Zayn
Liam
________________________________________________
Miałem sprawę do Louisa. Zwlekłem mój seksowny
tyłek i wparowałem do jego pokoju. Liam? Co on tu robi? Olałem go.- Lou, musisz
jutro rano jechać do Sheerana
Brzmi jak ser. Ale to nie jest ser, tylko człowiek.
Chyba. No niech ten kretyn sobie stąd idzie.
-Co robicie?- Spytałem.
No jak myślisz, że ci odpowiem to cię really
popierdoliło. Wyręczył mnie Lou- Rozmawiamy.
- O?- Usiadłem na łóżku.
Niech sobie polezie w las gwałcić dziewice!-
Niczym ważnym.- Rzucił Harry.
Rozumiem, że im przeszkadzam. Położyłem się.
Idź. Mi. W. Tej. Chwili. Sio! Poirytowany
odwróciłem wzrok.
-Kontynuujcie.
Zawiązała się luźna rozmowa o raczej nieokreślonym
temacie. Precz!
Przysłuchiwałem się im.
Wyszedłem do toalety. Kretyn.
Poszedłem za nim.
Zamknąłem drzwi na klucz.
Czekałem cicho pod drzwiami.
Opłukałem twarz wodą. Musi tam siedzieć bo by nie wytrzymał. Debil.
Oparłem się o ścianę.
Posiedziałem tam jeszcze chwilę. Potem otworzyłem
drzwi i wyszedłem.
Złapałem go za nadgarstek. A miałem go olać.
Szarpnąłem się. Bezskutecznie.
-Możesz skończyć?
Znów spróbowałem się wyrwać.
-Nic ci to nie da.
-Zostaw mnie.- Rzuciłem cicho.
-Podaj jeden powód, dla którego miałbym to
zrobić.
Wzruszyłem ramionami.- Bo tak?
-To nie argument.- I zlecałem. Miałem go
rozkochać a nie się kłócić.
- Bo... - Zamyśliłem się.
-Tak?
-Nie wiem. Czego chcesz?
-By było normalnie. Przespałem się z nią, no i
co?
-I nic.
-To mógłbyś skończyć.
- Nie.
-To nie.- Zaciągnąłem go do jego pokoju i
zamknąłem tam.
Wziąłem z półki pierwszą lepszą książkę. Mam tu
siedzieć? Proszę bardzo, byleby wypuścił mnie na śniadanie.
Wróciłem do siebie i laptopa. Może przez urodziny
mi daruje. Zero zabawy teraz.
Poszedłem spać koło pierwszej.
Wyłączyłem laptopa. Zapaliłem i poszedłem
sprawdzić czy Liam śpi. Usiadłem na łóżku i słuchałem przez chwilę jego
spokojny oddech. Po chwili wyszedłem z pokoju i poszedłem spać.
Obudziłem się kilka minut po 9. Wstałem i pociągnąłem
w klamkę. Zamknięte. Wziąłem jakieś cichy z szafy i zacząłem się ubierać.
Obudziłem
się. Toaleta poranna, ułożone włosów. Gotowy zabrałem Nialla i pojechaliśmy po
auto i tort. Gdy niebieskooki wracał do domu Liama autem ja wjechałem jeszcze
do kwiaciarni.
Nudzi mi się. I głodny jestem. Westchnąłem ciężko. Może by nauczyć się
składać origami? Głupi pomysł. Chociaż przynajmniej będę miał zajęcie.
Wróciłem
do domu. Wróciłem śniadanie z pomocą Harry'ego. Musiało być cudne. Kwiaty
położyłem koło drzwi a sam z tacą wkroczyłem do pokoju chłopaka.- 100lat,
skarbie.- Położyłem tace na stoliczku. Podszedłem do chłopaka chcąc go
pocałować.
Byłem tak wkurwiony faktem, że pierdolony żuraw po raz etny nie chciał mi
się złożyć, jak i zaskoczony tym co zrobił Zayn, że zapomniałem, o tym, że
jestem wielce na niego wkurzony i obrażony. Zdziwiony, bez oporów pozwoliłem
się pocałować i automatycznie oddałem ten pocałunek.
Uśmiechnąłem
się. Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie jeszcze bliżej.
Objąłem go rękoma.
Całowałem
go póki starczyło nam powietrza.- Jedz bo wystygnie, skarbie a nie po to się
męczyłem.- Cmoknąłem go jeszcze w czoło.
- Dzięki- wziąłem tacę ze stolika na kolana.
Wyszedłem
z pokoju. Wziąłem kwiaty i wróciłem do chłopaka.- To jeszcze dla ciebie.-Wręczyłem
mu 21 róż.
-Ummm... Masz jakiś wazon.- Piękne. Szkoda by było gdyby zwiędły.- Dziękuję.
-Zaraz
przyniosę. A teraz buziak w ramach podziękowania.- Zrobiłem dziobek.
Podniosłem się lekko i cmoknąłem go w usta. Śniadanko. W tym tempie go nie
zjem.
-To
idę po wazon. Nie ruszaj się.
-Mhm.- Zabrałem się za pałaszowanie jedzonka.
Po
chwili wróciłem z wazonem.
-Postawisz je na parapecie?- Poprosiłem.-Pyszne.
-Jasne.
Wiem, że pyszne.- Wykonałem jego prośbę.- Jak tyłek?
-Dużo lepiej.- Dokończyłem jedzenie i odstawiłem tacę.
Położyłem
się na łóżku.
Oparłem się głową o jego ramię.
Tak
miło. Zacząłem masować jego ramię.
Westchnąłem cicho i uśmiechnąłem się delikatnie.
-Zastanawiam
się jak mi podziękujesz za coś innego.
-Za co?- Podniosłem głowę zaciekawiony.
-Za
prezent.
-Jaki?- Wpatrywałem się w niego.
-Ładny.
-Ale jest dużo ładnych rzeczy...
-Wiesz,
że lubię cię męczyć.- Pocałowałem go w czoło.
Zarzuciłem mu ręce na szyję.- Proszę?
Uśmiechnąłem
się.- W swoim czasie. Dojedzie wieczorem.
Niezadowolony opadłem na łóżko.
-Ale
na pocieszenie też coś mam.
-Co?
-Graffiti
chciałeś zobaczyć.
-Nadal chcę!- Podniosłem się do
siadu.
-Teraz?-
Mruknąłem niezadowolony.
Przygryzłem wargę zastanawiając się.- Potem.- Stwierdziłem po chwili i
przytuliłem się do torsu chłopaka.
-Tak
lepiej.
Zacząłem bawić się koszulką chłopaka.
Przymknąłem
oczy. Dobrze, że mi wybaczył. Przyzwyczaiłem się do tego idioty.
Złapałem go za nos.
-Ej!
Co?
Zacząłem się śmiać. Jak on głupio brzmi! Jak kaczka dziwaczka, normalnie!
-O
co ci chodzi?
Zabrałem rękę. -Śmiesznie brzmisz.
-A
czemu mnie tykasz w nos?
-Bo to zabawne.- Wyszczerzyłem zęby.
-I
ty skończyłeś 21 lat?
-Dzisiaj, ale tak.- Nadąłem policzek.
-Wiem.
Przecież kwiatów ot tak nie kupiłem.
-Wiem, że ty wiesz.- Zaśmiałem się.
-Gdybym
cię ostatnio tak nie potraktował nie musiałbym nic kupować.
Prychnąłem-Mam
się z tego cieszyć?
Wyruszyłem ramionami.- Nie wiem jak ty, ale ja bym się chętnie z
tobą zabawił.
-Ymmm...Ummm...-
Zaczerwieniłem się lekko. No bo to nie tak, że ja bym nie chciał, ale głupio mi
tak...
-Rumienisz się. Słooodko.
-Nnie-
Pokręciłem przecząco głową
-Tak. - Położyłem dłoń na jego policzku, kciukiem zacząłem go
gładzić.
Westchnąłem
cicho.-Nnie.
-Jak się przyznasz pójdziemy do garażu, pokażę ci graffiti, co?
-Muszę?
- Jęknąłem niezadowolony.
-Mmm... nie. Ale było by miło.
-W
życiu tego nie powiem!- Zacisnąłem wargi.
Zacząłem go całować po szyi.- Co ci szkodzi? Uznalibyśmy to za
spóźniony prezent na moje urodziny.
Pokręciłem
głową. Nie ma mowy!
Westchnąłem. Włożyłem rękę pod jego koszulkę.
Pisnąłem.
Zimne ręce ma!
Całowałem jego szyję. Odsunąłem lekko bluzkę i zrobiłem mu malinkę.
-A ja
dostałem za to opieprz.- Prychnąłem.
-Za co?- Odessałem się od niego z mlaśnięciem.
-Za
malinkę.
-Ale ty jesteś mój.
-Nnie.
-Jesteś. Nikomu cię nie oddam...... Jesteś moim sługą.
-Tto
pierwsze tto nnie prawda.
-Nie chce się z tobą kłócić. Masz urodziny.
-To jak
z tym graffiti?
-Nie wiem czy zasłużyłeś....
-Proooszę.
-Ale musiałbym wstać.
Zsunąłem
się z niego- Proszę?
-Jak ja proszę to niee.- Zsunąłem ręce pod głowę.
-A jak
obiecam, że będę już grzeczny?
-Już to obiecywałeś.
-Ale
tym razem dotrzymam słowa...
-Nie wierzę ci, ale pójdę.- Ściszyłem głos.- Bo i tak nie dasz
spokoju.- A ja chętnie poznam twoją reakcje.- Wstawaj.
Wstałem
szybko.-Idziemy!
Złapałem go za rękę. Splotłem nasze palce. Przed wejściem kawałem mu
zamknąć oczy. Ustawiłem go przed nowym samochodem z niebieska kokardą.-
Wszystkiego najlepszego jeszcze raz.
Otworzyłem
oczy.- Co?!- Autko... Zajebiste autko!- To dla mnie?- Oooo macarena! Piękne...
Cudowne, kurwa ferrari!
-Nie ty masz urodziny, ale kupiłem je dla siebie.- Rzuciłem
ironicznie.- Oczywiście, że dla ciebie, skarbie. Podoba się?
-
Głupio się pytasz jest zajebiste!- I chuj mnie obchodzi, że kosztowało fortunę.
Uśmiechnąłem się.- To chce zajebiste podziękowanie.
-A
jakie?- Wszystko kurwa zrobię, dobry humor mam.
-Ty wymyśl. W końcu to ty dziękujesz.
-Ale
nie wiem czy utrafię w twój gust.- Człowieku bierz póki daję i tak później będę
żałował.
-Na pewno ci się uda.- Oblizałem usta.
-Ale ja
pod tym względem jestem kompletnie bez wyobraźni.- Zarzuciłem mu ręce na szyję.-
A tobie za taki prezent należy się coś ekstra.
-Myślałem, że jak tylko zobaczysz auto rzucisz mi się na szyję.
-Też
tak myślałem, ale nie jestem dziewczyną.- Prychnąłem.
-Nie tylko dziewczyny mogą tak robić. To co z podziękowaniem?
-No
przecież mówię, że nie wiem.- Zakołysałem biodrami.
Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie. Pocałowałem go.
Zachłannie
oddałem pocałunek.
Uśmiechnąłem się. Zacząłem pchać go na auto.
Oderwałem
się od niego.- Na górzze jest tyle fajnych rzeczy... A ty chcesz tutaj?
-Nie
ważne gdzie. Chyba, że wolisz na górze.
-Jak ty
chcesz, chociaż na górze mogłoby być... ciekawiej.- Oblizałem usta
-Ciekawiej... Miło, że jesteś taki chętny. Myślałem, że nic z tego
przez obolałość. Jesteś pewny?
-Mhm...
Poboli i przestanie.
-Na pewno?
-Nie
będę nawet za mocno marudzić po.
-Aż tak chcesz mnie poczuć?- Mruknąłem w jego szyję.
Westchnąłem.-
A co jeśli tak?
-To się bardzo cieszę.- Złapałem go za rękę i szybko udałem się do
pokoju. Od razu rzuciłem go na łóżko.
Nie
protestowałem. Rozszerzyłem nogi
Rozebrałem go szybko. Całowałem każde miejsce na jego ciele.
Pojękiwałem
z rozkoszy, czując jego usta na swojej skórze. Wplotłem palce w jego włosy.
I tak powinno być. Męczyłem go swoim dotykiem omijając jego penisa.
Wypychałem
biodra ku górze.- Zaaayn...
-Tak?
-Weeeź
go...
-Kogo?
Wypchnąłem
biodra w górę.- Mojego... Haa... Do ust.
-Twojego?
-Zayn!-
Spojrzałem na niego z wyrzutem.
-Już. Jaki niecierpliwy.- Wsunąłem w niego palec.- I mokry.
-Już. Jaki niecierpliwy.- Wsunąłem w niego palec.- I mokry.
Jęknąłem
głośno. Poruszyłem biodrami.
Wsadziłem w niego kolejny palec. Zacząłem szybko nimi poruszać.
Krótką
chwilę przyzwyczajałem się do tego co mi robił, po czym zacząłem się poruszać w
rytm jego ruchów.
Dołożyłem kolejny palec.- Powiedz kiedy.
Skinąłem
głową. Po jakimś czasie sam nabijałem się na jego palce.- Jjuż,...
Wyciągnąłem z niego palce. Założyłem gumkę i nakierowałem penisa na
jego wejście. Pocałowałem go delikatnie wchodząc w niego.
Krzyknąłem.
Boli. Oddychałem spazmatycznie.
Odsunąłem się od niego. Dzieliły nas minimetry.- Przestać?
Pokręciłem
przecząco głową.- Ddaj mi ch...chwilę...
-Jasne.- Oparłem czoło o jego.
Wziąłem
głęboki wdech. Spokojnie. Powolutku. Zaczynałem się rozluźniać.
Czekałem na jego ruch. W między czasie przypatrywałem się jego
oczom.
Ostrożnie
się poruszyłem, na próbę.
-I? Możemy przestać.- Nadal mam te wyrzuty.
Pokręciłem
przecząco głową.- Mmożesz zaczynać...
Pomału wchodziłem w niego. Bardzo pomału.
Skrzywiłem
się, ale nie zaprotestowałem. Potem będzie lepiej.
Utrzymywałem ciągle takie samo tępo. Widziałem, że się krzywił.
Muszę się kontrolować.
Ból
zelżał i zaczęła przebijać się przez niego przyjemność. Pojękiwałem, stękałem i
spałem cicho.
O lepiej mu. Delikatnie przyśpieszyłem.
Objąłem
go nogami. Robiło się coraz przyjemniej, dźwięki jakie z siebie wydawałem
robiły się coraz głośniejsze.- Szy...bciej!
-Jak sobie pan życzy.- Przyśpieszyłem. Znów pieściłem jego ciało.
Wczepiłem
się palcami w jego ramiona. Prawie krzyczałem z rozkoszy.
Syknąłem i przyśpieszyłem. Wpiłem się w jego usta.
Próbowałem
oddawać pocałunek, ale nie bardzo mi to wychodziło.
Zacząłem wbijać się w niego coraz mocniej. Złapałem jego penisa i zsynchronizowałem
ruchy.
Teraz
już krzyczałem. Było mi aż za dobrze.
-Właśnie tak, skarbie. Krzycz jak ci dobrze. Niech ci zazdroszczą.
Krzyknąłem
głośniej. Zacisnąłem się na członku chłopaka.
Nie długo dojdzie. Mi też niewiele brakuje. Zacząłem głębiej w niego
wchodzić.
Nie
wytrzymałem już długo. Doszedłem brudząc jego i siebie.
Kilka pchnięć i doszedłem. Wyszedłem z niego i położyłem się obok.
Ułożyłem
głowę na jego ramieniu. Oddychałem ciężko.
_______________________________________________
No i przekroczyliśmy 1000 wejść! Co do Larry'ego już się piszę. I chciałam podziękować @girl_lovesdraco o mały zawał. Nigdy więcej czytania komentarzy zanim w nie nie wejdę.
Oops hahahahaha zawsze do usług skarbie :) xx co do rozdziału to jest zajebisty *,* nie mogę się doczekać nowego
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
kurwa, zajebisty
OdpowiedzUsuńjak na mój wyszukany język dwa powyższe słowa najlepiej oddają moje odczucia, cnie @xXxLouehxXx