Zayn
Liam
_________________________________________
Odwróciłem się, siadając po drugiej stronie wanny. Przyciągnąłem go
do siebie, usadziłem na klanach.- Obejmij mnie nogami wokół pasa.
Spełniłem
jego polecenie. Oparłem ręce o jego tors.
Oblizałem usta. Rękami jeździłem po jego plecach.
Poruszyłem
biodrami, ocierając się o jego przyrodzenie.
-Ah.- Sapnąłem. Zacząłem całować jego tors.
Powtarzałem
swoje ruchy. Westchnąłem czując jego usta na swojej skórze.
Przygryzłem jego sutek. Ręce zjechały na biodra i rysowały tam różne
wzroki.
Zajęczałem
z aprobatą. Nadal się poruszałem, chociaż zaczynało mnie to męczyć.
Byłem twardy.- Zajmij się tym.- Wskazałem na swojego penisa.
Wziąłem
jego męskość do ręki i zacząłem nią szybko poruszać.
Oparłem się o wannę, głowę odchylając w tył. Poszukałem korka, by
wypuścić wodę.
Drugą
łapką zacząłem robić sobie dobrze. Pojękiwałem cicho.
-Ty później.- Zabrałem jego rękę z jego penisa.
Zacząłem
ssać i przygryzać jego sutki. Pamiętając o tym, że jakiekolwiek malinki,
ugryzienia i inne ślady są niepożądane, nawet nie ruszałem szyi.
Pociągnąłem go za włosy, odrywając od swojej skóry. Wpiłem się w
jego usta.
Skrzywiłem
się gdy pociągnął mnie za włosy. Łapczywie oddawałem jego pocałunek.
Odsunąłem się od niego minimalnie. Oblizałem swoje usta.- Weź go.
Posłusznie
wziąłem jego penisa do ust. Wkładałem go najgłębiej jak mogłem.
Wplatałem rękę w jego włosy.
Rękoma
zacząłem masować jego jądra. Usta mnie bolą.
-Mmm... dobra dziwka.
Zahaczyłem
zębem o jego przyrodzenie nieco mocniej niż powinienem. Nie jestem dziwką!
Syknąłem. Zabolało i wiem, że to było specjalnie! Pociągnąłem go za
włosy by zrównał twarz z moją.- Za takie coś musisz zapłacić. Wypnij się.
-Niewygodnie
klęczy się w wannie.- Zamarudziłem, ale odwróciłem się i wypiąłem. Ręce oparłem
o brzegi wanny.
- Co mnie to?- Wszedłem w niego szybko. Chuj, że jutro będzie
jęczał, że nie może chodzić. Od razu narzuciłem szybkie tępo.
Wrzasnąłem.
Bolało i to jak cholera. Łzy bólu napłynęły mi do oczu i zaczęły spływać po
policzkach.
Niech nie pierdoli, że go tak boli. Zrymowało mi się? Ah ta artystyczna
dusza. Rżnę go już któryś raz a on zachowuje się jakby był to pierwszy. Choć
jest fajnie ciasny jeszcze.
Ciężko
mi było złapać oddech. Starałem się hamować krzyki i prawie mi to wychodziło.
Boli. I chyba krwawię.
Zbliżał się koniec. Przypomniałem sobie, że nie mam gumki. Nie chcąc
by znów był tam brudny przeze mnie wyszedłem z niego.- Dokończ.
Musiałem
wyglądać żałośnie. Drżąc lekko zacząłem brać jego penisa do ust, dławiąc się
lekko. Po moich policzkach wciąż płynęły łzy.
Kilka jego ruchów i doszedłem. Uspokoiłem się i otarłem łzy z policzków
chłopaka.
Opadłem
na dno wanny. Trząsłem się lekko. Czułem jak z pomiędzy moich pośladków wypływa
krew. Fuck.
-Li?- Widząc go w takim stanie moje zdenerwowanie zniknęło i zastąpiło się w wyrzuty.
Nie
odpowiedziałem miałem gardło zdarte od krzyku. Podniosłem wzrok.
-Skarbie..- Przysunąłem się do niego. Wziąłem go w ramiona.
Oparłem
głowę o jego klatkę piersiową. Siorbnąłem nosem.
Gładziłem go po ramieniu.- Aż tak źle?
Skinąłem
głową. Bolało. Zresztą teraz też boli.
Wyszedłem z wanny. Wziąłem chłopaka na ręce i zaniosłem do łóżka. Wyciągnąłem
bokserki i ubrałem nas w nie. Następnie przeniosłem chłopaka na jego łóżko. Przykryłem
go i poszedłem zrobić herbatę. Po chwili znów byłem przy chłopaku wręczając mu
napój.
-Możesz
mi podłożyć poduszkę pod plecy?- Wychrypiałem. Siadanie w tej sytuacji do
najprzyjemniejszych by nie należało.
Wykonałem jego prośbę. A to on miał być moim sługą. - Coś jeszcze...
chcesz?
-Nie
trzeba.- Brzmię okropnie. Skrzywiłem się na sam dźwięk mojego głosu.
Pokiwałem głową na znak, że rozumiem. Odwróciłem się i skierowałem
ku drzwiom.
-Zostań.-
Poprosiłem cicho.
- Zaraz wrócę.- Jestem genialny! Właśnie dostałem olśnienia. Myślę, że
to pomoże mu trochę zapomnieć o bólu. Wszedłem do mojego pokoju i z szafki
nocnej wyciągnąłem tabletki. Wróciłem do Liama.- Weź.- Podałem mu LSD.
-Nie,
dzięki.- Obróciłem się posykując cicho.
-Weź. Myślę, że uśmierzy trochę ból.
-Wytrzymam.
Poza tym jeżeli będę się ruszać, a potem to przestanie działać, to będzie boleć
jeszcze bardziej.
-Przypilnuję byś się nie ruszał, a teraz bierz.
-Wytrzymam.-
Mruknąłem bez przekonania.
-Li.... weź. - Później mnie zabijesz. Ale co mogę, że głupio sie czuję.
Chyba przesadziłem.
-Nie
chcę.
-Na pewno?
-Na
pewno.
Sam wziąłem tabletkę i popiłem ją resztkami herbaty chłopaka.
Ułożyłem
się wygodniej.
Wiesz, Lou to pewnie teraz się śmieje z nas.
Dziwne, że jeszcze tu nie przyszedł.
-Niech
zdycha.- Burknąłem. Jeszcze tego mi tu brakuje.
- Ej! On jest mi potrzebny.
-To
niech idzie być potrzebny gdzieś daleko.
Wywróciłem oczami.- Kłujesz, skarbie. Na pewno nie chcesz tabletki?
Mi pomogła.
-Nie
chcę. Ty też mi idź z tą tabletką.- Jak
baba z okresem. Nawet krwawię.
Wstałem z łóżka.
Popatrzyłem
na niego zdziwiony.
-Chciałeś żebym poszedł.- Wywróciłem oczami.
-Tylko
tak powiedziałem.
-Tak tylko z tobą zwariuje.- Mruknąłem cicho.
-Porostu
połóż się koło mnie nie słuchaj jak będę mieć durne pomysły.
-Durne pomysły?
-Idź
sobie, daj mi jednak tą tabletkę, i taki inne.
-To drugie nie jest takie durne. Miałbym spokój.
-Rozumiesz
o co chodzi.
-Rozumiem, że lubisz czuć ból.- Nieco ciszej dodałem.- I, ,że
czuję się głupio.
-Nie
jestem masochistą.- Prychnąłem.- Mam rozumieć, że to coś na kształt przeprosin?
Jesteś Liamem z bolącą dupa bo twój pan tak jakby się nie
kontrolował i nie chcesz sobie ulżyć. Chyba w jakimś stopniu jesteś masochistą.
Jakich przeprosin?
Wywróciłem
oczami.- Żadnych, żadnych.- Zignorowałem
wcześniejszą część jego wypowiedzi.
Delikatnie położyłem mu się na kolanach.- Dobra, miej satysfakcję.
Tak jakby były.
Uśmiechnąłem
się..- Lubię twoje włosy.- Rzuciłem
nagle.
-Jesteś jedyną osobą, której pozwalam się nimi bawić i to lubię.- Uśmiechnąłem
się.
-Mogę?-
Delikatnie przeczesałem palcami jego włosy.
-Jasne.
Zacząłem
bawić się jego włosami. Delikatnie masowałem mu skórę głowy, przeczesywałem je,
przekładałem pomiędzy palcami...
Zamruczałem. Bardzo mi przyjemnie.
-Kicia.-
Zachichotałem nie przerywając swojej
zabawy.
-Lwiątko.- Poprawiłem go.
-Dobrze,
lwiątko.- Podrapałem go za uchem.
-Mrał? Jakkolwiek robi lwiątko.
-Pewnie
coś podobnego.- Wróciłem do bawienia się jego włosami.
- Lubię cie.
-Hmm?-
Spojrzałem na niego zaskoczony.
-Przeliterować?
-Rozumiem,
rozumiem. Zaskoczyło mnie to.
-Czemu?
-Usłyszeć
coś takiego z twoich ust... Wydawało mi się dość nierealne.
-Dzień dobroci dla obolałych.- Wzruszyłem ramionami.
-Mogę
być częściej obolały.- Rzuciłem niepewnie.-
Chociaż wolałbym nie.
- Czemu?
Nie
odpowiedziałem, zupełnie jakby pytanie nigdy nie padło.
-Czemu?- Powtórzyłem pytanie.
-Po
prostu lubię gdy tak mówisz.- Wymamrotałem ledwo słyszalnie.
- Każdy z nas coś widać lubi.
-
I dobrze.- Szkoda, że nie ma trochę dłuższych włosów.
- Możemy zawrzeć umowę.
-Jaką?
- Czasami będę miły jak ty będziesz mi tak robił.- Wskazałem palcem
na głowę.
-Umowa
stoi. Chociaż podejrzewam, że będzie to bardzo rzadko.- Westchnąłem.
- Zobaczymy. I tak mam do ciebie słabość.
-
Mogę mieć nadzieję.- Ziewnąłem.
-Boli jeszcze?
-Boli.
Ale to nic. Chociaż jutro naprawdę nie będę mógł chodzić.
- Będę cię nosił. A teraz chcę buziaka!
Przyciągnąłem
go bliżej siebie i pocałowałem. Powoli, bez żadnego pośpiechu.
Przejechałem językiem po jego dolnej wardze.
Zarzuciłem
ręce na jego plecy.
Gładziłem jego tors. Wślizgnąłem się językiem do jego ust. Masowałem
od środka policzki i język.
Rozkoszowałem
się pocałunkiem. To chyba pierwszy raz gdy całujemy się tak... bez
podtekstu.
W końcu odsunąłem się od niego. Zaśmiałem się i znów ułożyłem na
jego kolanach.
Wróciłem
do zabawy jego włosami.- Miękkie.- Powiedziałem bardziej do siebie niż do niego.
-Też je uwielbiam. Raz, gdy ich dotknął miał złamaną rękę. Moje
włosy, moja świętość.
-
Ja nie muszę się tego obawiać? - Upewnić się nie zaszkodzi.
-Niee. Mówiłem. Tylko ty możesz. A teraz czuj się zajebiście.
-
Czuję się zaszczycony.- Zachichotałem.
- I bardzo dobrze.
-A
nie mówiłem? Pan i władca wszechświata.
-Co mówiłeś? I ograniczmy się do Londynu, skarbie.
-
Jestem sługa władcy Londynu. Mam to uznać za awans społeczny?
- Uznaj to jak chcesz. Będąc przy mnie jesteś też narażony.
-Nie
pozwolisz żeby coś mi się stało.
-Skąd ta pewność?
-Sam
powiedziałeś że mnie lubisz. A nawet jeżeli mnie nie ochronisz to mi tego nie
mów. Będę się czuć bezpieczniej.
I jak tu wybrnąć?- Ale nie zawszę muszę chcieć cie bronić.
-Rozumiem.
Ale nic już nie mów w tym temacie.
-Czemuuu?
-Aż
tak ci zależy żebym zaczął bać się własnego cienia?
-Mały, kruchy Liam skaczący ze strachy na najmniejszy dźwięk?
Mogłoby być zabawnie.
-Nie
jestem mały!- Zaprzeczyłem.
-Aż tak mały nie jesteś.- Odwróciłem głowę i teraz patrzałem na
kołdrę, gdzie pod nią znajdował się jego penis.
-Zboczeniec.-
Pacnąłem go lekko w głowę.
-Nie przeszkadza ci to.
Odwróciłem
głowę nie chcąc przyznać mu racji.
-Oj zarumieniłeś się! Słoodkie.
-Nnie
prawda!
-Mów co chcesz, słodki. O mam nowe przezwisko. Ha!
Nawet
nie protestowałem.- Spać mi się chce.
-To dalej. Pod kołderkę, gasimy i śpimy.
Poprawiłem
się pojękując z bólu i okryłem lepiej kołdrą.
Wstałem z łóżka. Skierowałem się do wyjścia.- Dobranoc.
-
Zostań ze mną aż zasnę.- Poprosiłem cicho.
Położyłem się znów na łóżku. Tym razem obok niego. Przykryłem się kołdrą.
-Dziękuję.- Położyłem się tak, że się do niego nie
przytulałem, ale przylegałem do jego ciał
-Nie ma za co, słodki.
Przymknąłem
powieki.- Dobranoc.
Trochę męczyłem się z zaśnięciem. Po jakimś czasie odpłynąłem.
Spałem
głęboko. Byłem wykończony.
_________________________________________
Jaki zły Zayn. I biedny Li, taki bolały.
Bardzo fajny rozdział :)
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
idealny, napisałabym więcej, ale nie mam siły, weny kotku @xXxLouehxXx
OdpowiedzUsuńŚwietny Xx
OdpowiedzUsuń@fallensoul19