Zayn
Liam
_____________________________________________
Przykryłem nas kołdrą.
Drżałem
lekko. Wtuliłem się w ciało chłopaka.
Pocałowałem go w czoło.
Mruknąłem
zadowolony.
-Teraz powinieneś powiedzieć, że to najlepsze urodziny.
-To są
najlepsze urodziny w moim życiu.- Przyznałem.- Naprawdę.
-Dopiero rano a ja już to osiągnąłem.- Uśmiechnąłem się.
-
Widocznie jesteś po prostu najlepszy.
-Wiem, że jestem, ale miło to słyszeć od ciebie.
-Jak
zwykle skromny.- Zaśmiałem się.
-Lubisz to we mnie.
-Może
trochę.
-Cokolwiek. Wypróbujemy twoje cudeńko?
Ochoczo
skinąłem głową.-Tak!
-Ale.....
-Hm?
-Ja kieruje w 1 stronę.
- Skoro
musisz...
-Też chce się pobawić.- Wstałem z łóżka.
Z
cichym sykiem ześlizgnąłem się z łóżka i zacząłem zbierać swoje ciuchy.
Podszedłem do niego od tylu i objąłem.
-Puszczaj,
muszę się ubrać.
-Tak też wyglądasz dobrze.- Cmoknąłem go w szyję.
-
Zayn!- Szturchnąłem go łokciem.
-Co?
-Puszczaj.
-A było tak fajnie.- Mruknąłem odsuwając się. Wziąłem chusteczkę i
wytarłem spermę chłopaka.
-Daj mi
jedną.- Wyciągnąłem łapkę.
-Nie.
Przydreptałem
bliżej niego i spróbowałem samemu zabrać mu chusteczkę.
Schowałem je za siebie.
-Zayn!-
Nadal próbowałem zabrać mu chusteczki.
-Wiem jak mam na imię.
-Dawaj
te chusteczki!
-Poproś ładnie.
-Um...
Proszę... Dasz mi jedną chusteczkę?
-Buzi....
Pocałowałem
go delikatnie i krótko.- Chusteczka.
Wywróciłem oczami.- Niech będzie.- Podałem mu chusteczki.
Nieco
zaczerwieniony zacząłem się wycierać.
Dokończyłem ubieranie się i przypatrywałem się chłopakowi.
Naciągnąłem
na siebie ciuchy.-Idziemy?
-Tak.- Weszliśmy na dół. Podałem mu kluczyki.
Wpatrywałem
się w kluczyki z niemal nabożną czcią. Wpadłem za kierownice jak poparzony.
Usiadłem jako pasażer.- Jak dojedziesz do ulicy skręć w prawo.
-Ta jest.-
Pojechałem zgodnie z jego instytucjami.
-I pokaz na co stać to auto.
Docisnąłem
pedał gazu i pojechałem we wskazanym kierunku.
Nadal jak baba.- Jemy na mieście?
-Możemy.-
Wzruszyłem ramionami.
-Masz zajebistą możliwość wybrania miejsca.
-Mam
ochotę na indyjską kuchnię. - Stwierdziłem i skręciłem w lewo dla odmiany.
Jeździ jakby wybierał: o ta droga ma ładny znak.- Mi wszystko jedno.
-Okej.-
Czyli teraz znowu w lewo? Nie, jednak prosto.
-To szybko głodny jestem.
-Tak,
tak.- Prawo, prosto, lewo i jesteśmy. Kto powiedział, że nie mam orientacji w
terenie?
Wysiadłem z auta. Udałem się w kierunku drzwi.
Podążyłem
za nim. Trochę jak kaczka ale to nic.
-Zamawiaj.- Podałem mu portfel.
Wziąłem
nam curry.- Chcesz ostre czy łagodne?
-Ostre mogą być.
Dokończyłem
zamówienie, dokładając jeszcze napoje.
Udałem się do stolika.
Usiadłem
na przeciwko niego.
-Chcesz jechać do domu później?
-Możemy.-
Skinąłem głową.
-Ok.- Przyniesiono mam napoje.
Wziąłem
sobie zwykłą herbatę, nie miałem ochoty na nic innego.- Co będziemy robić jak
wrócimy?
-A na co masz ochotę?
-Nie
wiem... Obejrzymy coś? Ale dopiero wieczorem.
-Ale nie jakieś romansidła.
-Horror.
-Nie będziesz się bał?
-Może
trochę... Ale będzie fajnie!
-Pozwolę ci się przytulać.- Uśmiechnąłem się.- Taa będzie fajnie.
-Ale to
dopiero wieczorem.... kupimy popcorn?
-Dobry pomysł. To jak będziemy jechać od ciebie.
-Ode
mnie?
Wywróciłem oczami.- Pytałem czy chcesz jechać do domu.
-Uh,
nie myślę dzisiaj.
-Pewnie nadal myślisz o poranku i o tym, że chciałbyś bym znów cię
zerżnął.
Zarumieniłem
się lekko.- Po prostu jestem rozkojarzony...
Dotknąłem jego policzka.- Jasne.
Zaczerwieniłem
się jeszcze bardziej.- Um...
Przynieśli nasze jedzenie. Zabrałem rękę i zacząłem jeść.
Spuściłem
wzrok i zacząłem zajadać. Całe szczęście.
Po skończeniu posiłku, udaliśmy się do auta.- Ty prowadzisz czy ja?
-Jak
wolisz.- Uśmiechnąłem się lekko.
-Pobawię się później.- Zsiadłem do samochodu.
Usiadłem
za kierownicą. I jedziemy.
-To jedziemy do ciebie?- Możne być ciekawie. Sobota. Powinni być w
domu.
-Właściwe
chciałbym się zobaczyć z siostrami.- Wjechałem na główną ulicę.
-Chciałbym poznać szwagierki.- Mruknąłem cicho, ale tak by słyszał.
Prychnąłem.-
Jedną poznałeś, a przynajmniej zobaczyłeś.
Zaśmiałem się.- Tak. W dodatku na prochach byliśmy i w łóżku.
-Nawet
mi nie przypominaj.- Skręciłem.
-Nie podobało ci się?
-Wiesz,
cały efekt psuje ta siostra.- Westchnąłem ciężko.- No nic, jesteśmy na miejscu.
-Może trochę. Będziesz miał co opowiadać jej dzieciakom.
-Zakładając,
że się pojawią.- Wysiadłem z samochodu.
-A czemu miałaby ich nie mieć?- Również opuściłem pojazd.
-A nie
wiem... Może żaden jej nie zechce?- Zaśmiałem się i otworzyłem furtkę.
-Niby czemu? Niczego jej nie brakuje. Sam bym się za nią zabrał.
-Ma
ułomny charakterek. Nie znasz jej- zapukałem do drzwi.
-Starasz się mnie zniechęcić? Znów jesteś zazdrosny?
-Zayn
to moja siostra z mózgiem wielkości orzeszka arachidowego...-Drzwi otworzyły
się z lekkim skrzypnięciem- Cześć sis- Wyszczerzyłem zęby.
-Pozostanę przy swoim.- Szepnąłem.
Ech.
Siostra przywitała się ze mną i z zaciekawieniem przyglądała się Zaynowi.
Wszedłem do środka i zdjąłem buty.
Również wszedłem, zdjąłem buty i poszedłem za chłopakiem.
Siostrzyczce
jakby nagle się przypomniało, że mam urodziny. Wyściskała mnie i zaczęła
składać życzenia oraz mamrotać o prezencie, który ma w pokoju.
Poczekałem aż szum wokół Liama minie. Udaliśmy się do salonu.- Może
wreszcie przedstawisz mnie.
-Uh,
tak. Mój chłopak.- Niemal parsknąłem śmiechem, na szczęście się powstrzymałem.-
Zayn.
-Miło mi.
Ojciec,
siedzący na kanapie wstał. Oho, zaraz się zacznie. Matka, podniosła głowę z nad
gazety, rzuciła Zaynowi średnio zainteresowane spojrzenie i wróciła do czytania.
Miła rodzinka. Stałem obok Liama i przypatrywałem się i.
Ojciec
przetoczył się, bo inaczej tego nazwać nie mogę, w naszą stronę.- Ty!- Wskazał
grubym paluchem na Zayna.- Co ty sobie wyobrażasz?!
No i miło.- Ale o co panu chodzi?
-O to
co robisz gówniarzu!- Wywróciłem oczami, oczywiście tak żeby ojciec nie
zauważył.
-Z całym szacunkiem nie jestem gówniarzem.- Rozsiadłem się na
kanapie.
Pan i
władca wszechświata. Prychnąłem cicho, po czym usiadłem obok niego.-Nie ważne jak
na to nie spojrzeć jesteś!- Warknął mój stary.
Wywróciłem oczami.- Już wolę być gówniarzem niż znerwicowanym
dziadem. Żona nie daje?- Uśmiechnąłem się cwano.
-Tyyyy!-
Prawie mu gały z orbit wylazły. Matka uśmiechnęła się pod nosem, jak gdyby
chciała powiedzieć ,,A ty byś mu dał?''.
-Ustaliliśmy, że mam na imię Zayn.- Objąłem Liama i pocałowałem w
czoło.
Musi
zaognić sytuację, bo przecież sobą by nie był.- Zostaw go! Zabraniam ci się w
ogóle do niego zbliżać pedale!- Ts, debil
-Nic mi teść zrobić nie może.- Drugą rękę położyłem na krocze Liama.
Oo ktoś poczerwieniał.
Zarumieniłem
się i zabrałem rękę. A ojciec prawie padł na zawał.- Ja nie mogę?!- Wycharczał-
Ja nie mogę?!- Podszedł do Zayna i pociągnął za koszulkę tak że ten musiał
wstać, albo pożegnać się z ubraniem, które zapewne by się popsuło.
Odwróciłem głowę w kierunku Liama.- Strasznie zacofanego masz ojca.- Spojrzałem prosto w oczy mężczyźnie.
Wzruszyłem ramionami.- Powiedz mi coś czego nie wiem.
-A teraz teść mnie puści i zrobi herbatę.
Ojciec walnął mu z
plaskacza. Niedobrze.- Myślisz, że do kogo mówisz?!Odwróciłem głowę w kierunku Liama.- Strasznie zacofanego masz ojca.- Spojrzałem prosto w oczy mężczyźnie.
Wzruszyłem ramionami.- Powiedz mi coś czego nie wiem.
-A teraz teść mnie puści i zrobi herbatę.
Zmrużyłem oczy i zacisnąłem dłonie w pięści. Starałem się być spokojnym.- Obecnie? To wściekłego, zacofanego starca, który mi się naraża. I nie pragnij bym ci oddał.- Mój głos przesiąkał jadem. Zabrałem jego ręce z mojej koszulki i zająłem wcześniejsze miejsce.
Po uderzeniu został czerwony ślad. Chwyciłem Zayna za podbródek i obróciłem tak, żeby móc lepiej przyjrzeć się zaczerwienieniu.
Uśmiechnąłem się do brązowookiego.
Przejechałem palcem po jego policzku. Kształt ręki mojego ojca na jego skórze. Hmpf, nie podoba mi się to.
-Co z ta herbatą?
Stary wyszedł z domu głośno trzaskając drzwiami. Najwyraźniej zdał sobie sprawę, że z Zaynem lepiej nie zadzierać. Za to Ruth poleciała do kuchni.
-Dobre pierwsze wrażenie chyba mam nie wyszło.- Mruknąłem do ucha Liamowi
-A czyja niby to wina?- Prychnąłem.
-Twojego ojca?
-Między innymi.- Oparłem głowę o jego ramię.
-Czekaj... uważasz, że moja też?- Objąłem go.
-A niby nie?
-No nie, skarbie. Ja nie zacząłem.
-Nie skarbuj mi.
Jego siostra przyniosła nam herbatę.- Dzięki.
Też podziękowałem i upiłem łyk. Gorąca.
Wstałem i udałem się do łazienki.
Moja matka o dziwo dopiero teraz zaczęła się mnie wypytywać o chłopaka. Odpowiadałem na wszystkie pytania nie koniecznie zgodnie z prawdą.
Odszukałem łazienkę i załatwiłem potrzebę.
Oczywiście coś jej na ściemniałem o naszym pierwszym spotkaniu. A herbata nadal była za gorąca.
Wróciłem do salonu.- O czym rozmawiacie?
-O tobie.- Odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-O mnie? Ale co?- Mam nadzieję, że nie powiedział czegoś nie odpowiedniego.
- Jak się poznaliśmy, wiesz w galerii, jak mieszkamy i takie różne.- No za debila to on mnie chyba nie ma.
-Tak w galerii. A mieszkanie.. Chyba nie możesz narzekać.
-I nie narzekam, jest świetne.
-No właśnie.-Usiadłem obok niego i zabrałem się za picie herbaty.
Westchnąłem.- Właściwie to wypijemy herbatę i będzie my się zbierać.
-Nie zostaniecie na obiedzie?- Spytała nas jego mama.
Spojrzałem pytająco na Zayna.
-Jak chcesz. Choć jedliśmy.
-Możemy
-Ok. Pójdziemy do ciebie?
-Jasne.- Podniosłem się.
Udaliśmy się do jego pokoju. Usiadłem na łóżku.
Klapnąłem obok niego.
______________________________________________
Miałam być wredna i nie poinformować pewnego człeka (nie wymienię jego nazwy, ale to @xXxLouehxXx ). Niestety stwierdziłam, że mogłaby się odwdzięczyć tym samym. Nadal apeluję do cb, że chce seks w sklepowej przebieralni. Ktoś mnie wesprze w tym?
Co do rozdziału.... Zrobiło się trochę słodko, nie? Ble. A tak będzie przez jakiś czas jeszcze. Mam nadzieję, że Wam się podoba.
Komentujcie, proszę.
Wspieram cię w tym pomyśle :p świetny rozdział :) taki dość uroczy
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco