niedziela, 18 maja 2014

Ziam XVII

Zayn
Liam
___________________________________
Zgasiłem papierosa.- Widzę Li, że nadal nie jesteś skory do rozmowy z nimi.
-Nie odczuwam potrzeby, żeby z nimi rozmawiać. - Wzruszyłem ramionami.
Nachyliłem się nad jego uchem.- Nawet dla mnie tego nie zrobisz?- Szepnąłem.
-Tak, tak, tak. Sio.- Odepchnąłem go od siebie i zacząłem prowadzić całkiem normalną rozmowę z pierwsza osobą jaka się nawinęła pod rękę.
Znów się nachyliłem.- Grzeczny. Możesz pomyśleć o nagrodzie.- Przejechałem językiem za jego uchem.
Odsunąłem się.- Sio powiedziałem.
Wywróciłem oczami. Wyprostowałem się i przysłuchiwałem rozmowie.
Tak generalnie to ostatecznie reszta chłopaków włączyła się do dyskusji.
I co tak mu źle? Po jakiejś 40 minutach chciałem już wrócić do pokoju. –Li, zbieramy się.
-Ta jes.- Wstałem. Jak jakiś tresowany piesek, kurwa.
Gdy zamknąłem drzwi do swojego pokoju przyparłem chłopaka do ściany.- Tamto nie było miłe.- Wymruczałem.
-Które?
-To, że kazałeś mi się odsuwać, skarbie.- Złączyłem na chwilę nasze usta.
Westchnąłem.- Coś czuję, że zwykłe przeprosiny cię nie usatysfakcjonują.
-Proponujesz coś?
Przygryzłam wargę i spuściłem głowę.
-Czyli nic?
-Jjakos tak... Nie wiem...
-A ja chyba wiem. Obciągnij mi.
Spojrzałem na niego zaskoczony, ale posłusznie uklęknąłem.
-Na kolana i do rana.- Rozpiąłem spodnie.
Wywróciłem oczami. Zsunąłem z niego spodnie oraz bokserki i wziąłem jego penisa do ust.
-No postaraj się, skarbie.
Przód, tył, przód, tył. Mocno się na nim zasysałem.
Wplątałem rękę w jego włosy. Niezły jest.
Usta mnie bolą. Podniosłem wzrok, żeby widzieć twarz Zayna.
Spojrzałem w jego tęczówki i uśmiechnąłem się. Jak rasowa dziwka.
I co on się tak do mnie szczerzy? Ts.
Spełnienie nadchodzi. Spuściłem się w jego usta.
Zakrztusiłem się. Większość połknąłem ale strużka spermy spływała mi z kącika ust.
Uklęknąłem. Zlizałem spermę i pocałowałem go.
-Gorzkie.- Poskarżyłem się gdy już się od siebie oderwaliśmy
-Polubisz.
.-Będę musiał.- Podniosłem się.
Również wstałem. Położyłem się na łóżku.- Chodź do mnie.
Ległem na łóżko, obok niego.
Odwróciłem się na bok i zacząłem rysować wzorki na jego klatce. Głupie to.
Zerknąłem no to co robi.
Patrzy co robię... Oznaka miłości serce. Zacząłem właśnie je rysować.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
No Zayn obudź swoją romantyczność. Kurwa ja jej nie mam. To niech będzie filmowa. Przecież katowali mnie tym. Wiem! W tym fiknie leżeli właśnie tak rozmawiali i całowali po szyi. Trzeba spróbować. Najpierw zahaczałem nosem a następnie całowałem to miejsce.
Nie zaprzeczam było miło, tylko...-Zayn... ja nie wiem co chcesz osiągnąć, ale takie rzeczy to działają raczej na dziewczyny...- Rzuciłem nieco skrępowany.
-Nic nie chce osiągnąć. A ty i tak jesteś jak dziewczyna. Wybacz, skarbie taka prawda.
-Nie jestem! - Ts. Ja? Jak dziewczyna? Debil.
-Nie bierz tego jako atak przeciwko twojej męskości, ale po prostu jesteś delikatniejszy ode mnie.
-Oczywiście, Zayn Malik, samczy samiec z testosteronem zamiast krwi.
-Musimy to roztrząsać?
-Nie musimy.- Odwróciłem głowę.
-Dziękuję.- Wróciłem do przerwanej czynności.
Zamruczałem cicho.
-Widać nie tylko na dziewczyny działa.
-Wredny. Po prostu mi się podoba.
-Nie jestem wredny. Mówię co widzę.
-Nie chce mi się z tobą kłócić.- Mruknąłem.- Nie było tematu.
-Jak uważasz.
Przymknąłem powieki. Całkiem przyjemnie.
Oparłem się na łokciu i cmoknąłem go w nos.
Otworzyłem oczy i zmarszczyłem nosek.
-Słodko.
- Nnie prawda!
-Prawda. Jesteś słodki. I mój.
-Nnie jestem słodki!
-I tak zdania nie zmienię.
-Ale to nie prawda!
Wywróciłem oczami.- Dla mnie jesteś. Koniec tematu.- Pocałowałem go.
Burknąłem coś niezadowolony, w jego usta.
Odsunąłem się z lekkim uśmiechem.- Lubię cię całować.
-Lubię jak mnie całujesz.
-Cieszę się. Ale tylko to lubisz?
-Lubię też inne rzeczy, które mi robisz. Ale nie wszystkie.
-Które lubisz?
-Lubię... te które nie bolą...
-Musisz mi wypominać?
- Już nie będę.
-Też się postaram.
-I dobrze. Dziękuję.
-Dla ciebie wszystko.
-Nie mów tak...
-Czemu?- Położyłem się obok.
-Bo to dziwne.- Przysunąłem się bliżej niego.
-Dziwne?- Ja to wiem. Ale muszę.- Czemu tak uważasz?
- Nie zadawaj takich pytań.
-Chce wiedzieć to zadaję.
-Ale ja nie chcę ci odpowiadać
-Chcesz bym był smutny?- Wysunąłem dolną wargę.
-Zayn... Czy ty zawsze musisz mnie męczyć?
-To też lubię.
-Będziesz mi się śnił w koszmarach. Wkurwiający Zayn chcący coś ode mnie.
-Jakże piękne będą to sny z moją osobą. Niech ci tylko nie stanie.
-Uwierz, te sny nie będą takie przyjemne.
-Ale ja jestem przyjemny. I nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
-I nie odpowiem.
-Nawet jak ładnie poproszę?- Bo przystawić ci spluwy nie mogę.
-Nie.
-To nie.- Odwróciłem się do niego plecami. Jak 5latek jakiś.
Przytuliłem się do jego pleców.- I kto się zachowuje jak dziewczyna?
-Zostaw mnie.- Odsunąłem się od niego.- Przez to, że chce być miły zamieniłem się w pięciolatka.
-Nie musisz być aż taki miły.- Znowu do niego przylgnąłem.- Ale jako dziecko pewnie byłeś słodki.
-Czyli jestem za miły? I cały czas jestem słodki.- Lekko się odsunąłem. Miejsce mi się kończy.
A ja znowu się do niego przytuliłem.- Trochę za miły... Jak nie ty. Nie jesteś słodki.
-Czyli lepiej jak nie jestem miły?- A niestety muszę. Trochę.- Jestem słodki.
-Jak nie jesteś aż tak miły.
-Inaczej nie umiem. Ciesz się z tego co masz.
Westchnąłem cierpiętniczo.
-Odsuń się ode mnie.
-Nie chcę.
Wstałem z łóżka.- Ale ja chce. Skierowałem się do szafy.
Niezadowolony zamachałam rękoma.- Wracaj!
-Nie.- Wyciągnąłem skórzaną kurtkę.
-Gdzie idziesz?
Odwróciłem się do niego zakładając kurtkę.- Nie twój interes.
Usiadłem, przytuliłem poduszkę i podciągnąłem kolana.- Nie to nie.
Wyszedłem z pokoju. Pojechałem wyrwać jakąś panienkę. On nie może, ja chce. Przy okazji się wkurzy.
Wyjąłem jego laptopa. Mogę przecież. Pologowałem się gdzie trzeba. Oczywiście od razu zaczęły mnie męczyć siostry i kilku znajomych. Uh
Od razu wypatrzyłem niezła laskę.
Coś tam mętnie tłumaczyłem, że urodziny spędzę tam gdzie jestem. Nie mogą dać mi spokoju. Poinformowałem, że będę chodził na uczelnię co większość potraktowała z dużą ulgą.
Po chwili uwodzenia zabrałem dziewczynę do siebie. Wszedłem do pokoju.- Wyjdź.
Znowu.- Ale mi się tu podoba.
Wycofałem się do jego pokoju.
-I nie właź mi do pokoju!
-To wyjdź z mojego.
 Ale ja tu lubię siedzieć.
-A ja potrzebuje miejsca.
-To znajdź je gdzie indziej.
-Chce w swoim pokoju, ale jesteś tu ty, więc wyjdź, albo idziemy do ciebie.
Prychnąłem i krzywiąc się lekko poczłapałem  do pokoju. Jest lepiej niż rano ale nadal boli.
Udałem się z dziewczyna na łóżko. Całowałem jej szyje rozbierając ją szybko. Następnie trochę ją przygotowałem i szybko wszedłem. Rżnąłem ją tak jak wczoraj Liama.
Zawinąłem się w kołdrę jak w kokon. Ciepło. Głupi babsztyl. Głupi Zayn. Niech się jakimś syfem zarazi. Chociaż lepiej nie. A niech zdechną oboje!
Szybko się poruszałem. Zapewne Liam słyszał jęki dziewczyny. I dobrze.
Starałem się ignorować dźwięki, które dobiegały mnie z pokoju Zayna. Zresztą, czym ja się przejmuję? Ślubu z nim nie brałem. Może sobie robić co chce. Więc czemu tak się tym przejmuję? Idiotyzm.
Po jakimś czasie doszedłem. Wychodząc z niej myślałem o brązowookim.- A teraz ubieraj się i spierdalaj.- Z nią się przytulać i rozmawiać nie będę. Gdy wyszła poszedłem do Payne'a.
Zwinąłem się w kłębek. Tak lepiej.
Położyłem się za nim.
-Nie gadam z tobą.
-Nie musisz.- Objąłem go.
Odsunąłem się od niego.
Znów go oblałem.
Nie protestowałem. Po prostu leżałem jakby go tam nie było.
-Ej zły jesteś?
Zignorowałem jego pytanie.
Odkryłem kołdrę z jego twarzy. Pocałowałem go w szyję.
Przykryłem się z powrotem.
Odkryłem go znów.- O co ci chodzi?
Przykryłem się z powrotem.
Wywróciłem oczami.- Li....
Zignorowałem.
-Będziesz mnie ignorował?
On chyba naprawdę jest głupi. Nie odpowiedziałem.
-Skarbie.
Nudzi mi się. Może zacznę liczyć. Jeden, dwa, trzy, cztery...
-Przestań do cholery mnie olewać!
Piętnaście, szesnaście, siedemnaście.
Zdarłem z niego kołdrę.- Nie denerwuj mnie!- Wziąłem głęboki oddech.- Dobranoc.- Wyszedłem z pokoju.
Poszedł sobie. I co on mi z nocą wyjeżdża jak jest dopiero 19:30. Zgłodniałem z tego wszystkiego, więc powolnie ruszyłem w stronę kuchni.
Byłem w kuchni gdy przyszedł. Zabrałem swoją kolację i udałem się do pokoju.
Idź sobie, idź. Zrobiłem sobie kanapki i ruszyłem do pokoju... kogoś po użalać się nad swoim losem. A nie mogę? Mogę.
Włączyłem laptopa. Liam się nie wylogował. Poczytałem jego wiadomości.
Jedząc kanapki, a właściwie się nimi krztusząc opowiedziałem jakże tragiczną historię mego życia, co Louis- Dlaczego akurat on musiał mieć pokój obok schodów?- skwitował wywróceniem oczami, kulawym pocieszeniem i krótką ale bardzo adekwatną wiązanką na temat głupoty Zayna. Ts, następnym razem wezmę inne drzwi.
Przełączyłem się na swoje konto. Pozałatwiałem swoje sprawy.
Po chwili do pokoju wszedł Harry a ja stwierdziłem, że poprzeszkadzam im trochę dłużej, zwłaszcza, że Hazz wygląda na lepszego pocieszacza.
________________________________________
Hej, hej, hej!  Stęsknił się ktoś przez te 2 dni? (Nie odpowiadajcie wolę żyć w założeniu, że tak.) 
A teraz sprawa do Was.. mam zamiar napisać one shota. No i świetnie, wiem, ale co to ma wspólnego z Wami? Otóż macie zajebistą możliwość wybrania paringu. 

3 komentarze:

  1. Elounor <3 napisz o Elounor. Albo Heleanor. Hahahahaha nie nic. Larry oczywiście :)
    Rozdział jest świetny
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  2. Jasne, że się stęskniliśmy <3 Rozdział świetny :) A co do one shota, to ja chcę Larry'ego :3
    @fallensoul19

    OdpowiedzUsuń
  3. jestem uzależniona od tego bloga <3 Świetnie piszesz, czekam na nexta, moglabys powiadamiac? xx @aloamybieber

    OdpowiedzUsuń