Zayn
Liam
__________________________________________________
Rano obudziłem się docześnie. Liam spał na mojej
klatce piersiowej oddychając spokojnie. Jak najciszej i delikatniej by go nie
zbudzić wydostałem się z łóżka. Zabrałem bieliznę i udałem się do łazienki w
celu zażycia odświeżającego prysznica. w łazience spędziłem z około pół
godziny, gdyż układałem włosy. Dziwne, że poszło mi tak szybko. następnie
przechodząc przez pokój przypomniałem sobie o kokainie znajdującej się w moich
spodniach. Szybko ją z tam tond wyciągnąłem i udałem się do kuchni. Zażyłem cudownego
proszku, a następnie przygotowałem wszystko by zrobić naleśniki. Ta moje
zdolności kulinarne nie są jakieś wspaniałe. Wstawiłem wodę na herbatę. "
A zrobię Liam'owi niespodziankę" pomyślałem chwytając tace. Postawiłem na
niej talerze, naleśniki i napój. Popatrzyłem chwilę na szklanki i.. taa Zayn i
jego genialne plany. O czym to ja.. a no tak. Wziąłem, wsypałem kokainę do kubka
z herbatą dla chłopaka. Osłodziłem łyżeczkę cukru i wymieszałem. Pięknie.
wziąłem tace i udałem się do góry. otworzyłem drzwi. Li nadal spał. Odstawiłem
tacę na szafkę nocną i usiadłem na łóżku. - Li, skarbie obudź się.
Otworzyłem oczy. Ja nie wierzę! - Zayn... dobrze
się czujesz?
-Znakomicie. Dzień dobry.
-Dzień dobry. Jesteś podejrzanie miły.
-
Powiedzmy, że udana noc sprawia cuda. - Wziąłem tace i położyłem na nogach
chłopaka. - Wcinaj.
Nadal spoglądałem na niego podejrzliwie. -Normalny Zayn w takiej sytuacji
próbowałby mnie zwlec z łóżka.
-Uważasz,
że jestem nie normalny? - Wziąłem naleśnika i zacząłem jeść.
-Moje!- Wyjada mi śniadanie!- Mówię że twoje zachowanie nie jest normalne.
-Nasze.
Chciałem być miły.
-Zayn nie jest miły tylko wredny.- Zacząłem jeść naleśniczki.
- Dziś dzień dobroci dla zwierząt. Smacznego, mam
nadzieję, że dobre.
-Smaczne.- Stwierdziłem.
- Cieszę się. Twoja herbata to ta w zielonym.
Osłodziłem łyżeczkę, może być? - Spytałem.
W nocy zaschło mi w gardle, więc z radością
przyjąłem fakt że na tacy czeka na mnie herbatka. Wypiłem prawie całą na raz.
Uśmiechnąłem się widząc, że popija herbatkę. Niedługo
go weźmie. Jestem ciekawy tego Liama. - Jedz bo wystygnie.- Zabrałem kolejnego
naleśnika i posmarowałem dżemem.
-Dobra, dobra.- Wziąłem od niego naleśnika.
Głodny byłem.
- Jak zjesz pójdziemy na spacer co? A potem po
twoje rzeczy.
Skinąłem ochoczo głową.
-
I ymm umyj się booo cuchniesz. Więc raz dwa.
-To mnie zaprowadź do łazienki.- Rzuciłem wesoło.
Chyba
zaczęło działać. Wziąłem tace z jego kolan. Odkryłem kołdrę.- Chodź.
-Jak chcesz.- Wstałem i rzuciłem oszałamiający
uśmiech w założeniu do Zayna, w praktyce do ściany.
Zaprowadziłem go do łazienki. Otworzyłem kabinę
prysznicową i kazałem mu wejść. Wycofałem się do pokoju po ubrania dla niego.
Wyciągnąłem szare dresowe spodnie i bluzę do kompletu, czarną koszulkę oraz bokserki. Z tym zestawem
wróciłem do łazienki.
Coś tam sobie nuciłem i mówiłem, przy okazji się
namydlając.
- Skarbie? Gotowy? -Spytałem.
-Jeszcze nje- Chwyciłem słuchawkę i zacząłem się
spłukiwać pianę, przy okazji ochlapując Zayna.
Zaśmiałem się gdy chłopak mnie ochlapał. Myśli,
że ma szyję jak żyrafa i dlatego tak wysoko pryska? - To dalej. Ja chce iść na
spacer.
-No dobrze.- Wyszedłem z pod prysznica i
chwyciłem ręcznik. Zacząłem się wycierać ale ostatecznie zaplątałem się w
materiał.
-Przyniosłem
ubrania. - Wyciągnąłem rękę z rzeczami.
-Aaa. Dzięki.- Próbowałem się wyplątać z ręcznika
ale jakoś mi to nie szło.
Przewróciłem oczami. -Nie ma za co.- Pomogłem mu
wydostać się z ręcznika.
Ubrałem się dość szybko, poza oczywistymi
problemami (to spodnie czy koszulka?).- Idziemy?
-Jasne. - Chwyciłem go za rękę i pociągnąłem na
dół. Założyliśmy buty i po chwili wchodziliśmy do lasku, który otaczał mój dom.
Mówiłem do Zayna bez ładu i składu. Świat wydawał
się bardziej kolorowy niż wczoraj.
Prowadziłem go różnymi ścieżkami. Lubiłem na haju
przychodzić do lasu. Natura jest wtedy taka piękna.
Było fajnie. Słonko świeciło, jedno, drugie,
trzecie. Jakieś zwierzątka, dwugłowe sarny, kolorowe stworki i takie tam.
Dostrzegłem jakąś polankę.- Chooooodź usiądziemy sobie...
Udałem się w stronę polanki, gdzie ciągnął mnie
chłopak. Usiadłem pod małym drzewkiem, które rosło na polanie, opierając się o
nie.
Przykucnąłem sobie obok niego. Jak się bujam to wszystko tak fajnie się kołysać.
-Co ty robisz? -Spytałem przyciągając go do siebie.
-Tak fajno jakoś.- Nagle naszła mnie pewna myśl.-
Heeej Zaaaayn…- Usiadłem na nim okrakiem.- Jeszcze nigdy nie robiłem tego na
świeżym powietrzu.
Otworzyłem szeroko oczy. Liam. Ten Liam
proponował mi seks? A tak prochy. - Nie mam gumek ani lubrykantu, ale ok.
-Położyłem ręce na jego tyłku.
-I taaaak będzie fajnie.- Otarłem się o jego
męskość.
- Ze mną zawsze jest fajnie.- Zauważyłem.
-Taaaak.- Znów zacząłem ocierać się o chłopaka.
Zdjąłem jego jak i swoją koszulkę. Skoro chce.
Mruknąłem zadowolony. Przyssałem się do jego
torsu, zacząłem składać na nim pocałunki, robić malinki, lizać, ssać i
podgryzać sutki.
No tak to się jeszcze nie bawiliśmy. Mruknąłem
gdy zassał się na mojej skórze. -Grzeczny chłopiec. Pokarz co umiesz.
Kontynuowałem swoje zajęcie. Rękoma rozpiąłem
rozporek i powoli zsunąłem spodnie na ziemię.
Uniosłem biodra by ułatwić mu rozbieranie mnie.
Rękoma zacząłem błądzić po jego plecach i klatce piersiowej.
Rozebrałem go do końca. Języczkiem wyznaczałem
ścieżkę od szyi aż do podbrzusza.
- Dalej. Pokaż na co cię stać, skarbie.
Wziąłem jego penisa do ust. Od razu mocno się
zasysałem i brałem go całego do ust.
Ah.- Sapnąłem czując jego usta na swoim kutasie.
Brał mnie całego, szybko poruszając głową. Było mi zajebiście.
Przestałem poruszać głową. Wyjąłem go sobie z ust i podniosłem się. -Już
chcę...
Przewróciłem oczami. - Kładź się.
-Przodem, czy się wypiąć?- Zdjąłem swoje spodnie
i bokserki.
- Wypiąć. - Gdy wykonał polecenie uklęknąłem za
nim i drażniłem jego dziurkę językiem.
Jęknąłem zaskoczony.- Zaayn... co ty....?
Odsunąłem się od niego. Zamiast języka wsadziłem
w niego 3 palce. - Przygotowuje?
-Ahhaa... Okeej.- Zacząłem nabijać się na jego
palce.
Dłuższą chwilę przygotowywałem go. Następnie
wbiłem się w niego dość szybko i do samego końca.
Krzyknąłem. Zabolało ale nie tak mocno jak się
spodziewałem.
Zacząłem się szybko w nim poruszać. Wziąłem jego
chuja i zacząłem poruszać w rytm moich ruchów.
Głośno jęczałem i krzyczałem. Było mi cholernie
dobrze.
Przyspieszyłem. Czułem bliski koniec z mojej jak
i towarzysza strony.
Poruszałem biodrami w rytm jego ruchów.
Zacząłem całować jego plecy. Po chwili doszedł a
ja zaraz po nim.
Opadłem zdyszany na trawę.
Wyszedłem z niego i położyłem się obok.
Wymamrotałem coś i przytuliłem się do niego.
-Możesz powtórzyć? - Spytałem obejmując go.
-Że nie mam nic przeciwko drugiej rundzie.
Chyba częściej będę mu dosypywać prochy. -
Chętnie, ale mieliśmy jechać po twoje rzeczy.- Przypomniałem.
-To możemy przecież pooo.- I tinky winky....
-Właśnie o to mi chodziło. A teraz wstawaj,
ubieraj się i jedziemy. - Podniosłem się i zacząłem wkładać ubrania.
Ubraliśmy się dość szybko. Zignorowałem wypływającą
ze mnie przy każdym ruchu spermę.- Gdzie idziemy?
- Do domu po auto. Nie chcesz chyba iść z buta po
twoje rzeczy.
-No nie chce.
Doszliśmy do domu. - Poczekaj.- Rzuciłem i udałem
się do domu po kluczki. Po chwili byłem już na dworze i odpalałem pojazd. -
Gdzie mieszkasz?
Podałem mu adres i wsiadłem do auta.
Zastanawiałem się gdzie Li będzie mieszkał. Bo
był wolny pokój. Mój stary pokój. Mieszkałem w nim póki nie przejąłem władzy.
Nie jest tak duży jak mój obecny. Pomalować, umeblować na nowo i pięknie
tylko... Li i tak dużo czasu spędza u mnie.
Jak zwykle oglądałem to co za oknem.
Jechaliśmy w ciszy. Ja planowałem dzisiejszy
dzień a Payne wgapiał się w okno. Droga zajęła nam z 20 minut. Gdy wjechałem na
ulicę chłopaka spytałem.- Który dom?
-Tamten.- Wskazałem na jeden z budynków.
Wjechałem na podjazd. Wysiedliśmy z
auta. -Prowadź.
Ruszyłem na podwórko, prosząc Zayna by poczekał
chwilę. Powróciłem z kluczem od domu. Otworzyłem drzwi. Zdjąłem buty.- Możesz
poczekać tutaj, albo iść ze mną, jak wolisz.
Również zdjąłem buty i poszedłem za chłopakiem. -
Pomogę.
Poszliśmy na piętro. Ze swojego pokoju zabrałem
niewiele, głównie książki i ciuchy, kilka drobiazgów. Skoczyłem jeszcze po
szczoteczkę do zębów.
- Daj zaniosę a ty napisz, że to ty i nie było
włamania czy coś. I pomyśl czy coś jeszcze. - Wyszedłem z domu. Otworzyłem
bagażnik i spakowałem tam torby chłopaka. Następnie wróciłem do domu.
Nabazgroliłem na kartce kilka słów wyjaśnienia i
zostawiłem ją w widocznym miejscu.
- Chciałeś drugą rundę czyż nie?
Skinąłem głową.
Chwyciłem go za rękę i wciągnąłem do jego pokoju.
Od razu zarzuciłem mu ręce na szyje i zacząłem
całować
- Co napisałeś na kartce? - Spytałem między
pocałunkami.
-Że poznałem faceta... I że z nim zamieszkam... I
żeby ojciec się pierdolił.
-
Chyba uniemożliwiłeś sobie ewentualny powrót, skarbie. I mówiłeś, że nie jesteś gejem.
- Nigdy nie lubiłem starego dziada. Cicho, raz w
dupę to nie pedał a po trzech razach się zeruje.
- Czyli nadal uważasz, że jesteś hetero?
Przez chwilę się zastanowiłem. Po chwili,
zrezygnowany zacząłem liczyć na palcach.- Wychodzi, że tak.
- Skoro tak to...-Odsunąłem się od niego.
-Co?- spojrzałem na niego zdziwiony.
- Wolisz dziewczyny? Ja chłopak?
- Uwierz mi zdążyłem zauważyć, że jesteś facetem.-
Parsknąłem śmiechem.
- Takiego kutasa trudno nie zauważyć.
-Taaaak. O czym my to?
- O tym, że powinniśmy jechać?
-No co ci znowu?- Jak baba. Baba z okresem. A nie
chwaląc się to moja rola!
- Nic. Chodź.
-Ale...
-Ale?
-A druga runda?
-A zasłużyłeś?
-Zasłużyłem?
Rzuciłem go na łóżko. -Myślę, że tak.
Uśmiechnąłem się zadowolony.
Usiadłem na nim. Ściągnąłem koszule. Ręką
drażniłem jego męskość.
Wzdychałem gdy czułem dłoń chłopaka na swoim
penisie. Próbowałem ściągnąć mu koszulkę, ale okazało się że do wykonania tak
skomplikowanego zadania musiałbym mieć sporo dłuższe ręce.
Rozebrałem chłopaka do końca. Z siebie zsunąłem
spodnie i bokserki. - Siadasz czy cię przygotować?
-Siadam.- Zadecydowałem. Zwłaszcza, że po
ostatnim wciąż miałem w sobie spermę chłopaka, która nadawała się na poślizg.
Sapnąłem gdy się na mnie nabił.
Skrzywiłem się i na chwilę zatrzymałem w miejscu,
chcąc przyzwyczaić się do tego uczucia.
Czekałem aż jego ciało się przyzwyczai do mnie.
Powoli zacząłem nabijać się bardziej.- Wszedł...
Cały...- Sapnąłem.
Przymknąłem oczy. Ręce położyłem na jego tyłku i
pomagałem mu nabrać rymu.
Zacząłem się poruszać coraz szybciej i jęczeć
coraz głośniej. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem.- Hej brat!- No
kurwa kocham cię siostrzyczko. Usłyszałaś nas i przypałętałaś się żeby mi
przeszkodzić. Gały jej mało z orbit nie wyszły jak nas zobaczyła.
Spojrzałem w kierunku drzwi. Stała tam
dziewczyna, najprawdopodobniej siostra Liama.
Na chwilę przestałem się poruszać.- Cześć...
nngh... Ruth.
Zasłoniłem ręką jego męskość. Taki odruch.
Spojrzałem na Zayna jak na debila.- Zamkniesz
drzwi... siostrzyczko?
- Co?- Spytałem. Swoją drogą, niezła ta jego
siostrzyczka.
Ruth wyszła.- Naprawdę... achh... chceeeesz o tym
teraz rozmawiać?
- Możemy później.
Zadowolony z odpowiedzi zacząłem znów się
poruszać.
Mój oddech przyspieszał z każdym jego ruchem. Po
jakimś czasie doszliśmy.
Opadłem na niego zmęczony.- Ale teraz będziesz
mnie musiał nosić.- Zaśmiałem się.
____________________________________________________
Rozdział dłuższy niż zwykle. Mam nadzieję, że się podoba.
Liczę na komentarze.
za dużo seksu, omfg @xXxLouehxXx
OdpowiedzUsuń...Czuję się jakbym pomyliła kokę z tabletką gwałtu...
OdpowiedzUsuń