wtorek, 13 maja 2014

Ziam XV

Zayn 
Liam
______________________________________________
Obudziłem się koło 11. Jutro Liam ma urodziny. Należałoby coś kupić.- Li, obudź się.
-Hmnm?- Przetarłem oczy.
- Nic. Chciałem pogadać.
Oparłem głowę o jego klatkę piersiową. - O czym?
- Temat zawsze się znajdzie.
-Jestem głodny. To temat?
-To idź sobie szybko coś zrób.
-Nie dam rady...
-Cokolwiek.
-Chodzić nie mogę!
-Wiem.
-Zayn...- Zamarudziłem.-  Okaż trochę skruchy, no.
-Skruchy? A co z tego będę miał?
-Co chcesz... Kurwa Zayn, jeść!
-Dobra dobra.- Wywróciłem oczami. Wygramoliłem się w łóżka. Wszedłem do kuchni. Zrobiłem mu jakieś śniadanie. Zrobiłem z tacą do pokoju. I to on miał być sługą. -Weźmiesz to.- Wyciągnąłem tabletkę.
-Muszę?
-A śniadanie musisz jeść?
-Daj mi to.- burknąłem niezadowolony.- Sobie nie pochodzę.
-A teraz jedz.- Zabrałem jeden talerz usadawiając się koło niego.
Bardzo szybko zjadłem całe śniadanie. –Dzięki.
-Nie ma za co.- Czekałem aż narkotyk zacznie działać.
Zacząłem mówić co mi przyszło do głowy. Po prostu poczułem nagłą potrzebę podzielić się ze światem swoimi jakże głębokimi przemyśleniami.
-Wolisz motory czy samochody?
-Motory są fajniejsze... ale nie umiem na nich jeździć... Głupie to.
-Jaki samochód ci się podoba?
- Ferrari... Ale czarne.- Odchyliłem głowę i wpatrzyłem się w sufit. Kolory migały mi przed oczami.
Ferrari. Czarne. Yhym. Teraz tylko jechać pozałatwiać. Kupić i już.
Nadal wgapiałem się w sufit. Słońce?
-Jak się czujesz?
-Zajebiście.-  Zaśmiałem się.
-To się cieszę.- Przyciągnąłem go do swej klatki piersiowej.
Wtuliłem się w niego, wdychając jego zapach.
Pocałowałem go w czoło.
Zacząłem pleść jakieś głupoty, które zresztą widziałem. Tęcze psy drzewa i takie tam.
Zaśmiałem się. Spojrzałem na zegarek.- Muszę iść.
Przytuliłem go mocniej.- Nie zostawiaj mniee.
-Muszę, skarbie.- Wstałem z łóżka.
-Ale Zayn...-  Zamarudziłem.
-Tak?
-Nie chcę zostać saaam.-  Ziewnąłem.
-Zawołać ci któregoś z chłopaków?
-I co ja niby z nimi zrobię?-  Karzę im złapać to coś za oknem? Głupia tabletka.
-Nie będziesz sam?
- I będą mi tu sterczeć i nic nie mówić, bo ja wcale nie chcę z nimi rozmawiać?
Westchnąłem.- Czemu mieli by nic nie mówić?
-Bo jak zaczną mówić to ja im będę musiał odpowiadać a ja nie chcę im odpowiadać, bo jeszcze nie wiem, ale coś wymyślę.
-Jak będzie niewygodny temat to ich olejesz, co?
-Niewygodne są fotele. Spałeś kiedyś w fotelu? Cały kręgosłup boli.
-Spałem. I zmieniasz temat. A teraz idę się ubrać.
-Ale...
-Ale?
- Ja nie chcę...- Kurwa, lubię te tabletki. Jakoś tak bardziej mówię niż myślę.
Wygodne.
-Czego nie chcesz?
-Żebyś jechał.
-Im szybciej pojadę tym szybciej wrócę. Chcesz coś ci załatwić, kupić?
-Jogurt chcę.- Stwierdziłem zrezygnowany.
-Smak?
-Truskawkowy.-  Powoli przetworzyłem fakty. Wziąłem poduszkę do ręki.- Sio! Jedź już!-   Rzuciłem w niego poduchą.
-Ej.- Odrzuciłem poduszkę.- Jadę już.- Ubrałem się i poszedłem do Nialla by miał oko na brązowookiego jak mnie nie będzie.
Przytuliłem się do poduszki i obrażony zakopałem się pod kołdrą mamrocząc oszczerstwa w stronę Zayna.
Sprzedałem towar. Kupiłem auto, zamówiłem tort. I później powie, że nie mam serca. Wróciłem do domu po 2 godzinach. Wszedłem do pokoju Liama.
Z łóżka sturlałem się na podłogę. Jest fajniejsza.
-Co ty robisz?- Jeszcze mu nie przeszło?
-Leżę.
-Ale czemu na podłodze?
-Bo łóżko mi się znudziło.
-A tyłek już nie boli? Masz swój jogurt.
-Boli.- Zachlipałem sztucznie. Wyciągnąłem łapkę po jogurt.
- Dostaniesz, ale nie tak szybko.- Cofnąłem rękę.
Podniosłem głowę i niezadowolony zmrużyłem oczy.
-Co się tak patrzysz? Do łóżka.
Wdrapałem się na łóżko wydając różne dźwięki z bólu.
Uśmiechnąłem się.- Trzymaj. Był Niall?
-Był. Albo nie. Nie wiem.- Przyjąłem jogurcik.- Długo cię nie było.
-Pij nie marudź. Jak nie wiesz czy ktoś tu wchodził?
-Nie zwróciłem uwagi... Jego się pytaj.- Zacząłem pić, oczywiście upaprałem się tym na brodzie.
-Uważaj na pościel. - Czy mi się zdaje czy się uwstecznił? Wyszedłem z pokoju kierując się do Nialla. Jego pokój był pusty. A tak zgłodniał. Faktycznie grzebał w lodówce. Podszedłem do niego po cichu i wystraszyłem. Biedak mleko rozlał. Następnie dostał opierdol, że nie był sprawdzić co z tym idiotą z obolałym tyłkiem.
Dopiłem, wytarłem się w tył poduszki i odstawiłem opakowanie.
Akurat wszedłem do pokoju.- Ja tego prał nie będę. Idź do łazienki się umyć z tego.
-Iść? Przykro mi funkcja luksusowa niedostępna do jutrzejszego poranka.
-Radzę ci zapierdalać. Jeść, pić mogę przynosić ale w łóżko lał nie będziesz i smarował go jogurtami.
Baaaaaaaaaaaaardzo niezadowolony ruszyłem w stronę łazienki. Chyba nie muszę wspominać o jękach bólu jakie temu towarzyszyły. A w połowie drogi poczułem stróżkę krwi spływającą po nogach. Pięknie.
Jęczy jak baba. Wziąłem go na ręce i zaniosłem do łazienki.
-No co ja poradzę że boli?- Zmyłem z siebie resztki jogurtu.
Wlałem mu do wanny wodę.- Właź.
Ściągnąłem bokserki i krzywiąc się przy wchodzeniu wlazłem do wanny.
-Kaczusie chcesz? Dalej myj się i po sprawie.
Szybko się namydliłem i spłukałem pianę.
Podałem mu ręcznik.
Wstałem, znowu się krzywiąc i wytarłem. Wyszedłem z wanny.
Wziąłem go na ręce i zmierzałem ku jego azylu. Niestety musiał napatoczyć sie Lou.
Tak się cieszę że jestem zmuszony spotykać ludzi, których nie chcę spotykać, nago.
-O książę nosi sługę.- Zacmokał. - Dzień dobroci dla brązowookich, a nienawiści do niebieskich paczałek. Ups. Narażasz się.- Wyciągnąłem go.
Gdy go mijaliśmy prychnąłem coś obraźliwego o gumochłonach.
Weszliśmy do pokoju.- Co mówiłeś do Louisa?
-Że jest głupim gumochłonem.
-Czym?
- Gumochłon. Nie wiem co to.
Zaśmiałem się.- Nie lubisz go?
-Za często na nas wpada.-Prychnąłem.
-No tu mieszka. Nic dziwnego.
-Reszta na nas nie wpada.
Też racja.- Sugerujesz, że robi to specjalnie?
-Sugeruję.
-Może. On... chyba wiem czemu tak robi.
-Czemu?
-Myśli, że się zakochałem. Nie często ktoś zostaje dłużej niż noc.
- Mówiłem, że jest idiotą. Mam się czuć wyróżniony z tego powodu?
-Czuj się jak chcesz. Nie często ktoś widzi jak zabijam.
- I kolejny zaszczyt jaki mi przypadł.- Zaśmiałem się.
Może się już zamknę.
-Bardzo jestem ciężki? - I niech mi ktoś teraz powie że nie zachowuję się jak baba. Bycie bi z pewnością mi nie służy.
-Jak słoń. Może sprzedam cię do zoo?
-Ty też się nadajesz.- Wyszczerzyłem zęby.
-Nie zaczynaj. Chyba nie chcesz trafić do prosektorium.
- Nie mam nic do prosektorium, ale tutaj podoba mi się bardziej.
-Szczególnie, że masz możliwość patrzenia na mnie.
-Jeden z powodów.- Przyznałem.
-Z takim wyglądem musisz czuć się źle przy mnie.
- Wredny. Czuję się całkiem dobrze, aż tak źle nie wyglądam.
-Oj no wiem. Ale do mnie ci daleko.- Puściłem oczko.
- Tak, tak.- Zachichotałem.
-A mogłem zostać modelem.- Westchnąłem cicho.
-Mniejsza kasa. I dieta.
-Żadna dieta. Jestem perfekcyjny. Kasa może i mniejsza, ale ciebie moje finanse nie powinny interesować.
-Perfekcyjny niczym perfekcyjna pani domu.
-Jestem od niej lepszy.
-Ta, już sobie ciebie wyobrażam w takim fartuszku.
-Bardzo seksownie wyglądam?
- Niestety jesteś z tych, na których nawet strój klauna wygląda zajebiście.
-Muzyka dla mych uszu. Kontynuuj.
- Chciałbyś.
-Tak jak ty chciałbyś takiego chłopaka.
- Ta, pomijając wszystkie twoje wady...
-Niby jakie?
-Mordujesz ludzi, jesteś wredny, taki trochę z ciebie narcyz, nieprzewidywalny jesteś i na dodatek pewnie nie wytrzymałbyś długo z jedną osobą? Oraz tryniliard innych.
-Wytrzymałbym.- Mruknąłem niezadowolony z tego stwierdzenia.- Nie zabijam ot tak sobie. Z porywczością mogę się zgodzić.
-Jakoś nie chce mi się wierzyć w to pierwsze.
-Jeśli będzie dobra w łóżku. Tyle się liczy.
- Hmph. Jak uważasz.
-A ty uważasz, że seks się nie liczy tak?
-Liczy się, ale nie chodzi tylko o to. Dość naiwny sposób myślenia, wiem o tym.
-Jeszcze wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia i kupidyna.
- Jak już mówiłem zdaję sobie sprawę z tego jak naiwne i głupie, nie musisz mnie uświadamiać. Nie, nie wierzę w takie rzeczy.
-Yhym. To kiedy się zakochujesz?
-Nie wiem. Zależy od osoby.
-A ja?- Mruknąłem mu do ucha.
Odsunąłem od niego głowę.
-Odpowiedź.
-Nie chcę.
-Ja chcę.
-To pierwszy raz w życiu, w którym nie dostaniesz tego czego chcesz?
-Odpowiedz. Nie chcesz bym się zdenerwował.
-Wiadomo, mimo wszystko lubię ten padół łez, a denerwowanie ciebie kończy się na cmentarzu.- Prychnąłem.
-Mniej więcej. To?
-Daj spokój.
-Czemu?
- Bo nie chcę ci odpowiadać?
-A ja chcę to usłyszeć.
-A co dokładnie chcesz usłyszeć?- Prchy.
-Odpowiedź na moje pytanie, skarbie.
-Nie mów do mnie skarbie.
-Znowu zaczynasz? Odpowiedz i będzie po sprawie.
-A mogę odpowiedzieć że nie wiem?
-Masz odpowiedzieć tak jak czujesz. Więc raczej, nie?
- Nie o to chodzi... Po prostu nie jestem pewny... Nie myślałem o tym.
-I nie można było tak od razu?- Mam cel: rozkochać go w sobie. Nie może być to aż tak trudne prawda?
Wzruszyłem ramionami. Byłem lekko zarumieniony.
-Znów się rumienisz.- Zaśmiałem się.
-Nnie prawda!
-Przecież widzę.

Spuściłem wzrok.

1 komentarz: