piątek, 30 maja 2014

Ziam XXI

Zayn
Liam
__________________________________________
-Możliwe.
-To jak będzie?
-Z czym będzie?
-Zajmiesz się mną?
-Jak ty zajmiesz się mną.
-Tak , tak.- Zacząłem zsuwać z niego spodnie.
-Szybciej.
Zsunąłem też bokserki. Wziąłem jego penisa do ust.
No i miło.- Zdolnego mam chłopaka.- Zaśmiałem się.
Wywróciłem oczami i zacząłem szybko poruszać głową.
-O tak dobrze.- Odchyliłem głowę. Zdolny uczeń.
Wziąłem go głębiej. Czułem go głęboko w gardle.
-No postaraj się.
Jeszcze trochę... Wszedł cały. Prawie się udławiłem. Głęboki wdech. Może się nie uduszę. Zacząłem najpierw powoli potem coraz szybciej poruszać głową mocno się zasysając.
Chwyciłem go za włosy.
Usta mnie bolą. Szyja zresztą też.
-Szybciej.
Posłusznie przyspieszyłem. No dalej...
Ścisnąłem jego włosy. Już blisko.
Syknąłem. Zabolało.
Nie zwróciłem uwagi na niezadowolenie Liama. Spuściłem się.
Połknąłem wszystko i odsunąłem się od niego. Dyszałem ciężko
-Nieźle. 2 plus.
Spojrzałem na niego zły.- Ta.
-Co się tak gapisz?
-Nic. A ja?
-Do mnie ci daleko.- Zacząłem się ubierać.
Miałem ochotę zacząć walić głową o tapicerkę.- Ty naprawdę jesteś debilem.
-Nie. Lubię cię denerwować.- Skończyłem się ubierać.
-Zayn.- Wręcz zaskamlałem.
-Noo.. Siadaj.
Klapnąłem na siedzeniu.
Zsunąłem jego spodnie i bokserki. Wziąłem jego penisa i zacząłem szybko poruszać ręką.
Wzdychałem głośno.
Całowałem jego tors.
Lekko drżałem przez jego dotyk. Rękę wplotłem w jego włosy uważając żeby nie ciągnąć za nie.
Zwolniłem ruchy na jego penisie.
Jęknąłem niezadowolony.
Przygryzłem jego sutek znów przyśpieszając.
Nieco zaskoczony wypchnąłem biodra w górę.
Dalej wykonywałem swoje czynności.
Po jakimś czasie doszedłem brudząc jego rękę.
-Chusteczki by się przydały.
Spojrzałem na jego rękę po czym podniosłem ją to poziomu oczu i zacząłem zlizywać z niej własną spermę.
-O taki Liam mi się podoba.
Odsunąłem się na chwilę.- Ja mogę się wytrzeć w domu ale ty jeżeli byś prowadził ubabrałbyś tapicerkę.- Wróciłem do przerwanej czynności
-I tak tu pobrudziłeś.
Wzruszyłem ramionami. Po chwili dłoń Zayna była zupełnie czysta.
Pocałowałem go.
Chętnie oddawałem pocałunek, mrużąc przy tym oczy.
Odsunąłem się od niego.- Jedziemy.- Wysiadłem z auta i udałem się na miejsce kierowcy.
-Ja sobie tu zostanę.- Stwierdziłem.
-Czemu?
- A czemu nie?
-Nie wiem. Z tylu się dziwnie siedzi jak jest miejsce z przodu.
Przeszedłem na przód.- Zadowolony?
-Tak.- Znów szybko jechałem. Ostre zakręty, kilka razy prawie stłuczki. Dziwne, że jeszcze nie piszczy, że mu auto uszkodzę.
-Zayn!- Moja autko... moje biedne autko... On cię zniszczy! Moje autko...
-Tak się jeździ. Po co ci to auto skoro nie umiesz?
-Ty je wykończysz!- Mój biedny samochodzik....
-Nie panikuj.- Wjechałem do garażu.- Swoją drogą. Nie powiedziałeś co sądzisz o graffiti.
-Nie pokazałeś.
-Nie zwróciłeś uwagi. Cały garaż jest w mych arcydziełach.
-Wysiadłem z auta i zacząłem z uwagą przyglądać się ścianą.
Objąłem go od tylu. Chodziłem za nim jak cień.
Trochę niewygodnie mi się chodziło ale co poradzić.
-I? Podobają ci się?
-Cudne. Chociaż to pewnie nie najlepsze słowo do opisania graffiti.- Wzruszyłem ramionami.
-Mniejsza o to ważne, że ci się podobają. A zgadnij co Niall kazał mi namalować za jego autem.
-Ymmm... Coś związanego z jedzeniem?
-Za dobry jesteś. A Lou?
-Yyy... Pojęcia nie mam.
- A jednak nie wszechwiedzący.
-Co tam jest?- Skierowałem kroki w tamtym kierunku.
-Marchewka. Hazz chciał kota i chyba żałuję.- Zaśmiałem się.
-Niby czemu?- Rozejrzałem się szukając kota.
-Nie wyszedł mi. I... Dorysowałem mu coś na wzór kutasa.- Nakierowałem go na kota.
Przyjrzałem się malunkowi.- Też bym żałował.
-Cicho.
-Ale reszta wyszła świetnie.
-Wiem. Mi też się podoba.
-Idziemy do domu?
-Możemy. Choć zakupy bym tu zostawił.
-Muszę jeszcze wytrzeć siedzenia.- Zarumieniłem się lekko i poszedłem w stronę auta.
- Too leć po chusteczki. W kuchni powinny być.
Poszedłem po te nieszczęsne chusteczki. Wróciłem do Zayna.
Odpaliłem papierosa i oparłem się na masce.
Otworzyłem drzwi od samochodu i zacząłem czyścić siedzenia.
Paliłem sobie w spokoju czekając aż skończy.
Wygramoliłem się z auta biorąc zakupy ze sobą.
-Mówiłem żebyś lepiej to zostawił bo nie zostanie do wieczora.
-Ale potem nie będzie mi się chciało tu przyjść.- Zamarudziłem.
-A teraz Niall ci to porwie.
Odłożyłem foliówki do samochodu.- Moje.
- Oczywiście. Wiedzę, że kolejny zakochany w jedzeniu się pojawił.
-Nie prawda.
-Racja ty kochasz mojego kutasa.- Zaśmiałem się.
-Doprawdy?
- A kto jeszcze przed chwilą skomlał?
-To twoja wina.- Prychnąłem.- A auto do końca życia będzie mi się kojarzyć z twoją wredotą…
-Mogę sprzedać.
-Że będzie mi się źle kojarzyć, nie oznacza, że go nie chce!
-Oj od razu źle. Niby czemu?
- Bo wrednie.- Dźgnąłem go palcem pomiędzy żebrami.
Złapałem go za biodra nadal opierając się o auto.- Rozwiniesz to?
-Jesteś wrednym, zboczonym seks maniakiem i wykorzystujesz to na moją niekorzyść?- Kopnąłem go w nogę.
Nawet się nie skrzywiłem. Złapałem go mocniej za biodra.- Co poradzę, że tak na mnie działasz?- Szepnąłem mu do ucha.- Niekorzyść? Tobie też jest przyjemnie.
-A potem mnie tyłek boli.
-Oj. Wprawisz się.
-To w ogóle jest możliwe?
-Tak.
-Nie da rady.- Prychnąłem.
-Da radę.
-Nie ma mowy.- Skrzyżowałem ręce na piersi.
-Wiem chyba co mówię. Twój tyłek się przyzwyczai.
-I rozumiem, że ty mu w tym bardzo pomożesz- westchnąłem.- Puść mnie
-Oczywiście. Niby czemu? Mógłbyś skończyć już z tymi muchami.
-Jakimi muchami?- Przechyliłem głowę.
-Tymi co siedzą ci w nosie. Ciągle jęczysz.
-Tak, tak. Już nie będę.
Wywróciłem oczami.- Jakoś nie wierzę.
-Nie musisz. Udowodnię to.
Zbliżyłem twarz tak by dzieliły nas minimetry.- Ok.
-Ale teraz już mnie puść.
-Miałeś być milszy. Ja się staram. Ty też możesz.
Objąłem go w pasie. Tak jest wygodniej. - Mogę być milszy.- Przyznałem.
-O patrz Lou, nasze gołąbeczki wróciły.-Powiedział Harry. Po cholerę tu przyleźli?
Odwróciłem głowę. Zaraz sobie kark skręcę.
-Gdzie jedziecie?- Spytałem nie zmieniając pozycji i olewając to co powiedział Harry.
Próbowałem cały się odwrócić, ale przez to w jakiej pozycji byliśmy, nie mogłem. Naprawdę sobie kark skręcę.
-Do moich rodziców.- Odparł Louis. No i pięknie. Pewnie zastana tam do jutra.
Zacząłem się kręcić jeszcze bardziej, przypadkowo (ta, akurat) ocierając się o chłopaka.
Otarł się o mnie. Twoim tyłkiem zajmę się Li później. -Wrócicie jutro?- Skinęli głowami.- Nialla jakoś na pewno się pozbędziesz.- Rzucił Lou.
Zrezygnowany mocno odchyliłem się do tyłu. I już wszystko widzę. Do góry nogami ale widzę.
Zaśmiałem się. Okręciłem chłopaka w swoich ramionach.
Prychnąłem.- Nie można było tak od razu?
-Może można. A wy już sio a nie się gapicie nie wiadomo na co. Tort wam zostawimy.
-Tort?- Od razu się zaciekawiłem.
-Nie podsłuchuj.
-Nie podsłuchuje!
-Jasne. A skoro już wiesz o torcie to.... Idziemy?
-Tak!- Wyszczerzyłem zęby.
Ruszyłem w kierunku drzwi ciągnąć za sobą brązowookiego.
Zadowolony podążałem z nim.
Skierowałem się do lodówki wyjąłem tort, wsadziłem 2 świeczki.- Zapraszasz Nialla?
Spojrzałem na tort oceniając jego wielkość.- Yep.
-To leć.
Popędziłem do pokoju Nialla. W kilku słowach zaprosiłem go na ciasto. Po chwili oboje weszliśmy do kuchni.
Popaliłem świeczki.- To yyy mamy śpiewać?
-Możecie.- Wzruszyłem ramionami.
-No Niall zaczynamy... Sto lat....
Myślałem że padnę ze śmiechu. Ale dzielnie się powstrzymywałem.
-Dobra koniec. Pierwszy i ostatni raz ośmieszam się na trzeźwo. Pomysł życzenie i dmuchaj.
Eh... Czego by tu sobie życzyć? Um... żeby mnie tyłek więcej nie bolał... Głupie! Ale przydałoby się... Co by tu jeszcze... Tfu, jedno życzenie! Dobra nie ważne zostanę przy nie-bolącym zadzie. Zdmuchnąłem świeczki.
Pokroiłem tort i rozdąłem.
Zabrałem się do jedzenia. Smaczny.
-Horan? Wychodzisz gdzieś?
Blondyn tylko skinął głową zajęty ciekawszym zajęciem jakim było jedzenie.
-I miło.- Skończyłem jedzenie i przytuliłem się do pleców Liama z przyzwyczajenia. -To Lou mówił prawdę..- Usłyszałem szepniecie. - Co mówił ten kretyn?- Spytałem.
Podniosłem głowę i z zaciekawieniem zacząłem przyglądać sie Niallowi.
-Że jesteście razem.- Odparł.
Parsknąłem śmiechem. A że akurat przeżuwałem, zacząłem się dławić.
-Pamiętasz co mówiłem gdy go przedstawiałem? To mój sługa. -Nie wygląda.-Na słowa Nialla wywróciłem oczami.
W końcu wykrztusiłem kawałek ciasta. - Ale tak jest.- Wzruszyłem ramionami.
-Oczywiście. A to jak się wczoraj Larry'emu żaliłeś nie miało związku z Zaynem.
-Ani trochę- stwierdziłem. Sam sobie grobu przecież kopał nie będę
-Ja Słyszałem co innego.- Skomentował. A ja stałem obejmując Liama i przysłuchując się im.
-Ts, nie miało żadnego związku. Czemu tak bardzo cię to interesuje?- Idź poczwaro, iiiiiiiiiidź stąd.

_________________________________
Hej, jestem. Mam nadzieję, że jesteście zadowolone, a moja głowa będzie na miejscu jeszcze jakiś czas. 

3 komentarze: