piątek, 25 kwietnia 2014

Ziam VI

Zayn
Liam
_________________________________________________________
-Ale wata...

Rozejrzałem się. - Myślisz, że chce to zrobić tu, na oczach wszystkich? -Zaśmiałem się. - Nikt nie ma prawa oglądać twojego ciała poza mną. Teraz chce zaliczkę.

-Jaką?- No szybciej no...

- To oczywiste.- Złapałem go w pasie przyciskając mocno do klatki piersiowej. Złączyłem nasze usta w pocałunku.

Grzecznie zacząłem oddawać pocałunek. Wato cukrowa nadchodzę!

Rozchyliłem językiem jego wargi. Wolną ręką przytrzymując jego kark. Pocałunek trwał długo. Czułem, że blondynowi pomału kończą się zasoby powietrza.

W pewnym momencie chciałem się odsunąć, bo brakowało mi tlenu. Ale Zayn trzymał mnie za kark i nie mogłem nic z tym zrobić.

Pościłem go wreszcie odsuwając się. Nie chcemy by się udusił prawda? Obiecał mi zabawę później. - Idź po tą watę. Ja idę sobie postrzelać. Przyjdź tam.

Dyszałem ciężko. - Dobra, ale pieniążki na watę.

-Ta racja. - Znów wyciągnąłem portfel. Dziwiło mnie, ze nie ma swojego banku kieszeniowego.Może zostawił u mnie? Dla mnie lepiej szczerze mówiąc.

Odebrałem pieniądze i ruszył po najlepsze jadło na ziemi. Gdy już je zakupiłem poszedłem szukać Zayna. Znalazłem, go dość szybko.- Jestem.

Usłyszałem głos chłopaka. Szybko mu poszło. Dopiero zapłaciłem. - Ok. -Strzeliłem raz. Środek. Drugi. Środek. Kolejne dwa strzały oddałem po czym zamknąłem oczy. -Patrz i się ucz. - Strzał. Otworzyłem oczy. Nabój znajdował się w najmniejszym kółeczku.

-Łaaał.- Przyglądałem mu się z uznaniem.

Odebrałem nagrodę. Misio. Taa teraz będę musiał go taszczyć. Oddaliliśmy się od budki. -Lata praktyki.

-Ale i tak super!

- To był niewielki poziom moich umiejętność. W tej dziedzinie. Inna poznasz wieczorem. Pamiętaj obiecałeś. -Choć i tak jestem jego panem. Mógłbym kazać mu zrobić loda ale coś za tą watę musiałem zyskać no nie?

-Mhm... Ale teraz jeszcze tam!- Wskazałem na inną niż wcześniej kolejkę.

- A jazdy ze mną się boisz. -Skomentowałem. Podałem mu pieniądze.

- Bo tam raczej na pewno nie zginę.- Ruszyłem w stronę kolejnej atrakcji.

- Też może się zdarzyć. -Mruknąłem, ale jego już nie było. W czasie kiedy Li bawił się na kolejce wpadła na mnie niezła dziewczyna. Zacząłem z nią flirtować.

Było świetnie. A gdy zszedłem zobaczyłem Zayna z jakąś dziewczyną. Momentalnie się we mnie zagotowało. Co ona sobie niby wyobraża?! Żeby z moim Zaynem... Wróć! Żadnym moim! Ugh. Irytująca. Podszedłem do nich i przytuliłem się do ramienia chłopaka.- Hej Zayn, kto to?- Uśmiechałem się, ale moje spojrzenie ciskało pioruny w stronę dziewczyny. Durna baba.

- To Emily. - Odpowiedziałem Liam'owi.

Dziwka.- Bardzo mi miło.- Zdechnij kurwo w rowie.

Dziewczyna uśmiechnęła się w jego stronę.-A on to?- Spytała.- Liam. Mój...

-chłopak.- Wpadłem mu w słowo. A spróbuj zaprzeczyć to nogi z dupy powyrywam. Nawet jak jesteś silniejszy, większy i masz broń.

Co? Spojrzałem na niego. Co on odwala? Chwilę porozmawiałem z dziewczyna, ale to już nie było to samo co zanim  przyszedł 'mój chłopak'. Gdy odeszła odwróciłem się do niego. Uniosłem brew.

I bardzo dobrze spierdalaj, wpadnij pod ciężarówkę, twoje zwłoki niech zjedzą kruki, a przechodnie zrobią sobie breloczki z twoich obrzydliwych gałek ocznych.- Czemu się tak na mnie patrzysz?

- Co to było? - Spytałem nieco zdenerwowanym tonem.

-Nie wiem o czym mówisz.- Taaaak udawanie głupiego jest najlepszym wyjściem.

- Dobrze wiesz. I nie udawaj głupiego.

-Z tym, że ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi...

- Nie denerwuj mnie! Co ci odbiło? Miałem szanse ja zaliczyć.

Przykro mi. Jeżeli ta suka ma choć odrobinę rozumu i już się powiesiła nie mogąc znieść swojej beznadziejności i krzywego ryja. Wzruszyłem ramionami.- Była irytująca.

- Wymieniłeś z nią dwa słowa. Po czym oznajmiłeś, że jestem twoim chłopakiem. Czym cię tak zirytowała hmm? A poza tym nawet jeśli była irytująca mogłeś sobie pójść.

-Wkurzała mnie już.- I była popierdoloną zdzirą co dało się wyczytać z samego wyrazu jej odrażającej mordy.

- Jaasne kurwa. Ale co mnie to obchodzi? Ja ją miałem zaliczać nie ty!

-Tak jakoś wyszło.- Ta, a poza tym to takiego czegoś można się jakimś syfem zarazić.

Złapałem jego podbródek. Skierowałem jego twarz tak by patrzał mi w oczy. - Tak jakoś wyszło? Wiesz, że ci nie wierze Li, prawda? Również wiesz, że... -Ściszyłem głos.- ...mogę coś ci zrobić. -Zacząłem mówić już normalnie. -Wiec mów, o co ci kurwa chodziło?!

-Nie wiem, no!- Kurwa jakbym wiedział to bym powiedział! Że mnie coś popierdoliło i zacząłem pałać nienawiścią do tego obklejonego tapetą oszczanego morświna to nie moja wina!

- Jasne. -Wywróciłem oczami. - Co myślałeś mówiąc to?

-Że ten babsztyl wkurwia mnie jak cholera.- Nieco innymi słowami no ale...

- A czemu cię wkurwiała? Rozmawiała ze mną. - Przez tego idiotę nie porucham.... Ale zaraz... Wata cukrowa. No Li dupsko będzie bolało bardziej niż dziś.

-Nie wiem. Ale wkurwiała mnie tym.

- Czym?

-No nie wiem! Może swoim pierdolonym istnieniem...

Wywróciłem oczami. - A może jesteś zazdrosny, co? - Uśmiechnąłem się cwaniacko.

Już miałem zaprzeczyć, ale zatrzymałem się w pół słowa. - Ty... wiesz, że to jest możliwe? - Powiedziałem niesamowicie skrępowany.

Hahahaha no nie wierze. -Mój Li. - Przytuliłem go i pocałowałem we włosy. Już ani trochę nie byłem zły. Choć szczerze? Czy w ogóle byłem. Bardziej bawiła mnie ta sytuacja, która stworzył Payne.

Było mi strasznie głupio. Nawet nie protestowałem gdy nazwał mnie ,, swoim Li''

- A tak się denerwowałeś jak nazywałem cię skarbem.- Uśmiechnąłem się. I komu nikt się nie oprze?

-To nadal jest denerwujące.

- Nie prawda.

-Prawda.

- Mmm skarbie, co chcesz robić dalej? Jechać do domu i się zabawić może? - Mruknąłem seksownie.

Zarumieniłem się. -A... mogę jeszcze jedną watę?

Tak słodko wyglądał. - No dobrze. -Wyciągnąłem portfel. Cholera same grube. Podreptałem i zamówiłem dwie waty cukrowe. Jedna podąłem chłopakowi. -Jeszcze te książki.

Grzecznie podziękowałem za przysmak.- Jak nie chce ci się dzisiaj jechać możemy załatwić to jutro.

- Skarbie jutro mamy jechać do ciebie. -Przypomniałem.

Zignorowałem skarba.- Czyli jedziemy do księgarni?

- Chyba, że chcesz jeszcze coś stad skarbie.

-Nie, możemy jechać.

- To chodź. Skarbie. - Zacząłem kierować się do samochodu. Szedłem bardzo blisko brązowookiego. Tak, że nasze ręce co chwile się ocierały.

Irytujące. Ale da się przyzwyczaić. -A ile mogę sobie tych książek wybrać?

- A ile ci potrzeba, skarbie? - No jeszcze nic?

Jeszcze jeden skarb i nie wytrzymam. I ta jego ręka. Dyndu w tą, dyndu w tamtą... Chwyciłem go za nią.-Przestań, bo to denerwuje. Kilka, maksymalnie z pięć, na dłuższy czas.

- Nie krepuj się możesz spleść palce by wszystkie panie wiedziały, że nie maja szans.

Prychnąłem i odwróciłem głowę zawstydzony, ale splotłem nasze palce.

- Ktoś tu jest zazdrosny. - Zaśmiałem się. Dochodziliśmy do auta. Wyciągnąłem kluczyki by go otworzyć.

-Nie prawda.- Mruknąłem cicho. Weszliśmy do auta i pojechaliśmy.

- Widzę właśnie.- Poklepałem go po nodze. Odpaliłem i z piskiem opon ruszyłem.

Dotarliśmy do księgarni. -Możesz tu zaczekać. Nie zejdzie mi długo.

- Niee pójdę z tobą, skarbie. Musze cię pilnować, nie?

-Przecież ci nie ucieknę. -Wsiadłem z auta.

- A bo ja cie wiem. Widziałeś ja zabijam. A może tez jestem zazdrosny? -Weszliśmy do księgarni.

-Nie musisz być zazdrosny. Nie masz o kogo.- Podszedłem do regałów i wybrałem kilka książek. Zeszło mi szybko.

- Wiem. Wolę cię pilnować.- Przy kasie była baardzo ładna dziewczyna. -Daj ja zapłacę. Idź do auta.

-Dobra.- Podałem mu książki i poszedłem do samochodu.

Podszedłem do kasy. Zapłaciłem i poflirtowałem z dziewczyna. Zabrałem od niej numer telefonu. Była ładna. Miała długie, brązowe włosy, oczy niebieskie, zgrabna.

Ile można płacić? Znudzony rozwaliłem się na siedzeniu.

Dalej flirtowałem z piękną Emily.

Wyszedłem z auta i wróciłem do sklepu. -Zayn, długo jeszcze?

Zwróciłem się w stronę drzwi skąd dochodził głos. -Taaa już idę. Wracaj do auta.

Spojrzałem na niego zirytowany. -Ta jes, kurwa.- Powlokłem się do samochodu.

Porozmawiałem jeszcze chwilę z dziewczyna. A później wróciłem do auta. Położyłem reklamówkę z książkami na kolanach chłopaka. -Proszę.

-Czemu tak długo? - Spojrzałem na niego obrażony.

- Był problem z kasa. - Odparłem.

-Grunt że już jesteś. Jedziemy?

- A tak naprawdę..... Zdobywałem numer tej dziewczyny. Niezła nie? -Odparłem włączając się do ruchu ulicznego.

Prychnąłem. -Niezła.- Niech się ta dziwka zadławi jak będzie połykała jakiemuś przydrożnemu menelowi. Czemu zawsze tak reaguję?

- Może wieczorem trójkącik co? -Przyśpieszyłem.

Zaczerwieniłem się. -Nie!

- Czemu? Podobała ci się. - Oo zarumienił się.

Wywróciłem oczami.- Nie podobała. Była ładna, ale nie w moim typie. - To znaczy takie zdziry z pod latarni jak ona nie są w moim typie. Tak dla wyjaśnienia.

- A jakie są?

-Wolę blondynki.- Wymyśliłem na poczekaniu.
- Tamta ci też się nie podobała. A była blondynką.- Przypomniałem.
 -Jak już ustaliliśmy, tamta była wkurwiająca.

-Wtedy byłeś zazdrosny. A poza tym nie musi ci się podobać nie?

-Nie chcę.

Wywróciłem oczami. - Ale ja chce. A ty jesteś moim sługą.

Spojrzałem na nie niego błagalnie. -Zayn ja zrobię wszystko co będziesz chciał, tylko proszę, nie trójkąt... ani inny wielokąt.

- Czemu? Przyznaj, chcesz mnie tylko dla siebie. - Zaśmiałem się.

Pokręciłem przecząco głową.

-Czyli trójkąt. Dziś. Z nią. Zobaczysz spodoba ci się.

-Zayn... proszę....

- Dobra sam się zabawie. Nie chcesz ok. Myślisz, że będzie dobra?- Spojrzałem na niego.

-Jesteś okropny.- Stwierdziłem wbijając spojrzenie w okno. Odechciało mi się z nim gadać.

- Okropny? Czemu tak twierdzisz? - Położyłem rękę na jego kolanie i zacząłem nią wędrować w górę. Baardzo wysoko.

Skrzywiłem się.- Zostaw.- Wywróciłem oczami.- Jestem pewien, że wiesz dlaczego tak uważam.

- Niee, nie wiem. - Dalej jeździłem po jego nodze. W górę i w dół. W górę i w dół.

-Jesteś wredny, macasz mnie wbrew woli i jeszcze wygadujesz takie rzeczy chociaż wiesz, że źle się z tym czuje.- Westchnąłem ciężko. I masz trymiliard innych wad. Dodałem w myślach.

- Źle? Nie rozumiem. Mówiłeś, ze nie chcesz mnie dla siebie przed chwila.
-Nie rób z siebie jeszcze większego idioty.-parsknąłEm.- Przecież doskonale wiesz... że chcę.Dodałem już ciszej.

- Chcesz? -Westchnąłem. - Za późno mówisz. Umówiłem się już z tą z księgarni.

-Wiem. I to jest kolejna rzecz przez którą jesteś okropny.

- I tak na mnie lecisz. -Uśmiechnąłem się.

-I nie uwierzysz jak tego żałuję.


- Wieczorem zmienisz zdanie skarbie.
____________________________________________________
Witam i o zdrowie pytam. Jak się podoba? Zazdrosny Liam >>>>>>>>>>>
Zrobiłam zakładkę "informowani" jeśli ktoś chce dołączyć do tego grona zapraszam. 
Proszę o pozostawienie komentarza:) 

3 komentarze:

  1. Ten rozdział zdecydowanie za szybko się skończył :( ale i tak jest boski *,* zazdrosny Liaś to słodki Liaś
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest dłuższy niż zwykle. Zgadzam się taki mraśny Liaś. I jak go nie kochać?

      Usuń