środa, 18 czerwca 2014

Ziam XXVII

Dziś notatka do góry.... Z racji tego, że nie miałam neta i lenistwo mnie dopadło( taa mam daleko do komputera. Stoi na innym kontynencie) notakta jest dłuższa. Swoja drogą w następnym rozdziale( będę wredna i wyjawię rąbek tajemnicy) zacznie robić się ciekawie...  Ale to w następnym... Teraz zapraszam poniżej... Liczę na komentarze i słowa stęsknienia<3
_______________________________

Zayn
Liam
*Miesiąc później*
Przez miesiąc byłem z Perry. Do Liama się zbyt nie zbliżałem i byłem oschły.

Przez cały ten czas łaziłem wkurzony. Wszystko mnie irytowało
Widziałem, ze Li był wkurzony ale umiejętnie starał się to ukryć.
Cholerny Zayn. Wyprowadzę się! Krzesło mi świadkiem!
Szedłem korytarzem. Mijałem właśnie brązowookiego. Złapałem go za rękę.
Szarpnąłem ręką-Puść mnie
-Stęskniłem się.
-Po miesiącu ci się o mnie przypomniało-prychnąłem- Puść
-Nie puszczę.
Szarpnąłem się mocniej-Bo?
-Stęskniłem się.
-Zostaw mnie
-Nie. Chodź ze mną. Dawno się z Perry nie widziałem.
-Nie ma mowy
-Czemu?
-Nie chcę rozmawiać ani z nią ani z tobą
-Nie będziemy rozmawiać.
-Zostaw mnie- cholera, źle się czuje
Objąłem go w pasie, przyciągając do siebie.
-Zayn... Puść...- zwymiotuje mu tu zaraz, naprawdę
-Czemu nie chcesz?
-Niedobrze mi...
-Chory jesteś? To do lekarza.
-Nie jestem chory... Po prostu mnie mdli, od kilku dni
-Idź do lekarza.- Wywróciłem oczami.- Mogę iść z tobą jutro po rozpoczęciu roku.
-Ale teraz mnie puść... Będę wymiotować
Puściłem go. Poszedłem za nim do ubikacji.
Oddałem zawartość żołądka. Zayn stał w drzwiach. Nie ma nic lepszego do roboty niż patrzenie jak rzygam
Poszedłem do kuchni po wodę. Wróciłem i podałem mu ją, głaskając go po plecach.
-Dzięki- wymamrotałem słabo
-Nie ma za co. Czemu wcześniej nie mówiłeś, ze ci nie dobrze.
- Jakoś nie było okazji
-Zaraz cię umówię do lekarza.- Wyszedłem na korytarz i zadzwoniłem do mojego lekarza.
Miło, że raczył sobie przypomnieć o mnie po miesiącu. Przepłukałem usta i wypiłem to co mi przyniósł
Wróciłem do łazienki.- Lepiej?
Skinąłem głową
-Chodź do salonu. Zrobię ci herbaty.
-Nie trzeba- wzruszyłem ramionami
-Trzeba. Chyba, ze mam cię zanieść i poić rurka.
-Idę, idę
Udałem się po koc i z jego pokoju wziąłem poduszki. Poszedłem do salonu. Ułożyłem przyniesione rzeczy.- Połóż się.- Następnie poszedłem zrobić herbatę.
No pięknie, zostałem obłożnie chory. Westchnąłem ciężko i położyłem się wygodnie, opatulając kocem
-Trzymaj. I pij pomału.- Podałem mu napój.
Czuję się jak dzieciak. Przyłożyłem kubek do ust i upiłem mały łyczek- Gorące!
-Musi być gorące.- wgramoliłem się pomiędzy oparcie a poduszkę, która oparłem na nogach.
Skrzywiłem się i upiłem malutki łyk
Włączyłem telewizję.
Odwróciłem głowę tak, żeby wiedzieć telewizor
Wziąłem kubek i odłożyłem na stolik.- Połóż się. Właściwie co ci?
-Nie wiem. Mdli mnie od jakiegoś czasu.
-Tylko mdli? Nie masz gorączki, czegoś?
Pokręciłem przecząco głową- Tylko mdłości
-Dziwne.

-Pewnie się czymś zatrułem
-Ale dziwne, ze bez gorączki.
-Może jednak dobrze, że pojadę do tego lekarza?
-Yhym. Właściwie o której skończysz jutro?- Zacząłem bawić się jego włosami.
-Myślę, że koło 10.
-A masz na?
- Ósmą
-Zawiozę cię.
-Dzięki
-Nie ma za co, skarbie.
-Nie nazywaj mnie skarbem
-Czemu, skarbie?
-Rozmawialiśmy już o tym
-Właśnie. I mówiłem, że nie przestanę.
-Ale Zaaayn
-Alee Liiiaam.... Co?
-Ja ładniej przeciągam. Nie nazywaj mnie skarbem
-Bo moje imię jest ładniejsze. Będę, skarbie.
-Uh- popchnąłem go lekko
-Zapuściłeś się.- Powiedziałem bawiąc się jego włosami.
-Mogę się obciąć- wzruszyłem ramionami
-Tak też dobrze wyglądasz. Może nawet seksowniej .
-Mówisz?
-Tak. Zostaniesz tak?
-Chętnie
-Moje słowa to sprawiły?- Zaśmiałem się.
-Mi jest bez różnicy
-Jasne. A bo tak sobie myślałem... dawno nie byliśmy u ciebie. Teść pewnie za mną tęskni.
-I potęskni jeszcze trochę
-To kara? Byłem grzeczny.
-Przez miesiąc prawie się do mnie nie odzywałeś
-Nie szukałeś kontaktu za dużo.
-Bo miałeś lepsze rzeczy do roboty
-Właśnie. To czemu mam za to mieć karę?
-Bo tak
-Oczywiście. Po prostu nie miałeś lepszego pomysłu. Nie masz za co się gniewać na mnie.- Fakt olewałem go i byłem nie miły. Tylko dziwne, że o Perry nie wspomniał.
-Tak czy siak nie pojedziemy
-Czemu? Piękne wspomnienia wiążą się z tym domem.
-Cudowne. Mowy nie ma
-Szkoda.
Westchnąłem- Poza tym zajęci jesteśmy
-Niby czym?
-Rozpoczęcie roku, lekarz, a jak wyjdzie że chory jestem?
-Nie umrzesz. Dalibyśmy radę ze wszystkim
-Skoro tak mówisz-uśmiechnąłem się
-I myślałem o niedzieli. Wspólny, niedzielny, rodzinny obiadek.
-Z pewnością spokojny
-Zapewne.
-Zgłodniałem
-Co ci zrobić?
-Naleśniczki
-A nie zemdli cię znowu?
-Nie wiem... Ale jeść mi się chce
-Dobra, dobra. Podnieś się.- Wstałem i poszedłem zrobić mu naleśniki. Królewicz. Po chwili wróciłem.- Trzymaj.- Sam zabrałem mu jednego z talerza.
-Wyżeracz- prychnąłem i zabrałem się do jedzenia
-Ja robiłem.
-Trzeba było zrobić też sobie- Oparłem się wygodniej
-Z jednej miski lepiej. Może jak w zakochanym kundlu zjemy spaghetti?
-Z dwóch- poprawiłem
-Z jednej. I cmok na końcu. Ależ romantycznie by było.- Zakpiłem.
-Ta, jeszcze mi się po wszystkim oświadcz- kretyn
-Nie omieszkam.
Zjadłem wszystko i odłożyłem na stolik
-A podziękowanie?
-Dzięki-pochyliłem się i pocałowałem go w policzek
-Tylko policzek? A co ja cnotka?
Wywróciłem oczami i pocałowałem go w usta.
Przyciągnąłem go bardziej do siebie. Całowałem do póki starczyło mi powietrza. Oderwałem się na uzupełnienie tlenu, po czym znów pocałowałem go.
Oddawałem pocałunki. Udusi mnie!
Oderwałem się od niego na dobre. Oparłem czoło o jego.
Dyszałem ciężko-Oczy masz ładne- stwierdziłem
-Wszystko mam ładne. Ustaliliśmy to już, ale miło słyszeć. Co jeszcze mam ładne?
Zacząłem mu się przyglądać- Um... Na pewno rysy twarzy... Zawsze miałeś takie długi rzęsy?- wygląda jak by się malował! Zejdę ze śmiechu
-Zawsze. Coś jeszcze?
Zacząłem śmiać się cicho- Masz rzęsy jak baba
Zmarszczyłem brwi.- Ty bardziej przypominasz babę.
-Przynajmniej rzęs nie maluję
-Ja też nie. Oryginalne. To co jeszcze?
-Ręce w sumie też masz fajne
-Zapewne spodobały ci się w pewnych bliskich kontaktach z twoim tyłkiem. Dalej.
-Nie wiem no....
-Nie wymieniłeś kutasa. Czuje on się źle w tym momencie.
-Może jeszcze mam go przeprosić?
-Gdyby nie to, ze ci nie dobrze pewnie bym ci kazał.
-Uratowany
-A ja smutny.- Położyłem rękę na jego policzku.- Naprawdę się stęskniłem.
-Jeszcze mi powiedz, że to moja wina
-Tego nie powiedziałem.
-Więc nie wyjeżdżaj z takimi tekstami
-I tak byłeś wkurzony. Byłoby, ze mam puścić, zostawić.
-Ile ja tak mogę? Z tydzień?
-Nie wiem. Byłeś zły, ja miałem ważniejsze rzeczy. Nie wchodziłem w drogę. Swoją droga, o co chodziło?
-A czy to ważne?
-Może. Mów.
-Więc nieważne- wzruszyłem ramionami
-Powiedz. Jestem ciekawy co tak bardzo cię denerwowało.
-Początkowo Perry, a potem twoje zachowanie
-Perry? Co ci zrobiła? I ja?
-Ano to w tym klubie. A ty mnie olewałeś przez cały miesiąc
-W klubie? Nic ci nie zrobiła. Mogłaś przyjść.
-Skończ już
-Jeszcze nie zacząłem. A będąc na temacie Perry. Co o niej myślisz?
-A jaka odpowiedź będzie zadowalająca?
-Lubię prawdę.
-Nie jest zła
-Myślisz, ze zgodzi się zamieszkać tu na stałe? Czas bym sobie kogoś znalazł.
 -Co?
-No to. Myślisz, ze to dobry pomysł?
-Nie- Definitywnie i zdecydowanie nie
-Mówiłeś, ze nie jest zła.
-Nie jest zła, ale nie
-A chciałem się oświadczyć.
-No widzisz...- To ode mnie zależy? Co?
-Zostałbyś moim świadkiem?
-Nie?
-Czemu żaden z was nie chce?
-Żaden?
-Niall, Louis, Harry
-Rację mają
-Dzięki. Ale niby czemu?
-Trzeba by się było przebrać za pajaca i pozwolić ci się hajtnąć... Chociaż można mieć nadzieję, że zobaczę ,,Zayna pod pantoflem''
-Przeżyłbym pajaca. Pod pantoflem? Ja? Skarbie nie licz na to. I pozwolić? Nie każesz mi?
-Nie
-Czemu?
-Bo nie
-To nie odpowiedź.
-To jest argument
-Nie dla mnie.
-Przesadzasz
-Nie pierdol.
Wywróciłem oczami. To mi chyba w nawyk wejdzie
-Czemu mam się nie żenić?
-Bo to bez sensu pakować się w małżeństwo z własnej woli, bo z kobiety po ślubie wychodzi harpia, bo ja tak nie chce, bo nikt tak nie chce- zacząłem wyliczać na palcach
-A może ja chce. Przy mnie będzie miała ciężko być harpia.
-To jest kobieta. Ona wszystko zrobi po swojemu, ciebie do tego zmusi i jeszcze każe sobie przytaknąć i zażąda pochwały
-Taki do niedawna hetero tak uważa?
-Mam dwie starsze siostry.
-Ja jestem w środku. Znam życie. Chyba, ze ty chcesz iść ze mną do ołtarza.
-Da się tak w ogóle?
-Da. Francja i te sprawy.
-Daleko to
-E tam. A teść to się ucieszył.-Zaśmiałem się.
-Tak by się ucieszył, że na zawał by zszedł
-O to chodzi.
-A w testamencie napisałby, że nie życzy nas sobie na pogrzebie
-Ależ byłbym zasmucony.
-A ja w swym bólu połączył bym się z tobą
-Idziemy spać? Późno jest.
-Możemy
- To dalej zbieraj rzeczy i do mnie.
-Ja bym jeszcze z dobrodziejstwa prysznica skorzystał- podniosłem się
-Jutro, rano skorzystasz.
Westchnąłem.- Czyli idziemy do ciebie
-Tak. -Oblizałem usta.- A lepiej się czujesz?
-Dużo lepiej
-Czyli.. Nie pójdziemy jeszcze spać.- Uśmiechnąłem się.
-O cokolwiek ci chodzi wiedz, że juto muszę być wstanie siedzieć
-Czy kiedykolwiek nie mogłeś?
-Mam wymieniać?
-Nie moja wina, tylko twojego zadka.- Skierowałem się na schody.
Podreptałem za nim- Gosh, nie ważne
-Właśnie.- Wszedłem do pokoju.
Zamknąłem drzwi
Odwróciłem go i przyparłem do drzwi wpijając się w jego usta
Trochę grzmotnąłem o te drzwi. Ał. Łapczywie oddawałem pocałunek
Wsunąłem ręce pod jego koszulkę. Zacząłem ja pomału ściągać.
Westchnąłem w jego usta
Poprowadziłem nas w stronę łóżka. Nie przerywając pocałunku położyłem nas na nim.
Objąłem go. Wygodniej
Pozbawiłem go spodni.- Zająłbyś się mną.
Zdjąłem z niego koszulkę- Co ty taki niecierpliwy?
-Mówiłem już.
Rozpiąłem jego spodnie- Aż tak się stęskniłeś
-Mmm.- Zacząłem całować go po szyi i torsie.
Nie wiedziałem co zrobić z rękoma więc po prostu zacisnąłem je na pościeli.
Polizałem jego sutek, a później dmuchnąłem na niego.
Jęknąłem cicho. Zadrżałem
Dokończyłem rozbieranie go. Przygotowałem go należycie, założyłem gumkę, zadbałem o poślizg i powoli wszedłem w niego.
Syknąłem cicho i skrzywiłem się
-Nie dziw się. Dawno tu nie zaglądałem.- Powoli się poruszałem.
Przygryzłem wargę. Przecież drzeć się jak stare prześcieradło nie będę, a zaraz przejdzie
Pocałowałem go. Przyśpieszyłem.
Zaczynało być przyjemnie. Pojękiwałem w jego usta
Pieściłem jego ciało. Chciałem dać mu tyle przyjemności ile byłem w stanie.
Jęczałem coraz głośniej. Wypychałem biodra w jego stronę.
Byłem blisko. Złapałem jego penisa i zacząłem szybko poruszać.
Pokrzykiwałem z rozkoszy. Nie bardzo panowałem nad swoimi ruchami
-Jęcz Li. Właśnie tak.- Mocno dociskałem biodra do niego.
Nie byłem w stanie sklecić jakiejkolwiek odpowiedzi. Zajęczałem głośniej
Doszedłem. Opadłem na ciało chłopaka.
Skończyłem zaraz po nim. Ciężko oddychałem i drżałem lekko
Podniosłem się lekko i cmoknąłem go w usta.
Uśmiechnąłem się delikatnie.-Złaź- Ile razy będziemy to przerabiać?
-Nie chce mi się i wygodnie.
-To chociaż go wyjmij- westchnąłem
-Po co?
-Bo to dziwne
-Też jesteś dziwny.- Położyłem głowę na jego klatkę piersiową. Słyszałem bicie jego serca, uśmiechnąłem się i zacząłem rysować serduszka na jego ciele.
Zrobiłem zdziwioną minę i nawet chciałem to jakoś skomentować, ale stwierdziłem, że nie ma sensu
Zacząłem nucić sobie pod nosem.
Podniosłem rękę i wplotłem ją jego włosy
Mruknąłem. Naprawdę lubiłem gdy bawił się moimi włosami.
Zadowolony zacząłem masować skórę jego głowy
-Będziesz mógł jutro siadać?
-Tak myślę... A jak nie, jakoś wytrzymam
-Tylko u lekarza wstydu mi nie narób
-Ta jes
Wyszedłem z niego i położyłem się obok, nadal rysowałem po nim palcem.
Westchnąłem gdy się poruszył
-Idziemy spać kocie. Dobranoc.
-Branoc- Chwyciłem kołdrę i nas nią przykryłem
Przytuliłem go do siebie.
Oparłem głowę o jego tors i zamknąłem ślepka
Pocałowałem go w czoło i zacząłem głaskać go po głowie.
Mruknąłem coś zadowolony z tego co robi i zasnąłem. Zmęczyło mnie to wszystko
Gdy jego oddech stał się równy znów pocałowałem go w czoło.- Jeszcze się we mnie zakochasz.

2 komentarze:

  1. Awh słodkie :)
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowny rozdział ^.^ Już jest niesamowicie, co będzie dalej? <3
    @fallensoul19

    OdpowiedzUsuń