Zayn
Liam
____________________________________
-Chciałbyś. Gdzie tu jest łazienka? Nie chcę chodzić pół dnia cuchnąc.
- Mi bardziej przyda się prysznic. Cały się
lepię. Naprzeciwko.
Ruszyliśmy w wyznaczonym kierunku biorąc swoje
rzeczy.
Cały czas się krzywiłem i człapałem straaaasznie
wolno.
- Ostatnio lepiej chodziłeś.- Zauważyłem śmiejąc
się.
-Bo mniej bolało!- Sperma ściekała mi po udach.
- Dobra, dobra. -Wszedłem do kabiny.
Wpakowałem mu się pod prysznic.
Objąłem go od tyłu całując kark. - Gdyby nie
fakt, że się spieszymy i trochę jestem zmęczony, namawiałbym na kolejną rundę.
-Po kolejnym razie na pewno musiałbyś mnie nosić.
- Po kolejnym razie nie będziesz mógł wyzerować.
-Dobra.- Wzruszyłem ramionami.
- Ale mówiłem, że się spieszymy.
-Nie mówiłem o dzisiejszym. Przecież ja się po
czymś takim nie ruszę.- Zacząłem się myć.
- Mnie też umyjesz?
-Jasne- zacząłem go mydlić.- Zayn?
- Tak?
-Bo wiesz... Tam... tez muszę się jakoś umyć, a
ja…- Spojrzałem na niego bezradnie.
Zmarszczyłem brwi. - O co konkretnie chodzi?
-Nno...- Palant!- Powiedzmy... że to ty tam
nabrudziłeś...- Jak.To.Brzmi.
- Czekaj... - Jak ja nienawidzę gdy on się jąka.
- Mam cię umyć?
-A ja łudziłem się że nie jesteś idiotą... Tyłek
geniuszu. Cały mój tyłek jest zalany twoją spermą i nie mam pojęcia co z tym
zrobić.
- Mówię o tym przecież. - Wywróciłem oczami.
-To się wyrażaj jaśniej.- Prychnąłem.
- To ty stękasz jakbyś srał.
- Porównanie dokładnie na twoim poziomi
inteligencji.
- Nie przeginaj. - Ostrzegłem.
-Ta jest.- A problem się nie oddalił...
-To pomóc? Wiesz, tam umyć.
Skinąłem niepewnie głową,
-Odwróć się i wypnij.- Nie wiem czy mam dobry
pomysł bo nigdy nie miałem takiego problemu, ale spróbować można. Wziąłem słuchawkę od prysznica i nakierowałem
strumień na jego dziurę. Wsadziłem palce w jego odbyt. Powtórzyłem kilka razy
czynności. - Chyba może być.
Lekko drżałem. Przez to że niedawno to robiliśmy
byłem bardzo wrażliwy.- To jest sporo głębiej.- Stwierdziłem nieco zażenowany.
- Mam ci wsadzić to do tyłka? - Wywróciłem
oczami. Czy mi się wydaje czy przy nim ciągle to robię?
- Kurwa skąd mam wiedzieć?- Jeszcze w zeszyłem
tygodniu byłem hetero i nawet nie myślałem, że to się zmieni.
-Ja takich problemów nie miewam. Mówiłem, że nie mam gumek.
-Zayn... Bądź raz człowiekiem i mi pomóż!
- Po polanie miałeś i ci nie przeszkadzało.
-Odkręciłem wodę najmocniej jak się dało.
-Nie wiem... Widziałem dwugłowe sarny... Chwila.
Dosypałeś mi czegoś?
Ups.- Nie. - Zmień temat.
-Jakoś ci nie wierzę. Pięknie, teraz zdechnę
śmiercią głodową.
Hahaha a to było w herbacie. Jak się pomylił.-
Nie chcesz nie wierz. Soczek sprawił, że ci stanął to las sprawił, że widziałeś
dziwne sarny.
- To był dziwny soczek.- Burknąłem w odpowiedzi.
- Taa a ja wcale nie jestem gorący i wcale na
mnie nie lecisz.
-No może trochę...
I nadal uważa, że jest w 100% hetero. Biedne
dziecko. Wyszedłem z kabiny, wytarłem się i ubrałem.
-Czekaj na mnie!- Wypadłem za nim i wziąłem sobie
inny ręcznik.
- To się pospiesz bo dzień nam ucieka i nie zdążymy.
-Ja, her general.- Zacząłem zakładać na siebie
ciuchy.
Przejrzałem się w lustrze chcąc zobaczyć co z
włosami. Jednak moją uwagę przykuło coś wystającego zza koszulki. Była to
malinka? - Co to jest?! - Odwróciłem się do blondyna.
- Co ty masz zamiast mózgu? Śladowe ilości orzeszków
arachidowych?- Westchnąłem.- Malinka. Nie zadawaj głupich pytań.
- Widzę. - Warknąłem zły mrużąc oczy. - Co ona
robi na mnie?! Zapamiętaj: jeszcze jeden taki numer i twoje rzeczy stracą
właściciela.
- Nie drzyj się na mnie. To akurat nie moja wina.
- Nie? A niby kto mi to zrobił?
-A kto mnie naćpał?
- Sarny. Przez ciebie nie mogę się zabawić. Wiesz
co niektórzy myślą o oznaczeniu malinek? Wiesz?
-Nie wiedziałem, że jesteś sarną. A co jeżeli
również będę zgrywać debila i stwierdzę, że nie?
Złapałem go za szyję dusząc go. - Radzę nie
złościć mnie bardziej.
Zacząłem się szamotać. Czułem się jak ryba
wyciągnięta z wody. Miała być śmierć głodowa, zdechnę przez uduszenie.
Spojrzałem w jego oczy. Kurwa. Zabrałem rękę z
jego szyi i przejechałem nią po włosach. - Chodźmy.
Zacząłem łapczywie łapać powietrze.-Będę mieć
ślad.- Zamarudziłem, ale grzecznie i powolutku podreptałem za nim.
Wsiedliśmy do auta. Przez chwilę miałem ochotę go
zabić. Przez jebane malinki. No ale miałem powody. Malinka- oznaka
przynależności. To nawet ja wiem.
Skrzywiłem się gdy siadałem. Świetnie.
Ruszyłem. Skierowałem się w stronę centrum.
Oparłem się o szybę. Jestem strasznie zmęczony.
- Najpierw chcesz zjeść czy moje sprawy?-
Zapytałem odpalając papierosa.
-Jak chcesz.- Odparłem sennie.
Kierunek: sklep z farbami. Po chwili byliśmy na
miejscu. Zgasiłem fajkę, wysiadłem z samochodu i czekałem na chłopaka.
Wstałem krzywiąc się i wyszedłem z auta.
- Potrzebuje wałków, brązową farbę i tą taśmę.
-Mogę poszukać farby. Co i tak zajmie mi wieki.
- Chodź.- Podszedłem do kogoś z obsługi. Szliśmy
właśnie po farbę. - Jaśniejsza, ciemniejsza? Jak sądzisz, Li?
-Ciemniejsza.- Chociaż bordowy jest ładniejszy.
Taka moja mała refleksja na temat kolorów.
No
dobra. Ciemniejszy. Ale ile tego wziąć by starczyło? Zabrałem dwa opakowania.
Przyjechać zawsze można. Udałem się do kasy, patrząc przez ramię czy Liam
podąża za mną.
Dreptałem za nim, powolnie i jak kaczka. Boooli.
Zapłaciłem. Dałem chłopakowi reklamówkę z tymi
małymi bibelotami a sam niosłem te farby. Pracowity dzień dziś. Schowałem
wszystko do samochodu.
Wsiadłem do auta Pierdolę, idę spać.
- Możesz iść na tył.
Spojrzałem na niego z wdzięcznością i wgramoliłem
się na tylnie siedzenia. Ułożyłem się wygodnie. Od razu lepiej.
- To ja podjadę po meble a później obiad co?
Tylko.... jaki ich kolor? - Spojrzałem w lusterko.
-Jakiś jasny... kremowy? Grunt żeby nie były
białe.- Mruknąłem sennie i zamknąłem oczy, odpływając do krainy morfeusza.
Kremowy? To taki ni róż ni biel nie? Bo ja znam
całą paletę kolorów. Ten czarny jest szafirowy a ten niebieska czerń. Dobra to
wymyśliłem. Ale czy tak nie jest? 18657 określeń na zielony, ja mam trzy.
Jasny, ciemny, zgniły. Najwyżej zapytam. Dojechałem do pierwszego napotkanego
meblowego. Załatwiłem co trzeba. Jutro po południu przywiozą. Mamy duuże łóżko, szafę, komodę, 2 szafki nocne i biurko.
Jak coś jeszcze to można domówić. A teraz jadło. Gdzie tu pojechać? Minąłem
jakąś restauracje. Czemu nie? Zaparkowałem na pobliskim parkingu. -Li jesteśmy,
obudź się.- Odwróciłem się i szturchnąłem.
- Jeszcze chwilę...- Mruknąłem i nieco zmieniłem
pozycję.
- I tak się tu dobrze nie wyśpisz. Zjemy,
pojedziemy do domu i będziesz miał caaałe łóżko dla siebie. Wstawaj.
Nieco ożywiony wyszedłem z auta wykrzywiając twarz w dziwnym grymasie.
- Co jest?
-Standardowe problemy z poruszaniem. Boli jak
cholera.
Objąłem go w pasie. - Sam chciałeś. Przejdzie.
Chodź. - Poprowadziłem go do wejścia.
-Powiedział człowiek, który zapewne nigdy nie był
na dole.- Podążyłem za nim.
- Kiedyś może pozwolę ci górować. I skąd niby
taka pewność? - Wypatrzyłem stolik w kącie i tam się udałem.
-Nie wyglądasz na takiego co daje się zdominować
byle komu.- Wzruszyłem ramionami.
- Właśnie. Ale skoro tak bardzo chcesz upewnić
mnie jak chodzi się z obolałą dupą to trudno. Może kiedyś.
Usiedliśmy przy stoliku.- Co zamawiamy?
- A co jest godnego uwagi Zayna Malika?
-Nie mam zielonego pojęcia ale ja to bym zjadł chińszczyznę.- Stwierdziłem
przeglądając menu.
- A ja bym zjadł... a weź mi coś zamów. Moje
kubki smakowe nie maja dziś wymagań.
- Zjedz chociaż raz coś co sam wybrałeś.-
Westchnąłem.
- Mi obojętnie co jem. Ważne, że nie chodzę
głodny. Ale.. - Zabrałem menu z rąk towarzysza.- ja chcę to udko z gęsi.
Kelnerka podeszła, złożyłem zamówienie dokładając
jeszcze coś do picia.
- Jak wrócimy pomożesz mi pomalować pokój?
-Spytałem gdy kelnerka odeszła.
-Możemy jutro?- Spać mi się chce.
- Jutro meble przyjadą. W nocy nie będziesz miał
co robić. Pomóż swojemu panu.
-Naprawdę jestem zmęczony.- Powiedziałem cicho. Jak się uprze to nie ma zmiłuj.
- A ja naprawdę nie chcę robić tego sam.-
Zerknąłem na kelnerkę, która niosła napoje. Uśmiechnąłem się do niej.
-Jutro... Proszę?
- Dziś. Nie odpuszczę? Chyba, że na noc chcesz
iść do Larry'ego.
- Dobra, ale do końca jutrzejszego dnia nie
ruszam się z łóżka.- Skapitulowałem, bo co miałem zrobić?
- Dobrze. - Wziąłem kilka łyków napoju.
-Masz ładne oczy.- Zauważyłem nagle.
____________________________________________
Tak więc przybywam z 10. Ktoś tęsknił? Mam nadzieję. Oczywiście liczę na komentarze.
Świetne :)
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
boski, kocham, ily @xXxLouehxXx
OdpowiedzUsuń