Zayn
Liam
_______________________________________________________________
- Z tamtą dziewczyną? Dziękuje nie.
- Niee. Tylko ze mną. - Zrobimy mu przyjemność. W
końcu taka była umowa.
Cała ta rozmowa była dziwna.- Może cię to zdziwi, ale przez tą rozmowę jakoś kompletnie strąciłem ochotę.
- Do wieczora cie najdzie. -Już ja się postaram. Najwyżej
wyjdzie jak ostatnio.
-Chciałbym to zobaczyć.
-Zobaczysz, zobaczysz.- Zaparkowałem pod domem. Wysiadłem
i wszedłem do domu. Zostawiłem klucze w koszyku.
Wyszedłem i podążyłem do domu.- Wątpię.
Wdrapałem się do mojego pokoju. -Tu jest laptop,
telewizor na dole. Wszystko jasne?
-Mhm.- Skinąłem głową. Pooglądam telewizje.
-Gdzie idziesz? -Spytałem widząc, że wychodzi.
-Coś obejrzeć. Może trafi się coś ciekawszego od
telenoweli?- Ruszyłem do salonu.
- Ja? -Dogoniłem go i złapałem za nadgarstek.
-Wszystko jest ciekawsze od telenoweli.- Stwierdziłem.
-Nie wiem. Nie oglądam takich gówien. -Zaciągnąłem
go do pokoju. - A ty o czymś zapomniałeś.
-Nie mam pojęcia o czym ty mówisz.
- A obróżka? -Spytałem machając nią.
A taką miałem nadzieję z zapomni. -Daj mi to...-
Za jakie grzechy ja się pytam?!
Oj ktoś tu jest niezadowolony. Heh. - No teraz pięknie.
Prychnąłem niezadowolony. -Nawet nie pytam czy
muszę. - Zrezygnowany ruszyłem do salonu.
- I dobrze. Bo musisz.
W tv nic nie było. Ugh. No ludzie, no. Wróciłem
do pokoju.
Leżałem na łóżku. - Co już się stęskniłeś?
-W tv nic nie było. -Klapnąłem na łóżku.
- To co zamierzasz teraz robić, skarbie? - Taaa lubię
tak mówić skoro wiem, że go to denerwuje.
Zabije go. Zabije. -Nie mam pojęcia. Nie mów do
mnie skarbie!
- Ależ oczywiście, skarbie. To jak mam mówić?
-Yhh, Liam na przykład? - Jednak jestem idiotą.
- Nie. Widzisz zostajemy przy skarbie.
-Uh.- Nawet nie mam siły się z nim kłócić.
- A wracając skarbie.. - Włożyłem rękę pod jego bluzkę
i zacząłem jeździć.
Wzdrygnąłem się czując jego zimne palce. -Zayn...
- Tak? -Mruknąłem.
-Nnie rób tak...
-Czemu? -Zdziwiłem się.
-Bbo.. To...
- Mów. -Warknąłem zirytowany.
-Nno... krępujące...
- Krępujące? Co w tym krępującego?
-Wszystko!
-Zachowujesz się jakbyś nigdy z nikim nie spał. -Wywróciłem
oczami.
-Wiesz z facetem przespałem się raz i to w stanie
szoku pourazowego.
- Jakie niby miałeś urazy? Gość, którego zabiłem miał
uraz.
-No to szoku psychicznego... Jeden pies.
- A z dziewczyna? To to samo.
-Jest spora różnica.
- Ile razy spałeś z dziewczyna? -Dopytywałem.
-Mniej niż więcej?
- Li, okres się. Bo zacznę podejrzewać, że nigdy
nie uprawiałeś seksu. A jeśli nawet nie szkodzi. Nie będę się śmiał.
-W to ostatnie jakoś ciężko mi uwierzyć. No
niewiele razy. Bardzo niewiele. Wystarczy?
- Wystarczy. Choć tyle sam mogłem się domyślić. A
dziewczyn miałeś? -Pytałem dalej.
-Ze... trzy?
Nic nie odpowiedziałem tylko wpatrywałem się w ścianę.
Ściana taka ciekawa. Shh.
- Skąd jesteś? Urodziłeś się w Londynie?
-Wolverhampton. Przeprowadziłem się gdzieś z
sześć lat temu. A
ty?
- Z Bradford. - Taa bad
boy from Bradford.- Przeprowadziłem się w wieku z 10
lat.
-Dawno.- Stwierdziłem.
- Taa.
Nie wiedząc co powiedzieć położyłem się na łóżku.
- Li?- Powiedziałem wyciągając ramie.
-Hm?
- Chodź.
Przysunąłem się do niego.
Objąłem go. - Czemu się przeprowadziłeś?
-Ojciec zmienił pracę..- Oparłem głowę o jego
ramię. -Hej od kiedy... jakby to... Strzelasz do ludzi temu podobne?- Nie ma to
jak ładnie ująć pytanie -,-
- Jakoś jak miałem 16 lat.
-Znów długo.
- Tak wyszło. Spotkałem poprzedniego przywódcę
gangu i się zaczęło. A teraz ja dowodzę.
-Pewnie masz sporo na głowie. A ja ci
przeszkadzam.
- Harry, Lou i Niall mi pomagają. Nie wszystko
jest na mojej głowie, skarbie. A ty mi nie przeszkadzasz. A gdyby nawet to i
tak musisz tu siedzieć.
-Wiem.
- Choć z drugiej strony, nie poszedłbyś na psy,
nie? - Skoro na mnie leci...
-Nie mam najmniejszego zamiaru.
- To dobrze. -Dobrze myślałem. - A wrócić do
domu?
Westchnąłem ciężko. Wzruszyłem ramionami.- Nie
wiem. Nie myślałem o tym.
- Ok. Bo wiesz jutro mamy jechać po rzeczy. - Westchnąłem.-
Choć jesteś moim sługa i nie wiem czy mam cie puścić.
-Nie ucieknę. Obiecuję
- Nie chodzi o to. - Potarłem kark wolną ręką. -
Nie chce byś wracał do domu. Strącę sługę.
-Zawsze możesz mi przystawić pistolet do głowy.- Zauważyłem.- I wtedy
raczej na pewno nie będę mieć wyjścia.
- Fakt. - Czemu o tym zapomniałem? I po chuj daje
mu znak, ze może wrócić do domu?
Normalnie dać nobla za inteligencję.- Nie mów, że
zapomniałeś.
- Ja nigdy nie zapominam. Pamiętam tez, że zgodziłeś
się na coś.
Spaliłem buraka. Głupie wesołe miasteczko.
Rumieni się. Słodkie. Naprawdę. - A wieczór się zbliża.
Mam pozbyć się chłopaków? - Skoro wstydzi się jak go dotykam i nikogo nie ma to
chyba gdy będzie jęczał a chłopaki będę to słyszeli tym bardziej. I może będzie
chciał to odkręcić. Nie ma.
Z dwojga złego... Skinąłem głową.
- Mam nadzieje, że się wyspałeś w dzień. - Mruknąłem
mu do ucha a następnie polizałem za nim.
Zadrżałem..-Ttak.
- Cieszę się. - Chciałem jeszcze się trochę o nim
dowiedzieć, ale kompletnie nie wiedziałem o co mogę pytać i jak. Nawet trochę
to do mnie nie pasowało. Ja chcący dowiedzieć się kompletnie nie przydatnych
informacji.
Poruszyłem głową. Dzyń-dzyń! Cholerny dzwoneczek.
Zaśmiałem się. Ja i moje pomysły.
-Zayn?
- Tak, skarbie?
-Mogę to zdjąć? Głowa mnie boli od tego
dzwonienia.
Wyobraziłem sobie nasz seks i ten dzwoneczek. To
by było hmmm komiczne.- Możesz. Nie chce myśleć, że posuwam kota.
Zignorowałem końcówkę jego wypowiedzi.- Dzięki.-
Zdjąłem z siebie to cholerstwo. Dzieło szatana!
- Ale założysz to później. - Lubię jak się denerwuje.
Skrzywiłem się niezadowolony. Świetnie.
-Czekaj tu. -Wyszedłem. Udałem się do chłopaków
by się ich pozbyć. Następnie do kuchni.Wróciłem do pokoju z napojami. -Sok pomarańczowy,
skarbie.- Podałem mu szklankę. Sam zabrałem dla siebie piwo. Ułożyłem się by znów przytulić
chłopaka.
Uśmiechnąłem się.- Dziękuję.- Wziąłem od niego
szklankę i wypiłem kilka łyków.
- Chłopaki za chwilę powinni zniknąć. -Uśmiechnąłem
się. -Wiesz co to oznacza. - Znów zanurzę się w tobie i będę rżnął do rana.'
Pomyślałem.
Znów się zburaczyłem. Co ja poradzę, że na samą
myśl... no reaguje jak reaguję? To zawstydzające!
- Gorąco ci?
-Nie zadawaj głupich pytań...
- Wybacz. Wiem, ze to moja zasługa.
Spuściłem głowę. I nie będzie nic widać! Jestem
genialny.
-Ej.-
Podniosłem jego podbródek. - Nie ma tak.
Spróbowałem z powrotem opuścić głowę.
- Chodź ze mną. -Ruszyłem w kierunku balkonu.
-Po co?- Poszedłem za nim.
- Zapalić. -Wyciągnąłem paczkę i odpaliłem
jednego papierosa. –Chcesz? - Wyciągnąłem dłoń z fajka w stronę brązowookiego.
-Nie, dzięki.
- Jak chcesz. - Nie pije, nie pali, nie ćpa.
Wstydzi się seksu. - Nigdy nie paliłeś?
-Nie.- Oparłem się o barierkę.
- To spróbuj.- Kolejny raz wyciągnąłem dłoń w
jego kierunku.
Zaciągnąłem się. I niemal natychmiast się
rozkaszlałem.
- Nauczysz się. -Wyciągnąłem kolejnego papierosa,
podpaliłem go i zaciągnąłem się.
Obrzydlistwo.- Jakoś wolę nie.
- Za pierwszym razem nigdy nie smakuje. - Zaciągnąłem
się kolejny raz.
-Muszę?- Jęknąłem niezadowolony.
Tacy rożni. - Obróżkę ci odpuściłem.
Zrezygnowany zaciągnąłem się i zakaszlałem.
Spojrzałem na niego ukradkiem i uniosłem lekko kąciki
ust. Zauważyłem, że chłopaki wyszli z domu. Miło.
Błe.- A jak ładnie poproszę?
- Nic ci to nie da.
Westchnąłem i zaciągnąłem się jeszcze raz z
podobnym skutkiem jak poprzednio.
Skończyłem palić. Peta zgasiłem w popielniczce stojącej
na oknie. - Możesz przestać.
Nareszcie. Z rozpędu wywaliłem do cholerstwo do
nie wiadomo gdzie, czyli rzuciłem w dal.
-Jak mi sie dom podpali to cie zabije. - Powiedziałem.
Nigdy nie wiadomo, nie?
-Ale to poleciało daleko tam.- Wskazałem na widok
z balkonu.
- Oby. A teraz chodź. - Pociągnąłem go w kierunku
pokoju. Zamknąłem drzwi i rzuciłem chłopaka na łóżko.
__________________________________________________________
Tak znów zakończone w złym momencie, wiem.Jak będziecie ładnie komentować to następny wrzucę jutro.
Świetny, ale aaaaaaaaaa chcę już kolejną część ^.^
OdpowiedzUsuń@fallensoul19
Świetne (:
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
Ja też się zaliczam do komentujących?
OdpowiedzUsuńGiahahahah, Liam-podpalacz XDDDDD
w takim momencie?! robisz mi krzywdę ): @xXxLouehxXx
OdpowiedzUsuń