wtorek, 4 listopada 2014

"Friendship or love?" I

Heej
dziś coś innego, mianowicie Narry.
mam nadzieję, że  się spodoba.
________________________________________


Harry
Niall
_______________________________________


Szedłem do pracy. Był styczeń i było dość chłodno dlatego podążałem dość szybko. Po chwili byłem na miejscu.
Znudzony czekałem za ladą, niemal zasypiając. Ale jest jeszcze za wcześnie na klientów. Byłem pierwszy jak zwykle zresztą. A przynajmniej jak zwykle gdy Harry miał tą samą zmianę co ja.
Wszedłem za lade.- hej Niall. -Uśmiechnąłem się do niego
-Hej-podniosłem głowę- Louis się spóźni
-Oh. -Mój uśmiech nieco znikł. Nie widziałem go tydzień to i kilka chwil mi nie zaszkodzi.
-I za godzinę będzie dostawa-poinformowałem grobowym tonem-Mamy rozłożyć jeszcze dzisiaj
Jęknąłem i uwiesiłem mu się na szyi.

Przez chwilę serce we mnie zamarło, ale zaraz się opanowałem- Podzielam twój entuzjazm
-Nie nawidzę takich dni.
-Nie ty jeden, ale pieniądze same się nie zarobią
-Od kiedy ty taki mądry?-odsunąłem się od niego.-dobrą do pracy.-klepnąłem go w tyłek i poszedłem się przebrać.
Wziąłem głęboki oddech, żeby się uspokoić. Ja wiem, serce nie sługa, ale czasami mi się wydaje, że Harry jest jedną z najgorszych osób w których się zakochać-Od zawsze!- Krzyknąłem za nim.
Po chwili przyszedłem gotowy. -A wiesz o której będzie Lou? Stęskniłem się za nim.
-Dopiero koło 13. Coś mu wypadło- wzruszyłem ramionami- No i jak wychodziłem to jeszcze spał, a kazał mi się nie budzić, bo wczoraj wrócił nad ranem.
-Dzięki ze mówisz co do mnie nic nie napisał.- zrobiłem smutną minkę.
-Ze dwa dni temu utopił sobie telefon w kiblu- usprawiedliwiłem chłopaka
-Znowu? Dobrze ze ty masz zawsze przy sobie.
-Elektronika chyba go nie lubi. Z kim jeszcze mamy dzisiaj zmianę?
-Tylko my chyba. -Zacząłem przebierać blat.
-Nie możliwe na dostawę zawsze jest więcej osób- zniknąłem przez chwilę na zapleczu
-W grafiku mam nas 2. Bo Emili się rozchorowała a szef nie znalazł zastępstwa
-Oni chcą nas wykończyć.
-A ja muszę mieć siły na noc.
-Żaden z nas nie dożyje nocy
-Ja muszę. Musimy uczcić jego powrót .
Od odpowiedzi wybawiła mnie nieszczęsna dostawa.
Jęknąłem znów. Serio?w poniedziałek powinno być to zakazane.
-Nie tylko idź pokwitować, a ja pomogę poukładać kartony
Poszedłem podpisać. Zabrałem się pomału za ustawićnie kartonów.
-Do otwarcia jeszcze tyllko półtorej godziny, a my musimy to wszystko rozłorzyć- jęknąłem- albo przynajmniej większość
-To do roboty.

-Do roboty- powtórzyłem grobowym tonem i zabrałem się za rozpakowywanie pudeł
Również zacząłem je rozpakowywać
Nie wyrobiliśmy się ze wszyskim, ale to było raczej do przewidzenia- Ja dzisiaj idę na kasę- poinformowałem
-Ale mnie nogi bolą. Nialler.
-Ostatnio ty też byłeś na kasie. Zmienimy się potem
-No i cię kocham.- pocałowałem go w policzek.
Omało na zawał nie zszedłem. Dlaczego on musi się tak zachowywać?- Tak, tak- odsunąłem się, startając się zachowywać jakgdyby nigdy nic
-Otworz. -Usiadłem na krześle za ladą.

Uciekłem od lady, niby żeby otworzyć a tak naprawdę uciakłem jak najdalej. Sytuacja opanowana. Otworzyłem i stanąłem koło przebieralni
Wyciągnąłem z pod lady moja książkę i czekałem na klientów
-Nie czytaj
-Dlaczego? Nikogo nie ma
-Zaraz przyjdą- Podszedłem do lady- Za trzy minuty otwarcie, nowa kolekcja, mówi ci to coś
Znów jęknąłem. -Dlaczego dziś?
-A o pierwszej przyjdzi Lou i będziesz mógłwyjśc na pół godziny
-Tylko pół?-zrobiłem smutno minkę

-Nowa kolekcja- przypomniałem. Nienawidzę gdy robi taką minę- Nie dam rady sam
-Ale Niall.... Dobra wrócę ale będę tylko na zawołanie.

-I tak szef kazał nam znaleźć sobie kogoś czwartego, bo w trójkę nie wyrabiamy. Gdby był ktoś jeszcze to byłoby dłużej
-Wiem. Wiem. Trzeba znaleźć. Spytam Zayna.
-I wielkie otwarcie- mruknąłem widząc pierwszych klietnó
Nie. Ja dziś umrę. Uśmiechnąłem się witając ich.
Rozsiadłem się za kasą czekając na kupujących
Poklepałem go po kolanie
Odwróciłem się w jego stronę- Hm?
-Nic. Swoją drogą kiedy sobie kogoś znajdziesz? Tamten koleś jest niezły.
-Jesteśmy w pracy, a facet pewnie jest heterykiem- Jakby ci to powiedzieć, jedyna osoba, którą jestem zainteresowany to ty.
-Okaże się.-mruknąłem.
-Co?
-Nic.-po chwili facet podszedł do kasy. Zacząłem z nim flirtować. Odpowiadał na podryw. Taki heteryk. Przy zakupie zapomniał zabrać jednej torby, którą szybko pojechałem mu oddać. I dostałem numer.ha!
Gdy wrócił byłem wręcz oblężony.- Twoje pół godziny zmieniło się w 15 minut- warknąłem
Pomogłem mu rozładowaćkolejkę.- Taki hetero. - podałem mu numer.
-Numer jest dla ciebie, a nie dla mnie. A tobie się raczej nie przyda
-Załatwiłem dla ciebie. Bierz.
-Raczej nic z tego nie będzie- wziąłem ten jego numer
-Nawet przespać się z nim nie możesz? Niall, kiedy ostatnio z kimś spałeś?
Pół roku temu, dochodząc krzyczałem twoje imię, więc dałem sobie spokój na dłuższy czas- Nie tak dawno jak ci sie wydaje
-Ta kilka wieków. Umów się z nim bo zacznę się o ciebie bać.- Zaśmiałem się i skasowałem
-Nie dasz mi spokoju, prawda?
-Znasz mnie.
-Ale ja Ci nie ulegnę. Nie chcę i już
-Dziwny jesteś.
-Od dzieciństwa marzę by zostać jajecznicą... znaczy zakonnicą
Wywróciłem oczami. -Nie dam ci. Nie zamkna mi ciebie.
-Wiem, że jestem przydatny gdy Lou utopi komórkę
-Nie tylko.
- Jestem cudowny i to rozumiem
-Yhym. Mi nie dorównujesz.- puściłem mu oczko.
Tobie nikt nie dorównuje- Pff, jestem od ciebie lepszy
-Chciałbyś.
-Nie, nie chciałbym. Ja jestem lepszy
-Żyj marzeniami kochanie.
-Marzenia się spełniają. Chcesz się zmienić przy kasie?
-Twoje nie.
-Czyli nie chcesz się zmienić? Jak chcesz
-Zaraz to ja będę miał przerwę.- wyśpiewałem.
-15 minut
-Miałem 30-jęknąłem. No jak on tak może.
-I wykorzystałeś połowe tego na gonienie za niedoszłym heterykiem. Przykro mi
-Nie było mnie 5minut.- burknąłem.
-Masz 25-Westchnałem
-Najlepszy.- w chwili gdy to mówiłem pojawił się Lou. Szybko do niego podbiegłem.
Odwróciłem się i udałem, że muszę coś poukładać. Nie będę sie katować
Poszliśmy na kawę. Po 30minutach wróciłem.
-Jak było?
-Fajnie. Coś czuje ze to mój ostatni facet.
Jęknąłem w duchu. Bez szans jestem. Bez szans- Pogratulować
-Nie zapeszajmy.- Do sklepu wszedł Lou.
Wzruszyłem ramionami-Jak chcesz. Spotykacie się po pracy?
-Jutro. A co? Chcesz mieć wolna chatę.?zaprosisz tego kolesia?
-Nie
-Co za koleś. Co ci się w nim nie podoba?
Na przykład to że nie jest tobą- Czujesz potrzebę zeswatania mnie z kimkolwiek bo tobie się układa?
-Yyy chyba. To co ci się w nim nie podoba?
Wszystko-Nic
-to się umów.- powiedział Lou. - widzisz on tez tak uważa
-Tak, tak
- ja uciekam. - powiedział Lou i pocałował mnie na pożegnanie.
Odwróciłem wzrok. Zabolało.
Mój chłopak odszedł a ja wrociłem do pracy.

Poszedłem pomóc jakiejś kobiecie
Usiadłem za kasa.
Po pracy pierwszy wyszedłem się przebrać, bo Harry zamykał sklep
Zamknąłem i poszedłem do Nialla. Gdy się przebierał zauważyłem coś dziwnego. Podszedłem do niego i złapałem za niegarstki.- co to kurwa jest?
-Nic- wyrwałem rękę. Trzeba było się nie przebierać
-Niall. Czemu się tniesz?
-Nie tnę się- udawanie głupiego to najlepsza strategia
-A to to co jest?-pokazałem mu nadgarstki
-Wjechałem w krzaki na rowerze. Wiem że nie mam roweru
-To nie rower. czemu się tniesz?
-Nie mówmy o tym
-Mówmy. dlaczego?
-To nic- powtórzyłem
- Niall, chcesz bym się martwił, nie spał w nocy i przyszedł nieżywy do pracy?
Ostatnie czego chcę to to żebyś się o mnie martwił, a przynajmniej jako o przyjaciela- Nie masz czym się martwić-założyłem koszulkę
-Mam. co się dzieje?
-Zostaw to w spokoju
-Nie. nie odpuszcze. gadaj!

-Nie przejmuj się. Nie masz czym.
-Nie denerwuj mnie!-Podniosłem głos.
-A ty nie podnoś na mnie głosu.
-To mi powiedz. Przyjaźnimy się.
-Nie ma mowy
-chyba nie chcesz iść do domu. nie puszczę cie póki nie powiesz dlaczego to robisz
-Nie potrzebuję twojej zgody- pozbierałem swoje rzeczy i skierowałem się di wyjścia
Złapałem go mocno za nadgarstek.-Dziś potrzebujesz.
Wzdrygnąłem się-Nie dotykaj- wyrwałem rękę z jego uścisku
-Ni, nie odpuszcze. słyszysz?
-Idę
przyparłem go do ściany. Zbliżyłem twarz do jego.-Powiedz. martwię się.
-Puść- wymamrotałem słabo
-Ni, pomogę ci.
-Harry, nie dotykaj mnie- nieudolnie próbowałem się wyrwać- Wiesz, że tego nie lubię.
-Nie obchodzi mnie to póki nie powiesz.. złapałem go mocniej
-Harry...
-Słucham?
-Puszczaj mnie do cholery
Niall zaczął się szarpać i przez przypadek złączył nasze usta. oszołomiony się nie odsunąłem
Cholerajasnakurwamać! Borze, jedno z moich pragnień się spełnienia, ale czemu w takich okolicznościach?! Ja sam się odsunąłem. Tylko czemu on tego nie zrobił? Byłem cały czerwony na twarzy
Nadal stałem sparaliżowany. przez przypadek pocałowałem mojego przyjaciela. ale przypadek może nie będzie miał mi tego za złe. przez tysiące myśli w mojej głowie uścisk na ciele Nialla zelżał.
W chwili jego nieuwagi wyślizgnąłem mu się. Muszę to wszystko przemyśleć. Wypadłem z pomieszczenia i popędziłem do domu. Lou był w mieszkaniu, więc musiałem zamknąć się w pokoju. Dobrze że ściany są tu dźwiękoszczelne
Wróciłem do domu nadal myśląc o tym co się stało. uciekł. ma mi za złe.
Skuliłem się w kłębek na łóżku. Ja jakieś niedorobiony człowiek jestem. Zazwyczaj źle reaguję na dotyk, a jeszcze tą durną szarpaniną otworzyłem ranę i krwawię. I ta cała sytuacja. Nic się nie stało, to był przypadek. On nigdy by mnie nie pocałował. Nie chce mnie. Zresztą do czego ja mu? Robiłbym mu same problemy.
Włączyłem telewizję. Ale nadal się obwiniałem. Nie chce skończyć naszej przyjaźni.
Byłem strasznie zmęczony, zestresowany i trochę przestraszony, przez tą całą sytuację. Zasnąłem
Do późna oglądałem telewizję i jadłem chipsy.
Obudziłem się koło trzeciej nad ranem. Z westchnieniem poszedłem opatrzyc rany. Głupi jestem.

1 komentarz: