czwartek, 15 maja 2014

Ziam XVI

Zayn
Liam
______________________________________
I jakby tu się zachować? O wiem trzeba zachowywać się jak w tych głupich filmach. Nachyliłem się i go cmoknąłem w policzek.
Zaczerwieniłem się bardziej ale i jednocześnie zdziwiłem. - Zachowujesz się jak nie ty.
-Miałem być milszy czasami, nie?
-Nie myślałem że aż tak...
-Czyli... źle tak?
-Nie. To nie w twoim stylu i dlatego mnie to strasznie dziwi.
-Nie mój. Ale miałem być milszy. Obiecałem. A ja dotrzymuje obietnic.
Skinąłem głową.
-Ty też coś obiecałeś.
-Co? Nie pamiętam.
Wywróciłem oczami.- Serio? Włosy? Mówi coś?
- Zapomniało mi się.- Przeczesałem palcami jego włosy.
-Tak lepiej. - Usadowiłem głowę na jego kolanach.
Było mi niewygodnie, siedzenie w takim stanie do przyjemnych nie należało. Ale nic nie powiedziałem tylko z delikatnym uśmiechem na ustach zacząłem bawić się jego włosami.
-Lubisz imprezy?
-Lubię ale zazwyczaj nie piję... i kończę podtrzymując ludziom głowy nad klozetem i biegając z aspiryną rano.
-Oj to nie ze mną. Rzyganie jest dla frajerów. Trzeba mieć umiar.- Wyciągnąłem rękę i położyłem ją na jego policzku. Zacząłem kciukiem go masować.
- I dobrze. Nie lubię tego.
- A poza tym jakby to wyglądało bym wymiotował. Ja Zayn Malik.
-Ludzie by stali z telefonami i filmowali takie niezwykłe zjawisko.
-Nie. Ale nie wypada mi.
- Aż tak ci zależy na wizerunku?
-Nie. Ale czasami trzeba. I mózg mój musi być choć trochę trzeźwy jakby coś.
Uśmiechnąłem się.- Masz cudowne włosy.- Zmieniłem temat.
-Mówiłeś. Ale nie zaszkodzi jak powtórzysz mi o jeszcze kilka razy.
-Są miękkie. I mają ładny kolor. - Bawiłem się jego kłakami.- Gdyby były dłuższe mógłbym ci robić warkoczyki.- Zaśmiałem się na samą myśl.
-Myślisz, że bym ci pozwolił? Wyglądał bym okropnie. Nie jestem babą.
-Ale twoimi włoskami tak fajnie się bawi... Zaraz bym ci je rozplątał.
-Tak też jest dobrze.
- Mhm. Do jakiej szkoły chodzisz?
-Idiotycznej.
-A dokładniej?
-Artystyczne. Po co ci to?
- Tak się pytam. Artystyczne?
-Tak.
- Nie domyśliłbym się.
-Czemu?
- Jakoś tak... Nie kojarzysz się ze sztuką.
-Lubię malować. Graffiti moje życie.
-Ale na płótnie też malujesz? Na zajęciach.
-No. Raczej. Nie mogę się doczekać aż przyjdzie jakaś modelka lub model.
- A pokażesz mi kiedyś?
-To jest w szkole.
-Szkoda.- Lekko posmutniałem.
Dobrze, że nie wpadł na pomysł cóż mu teraz rysował.- W garażu rysowałem graffiti.-Wyruszyłem ramionami.
-Będę mógł zobaczyć?
-Jak będziesz mógł chodzić.
-Dobra.- Uśmiechnąłem się szeroko. Wiele mi do szczęścia nie potrzeba.
-Myślisz, że jutro będziesz mógł chodzić?
-Będzie bolało ale pewnie tak.
-To Jutro ci pokarze.- Z pięknie zaparkowanym nowym autkiem. Jezdem geniuszem.
-Dzięki.- Pogłaskałem go po głowie.
-Zaraz wracam. poczekaj.- Wyszedłem z pokoju. Poszedłem do chłopaków, powiedzieć co i jak. Trzeba to uczcić. Raz w roku ma sie urodziny. Wróciłem do Liama.- Tęskniłeś?
Położyłem się na łóżku, tak żeby było mi wygodnie.- Nie. Ale chodź tu.- Wyciągnąłem ręce w jego stronę.
Zrobiłem smutną minę. Wszedłem na łóżko i cmoknąłem go w czoło i zająłem swoje ulubione miejcie czyli jego kolana.
Nie skomentowałem, chociaż delikatnie się zarumieniłem. Co ja jakaś cnotka?! Głupie reakcje organizmu. Głupie. Wróciłem do zabawy włoskami chłopaka.
Zamruczałem.
-I znowu kicia... przepraszam, lew.
-Lubisz to.
- Nie zaprzeczam.
Uśmiechnąłem się. Zamknąłem oczy i delektowałem się jego dotykiem.
Delikatnie masowałem skórę jego głowy.
-Byłbyś świetnym masażystą.
-Nigdy o tym nie myślałem.- Uśmiech nie schodził mi z twarzy.
-A resztą ciała też się zajmiesz? Plecy mnie bolą.
-Mogę spróbować ale niczego nie obiecuję.
Zszedłem z jego kolan i położyłem się obok na brzuchu.- Zaczynaj.
Usiadłem tak żeby mieć jak najlepszy dostęp do jego pleców. Zacząłem póki co delikatnie masować jego plecy, żeby mniej więcej zorientować się w jaki sposób mam to robić, żebym przyniosło mu to najwięcej przyjemności.
-Czekaj.- Podniosłem się i zdjąłem koszulkę.- Możesz kontynuować.
Wróciłem do przerwanej czynności. Jego skóra była bardzo przyjemna w dotyku.
Czułem jego delikatny dotyk. Było fajnie. Jednak mam sługę.
-Nie masz może jakiegoś olejku? Byłoby mi łatwiej.
-Masuj nie marudź. Skąd mam mieć olejek?
-Nie wiem. Jak następnym razem będziemy w sklepie można by kupić.
-Kto powiedział, że jeszcze kiedyś powierzę ci moje plecy?
-Sam sobie tak wymyśliłem. Zawsze mogę przestać.
-Nie, masuj. Jak się sprawdzisz to kupimy.
Bardziej przyłożyłem się do tego co robiłem.
-Szyje jeszcze.
Przeniosłem ręce na jego kark.
-A wiesz, że nie tylko rączkami możesz masować?
-A nie wiem.- Prychnąłem.
-To się dowiedz. Dalej czekam.
Nieco zażenowany przyłożyłem usta do jego pleców. Głupie to.
-Chyba jednak kupimy ten olejek.
Uśmiechnąłem się zadowolony.
Odwróciłem się. Wyciągnąłem rękę, która umieściłem na jego policzku. Przyciągnąłem go do siebie i pocałowałem.
Nieco zaskoczony oddałem pocałunek.
Mruknąłem w jego usta.
Westchnąłem.
Odsunąłem go od siebie. Cmoknąłem jego nos. Dziwne to.
Zaśmiałem się.-To była zapłata za masaż?
-Możemy to tak nazwać. Mam nadzieję że wystarczająca.
- Wystarczająca- Przytaknąłem. Położyłem się wygodne na jego klatce piersiowej.
-Szkoda.- Oblałem go ramieniem.
- A co jeszcze chciałbyś mi dać?
-Następnego buziaka?
- Poproszę.
-Ale mówiłeś, że wystarczająco zapłaciłem.
- Zmieniłem zdanie.- Zaśmiałem się.
-Ja też. Wolałbym zapłacić komuś innemu. Na przykład tej z księgarni.
Nadąłem policzki.- Idiota.
-Nie jestem idiota.
-Ale zawsze robisz mi na złość. I jesteś wredny.
-Wybacz nie mogłem się powstrzymać.- Obróciłem sie i usiadłem na nim. Znów cmoknąłem go w usta.
-Głodny jestem.- Jakby na potwierdzenie moich słów zaburczało mi w brzuchu.
-Hazz zawoła jak zrobi obiad. Swoją drogą mógłbyś się z nimi zakolegować.
-Dobrze mamo.
-Nie mów do mnie mamo.
Zaśmiałem się.- Dlaczego?
-Bo sobie nie życzę?
- Tak, tak.- Popchnąłem go.- Złaź, ciężki jesteś.
-Nie.-Jeszcze bardziej do niego przylgnąłem.
-Jesteś ciężki, naprawdę.- Próbowałem go odepchnąć.
-A ty wygodny.
-Złaź!
-Nie.
-Zayn!
-Tak, skarbie?
-Złaź!
Wywróciłem oczami. Już miałem odpowiedzieć, gdy usłyszałem głos Harry'ego z dołu. Podszedłem po szafy i wyciągnąłem z niego jakieś ubrania. Rzuciłem je do chłopaka, a sam ubrałem swoją koszulkę.
Odetchnąłem z ulgą.-Nie lew, tylko słoń.- Ubrałem się szybko.
-Te mięsnie robią swoje. A teraz chodź.- Zeszliśmy na dół. Usiedliśmy przed czekającymi już talerzami z jedzeniem.
Jak kaczka podreptałem za nim. A siadając skrzywiłem się. Nigdy więcej czegoś takiego.
Kopnąłem go lekko pod stołem.
A spadaj ja z tobą nie gadam. Zabrałem się do jedzenia.
Dalej kopałem go pod stołem.
Oddałem mu kopnięcie.
Mocniej go kopnąłem i uśmiechnąłem sie delikatnie pod nosem.
Prychnąłem i oddałem mu tak samo mocno.
On serio jest jakiś głupi. Kopnąłem go jeszcze raz.
Spróbujmy inaczej. Zignorowałem.
Niby niechcący tak nabrałem jedzenie na widelec, że wypadło i uderzyło w Liama. Zrobiłem to po mistrzowsku.
Starłem jedzenie z twarzy.
Zaśmiałem się. Chłopaki zawtórowali mi.
Bardzo śmieszne. Naprawdę się uśmiałem. Idioci
Wziąłem od niego widelec, nałożyłem jedzenie i skierowałem do ust chłopaka.- Za Harry'ego.- Znów się zaśmiałem.
Zmrużyłem gniewnie oczy ale zjadłem. I on się dziwi że nazywam go swoją matką.
-Grzeczny. A teraz za Nialla.
Prychnąłem ale otworzyłem usta.
-I za Louisa.
Wywróciłem oczami. Oczywiście zjadłem bo co miałem zrobić?
-Lou? On cię tak lubi. Pokarmisz go?
Banda kretynów.- Wyobraź sobie że dam radę zjeść sam.- Ts, idiota.
-Przed chwilą nie umiałeś.
- Ale magicznym sposobem posiadłem tą umiejętność jakieś 15 sekund temu.
-A Lou chętnie cię pokarmi, prawda?
-Nie.
-To jedz bo wystygnie.
Zabrałem się za jedzenie.
Gdy skończyliśmy zaciągnąłem wszystkich do salonu.
Usiadłem sobie na brzegu kanapy.
-Zaczynaj Lou.- Wiedziałem, że chciał pomęczyć chłopaka.
Spojrzałem na nich zaciekawiony. O co im może chodzić?
Niebieskooki usiadł koło brązowookiego.- Jaki jest nasz Zayniee?- Spytał.
Odsunąłem się od niego prawie spadając z kanapy.- A idź mi z takimi pytaniami człowieku.
Zaśmiałem się.- No Li, jaki jestem?
-Wiesz gdybym miał porównanie...
-Czekaj.... Jesteś jego pierwszym?- Spytał mnie Tomlinson. Wyruszyłem ramionami.- Jego pytaj.
Wywróciłem oczami. – Tak.- Idiotyzm się tu szerzy widocznie.
-Może to zmienimy? Zayn pożyczysz mi go?- Po chwili Tommo oberwał poduszką od Hazzy.
I należało mu się. Ts, nie ma mowy.
-Twój chłopak chyba sie nie zgadza.- Udałem sie do góry.
Ja na górę nie ide! Schody tam są a tyłek mnie boli. Uh.
Po chwili wróciłem z fajkami na dół.
Błe. Usiadłem Inaczej na kanapie bo tak prawie spadałem.
Zaciągnąłem się kilka razy.

Usiadłem bardziej na kanapie, żeby z niej nie spaść.

3 komentarze: