piątek, 23 maja 2014

Ziam XIX

Zayn
Liam
_____________________________________________
Przykryłem nas kołdrą.
Drżałem lekko. Wtuliłem się w ciało chłopaka.
Pocałowałem go w czoło.
Mruknąłem zadowolony.
-Teraz powinieneś powiedzieć, że to najlepsze urodziny.
-To są najlepsze urodziny w moim życiu.- Przyznałem.- Naprawdę.
-Dopiero rano a ja już to osiągnąłem.- Uśmiechnąłem się.
- Widocznie jesteś po prostu najlepszy.
-Wiem, że jestem, ale miło to słyszeć od ciebie.
-Jak zwykle skromny.- Zaśmiałem się.
-Lubisz to we mnie.
-Może trochę.
-Cokolwiek. Wypróbujemy twoje cudeńko?
Ochoczo skinąłem głową.-Tak!
-Ale.....
-Hm?
-Ja kieruje w 1 stronę.
- Skoro musisz...
-Też chce się pobawić.- Wstałem z łóżka.
Z cichym sykiem ześlizgnąłem się z łóżka i zacząłem zbierać swoje ciuchy.
Podszedłem do niego od tylu i objąłem.
-Puszczaj, muszę się ubrać.
-Tak też wyglądasz dobrze.- Cmoknąłem go w szyję.
- Zayn!- Szturchnąłem go łokciem.
-Co?
-Puszczaj.
-A było tak fajnie.- Mruknąłem odsuwając się. Wziąłem chusteczkę i wytarłem spermę chłopaka.
-Daj mi jedną.- Wyciągnąłem łapkę.
-Nie.
Przydreptałem bliżej niego i spróbowałem samemu zabrać mu chusteczkę.
Schowałem je za siebie.
-Zayn!- Nadal próbowałem zabrać mu chusteczki.
-Wiem jak mam na imię.
-Dawaj te chusteczki!
-Poproś ładnie.
-Um... Proszę... Dasz mi jedną chusteczkę?
-Buzi....
Pocałowałem go delikatnie i krótko.- Chusteczka.
Wywróciłem oczami.- Niech będzie.- Podałem mu chusteczki.
Nieco zaczerwieniony zacząłem się wycierać.
Dokończyłem ubieranie się i przypatrywałem się chłopakowi.
Naciągnąłem na siebie ciuchy.-Idziemy?
-Tak.- Weszliśmy na dół. Podałem mu kluczyki.
Wpatrywałem się w kluczyki z niemal nabożną czcią. Wpadłem za kierownice jak poparzony.
Usiadłem jako pasażer.- Jak dojedziesz do ulicy skręć w prawo.
-Ta jest.- Pojechałem zgodnie z jego instytucjami.
-I pokaz na co stać to auto.
Docisnąłem pedał gazu i pojechałem we wskazanym kierunku.
Nadal jak baba.- Jemy na mieście?
-Możemy.- Wzruszyłem ramionami.
-Masz zajebistą możliwość wybrania miejsca.
-Mam ochotę na indyjską kuchnię. - Stwierdziłem i skręciłem w lewo dla odmiany.
Jeździ jakby wybierał: o ta droga ma ładny znak.- Mi wszystko jedno.
-Okej.- Czyli teraz znowu w lewo? Nie, jednak prosto.
-To szybko głodny jestem.
-Tak, tak.- Prawo, prosto, lewo i jesteśmy. Kto powiedział, że nie mam orientacji w terenie?
Wysiadłem z auta. Udałem się w kierunku drzwi.
Podążyłem za nim. Trochę jak kaczka ale to nic.
-Zamawiaj.- Podałem mu portfel.
Wziąłem nam curry.- Chcesz ostre czy łagodne?
-Ostre mogą być.
Dokończyłem zamówienie, dokładając jeszcze napoje.
Udałem się do stolika.
Usiadłem na przeciwko niego.
-Chcesz jechać do domu później?
-Możemy.- Skinąłem głową.
-Ok.- Przyniesiono mam napoje.
Wziąłem sobie zwykłą herbatę, nie miałem ochoty na nic innego.- Co będziemy robić jak wrócimy?
-A na co masz ochotę?
-Nie wiem... Obejrzymy coś? Ale dopiero wieczorem.
-Ale nie jakieś romansidła.
-Horror.
-Nie będziesz się bał?
-Może trochę... Ale będzie fajnie!
-Pozwolę ci się przytulać.- Uśmiechnąłem się.- Taa będzie fajnie.
-Ale to dopiero wieczorem.... kupimy popcorn?
-Dobry pomysł. To jak będziemy jechać od ciebie.
-Ode mnie?
Wywróciłem oczami.- Pytałem czy chcesz jechać do domu.
-Uh, nie myślę dzisiaj.
-Pewnie nadal myślisz o poranku i o tym, że chciałbyś bym znów cię zerżnął.
Zarumieniłem się lekko.- Po prostu jestem rozkojarzony...
Dotknąłem jego policzka.- Jasne.
Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej.- Um...
Przynieśli nasze jedzenie. Zabrałem rękę i zacząłem jeść.
Spuściłem wzrok i zacząłem zajadać. Całe szczęście.
Po skończeniu posiłku, udaliśmy się do auta.- Ty prowadzisz czy ja?
-Jak wolisz.- Uśmiechnąłem się lekko.
-Pobawię się później.- Zsiadłem do samochodu.
Usiadłem za kierownicą. I jedziemy.
-To jedziemy do ciebie?- Możne być ciekawie. Sobota. Powinni być w domu.
-Właściwe chciałbym się zobaczyć z siostrami.- Wjechałem na główną ulicę.
-Chciałbym poznać szwagierki.- Mruknąłem cicho, ale tak by słyszał.
Prychnąłem.- Jedną poznałeś, a przynajmniej zobaczyłeś.
Zaśmiałem się.- Tak. W dodatku na prochach byliśmy i w łóżku.
-Nawet mi nie przypominaj.- Skręciłem.
-Nie podobało ci się?
-Wiesz, cały efekt psuje ta siostra.- Westchnąłem ciężko.- No nic, jesteśmy na miejscu.
-Może trochę. Będziesz miał co opowiadać jej dzieciakom.
-Zakładając, że się pojawią.- Wysiadłem z samochodu.
-A czemu miałaby ich nie mieć?- Również opuściłem pojazd.
-A nie wiem... Może żaden jej nie zechce?- Zaśmiałem się i otworzyłem furtkę.
-Niby czemu? Niczego jej nie brakuje. Sam bym się za nią zabrał.
-Ma ułomny charakterek. Nie znasz jej- zapukałem do drzwi.
-Starasz się mnie zniechęcić? Znów jesteś zazdrosny?
-Zayn to moja siostra z mózgiem wielkości orzeszka arachidowego...-Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem- Cześć sis- Wyszczerzyłem zęby.
-Pozostanę przy swoim.- Szepnąłem.
Ech. Siostra przywitała się ze mną i z zaciekawieniem przyglądała się Zaynowi. Wszedłem do środka i zdjąłem buty.
Również wszedłem, zdjąłem buty i poszedłem za chłopakiem.
Siostrzyczce jakby nagle się przypomniało, że mam urodziny. Wyściskała mnie i zaczęła składać życzenia oraz mamrotać o prezencie, który ma w pokoju.
Poczekałem aż szum wokół Liama minie. Udaliśmy się do salonu.- Może wreszcie przedstawisz mnie.
-Uh, tak. Mój chłopak.- Niemal parsknąłem śmiechem, na szczęście się powstrzymałem.- Zayn.
-Miło mi.
Ojciec, siedzący na kanapie wstał. Oho, zaraz się zacznie. Matka, podniosła głowę z nad gazety, rzuciła Zaynowi średnio zainteresowane spojrzenie i wróciła do czytania.
Miła rodzinka. Stałem obok Liama i przypatrywałem się i.
Ojciec przetoczył się, bo inaczej tego nazwać nie mogę, w naszą stronę.- Ty!- Wskazał grubym paluchem na Zayna.- Co ty sobie wyobrażasz?!
No i miło.- Ale o co panu chodzi?
-O to co robisz gówniarzu!- Wywróciłem oczami, oczywiście tak żeby ojciec nie zauważył.
-Z całym szacunkiem nie jestem gówniarzem.- Rozsiadłem się na kanapie.
Pan i władca wszechświata. Prychnąłem cicho, po czym usiadłem obok niego.-Nie ważne jak na to nie spojrzeć jesteś!- Warknął mój stary.
Wywróciłem oczami.- Już wolę być gówniarzem niż znerwicowanym dziadem. Żona nie daje?- Uśmiechnąłem się cwano.
-Tyyyy!- Prawie mu gały z orbit wylazły. Matka uśmiechnęła się pod nosem, jak gdyby chciała powiedzieć ,,A ty byś mu dał?''.
-Ustaliliśmy, że mam na imię Zayn.- Objąłem Liama i pocałowałem w czoło.
Musi zaognić sytuację, bo przecież sobą by nie był.- Zostaw go! Zabraniam ci się w ogóle do niego zbliżać pedale!- Ts, debil
-Nic mi teść zrobić nie może.- Drugą rękę położyłem na krocze Liama. Oo ktoś poczerwieniał.
Zarumieniłem się i zabrałem rękę. A ojciec prawie padł na zawał.- Ja nie mogę?!- Wycharczał- Ja nie mogę?!- Podszedł do Zayna i pociągnął za koszulkę tak że ten musiał wstać, albo pożegnać się z ubraniem, które zapewne by się popsuło.
Odwróciłem głowę w kierunku Liama.- Strasznie zacofanego masz ojca.- Spojrzałem prosto w oczy mężczyźnie.
Wzruszyłem ramionami.- Powiedz mi coś czego nie wiem.
-A teraz teść mnie puści i zrobi herbatę.
Ojciec walnął mu z plaskacza. Niedobrze.- Myślisz, że do kogo mówisz?!
Zmrużyłem oczy i zacisnąłem dłonie w pięści. Starałem się być spokojnym.- Obecnie? To wściekłego, zacofanego starca, który mi się naraża. I nie pragnij bym ci oddał.- Mój głos przesiąkał jadem. Zabrałem jego ręce z mojej koszulki i zająłem wcześniejsze miejsce.
Po uderzeniu został czerwony ślad. Chwyciłem Zayna za podbródek i obróciłem tak, żeby móc lepiej przyjrzeć się zaczerwienieniu.
Uśmiechnąłem się do brązowookiego.
Przejechałem palcem po jego policzku. Kształt ręki mojego ojca na jego skórze. Hmpf, nie podoba mi się to.
-Co z ta herbatą?
Stary wyszedł z domu głośno trzaskając drzwiami. Najwyraźniej zdał sobie sprawę, że z Zaynem lepiej nie zadzierać. Za to Ruth poleciała do kuchni.
-Dobre pierwsze wrażenie chyba mam nie wyszło.- Mruknąłem do ucha Liamowi
-A czyja niby to wina?- Prychnąłem.
-Twojego ojca?
-Między innymi.- Oparłem głowę o jego ramię.
-Czekaj... uważasz, że moja też?- Objąłem go.
-A niby nie?
-No nie, skarbie. Ja nie zacząłem.
-Nie skarbuj mi.
Jego siostra przyniosła nam herbatę.- Dzięki.
Też podziękowałem i upiłem łyk. Gorąca.
Wstałem i udałem się do łazienki.
Moja matka o dziwo dopiero teraz zaczęła się mnie wypytywać o chłopaka. Odpowiadałem na wszystkie pytania nie koniecznie zgodnie z prawdą.
Odszukałem łazienkę i załatwiłem potrzebę.
Oczywiście coś jej na ściemniałem o naszym pierwszym spotkaniu. A herbata nadal była za gorąca.
Wróciłem do salonu.- O czym rozmawiacie?
-O tobie.- Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-O mnie? Ale co?- Mam nadzieję, że nie powiedział czegoś nie odpowiedniego.
- Jak się poznaliśmy, wiesz w galerii, jak mieszkamy i takie różne.- No za debila to on mnie chyba nie ma.
-Tak w galerii. A mieszkanie.. Chyba nie możesz narzekać.
-I nie narzekam, jest świetne.
-No właśnie.-Usiadłem obok niego i zabrałem się za picie herbaty.
Westchnąłem.- Właściwie to wypijemy herbatę i będzie my się zbierać.
-Nie zostaniecie na obiedzie?- Spytała nas jego mama.
Spojrzałem pytająco na Zayna.
-Jak chcesz. Choć jedliśmy. 
-Możemy
-Ok. Pójdziemy do ciebie?
-Jasne.- Podniosłem się.
Udaliśmy się do jego pokoju. Usiadłem na łóżku.
Klapnąłem obok niego.

______________________________________________
Miałam być wredna i nie poinformować pewnego człeka (nie wymienię jego nazwy, ale to  ). Niestety stwierdziłam, że mogłaby się odwdzięczyć tym samym. Nadal apeluję do cb, że chce seks w sklepowej przebieralni. Ktoś mnie wesprze w tym?
Co do rozdziału.... Zrobiło się trochę słodko, nie? Ble. A tak będzie przez jakiś czas jeszcze. Mam nadzieję, że Wam się podoba. 
Komentujcie, proszę. 

1 komentarz:

  1. Wspieram cię w tym pomyśle :p świetny rozdział :) taki dość uroczy
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń