piątek, 20 czerwca 2014

Ziam XXVIII

Zayn
Liam
________________________________
Rano obudziłem się pierwszy. Podniosłem się, nieco za szybko. Skrzywiłem się i odruchowo złapałem za plecy
Zarzuciłem przez sen rękę na chłopaka i przyciągnąłem do siebie
Spróbowałem się odsunąć. Potrząsnąłem nim- Wstawaj
Zacisnąłem ręce mocniej wokół niego.- Za chwilę, kochanie.
-Spóźnimy się
-Yhym. Ja ciebię też.
-Zayn!
Otworzyłem leniwie oko.- Co chcesz Payne?- Musiał mi przerwać sen.
-Żebyś wstał
Zamknąłem oczy.- Taa.- Bo nie mogę olać rozpoczęcia roku.
-Obiecałeś mnie zawieźć
-Nie możesz olać rozpoczęcia jak ja?
-Nie-prychnąłem
-Czemu? I tak nic się nie będzie działo tam.
-Ale trzeba iść
-Nie trzeba. Zostańmy. Proszę.
-Pójdziemy, posiedzisz godzinę, wrócimy. Nie rób problemu
-Godzinę możemy pospać.
Westchnąłem ciężko- Wypadałoby jednak iść
-Wypadałoby, ale nie trzeba. Serio aż tak ci zależy?
-Uh, wygrałeś- Jęknąłem zrezygnowany i z powrotem opadłem na łóżko
-Zawsze wygrywam.
-A idź spać
-Teraz jak się rozbudziłem?
-Ta. Sio
-Kocie..- Przejechałem rękę po jego udzie.
Trzepnąłem go w rękę- Nie
-I tak nie chciałem.
-Nie zmienia faktu.- okręciłem się żeby leżeć bokiem
Położyłem się tak samo jak on.
-I po co tak wcześnie wstawałem?- zamarudziłem
-Nie moja wina.- Wzruszyłem ramionami.
Westchnąłem i się do niego przytuliłem
-Nie przyzwyczaj się.
-Nie będę-mruknąłem
Uśmiechnąłem się do niego.
Odwzajemniłem uśmiech
Zadzwonił telefon. -Tak skarbie? Dziś jestem zajęty. Wybacz muszę kończyć. Pa.- Odłożyłem telefon na szafkę.
-Kto to był?
-A do kogo mówię skarbie? Perry.
Prychnąłem cicho
-Co znowu?
-Nie lubię jej
-Wczoraj było, że nie jest zła. Zdecyduj się.
-Wczoraj jej nie było, w związku z czym miałem lepszy humor
-Oj już nie bądź zazdrosny.
-Bo to tak łatwo
Zacząłem się śmiać. Jest zazdrosny= coś do mnie czyje. Czemu kurwa utrudnia?- Myślałem, że ci przeszło.
-Nie przeszło. I nie rżyj
-Ja się śmieje. Rży koń. A ludzie są zazdrośni jak coś do kogoś czują.- Ostatnie zdanie wyszeptałem mu na ucho.
-Chciałbyś
-Żebyś wiedział, że chciałbym. Skoro nic cię nie obchodzę czemu jesteś zazdrosny?
-Bo...nie wiem
-Właśnie.- Odwróciłem się do niego plecami.- Obudź mnie koło 10.
-Jasne- wstałem.- Idę się umyć
-Beze mnie? Nie ładnie skarbie.
-Możesz iść ze mną- stwierdziłem
-A nie możemy iść później?
-I mam leżeć z tobą w łóżku
-Lubię żywe poduszki.
-Ale jestem brudny- zamarudziłem
-Mnie to nie przeszkadza.
-Ale mi tak
-Wytrzymasz. Zrób to dla mnie.
Zrezygnowany położyłem się.-O której wstajemy?
-O 10. Muszę się nacieszyć.- Przyciągnąłem go do siebie.
Objąłem go. -O dziesiątej- powtórzyłem cicho- A do lekarza na którą?
-11.
-Zdążymy- uznałem
-Oczywiście. Po coś każe się budzić o 10, skarbie.
-Nie mów do mnie skarbie
-Oczywiście, skarbie. Dla ciebie wszystko skarbie.
-To nie mów tak na nią
-A o to teraz chodzi.
-Więc?
-Co?
-Przestaniesz?
-Jak chcesz Payne.
Westchnąłem ciężko-Idę spać
-Ej nie śpij.
-To co mam robić?
-Rozmawiać ze mną.
-O czym niby?
-O czym chcesz. Weź rozbudziłem się.
-Nie wiem. Daj mi iść się umyć
-Proszę. -Zrobiłem błagalna minę.
-Co ty tak właściwie robisz? W sensie w tym swoim... słowa mi brakło
-Gangu, skarbie.
-No?
-Im mniej wiesz tym lepiej spisz
-No ale ty prawie nic nie robisz, Nawet nie wychodzisz z domu
-Wychodzę jak spisz
-No dzięki, uspokoiłeś mnie normalnie
-Czym cię uspokoiłem?
-Łazisz gdzieś jak ja śpię
-No i co z tego?
-Cholera, muszę mieć mocny sen
-Możliwe.
Przytuliłem się do niego-Jaki jest ten lekarz?
-Miły, zaufany, dobry.
-Nie lubię lekarza
-Czemu mój skarbek go nie lubi?
-Nie wiem. Tak jakoś. Instynktownie
-Skoro ja go lubię i mu ufam, możesz go lubić. I tak bez opierdolu za "mojego skarbka"? Dziwne.
-A jest sens się produkować?
-Lubię cię denerwować. Strasznie pociągająco i słodko wtedy wyglądasz.
-Nie jestem słodki- prychnąłem
-Jesteś. I może przez to tak na mnie działasz.
-Jak? Nie jestem
-Wiem lepiej.
-Nie wiesz
-Wiem.- Złapałem go za policzek. Złożyłem delikatny pocałunek na jego ustach.
Oddałem pocałunek. Oczywiste, że nie wie
Odsunąłem się lekko od niego. - Co robimy po wizycie u lekarza?
-Co chcesz- mruknąłem dość nieprzemyślanie, czego pewnie będę żałowć
-To może.. Zabawimy się w żywy stolik?
-Co?
-Tłumaczyłem ci już.- Westchnąłem.- Jesteś ty, nagi ty. I jem z ciebie śmietanę, owoce. Rozumiesz, skarbie?
Natychmiast pokręciłem głową- Nic nie rozumiem w cale nie rozumiem- Jak tylko wrócimy od lekarza chowam sie w szafie/pod łóżkiem/w kiblu. Postanowione
-A mówiłeś, ze jesteś mądry. Chce z ciebie jeść.
-A ja nie chcę
-Czemu?
-Bo nie!
-Tobie nigdy nic nie pasuje. Przywiąże cię i nic do gadania nie będziesz miał.
-Chciałbyś- Tak, tak, zobaczymy
-No oczywiście. Było by ci dobrze.
-Ts. Nie ma mowy
-To jedz sobie sam do lekarza.
- Niech ci będzie- Tak łatwo wpływać na moje decyzje?
-Mówiłem, ze zawsze wygrywam.
-Szantażysta
-Skuteczny. W mojej pracy do przydatne.
-To oddzielaj pracę od życia prywatnego bo to się kończy depresją, degresją, schizofrenią, patologią, i filiami!
-Nie grozi mi to. A praca w każdej chwili może mnie złapać.
-Za nogę- dopowiedziałem- Która godzina?
-Mamy jeszcze z 30minut.
-Mało.- wzruszyłem ramionami- Plecy mnie bolą- poskarżyłem się
-I co mnie to?
-Pomasuj
-Nie umiem.
-Tego się nie umie, to się robi
-A jeśli cię połamie?
-To zjawimy się u lekarza szybciej, niż się nas spodziewał\
-Ale na co mi ty cały w gipsie?
-Ciężko jest złamać komuś plecy
-Ej wtedy to na wózku byś jeździł.
-Jaki ty jesteś męczący- westchnąłem
-I tak mnie kochasz. Dobra dawaj te plecy.
Okręciłem się na brzuch
Usiadłem na nim. -Gdzie cię boli?
-Pomiędzy łopatkami
Zacząłem go jakoś masować. Ugniatałem go jak ciasto. Byłbym dobrym masażystą i piekarzem. Ah moja doskonałość.
-A może traktuj moje plecy mniej jak worek ziemniaków, a bardziej jak żywą i, co może ci umknęło, CZUJĄCĄ część ciała.- prychnąłem- To boli!
-Poboli i przestanie.
-Nieczuła kłoda z ciebie, wiesz?
-Czuje.
-Skarpety Louisa, które od tygodnia leżą w salonie, bo nikomu nie chce się schylić?- zironizowałem
-A mówił, że Nialla. Skurwysyn. Ale wracając.. Nie jestem nie czuły. Coraz częściej to pokazuje.
-Heee, widziałem jak rzucał. Mi nie. Prędzej Perry
-Myślę, ze tobie też.
-Mi mniej
-Nie wiesz tego.
-Ale przeczuwam
-Nie masz dobrej intuicji.
-Na pewno byłeś dla niej... milszy niż dla mnie przez ostatni miesiąc
-Denerwowała mnie. Ze jest moja dziewczyna nie znaczy, że jestem dla niej miły.
-Twoją dziewczyną- prychnąłem po raz kolejny
-Ty nie chciałeś być moim chłopakiem.
-Nie pytałeś
-I tak byś nie chciał.
-A skąd wiesz? - prychnąłem
-Przecież nic do mnie nie czujesz, a ty raczej nie pakujesz się w związki bez miłości.
-Przed chwilą twierdziłeś że na pewno coś do ciebie czuję. No i jeszcze mógłbym się zgodzić pod wpływem chwili. Albo prochów
-Ale ty utwierdziłeś mnie, że nie. Na prochach możesz się zgodzić a potem co? Dupa.
-Ts- Wywróciłem oczami- Już 10
-To jak?- Złapałem go za rękę.

-Z czym?
-Z nami. Chcesz?
-Mogę- zacząłem ostrożnie
Uśmiechnąłem się. - czyli naszą pierwsza jako para kąpiel?
-Ta-podniosłem się- Idziemy?
-Myślałem o bardziej entuzjastycznej odpowiedzi.- Również wstałem i podszedłem do niego.
-Powiedzmy, że moja dusza się cieszy. Mogę wziąć twoje ciuchy? Nie chce mi się iść po moje
-Daleko nie masz, ale ok. Zaraz poszukam ci coś.- Podszedłem do szafki. Wyciągnąłem z niej szare i czarne spodnie, 2białe bluzki i o dziwo jakąś koszule. Co ona u mnie robi? Wszedłem do łazienki.
Wszedłem za nim.-Prysznic czy wanna?
-Prysznic? Wannę odwiedzimy wieczorem.
-Jak chcesz- odkręciłem wodę
Wszedłem do kabiny.- Umyjesz mnie?
-Mhm- Stanąłem obok niego- Tylko podaj mi gąbkę
Podałem mu wymieniony przedmiot. Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie. Nasze krocza uderzyły o siebie.
Pochyliłem się i przez ramię Zayna chwyciłem jakiś płyn do kąpieli
Złapałem go za policzki i pocałowałem.
Oddałem pocałunek.
Starałem się by był czuły. Po chwili oderwałem się od niego.- Przypieczętowaliśmy nasz związek, skarbie.- Cmoknąłem go w nos.- Teraz możesz mnie umyć.
Zaczerwieniłem się lekko. Najwyżej powiem potem, że mi gorąco. Nalałem mydła na gąbkę i zacząłem nanosić pianę na tors chłopaka

_____________________________
Taaa w chuj rozdziałów a oni dopiero są razem..... Jak ja kocham "Moda na sukces" czy jak było temu nieskończonemu serialowi... 

2 komentarze: