środa, 30 kwietnia 2014

Ziam IX

Zayn
Liam
__________________________________________________ 
Rano obudziłem się docześnie. Liam spał na mojej klatce piersiowej oddychając spokojnie. Jak najciszej i delikatniej by go nie zbudzić wydostałem się z łóżka. Zabrałem bieliznę i udałem się do łazienki w celu zażycia odświeżającego prysznica. w łazience spędziłem z około pół godziny, gdyż układałem włosy. Dziwne, że poszło mi tak szybko. następnie przechodząc przez pokój przypomniałem sobie o kokainie znajdującej się w moich spodniach. Szybko ją z tam tond wyciągnąłem i udałem się do kuchni. Zażyłem cudownego proszku, a następnie przygotowałem wszystko by zrobić naleśniki. Ta moje zdolności kulinarne nie są jakieś wspaniałe. Wstawiłem wodę na herbatę. " A zrobię Liam'owi niespodziankę" pomyślałem chwytając tace. Postawiłem na niej talerze, naleśniki i napój. Popatrzyłem chwilę na szklanki i.. taa Zayn i jego genialne plany. O czym to ja.. a no tak. Wziąłem, wsypałem kokainę do kubka z herbatą dla chłopaka. Osłodziłem łyżeczkę cukru i wymieszałem. Pięknie. wziąłem tace i udałem się do góry. otworzyłem drzwi. Li nadal spał. Odstawiłem tacę na szafkę nocną i usiadłem na łóżku. - Li, skarbie obudź się.

Otworzyłem oczy. Ja nie wierzę! - Zayn... dobrze się czujesz?

-Znakomicie. Dzień dobry.

-Dzień dobry. Jesteś podejrzanie miły.

- Powiedzmy, że udana noc sprawia cuda. - Wziąłem tace i położyłem na nogach chłopaka. - Wcinaj.

Nadal spoglądałem na niego podejrzliwie. -Normalny Zayn w takiej sytuacji próbowałby mnie zwlec z łóżka.

-Uważasz, że jestem nie normalny? - Wziąłem naleśnika i zacząłem jeść.

-Moje!- Wyjada mi śniadanie!- Mówię że twoje zachowanie nie jest normalne.

-Nasze. Chciałem być miły.

-Zayn nie jest miły tylko wredny.- Zacząłem jeść naleśniczki.

- Dziś dzień dobroci dla zwierząt. Smacznego, mam nadzieję, że dobre.

-Smaczne.- Stwierdziłem.

- Cieszę się. Twoja herbata to ta w zielonym. Osłodziłem łyżeczkę, może być? - Spytałem.

W nocy zaschło mi w gardle, więc z radością przyjąłem fakt że na tacy czeka na mnie herbatka. Wypiłem prawie całą na raz.

Uśmiechnąłem się widząc, że popija herbatkę. Niedługo go weźmie. Jestem ciekawy tego Liama. - Jedz bo wystygnie.- Zabrałem kolejnego naleśnika i posmarowałem dżemem.

-Dobra, dobra.- Wziąłem od niego naleśnika. Głodny byłem.

- Jak zjesz pójdziemy na spacer co? A potem po twoje rzeczy.

Skinąłem ochoczo głową.

- I ymm umyj się booo cuchniesz. Więc raz dwa.

-To mnie zaprowadź do łazienki.- Rzuciłem wesoło.

Chyba zaczęło działać. Wziąłem tace z jego kolan. Odkryłem kołdrę.- Chodź.

-Jak chcesz.- Wstałem i rzuciłem oszałamiający uśmiech w założeniu do Zayna, w praktyce do ściany.

Zaprowadziłem go do łazienki. Otworzyłem kabinę prysznicową i kazałem mu wejść. Wycofałem się do pokoju po ubrania dla niego. Wyciągnąłem szare dresowe spodnie i bluzę do kompletu,  czarną koszulkę oraz bokserki. Z tym zestawem wróciłem do łazienki.

Coś tam sobie nuciłem i mówiłem, przy okazji się namydlając.

- Skarbie? Gotowy? -Spytałem.

-Jeszcze nje- Chwyciłem słuchawkę i zacząłem się spłukiwać pianę, przy okazji ochlapując Zayna.

Zaśmiałem się gdy chłopak mnie ochlapał. Myśli, że ma szyję jak żyrafa i dlatego tak wysoko pryska? - To dalej. Ja chce iść na spacer.

-No dobrze.- Wyszedłem z pod prysznica i chwyciłem ręcznik. Zacząłem się wycierać ale ostatecznie zaplątałem się w materiał.

-Przyniosłem ubrania. - Wyciągnąłem rękę z rzeczami.

-Aaa. Dzięki.- Próbowałem się wyplątać z ręcznika ale jakoś mi to nie szło.

Przewróciłem oczami. -Nie ma za co.- Pomogłem mu wydostać się z ręcznika.

Ubrałem się dość szybko, poza oczywistymi problemami (to spodnie czy koszulka?).- Idziemy?

-Jasne. - Chwyciłem go za rękę i pociągnąłem na dół. Założyliśmy buty i po chwili wchodziliśmy do lasku, który otaczał mój dom.

Mówiłem do Zayna bez ładu i składu. Świat wydawał się bardziej kolorowy niż wczoraj.

Prowadziłem go różnymi ścieżkami. Lubiłem na haju przychodzić do lasu. Natura jest wtedy taka piękna.

Było fajnie. Słonko świeciło, jedno, drugie, trzecie. Jakieś zwierzątka, dwugłowe sarny, kolorowe stworki i takie tam. Dostrzegłem jakąś polankę.- Chooooodź usiądziemy sobie...

Udałem się w stronę polanki, gdzie ciągnął mnie chłopak. Usiadłem pod małym drzewkiem, które rosło na polanie, opierając się o nie.

Przykucnąłem sobie obok niego. Jak się bujam to wszystko tak fajnie się kołysać.

-Co ty robisz? -Spytałem przyciągając go do siebie.

-Tak fajno jakoś.- Nagle naszła mnie pewna myśl.- Heeej Zaaaayn…- Usiadłem na nim okrakiem.- Jeszcze nigdy nie robiłem tego na świeżym powietrzu.

Otworzyłem szeroko oczy. Liam. Ten Liam proponował mi seks? A tak prochy. - Nie mam gumek ani lubrykantu, ale ok. -Położyłem ręce na jego tyłku.

-I taaaak będzie fajnie.- Otarłem się o jego męskość.

- Ze mną zawsze jest fajnie.- Zauważyłem.

-Taaaak.- Znów zacząłem ocierać się o chłopaka.

Zdjąłem jego jak i swoją koszulkę. Skoro chce.

Mruknąłem zadowolony. Przyssałem się do jego torsu, zacząłem składać na nim pocałunki, robić malinki, lizać, ssać i podgryzać sutki.

No tak to się jeszcze nie bawiliśmy. Mruknąłem gdy zassał się na mojej skórze. -Grzeczny chłopiec. Pokarz co umiesz.

Kontynuowałem swoje zajęcie. Rękoma rozpiąłem rozporek i powoli zsunąłem spodnie na ziemię.

Uniosłem biodra by ułatwić mu rozbieranie mnie. Rękoma zacząłem błądzić po jego plecach i klatce piersiowej.

Rozebrałem go do końca. Języczkiem wyznaczałem ścieżkę od szyi aż do podbrzusza.

- Dalej. Pokaż na co cię stać, skarbie.

Wziąłem jego penisa do ust. Od razu mocno się zasysałem i brałem go całego do ust.

Ah.- Sapnąłem czując jego usta na swoim kutasie. Brał mnie całego, szybko poruszając głową. Było mi zajebiście.

Przestałem poruszać głową. Wyjąłem go sobie z ust i podniosłem się. -Już chcę...

Przewróciłem oczami. - Kładź się.

-Przodem, czy się wypiąć?- Zdjąłem swoje spodnie i bokserki.

- Wypiąć. - Gdy wykonał polecenie uklęknąłem za nim i drażniłem jego dziurkę językiem.

Jęknąłem zaskoczony.- Zaayn... co ty....?

Odsunąłem się od niego. Zamiast języka wsadziłem w niego 3 palce. - Przygotowuje?

-Ahhaa... Okeej.- Zacząłem nabijać się na jego palce.

Dłuższą chwilę przygotowywałem go. Następnie wbiłem się w niego dość szybko i do samego końca.

Krzyknąłem. Zabolało ale nie tak mocno jak się spodziewałem.

Zacząłem się szybko w nim poruszać. Wziąłem jego chuja i zacząłem poruszać w rytm moich ruchów.

Głośno jęczałem i krzyczałem. Było mi cholernie dobrze.

Przyspieszyłem. Czułem bliski koniec z mojej jak i towarzysza strony.

Poruszałem biodrami w rytm jego ruchów.

Zacząłem całować jego plecy. Po chwili doszedł a ja zaraz po nim.

Opadłem zdyszany na trawę.

Wyszedłem z niego i położyłem się obok.

Wymamrotałem coś i przytuliłem się do niego.

-Możesz powtórzyć? - Spytałem obejmując go.

-Że nie mam nic przeciwko drugiej rundzie.

Chyba częściej będę mu dosypywać prochy. - Chętnie, ale mieliśmy jechać po twoje rzeczy.- Przypomniałem.

-To możemy przecież pooo.- I tinky winky....

-Właśnie o to mi chodziło. A teraz wstawaj, ubieraj się i jedziemy. - Podniosłem się i zacząłem wkładać ubrania.

Ubraliśmy się dość szybko. Zignorowałem wypływającą ze mnie przy każdym ruchu spermę.- Gdzie idziemy?

- Do domu po auto. Nie chcesz chyba iść z buta po twoje rzeczy.

-No nie chce.

Doszliśmy do domu. - Poczekaj.- Rzuciłem i udałem się do domu po kluczki. Po chwili byłem już na dworze i odpalałem pojazd. - Gdzie mieszkasz?

Podałem mu adres i wsiadłem do auta.

Zastanawiałem się gdzie Li będzie mieszkał. Bo był wolny pokój. Mój stary pokój. Mieszkałem w nim póki nie przejąłem władzy. Nie jest tak duży jak mój obecny. Pomalować, umeblować na nowo i pięknie tylko... Li i tak dużo czasu spędza u mnie.

Jak zwykle oglądałem to co za oknem.

Jechaliśmy w ciszy. Ja planowałem dzisiejszy dzień a Payne wgapiał się w okno. Droga zajęła nam z 20 minut. Gdy wjechałem na ulicę chłopaka spytałem.- Który dom?

-Tamten.- Wskazałem na jeden z budynków.

Wjechałem na podjazd. Wysiedliśmy z auta. -Prowadź.

Ruszyłem na podwórko, prosząc Zayna by poczekał chwilę. Powróciłem z kluczem od domu. Otworzyłem drzwi. Zdjąłem buty.- Możesz poczekać tutaj, albo iść ze mną, jak wolisz.

Również zdjąłem buty i poszedłem za chłopakiem. - Pomogę.

Poszliśmy na piętro. Ze swojego pokoju zabrałem niewiele, głównie książki i ciuchy, kilka drobiazgów. Skoczyłem jeszcze po szczoteczkę do zębów.

- Daj zaniosę a ty napisz, że to ty i nie było włamania czy coś. I pomyśl czy coś jeszcze. - Wyszedłem z domu. Otworzyłem bagażnik i spakowałem tam torby chłopaka. Następnie wróciłem do domu.

Nabazgroliłem na kartce kilka słów wyjaśnienia i zostawiłem ją w widocznym miejscu.

- Chciałeś drugą rundę czyż nie?

Skinąłem głową.

Chwyciłem go za rękę i wciągnąłem do jego pokoju.

Od razu zarzuciłem mu ręce na szyje i zacząłem całować

- Co napisałeś na kartce? - Spytałem między pocałunkami.

-Że poznałem faceta... I że z nim zamieszkam... I żeby ojciec się pierdolił.

- Chyba uniemożliwiłeś sobie ewentualny powrót, skarbie. I mówiłeś, że nie jesteś gejem.

- Nigdy nie lubiłem starego dziada. Cicho, raz w dupę to nie pedał a po trzech razach się zeruje.

- Czyli nadal uważasz, że jesteś hetero?

Przez chwilę się zastanowiłem. Po chwili, zrezygnowany zacząłem liczyć na palcach.- Wychodzi, że tak.

- Skoro tak to...-Odsunąłem się od niego.

-Co?- spojrzałem na niego zdziwiony.

- Wolisz dziewczyny? Ja chłopak?

- Uwierz mi zdążyłem zauważyć, że jesteś facetem.- Parsknąłem śmiechem.

- Takiego kutasa trudno nie zauważyć.

-Taaaak. O czym my to?

- O tym, że powinniśmy jechać?

-No co ci znowu?- Jak baba. Baba z okresem. A nie chwaląc się to moja rola!

- Nic. Chodź.

-Ale...

-Ale?

-A druga runda?

-A zasłużyłeś?

-Zasłużyłem?

Rzuciłem go na łóżko. -Myślę, że tak.

Uśmiechnąłem się zadowolony.

Usiadłem na nim. Ściągnąłem koszule. Ręką drażniłem jego męskość.

Wzdychałem gdy czułem dłoń chłopaka na swoim penisie. Próbowałem ściągnąć mu koszulkę, ale okazało się że do wykonania tak skomplikowanego zadania musiałbym mieć sporo dłuższe ręce.

Rozebrałem chłopaka do końca. Z siebie zsunąłem spodnie i bokserki. - Siadasz czy cię przygotować?

-Siadam.- Zadecydowałem. Zwłaszcza, że po ostatnim wciąż miałem w sobie spermę chłopaka, która nadawała się na poślizg.

Sapnąłem gdy się na mnie nabił.

Skrzywiłem się i na chwilę zatrzymałem w miejscu, chcąc przyzwyczaić się do tego uczucia.

Czekałem aż jego ciało się przyzwyczai do mnie.

Powoli zacząłem nabijać się bardziej.- Wszedł... Cały...- Sapnąłem.

Przymknąłem oczy. Ręce położyłem na jego tyłku i pomagałem mu nabrać rymu.

Zacząłem się poruszać coraz szybciej i jęczeć coraz głośniej. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem.- Hej brat!- No kurwa kocham cię siostrzyczko. Usłyszałaś nas i przypałętałaś się żeby mi przeszkodzić. Gały jej mało z orbit nie wyszły jak nas zobaczyła.

Spojrzałem w kierunku drzwi. Stała tam dziewczyna, najprawdopodobniej siostra Liama.

Na chwilę przestałem się poruszać.- Cześć... nngh... Ruth.

Zasłoniłem ręką jego męskość. Taki odruch.

Spojrzałem na Zayna jak na debila.- Zamkniesz drzwi... siostrzyczko?

- Co?- Spytałem. Swoją drogą, niezła ta jego siostrzyczka.

Ruth wyszła.- Naprawdę... achh... chceeeesz o tym teraz rozmawiać?

- Możemy później.

Zadowolony z odpowiedzi zacząłem znów się poruszać.

Mój oddech przyspieszał z każdym jego ruchem. Po jakimś czasie doszliśmy.


Opadłem na niego zmęczony.- Ale teraz będziesz mnie musiał nosić.- Zaśmiałem się.
____________________________________________________
Rozdział dłuższy niż zwykle. Mam nadzieję, że się podoba. 
Liczę na komentarze. 

2 komentarze:

  1. za dużo seksu, omfg @xXxLouehxXx

    OdpowiedzUsuń
  2. ...Czuję się jakbym pomyliła kokę z tabletką gwałtu...

    OdpowiedzUsuń