Zayn
Liam
______________________________________
-" Mój chłopak"?
Wzruszyłem ramionami.- A co miałem powiedzieć?
-Kolega? Lub po prostu to jest Zayn?
Wywróciłem oczami.- Nie chce mi się wszystkiego tłumaczyć.- Rzuciłem się do tyłu.
-Chciałbyś bym nim był prawda? Kto by nie chciał tak seksownego chłopaka?
-Nawet o tym nie myślałem.- Burknąłem.- A że ty tak to zupełnie inna historia...
-Ja? To ty rozpowiadasz, że jestem twoim chłopakiem. Przypomnę, że to już 2 raz.
-Samo wyszło.- Przeturlałem się na brzuch.
-Cokolwiek.- Czyli jeszcze mam się męczyć?
-Ale masz problemy.
-Problemy?
-Z tym, że nazwałem cie swoim chłopakiem.- Westchnąłem.
-Jakiś muszę mieć.
-Ja nie mam.
-Jesteś inny. Zaraz będę miał problem z twoim ojcem. Wspólny obiad.
-Ts, ojciec raczej się nie przypałęta dopóki nie odjedziemy, a potem będzie udawał że nic się nie wydarzyło. Matka cię męczyć raczej nie będzie, za siostry ręczyć nie mogę.
-A chciałem ojca. Było by zabawnie.
-Dużo gada, ale to typ, który woli ponarzekać na kanapie przy piwku niż zrobić cokolwiek.
-Dobrze wiedzieć. Ale teraz będzie nudno.
-A co ty, dzieciak, że się chwili ponudzić nie możesz?
-Nie, ale mogłoby być ciekawie.
-Może i tak- znów obróciłem się na plecy.
-Bomba by wybuchła.- Zaśmiałem się. Chyba polubię tu przyjeżdżać.
-Heh, pewnie próbowałby mnie wydziedziczyć...
-Jeśli już o tym nie myśli.
-Myśli czy nie, matka mu nie pozwoli.
-A co tam masz zapisane? Może pobawię się w twojego chłopaka dłużej, co?
-Szczerze nie mam pojęcia. Ale Ruth strasznie chce dom, nawet bez mebli, więc raczej na pewno nie to.
-Dom mi nie potrzebny. Mój jest fajniejszy.
-Najprawdopodobniej kasę, ale jej też masz pod dostatkiem.
-Właśnie. Nie potrzebny mi jesteś.- Zrobiłem z palców pistolet. Wycelowałem w niego- Pu.
-Więc po co mnie jeszcze trzymasz?
- Nie najgorszy w łóżku jesteś i zawsze do dyspozycji.
-Miło. Te, ja twoją utrzymanką jestem.- Zacząłem się śmiać
-Chyba utrzymankiem. I ja też korzystam.
-Aj taam, szczegóły.
-Chcesz mogę cię nie karmić.
-Podziękuję.- Prychnąłem.
-Ja też. w końcu siły byś nie miał.
-A ty tylko o jednym.- Ostatecznie położyłem mu głowę na kolanach
-I co z tego?
-Erotoman.- Dźgnąłem go palcem w nos
-Bywa. -Do pokoju weszła Ruth. Wcześniej jednak zapukała.
-Obiad już gotowy.- Oznajmiła i wyszła.- Idziemy?
-Jasne.- Zwaliłem go z kolan.
Wzruszyłem ramionami.- A co miałem powiedzieć?
-Kolega? Lub po prostu to jest Zayn?
Wywróciłem oczami.- Nie chce mi się wszystkiego tłumaczyć.- Rzuciłem się do tyłu.
-Chciałbyś bym nim był prawda? Kto by nie chciał tak seksownego chłopaka?
-Nawet o tym nie myślałem.- Burknąłem.- A że ty tak to zupełnie inna historia...
-Ja? To ty rozpowiadasz, że jestem twoim chłopakiem. Przypomnę, że to już 2 raz.
-Samo wyszło.- Przeturlałem się na brzuch.
-Cokolwiek.- Czyli jeszcze mam się męczyć?
-Ale masz problemy.
-Problemy?
-Z tym, że nazwałem cie swoim chłopakiem.- Westchnąłem.
-Jakiś muszę mieć.
-Ja nie mam.
-Jesteś inny. Zaraz będę miał problem z twoim ojcem. Wspólny obiad.
-Ts, ojciec raczej się nie przypałęta dopóki nie odjedziemy, a potem będzie udawał że nic się nie wydarzyło. Matka cię męczyć raczej nie będzie, za siostry ręczyć nie mogę.
-A chciałem ojca. Było by zabawnie.
-Dużo gada, ale to typ, który woli ponarzekać na kanapie przy piwku niż zrobić cokolwiek.
-Dobrze wiedzieć. Ale teraz będzie nudno.
-A co ty, dzieciak, że się chwili ponudzić nie możesz?
-Nie, ale mogłoby być ciekawie.
-Może i tak- znów obróciłem się na plecy.
-Bomba by wybuchła.- Zaśmiałem się. Chyba polubię tu przyjeżdżać.
-Heh, pewnie próbowałby mnie wydziedziczyć...
-Jeśli już o tym nie myśli.
-Myśli czy nie, matka mu nie pozwoli.
-A co tam masz zapisane? Może pobawię się w twojego chłopaka dłużej, co?
-Szczerze nie mam pojęcia. Ale Ruth strasznie chce dom, nawet bez mebli, więc raczej na pewno nie to.
-Dom mi nie potrzebny. Mój jest fajniejszy.
-Najprawdopodobniej kasę, ale jej też masz pod dostatkiem.
-Właśnie. Nie potrzebny mi jesteś.- Zrobiłem z palców pistolet. Wycelowałem w niego- Pu.
-Więc po co mnie jeszcze trzymasz?
- Nie najgorszy w łóżku jesteś i zawsze do dyspozycji.
-Miło. Te, ja twoją utrzymanką jestem.- Zacząłem się śmiać
-Chyba utrzymankiem. I ja też korzystam.
-Aj taam, szczegóły.
-Chcesz mogę cię nie karmić.
-Podziękuję.- Prychnąłem.
-Ja też. w końcu siły byś nie miał.
-A ty tylko o jednym.- Ostatecznie położyłem mu głowę na kolanach
-I co z tego?
-Erotoman.- Dźgnąłem go palcem w nos
-Bywa. -Do pokoju weszła Ruth. Wcześniej jednak zapukała.
-Obiad już gotowy.- Oznajmiła i wyszła.- Idziemy?
-Jasne.- Zwaliłem go z kolan.
Spojrzałem
na niego zły i ruszyłem w stronę kuchni.
Wywróciłem oczami. Udałem się za nim do kuchni i zająłem miejsce przy stole obok chłopaka.
Nałożyłem sobie jedzenia i zacząłem wcinać.
Jedliśmy w ciszy. Na razie nikt mnie o nic nie pytał. A pana domu nie było. Szkoda.
Podejrzliwe dźgnąłem mięso na moim talerzu. W końcu nie wiem kto dziś gotował, a nie wszyscy w tym domu mają takie zdolności kulinarne by zagwarantować mi, że mięsko nie żyje i się nie poruszy.
Spojrzałem w kierunku Liama. Patrzył na talerz jakby miało jedzenie miało zwiać. Też mam się bać?
-Kto gotował?- Zapytałem ostrożnie. Ruth skinęła głową. Czyli jadalne.
Zmarszczyłem brwi. Czyli? Najwyżej się otruje.
Skonsumowałem swój obiad w błyskawicznym tempie.
Przez to, że niedawno jedliśmy zostawiłem 1/3 obiadu na talerzu.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wyszliśmy. W aucie zająłem miejsce pasażera.
-Teraz ci pokażę jak się jeździ.- Ruszyłem z piskiem opon.
-Tylko tak, żebym nie zwrócił obiadu.
-Nic nie obiecuje.- Zatrzymałem się przy najbliższym sklepie.
- Co kupujemy?- Przekrzywiłem głowę.
- Ty coś chciałeś. I ten olejek.
-A tak, rzeczywiście.- Otworzyłem drzwi do samochodu.
Wywróciłem oczami.- To dalej nie mam całego dnia.- Wszedłem do sklepu.
Podreptałem za nim. Ts, szkoda że obiecałem nie marudzić.
-To co chciałeś?
-Porncorn... znaczy się popcorn!
-To dalej.
Wpakowałem sporo popcornu do koszyka.- Poszukasz tych olejków?
-Nie za dużo? I czemu ja?
-Uważasz że reszt nie będzie próbowała się do tego dobrać? - Potrząsnąłem koszykiem.- Bo tak.
-Liczyłem na wieczór sam na sam z moim chłopakiem.
Prychnąłem cicho, ale odłożyłem znaczną część popcornu.
-Choć jest Niall.- Mruknąłem cicho.- Lepiej weź jeszcze kilka. I jakieś inne przekąski.
Wrzuciłem jedzenie z powrotem. Dołożyłem jeszcze jakieś chipsy, żelki i inne takie.-Zdecyduj się.
-Wybacz.- Objąłem go od tylu.
-Zayn! Ludzi patrzą!- Szepnąłem zaskoczony.
-Wstydzisz się swojego chłopaka? To chyba ja powinienem.- Jakby ktoś mnie z nim zobaczył teraz, mógłby to źle zrozumieć.
-Aale...- Zacząłem się plątać.
-Ale?
-Po prostu puść...- Mruknąłem zawstydzony.
-Nie.- Pocałowałem go w szyję.
-Zayn...- Zarumieniłem się.
-Liam.- Naśladowałem go.
Szturchnąłem go łokciem.
-O co ci chodzi znowu?
-Puść...Proszę?
Odwróciłem go twarzą do siebie.- A co z tego będę miał jak cię puszczę?
Spuściłem głowę, tak żeby nie było widać moich rumieńców.- A co chcesz...?
-Co oferujesz?
Zacisnąłem palce na jego koszulce i nic nie odpowiedziałem.
-Tak myślałem.
Spróbowałem się wyrwać.
Zacieśniłem uścisk.- Nic ci to nie da.
Spróbowałem ponownie.
Przyciągnąłem go bliżej siebie.- Nie rób scen.- Cmoknąłem go w czoło.
Oparłem głowę o jego tors, nadal jej nie podnosząc.
-A teraz bądź dobrym chłopakiem i leć po ten olejek.- Puściłem go.
Popędziłem szukać produktu, niemal potykając się o własne nogi.
Zaśmiałem się. Stałem w miejscu i czekałem na chłopaka.
Wróciłem po chwili z kilkoma buteleczkami.- Który?
-Nie znam się.
-Zapach wybierz.
Wywróciłem oczami. Udałem się za nim do kuchni i zająłem miejsce przy stole obok chłopaka.
Nałożyłem sobie jedzenia i zacząłem wcinać.
Jedliśmy w ciszy. Na razie nikt mnie o nic nie pytał. A pana domu nie było. Szkoda.
Podejrzliwe dźgnąłem mięso na moim talerzu. W końcu nie wiem kto dziś gotował, a nie wszyscy w tym domu mają takie zdolności kulinarne by zagwarantować mi, że mięsko nie żyje i się nie poruszy.
Spojrzałem w kierunku Liama. Patrzył na talerz jakby miało jedzenie miało zwiać. Też mam się bać?
-Kto gotował?- Zapytałem ostrożnie. Ruth skinęła głową. Czyli jadalne.
Zmarszczyłem brwi. Czyli? Najwyżej się otruje.
Skonsumowałem swój obiad w błyskawicznym tempie.
Przez to, że niedawno jedliśmy zostawiłem 1/3 obiadu na talerzu.
Pożegnaliśmy się ze wszystkimi i wyszliśmy. W aucie zająłem miejsce pasażera.
-Teraz ci pokażę jak się jeździ.- Ruszyłem z piskiem opon.
-Tylko tak, żebym nie zwrócił obiadu.
-Nic nie obiecuje.- Zatrzymałem się przy najbliższym sklepie.
- Co kupujemy?- Przekrzywiłem głowę.
- Ty coś chciałeś. I ten olejek.
-A tak, rzeczywiście.- Otworzyłem drzwi do samochodu.
Wywróciłem oczami.- To dalej nie mam całego dnia.- Wszedłem do sklepu.
Podreptałem za nim. Ts, szkoda że obiecałem nie marudzić.
-To co chciałeś?
-Porncorn... znaczy się popcorn!
-To dalej.
Wpakowałem sporo popcornu do koszyka.- Poszukasz tych olejków?
-Nie za dużo? I czemu ja?
-Uważasz że reszt nie będzie próbowała się do tego dobrać? - Potrząsnąłem koszykiem.- Bo tak.
-Liczyłem na wieczór sam na sam z moim chłopakiem.
Prychnąłem cicho, ale odłożyłem znaczną część popcornu.
-Choć jest Niall.- Mruknąłem cicho.- Lepiej weź jeszcze kilka. I jakieś inne przekąski.
Wrzuciłem jedzenie z powrotem. Dołożyłem jeszcze jakieś chipsy, żelki i inne takie.-Zdecyduj się.
-Wybacz.- Objąłem go od tylu.
-Zayn! Ludzi patrzą!- Szepnąłem zaskoczony.
-Wstydzisz się swojego chłopaka? To chyba ja powinienem.- Jakby ktoś mnie z nim zobaczył teraz, mógłby to źle zrozumieć.
-Aale...- Zacząłem się plątać.
-Ale?
-Po prostu puść...- Mruknąłem zawstydzony.
-Nie.- Pocałowałem go w szyję.
-Zayn...- Zarumieniłem się.
-Liam.- Naśladowałem go.
Szturchnąłem go łokciem.
-O co ci chodzi znowu?
-Puść...Proszę?
Odwróciłem go twarzą do siebie.- A co z tego będę miał jak cię puszczę?
Spuściłem głowę, tak żeby nie było widać moich rumieńców.- A co chcesz...?
-Co oferujesz?
Zacisnąłem palce na jego koszulce i nic nie odpowiedziałem.
-Tak myślałem.
Spróbowałem się wyrwać.
Zacieśniłem uścisk.- Nic ci to nie da.
Spróbowałem ponownie.
Przyciągnąłem go bliżej siebie.- Nie rób scen.- Cmoknąłem go w czoło.
Oparłem głowę o jego tors, nadal jej nie podnosząc.
-A teraz bądź dobrym chłopakiem i leć po ten olejek.- Puściłem go.
Popędziłem szukać produktu, niemal potykając się o własne nogi.
Zaśmiałem się. Stałem w miejscu i czekałem na chłopaka.
Wróciłem po chwili z kilkoma buteleczkami.- Który?
-Nie znam się.
-Zapach wybierz.
-A który będzie do mnie pasował? Jest waniliowy?
-Jest. Bierzemy waniliowy.- Podałem mu go i poleciałem odnieść resztę.
Przyglądałem się opakowaniu. Czekałem na Liama.
Wróciłem do chłopaka i
już we dwójkę ruszyliśmy do kasy.-Jest. Bierzemy waniliowy.- Podałem mu go i poleciałem odnieść resztę.
Przyglądałem się opakowaniu. Czekałem na Liama.
Zapłaciłem i ruszyłem do samochodu.- A co byś powiedział na niezapomnianą chwilę w aucie?
-Yyy...- On zawsze musi z czymś takim wyskoczyć.
-Czyli tak?- Przyparłem go do auta.
Ała. Skrzywiłem się- Nnie wiem...
-Jak można nie wiedzieć?- Wsiadłem do auta.
-Nnie wiem jak ja będę siadał!- Fuknąłem na niego.
- Musisz się w końcu przyzwyczaić.
-Nie wiesz jak to jest, więc się nie odzywaj.
-Nie wiesz czy nie wiem.- Ruszyłem szybko.
-Już ci mówiłem, nie wyglądasz na takiego co daje się zdominować.
-A przyjmijmy, że kilka lat temu dałem?
- Komu?- Spojrzałem na niego zaciekawiony.- Kilka lat temu...- Mruknąłem sam do siebie. Pewnie był słodszy.
-Twojemu ojcu.- Zaśmiałem się.
Prychnąłem- Wątpię żebyś był kiedykolwiek tak zjarany. I musiałbyś mieć worek na głowie.
-Co racja to racja. Wątpię by to on cię zrobił.
-Potraktuję to jako komplement.- Rozsiadłem się wygodniej.
-Nie na za co, skarbie.- Rozpędziłem pojazd jak najbardziej się dało.
-Musisz jechać tak szybko?- Jęknąłem.
-Nie podoba ci się? To po co chciałeś takie auto?
-Ja go nie chciałem.- Zaznaczyłem.- Co nie oznacza, że mi się nie podoba. Z chęcią je zatrzymam.- Dodałem szybko.
-Jak nie?- No tak nie pamięta.
-Mówiłem, że mi się podoba.- Prychnąłem.
Położyłem rękę na jego kolanie i zacząłem jeździć po jego nodze.
Drgnąłem i przysunąłem się bliżej szyby.
-Co ty taka cnotka?
-Mówię ci, że nie usiądę...
-Nawet po dotykać nie mogę.
-Ale potem ja będę chciał...
-Chciał? Kurząca propozycja.
-W sensie dokończyć... Uh....
-Zrozumiałem.- Skręciłem w boczną uliczkę. Zatrzymałem się.
Przygryzłem wargę.
Złapałem go za podbródek i pocałowałem.
Westchnąłem i zacząłem oddawać pocałunek.
Wplątałem dłoń w jego włosy. Drugą ręką przyciągnąłem go bliżej.
Było mi niewygodnie, skrzynie biegów wbijała mi się między żebra. Mimo tego nie przewałem pocałunku.
Złapałem go za krocze.
Jęknąłem mu w usta.
Odsunąłem się od niego.
Dyszałem jak po długim biegu. -Cco?
-Nic.
Przylgnąłem do niego z powrotem.
Odsunąłem go od siebie.
Miauknąłem niezadowolony.
-Co kociaku?
-Jeszcze...- Zrobiłem smutną minkę.
-Czy ja wiem.. A jak mi się zachce? Chodzić mówiłeś, że byś nie mógł.
-Będę chodził... Nawet jak ci się zachce jeszcze raz...
-Niee. Chyba, że....
-Że?
-Ja bym nie mógł.
Spojrzałem na niego powoli przetwarzając informacje.- Że niby ja... na górze?
-A chciałbyś?
-Chciałbym... Ale nie wiem czy czegoś nie spaprzę.- Z moimi zdolnościami wszystko możliwe.
-Zostaniesz poinstruowany. To chcesz Louisa czy Harry'ego?
Nieco zdezorientowany przechyliłem głowę.
-Chyba nie myślałeś, że serio będę na dole?
-Ts.- Odepchnąłem go, nawet jeżeli był dość daleko i przeniosłem się jak najbliżej szyby.
-Myślałeś.- Zacząłem się śmiać.- Wybacz, skarbie. Może kiedyś, jak będziesz grzeczny.
-Zobaczysz, znowu przestanę z tobą rozmawiać.
-Czemu?
-Bo jesteś wredny.
-Mówiłeś. Ale czemu teraz jestem wredny?
-Teraz już nie... Jedźmy już.
-Nie. Chciałeś kontynuować...
Przechyliłem głowę.- Chcę kontynuować.
-Tu czy z tylu?
- Z tyłu...- Będzie więcej miejsca... No i są przyciemniane szyby
Wysiadłem z auta i udałem się na tył.
Przetarabaniłem sie pomiędzy siedzeniami.
-No chodź tu do mnie.
Wdrapałem mu się na kolana.
-Grzeczny.- Wpiłem się w jego usta.
Namiętnie oddawałem pocałunek. Rękoma wodziłem po jego torsie.
Mruknąłem mu w usta.
Moje łapki wślizgnęły się pod jego koszulkę.
Złapałem go za tyłek przysuwając go do siebie.
Otarłem się o chłopaka.
Oderwałem się od niego. Usta przeniosłem na jego szyję.
Odchyliłem głowę dając mu lepszy dostęp. Westchnąłem cicho.
Ścisnąłem jego tyłek zasysając się na jego szyi.
Jęknąłem i wypchnąłem biodra do góry. Objąłem szyję Zayna rękoma.
Zdjąłem jego koszulkę i obcałowywałem tors chłopaka.
Również próbowałem zdjąć mu koszulkę, ale... no nie wychodziło mi to najlepiej.
Zaśmiałem się w jego skórę. Odsunąłem się i sam pozbyłem się koszulki.
Głupia koszulka. Zacząłem się o niego ocierać.
Zacząłem odpinać jego spodnie.
Zadowolony podniosłem
się trochę, chcąc ułatwić mu zadanie.Nieco zdezorientowany przechyliłem głowę.
-Chyba nie myślałeś, że serio będę na dole?
-Ts.- Odepchnąłem go, nawet jeżeli był dość daleko i przeniosłem się jak najbliżej szyby.
-Myślałeś.- Zacząłem się śmiać.- Wybacz, skarbie. Może kiedyś, jak będziesz grzeczny.
-Zobaczysz, znowu przestanę z tobą rozmawiać.
-Czemu?
-Bo jesteś wredny.
-Mówiłeś. Ale czemu teraz jestem wredny?
-Teraz już nie... Jedźmy już.
-Nie. Chciałeś kontynuować...
Przechyliłem głowę.- Chcę kontynuować.
-Tu czy z tylu?
- Z tyłu...- Będzie więcej miejsca... No i są przyciemniane szyby
Wysiadłem z auta i udałem się na tył.
Przetarabaniłem sie pomiędzy siedzeniami.
-No chodź tu do mnie.
Wdrapałem mu się na kolana.
-Grzeczny.- Wpiłem się w jego usta.
Namiętnie oddawałem pocałunek. Rękoma wodziłem po jego torsie.
Mruknąłem mu w usta.
Moje łapki wślizgnęły się pod jego koszulkę.
Złapałem go za tyłek przysuwając go do siebie.
Otarłem się o chłopaka.
Oderwałem się od niego. Usta przeniosłem na jego szyję.
Odchyliłem głowę dając mu lepszy dostęp. Westchnąłem cicho.
Ścisnąłem jego tyłek zasysając się na jego szyi.
Jęknąłem i wypchnąłem biodra do góry. Objąłem szyję Zayna rękoma.
Zdjąłem jego koszulkę i obcałowywałem tors chłopaka.
Również próbowałem zdjąć mu koszulkę, ale... no nie wychodziło mi to najlepiej.
Zaśmiałem się w jego skórę. Odsunąłem się i sam pozbyłem się koszulki.
Głupia koszulka. Zacząłem się o niego ocierać.
Zacząłem odpinać jego spodnie.
Zsunąłem mu trochę odzież. Masowałem jego penisa przez materiał bokserek.
Pojękiwałem czując jego dotyk. Rozpiąłem jego rozporek.
Odessałem się od niego.
Przejechałem palcem bo jego obojczyku.
-Chyba jednak mi się nie chce.
-Zayyn?- Jęknąłem prawie płaczliwie.
-Tak, skarbie?
-Zostawisz mnie tak?- Zrobiłem błagalną minę.
-Niby jak?
Prychnąłem.- Głupie pytanie.
-Wiem.- Zsunąłem go z kolan i złapałem za klamkę.
Chwyciłem go za rękę. - Zayn... Proszę...
Westchnąłem.- Czego się nie robi dla swojego chłopaka.- Zaakcentowałem ostatnie wyrazy.
-Będziesz mi to wypominał do końca życia...
_________________________________________
Przepraszam! Najpierw miałam problemy burzowo-prądowe, później mi się nie chciało, a wczoraj zdychałam. Wybaczycie?
Wybaczę jak szybko dokończysz tę scenę inaczej będzie foch 5ever :p
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział
@girl_lovesdraco
Właśnie! Wracaj i kończ tą scenkę, ale już! XD
OdpowiedzUsuń@fallensoul19