niedziela, 22 czerwca 2014

Ziam XXIX

Witam!

Ja nie wiem dlaczego płaczę przy tym. Może z naszej głupoty( tez cie kocham, Sfę) ?

Zayn
Liam
____________________________
-Słodko się rumienisz.
-Nnie rumienię się- wydusiłem
-Widzę właśnie. Nie musisz się wstydzić tego.
-Nie wstydzę się
-To dobrze. Myj myj bo nie zdążymy.
Chwyciłem słuchawkę i spłukałem jego tors.- Obróć się
-Od tylu mnie bierzesz? Ciekawe.
-Plecy chcę ci umyć. Obracaj się
-Dobra wymówka.- Odwróciłem się.
Nawet nie skomentowałem. Namydliłem jego plecy i szybko spłukałem
Wziąłem szampon i zacząłem myć głowę. spłukałem ją i wyszedłem. Wytarłem się i ubrałem w czarne spodnie i biała koszulkę. Zacząłem układać włosy.
Umyłem się cały i wszedłem spod prysznica chwilę po nim. Wytarłem się i ubrałem ciuchy, które mi przygotował
-Całkiem seksownie.- Skomentowałem gdy zobaczyłem go w lustrze. Chwilę męczyłem się z włosami, ale poszło mi całkiem sprawnie.
-Jemy coś przed wyjściem?
-Ty tylko o jedzeniu. Raczej tak. Jakby krew mieli pobierać to i tak trzeba by jutro.
-To idziemy- uśmiechnąłem się szeroko
Podążyłem Do kuchni. Po drodze wziąłem portfel, telefon i kurtkę.- Chcesz jakieś okulary?
-Nie- otworzyłem lodówkę
-Ok. Chce kanapkę z sałata i pomidorem.
Wyciągnąłem potrzebne produkty i zrobiłem nam kanapki.- Coś do picia?
-Kawę, poproszę.
Nastawiłem wodę. Postawiłem kanapki na stole- Smacznego
-Dziękuję. A jutro poproszę do łóżka.- Zabrałem się za jedzenie.
-Nie chce mi się wstawać tak wcześnie- wyjąłem kubki.- Słodzisz?
-Wcześnie? I tak będziesz musiał wstać i zrobić. Jeden czas. 2łyżeczki.
Zrobiłem kawę, posłodziłem i dopiero wtedy zacząłem usiadłem przy stole
Jadłem dość szybko. Nawet nie sprzątając wstałem od stołu. Wziąłem kluczyki i okulary.- Skarbie? Idziesz?
Wstałem- Daleko ten lekarz?
-Nie daleko.
-To jedziemy
-Yhym.- Założyłem buty i udałem się do samochodu.- Wejść z tobą?
-Wolałbym tak- wsiadłem do auta
-Z mamusia też chodzisz to lekarza?
Prychnąłem- nie komentuj
-Tylko pytam. To jak? Chodzisz? Trzyma cię za rączkę?
-Zniszczę twój światopogląd. Nie chodzę do lekarza
-Taki okaz zdrowia? Mnie nie przebijesz. Oczywiście nie licząc złamań i innych obrażeń z pracy.
- Jak się pochoruje to po prostu biorę leki i nie męczę się z lekarzem
-Domyślam się.- Zaparkowałem.- No wyskakuj.
Wysiadłem z samochodu
Udałem się do kliniki. Otworzyłem drzwi i przepuściłem chłopaka
-Panie i umysłowo chorzy przodem, he?- Wszedłem do budynku
Wywróciłem oczami. Usiadłem na krzesełku, ale nie na długo bo wyczytano nazwisko Liama.
Wstałem- Które drzwi?
-Tamte.- wskazałem. Nie no słychać było, ze wola z tamtad ale pewnie to było na innym piętrze.
Wszedłem do pomieszczenia rozglądając się niepewnie.- Dzień dobry?
Podążyłem za nim.- Cześć Zack.- Usiadłem na jednym z krzeseł.
Klapnąłem obok Zayna
-Co panu dolega?- Spytał lekarz.
-Mdłości. Od kilku dni
Zack go przebadał. Kazał zrobić usg, pobrać krew i zbadać mocz. Czyli jutro też nie idę do szkoły.
Facet stwierdził że na usg to nas może dzisiaj wziąć. Nas w sensie mnie. Przeszliśmy do innej sali, zdjąłem koszulkę, położyłem się na leżance. Lekarz obsmarował mi brzuch jakimś smarowidłem i zaczął jeździć mi ,,czymś"' po brzuchu
Przypatrywałem się w ten ekranik.- Fajne flaki. A to to co?- Takie trochę dziwny ten organ.
Moje flaki, moja prywatność, moje nie komentuj! Podniosłem się trochę żeby zobaczyć ,, to to''
-To właśnie przyczyna mdłości.
-Czyli?- spojrzałem na lekarza
-Jesteś w ciąży. 4 tydzień. Gratuluje.- Stałem i patrzyłem na niego jak na debila.- No Zayn postarałeś się. - Wyciągnął dłoń w moim kierunku, ale ja tylko stałem.
Co?! Co kurwa?! Cooooo? Gapiłem się jak ten ułom na skład chińskiego złomu. Co? Ciąża? Ja jestem facetem! To jest nie-mo-żli-we!
Nadal byłem zamieniony w posąg. Tysiąc myśli przewijało mi się przez głowę. Spojrzałem na Liama. Był w szoku, jak ja. -Jak to możliwe?- Spytałem.-On jest facetem, facetem!
-Właśnie!- Umrzeć chcę! W kąciku, opatulony jakąś szmatą, w domu. Zakładając że dożyję, bo po nim mogę się spodziewać wszystkiego
-Zdarzają się przypadki, że mężczyzna zachodzi w ciąże. Takich dni w jego życiu są najwięcej dwa.
-Tylko dwa?- powtórzyłem jak echo. Dwa. Trzeba mieć pecha. Cholernego pecha. Kurwa!
-Dwa. Na razie wszystko jest dobrze. Choć u mężczyzny jest bardziej zagrożona. Usunąć można wtedy.
Przetwarzanie informacji przychodziło mi z wielkim trudem. Nagle zachciało mi się płakać, oczywiście się powstrzymałem.
Nadal stałem jak słup. Dziecko. Liam będzie miał dziecko.
-My może pójdziemy? - zapytałem płaczliwie. Świat mi się w momencie zawalił. Lekarz wytarł mi brzuch i pomógł wstać. Ustać zresztą też, bo jakoś nie byłem w stanie
-Ta. Cześć Zack. -Od razu skierowałem się do samochodu. Wsiadłem i oparłem się.
Popędziłem za nim. Usiadłem na siedzeniu-Zayn...?
-Co?- Powiedziałem oschle.
-Co zrobimy?- Nadal byłem skołowany tym wszystkim
-My? Ty masz bękarta.
-Ja? A czyja niby to ,, zasługa''?- prychnąłem
-Nie wiem z kim się puszczasz.
-Na twoje nieszczęście, miesiąc temu, z tobą
No tak to jest możliwe. Bałby się z kimś innym przespać.- Usuniesz je.
-Usunę?- przechyliłem głowę
-Aborcja? Mówił, ze jeśli jest zagrożona można, to jeśli nie też.
-Usunę- zacząłem się zastanawiać na głos
-Ok. Wieczorem zadzwonię do tego lekarza niech to załatwi.
-Albo nie?- Cholera, nie mam pojęcia co robić
-Chcesz je?
-Nie wiem
-Chcesz być mamusia?
-Nie wiem- powiedziałem bardziej płaczliwie
-Nie becz.- Warknąłem. Wracałem do siebie po tej informacji.
-Nie beczę-odwróciłem głowę
-Widzę kurwa właśnie.
-Daj mi spokój
-Bo co kurwa? Nie ma tematu masz je usunąć.- chciałem dodać "i się wyprowadzić", ale nie potrafiłem.
-Może i miałeś rację. Nie ,,my'' tylko ,, ja''? Proszę bardzo. Mój dzieciak moja sprawa moja decyzja- prychnąłem
-Może jeszcze je zostawisz?
-I zobaczysz, że tak zrobię!
-Wyjdź.
-Proszę bardzo. Tęsknić nie będę. Wpadnę jutro po rzeczy- wyszedłem z samochodu
-Powodzenia z tatusiem.
Zatrzasnąłem drzwi. Nawet kasy przy sobie nie mam. Świetnie
Odjechałem z piskiem opon. Było rano ale od razu skierowałem się do jakiegoś baru.
Ja nawet do końca nie wiedziałem gdzie jestem. Cholera! No nic trzeba coś wymyślić. Przed siebie i jeszcze dalej, jak to mówią. Z westchnieniem skręciłem na oślep, licząc, że jakoś dowlekę się do domu
Co za skurwiel. Te kilka piw nic mi nie dało. Zamawiałem kolejne.
I patrzcie państwo! Wylądowałem w nie-wiadomo-gdzie-kurwa-ratuj-mnie-latający-potworze-spaghetti! Nobla dajcie! Uh, idziemy na przystanek, pojedziemy bez biletu, trudno się mówi
Wróciłem do domu niezłe wstawiony. W ręce trzymałem kolejna dawkę procentow. Rozsiadłem się przed tv.
I nawet mnie nie złapało to durne kanarzysko! A co ważniejsze dojechałem do znajomej okolicy.
Przyszedł Louis i oczywiście musiał mi truć dupę. Czemu chcesz się upić? Jak się pokłóciliście? O co? Bla bla bla.
Całkiem zadowolony z siebie wróciłem do domu. Otworzyła mi siostra, rodziców nie było, zresztą to dobrze. Dostałem opieprz za to, że nie byłem na rozpoczęciu. Ciekawe skąd o tym wie. No i zaczęła wypytywać mnie o Zayna, ale ja stwierdziłem, że nie chcę o tym gadać, a ona taktownie dała mi święty spokój
Zbliżał się 1 a ja dalej myślałem o tej męskiej kurwie. Mojej kurwie. Moim Li. Udało mi się go uwieść i dupa. Tommo miał rację. Z trudem zadzwoniłem do Liama.
Nie odbierał. Telefon został w domu. Super. Chwiejnym krokiem udałem się do wyjścia. Picie przez cały dzień to nie był dobry pomysł. Pojechałem do jego domu. Wysiadłem i zadzwoniłem do drzwi.

Poszedłem otworzyć- Jezu schlałeś się- nie ma to jak adekwatny do chwili komentarz
-Li. Bo zostawgłeś telekon.

-Wróć jak wytrzeźwiejesz. Albo w ogóle nie wracaj- westchnąłem ciężko
-Skajbie, nie ruszę się stąd.
-Ruszysz i to szybko. Tylko mi nie mów, że przyjechałeś samochodem- wypchnąłem go za drzwi
-No tak. Stoi tam.- Wskazałem za siebie.- Wpuść mnie.
-Wrócisz do domu NA PIECHOTĘ, przywleczesz się to jak wytrzeźwiejesz do tego czasu nawet widzieć się nie chcę, dotarło?
-A ogólnie chcesz? Skajbie, proszę.
-Wytrzeźwiejesz, porozmawiamy
-Nie ruszę się stąd. Wpuść mnie!
-To będziesz trzeźwiał na schodach- wszedłem do domu i zamknąłem drzwi na klucz
Zacząłem walić do drzwi.- Otwórz! Li!
-Nie otwieraj mu!- uprzedziłem siostrę. Czego on ode mnie chce?
-Bo wywarze drzwi! Otwieraj!
Otworzyłem drzwi- Denerwujesz mnie
Złapałem go za biodra. -Wróć ze mną.
-No chyba cię popierdoliło
-Czemu?
-Po tym co było dzisiaj? Mowy nie ma
Ko..-Zauważyłem w korytarzu teścia.- Dobly wieczór kochany teściu. Li pochwalił się ze będziesz dziadziem?
-Teraz już nie teściu- zauważyłem przytomnie- Wypad
Odwróciłem nas tak, ze teraz ja stałem w progu. Wszedłem do środka i udałem się do pokoju chłopaka.
-Hej!- pobiegłem za nim
Położyłem się na łóżku. Pachnie Liamem.
Wszedłem do pokoju i zamknąłem za sobą drzwi- Nie wrócę
-Mogę zostać tu.
-Nie. Wychodzisz
-Wiesz, ze cię nie posłucham. Zapomnij o tamtym. Chcesz przekreślić 2godziny naszego związku?
-Nawet mnie nie przeprosiłeś- zauważyłem chłodno
-No dobra. Nie moja wina, ale przepraszam.
-Ts.- Westchnąłem ciężko
-Chodź do mnie.- Wyciągnąłem ręce Do niego.
Położyłem sie obok niego- Znowu wygrałeś
-Zawsze wygrywam.- Oblałem go.
-Wracajmy do domu
-Nie chce mi się już. Dobrze mi tu.
-Proszę-pogłaskałem go po głowie
-Mrał. Muszę jeszcze zadzwonić do Perry.
-Nie wracam- zaprotestowałem natychmiast
-Czemu znowu?
-Perry?
-No . Co z nią?
-Po co chcesz do niej dzwonić?
-Lubię jak jesteś zazdrosny. Chyba nie chcemy żyć w trójkącie? Nie liczyć małego Liamozayna
-Nie chcemy. Ten twój ,,Liamozayn'' brzmi jak dinozaur
-To chyba trzeba ja powiadomić. Jak dinozaur to to nie moje.
-To ją powiadamiaj- uśmiechnąłem się zadowolony
-Czego się szczerzysz?

-A nie mogę?
-Możesz. Masz ładny uśmiech. Ale z powodu Edwards?
-Tak
-Wolisz ją? Ja bym wolał mnie.
-Tak, tak. Wolę ciebie.
-Ja ciebie też. Perry i tak nie miała znaczenia. Od samego początku chciałem ciebie.
-Chyba naprawdę za dużo wypiłeś-Chociaż nie powiem to co powiedział mile połechtało moje ego
-Choć dobrze odegrała rolę. Tylko jest strasznie denerwującą. Ty też, ale inaczej.- Nie ma to jak zacząć gadać po alkoholu. Nigdy jeszcze tak nie miałem.
-Jaką rolę?
-No odgrywaną.
-Ale jaką rolę ona odgrywała, hm?
- No odgryzała moja dziewczynę. Chciałem byś był zazdrosny. Udało mi się?
-Ta, gratulacje
___________________________________
Spodziewał się ktoś takiego obrotu spraw? 
KOMENTUJCIE! 
Proszę

4 komentarze:

  1. Prawdę mówiąc to od razu się domyśliłam :p jak tylko Liam wspomniał o mdłościach c: w moim życiu było już zbyt wiele gejowskich ff żebym się nie zorientowała. Szczerze? Nie przepadam kiedy w fanficu chłopak jest w ciąży. Drażni mnie to trochę oops :p
    @girl_lovesdraco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aczkolwiek nie wyobrażam sobie, żeby bez tej ciąży nosorożec Zayn kiedykolwiek zdał sobie sprawę, że tak właściwie to Liam jest najlepszą rzeczą jaka go spotkała [uh, nie ważne, moja postać najlepszą postacią, wiadomo]. A to się w telenowelę rozrośnie, bo Li nie ostatni raz został z domu wywalony [ja to nawet trochę mu współczuję ^^'']

      Usuń
  2. Ciąża? Tego się nie spodziewałam :) Ale lubię mpregi <3
    @fallensoul19

    OdpowiedzUsuń
  3. boskie <3 czekam na kolejne! @hazzaconda97

    OdpowiedzUsuń