Zayn
Liam
________________________________________________
Pisnąłem zaskoczony kiedy mną rzucił. Na
szczęście łóżko jest miękkie. - Następnym razem powiedz jak będziesz chciał
zrobić coś takiego.
-Yhy. Wiesz, że tego nie zrobię. -Usiadłem na nim
okrakiem.
-Wwiem.
Zdjąłem szybko jego ubrania zostawiając jedynie
bokserki. Zacząłem całować jego tors.
Zaczerwieniłem się, co było raczej wiadomą
reakcją. Czując jego pocałunki wzdychałem cicho.
- Podoba ci się? Nie jesteś teraz zazdrosny?- Szeptałem
mu do ucha.
-Niee, nie jestem.
-
Chcesz to zrobić na haju? -Spytałem przypominając sobie o paczuszce, która
nadal była w moich spodniach.
Pokręciłem przecząco głową. -Nie chcę.
Wywróciłem oczami. Ale cóż, skoro on nie bierze
to ja zostawię sobie to na rano. Ściągnąłem jego bokserki i zacząłem dotykać
jego penisa. Bawiłem się językiem jego sutkiem.
Pojękiwałem i wzdychałem coraz głośniej.
Mimowolnie wypychałem biodra w górę.
- Jaki chętny. - Mruknąłem w jego tors. Czułem, że
mu staje.
Nawet mu nie odpowiedziałem. Tylko jęknąłem
głośniej.
Gdy mocno mu stwardniał. Przerwałem czynności i położyłem
się na łóżku. -Wiesz co robić.
Nieco skrępowany zbliżyłem się do niego i rozebrałem. Zacząłem
ssać jego penisa i brać go najgłębiej jak potrafiłem. Ręką samoistnie zacząłem
robić sobie dobrze.
- Musisz? - Jęknąłem. - Zostaw i zajmij się moim
kutasem.
Nie mogłem mu odpowiedzieć, bo ciężko się mówi z
czyimś kutasem w ustach. Spojrzałem na niego błagalnie, ale posłusznie zabrałem
rękę i bardziej przyłożyłem się do tego co robiłem.
- Nie ma, Li. Szybciej. - Powoli mój oddech przyśpieszał.
Przyspieszyłem. Bolą mnie już usta i szyja.
Jęknąłem cicho. - Tak, skarbie. O taak. Szybciej.
Spraw, że będę chciał robić to tylko z tobą, zazdrośniku. - Nie możliwe.
Skarbie. Wywróciłem oczami. Naprawdę nigdy nie
przestanie. Jeszcze bardziej przyspieszyłem.
-O kurwa. - Sapnąłem. Wypchnąłem biodra w górę.
Zacząłem mocniej zasysać się na jego czubku, a
rękoma masować jądra.
Wplątałem rękę w jego włosy. Ciągnąc go w dół.
Dobra, głębiej , zrozumiałem przekaz. Spróbowałem
wziąć go całego. Udało się, ale z trudem powstrzymałem odruch wymiotny.
Wysunąłem. Wsunąłem do końca. Teraz już lepiej. Góra. Dół. Góra. Dół. Coraz
szybciej.
Przyśpieszył. Brał mnie całego. Było mi dobrze. -
Kurwa. Właśnie taak, skarbiee. - Spojrzałem na niego. Długo nie pociągnę.
Góra . Dół . Góra. Dół. Usta mnie bolą. Szyja
mnie boli. A dupa mnie będzie boleć.
Mocniej zacisnąłem uścisk na jego włosach. Doszedłem
w jego usta. -Połknij. -Rozkazałem.
Aj! Boli! Zakrztusiłem się, ale połknąłem. Po wardze spłynęła mi strużka spermy.
Oddychałem ciężko. Niech teraz on zajmie się mną...
-Masz sprawić, że znów mi stanie. Inaczej będziesz
bawił się sam. -Powiedziałem ciężko oddychając.
Ja już naprawdę nie mogę a ten mi tu! Spojrzałem
na niego bezradnie.
Westchnąłem. -Dalej.- Warknąłem.
Zacząłem szybko poruszać dłonią po jego
przyrodzeniu. Dalej, no...
Starałem się nie myśleć o jego ręce poruszającej
się na moim członku i przyjemności z tego płynącej. No postaraj się bardziej.
No szybciej! Ja już naprawdę nie mogę! Zacząłem
robić sobie dobrze drugą ręką, żeby odczuć chociaż odrobinę ulgi.
-Powiedziałem coś!
-Zayn...-Zacząłemm płaczliwie.- Ja już nie
mogę...
- Szybciej. -Przyciągnąłem go do pocałunku.
Spełniłem jego polecenie. Zacząłem oddawać
pocałunek.
Zacząłem powstawać. Ręce przeniosłem na tyłek chłopaka.
Ścisnąłem jego pośladki.
Westchnąłem. Ja chcę już...
Gdy mój był wystarczająco twardy przygotowałem
chłopaka. Odchyliłem się by wyciągnąć z szafki gumkę i nasmarowali lubrykantem. Nałożyłem
ja.- Siadaj. -Poleciłem. – Pociągnąłem go w dół, że od razu wszedłem cały.
Wiedziałem, że będzie boleć, że nie będzie chciało
wejść, wszystko tam sobie obedrę, a przyjemność będzie nikła. Ale i tak
grzecznie zacząłem nabijać się na niego. Bolało. Syknąłem, a po policzku
spłynęła łza bólu.
-Pomału.- Powiedziałem. Widziałem ten wyraz bólu
na jego twarzy. Zacząłem zataczać kółeczka na jego udach. Usiadłem i przyciągnąłem
go do pocałunku.
Bolało. Starałem się skupić na czymś innym.
Oddawałem jego pocałunek.
Dalej gładziłem jego uda. Przerwałem pocałunek.
Rekami sunąłem wzdłuż jego ciała, aż znalazłem się na policzkach. Wytarłem łzy,
które się tam znajdowały. Następnie wziąłem do reki jego członka i powoli zacząłem
poruszać.
Czując przyjemność poczułem się lepiej. Starałem
skupić się na niej, a nie na bólu.
Widziałem, że jest lepiej. Przyśpieszyłem trochę
swoje ruchy na jego koledze.
Oparłem głowę o jego ramię. Zacząłem cichutko
pojękiwać.
-Już? -Spytałem nie przerywając pracy reki.
Skinąłem głową. Przygryzłem wargę i zacząłem
powoli się podnosić.
Usiadłem i zacząłem całować jego tors.
I opuszczamy się. Lekko drżałem.
Ręce położyłem na biodrach i podtrzymywałem go.
Góra. Dół. Góra. Dół. Zaczynało robić się coraz
przyjemniej.
Miąłem ochotę wypychać biodra na spotkanie z ciąłem
chłopaka, ale sądziłem, że lepiej tego nie robić. - Zejdź.- Poleciłem.
Wykonałem polecenie lekko się krzywiąc. Poczułem
dziwne uczucie pustki.
-Wypnij się. -Wstałem robiąc mu miejsce na łóżku.
Skrępowany, posłusznie się wypiąłem.
Usadowiłem się za nim. Nakierowałem kutasa i zacząłem
pomału się zanurzać.
Syknąłem cicho ale nie zaprotestowałem.
Zacząłem się powoli poruszać.
Westchnąłem cicho.
Przyśpieszyłem swoje ruchy tak szybko jak tylko mogłem.
Jedna ręka spoczywała na jego biodrach, drugą natomiast wplątałem w jego włosy ciągnąc
za nie.
Jęczałem i pokrzykiwałem głośno. Było mi
cholernie dobrze.
Zwolniłem swoje ruchy.
Jęknąłem niezadowolony i odwróciłem głowę. Co on
odwala?!
Zacząłem całować jego plecy nie zważając na
niezadowolenie chłopaka, gdy zwolniłem rytm.
Z trudem udało mi się sklecić zdanie- Zzayn...
ahh, czeemu... nnngh zwo-olinłeś?
- Bo tak mi się chciało. –Wywróciłem oczami.
Poruszałem biodrami w rytm jego ruchów.-
Szyybciej.
Przyśpieszyłem swoje ruchy. Znów najszybciej jak mogłem.
Dodatkowo zacząłem bawić się jego przyjacielem.
Drżałem, a z moich ust wydobywały się jęki i
krzyki przyjemności. Długo nie wytrzymam...
Mój oddech był równie mocno przyspieszony co
osoby pode mną. Czułem jak powoli się zaciska. Po chwili znów zwolniłem tępo.
Dyszałem ciężko. Nie chciałem kończyć. Bez
protestu przyjąłem zmianę tępa.
Moje ruchy były wolne. Bardzo wolne. Moja prawa
ręka dotykała torsu chłopaka. Podszczypywałem jego sutki.
Wypychałem biodra niemo prosząc o jeszcze więcej.
Kiedy poruszał się tak wolno, miałem wrażenie, że oszaleję.
Przyspieszyłem, gdyż denerwowało mnie to ślimacze
tempo. Znów zacząłem bawić się jego kutasem.
Znów zdzierałem gardło. Byłem już bardzo blisko
orgazmu.
Przyspieszyłem jeszcze trochę swoje ruchy.
Czułem, że chłopak długo nie potrzyma więc ścisnąłem trzon jego penisa. -
Dojdziesz ze mną. - Wysapałem.
Miauknąłem przeciągle. Nawet nie miałem siły
protestować.
Zbliżałem
się ku końcowi. Wolną ręką odgarnąłem mokre od potu kosmyki, które opadły mi na
oczy. Wykonałem kilka mocnych pchnięć po czym uwolniłem penisa blondyna. Doszedłem.
Nawet nie wiem co krzyknąłem gdy szczytowałem, ale
podejrzewam, że było to ,,Zaaaayn!'', albo coś w podobnie. Drżałem jeszcze
dłuższą chwilę.
Nie wychodząc z chłopaka opadłem na jego ciało,
które upadło na łóżko pod wpływem mojego ciężaru.
Przymknąłem oczy. Byłem wykończony.- Zayn...
Jesteś ciężki.
- I gorący. - Wymruczałem koło jego ucha.
-Zayn... Dusisz mnie...
Niechętnie wyszedłem z niego. Zdjąłem gumkę i wyrzuciłem
gdzieś. Opadłem obok na poduszki. Otworzyłem ramiona zapraszając w nie chłopaka.
Wtuliłem się w niego. Wygodnie.
Starałem się doprowadzić swój oddech do normy.
Jestem naprawdę zmęczony. Chyba się trochę
zdrzemnę..
Widziałem, że chciało mu się spać. - Ej nie
śpimy. A kolejna runda?
Spojrzałem na niego zdziwiony.- Śnisz. Nie dam
rady.
- Aż tak dobry jestem. - Przysunąłem go bliżej
siebie.
-Jak uważasz. Jestem wy-koń-czo-ny.
-
Czyli chcesz mi powiedzieć, że jestem beznadziejny i kompletnie cię nie
zaspokajam? Że wolałbyś by rżnął cię kto inny? - Przymknąłem oczy.
-Jesteś zajebisty i nie mam ochoty na nikogo
innego. A teraz daj mi spać.
- Aż tak cię zmęczyłem? Musimy popracować. Nasz tak zwany Larry chętnie z pewnością by cię przyjął.
-Nawet nie chcę pytać.
- O co skarbie?
- O waszego ,,Larry’ego''.
-
Aaa. 1/2 poznałeś. Lou, ten co szeptał co do ucha, to jeden z nich.
-Tym bardziej nie chcę wiedzieć...
- Tym bardziej ci ich przedstawię. -
Skomentowałem.
-Mogłem się domyślić. Lubisz robić mi na złość?-
Ziewnąłem.
- Ależ skąd, skarbie. - Zaśmiałem się cicho.
Odwróciłem się do niego plecami.-Nie gadam z tobą.
- Ej, Li, skarbie, czemu? - Odwróciłem się na bok
i objąłem go w pasie.
-A jak myślisz?
- No nie wiem. Za skarba?
-Za skarba.- Przytaknąłem.
Westchnąłem. - Ale... A z resztą. Co mam zrobić
byś mi wybaczył?
-Przestać tak mówić.- Jestem genialny.
- Wiesz, że to nie możliwe.
-Yyyym... Nie wiem, sam coś wymyśl.- Spaaaać.
-
Mi się podoba skarbie. I doskonale wiesz, że postawie na swoim więc...
przywyknij, skarbie. A teraz dobranoc. - Pocałowałem go we włosy.
-Branoc.- Odwróciłem się do niego przodem i
wtuliłem twarz w jego tors. Tak mi wygodniej.
___________________________________________________
Ładnie komentowaliście to macie wreszcie seksy. No i jak? Jak wam się podoba rozdział? Komentujcie!
Jest świetny c:
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
adjakjvjkvakjvakvajkav
OdpowiedzUsuńprzepraszam, tylko tyle, muszę się otrząsnąć
za dużo
jak na moje shippowskie serce
@xXxLouehxXx
So good ... Amazing ...
OdpowiedzUsuń