Zayn
Liam
____________________________________________
-Skoro Tommo może cię pomęczyć to czemu nie ja?- Wyruszył ramionami.
-Skoro chce udusić Tomlinsona za denerwowanie mnie to czemu nie ciebie? -
Odezwałem się w końcu.
I bardzo dobrze, broń mnie przed tą poczwarą!
-Idź już. Dalsze urodziny świętujemy sami. -Ta..- mruknął odchodząc. Swoją drogą podsunął mi pomysł. Muszę później z nim pogadać.
Odchyliłem głowę do tyłu.- Jak świętujemy?
I bardzo dobrze, broń mnie przed tą poczwarą!
-Idź już. Dalsze urodziny świętujemy sami. -Ta..- mruknął odchodząc. Swoją drogą podsunął mi pomysł. Muszę później z nim pogadać.
Odchyliłem głowę do tyłu.- Jak świętujemy?
-Mieliśmy oglądać film?
-Ta! Horror... Ale jeszcze nie jest ciemno.
-No nie. To co chcesz teraz robić?
-Bo ja wiem... Co jest za domem?
-Las? Mieszkamy w lesie, na odludziu.
-To chodźmy na spacer.- Zadecydowałem.
-I skończymy jak ostatnio?
-Nie... Tak myślę...
-To nie wiem czy mi się chce.
-Oj weź, mam urodziny- Jęknąłem.- Proooszę.
-Dobra. Ide tylko po gandzie czy coś. Też chcesz?
-Odpowiedź jest oczywista. Nie
-Spytać nie zaszkodziło. Może za którymś razem znormalniejesz.- Skierowałem się do pokoju. Zajrzałem do magicznej szafeczki. Hmmm... może lsd? Zażyłem narkotyk i wróciłem do chłopaka.
-Idziemy- zarządziłem wciągając buty
-Ta! Horror... Ale jeszcze nie jest ciemno.
-No nie. To co chcesz teraz robić?
-Bo ja wiem... Co jest za domem?
-Las? Mieszkamy w lesie, na odludziu.
-To chodźmy na spacer.- Zadecydowałem.
-I skończymy jak ostatnio?
-Nie... Tak myślę...
-To nie wiem czy mi się chce.
-Oj weź, mam urodziny- Jęknąłem.- Proooszę.
-Dobra. Ide tylko po gandzie czy coś. Też chcesz?
-Odpowiedź jest oczywista. Nie
-Spytać nie zaszkodziło. Może za którymś razem znormalniejesz.- Skierowałem się do pokoju. Zajrzałem do magicznej szafeczki. Hmmm... może lsd? Zażyłem narkotyk i wróciłem do chłopaka.
-Idziemy- zarządziłem wciągając buty
-Jasne.- Skierowałem się do drzwi. Wyciągnąłem klucze z koszyka,
założyłem okulary i czekałem za chłopakiem.
Wyszliśmy na dwór kierując się w stronę lasku
Uniosłem głowę ku słońcu by ją ogrzać i prawie wpadłem na drzewo.- To przed chwilą tu nie stało.
-No ba, samo przyszło i zastawiło na ciebie pułapkę. Wiesz, drzewny spisek- parsknąłem ironicznie
-Ty uważaj to możliwe. Za tobą.- Wrzuciłem sie na niego, wywracając na ziemie.
-Debil!- walnąłem go z całej siły w głowę- Będę cały ubabrany! I na dodatek to bolało! Złaź!
Przeturlałem nas, że teraz on leżał na mnie.- Tak lepiej?
Wstałem mamrocząc pod nosem obelgi w jego stronę. Nigdy więcej prochów przed spacerem. Nigdy
-Liam... Wyluzuj trochę.
-Jeżeli ja wyluzuję to skończymy rozmawiając z różowymi szopami praczami o wpływie dziesięciolistnych koniczynek na politykę Uzbekistanu
-Nie musisz brać tylko wyluzować.
Westchnąłem ciężko- Wiem, przesadzam
-Dokładnie i miałeś być milszy.
Podałem mu rękę, żeby pomóc mu wstać- Postaram się
-Staraj się bardziej.- Wstałem z jego pomocą.
-Taaak
-To idziemy na ten spacer?
-Idziemy- Uśmiech powrócił na moją twarz
-Yhym.- Objąłem go w pasie.
Nawet nie zaprotestowałem. Położyłem głowę na jego ramieniu. Wygodne
Cmoknąłem go w czoło.
Mruknąłem zadowolony
-Poszedłbym na nasza polane.
-Możemy iść- wzruszyłem ramionami i skręciłem w tamtym kierunku
-Znów nie mam gumek.
Westchnąłem- To nic
-A mówiłeś, że nie skończymy jak ostatnio.
-Zauważyłeś że nawet jeśli protestuję i tak wychodzi na twoje?- Nie będę się męczył
-Przeszkadza ci to?
-Nie zawsze
-To dobrze, skarbie. A teraz cię zmartwię... nie mam na ciebie ochoty.
-Myślałem że masz większe libido- wzruszyłem ramionami
-Myślę, że twój tyłek się za mną stęsknił. Po prostu znudziło mi się pieprzenie ciebie. Na dziś.
-Dobrze mi to zrobi
-Możliwe.- Przyparłem go do drzewa.- Ale to mi się nie znudziło.- Pocałowałem go.
Chętnie uchyliłem usta
Pogłębiłem pocałunek przypierając go mocniej do drzewa.
Zarzuciłem ręce na jego szyje. Oddawałem pocałunek
Odsunąłem się od niego po chwili. Odarłem nasze czoła o siebie.
Oddychałem ciężko.
-Prowadź na polane.
Podreptałem w tamtym kierunku ciągnąc za sobą Zayna
Zacząłem śpiewać jakąś piosenkę.- Utalentowanego masz chłopaka nie?
-Ja i tak pewnie śpiewam ładniej- wzruszyłem ramionami
-Nie prawda.
-Prawda
-Wiem lepiej. Jestem we wszystkim najlepszy.
-Mhm... A konie latają...
-To chyba ja tu ćpałem.- Doszliśmy do polany.
-Ty, ty
-Właśnie. A teraz zrób mi poduszkę z nóg.
Usiadłem na ziemi- Kładź się
Uśmiechnąłem się i usadowiłem na jego kolanach.- I wiesz co masz robić.
Wplotłem palce w jego włosy
-I tak mogło by już zostać na zawsze.- Pomyślałem, ale w rezultacie powiedziałem na głos.
-Jest miło- podsumowałem spokojnie. Całkiem przyjemnie ale nie na zawsze
-Co?
Wyszliśmy na dwór kierując się w stronę lasku
Uniosłem głowę ku słońcu by ją ogrzać i prawie wpadłem na drzewo.- To przed chwilą tu nie stało.
-No ba, samo przyszło i zastawiło na ciebie pułapkę. Wiesz, drzewny spisek- parsknąłem ironicznie
-Ty uważaj to możliwe. Za tobą.- Wrzuciłem sie na niego, wywracając na ziemie.
-Debil!- walnąłem go z całej siły w głowę- Będę cały ubabrany! I na dodatek to bolało! Złaź!
Przeturlałem nas, że teraz on leżał na mnie.- Tak lepiej?
Wstałem mamrocząc pod nosem obelgi w jego stronę. Nigdy więcej prochów przed spacerem. Nigdy
-Liam... Wyluzuj trochę.
-Jeżeli ja wyluzuję to skończymy rozmawiając z różowymi szopami praczami o wpływie dziesięciolistnych koniczynek na politykę Uzbekistanu
-Nie musisz brać tylko wyluzować.
Westchnąłem ciężko- Wiem, przesadzam
-Dokładnie i miałeś być milszy.
Podałem mu rękę, żeby pomóc mu wstać- Postaram się
-Staraj się bardziej.- Wstałem z jego pomocą.
-Taaak
-To idziemy na ten spacer?
-Idziemy- Uśmiech powrócił na moją twarz
-Yhym.- Objąłem go w pasie.
Nawet nie zaprotestowałem. Położyłem głowę na jego ramieniu. Wygodne
Cmoknąłem go w czoło.
Mruknąłem zadowolony
-Poszedłbym na nasza polane.
-Możemy iść- wzruszyłem ramionami i skręciłem w tamtym kierunku
-Znów nie mam gumek.
Westchnąłem- To nic
-A mówiłeś, że nie skończymy jak ostatnio.
-Zauważyłeś że nawet jeśli protestuję i tak wychodzi na twoje?- Nie będę się męczył
-Przeszkadza ci to?
-Nie zawsze
-To dobrze, skarbie. A teraz cię zmartwię... nie mam na ciebie ochoty.
-Myślałem że masz większe libido- wzruszyłem ramionami
-Myślę, że twój tyłek się za mną stęsknił. Po prostu znudziło mi się pieprzenie ciebie. Na dziś.
-Dobrze mi to zrobi
-Możliwe.- Przyparłem go do drzewa.- Ale to mi się nie znudziło.- Pocałowałem go.
Chętnie uchyliłem usta
Pogłębiłem pocałunek przypierając go mocniej do drzewa.
Zarzuciłem ręce na jego szyje. Oddawałem pocałunek
Odsunąłem się od niego po chwili. Odarłem nasze czoła o siebie.
Oddychałem ciężko.
-Prowadź na polane.
Podreptałem w tamtym kierunku ciągnąc za sobą Zayna
Zacząłem śpiewać jakąś piosenkę.- Utalentowanego masz chłopaka nie?
-Ja i tak pewnie śpiewam ładniej- wzruszyłem ramionami
-Nie prawda.
-Prawda
-Wiem lepiej. Jestem we wszystkim najlepszy.
-Mhm... A konie latają...
-To chyba ja tu ćpałem.- Doszliśmy do polany.
-Ty, ty
-Właśnie. A teraz zrób mi poduszkę z nóg.
Usiadłem na ziemi- Kładź się
Uśmiechnąłem się i usadowiłem na jego kolanach.- I wiesz co masz robić.
Wplotłem palce w jego włosy
-I tak mogło by już zostać na zawsze.- Pomyślałem, ale w rezultacie powiedziałem na głos.
-Jest miło- podsumowałem spokojnie. Całkiem przyjemnie ale nie na zawsze
-Co?
- Nic
-Swoja drogą mógłbyś inaczej wykorzystać teraz swoje usta.
Westchnąłem
i pochyliłem się. Złożyłem na jego ustach delikatny pocałunek na jego ustach.
Złapałem go za kark mocniej przyciągając.
Kiedyś na prawdę
kręgosłup połamię. Oderwałem się od niego-Możemy zmienić pozycję?-Musimy?
-Niewygodnie mi- zamarudziłem
-Ok. -Zmieniłem pozycję. Teraz Li siedział mi na kolanach.
-Tak lepiej- Objąłem go.
Mruknąłem okazując swoje zadowolenie.
Znowu go pocałowałem tym razem namiętniej
Złapałem go za kark przyciągając go do siebie.
Westchnąłem w jego usta
Odsunąłem się od niego.- Właściwie czemu ja zawsze cię całuję, albo mówię byś mnie pocałował?
-Ym... Nie mam pojęcia- wzruszyłem ramionami
-To mógłbyś to zmienić.
-A skąd mam wiedzieć kiedy mogę a kiedy nie? - He, życie mi miłe i nie chcę się z nim żegnać przez głupotę
-Zawsze możesz. Najwyżej cię upomnę czy coś.
-W takim razie nie ma problemu- odparłem
-Ok.- Jestem ciekawy jak często będzie wykorzystywał pozwolenie.
-Tylko... Nie sądzisz że reszta tym bardziej będzie nas uważać za parę?
-Tylko nie uważasz, że reszta może się jebać? przynajmniej będzie ciekawie.
-Może, może ja tam nic przeciwko nie mam. Niech się do woli jebią, nawet w jakichś pierdolonych wielokątach- wzruszyłem ramionami
-Będziemy mogli dołączyć.
-Nie ma mowy
-Oczywiście.
Prychnąłem - Więc nawet niczego nie insynuuj
Wywróciłem oczami. -Insynuować mi nie zabronisz. A twoje ciało jest moje i nie pozwolę by ktoś inny cię dotykał.
- A gdybym pozwolił się dotknąć komuś innemu...- zacząłem ostrożnie- to co by się ze mną stało?
-Komu chcesz pozwolić się dotknąć?
-Pytam zapobiegawczo- odpowiedziałem nieco za szybko
-Osoba, która aby cię dotknęła była by martwa, a ty... wymyśliłbym ci karę.
-A ta kara bardzo by bolała?- Zapamiętać: nie dać się tknąć nikomu
-Na pewno.
Westchnąłem- Strasznie zaborczy jesteś
-Jak już trochę. Ale pilnuje tego co jest moje.
Awansowałem do rangi przedmiotu. Zajebiście. Westchnąłem ciężko.
-Co?- Odwróciłem głowę by na niego spojrzeć.
-Zostałem rzeczą- stwierdziłem ponuro
-Nie prawda.
-Ludzie od kilku stuleci nie zwykli należeć do nikogo poza samym sobą,
-Cokolwiek.- Wyciągnąłem z kieszeni jeszcze jedną tabletkę.
-Jeszcze jedna?
-A czemu nie?
-Nie wiem
-No właśnie. Która godzina?
-Wpół do gwałtu. Zabrałeś mi telefon, nie mam fioletowego pojęcia
-Racja. Mogłeś mówić, że mam ci go oddać.
-Do tej pory nie był mi potrzebny
-Marudzisz znów. Przypomnij to ci oddam.
-Przypomnę. I niee marudzę
-Oczywiście nie marudzisz.- Wywróciłem oczami.- Sprawdź tą godzinę. W moich spodniach jest telefon.
Kulturalnie go obmacałem i wyciągnąłem z kieszeni telefon- w pół do 18.
-Ok. A teraz GO włóż.
Odłożyłem telefon do jego kieszeni.
-Podobało ci się macanie?- Wziąłem jego ręce położyłem na brzuchu i nakryłem je swoimi.
Jego ruch skojarzył mi się z kobietą w ciąży. -Ta, moż być
-Tylko tyle?
-A co jeszcze chciałbyś usłyszeć? Że nic mnie w życiu lepszego nie spotkało?- Oj, znowu zrzędzę
-Coś w tym stylu, innym tonem.
,,Ta, wiadomo macanko lepsze od seksu. Akurat'' pomyślałem. Na głos. Kurwa
-Rozumiem, że myślałeś o seksie ze mną. Kocie, od tego nic nie jest lepsze.
Spaliłem buraka. Głupi Liam, głupi, głupi, głupi- Nic nie miałem na myśli
-Yhym. A może chcesz się przekonać, że nie na nic lepszego?
-Nie muszę
-Na pewno?
-Na pewno- żarliwie pokiwałem głową
-Szkoda. -Zacząłem bawić się jego palcami.
-A jeszcze przed chwilą nie miałeś na mnie ochoty
-Właśnie przed chwilą. Od tamtego czasu wiele się zmieniło.
-Niewyżyty zboczeniec
-Nie przeszkadza ci to.
-Nie przeszkadza- zgodziłem się z nim
-To o co ci chodzi. I mógłbyś zająć się moimi włosami.
Zabrałem łapki w jego brzucha i wplątałem w jego włosy
-Tak lepiej, skarbie.
-Nie nazywaj mnie skarbem
-Będę nazywał cię jak chce.
-Ale ja mam urodziny... Nie może raz być po mojemu?
-Czemu tak bardzo nie podoba ci się skarbie?
-Bo nie
-Taki argument mnie gówno obchodzi.
-Bo to głupie? I czuje się jak dziewczyna
-Nie obchodzi mnie to.
-Boś jest tyran bez uczuć- teatralnie zachlipałem
-Mam uczucia.
- Chęć mordu to nie uczucie- zauważyłem wesoło
-Mam też inne.- Zauważyłem. - Bez uczuć nie przejmowałbym się twoim nie rozjechanym tyłkiem.
-Popęd seksualny to też nie uczucie...- wyszczerzyłem zęby- Chociaż martwiłeś się o mój zad. To było urooocze- zaśmiałem się zadowolony
-Tak w szczególności gdy chciałem w ciebie wjechać a ty nie mogłeś. Urocze w chuj.
-Bo ty byś mógł po takim potraktowaniu. Co nie zmienia faktu, że się martwiłeś, samo to jest urocze
-I już nie masz mnie za pozbawionego uczuć zboczeńca?
- Uroczego pozbawionego uczuć zboczeńca
-Mam uczucia i weź nie jestem uroczy.
-Uh, uroczy zboczeniec
-Nie jestem uroczy.- Wysyczałem przez zęby.
-Jesteś. Nie cały czas ale czasami.
________________________________
Hej, hej! Jak Wasz poniedziałek? Mój zajebisty polecam fajny syropek, którego obwiniam za stan narkotyzujący.....(odwala mi i widzę różowe słonieeeeeeee).
Co do rozdziału..... ej też Zayn coś brał? Przypadek?
'' -Szeregowy, wy jesteście nadzy? Czy ja jestem nagi? Czy wszyscy tutaj są nadzy?" Fragment pingwinów, który chodzi mi cały czas po głowie..... i nie wiem czemu się z tym tu dziele. jeszcze nigdy tak Was notatką nie zanudziłam! To ja idę, pomęczę kogoś innego.
Komentujcie proszę to serio miłe czytać te komentarze. <3 Paaaaaa misiaczki-przytulaczki
jest świetne, ale kotek taki drobiazg- sld to nie narkotyk tylko partia polityczna :p ale każdy ćpa co lubi no nie? ;)
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
hahahahahha zgrywusek czy tak chochlik xd
UsuńŚwietne <3 Hahaha ich rozmowy zawsze mnie tak śmieszą XD
OdpowiedzUsuń@fallesnoul19