poniedziałek, 9 czerwca 2014

Ziam XXV

Zayn
Liam
___________________
Przejechałem językiem po jego wargach.- Mieliśmy oglądać.
-Ale ty nic nie chcesz. Tylko pornosy
-Pornosa sami później nakręcimy. Możesz coś włączyć.
-Nie mam zamiaru niczego z tobą kręcić. Sam coś wybierz
-Nie chcesz podzielić się ze światem tym jak ci dobrze? Chce "smakosza".
-Nie, dziękuję-prychnąłem- Smakosza? To powoduje odruchy wymiotne
-Przynajmniej nie jest takim gównem jak te filmy co ty wybierałeś.
-Zrzygam ci się- zapowiedziałem ponuro i podałem mu pilota
-Lepiej byś tego nie zrobił.- poszukałem filmu i go włączyłem.
-I jeszcze ty to będziesz sprzątał!
-Chyba cię pogrzało. Ja jedynie będę patrzył.
Westchnąłem ciężko i rozsiadłem się wygodniej, bardziej wtulając się w Zayna
-A ja co? Poduszka?
-Sam powiedziałeś że jesteś najwygodniejszy
-Ale nie pozwoliłem się teraz tulić. Masz oglądać a nie się chować we mnie.
-Nie chowam się. Wszystko widzę. Poza tym mi zimno
-Jest ciepło. Wydziwiasz, bo się boisz.
-Nie boję się!
-Oczywiście. A zlałeś się bo jesteś szczęśliwy.
-Co?- spojrzałem na niego jak na kretyna
-Gówno 1:0 kocie.
-Już nie skarbie?
-Kazałeś mi tak nie mówić.- Wzruszyłem ramionami.- Choć i tak będę, ale kotem też możesz być.
-Miał- wywróciłem oczami
Poczochrałem go za uszkiem.
-Mrrrr?
-Ślicznie. -Wróciłem do oglądania filmu.
-Byłbym dobrym kotkiem- stwierdziłem
-Ale zapominasz o obróżce
-Ja nic nie wiem o żadnej obróżce
-Już zapomniałeś? Ta która jest w moim pokoju.
-Ja nic o tym nie wiem- powtórzyłem uparcie
-Oczywiście. Teraz wiesz. Możesz być tak wspaniałomyślny i iść ją założy.
-Muszę?- jęknąłem
-Tak. Słodko wyglądasz wtedy.
-Ale głupio się czuję
-Przyzwyczaisz się. Mykaj.
-I tak nie mam uszek. Ani ogonka!- No jakoś się ratować trzeba!
-No nie byłam w takim sklepie, ale nadrobimy. Spokojnie.
-Więc nie założę!- Ha!
-Zakładaj. Bo kupie jeszcze smycz.
-Skoro tak czy się nie będę kotkiem to nie!
-Czyli.. chcesz teraz po to jechać?
-Tego nie powiedziałem
-Idź załóż tą jebaną obrożę.
-Nie!
-Mam ci pomóc?
-I tak nie ubiorę!
-Dobra masz urodziny to ci odpuszczę, ale od poniedziałku nosisz. A teraz sie zamknij, oglądam.
-Nie noszę
-Taaa. Powiedziałem coś.
- I tak cie nie posłucham
-Zobaczymy, skarbie.
Nie odpowiedziałem niech spada. Zresztą chcę oglądać film
Wziąłem popcorn ze stolika i zacząłem jeść. - Ciekawe czy ty byś mu smakował.
-Oczywiście. Jeszcze by mnie sobie ketchupem polał
-Taa i zajadał nożem i widelcem przy piosenkach Chopina.
-Rozkoszując się mazurkiem C-moll?
-Możliwe. Mi pewnie też byś smakował.
-Mam sie bać?
-Możeesz.- Wymruczałem mu do ucha.
Przeszedł mnie przyjemny dreszcz-Mówisz...?
-Nie muczę jak krowa. Oczywiście, że mówię, skarbie.
Odchyliłem głowę do tyłu- No rzeczywiście, jak krowa nie wyglądasz
-Śmieszne. Ale nawet jako krowa bym ci sie podobał.
-Chcę dostać medal za stwierdzanie oczywistości- zaśmiałem się
-Jak ty jak ja stwierdziłem?
-Ty dostaniesz, a ja ci go zabiorę
-Nie dam ci go. Zamknę w sejfie.
-Dasz, dasz.
-Niby czemu miałbym?
-Bo mnie kochasz?
Prychnąłem.- Ja? Ja kocham? I to w dodatku ciebie? Skarbie, ja nikogo nie kocham.
-No ba-Wyszczerzyłem zęby- wielki zły Zayn
-To raczej ty kochasz mnie... Mam rację?
-Chciałbyś
-Może tak, może nie.- Bo nie może się przyznać bym mógł zakończyć tą szopkę.
-Chciaaaaaałbyś
Zrobiłem smutną minę.-Ale ty nie chcesz. A do tanga trzeba dwojga.- Wstałem z kanapy i poszedłem do kuchni.
Prawie spadłem z kanapy-Ty tak na poważnie?
-Ale co na poważnie?
-Z tym lubieniem, pierdoleniem o Chopinie i tak dalej
-Nie mówiłem nic o lubieniu.- Nalałem sobie soku do szklanki po czym zacząłem pić.
-No to o przekonaniu mnie do ciebie
-Nie chce byś myślał, że jestem aż tak wielkim skurwielem.
-Nie jesteś aż takim skurwielem. Ale to o zakochiwaniu było dziwne
Wywróciłem oczami. - Nic nie mówiłem o zakochiwaniu.
-Wcześniej tak
-Chyba się przesłyszałeś.- Skierowałem się znów do salonu.
-Nie. Mówiłeś
-Nie pij więcej.
Prychnąłem-Kretyn
-Jak mnie nazwałeś?
-Kretyn. Głuchy kretyn na dodatek
Przycisnąłem go do kanapy, łokciem przyciskając do jego gardła.- Uważaj do kogo kierujesz słowa.
Spróbowałem go odepchnąć- Dobrze, dobrze, tylko nie duś
Wstałem i poszedłem do swojego pokoju. Zabrałem ze sobą jeszcze popcorn i piwo z kuchni.
I się dziwi, że nazywam go kretynem. Westchnąłem ciężko i postanowiłem zawlec się do pokoju po książkę
Położyłem się na łóżku. Teraz trzeba pograć załamanego. Tyle roboty z nim.
Wziąłem sobie jakąś powieść Stephena Kinga. Idiota
Leżałem i układałem misterny plan.- Do dupy z tym wszystkim.-
Położyłem się na łóżku i zacząłem czytać
Dałbym sobie spokój, ale Zayn Malik nie odpuszcza.
Nie gadam z nim. Co to to nie!
Wstałem z łóżka i poszedłem do jego pokoju.

Zaczytałem się kompletnie. Nie bardzo kontaktowałem ze światem rzeczywistym
-Li?- Usiadłem obok niego.
-Nie gadam z tobą
-Czemu?

-Bo mnie podduszasz!
-No ja właśnie w tej sprawie. Chciałem... No przeprosić.- Ostatnie słowo mruknąłem cicho.
Uniosłem brew-Przeprosić?
-Tak.
-Zayn Malik mnie przeprasza? Czyżbym dostąpił Glori Chwały?
-Musisz przypominać mi jak się nazywam? Przepraszam no i co?
-Nie sądziłem że się pofatygujesz
-Nudziło mi się.
Westchnąłem- Niech ci będzie
-To mogę liczyć na zgodowego buziaka?
Podniosłem się i go pocałowałem
Złapałem go za kark, pogłębiając pocałunek.
Mruknąłem zadowolony
Położyłem go na łóżku nie przerywając całowania go.
Objąłem go
Odsunąłem się od niego.- Cieszę się, że się pogodziliśmy. Idę się myć.-Wstałem z łóżka i podszedłem do drzwi.
Przez chwilę wpatrywałem sie w drzwi, mrugając gwałtownie. Co on...
-Dobranoc.
-Aale...
-Co?
-Już idziesz?- spytałem naprawdę głupio
-A co mam tu robić?- Oparłem się o framugę.
-No nie wiem no...
-Właśnie. Poza tym muszę się przyszykować. Wrócę rano.
-Rano?- jęknąłem niezadowolony
-A ty o której wracasz z dyskotek? Chcesz możesz iść ze mną. Co będziesz sam w domu siedział.
-Pójdę- nie mam zamiaru siedzieć sam
-To idź na dół się umyć, przebierz. masz około 45minut.
-Ta- podszedłem do szafy i wyciągnąłem sobie jakieś ciuchy
Wyszedłem z pokoju. Wszedłem do pokoju i skierowałem się do łazienki. Umyłem się, ułożyłem włosy i zszedłem na dół.
Poszedłem się umyć o ogólnie ogarnąć. Czuję się dość... wymięty
-Już?- Krzyknąłem.
-Idę!
-Ok. Czekam na dworze.- Wyszedłem i wykonałem ważny telefon.
Kilka minut później dołączyłem do niego
Zakluczyłem dom i udałem sie do mojego auta.
Podreptałem za nim
Wyjechałem z posesji. Udałem sie w stronę klubu.
-Gdzie jedziemy?
-I tak nie znasz.
-Dobrze wiedzieć
-Spodoba cie sie, to pewne.
Westchnąłem cicho, nie czując potrzeby, żeby mu odpowiedzieć
Zatrzymałem sie pod jakimś sklepem.- Chcesz coś?
-Nie, dzięki
-Na pewno?
-Na pewno
Wyszedłem z samochodu. Wszedłem do sklepu i kupiłem wieele gumek. W razie co dobrze mieć nie? Wróciłem z nimi do auta.-Trzymaj.- Podałem mu reklamówkę.
Badawczo przyjrzałem się foliówce- Aż tyle?
-Nie wszystko na dziś, kocie. W szafce tez mi sie kończą. A jak chcesz mozesz kilka sobie wziąć.
Wzruszyłem ramionami
Podjechałem pod klub. Wyciągnąłem z reklamówki kilka opakowań gumek, resztę schowałem do schowka.
Wygramoliłem się z samochodu
Wyszedłem i zamknąłem pojazd.-Zapomniałbym . Mam twój telefon.- Wyciągnąłem go z kieszeni.
-Nareszcie- wyciągnąłem rękę, żeby go wziąć
-Ale..- Cofnąłem rękę.- Żadnych głupich numerów tak?
-Żadnych- przytaknąłem natychmiast
-Daj mi swój numer i możemy iść.
Podyktowałem mu cyferki
-Jakbym cie zgubił będę dzwonił, tak? Wiec odbieraj.
-Będę odbierać- mruknąłem
-To chodź.-Skierowałem sie do wejścia.
Nieco niepewnie ruszyłem za chłopakiem
Od razu skierowałem sie do baru.
A ja poszedłem od razu w kompletnie innym kierunku.
2 drinki i ruszyłem na parkiet.
Bardzo pięknie się zgubiłem. Punkt pierwszy planu wykonany
Tańczyłem z jakąś brunetką. Po kilku kawałkach wylądowaliśmy w kiblu.
Tak się jakoś złożyła, że wbrew mojej woli oczywiście, wyładowałem na parkiecie
Wychodząc z ubikacji napisałem do Perry kiedy będzie.
Właściwie byłem całkiem zadowolony z tego obrotu sprawy
Ma być za godzinkę. Udałem sie do baru. Pijąc drinka zauważyłem Liama. Udałem sie do niego. Objąłem od tyłu.
-Nie strasz ludzi- popchnąłem go lekko.


3 komentarze: