czwartek, 24 kwietnia 2014

Ziam V

Zayn
Liam
____________________________________________________________
Zaśmiałem się opadając na łóżko obok niego. Pistolet zabezpieczyłem i schowałem do szafki.
Pistolet schowany. I bardzo dobrze. Odwróciłem głowę w jego stronę.
-Co? -Spytałem ostro dalej patrząc w sufit.
-Nic.- Woooha, a temu co? Gdyby był kobietą to bym stwierdził, że mu hormony buzują. Ugh.
-Jak nic to się nie gap. Choć wiem jestem piękny. Imię nie wzięło się z niczego. -Odwróciłem się w jego stronę. - Oddaj mi swój telefon i posprzątaj rzeczy po wczorajszym.
Wstałem, zacząłem zbierać swoje ciuchy. Z kieszeni spodni wyjąłem telefon i podałem go Zayn'owi
-Grzeczny. Napisz jeszcze żeby cie nie szukali czy coś.
-Ta jest.- I może jeszcze frytki do tego? Wziąłem telefon i napisałem żeby mnie nie szukali, zasłaniając się durnymi wymówkami.
Schowałem jego telefon do szuflady zamykanej na klucz. -Zapomniałbym. Mam coś dla ciebie.
Jestem prawie pewny, że to nie będzie nic co mi się spodoba.- Co?
Wyciągnąłem z kieszeni paczuszkę z narkotykiem.
Ta, mogłem się domyślić.-Dzięki.- Prychnąłem niezadowolony.
-Wolisz gumki?
-I tak nie wiem co ze mną zrobisz jak będę na prochach.- Stwierdziłem.
-Wykorzystam cię. Choć z drugiej strony nie musisz brać.
-Szczerość przede wszystkim, co?
-A czemu miałbym kłamać? Nie jestem tobą.
-I całe szczęście. Wybacz, prezent śliczny ale raczej nie udany, podziękuje.
- Szczęście? Wolisz jak zabijam?
-Yyyyy... Muszę odpowiadać na to pytanie?
- Tak. Na oby dwa.
-No tak jakoś mi się powiedziało... Wolę jak nic takiego nie robisz.
- Yhym. Ja jednak lubię coś robić. -Zaakcentowałem słowo ''coś''. - A teraz mój drugi prezent. Ten tylko dla ciebie. Chcesz zobaczyć?
-Chcę. - Mam złe przeczucia.
Zamknij oczy wystaw tyłek.- Zaśmiałem się. - Choć wystarczy to pierwsze.
Wiedziałem że powinienem się bać. Zamknąłem oczy.
Wyciągnąłem z kieszeni obróżkę z dzwoneczkiem. Podszedłem do chłopaka od tylu i założyłem mu. Następnie pocałowałem w kark. - Proszę.
Otworzyłem oczy. -Co to ma niby być?!
- A dziękuje?
-Dziękuję. -Powiedziałem szybko nie zwracając uwagi na to co mówię. - Możesz mi to jakoś sensownie wytłumaczyć?!
- A buziak?- Popukałem policzek.
- Najpierw wytłumacz!
- Ja ustanawiam reguły. Wiesz co czeka za nie posłuszeństwo.
Cmoknąłem go w policzek.-No?
- Jesteś moim służącym nie? To masz obróżkę.
Jęknąłem niezadowolony.- Muszę to nosić?
- A jak myślisz?
-Myślę że muszę, ale nadzieję zawsze mieć można.
Poczochrałem go po włosach.- Można. A właśnie. Kiedy twój dom może być pusty? Myślę, że chciałbyś coś zabrać. Mam rację?
-Tak koło jedenastej w dni powszednie? Nikogo nie ma, bo rodzice w pracy a siostry wyjechały do znajomych.
- No to spoko.
Rozwaliłem się na łóżku. Obroża zabrzęczała. -Wkurza mnie to.
- A mnie nie. Złaź z łóżka. - Powiedziałem wychodząc z pokoju. Zszedłem na dół na tv.
Poszedłem za nim.-Nudno tu macie.
- Jak kto uważa. Dziś jest dzień spokojny. -Przewróciłem oczami.
-Ale ja naprawdę nie mam co robić. Zwłaszcza jak zamkniesz mnie w pokoju.-Zamarudziłem.
- Jak denerwujesz. A poza tym laptopa miałeś.
-Nie wiedziałem czy mogę grzebać w twoich rzeczach.- Mógł mówić wcześniej.
- Nie wiedziałem, że się nudzisz. Spałeś cały czas.- Wywróciłem oczami.
-Bo nie miałem co robić. Przełącz, bo są reklamy.
- Marudzisz, wiesz? Chcesz to masz. -Podałem pilota.
Mango. Teletubisie. No ludzie. Zbuntowany anioł. No ja was proszę. Rozmowy w toku. I będziemy oglądać rozmowy w toku.
Rozmowy? Już wolałem jak marudził. Wyciągnąłem telefon. Zbliżała się pora obiadu. - Jedziemy coś zjeść?- Spytałem.
-Możemy.- Uśmiechnąłem się wesoło. -Ale mogę to zdjąć?- Wskazałem na obróżkę.
- Dobra. Ale założysz. A teraz do auta. - Obmacałem się czy wszystko mam po czym z koszyczka wyciągnąłem odpowiednie kluczyki.
Poszedł za nim.- Głodny jestem.
- Chwila nie? Trzeba dojechać. -Wsiadłem do samochodu. Już po chwili byliśmy na głównej drodze.
Siedziałem sobie i oglądałem krajobrazy za oknem.
W końcu zatrzymałem się kolo miejsca z jadłem. Chuj wie co to było. Najważniejsze, że znajdę tam jedzenie nie? Zaparkowałem.
Zwykła knajpa. Gdy Zayn zaparkował wysiedliśmy.
Weszliśmy do środka. Mały ruch. Idealnie. Spojrzałem na brązowookiego.
I czego się na mnie gapisz? - Gdzie siadamy?
Podreptałem w kat gdzie znajdowała się kanapa. Rozsiadłem się na niej. Wygodnie.
Poszedłem za nim bo co miałem niby zrobić? Po drodze zgarnąłem kartę dań.
- Wybieraj. Zdaje się na ciebie.
Zamówiłem najzwyklejsze spaghetti.
Wziąłem to co chłopak i domówiłem piwo.
-Prowadzisz.- Zauważyłem.
-I co w związku z tym?
-Nie pij.-  No głupi czy z policji.
- Od jednego piwa nic sienie stanie. - Serio myśli, ze nie prowadziłem po alkoholu? Zdziwiłby się gdyby zobaczył w jakim stanie nadal potrafię być świetnym kierowcą.
Uh. Ja już tak z zasady... Kelnerka przyszła z jedzeniem.
- A jak chcesz możesz ty prowadzić.- Mruknąłem znad talerza.
-Jak ty poprowadzisz będzie szybciej. - Stwierdziłem. Danie było smaczne. Dość szybko zjadłem wszystko. Byłem cholernie głodny.
- To całkiem możliwe.
-To na pewno możliwe.
Wyczyściłem talerz a następnie chwyciłem szklankę by i ją opróżnić. - Chcesz coś czy jedziemy?
-Możemy jechać.
Zapłaciłem po czym wyszliśmy. - Mówiłeś, że jest nudno u nas, hmm? To wymyśl co chcesz robić. -Powiedziałem wchodząc do auta.
Hmmm...- Nie wiem... jakieś książki... laptop... i coś do roboty, bo dziwne się czuję jak cały czas się lenię.
- Książki? -Jakieś są. Ale... Gdzie?- Podjedziemy to księgarni sobie kupisz... A coś na teraz?- Powiedziałem wyjeżdżając z parkingu.
-Może po prostu pooglądam tv?
- Widzę, że polubiłeś mój dom. Myśl dalej. -Rozpędziłem samochód.
-Nie mam zielonego pojęcia.- Splotłem palce.
No dobra to liczymy na moja zajebista pomysłowość. Ale zanim o tym... Zobaczyłem nadjeżdżającego tira. Oo zabawimy się. Wjechałem na przeciwległy pas ruchu i przyśpieszyłem.
-Zayn! Co ty odpierdalasz?! - Nie chcę zginąć!
Zaśmiałem się dociskając gaz. Usłyszałem trąbienie. W ostatniej chwili odbiłem wjeżdżając na mój pas ruchu. - Bawię się. Nie widać?
-A możesz bawić się tak, żebym nie zszedł na zawał?!
- Uspokój się. Przecież nic sie nie stało, nie? - Jaki strachliwy. Najwyżej byśmy zginęli. Na dobra sprawę codziennie mogę się o to bać. Przyzwyczajenie.
-Ale mogło! Ja w przeciwieństwie do ciebie, cenię sobie swoje życie!- Czemu trafiam na takich ludzi, no czemu?
- Tez cenie. Codziennie mogę zostać zabitym, skarbie. - Serio przyzwyczaiłem sie do tego. I lubię czuć adrenalinę. Kocham to.
-Bardzo relaksujące. I nie skarbuj mi tutaj.
-Przypominam, że to ty jesteś mym sługą, a ja mogę robić i mówić co chce. Rozumiem się? - Skręciłem.
-Taaaa.- Ziewnąłem.
Uśmiechnąłem się widząc wesołe miasteczko. Nie byłem w nim od... W chuj dawna. Wdałem się w tamtym kierunku. -Co ty na to panie 'jestem znudzony'?
-Możemy jechać.- Również się uśmiechnąłem.
Gdy znaleźliśmy się na miejscu wysiadłem z samochodu zamykając go.
Wyszedłem za Zayn’em.- Gdzie idziemy najpierw?
- Zależy od ciebie.- Wzruszyłem ramionami.
-To chcę tam!- Wskazałem na jakąś powykręcaną na wszystkie strony kolejkę.
Wyciągnąłem portfel. -Masz.- Podąłem mu pieniądze.
Jak dzieciak pobiegłem do kolejki, kupiłem bilet, wsiadłem i zapiąłem pasy.
Przewróciłem oczami i uśmiechnąłem się pod nosem patrząc na niego.
Kolejka była cholernie szybka... Prawie na zawał zszedłem! Ale było świetnie
- I jak?- Spytałem gdy chłopak podszedł do mnie.
Wyszczerzyłem ząbki w uśmiechu.- Fajnie.
-To co teraz?
-Yyyym... A dostanę watę cukrową?
Zbliżyłem się do niego i wymruczałem do ucha. - A dostane wiesz co? - Śmieszyło mnie, że zachowywał się trochę jak małe dziecko. Był jakby to określić? Uroczy?
...- Zgoda!- No rzuciło mi na mózg to wesołe miasteczko no. A za watę mogłem w tym momencie zamordować. Chyba nadal mam w sobie coś z dziecka.
Uniosłem w zdumieniu brew. - To tu i teraz, nie?
_______________________________________________________
No i jestem z kolejnym rozdziałem. Niestety ci co liczyli na dziki seks... no nie tym razem, ale już niedługo. Obiecuję. 
Dziękuje, że komentujecie. 

3 komentarze: