wtorek, 24 czerwca 2014

Ziam XXX

Zayn
Liam 
__________________________________________
-Jesteś zły? Nie bądź.
-Nie jestem. Ale wracajmy
-Gdzie?
- Do domu
-Jesteśmy w domu.
-Do naszego, czy tam twojego
-Może być naszego. Nie chce mi się Li.
-Proszę-zamarudziłem
-Śpiący jestem. Nie chce wypadku spowodować.
-To ja będę prowadzić
-Ej ty umiesz.-Ależ ja inteligętny.
-Umiem- westchnąłem-jedziemy?
-Nie, chce spać. A moje auto jest zbyt cenne.
-Przecież go nie zniszczę
-Ale ja chce zostać u teścia.
-A ja chcę wrócić do domu
-Ja się stąd nie ruszam.

-Proooooooooooszę
-Yhym.- Zacząłem odpływać w krainę snów.
-Nie śpij!
-Może być dżem.

-Nie dżem tylko wstawaj!
Oblałem go mocniej. Nie rozumie, ze nie chce mi się?

-Uh. Zaaaayn- Westchnąłem ciężko- Też się zdrzemnę
Uśmiechnąłem się delikatnie i bardziej do siebie przysunąłem.
Zamknąłem oczy i ułożyłem się wygodniej
Odpłynąłem w krainę snów.
Obudziłem się po jakiejś godzince-Zayn?- mruknąłem zaspany
Odwróciłem się na drugi bok.
Zayn- potrząsnąłem nim delikatnie
Jestem schlany, usnąłem. Nic mnie nie obudzi na razie.

Wywróciłem oczami i wysupłałem się z jego objęć.
Nie zauważyłem kiedy zniknął.
Poszedłem na dół, zrobić sobie coś do jedzenia
Spałem aż do rana.

Siedziałem przez całą noc oglądając durne programy
Obudziłem się rano z wielkim kacem. Otworzyłem oczy i.. Kurwa nie mój pokój, ale skądś go znam. Jestem u Liama? Wstałem wolno kierując się do kuchni. Wziąłem wodę i wszedłem do salonu, gdzie spał słodko brązowooki.- Liam?
-Mhm?- podniosłem głowę zaspany
-Co tu robię?
-Przyjechałeś po pijaku i odmówiłeś współpracy dopóki nie wrócę. Łaskawie się zgodziłem, a ty zająłeś mi łóżko.
-Ale ciszej.- Skrzywiłem się. Ja tu przyjechałem? Kurwa.
-Aspiryny?- Wstałem i przetarłem oczy
-Poproszę.
Poszedłem do kuchni-Za wiele to ty nie pamiętasz, co?
-Głupio przyznać, ale nic. Dawni się tak nie schlałem. A warto bym coś pamiętał?- Usiadłem na krześle przy stole.
-Szkoda, wywaliłem cię z domu, a ty groziłeś wywarzeniem drzwi
-A po co przyszedłem wiesz?

-No mówię ci że się tu przywlekłeś błagać żebym wrócił.
-Żartujesz. Po co miałbym to robić? Mam Perry z nią też można się zabawić.
- Tak przy okazji to powiedziałeś mi, że jest denerwująca, i że tylko udawała twoją dziewczynę. I coś pieprzyłeś że ja też jestem denerwujący, ale inaczej i że to słodkie
Nie pije więcej. Co mi odjebało? -Ciekawe. Coś jeszcze?
-Zerwałeś z Perry? Chyba
-Dobrze wiedzieć, że nie muszę tego ciągnąć... Li?- Podszedłem i objąłem go od tylu.
-Tak?
-Skoro chciałem żebyś wrócił.. Zrobisz to?
-Zgodziłem się już wczoraj, mogę się zgodzić i dzisiaj
-Nie pamiętam nic z wczoraj.- Przypomniałem. Odwróciłem go do siebie i pocałowałem. Na taka scenę natrafił tata blondyna. Właściwie nie wiem jak oni mała na imię. Tylko ta siostra coś na R.
Oddałem pocałunek. Nie zauważyłem ojca, który mocno poirytowany podszedł do nas
Oderwałem się od niego z mlaśnięciem i oblizałem usta patrząc mu w oczy.
-Cześć tato- przekręciłem głowę
Uśmiechnąłem się wredne do niego.- Śniadanko przyszedłeś zrobić? Miło, ale nie trzeba.
Ojciec poczerwieniał ze złości-Daj spokój- pociągnąłem Zayna za rękaw
-A dostanę coś w zamian?- Oblizałem usta.
Powstrzymałem się przed rąbnięciem w stół. Głową.-Jak wrócimy do domu
Uśmiechnąłem się.- Czemu później?- polizałem go za uchem. Kontem oka spojrzałem na naszego obserwatora.
-A czemu nie?- odsunąłem go od siebie. Ojciec podszedł do nas zapewne chcąc opierdolić Zayna
Zacząłem całować szyje jasnowłosego.

-Ty!- ojciec wściekły odciągnął Zayna ode mnie. No tylko piany z pyska brakuje
-Tak?- lekko się skrzywiłem z powodu kaca. Musi wrzeszczeć.
-Nie dotykaj go!
Westchnąłem.- Nie wrzeszcz słyszę cię aż zbyt wyraźnie. A dotykać go będę. To MÓJ CHŁOPAK.
-Nie będą mi się pedały po domu panoszyły! Wypierdalaj!- dalej darł japę jak stare prześcieradło
-Nie wrzeszcz, albo pożegnasz się z językiem. I wiedz, ze nie żartuje.- Odwróciłem się do niego i zacząłem dziać go palcem w serce.- I nie ładnie tak syna obrażać.
-Mój syn nie jest pedałem- stwierdził dobitnie- Już ja wyplenię z niego te bzdury
-Będzie ci trudno to zrobić. On mieszka ze mną. I ze MNĄ spodziewa się dziecka.
-Co?- Ojciec spojrzał na niego skołowany
-Niech Liam ci powie.- Przytuliłem wymienionego chłopaka do siebie.
Stary spojrzał na mnie, jakby samym spojrzeniem chciał mnie zabić- Jestem w ciąży- wzruszyłem ramionami. Ojca zatkało
-Chyba jednak jest pedałem.- Teraz rękę przerzuciłem na ramiona teścia. Muszę spytać jak ma na imię.- Cieszysz się?
Przypieprzył Zaynowi w twarz. Porządnie. Aż wstałem
-Skurwiel.- Wysyczałem chwytając go za szyje i dociskając do blatu. Jedną ręką szukałem gnata, ale go nie znalazłem. Musiałem zostawić w domu. Zacieśniłem uścisk. Po chwili puściłem go i uderzyłem mocno w brzuch. Dziś to mnie wkurwił. Nie dość ze obraza Liama to mnie uderzył. Zamachnąłem się by go kopnąć.
-Przestań!- Cholera jasna, dobrze że broni nie ma
Odsunąłem się.- Ok. Dobra już.
-Wracamy-burknąłem w odpowiedzi
Podszedłem do niego i złapałem za biodra.- Też tak myślę.- Spojrzałem na seniora.
Ojciec leżał gdzieś w okolicach podłogi trzymając się za brzuch.- Ubieraj buty- sam szybko naciągnąłem na siebie kurtkę i obuwie
Zachowywał się jakby stary miał się podnieść i mi dokopać. Złapałem go za rękę i poszedłem do jego pokoju po swoje rzeczy- Zabierasz coś stąd? Książki jeszcze jakieś, ciuchy?
-Wszystko mam
-Weź resztę rzeczy do mnie. Nie wiadomo co mu odbije
Pozbierałem pozostałości moich rzeczy i zapakowałem do torby- Już
Cmoknąłem go w czoło. Nadal boli głowa. Wrócimy i idę spać. Ruszyłem do drzwi. Po drodze spotkaliśmy ta siostrę na R. Pogratulowała nam. Wiedziałem, ze ja polubię.
Wyszliśmy. Nareszcie.- Kto prowadzi?
-Ja. Szybciej będziemy.
Usiadłem na miejscu pasażera. Ziewnąłem
-Zmęczony? -Włączyłem się do ruchu ulicznego.
-Mało spałem- oczy same mi się kleiły
-Nie moja wina. Nie tym razem. Jesteś zły?
-Nie-ziewnąłem ponownie
-Na pewno?- Położyłem dłoń na jego kolanie.
-Nie roztrząsajmy tego-oparłem się o drzwi samochodu
-Nie rozmawianie o pewnych sprawach nic nie daje.
-Możemy porozmawiać gdy będę bardziej przytomny?
-Tak. Oczywiście. -Zaparkowałem.- Do mojego czy twojego idziemy?
-Jak chcesz- wymamrotałem sennie
-Do ciebie. -Szybko wgramoliłem się do pokoju, rozebrałem do bokserek.
Uczyniłem to samo co on. Rzuciłem się na łóżko i opatuliłem kołdrą, zostawiając miejsce dla Zayna- Chodź- odgarnąłem kawałek pościeli
-Myślę czy nie zdjąć i tego.- Zacząłem bawić się gumką od bokserek.

-Rób co chcesz- Zamknąłem oczy. Spaaać
Rozebrałem się do naga.- Dołączysz do mnie?- Położyłem się obok.

Mruknąłem coś o tym, żeby był już cicho i zsunąłem z siebie bokserki
-Tak lepiej.- Zacząłem go dotykać. Moja ręka zatrzymała się na jego brzuchu. Jeszcze o tym musimy pogadać. Masowałem ta cześć jego ciała.
Oparłem głowę o jego klakę piersiową. Zaczynałem odpływać
Przyciągnąłem go bliżej i zasnąłem.

Odpłynąłem w krainę snów. Byłem wykończony tym wszystkim
Gdy się obudziłem był wieczór. Li nadal spał wtulony we mnie. Pocałowałem go we włosy.

Mruknąłem przez sen
-Kocie? Wstaniesz?
-Hmm?
-Wyspałem się i się nudzę.

- A na co masz ochotę?- przeciągnąłem się
-Na ciebie.- Przejechałem ręka wzdłuż jego ciała.
-Tak wcześnie?- zapytałem nie bardzo orientując się która godzina
-Jest wieczór. I zawsze mam na ciebie ochotę.
-Miło- przetarłem oczy
Zjechałem ręka na jego klejnoty.- A co tu mamy za skarb czarnej perły.
Zamrugałem intensywnie- Bawimy się w piratów, he?
-A chcesz zawiesić broń i złożyć miecz do pochwy?- Zaśmiałem się.
-Nie, raczej nie
-Ty wolisz jak ktoś.. Pry, ja ci wkładam prawda?
-Wolę- przyznałem
-Ale nawet z chłopakiem sa konsekwencje.- Westchnąłem.- Chyba musimy porozmawiać o tym.
-O czym?- przekręciłem się na brzuch
-O tym tam.- Zacząłem machać rękami wokół swojego brzucha.
-Podejrzewam, że chodzi ci o dzieciaka, a nie helikopter. Więc?
-Co zamierzasz? Usuniesz je?
-Nie wiem-Instynktownie objąłem swój brzuch
-Ja muszę wiedzieć. Krótka piłka: chcesz czy nie? Nie będę zły.
-Nie wiem... -Westchnąłem ciężko- A jeżeli czysto hipotetycznie założymy, że chcę?
-Jeśli chcesz to.. no właśnie co? Jak to widzisz?

-Mówię, że nie myślałem o tym... Pewnie jak zacznie być to widać to wezmę urlop dziekański
-Bardziej myślę co dalej. Oddasz to czy chcesz zatrzymać?
-Pomyślmy... Skoro mam możliwość aborcji to przez dziewięć miesięcy będę się męczyć, żeby potem ,,to'' jak ty to mówisz, oddać?
-Przynajmniej by żyło. Więc nie wiem. Ja mam dwie możliwości jeśli je chcesz. Znaczy trzy.
-Czyli?
-Oddajesz, wychowujesz rezygnując z życia. Bo co będziesz kura domową, bez wykształcenia? Chcesz tego?
-Nie chcę- przyznałem
-Właśnie. I została trzecia opcja. Moja mama.. Myślę, ze zgodzi się wychować. Skończysz studia, to będzie większe.
-To byłaby najlepsza opcja...- westchnąłem- A gdzie ona w ogóle mieszka?
-Nie tak daleko. Tylko nie widziałem jej od bardzo dawna. Bo, ze twoja mama by się tym zaopiekowała szans nie ma.
-Żadnych.- Przytaknąłem
-Tylko... Pojedziemy razem? Do moich rodziców?
-Nie mam nic przeciwko- uśmiechnąłem się, zadowolony
-Choć najlepiej usunąć.
-Nie ma mowy
-Widzę.
-Więc nawet o tym nie wspominaj
-Nie wierzę, ze się na to godzę. To jakbym rodzinę zakładał.
-I czuj się szczęśliwym tatusiem- parsknąłem i zakopałem się pod kołdrą

___________________________________
@girl_lovesdraco mam nadzieję ze się nie zrazisz, 
@fallensoul19 to się cieszę..
Sfę (kochanie) zamknij się. Zayn jest bogiem i robi co chce!( i wcale nie myślę tu też o swojej osobie)

Naprawdę zachęcam do czytania i komentowania.. to naprawdę miłe czytać to co napisaliście.

4 komentarze:

  1. Nie zrażę :p rozdział jest świetny :)
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  2. Spadaj i tak Liam jest lepszy, bo tak. Nie znasz się po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie < I żadnego usuwania ciąży!
    @fallensoul19

    OdpowiedzUsuń