uśmiechnąłem się cwano .–Wiesz, że zrobię
-Ale...
–Ale? Może zmieniłeś zdanie i mi powiedz? Mamy ograniczony czas.
-Nno... głównie o te dziewczyny...
–Oj nie masz powodu by być zły ma mnie.
-Bo ja to jestem denerwujący, ale one nie- stwierdziłem z żalem
– O to chodzi. Mogłeś przyjść.
-Mówiłem, że to nic ważnego.- wzruszyłem ramionami
–Skąd mogłem wiedzieć, że na prawdę?
Wzruszyłem ramionami.
–Wiesz smutno mi było jak nie przyszedłeś. –Nachyliłem się nad nim.
-Wyglądałeś raczej na zadowolonego
–Jestem dobrym aktorem. Liczyłem na piękną scenkę zazdrości.
-I się przeliczyłeś
–Niestety.– Zacząłem się ubierać.
Ściągnąłem z siebie kąpielówki i zacząłem się wcierać.
Klepnąłem go w tyłek.
Westchnąłem ciężko- Nie rusz
–Nie mów do mnie jak do psa. –Wstałem całkowicie ubrany.
-Tak, tak- Ubrałem się
Wyszedłem z kabiny. Zabrałem swoje rzeczy i czekałem na chłopaka. Następnie poszliśmy oddać kluczyki do szafek.
W dużo lepszym humorze szedłem obok Zayn'a.
Wsiadłem do samochodu.- Teraz gdzie?
-Zjadłbym coś
–Oczywiście. Do maka?
-Ale nie wchodzimy do środka
–Ok. Myśl co chcesz.
-Co?
-Do jedzenia.
-Ja już nawet wiem
–Wyczuwam bankructwo
-Jedna mała tortilla, sałatka grecka, picie i lody na deser, a ty od razu dramatyzujesz
-Nie dramatyzuje.- Podjechałem pod driva. Zamówiłem shake’a i big maca.- Mów co ty chcesz.
Przechyliłem się do okna i złożyłem zamówienie
Podjechałem dalej. Po chwili zamówienie leżało już a moich kolanach.
Wziąłem sobie moją część jedzenia- Smacznego
–Może poczekasz aż zaparkuje?
-Może tak...- odłożyłem jedzenie z ręki
–Zatrzymałem się na pobliskim parkingu.– Może dziękuję. –Zabrałem się za jedzenie.
-Dziękuję ślicznie- sarknąłem i zabrałem się do konsumpcji posiłku
–Smacznego, skarbie.
-Smafpnego- odparłem z pełnymi ustami
Zaśmiałem sie i zabrałem się za jedzenie.
Dość szybko uporałem się z tortillą i sałatką, pozostało mi tylko rozkoszować sie deserem
Ledwo zdążyłem zjeść kanapkę a ten już kończy.– Boję się ciebie.
-Musimy dużo jeść- stwierdziłem głaszcząc sie po brzuchu
-Oczywiście. Tylko jesteś w 1 miesiącu!
-W końcu mogę być takim żarłokiem i nikt się nie będzie czepiał, że tyję?
-Zapominałeś o mojej osobie.
-Zrzucę na ciążę
-Nic ci to nie da.
-Mam szybką przemianę materii nie przytyję
-Jeśli chcesz być wuefistą to nie możesz być grubaskiem.
-Nie będę gruby
-W trakcie ciąży będziesz.- Wywróciłem oczami.
-W trakcie ciąży nie będę wuefistą
-Cicho.- Skończyłem napój i ruszyłem.
-Gdzie teraz?
-Właśnie nie wiem. Cos zaproponujesz?
-Plaża?
-Wieczorem? Kolacja o zachodzie słońca na plaży. Znów będę miał 10 minut spokoju od twojego gadania.
-Chętnie- Żegnaj wizjo ,,stoliczka''
-A teraz może zakupy? Przyda mi się cos nowego. A ty kiecek chyba też nie masz.- Oj czyżbym był wredny i porównał go do dziewczyny?
Puściłem jego uwagę mimo uszu- Jedźmy.
-Na zakupy?
- Ale ty płacisz.
-Ty nie masz kasy.- Zauważyłem.- Jak będziesz tym nauczycielem to ściągnę to z ciebie.
-Ty i tak masz tyle pieniędzy, że nie robi ci różnicy na co je wydasz.
-Jakbym nie zwracał uwagi kto mi jest coś winny nie miałbym ani grosza. Nie wiesz na czym polega moja praca.
-I lepiej żebym nie wiedział.
-Kiedyś może ci powiem.
-Żebym spać po nocach nie mógł? Nie trzeba
-Nie wszystko. Gdyby ktoś cię porwał i byś wygadał za dużo to bym cię zabić musiał.
-Jestem tępy- przypomniałem uprzejmie- Zapomniałbym
-Wolę nie ryzykować. Ogólnikowo ok, ale dokładniej nic... Wiesz jako mama tego i jeśli to jest moje i masz zostać u mnie powinieneś trochę wiedzieć.
-Ale małe trochę- zastrzegłem.
-Raczej. I tak dużo osób wie. A raczej się domyśla po plotkach. No i gliny.
-No to kącik zwierzeń, gadaj
-Samochód zawsze spoko. Ale ty też musisz dać coś w zamian.
-Co?
-Jakieś hmm ciekawostki z twojego życia. Takie wiesz co nikt nie wie.
-Ale ja nie mam takich ciekawostek!
-Szkoda.
-Zresztą jak ci powiem, to wykorzystasz to przeciw mnie
-Ty też możesz.
-A co ja ci zrobić mogę?
-Różne rzeczy. To co zwierzamy się?
-Ale ty pierwszy
-No to.. Zarabiam na sprzedaży narkotyków, pożyczaniu pieniędzy. Prowadzę też interesy z innymi gangami. Co nie zawsze jest miłe. A ty?
-Tak też myślałem.
-Ale z czym?
-Z tym co robisz.
-A ostatnio pytałeś. Dawaj. Twoja kolej. I gdzie powinniśmy jechać?
-Do galerii
-Ulica matole. Wiem, ze obiecałem ci ciuchy za dawanie dupy.
-Tam- wskazałem palcem na jedną z dróg
Skręciłem. Po chwili widziałem już dużą galerie.- Świetnie.- Zacząłem kierować się w jej stronę.
-I widzisz, nawet jak nie wiem gdzie ci karzę jechać i tak trafiamy
-Cicho. Zapewne widziałeś to centrum. Takie wielkie, ze nie da się nie widzieć.
-Może trochę
-Właśnie. I zdajesz się na mnie z ciuchami.
-Ta jes

piątek, 17 października 2014

Ziam L

Zayn
Liam
___________________________________________
Dołączył Tomlinson i Horan. Zaczęliśmy jeść.- Smacznego.
-Smacznego-nałożyłem sobie sporo jedzenia na talerz
-Już nie przesadzaj.- Mruknąłem.
-Jestem głodny, no
-Co będzie za 8miesięcy. Lodówka na raz?
-Zależy jak pełna lodówka
-Mówię o pełnej lodówce, że nie będzie miejsca wolnego.
-Za dużo
-Mam nadzieję.
Zjadłem wręcz błyskawicznie- Która godzina?
-Powinniśmy wyjeżdżać. Lou zajmiesz się wszystkim. - Wstałem od stołu.
Zadowolony również się podniosłem-Na którą będziemy?
-Za jakieś 2/3 godziny. Idź do kibla bo się ci szybko nie zatrzymam. Chyba, ze mi się zachce.- Mrugnąłem Do niego.
Wywróciłem oczami- Zanieś torby, zaraz przyjdę- Wstałem
-Jasne.- Zabrałem torby i skierowałem się do auta. Chłopacy poszli za mną.- O co chodzi z tą ciąża?- Spytał Harry opierając się o samochód. Musiałem na szybko im wytłumaczyć wszystko.
Poszedłem do łazienki, załatwiłem swoją potrzebę i skierowałem się w stronę auta. Już z daleka zauważyłem ,że przy samochodzie stoi cała reszta. Ciekawe po co?
Chłopaki oczywiście się ucieszyli. Tommo musiał na początku udać mądrego i odpowiedzialnego i mnie ochrzanił po czym przytulił. Miło.
-Co was tu wszystkich przywiało?
-Musiałem wyjaśnić im twoją ciąże.- Wywróciłem oczami.- Wsiadaj.
Skinąłem głową ze zrozumieniem i wgramoliłem się na siedzenie pasażera
Również wsiadłem i ruszyłem. Droga minęła spokojnie i dość szybko.
Pomimo, że nie jechaliśmy długo, byłem dość zmęczony podróżą-To tutaj?
-Na to wygląda. -Wysiadłem i udałem się do gościa, który chyba był właścicielem. Dosłałem klucz.
Również wysiadłem, otworzyłem bagażnik i wziąłem torbę
Wszedłem do środka. Ładnie. Pooglądałem mieszkanie. Łazienka dość duża, choć mniejsza niż moja. Sypialnia przytulna. Salon z widokiem na plażę. -I jak?
-Świetnie- Uśmiechnąłem się entuzjastycznie- Gdzie dać torbę?
-Do sypialni. Później się rozpakujemy, a teraz trzeba zrobić zakupy.
Odłożyłem ją tam gdzie powiedział- Przejdźmy się, po te zakupy. Ale przejdźmy =, a nie jedźmy
-Iść? Masz wymagania. -Zamknąłem drzwi i samochód. Ruszyłem do bramy.
-Bo taka ładna pogoda, w sam raz na spacerek...
-Widzę. Wiesz chyba za późno wybraliśmy się na wakacje. Jest październik, woda może być chłodna.
- Nie będzie aż tak zimna, w sam raz może bardziej do brodzenia niż pływania, ale się nada
-A jak się przeziębisz? Pojedziemy na basen. Tu żeby był klimat a tam do pływania.- Złapałem go za rękę. Heh nigdy tak nie chodziłem.
-Nic mi nie będzie- zaprotestowałem- Ale na plaże pójdziemy
-Oczywiście , ze pójdziemy. Co to za wyjazd bez rżnięcia na plaży.
-Spieprzyłeś nastrój- westchnąłem- Niech ci będzie
-Jaki nastrój, skarbie? -Wzmocniłem uścisk na jego ręce.
-Teraz już żaden
Wywróciłem oczami.- Jak chcesz. O jest market, chodź.- Pociągnąłem go w tamtą stronę.
-Kupmy coś słodkiego... Jakieś ciacha, albo czekoladę
-Ok. -Wziąłem koszyk.- Ale zacznijmy od ważniejszych produktów.
-Jakieś duperele tam są- wzruszyłem ramionami i wrzuciłem makaron do koszyka
-Po co makaron? Chleb masło jakiś obkład.
-Nie będę jeść chleba na obiad. Weźmie się...- tu na chwilę urwałem i wziąłem z półki coś na kształt przecieru pomidorowego- to i masz obiad od ręki
-Chodzi mi o kolację i śniadanie. Na obiad gdzieś pojedziemy. Wiesz, ze nie jestem mistrzem kuchni.-Objąłem go w pasie.- Weźmiemy chleb, mleko, jajka, szynkę, masło, mąkę, kiełbasę na grilla. No i coś słodkiego. Pasuje?
-Pasuje
-I bita śmietanę. A kawa i herbata oraz cukier.
-Są już tam
-Tam?
-W domku
-Tam nic nie na Li. Trzeba kupić.- Odsunąłem się i poszedłem po produkty.
-Przecież nikt nie kupuje kilograma cukru, w takich domkach zawsze jest kawa, herbata, pieprz, sól, cukier i inne duperele, na przykład tabletki do zmywarki
-Jak ostatnio byłem nic nie było, a teraz nie sprawdziłem. I weź nie marudź.- Gdy znalazłem wszystko udałem się do działu ze słodyczami.- Wybieraj co chcesz.
-To- powiedziałem po chwili namysłu i wrzuciłem produkt do koszyka- I to i to i to i to też...
-Zbankrutuje przez ciebie.
-Przesadzasz- z uśmiechem dorzuciłem jeszcze kilka rzeczy- Już!
-To chodź grubasku.- Złapałem go za rękę i zaprowadziłem do kasy. Dorzuciłem kilka opakowań gumek.
Nawet nie skomentowałem. Panie w kasie trochę dziwnie na nas patrzyły ale to zignorowałem
-Kasuj a nie zazdrościsz.- Odezwałem się do kasjerki.
-Oh, daj spokój
-Oczywiście, skarbie.- Prychnąłem. Nawet pobawić się nie można.
Zapakowałem zakupy to co lżejsze wziąłem ja, a resztę zostawiłem Zaynowi
Zapłaciłem i wziąłem torbę. Miały być najpotrzebniejsze rzeczy a tu tyle gówien. Ale cóż. Złapałem znów chłopaka i udaliśmy się w drogę powrotną.
-Jesteś wredny- stwierdziłem
-Czemu tym razem?
-Tym razem kasjerka
-Nie przesadzaj.
-Nie stałeś nigdy na kasie. To jest okropne- aż się wzdrynąłem
-Mogła się nie gapić w taki sposób.
-Mimo wszystko ma strasznie ciężko.\
-Ok. Skończmy temat.
-Mhm. Wiesz gdzie jest tu basen?
-Nie wiem. Sprawdzi się w necie

-Wziąłeś laptopa?
-Oczywiście. Ale basen jutro. Teraz mam ochotę na coś innego.
-Dobra- uśmiechnąłem się uszczęśliwiony. Byliśmy już przy domku, zostało tylko rozpakować zakupy
Weszliśmy do domu. Położyłem zakupy w kuchni i objąłem Liama w pasie. Zacząłem całować jego szyje.
-Takie ,,coś''?- mimowolnie jęknąłem
-Takie coś.
Zarzuciłem mu ręce na szyję
Pocałowałem go w usta.
Oddałem pocałunek
-Gdzie to robimy?
-Salon...?
-Dobry wybór.- Złapałem go za biodra i uniosłem. Postawiłem go w salonie przy kanapie
Położyłem się na sofie, ciągnąc go za sobą
Jaka chętna ta bestia. Przypomniały mi się pierwsze dwa razy. Zaśmiałem. Się w jego usta.
I z czego on rży? Irytujące
Przyparłem go mocniej do kanapy. Ręce wsadziłem pod jego koszulkę.
Moje łapki też nie zwisały smętnie tylko wślizgnęły się pod koszulkę chłopaka
Pozbyłem Się jego koszulki i przeniosłem usta na sutki.
Jęczałem cicho czując pieszczoty Zayna
Ledwo go dotykam a ten już jęczy. Powoli zjeżdżałem w dół z pocałunkami.
Jako że trzymanie rąk pod jego koszulką było niewygodne, więc wyjąłem je i zacisnąłem na kanapie
Zsunąłem jego spodnie. Przez bokserki polizałem jego członka.
Jęknąłem głośniej. Zadrżałem
Spojrzałem na niego. Usiadłem i posadziłem go sobie na kolanach.
Zdjąłem z niego koszulkę
Uśmiechnąłem się.
-Masz coś na poślizg?- na sucho nie ma mowy, bo jutro nie wstanę ani nie usiądę
-Język. Zapomniałem wziąć z domu lubrykatu. Zabawek też nie mam.
-Trzeba kupić
-Ale jesteś chętny. Jesteśmy na weekend a ty myślisz, ze będę cię rżnął nie wiadomo ile razy.
-Znam cię po prostu
-No tak. A teraz może kontynuujmy.

-Chętnie
-To na co czekasz?- Złapałem go za tyłek
-Podnieś się trochę- rozpiąłem zamek od jego spodni
Wykonałem polecenie.
Zsunąłem z niego spodnie i bokserki
Przyciągnąłem go do pocałunku po czym zniżyłem jego głowę na wysokość mojego krocza.
Posłusznie wziąłem jego penisa do ust
-Ah.- Chwyciłem jego włosy i pociągnąłem za nie.
Zacząłem ssać od razu szybko poruszając głową
Po jakimś czasie odsunąłem go od siebie i położyłem na kanapie. Zdjąłem jego dolne partie ubioru i podstawiłem 2palce.
palce do ust i zacząłem ssać
Gdy były wystarczająco mokre wsadziłem je od no jego odbytu.
Skrzywiłem się lekko ale jako że byłem już do tego przyzwyczajony szybko się rozluźniałem
Poruszałem palcami w jego wejściu. rozszerzałem je.
Początkowo, pomimo mojego rozluźnienia nie było to zbyt komfortowe odczucie.
Przyśpieszyłem ruchy ręki.
Przyzwyczaiłem się do tego uczucia i zrobiło być naprawdę przyjemnie. Zacząłem nabijać się na palce
Wyciągnąłem z niego palce.-
Rozchyliłem zachęcająco nogi
-Inaczej zachęć.- Spojrzałem na jego twarz.
-Ja-ak?
Przybliżyłem się do jego twarzy.- Powiedz to.- Szepnąłem w jego usta.
-Ko-kocham cię- Zaczerwieniłem się
Cmoknąłem go po czym nałożyłem gumkę i delikatnie w niego wchodziłem.
Zabolało ale tylko ze względu na wczoraj. Syknąłem cicho, chociaż i tak było lepiej niż ostatnio
Złapałem go za biodra i zacząłem się poruszać. Niezbyt odpowiadała mi ta pozycja więc usiadłem na kanapie.
Podniosłem się i nabiłem na jego członek
Przyciągnąłem go do pocałunku
Oddałem pocałunek i podniosłem się
-Szybciej.- Nakazałem.
Uniosłem się i znów opadłem, szybciej niż wcześniej. I znowu się podniosłem i opadłem. I jeszcze raz. I kolejny
Złapałem go za tyłek i pomagałem się unosić.
Jęczałem coraz głośniej i poruszałem się coraz szybciej
Wychodziłem naprzeciw jego ruchom
Sięgnąłem ręką do mojego penisa i zacząłem się pieścić
Chciałem zabrać jego rękę ale się powstrzymałem. Przyjrzałem mu się. Oczy zamknięte, głowa odchylona w tył, z otwartych ust wydobywające się jęki, policzki zaróżowione. Ślicznie.
Nie przestawałem się poruszać. Cudownie...
Doszedłem.
Skończyłem chwilę po nim. Oparłem czoło o jego ramię.
Głaskałem jego plecy.
Mruczałem cicho
Zabrałem koc, który leżał w rogu kanapy i nas okryłem.
-Dzięki- spojrzałem na swoje ubabrane ręce nie bardzo wiedząc co z nimi zrobić
-Spoko.- Zaśmiałem. się widząc jego minę.
-I z czego się śmiejesz?- rozejrzałem się dookoła. Definitywnie nie chciało mi się wstać a ręce całe w spermie również mi się nie uśmiechały.
-Z ciebie.- cmoknąłem go w obojczyk.
Ostatecznie zrezygnowany wytarłem ręce w tył kanapy- I już- stwierdziłęm dumny z siebie
Zaśmiałem się.- Będziesz musiał to umyć.
-Ale potem- zarzuciłem mu ręce na szyje i się do niego przytuliłem- Od razu lepiej
-Ale nie zapomnij.
-Nie zapomnę
-To dobrze a teraz wstawaj. Muszę się umyć.
-Idę z tobą- zadecydowałem i podniosłem się.
-Idę sam.- Również wstałem i skierowałem się po ręcznik do torby.
-Ale ja też chcę!- krzywiąc się popędziłem za nim
-Pójdziesz po mnie.
-Ale ja chcę z tobą!
-Ale ja nie chce z tobą.- Wyciągnąłem potrzebne rzeczy.
-Ale czemu?
-Bo cię tam zgwałcę.
-Już to zrobiłeś bałwanie raz w tę czy w tę różnicy nie robi- sięgnąłem po swój ręcznik
-Kiedy?- Uniosłem brew.
-Kiedyś na pewno- machnąłem ręką
-Nie, nigdy. Zawsze chciałeś.- Objąłem go.

-Więc teraz też mogę chcieć. Weeeeeeź mnie ze sobą
-No nie wiem.
-Proooooszę... Już nic więcej nie będę chciał
-Poza góra żarcia.- Wywróciłem oczami.- Dobra, chodź.
Zadowolony podreptałem za nim, zupełnie jak piesek, którego pan, pomimo zmęczenia chce wziąć na spacer
Wszedłem do kabiny. Szybko się umyłem.
Ledwo co zdążyłem wejść, a on już wyszedł- Okropny- prychnąłem i równie szybko spłukałem z siebie bród- Podasz mi ręcznik?
-Okropny? Jasne.- Podałem mu ręcznik.
Wytarłem się i wyszedłem z kabiny- Mogłem wziąć jakieś ciuchy...
-Tak wyglądasz lepiej. A teraz spać.- Poszedłem do pokoju i położyłem się.
-Już?- położyłem się na brzuchu, a głowę podparłem łokciami. Nogami majtałem w powietrzu
-Tak już. Zmęczyła mnie podróż i ty.
-Mnie też ale jakoś się trzymam- zagrzebałem się w pościeli
-A ja nie. Jutro na basen to trzeba mieć energie. A jak twoje mdłości?
-Jest lepiej, mdli mnie ale na szczęście nie wymiotuję
-To dobrze.
Przymknąłem oczy- Jutro wstańmy wcześnie, bo potem będzie dużo ludzi
Obudziłem się koło 4. Idealnie. Odkleiłem chłopaka od siebie i wszedłem na dół. Przestałem sofę pod okno. Zaparzyłem herbaty i poszedłem po brązowookiego. -Skarbie.. - Wziąłem go na ręce.
-Mhmmm?- przetarłem oczy
-Wstajemy.- Zaniosłem go na sofę.
-Znowu?- zaspany przylgnąłem do jego klatki piersiowej
-Jak znowu? Patrz co zrobiłem.
Zamrugałem intensywnie oczami- To dla mnie?
-Nie dla innego mojego chłopaka, którego przemyciłem w bagażniku.- Usiadłem na kanapie i przykryłem nas kocem.
Sięgnąłem po kubek z herbatą- dziękuję- rzuciłem uszczęśliwiony
-Nie ma za co.- Przytuliłem go do siebie.
-Jest- upiłem łyk. Gorące ale nie za gorące. Idealne, że tak się wyrażę
Zabrałem swój kubek.- Patrz już wschodzi.
Odwróciłem głowę w stronę okna. Nie mogłem znaleźć słów żeby to jakoś określić więc po prostu cię wpatrywałem
-Ah jak romantycznie. Oh ah eh.
-Zamknij się- jak urzeczony gapiłem się w okno
-Czemu?
-Bo psujesz chwilę- nie odrywałem wzroku od szyby
-Czyli się podoba?- Jebany romantyk.
-Mhm jest cudowny

niedziela, 12 października 2014

Ziam XLIX


Zayn
Liam
_____________________________
- Ale jak?
-Powinienem zachować się jak ty i kazać ci się domyślić?
-Skarbie, jestem nie wyspany. Mógłbyś mi powiedzieć. Wystarczy poprzytulanie i całowanie?
-Wystarczy- skoro nie próbuje się do mnie dobrać, to chyba rzeczywiście jest niewyspany. Cóż, lepiej dla mnie
-Yhym.- Zacząłem całować jego szyję.
Zadowolony odchyliłem głowę, dając mu lepszy dostęp.
Mruknąłem zadowolony. Zassałem się na jego skórze.

Bawiłem się włosami na jego karku.
Odsunąłem się od niego.
Przejechałem palcem po malince, którą zrobił i spróbowałem przekrzywić głowę tak, żeby móc ją zobaczyć
Zaśmiałem się.- Nic z tego.- Złączyłem nasze usta.
Oddałem pocałunek.
Do salonu wszedł Harry i Louis. Pierwszy się uśmiechnął a drugi coś powiedział, ale miałem to gdzieś. Odsunąłem się od Liama i przytuliłem go.
Znów jakiś głupi i sprośny komentarz. Zaczerwieniłem się i schowałem twarz w ramieniu Zayna
- I mi go zawstydziłeś.- Burknąłem.- EJ, skarbie.- Pogłaskałem jego ramię.

Wymamrotałem coś niewyraźnie
-Oderwij się ode mnie i powtórz.
-C-co?
-Nic. Nie rób tak.-Cmoknąłem go w usteczka.

-Czemu?
-Bo widząc to nie przestanie?
Posłałem Lou rozeźlone spojrzenie. On tylko się roześmiał.
Również się zaśmiałem.- Mój chłopak.- Pogłaskałem go po głowie. Chłopaki posłali mi dziwne spojrzenia, spławiłem ich wzrokiem.
-Nie macie nic lepszego do roboty niż tu stać i się gapić?- westchnąłem ciężko. Denerwują mnie
-Właśnie. Spierdalać.- Mruknąłem i znów zacząłem całować szyję Liama.
Chłopacy wyszli wymieniając się znaczącymi spojrzeniami. Idioci.
Słysząc zamykane drzwi wywróciłem oczami. Oderwałem się od Liama. -Starczy ci?
-Ale poprzytulać mnie możesz jeszcze
-Nie mam zamiaru przestawać. Właściwie czemu jesteś taki?
-Jaki?- przechyłem pytająco głowę
-No przytlaski, całuski. No.. taki.
-Taki mam humor. Do jutra zdąży mi przejść
-Niee. Nie chce by przeszedł. Ja też mam humor na tuleniee.
-Więc będziemy się tulić dopóki ci się nie znudzi
-Jak ja cię lubię. -Zauważyłem Louisa czającego się za ścianą.- Spierdalaj.- Rzuciłem w niego poduszką.
-Ale czemu poduszką- jęknąłem- tu jest dużo cięższych rzeczy
Odwróciłem się do niego gdy Lou zniknął.- Bo cię pokocham.
-Byłbym całkiem zadowolony z takiego obrotu sprawy- próbowałem brzmieć spokojnie, ale głos lekko mi drżał
-Domyślam się, ale nie licz na to.- Taa przecież ci się podoba, Zayniee. Ba nawet więcej.- I czemu tak dziwnie mówisz?
-Nie mówię dziwnie. Wydaje ci się.- Nie, mnie taka sytuacja powoli przerasta
-Nie wydaje. Kocie co ci?
-Nic
-To książę chce buziaka!
Uśmiechnąłem się lekko i złożyłem delikatne pocałunek na jego ustach.
-Ej nooo. Tylko tyle?
Westchnąłem i pocałowałem go jeszcze raz, tym razem namiętniej
Mruknąłem zadowolony. Wsunąłem palce w jego włosy.
Przybliżyłem się do niego jeszcze bardziej
No Li się rozkręca. Podoba mi się. Muszę bardziej się pilnować by się w nim nie zakochać.
Oderwałem się od niego- A czy księżniczka będzie mogła liczyć na coś więcej niż tylko pocałunki?
-A o co konkretnie księżniczce chodzi?
-O to co książę lubi najbardziej
- Najbardziej to lubię spaghetti. A robić mi się go nie chce.
-Coś innego niż spaghetti
-Budyń? Naleśniki? Papierosa. A wiem narkotyki?
-Czy ty myślisz tylko o jedzeniu? I używkach?
-Używki są fajne. I co poradzę, że Harry nie robił dawno spaghetti?
-Ale czemu mówisz to mi a nie jemu?
-Bo ty też umiesz gotować i jesteś moją księżniczką?
-Mogę ci je zrobić nawet teraz, ale mi się nie chce
-Czyli Nie możesz bo cię lenistwo zżera. To o co tobie chodziło?
-Żebyś się ze mną przespał, matole
-Nie mam siły. Ale tak to zawsze chętnie. A to ci wynagrodzę. I od kiedy sam się o to prosisz?- Raz mu się zdążyło pod wpływem narkotyków.

Wywlekłem sie z łóżka. Ciężko było mi się utrzymać na nogach
-Aż tak powaliłem cię z nóg?
-Nadwyrężyłem sobie mięśnie- schyliłem się po bokserki sycząc cicho
-A tak ładnie wyglądałeś.-westchnąłem.- mnie też spakujesz?
-Mogę, tylko przynieś mi swoją torbę
-Na dole w szafie.
Znów się schyliłem. Nie najprzyjemniejsze uczucie, ale da się wytrzymać. Wyciągnąłem torbę.- Jedziemy tylko na dwa dni?
-Tak weekend. A zamówiłeś tylko dla nas?
-Ta. Ale można domówić
-A chcesz?
-Nie- wyciągnąłem z szafy jego ciuchy i zacząłem pakować
-Romantyczne wieczory we dwoje. Mmm.
-Nie weźmiemy Nialla bo wszystko zje, a Harry i Louis będą sie gzić po kątach
-A my niby nie?
-Ale oni to co innego- z roztargnieniem wrzuciłem bieliznę do torby- Chyba weźmiemy jedną nie ma sensu brać dwóch- mruknąłem do siebie
-Czemu niby? Wara ci od mojej bielizny. I tak musisz iść do swojego pokoju po rzeczy.
-Ale po co tachać dwie torby, jak bez problemu zmieścimy się w jedną?
-Nie weźmiesz moich rzeczy.
-No wezmę swoje- przytaknąłem
-Ok. Nie mogę się doczekać. Zaloguje ci się na konto i zapłacisz.
-Ale czemu ja?- Jęknąłem niezadowolony
-Bo ty zamawiałeś.
-I podałem twój numer konta- przypomniałem
-I chyba trzeba przesłać kasę.- Głupi czy jak?
Mój mózg chwilę przetwarzał informacje- Tak, tak, zaraz, tylko nas spakuje
A ja sobie poleżę. Pięknie.
-Jakbyś czegoś jeszcze potrzebował to sobie dołóż- wyszedłem po swoje ciuchy
Wstałem i spakowałem laptopa, ładowarkę i przybory z łazienki.
Właściwie to zaczyna mnie przerażać fakt jak się zmieniłem, przynajmniej pod tym względem. Lezę sobie w samych bokserkach, po korytarzu, cały no może nie w malinkach ale śladach po wczorajszym, nogi mi się trzęsą i ledwo idę, szansa na napotkanie Louisa i jego komentarzy jest więcej niż ogromna, a mnie jakoś tak w ogóle to nie rusza
Położyłem się z powrotem na łóżku czekając na Liama.
Wróciłem po dłuższej chwili z naręczem swoich ciuchów i kosmetyczką. Oczywiście po drodze wpadłem kolejno na Lou i Harry'ego, więc ich durne komentarze ciągnęły się za mną aż do pokoju Zayna
-Wszystko masz?
-Mhm- wrzuciłem ciuchy do torby i opadłem na łóżko obok Zayna
-Z kim gadałeś na korytarzu, skarbie?- Przytuliłem go.
-Z kretynami-Wtuliłem się w jego szyję
-O czym? Zazdrośni byli?
-Stwierdzili że nie mają o co być zazdrośni.- Mruknąłem
-Pff, jasne. O której jedziemy?
-Później
-Czyli? Jest 12 to tak koło 15?
-Dobra- zmęczyłem się tym pakowaniem
-To co powiesz teraz na telewizję?
-Ale zanieś...- jęknąłem
-Oczywiście. -Wstałem i udałem się po torby. zniosłem je na dół.
-Wredny!- wydarłem się za nim.
-Co znowu? -wróciłem do pokoju.
-No zaaaaanieś...
-Zaniosłem?
-Ale nie torby tylko mnie idioto, na dół
-Ty masz nogi.
-Ale mnie bolą- zrobiłem oczy szczeniaczka
Wywróciłem oczami. Przed chwila chodziłeś.
-I się tak strasznie zmęczyłem... I mnie jeszcze bardziej boli
-Ok.-wziąłem go i zaniosłem na dół
Objąłem go za szyję, żeby nie spaść- I do salonu...?
Posadziłem go dopiero na kanapie
-Dzięki
-Spoko. Moj panie młody.
To ostatnie zignorowałem. Sięgnąłem pilota i włączyłem telewizor
Położyłem się na jego kolanach.
Zacząłem się bawić jego włosami- Wybierz coś- podałem mu pilota
Mruknąłem i zacząłem przeglądać kanały. Reklama, reklama, głupia bajka, wiadomości, jakiś romantyczny film, wiadomości. Chwila romantyczny film? Włączyłem i zatrzymałem.
-To?- nadal bawiłem się jego włosami
-No a nie?
-Może być
-Ok.- Usadowiłem Się Wygodniej Na jego Kolanach.
-Masz mięciutkie włosy- rzuciłem bardziej do siebie niż do niego
Uśmiechnąłem się, ale nic nie powiedziałem. Przymknąłem oczy.
-Nie śpij tylko oglądaj ze mną- zamarudziłem
-Dobra, dobra. Nie wydaje się być zły ten film.
Zająłem się oglądaniem filmu i głaskaniem włosów chłopaka
Wpatrywałem się w ekran nie skupiając się na filmie. Muszę pogadać z Louisem by wziął moje obowiązki przez weekend.
Przejechałem palcem po jego czole- Zachowuje się jak idiotka- skomentowałem zachowanie bohaterki
-A jaka kobieta się tak nie zachowuje? Miłość rządzi się innymi prawami. Każdy w niej jest idiota... Ej to było mądre. Zapisz to
-Czym? I na czym?- przechyliłem głowę
-Telefonem w telefonie? Notatki coś? Albo zapamiętaj bym mógł przekazać moja mądrość naszemu dziecku.
-Zapamiętam
I żadnego komentarza, ze nazwałem to naszym dzieckiem? A liczyłem na miła pogawędkę. Do pokoju wszedł Harry.- Dobrze, ze jesteś. Obiad trzeba zrobić.
-Ogórek w bitej śmietanie- powiedziałem powoli- Smaczne by to było?- westchnąłem ciężko
-Jaki ogórek?- zaczyna mieć smaki?
-Kiszony taki- narysowałem palcem kontur ogórka w powietrzu
-Ze śmietaną? Podobno w ciąży smakuje wszystko. Więc myślę, ze będziesz zadowolony.- Wychwyciłem dziwne spojrzenie Stylesa.- Co się gapisz? -Nic tylko ciąża?
-Z bitą śmietaną- poprawiłem machinalnie- Bez komentarza- dodałem w stronę Harry'ego
-Haruś? Przyniesiesz mu?- Chłopak skinął głową i oddalił się kawałek.- Nie cieszysz się ze będziesz grubaskiem? I ze mnie zamknąłeś? Zayn Malik trafił do niewoli rodziny przez Liama Paynea.
-Szybko się pogodziłeś z tą myślą- zaśmiałem się- Po prostu nie mam ochoty wysłuchiwać jego zapewne inteligentnej opinii na ten temat- wywróciłem oczami
-Nie pogodziłem. Ale staram się- dotknąłem jego policzka.- dla ciebie- Uśmiechnąłem się.
-Zajechało włoskim romansidłem- mimo mojego stwierdzenia byłem zadowolony z tego co powiedział i było to po mnie widać
-Bo skatowałem się tym gównem.- Wskazałem na telewizor.- A po minie widzę, że ci to nie przeszkadza.
-Ale tylko trochę
-Tylko trochę? Ranisz.
-Może więcej niż tylko trochę
-Wiedziałem.- Przekręciłem głowę i cmoknąłem go w brzuch.
-Nie dużo więcej
-Cicho siedź. - Po 40minutach oglądania Harry zawołał na obiad
-Idziemy- mało delikatnie zrzuciłem Zayna z kolan
-Skarbie, tak się nie robi.- Objąłem go w pasie i zaprowadziłem do stołu.
Usiadłem na krześle. Chwyciłem tego nieszczęsnego ogórka w bitej śmietanie i ugryzłem kawałek- Ty wiesz,że nie takie złe?
-Daj spróbować.- Nachyliłem się nad nim.- I obiad masz jeść a nie jakieś coś.
Włożyłem mu kawałek ogórka do ust.- Zjem, zjem
Ugryzłem.- Nawet.
Zabrałem warzywo i dojadłem- A widzisz

środa, 8 października 2014

Ziam XLVIII

Zayn
Liam 
_______________________________

-Więc muszę dużo jeść, żeby urosło duże
-Przecież jesz.
-Jem-przytaknąłem
-Która godzina? Moja komórka gdzieś tu leży.
Sięgnąłem po nią- W pół
-Której?- On myśli, że czytam w myślach?
-Dwunastej- ziewnąłem
-Ok. Trzeba wychodzić. A moja tapeta ci się podoba?
Przyjrzałem się tapecie-Ej! Z kiedy to?!
-Z dzisiaj. Prawda, że słodka?
-Nie! Nie jestem słodki i czemu w ogóle robisz mi zdjęcia?!- A jak ktoś to zobaczy?
-Jak śpisz jesteś i bo mogę. Nie zabronisz mi.
-Nie?- Jego telefon niebezpiecznie zbliżył się do tafli wody
Zaśmiałem się- Kupię nowy. Kontakty reszta też ma, a ty nie masz co liczyć , że przemyślę sprawę kota.
Odłożyłem telefon, tak żeby się nie zamoczył- Szantażysta- mruknąłem
-I tak mnie kochasz.
-Ale kotka nadal chcę
-Przemyślę.- Przyznam, ze sam o tym myślałem. Ale to ma być niespodzianka.
-Ale napewno?
-Tak. Pomyśleć o tym mogę.
-Uwielbiam cię- odparłem usatysfakcjonowany
-Ja ciebie tez. Jak śpisz.-Ostatnie zdanie mruknąłem cicho.- Wychodzimy?
-Mhm. Dzisiaj wracamy?
-Niestety. I tak mało chodziłeś od początku roku.
-A teraz chcesz mnie w domu zamknąć
-Nie chcę.
-Czyli mogę chodzić do szkoły?
-Ta. Później się wylenisz.
-Należy mi się
-Tak, tobie wszystko się należy.
-Bo jestem twoją księżniczką
-Dokładnie.- Pocałowałem go.
Odwzajemniłem pocałunek. To też mi się należy.
Odsunąłem się od niego.- Bo zrobisz ze swojego księcia uczuciowego palanta. -Znów go pocałowałem.
Nie miałem szansy odpowiedzieć, co mi nie przeszkadzało.
- wychodzimy- powiedziałem gdy się od niego oderwałem
-Musimy?
-Tak. Jeszcze trzeba wrócić.
-Ale mi tak przyjemnie...
-Ta. Wszystko co dobre szybko się kończy.
-Zostańmy jeszcze chwilkę...
-Chwilkę tak. Spakować się musimy.
Podniosłem głowę i cmoknąłem go w szczękę.
Tak jest miło. Mi też nie chce się wracać, ale trzeba. Wstałem i wyszedłem z wanny.
Niezadowolony wygramoliłem się z wanny
Podałem mu ręcznik. Sam zacząłem się wycierać.
Wytarłem się.- A co będziemy robić jak wrócimy?
-a co byś chciał?
-Nie wiem. Ale ma być w tym dużo przytulania i pieszczot
Zaśmiałem się.- Chyba się ktoś tu uzależnił.
-Po prostu jestem dzisiaj niedopieszczony
- Bo cię nie zerżnąłem.
-A kto powiedział, ze chcę się pieprzyć?
-Ja. I powiedz, że nie mam racji.
-Połowiczo
-Jasne. Za kłamstwo będzie kara. Nie tknę cię.
-Chodzi mi o to, że nie tylko pieprzenie-westchnąłem cierpiętniczo
-Za późno.- ubrałem się
-Mówiłem to od początku!
- Jasne.
-No tak! A ty mi nie wierzysz- zaburczałem pod nosem
-Wybacz skarbie.
-Jesteś niedobry
-Taka moja rola. Ty jesteś słodki , ja nie dobry.
-Po prostu się spakujmy i zabierz mnie do domu
-To do roboty.- Poszedłem po pokoju.
Podreptałem za nim. W pokoju ubrałem jakieś ciuchy, a resztę złożyłem i spakowałem do torby
Również się spakowałem.
-Jedziemy?
-Tak.- Zaniosłem torbę do samochodu.- Prowadź, mi się nie chce.
-Ale jak ty poprowadzisz będzie szybciej...
-Ale mi się nie chce. Najwyżej później cię zmienię, co?
-Niech ci będzie- usiadłem za kierownicą
Usiadłem jako pasażer. Włączyłem muzykę.
Odpaliłem samochód i ruszyłem.
Przysnąłem. Jak miło, że nie muszę prowadzić.
Ściszyłem trochę radio, żeby się nie obudził.
Mruknąłem. Zacząłem szukać go rękami, położyłem jedną na jego udzie.
Z westchnieniem zabrałem jedną rękę z kierownicy i splotłem  nasze palce. Wolałbym, żeby nie macał mnie gdy prowadzę
Mruknąłem zadowolony i uśmiechnąłem się przez sen.
-Głupek- mruknąłem pod nosem, ale sam się uśmiechałem
Zacieśniłem uścisk na jego palcach.
palcach.

Prowadziłem jeszcze dobrą godzinę i zaczęło mnie to nudzić
W między czasie puściłem jego rękę. Zaczęły śnić mi się koszmary.- Niee, nie zostawiaj mmm.
A jemu co? Szturchnąłem go łokciem- Zayn obudź się
-Niee, proszę.
Zjechałem na pobocze. Obróciłem się do niego i delikatnie nim potrząsnąłem- Zayn, wstawaj
-Co?- Otworzyłem szybko oczy? Rozejrzałem się.- Aa mam prowadzić?
-Miałeś koszmary. Stwierdziłem, że lepiej cię obudzić
-Taaa. Możliwe. Mam prowadzić?
-Jakbyś mógł
Wyszedłem z samochodu i podszedłem od strony kierowcy.
Przesiadłem się na siedzenie pasażera.
Odpaliłem i szybko ruszyłem. Jazda zajęła mi godzinkę. Wszedłem do pokoju i glebłem na łóżko.
Poszedłem zrobić sobie coś do jedzenia, zgłodniałem przez drogę.
Po jakimś czasie przysnąłem.
Przeniosłem się na kanapę, żeby obejrzeć jakiś film
Obudziłem się. Napisałem smsa do Liama by do mnie przyszdł.
Poszedłem do jego sypialni- Coś się stało?
-Stęskniłem się.-Wyciągnąłem rękę w jego kierunku.
Położyłem się obok niego- A wyspałeś się chociaż?
-Nie. Dlatego tu jesteś.

-Żywa poduszka?- westchnąłem
-Najlepsza, żywa poduszka.- Przytuliłem się do niego i zacząłem gładzić jego tors.
Wplotłem palce w jego włosy- Zdrzemnij się
-Nie chcę.- Zamruczałem.
-Mój kotek- zaśmiałem się głośno. Znowu zaczyna.
-Nie jestem twój. Ze ty i twoje serce należycie do mnie nie znaczy, że to działa w dwie strony choć w połowie.
-To w takim razie przy kim innym tak mruczysz?- zapytałem zaciekawiony
Yyyy, Co odpowiedzieć?- Przy Naillu, Larry'm, Justinie.. Wymieniać dalej? I co mam moje mruczenie do tego, że rzekomo jestem twój?
-Powiedziałem że jesteś kotem. Moim, ale kotem. Z naciskiem na kotem.
-Dobra, zaspany jestem, to nie słyszę dobrze. Az tak chcesz tego kota? I w żadnym aspekcie nie jestem twój.
-Tak, tak. A kota rzeczywiście chcę
-I nie dostaniesz. -Uszczypnąłem jego lewy sutek.
-Czemu?
-Bo nie chce pchlarzy, bo jesteś nie grzeczny, bo tak mi się podoba.
-Będę najgrzeczniejszy na świecie! Prooooszę
-To zrób mi loda.-
-Jesteś wrednyyy. Złaź ze mnie
-Liaaaś.- Przytuliłem się mocniej.- A co z księżniczką która chce zrobić wszystko dla księcia?
-Ale powiedz mi jak księżniczka ma się w ogóle dostać do twojego rozporka skoro tulisz się do mnie jak koala do drzewa?
-A no to tak. - Odczepiłem się od niego.
Z umiarkowanym entuzjazmem zsunąłem z chłopaka spodnie i bokserki.
-Co jest?- Spytałem. Przyciągnąłem go na poziom moich oczu.
-Nic. Czemu pytasz?
-Bo mam wrażenie, że nie chcesz. A jako książę muszę dbać o księżniczkę, nie?

-Nie wzbudza to we mnie jakiegoś wielkiego entuzjazmu, ale mogę.
-Tak to nie chce.- Podciągnąłem bokserki a spodnie zdjąłem.
Przytuliłem się do niego- Przepraszam
-Nic się nie stało.- Przytuliłem się do niego.
-Mimo wszystko...- byłem strasznie zakłopotany
- Chodź do mnie.- Wyciągnąłem rękę w jego kierunku.

Przysunąłem się bliżej
Zacząłem przysypiać. Objąłem mocno Liama. Coś czuję, że będę chory.
Również go objąłem i zacząłem gładzić po włosach
Zasnąłem kolejny raz tego dnia.

Przykryłem nas. Dużo śpi, jeszcze mi się pochoruje.
Mój słodki, cieplusi i mięciusi Liam. Wygodny.
Też byłem zmęczony, ale stwierdziłem, że nie ma sensu zasypiać.
Przebudziłem się koło 19.- Wody.- Wychrypiałem
Przyłożyłem swoje czoło do jego- Wezmę też coś na gorączkę- wyplątałem się z jego objęć
-Nie mam gorączki.- Mruknąłem.- Tylko pić.
-Masz i nie kłóć się ze mną. Termometr też wezmę. Ludzie tak nie chrypią, jeżeli nie mają gorączki
-Przynieś tej wody a nie mi wywody robisz. Że mam sucho w gardle nie znaczy, że mam gorączkę.
-Chrypisz i masz gorące czoło. Albo ja mam strasznie zimne
-Ty masz zimne. Wody!- No kurwa zlituj się.
Poszedłem mu po tą wodę rezygnując póki co z tabletek
Zabrałem wodę i szybko wypiłem. -Dzięki.
-Nie ma za co
-Wiem.- Odstawiłem wodę i znów się do niego przytuliłem.
-Wychodzimy z łóżka- zadecydowałem
- Nigdzie nie idę.
-No chodź...
- Gdzie i po co?
-Gdziekolwiek, bylebyś mi znowu nie zasnął
-Czemu nie karzesz mi spać?
-Bo nie powinno się spać cały dzien. No i nudno mi bez ciebie
Uśmiechnąłem się. Uwielbiam go.- Uwielbiam cię.- Wypowiedziałem myśli na głos. Ups.
Zarumieniłem się. Nie miałem zielonego pojęcia co odpowiedzieć.
-Jak mi coś opowiesz to nie zasnę.
-Zaśniesz, jak na bajkę na dobranoc
-Przejrzałeś mnie.
-Odmówisz swojej księżniczce?
-Jak powiem, że tak księżniczka mnie zabije.- Uśmiechnąłem się.- Mogę iść do salonu.
-Spać na kanapie- dopowiedziałem niezadowolony
- Oglądać telewizje. Nic innego mi się nie chce.- I nie mam siły.
-Możemy iść- przytaknąłem
Niechętnie wstałem i skierowałem się do salonu.
Cały w skowronkach poszedłem za nim
-A tobie co?
-Cieszę się i tyle
- Z czego niby?- Ze mnie łeb napierdala? Milusi.
-Że się wreszcie mogę wydostać z sypialni
-Sypialnia jest fajna. Można tam robić bardzo ciekawe i miłe rzeczy.

-Ale nie jak śpisz, a ja nawet nie mogę zwlec się z łóżka
-No jak spis to nie. Co poradzę, że mam dzień na przytula nie?
-Może mieć dzień na przytulanie, ale tak żebyś byl bardziej niż mniej przytomny
-Jestem przytomny.
-Tak, tak
-A nie?- Spać mi się chce a on od razu robi drame.
-Śpisz dzisiaj cały dzień
-Zmęczyłeś mnie w tym czymś co były foki? Trzeba kiedyś odespać.
-To nie było aż tak męczące!
-Ale ja mówię nie tylko o tym razie. Ty zawsze dłużej spałeś.
-Zazwyczaj niedużo dłużej
-Bo ty myślisz, że wiesz o której wstaje.
-Tak sobie zgaduję- wzruszyłem ramionami
-Tak sobie nie zgadłeś. -Wtuliłem się w niego.
Objąłem go -Przez to twoje spanie jestem strasznie niedopieszczony
Zaśmiałem się.-A jak mam cię dopieścić?
-Zajmij się mną...



Zakończone w idealnym momencie, wiem. Ale cóż jestem wredna.
a teraz ide umierać
paaa ;*

czwartek, 2 października 2014

Ziam XLVII

Zayn
Liam
__________________________
Przez chwilę myślałem, że odpowie, ja ciebie też''. Durny ja. Ale i tak miło
-idziemy spać?
-Nie chce...
-A ja nie chcę iść spać sam.
-To posiedź ze mną jeszcze troszkę... dopiero 17
-19 skarbie. Wcześnie wstaliśmy i wcześnie musimy wstać.
-Po co?
-Trzeba wrócić do Londynu, z piątku dowiedzieć się co było.
-Fio i tak poda mi lekcje w poniedziałek
-Kto?
-Fiory. Ta znajoma. Trochę dzikie imię, ale cóż
-Nie lubię jej. Znajdź jej chłopaka niech się czymś zajmie.
-Ktoś mi musi dać lekcje
-Bo tylko ją tam znasz. Ona nie lubi mnie ja jej. Trudno.
-Nie tylko ją. Ją po prostu lubię najbardziej
-Ok. Rozumiem.-Wywróciłem oczami i położyłem mu się na kolanach.
-Nie prawda. Myślisz, ze w ogóle nie mam znajomych
-Nie myślę tak. Każdy ma znajomych.
-No, i dobrze
-Wiem.
-Zayn?
-Tak, skarbie?
-Był ktoś tak na dłużej, przede mną?
-A tobie co?
-Tak się zastanawiam, czy jednak mimo wszystko powinienem czuć się wyróżniony
Koneko

-Było ich dużo?
-Czy to ważne?
-Nie musisz mówić. Ale wolałbym wiedzieć- westchnąłem
-Po co?
-Ty ciągle chcesz słuchać, że cie kocham, a ja chcę wiedzieć. Tylko tyle.
-Jedna. I nie chce mówić o tym, ok?

-Tyle mi wystarczy- pogłaskałem go po głowie
-Nie traktuj mnie jak kota. Z odpowiedź nagrodą będzie pogłaskanie. Choć nie narzekam, ale wolałbym buziaka. \
Pochyliłem się i go cmoknąłem- Lepiej?
-Mmmmm. O wiele.
-Może jednak zdrzemniemy się odrobinkę?
Odchyliłem jego koszulkę. Pogłaskałem brzuch.- Nie męcz mi tatusia.- Spojrzałem na Liama.- A co z twoim tatą po yy ostatnim?
-Nie odzywa się. Ale z tego co wiem od Ru, po długich kłótniach, udało odwlec się go od wydziedziczenia mnie
-I tak wiele nie straciłbyś. Nie ze mną.

-Mimo wszystko lubię swoje siostry i mamę. Chcę być rodziną, nawet na papierku.
-Jak uważasz. To idziemy spać?
-Idziemy- przytaknąłem
Wstałem z jego klan i kanapy. Wziąłem go na ręce i zaniosłem do pokoju.
-Czuję sie jak księżniczka- zaśmiałem się
-Może jesteś moja księżniczką?
-Więc ty jesteś moim księciem- stwierdziłem zadowolony
-Nie wiedziałeś? Przecież marzyłeś o tym bym nim był, a marzenia się spełniają.
-Nie marzyłem o księciu z bajki. Co ja Barbie jakaś?
-Nie jakaś a moja?
- Nie jestem Barbie
-Barbie nie, ale księżniczką tak.

-Niech ci będzie, książę
-I co teraz książę powinien zrobić?
-Zanieść księżniczkę do sypialni
-I co dalej?

-Myślę, że powinien położyć księżniczkę na łóżku
-Też tak myślę. A dalej?
-Dalej to księżniczka jest już tylko i wyłącznie księcia, więc książę może zrobić z nią co tylko zechce
-Chyba mi się podoba. -Poszedłem z nim do pokoju i położyłem na łóżku.
-W końcu księżniczka musi zrobić wszystko, żeby książę był zadowolony- nie powstrzymałem chichotu
-Książę jest zadowolony kiedy księżniczka jest.
-Księżniczce tylko korony brakuje do pełnego szczęścia
-Załatwione. Dostaniesz.
Uśmiechnąłem się szeroko-Dziękuję, książę
-Dla mej księżniczki wszystko.- Cmoknąłem go w czoło.

-Wszystko?
-Tak, a co?
-No bo nudno mi będzie samemu...- zacząłem niepewnie
-Jak samemu? Ci samemu?
-Jak będę zostawał sam, bo wy się zawleczecie na zajęcia.
-No ok i co mam zrobić?
-Chcę kotka
-Nie chce pchlarzy w domu.
-Ale będziemy grzeczni niczego nie zniszczymy... I będzie tylko mój, nie będziesz musiał nic z nim robić...
-Przemyślę to. - Położyłem się obok niego.
-Okey
-Choć nie licz na wiele. A co do "księżniczka jest tylko księcia"- Rozsznórowałem szlafrok i zacząłem całować jego tors.
-Ale ja chcę kotka- jęknąłem niezadowolony
-A ja chce ciebie.
-Ty dostaniesz...- westchnąłem
-Wiem. Ale nie dziś.- Odsunąłem się od niego.
-Nie dziś?
-Nie. Idę spać.
-To ja z tobą- przytuliłem się do niego
-Wszystko robisz ze mną. -Przytuliłem go.
-Bo lubię
-Wiem. O czym porozmawiamy przed snem?

-O niczym-mruknąłem sennie
-Ej. Przed chwilą nie byłeś zmęczony.
-Nastrajam się. Taka hipnoza w pigułce...
-Jesteś inny.
-Jestem?
-Yhym. Lubię innych ludzi. Nie są monotonii.
-Skoro tak mówisz
-Yhym.- Oczy zaczęły mi się kleić.- Książę chcę by księżniczka mu zaśpiewała.

-Kołysankę?- zaśmiałem się
-Cokolwiek.
Zacząłem nucić jakąś melodię, a po chwili śpiewać już na głos
Przytuliłem go mocniej do siebie. I on mi dziś wyjechał, że traktuję go jak kurwę. Taaa.
Skończyłem piosenkę- Wystarczy?
-Yhym.- Odparłem przysypiając.
-Branoc- cmoknąłem go e policzek
-Tak mogę się bawić.

Przymknąłem oczy
Odpłynąłem w krainę snów.
Zasnąłem po chwili, spokojnym i głębokim snem
Obudziłem się kolo 10. Li słodko spał. Wziąłem telefon i zrobiłem mu zdjęcie. Następnie ustawiłem je sobie jako tapetę.
Poczułem, że Zayn się rusza -Hmm?
-Nic. Chcesz to śpij.
-Mhm- ułożyłem się wygodniej
-To śpisz czy mam śniadanie robić?
-Śniadanie- mruknąłem sennie
-Ale... chcę zachętę do tego.
Podniosłem się i cmoknąłem go w usta. Ziewnąłem.
-Nadal mi się nie chce.
-Proszę?
-Co byście zjedli?
-Cokolwiek- na potwierdzenie zaburczało mi w brzuchu
-Czyli jajecznica. -Ruszylem do kuchni. Niedługą chwilę później wróciłem  z jedzeniem do Liama.
W miarę się ogarnąłem- Dziękuję
-Nie ma za co. Nie czujesz się już jak dziwka?

-Co?
-Wczoraj chyba trochę przesadzałem.
-Raczej. Dziwki traktuje się inaczej.
-Wiem. Przepraszam za wczoraj
-Spoko. Zajadaj. Mój potomek musi być duży.
Szybko pochłonąłem resztę posiłku- Co robimy dzisiaj?
-Dalej bawimy się w księcia i księżniczkę?
-Ja bardzo chętnie, książę mój
-To na co ma księżniczka ma teraz ochotę?
-Umyłbym się
-To ja mam pomysł. Wlej wody do wanny.- Poszedłem do kuchni.
-Ta jes!- Ruszyłem do łazienki i wykonałem polecenie
Przyniosłem kieliszki i wino. Położyłem koło wanny i czekałem by się napełni.
Nalałem trochę płynu, żeby zrobiła się piana
Gdy wanna była pełna wszedłem do niej.
Zaraz dołączyłem do niego
Nalałem wina do kieliszków
Wyciągnąłem rękę po kieliszek
Podałem mu jeden. -Takiej kąpieli jeszcze nie mieliśmy.
-Ale to miłe- upiłem łyk
-Wiem. Oprzyj się o mnie.
Zrobiłem to co powiedział- Wygodnie...- mruknąłem bardzo zadowolony
-Yhym.- Wyciągnąłem kieliszek.- To za nasze dziecko?- Drugą ręką zacząłem gładzić jego brzuch.
-Nie powinienem pić- przypomniałem sobie nagle- No nic. Za dziecko
-Trochę ci nie zaszkodzi. Lepiej na krążenie.- Upiłem łyk wina.
-Tak swoją drogą to ten doktorek jest straszny
-Czemu znowu?
-Boję się go. Zawsze mnie straszy.
-Oj, maleństwo. Zack mi go polecił czyli jest dobry i zaufany.
-Ale mnie straszy
-Wytrzymasz. -Znów upiłem łyk.
-Bo ty mnie uspokajasz
-Wiem. Jestem najlepszy.
-Najlepszy- upiłem łyk
-I za to mnie kochasz.- Pocałowałem go w szyję.
-Między innymi
Dalej go całowałem. Odstawiłem kieliszek na półkę.
Odchyliłem głowę dając mu lepszy dostęp..
Po chwili zaprzestałem pieszczoty.
Jęknąłem niezadowolony. Podobało mi się
-Co kociaku?
- Lubię jak tak robisz
-Aaa.- Znów zacząłem całować jego kark i robić malinki.
Mruknąłem zadowolony.
-Kociak. -Zaśmiałem się.
-Tylko trochę
-Po takim poranku chyba humor będziesz miał dobry.- Dolałem mam wina.
-Pewnie tak- wypiłem odrobinę ze swojego kieliszka
-To się cieszę. A kiedy malec da o sobie znać?
-Za dwa miesiące będzie bardzo widać, póki co niewielki zmiany, bla bla bla
-Ale kiedy będzie kopać? Musi się szkolić od małego.
-Jeszcze trochę poczekasz... Siódmy, ósmy miesiąc?
-Długo. Czemu tak długo?
-Bo wcześniej będzie za mały- pogłaskałem się po brzuchu.
-Nie bawię się tak. Wiesz, masz niecierpliwego w niektórych sytuacjach chłopaka.
Zaśmiałem się- Ono jest naprawdę malutkie. Teraz może wielkości...Paznokcia?
Spojrzałem na swojego paznokcia. -Takie małe? Pewnie jak ja taki byłem już byłem śliczny.