niedziela, 11 maja 2014

Ziam XIV

Zayn
Liam
_________________________________________
Odwróciłem się, siadając po drugiej stronie wanny. Przyciągnąłem go do siebie, usadziłem na klanach.- Obejmij mnie nogami wokół pasa.
Spełniłem jego polecenie. Oparłem ręce o jego tors.
Oblizałem usta. Rękami jeździłem po jego plecach.
Poruszyłem biodrami, ocierając się o jego przyrodzenie.
-Ah.- Sapnąłem. Zacząłem całować jego tors.
Powtarzałem swoje ruchy. Westchnąłem czując jego usta na swojej skórze.
Przygryzłem jego sutek. Ręce zjechały na biodra i rysowały tam różne wzroki.
Zajęczałem z aprobatą. Nadal się poruszałem, chociaż zaczynało mnie to męczyć.
Byłem twardy.- Zajmij się tym.- Wskazałem na swojego penisa.
Wziąłem jego męskość do ręki i zacząłem nią szybko poruszać.
Oparłem się o wannę, głowę odchylając w tył. Poszukałem korka, by wypuścić wodę.
Drugą łapką zacząłem robić sobie dobrze. Pojękiwałem cicho.
-Ty później.- Zabrałem jego rękę z jego penisa.
Zacząłem ssać i przygryzać jego sutki. Pamiętając o tym, że jakiekolwiek malinki, ugryzienia i inne ślady są niepożądane, nawet nie ruszałem szyi.
Pociągnąłem go za włosy, odrywając od swojej skóry. Wpiłem się w jego usta.
Skrzywiłem się gdy pociągnął mnie za włosy. Łapczywie oddawałem jego pocałunek.
Odsunąłem się od niego minimalnie. Oblizałem swoje usta.- Weź go.
Posłusznie wziąłem jego penisa do ust. Wkładałem go najgłębiej jak mogłem.
Wplatałem rękę w jego włosy.
Rękoma zacząłem masować jego jądra. Usta mnie bolą.
-Mmm... dobra dziwka.
Zahaczyłem zębem o jego przyrodzenie nieco mocniej niż powinienem. Nie jestem dziwką!
Syknąłem. Zabolało i wiem, że to było specjalnie! Pociągnąłem go za włosy by zrównał twarz z moją.- Za takie coś musisz zapłacić. Wypnij się.
-Niewygodnie klęczy się w wannie.- Zamarudziłem, ale odwróciłem się i wypiąłem. Ręce oparłem o brzegi wanny.
- Co mnie to?- Wszedłem w niego szybko. Chuj, że jutro będzie jęczał, że nie może chodzić. Od razu narzuciłem szybkie tępo.
Wrzasnąłem. Bolało i to jak cholera. Łzy bólu napłynęły mi do oczu i zaczęły spływać po policzkach.
Niech nie pierdoli, że go tak boli. Zrymowało mi się? Ah ta artystyczna dusza. Rżnę go już któryś raz a on zachowuje się jakby był to pierwszy. Choć jest fajnie ciasny jeszcze.
Ciężko mi było złapać oddech. Starałem się hamować krzyki i prawie mi to wychodziło. Boli. I chyba krwawię.
Zbliżał się koniec. Przypomniałem sobie, że nie mam gumki. Nie chcąc by znów był tam brudny przeze mnie wyszedłem z niego.- Dokończ.
Musiałem wyglądać żałośnie. Drżąc lekko zacząłem brać jego penisa do ust, dławiąc się lekko. Po moich policzkach wciąż płynęły łzy.
Kilka jego ruchów i doszedłem. Uspokoiłem się i otarłem łzy z policzków chłopaka.
Opadłem na dno wanny. Trząsłem się lekko. Czułem jak z pomiędzy moich pośladków wypływa krew. Fuck.
-Li?- Widząc go w takim stanie moje zdenerwowanie zniknęło i zastąpiło się w wyrzuty. 
Nie odpowiedziałem miałem gardło zdarte od krzyku. Podniosłem wzrok.
-Skarbie..- Przysunąłem się do niego. Wziąłem go w ramiona.
Oparłem głowę o jego klatkę piersiową. Siorbnąłem nosem.
Gładziłem go po ramieniu.- Aż tak źle?
Skinąłem głową. Bolało. Zresztą teraz też boli.
Wyszedłem z wanny. Wziąłem chłopaka na ręce i zaniosłem do łóżka. Wyciągnąłem bokserki i ubrałem nas w nie. Następnie przeniosłem chłopaka na jego łóżko. Przykryłem go i poszedłem zrobić herbatę. Po chwili znów byłem przy chłopaku wręczając mu napój.
-Możesz mi podłożyć poduszkę pod plecy?- Wychrypiałem. Siadanie w tej sytuacji do najprzyjemniejszych by nie należało.
Wykonałem jego prośbę. A to on miał być moim sługą. - Coś jeszcze... chcesz?
-Nie trzeba.- Brzmię okropnie. Skrzywiłem się na sam dźwięk mojego głosu.
Pokiwałem głową na znak, że rozumiem. Odwróciłem się i skierowałem ku drzwiom.
-Zostań.- Poprosiłem cicho.
- Zaraz wrócę.- Jestem genialny! Właśnie dostałem olśnienia. Myślę, że to pomoże mu trochę zapomnieć o bólu. Wszedłem do mojego pokoju i z szafki nocnej wyciągnąłem tabletki. Wróciłem do Liama.- Weź.- Podałem mu LSD.
-Nie, dzięki.- Obróciłem się posykując cicho.
-Weź. Myślę, że uśmierzy trochę ból.
-Wytrzymam. Poza tym jeżeli będę się ruszać, a potem to przestanie działać, to będzie boleć jeszcze bardziej.
-Przypilnuję byś się nie ruszał, a teraz bierz.
-Wytrzymam.- Mruknąłem bez przekonania.
-Li.... weź. - Później mnie zabijesz. Ale co mogę, że głupio sie czuję. Chyba przesadziłem.
-Nie chcę.
-Na pewno?
-Na pewno.
Sam wziąłem tabletkę i popiłem ją resztkami herbaty chłopaka.
Ułożyłem się wygodniej.
Wiesz, Lou to pewnie teraz się śmieje z nas. Dziwne, że jeszcze tu nie przyszedł.
-Niech zdycha.- Burknąłem. Jeszcze tego mi tu brakuje.
- Ej! On jest mi potrzebny.
-To niech idzie być potrzebny gdzieś daleko.
Wywróciłem oczami.- Kłujesz, skarbie. Na pewno nie chcesz tabletki? Mi pomogła.
-Nie chcę. Ty też mi idź z tą tabletką.-  Jak baba z okresem. Nawet krwawię.
Wstałem z łóżka.
Popatrzyłem na niego zdziwiony.
-Chciałeś żebym poszedł.- Wywróciłem oczami.
-Tylko tak powiedziałem.
-Tak tylko z tobą zwariuje.- Mruknąłem cicho.
-Porostu połóż się koło mnie nie słuchaj jak będę mieć durne pomysły.
-Durne pomysły?
-Idź sobie, daj mi jednak tą tabletkę, i taki inne.
-To drugie nie jest takie durne. Miałbym spokój.
-Rozumiesz o co chodzi.
-Rozumiem, że lubisz czuć ból.- Nieco ciszej dodałem.- I, ,że czuję się głupio.
-Nie jestem masochistą.-  Prychnąłem.-  Mam rozumieć, że to coś na kształt przeprosin?
Jesteś Liamem z bolącą dupa bo twój pan tak jakby się nie kontrolował i nie chcesz sobie ulżyć. Chyba w jakimś stopniu jesteś masochistą. Jakich przeprosin?
Wywróciłem oczami.- Żadnych, żadnych.-  Zignorowałem wcześniejszą część jego wypowiedzi.
Delikatnie położyłem mu się na kolanach.- Dobra, miej satysfakcję. Tak jakby były.
Uśmiechnąłem się..- Lubię twoje włosy.-  Rzuciłem nagle.
-Jesteś jedyną osobą, której pozwalam się nimi bawić i to lubię.- Uśmiechnąłem się.
-Mogę?- Delikatnie przeczesałem palcami jego włosy.
-Jasne.
Zacząłem bawić się jego włosami. Delikatnie masowałem mu skórę głowy, przeczesywałem je, przekładałem pomiędzy palcami...
Zamruczałem. Bardzo mi przyjemnie.
-Kicia.-  Zachichotałem nie przerywając swojej zabawy.
-Lwiątko.- Poprawiłem go.
-Dobrze, lwiątko.- Podrapałem go za uchem.
-Mrał? Jakkolwiek robi lwiątko.
-Pewnie coś podobnego.- Wróciłem do bawienia się jego włosami.
- Lubię cie.
-Hmm?- Spojrzałem na niego zaskoczony.
-Przeliterować?
-Rozumiem, rozumiem. Zaskoczyło mnie to.
-Czemu?
-Usłyszeć coś takiego z twoich ust... Wydawało mi się dość nierealne.
-Dzień dobroci dla obolałych.- Wzruszyłem ramionami.
-Mogę być częściej obolały.- Rzuciłem niepewnie.-  Chociaż wolałbym nie.
- Czemu?
Nie odpowiedziałem, zupełnie jakby pytanie nigdy nie padło.
-Czemu?- Powtórzyłem pytanie.
-Po prostu lubię gdy tak mówisz.- Wymamrotałem ledwo słyszalnie.
- Każdy z nas coś widać lubi.
- I dobrze.- Szkoda, że nie ma trochę dłuższych włosów.
- Możemy zawrzeć umowę.
-Jaką?
- Czasami będę miły jak ty będziesz mi tak robił.- Wskazałem palcem na głowę.
-Umowa stoi. Chociaż podejrzewam, że będzie to bardzo rzadko.- Westchnąłem.
- Zobaczymy. I tak mam do ciebie słabość.
- Mogę mieć nadzieję.-  Ziewnąłem.
-Boli jeszcze?
-Boli. Ale to nic. Chociaż jutro naprawdę nie będę mógł chodzić.
- Będę cię nosił. A teraz chcę buziaka!
Przyciągnąłem go bliżej siebie i pocałowałem. Powoli, bez żadnego pośpiechu.
Przejechałem językiem po jego dolnej wardze.
Zarzuciłem ręce na jego plecy.
Gładziłem jego tors. Wślizgnąłem się językiem do jego ust. Masowałem od środka policzki i język.
Rozkoszowałem się pocałunkiem. To chyba pierwszy raz gdy całujemy się tak... bez
podtekstu.
W końcu odsunąłem się od niego. Zaśmiałem się i znów ułożyłem na jego kolanach.
Wróciłem do zabawy jego włosami.- Miękkie.- Powiedziałem bardziej do siebie niż do niego.
-Też je uwielbiam. Raz, gdy ich dotknął miał złamaną rękę. Moje włosy, moja świętość.
- Ja nie muszę się tego obawiać? - Upewnić się nie zaszkodzi.
-Niee. Mówiłem. Tylko ty możesz. A teraz czuj się zajebiście.
- Czuję się zaszczycony.- Zachichotałem.
- I bardzo dobrze.
-A nie mówiłem? Pan i władca wszechświata.
-Co mówiłeś? I ograniczmy się do Londynu, skarbie.
- Jestem sługa władcy Londynu. Mam to uznać za awans społeczny?
- Uznaj to jak chcesz. Będąc przy mnie jesteś też narażony.
-Nie pozwolisz żeby coś mi się stało.
-Skąd ta pewność?
-Sam powiedziałeś że mnie lubisz. A nawet jeżeli mnie nie ochronisz to mi tego nie mów. Będę się czuć bezpieczniej.
I jak tu wybrnąć?- Ale nie zawszę muszę chcieć cie bronić.
-Rozumiem. Ale nic już nie mów w tym temacie.
-Czemuuu?
-Aż tak ci zależy żebym zaczął bać się własnego cienia?
-Mały, kruchy Liam skaczący ze strachy na najmniejszy dźwięk? Mogłoby być zabawnie.
-Nie jestem mały!- Zaprzeczyłem.
-Aż tak mały nie jesteś.- Odwróciłem głowę i teraz patrzałem na kołdrę, gdzie pod nią znajdował się jego penis.
-Zboczeniec.- Pacnąłem go lekko w głowę.
-Nie przeszkadza ci to.
Odwróciłem głowę nie chcąc przyznać mu racji.
-Oj zarumieniłeś się! Słoodkie.
-Nnie prawda!
-Mów co chcesz, słodki. O mam nowe przezwisko. Ha!
Nawet nie protestowałem.- Spać mi się chce.
-To dalej. Pod kołderkę, gasimy i śpimy.
Poprawiłem się pojękując z bólu i okryłem lepiej kołdrą.
Wstałem z łóżka. Skierowałem się do wyjścia.- Dobranoc.
- Zostań ze mną aż zasnę.- Poprosiłem cicho.
Położyłem się znów na łóżku. Tym razem obok niego. Przykryłem się kołdrą.
-Dziękuję.-  Położyłem się tak, że się do niego nie przytulałem, ale przylegałem do jego ciał
-Nie ma za co, słodki.
Przymknąłem powieki.- Dobranoc.
Trochę męczyłem się z zaśnięciem. Po jakimś czasie odpłynąłem.

Spałem głęboko. Byłem wykończony.
_________________________________________
Jaki zły Zayn. I biedny Li, taki bolały. 

3 komentarze:

  1. Bardzo fajny rozdział :)
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  2. idealny, napisałabym więcej, ale nie mam siły, weny kotku @xXxLouehxXx

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny Xx
    @fallensoul19

    OdpowiedzUsuń