środa, 21 maja 2014

Ziam XVIII

Zayn 
Liam
________________________________________________
Miałem sprawę do Louisa. Zwlekłem mój seksowny tyłek i wparowałem do jego pokoju. Liam? Co on tu robi? Olałem go.- Lou, musisz jutro rano jechać do Sheerana
Brzmi jak ser. Ale to nie jest ser, tylko człowiek. Chyba. No niech ten kretyn sobie stąd idzie.
-Co robicie?- Spytałem.
No jak myślisz, że ci odpowiem to cię really popierdoliło. Wyręczył mnie Lou- Rozmawiamy.
- O?- Usiadłem na łóżku.
Niech sobie polezie w las gwałcić dziewice!- Niczym ważnym.- Rzucił Harry.
Rozumiem, że im przeszkadzam. Położyłem się.
Idź. Mi. W. Tej. Chwili. Sio! Poirytowany odwróciłem wzrok.
-Kontynuujcie.
Zawiązała się luźna rozmowa o raczej nieokreślonym temacie. Precz!
Przysłuchiwałem się im.
Wyszedłem do toalety. Kretyn.
Poszedłem za nim.
Zamknąłem drzwi na klucz.
Czekałem cicho pod drzwiami.
Opłukałem twarz wodą. Musi tam siedzieć bo by nie wytrzymał. Debil.
Oparłem się o ścianę.
Posiedziałem tam jeszcze chwilę. Potem otworzyłem drzwi i wyszedłem.
Złapałem go za nadgarstek. A miałem go olać.
Szarpnąłem się. Bezskutecznie.
-Możesz skończyć?
Znów spróbowałem się wyrwać.
-Nic ci to nie da.
-Zostaw mnie.- Rzuciłem cicho.
-Podaj jeden powód, dla którego miałbym to zrobić.
Wzruszyłem ramionami.- Bo tak?
-To nie argument.- I zlecałem. Miałem go rozkochać a nie się kłócić.
- Bo... - Zamyśliłem się.
-Tak?
-Nie wiem. Czego chcesz?
-By było normalnie. Przespałem się z nią, no i co?
-I nic.
-To mógłbyś skończyć.
- Nie.
-To nie.- Zaciągnąłem go do jego pokoju i zamknąłem tam.
Wziąłem z półki pierwszą lepszą książkę. Mam tu siedzieć? Proszę bardzo, byleby wypuścił mnie na śniadanie.
Wróciłem do siebie i laptopa. Może przez urodziny mi daruje. Zero zabawy teraz.
Poszedłem spać koło pierwszej.
Wyłączyłem laptopa. Zapaliłem i poszedłem sprawdzić czy Liam śpi. Usiadłem na łóżku i słuchałem przez chwilę jego spokojny oddech. Po chwili wyszedłem z pokoju i poszedłem spać.
Obudziłem się kilka minut po 9. Wstałem i pociągnąłem w klamkę. Zamknięte. Wziąłem jakieś cichy z szafy i zacząłem się ubierać.
Obudziłem się. Toaleta poranna, ułożone włosów. Gotowy zabrałem Nialla i pojechaliśmy po auto i tort. Gdy niebieskooki wracał do domu Liama autem ja wjechałem jeszcze do kwiaciarni.
Nudzi mi się. I głodny jestem. Westchnąłem ciężko. Może by nauczyć się składać origami? Głupi pomysł. Chociaż przynajmniej będę miał zajęcie.
Wróciłem do domu. Wróciłem śniadanie z pomocą Harry'ego. Musiało być cudne. Kwiaty położyłem koło drzwi a sam z tacą wkroczyłem do pokoju chłopaka.- 100lat, skarbie.- Położyłem tace na stoliczku. Podszedłem do chłopaka chcąc go pocałować.
Byłem tak wkurwiony faktem, że pierdolony żuraw po raz etny nie chciał mi się złożyć, jak i zaskoczony tym co zrobił Zayn, że zapomniałem, o tym, że jestem wielce na niego wkurzony i obrażony. Zdziwiony, bez oporów pozwoliłem się pocałować i automatycznie oddałem ten pocałunek.
Uśmiechnąłem się. Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie jeszcze bliżej.
Objąłem go rękoma.
Całowałem go póki starczyło nam powietrza.- Jedz bo wystygnie, skarbie a nie po to się męczyłem.- Cmoknąłem go jeszcze w czoło.
- Dzięki- wziąłem tacę ze stolika na kolana.
Wyszedłem z pokoju. Wziąłem kwiaty i wróciłem do chłopaka.- To jeszcze dla ciebie.-Wręczyłem mu 21 róż.
-Ummm... Masz jakiś wazon.- Piękne. Szkoda by było gdyby zwiędły.- Dziękuję.
-Zaraz przyniosę. A teraz buziak w ramach podziękowania.- Zrobiłem dziobek.
Podniosłem się lekko i cmoknąłem go w usta. Śniadanko. W tym tempie go nie zjem.
-To idę po wazon. Nie ruszaj się.
-Mhm.- Zabrałem się za pałaszowanie jedzonka.
Po chwili wróciłem z wazonem.
-Postawisz je na parapecie?- Poprosiłem.-Pysz​ne.
-Jasne. Wiem, że pyszne.- Wykonałem jego prośbę.- Jak tyłek?
-Dużo lepiej.- Dokończyłem jedzenie i odstawiłem tacę.
Położyłem się na łóżku.
Oparłem się głową o jego ramię.
Tak miło. Zacząłem masować jego ramię.
Westchnąłem cicho i uśmiechnąłem się delikatnie.
-Zastanawiam się jak mi podziękujesz za coś innego.
-Za co?- Podniosłem głowę zaciekawiony.
-Za prezent.
-Jaki?- Wpatrywałem się w niego.
-Ładny.
-Ale jest dużo ładnych rzeczy...
-Wiesz, że lubię cię męczyć.- Pocałowałem go w czoło.
Zarzuciłem mu ręce na szyję.- Proszę?
Uśmiechnąłem się.- W swoim czasie. Dojedzie wieczorem.
Niezadowolony opadłem na łóżko.
-Ale na pocieszenie też coś mam.
-Co?
-Graffiti chciałeś zobaczyć.
-Nadal chcę!-  Podniosłem się do siadu.
-Teraz?- Mruknąłem niezadowolony.
Przygryzłem wargę zastanawiając się.- Potem.- Stwierdziłem po chwili i przytuliłem się do torsu chłopaka.
-Tak lepiej.
Zacząłem bawić się koszulką chłopaka.
Przymknąłem oczy. Dobrze, że mi wybaczył. Przyzwyczaiłem się do tego idioty.
Złapałem go za nos.
-Ej! Co?
Zacząłem się śmiać. Jak on głupio brzmi! Jak kaczka dziwaczka, normalnie!
-O co ci chodzi?
Zabrałem rękę. -Śmiesznie brzmisz.
-A czemu mnie tykasz w nos?
-Bo to zabawne.- Wyszczerzyłem zęby.
-I ty skończyłeś 21 lat?
-Dzisiaj, ale tak.- Nadąłem policzek.
-Wiem. Przecież kwiatów ot tak nie kupiłem.
-Wiem, że ty wiesz.- Zaśmiałem się.
-Gdybym cię ostatnio tak nie potraktował nie musiałbym nic kupować.
Prychnąłem-Mam się z tego cieszyć?
Wyruszyłem ramionami.- Nie wiem jak ty, ale ja bym się chętnie z tobą zabawił.
-Ymmm...Ummm...- Zaczerwieniłem się lekko. No bo to nie tak, że ja bym nie chciał, ale głupio mi tak...
-Rumienisz się. Słooodko.
-Nnie- Pokręciłem przecząco głową
-Tak. - Położyłem dłoń na jego policzku, kciukiem zacząłem go gładzić.
Westchnąłem cicho.-Nnie.
-Jak się przyznasz pójdziemy do garażu, pokażę ci graffiti, co?
-Muszę? - Jęknąłem niezadowolony.
-Mmm... nie. Ale było by miło.
-W życiu tego nie powiem!- Zacisnąłem wargi.
Zacząłem go całować po szyi.- Co ci szkodzi? Uznalibyśmy to za spóźniony prezent na moje urodziny.
Pokręciłem głową. Nie ma mowy!
Westchnąłem. Włożyłem rękę pod jego koszulkę.
Pisnąłem. Zimne ręce ma!
Całowałem jego szyję. Odsunąłem lekko bluzkę i zrobiłem mu malinkę.
-A ja dostałem za to opieprz.- Prychnąłem.
-Za co?- Odessałem się od niego z mlaśnięciem.
-Za malinkę.
-Ale ty jesteś mój.
-Nnie.
-Jesteś. Nikomu cię nie oddam...... Jesteś moim sługą.
-Tto pierwsze tto nnie prawda.
-Nie chce się z tobą kłócić. Masz urodziny.
-To jak z tym graffiti?
-Nie wiem czy zasłużyłeś....
-Proooszę.
-Ale musiałbym wstać.
Zsunąłem się z niego- Proszę?
-Jak ja proszę to niee.- Zsunąłem ręce pod głowę.
-A jak obiecam, że będę już grzeczny?
-Już to obiecywałeś.
-Ale tym razem dotrzymam słowa...
-Nie wierzę ci, ale pójdę.- Ściszyłem głos.- Bo i tak nie dasz spokoju.- A ja chętnie poznam twoją reakcje.- Wstawaj.
Wstałem szybko.-Idziemy!
Złapałem go za rękę. Splotłem nasze palce. Przed wejściem kawałem mu zamknąć oczy. Ustawiłem go przed nowym samochodem z niebieska kokardą.- Wszystkiego najlepszego jeszcze raz.
Otworzyłem oczy.- Co?!- Autko... Zajebiste autko!- To dla mnie?- Oooo macarena! Piękne... Cudowne, kurwa ferrari!
-Nie ty masz urodziny, ale kupiłem je dla siebie.- Rzuciłem ironicznie.- Oczywiście, że dla ciebie, skarbie. Podoba się?
- Głupio się pytasz jest zajebiste!- I chuj mnie obchodzi, że kosztowało fortunę.
Uśmiechnąłem się.- To chce zajebiste podziękowanie.
-A jakie?- Wszystko kurwa zrobię, dobry humor mam.
-Ty wymyśl. W końcu to ty dziękujesz.
-Ale nie wiem czy utrafię w twój gust.- Człowieku bierz póki daję i tak później będę żałował.
-Na pewno ci się uda.- Oblizałem usta.
-Ale ja pod tym względem jestem kompletnie bez wyobraźni.- Zarzuciłem mu ręce na szyję.- A tobie za taki prezent należy się coś ekstra.
-Myślałem, że jak tylko zobaczysz auto rzucisz mi się na szyję.
-Też tak myślałem, ale nie jestem dziewczyną.- Prychnąłem.
-Nie tylko dziewczyny mogą tak robić. To co z podziękowaniem?
-No przecież mówię, że nie wiem.- Zakołysałem biodrami.
Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie. Pocałowałem go.
Zachłannie oddałem pocałunek.
Uśmiechnąłem się. Zacząłem pchać  go na auto.
Oderwałem się od niego.- Na górzze jest tyle fajnych rzeczy... A ty chcesz tutaj?
-Nie ważne gdzie. Chyba, że wolisz na górze.
-Jak ty chcesz, chociaż na górze mogłoby być... ciekawiej.- Oblizałem usta
-Ciekawiej... Miło, że jesteś taki chętny. Myślałem, że nic z tego przez obolałość. Jesteś pewny?
-Mhm... Poboli i przestanie.
-Na pewno?
-Nie będę nawet za mocno marudzić po.
-Aż tak chcesz mnie poczuć?- Mruknąłem w jego szyję.
Westchnąłem.- A co jeśli tak?
-To się bardzo cieszę.- Złapałem go za rękę i szybko udałem się do pokoju. Od razu rzuciłem go na łóżko.
Nie protestowałem. Rozszerzyłem nogi
Rozebrałem go szybko. Całowałem każde miejsce na jego ciele.
Pojękiwałem z rozkoszy, czując jego usta na swojej skórze. Wplotłem palce w jego włosy.
I tak powinno być. Męczyłem go swoim dotykiem omijając jego penisa.
Wypychałem biodra ku górze.- Zaaayn...
-Tak?
-Weeeź go...
-Kogo?
Wypchnąłem biodra w górę.- Mojego... Haa... Do ust.
-Twojego?
-Zayn!- Spojrzałem na niego z wyrzutem.
-Już. Jaki niecierpliwy.- Wsunąłem w niego palec.- I mokry.
Jęknąłem głośno. Poruszyłem biodrami.
Wsadziłem w niego kolejny palec. Zacząłem szybko nimi poruszać.
Krótką chwilę przyzwyczajałem się do tego co mi robił, po czym zacząłem się poruszać w rytm jego ruchów.
Dołożyłem kolejny palec.- Powiedz kiedy.
Skinąłem głową. Po jakimś czasie sam nabijałem się na jego palce.- Jjuż,...
Wyciągnąłem z niego palce. Założyłem gumkę i nakierowałem penisa na jego wejście. Pocałowałem go delikatnie wchodząc w niego.
Krzyknąłem. Boli. Oddychałem spazmatycznie.
Odsunąłem się od niego. Dzieliły nas minimetry.- Przestać?
Pokręciłem przecząco głową.- Ddaj mi ch...chwilę...
-Jasne.- Oparłem czoło o jego.
Wziąłem głęboki wdech. Spokojnie. Powolutku. Zaczynałem się rozluźniać.
Czekałem na jego ruch. W między czasie przypatrywałem się jego oczom.
Ostrożnie się poruszyłem, na próbę.
-I? Możemy przestać.- Nadal mam te wyrzuty.
Pokręciłem przecząco głową.- Mmożesz zaczynać...
Pomału wchodziłem w niego. Bardzo pomału.
Skrzywiłem się, ale nie zaprotestowałem. Potem będzie lepiej.
Utrzymywałem ciągle takie samo tępo. Widziałem, że się krzywił. Muszę się kontrolować.
Ból zelżał i zaczęła przebijać się przez niego przyjemność. Pojękiwałem, stękałem i spałem cicho.
O lepiej mu. Delikatnie przyśpieszyłem.
Objąłem go nogami. Robiło się coraz przyjemniej, dźwięki jakie z siebie wydawałem robiły się coraz głośniejsze.- Szy...bciej!
-Jak sobie pan życzy.- Przyśpieszyłem. Znów pieściłem jego ciało.
Wczepiłem się palcami w jego ramiona. Prawie krzyczałem z rozkoszy.
Syknąłem i przyśpieszyłem. Wpiłem się w jego usta.
Próbowałem oddawać pocałunek, ale nie bardzo mi to wychodziło.
Zacząłem wbijać się w niego coraz mocniej. Złapałem jego penisa i zsynchronizowałem ruchy.
Teraz już krzyczałem. Było mi aż za dobrze.
-Właśnie tak, skarbie. Krzycz jak ci dobrze. Niech ci zazdroszczą.
Krzyknąłem głośniej. Zacisnąłem się na członku chłopaka.
Nie długo dojdzie. Mi też niewiele brakuje. Zacząłem głębiej w niego wchodzić.
Nie wytrzymałem już długo. Doszedłem brudząc jego i siebie.
Kilka pchnięć i doszedłem. Wyszedłem z niego i położyłem się obok.

Ułożyłem głowę na jego ramieniu. Oddychałem ciężko.
_______________________________________________
No i przekroczyliśmy 1000 wejść! Co do Larry'ego już się piszę. I chciałam podziękować @girl_lovesdraco o mały zawał. Nigdy więcej czytania komentarzy zanim w nie nie wejdę. 

2 komentarze:

  1. Oops hahahahaha zawsze do usług skarbie :) xx co do rozdziału to jest zajebisty *,* nie mogę się doczekać nowego
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  2. kurwa, zajebisty
    jak na mój wyszukany język dwa powyższe słowa najlepiej oddają moje odczucia, cnie @xXxLouehxXx

    OdpowiedzUsuń