Zayn
Liam
_________________________________________________________
-Ale wata...
Rozejrzałem się. - Myślisz, że chce to zrobić tu,
na oczach wszystkich? -Zaśmiałem się. - Nikt nie ma prawa oglądać twojego ciała
poza mną. Teraz chce zaliczkę.
-Jaką?- No szybciej no...
-
To oczywiste.- Złapałem go w pasie przyciskając mocno do klatki piersiowej. Złączyłem
nasze usta w pocałunku.
Grzecznie zacząłem oddawać pocałunek. Wato
cukrowa nadchodzę!
Rozchyliłem językiem jego wargi. Wolną ręką przytrzymując
jego kark. Pocałunek trwał długo. Czułem, że blondynowi pomału kończą się
zasoby powietrza.
W pewnym momencie chciałem się odsunąć, bo
brakowało mi tlenu. Ale Zayn trzymał mnie za kark i nie mogłem nic z tym zrobić.
Pościłem go wreszcie odsuwając się. Nie chcemy by
się udusił prawda? Obiecał mi zabawę później. - Idź po tą watę. Ja idę sobie postrzelać.
Przyjdź tam.
Dyszałem ciężko. - Dobra, ale pieniążki na watę.
-Ta racja. - Znów wyciągnąłem portfel. Dziwiło
mnie, ze nie ma swojego banku kieszeniowego.Może zostawił u mnie? Dla
mnie lepiej szczerze mówiąc.
Odebrałem pieniądze i ruszył po najlepsze jadło
na ziemi. Gdy już je zakupiłem poszedłem szukać Zayna. Znalazłem, go dość
szybko.- Jestem.
Usłyszałem głos chłopaka. Szybko mu poszło.
Dopiero zapłaciłem. - Ok. -Strzeliłem raz. Środek. Drugi. Środek. Kolejne dwa strzały
oddałem po czym zamknąłem oczy. -Patrz i się ucz. - Strzał. Otworzyłem oczy. Nabój
znajdował się w najmniejszym kółeczku.
-Łaaał.- Przyglądałem mu się z uznaniem.
Odebrałem nagrodę. Misio. Taa teraz będę musiał
go taszczyć. Oddaliliśmy się od budki. -Lata praktyki.
-Ale i tak super!
- To był niewielki poziom moich umiejętność. W
tej dziedzinie. Inna poznasz wieczorem. Pamiętaj obiecałeś. -Choć i tak jestem
jego panem. Mógłbym kazać mu zrobić loda ale coś za tą watę musiałem zyskać no
nie?
-Mhm... Ale teraz jeszcze tam!- Wskazałem na inną
niż wcześniej kolejkę.
- A jazdy ze mną się boisz. -Skomentowałem. Podałem
mu pieniądze.
- Bo tam raczej na pewno nie zginę.- Ruszyłem w
stronę kolejnej atrakcji.
- Też może się zdarzyć. -Mruknąłem, ale jego już nie było. W czasie kiedy Li bawił się na kolejce wpadła na mnie niezła
dziewczyna. Zacząłem z nią flirtować.
Było świetnie. A gdy zszedłem zobaczyłem Zayna z
jakąś dziewczyną. Momentalnie się we mnie zagotowało. Co ona sobie niby
wyobraża?! Żeby z moim Zaynem... Wróć! Żadnym moim! Ugh. Irytująca. Podszedłem
do nich i przytuliłem się do ramienia chłopaka.- Hej Zayn, kto to?- Uśmiechałem
się, ale moje spojrzenie ciskało pioruny w stronę dziewczyny. Durna baba.
- To Emily. - Odpowiedziałem Liam'owi.
Dziwka.- Bardzo mi miło.- Zdechnij kurwo w rowie.
Dziewczyna uśmiechnęła się w jego stronę.-A on to?-
Spytała.- Liam. Mój...
-chłopak.- Wpadłem mu w słowo. A spróbuj
zaprzeczyć to nogi z dupy powyrywam. Nawet jak jesteś silniejszy, większy i
masz broń.
Co? Spojrzałem na niego. Co on odwala? Chwilę porozmawiałem
z dziewczyna, ale to już nie było to samo co zanim przyszedł 'mój chłopak'. Gdy odeszła
odwróciłem się do niego. Uniosłem brew.
I bardzo dobrze spierdalaj, wpadnij pod
ciężarówkę, twoje zwłoki niech zjedzą kruki, a przechodnie zrobią sobie
breloczki z twoich obrzydliwych gałek ocznych.- Czemu się tak na mnie patrzysz?
- Co to było? - Spytałem nieco zdenerwowanym
tonem.
-Nie wiem o czym mówisz.- Taaaak udawanie
głupiego jest najlepszym wyjściem.
- Dobrze wiesz. I nie udawaj głupiego.
-Z tym, że ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi...
- Nie denerwuj mnie! Co ci odbiło? Miałem szanse
ja zaliczyć.
Przykro mi. Jeżeli ta suka ma choć odrobinę
rozumu i już się powiesiła nie mogąc znieść swojej beznadziejności i krzywego
ryja. Wzruszyłem ramionami.- Była irytująca.
- Wymieniłeś z nią dwa słowa. Po czym oznajmiłeś,
że jestem twoim chłopakiem. Czym cię tak zirytowała hmm? A poza tym nawet jeśli
była irytująca mogłeś sobie pójść.
-Wkurzała mnie już.- I była popierdoloną zdzirą
co dało się wyczytać z samego wyrazu jej odrażającej mordy.
- Jaasne kurwa. Ale co mnie to obchodzi? Ja ją miałem
zaliczać nie ty!
-Tak jakoś wyszło.- Ta, a poza tym to takiego czegoś
można się jakimś syfem zarazić.
Złapałem jego podbródek. Skierowałem jego twarz
tak by patrzał mi w oczy. - Tak jakoś wyszło? Wiesz, że ci nie wierze Li,
prawda? Również wiesz, że... -Ściszyłem głos.- ...mogę coś ci zrobić. -Zacząłem mówić
już normalnie. -Wiec mów, o co ci kurwa chodziło?!
-Nie wiem, no!- Kurwa jakbym wiedział to bym
powiedział! Że mnie coś popierdoliło i zacząłem pałać nienawiścią do tego
obklejonego tapetą oszczanego morświna to nie moja wina!
- Jasne. -Wywróciłem oczami. - Co myślałeś mówiąc
to?
-Że ten babsztyl wkurwia mnie jak cholera.- Nieco
innymi słowami no ale...
- A czemu cię wkurwiała? Rozmawiała ze mną. -
Przez tego idiotę nie porucham.... Ale zaraz... Wata cukrowa. No Li dupsko będzie
bolało bardziej niż dziś.
-Nie wiem. Ale wkurwiała mnie tym.
- Czym?
-No nie wiem! Może swoim pierdolonym
istnieniem...
Wywróciłem oczami. - A może jesteś zazdrosny, co?
- Uśmiechnąłem się cwaniacko.
Już miałem zaprzeczyć, ale zatrzymałem się w pół
słowa. - Ty... wiesz, że to jest możliwe? - Powiedziałem niesamowicie
skrępowany.
Hahahaha no nie wierze. -Mój Li. - Przytuliłem go
i pocałowałem we włosy. Już ani trochę nie byłem zły. Choć szczerze? Czy w ogóle
byłem. Bardziej bawiła mnie ta sytuacja, która stworzył Payne.
Było mi strasznie głupio. Nawet nie protestowałem
gdy nazwał mnie ,, swoim Li''
- A tak się denerwowałeś jak nazywałem cię skarbem.- Uśmiechnąłem się. I komu nikt się nie oprze?
-To nadal jest denerwujące.
- Nie prawda.
-Prawda.
- Mmm skarbie, co chcesz robić dalej? Jechać do
domu i się zabawić może? - Mruknąłem seksownie.
Zarumieniłem się. -A... mogę jeszcze jedną watę?
Tak słodko wyglądał. - No dobrze. -Wyciągnąłem portfel.
Cholera same grube. Podreptałem i zamówiłem dwie waty cukrowe. Jedna podąłem chłopakowi.
-Jeszcze te książki.
Grzecznie podziękowałem za przysmak.- Jak nie
chce ci się dzisiaj jechać możemy załatwić to jutro.
- Skarbie jutro mamy jechać do ciebie. -Przypomniałem.
Zignorowałem skarba.- Czyli jedziemy do
księgarni?
- Chyba, że chcesz jeszcze coś stad skarbie.
-Nie, możemy jechać.
- To chodź. Skarbie. - Zacząłem kierować się do
samochodu. Szedłem bardzo blisko brązowookiego. Tak, że nasze ręce co chwile się ocierały.
Irytujące. Ale da się przyzwyczaić. -A ile mogę
sobie tych książek wybrać?
- A ile ci potrzeba, skarbie? - No jeszcze nic?
Jeszcze jeden skarb i nie wytrzymam. I ta jego
ręka. Dyndu w tą, dyndu w tamtą... Chwyciłem go za nią.-Przestań, bo to
denerwuje. Kilka, maksymalnie z pięć, na dłuższy czas.
- Nie krepuj się możesz spleść palce by wszystkie
panie wiedziały, że nie maja szans.
Prychnąłem i odwróciłem głowę zawstydzony, ale
splotłem nasze palce.
- Ktoś tu jest zazdrosny. - Zaśmiałem się. Dochodziliśmy
do auta. Wyciągnąłem kluczyki by go otworzyć.
-Nie prawda.- Mruknąłem cicho. Weszliśmy do auta
i pojechaliśmy.
- Widzę właśnie.- Poklepałem go po nodze. Odpaliłem
i z piskiem opon ruszyłem.
Dotarliśmy do księgarni. -Możesz tu zaczekać. Nie
zejdzie mi długo.
- Niee pójdę z tobą, skarbie. Musze cię pilnować,
nie?
-Przecież ci nie ucieknę. -Wsiadłem z auta.
- A bo ja cie wiem. Widziałeś ja zabijam. A może
tez jestem zazdrosny? -Weszliśmy do księgarni.
-Nie musisz być zazdrosny. Nie masz o kogo.- Podszedłem
do regałów i wybrałem kilka książek. Zeszło mi szybko.
- Wiem. Wolę cię pilnować.- Przy kasie była
baardzo ładna dziewczyna. -Daj ja zapłacę. Idź do auta.
-Dobra.- Podałem mu książki i poszedłem do
samochodu.
Podszedłem do kasy. Zapłaciłem i poflirtowałem z
dziewczyna. Zabrałem od niej numer telefonu. Była ładna. Miała długie, brązowe włosy, oczy niebieskie, zgrabna.
Ile można płacić? Znudzony rozwaliłem się na
siedzeniu.
Dalej flirtowałem z piękną Emily.
Wyszedłem z auta i wróciłem do sklepu. -Zayn,
długo jeszcze?
Zwróciłem się w stronę drzwi skąd dochodził głos.
-Taaa już idę. Wracaj do auta.
Spojrzałem na niego zirytowany. -Ta jes, kurwa.-
Powlokłem się do samochodu.
Porozmawiałem jeszcze chwilę z dziewczyna. A później
wróciłem do auta. Położyłem reklamówkę z książkami na kolanach chłopaka. -Proszę.
-Czemu tak długo? - Spojrzałem na niego obrażony.
- Był problem z kasa. - Odparłem.
-Grunt że już jesteś. Jedziemy?
-
A tak naprawdę..... Zdobywałem numer tej dziewczyny. Niezła nie? -Odparłem włączając
się do ruchu ulicznego.
Prychnąłem. -Niezła.- Niech się ta dziwka zadławi
jak będzie połykała jakiemuś przydrożnemu menelowi. Czemu zawsze tak reaguję?
- Może wieczorem trójkącik
co? -Przyśpieszyłem.
Zaczerwieniłem się. -Nie!
- Czemu? Podobała ci się. - Oo zarumienił się.
Wywróciłem oczami.- Nie podobała. Była ładna, ale
nie w moim typie. - To znaczy takie zdziry z pod latarni jak ona nie są w moim
typie. Tak dla wyjaśnienia.
- A jakie są?
-Wolę blondynki.- Wymyśliłem na poczekaniu.
- Tamta ci też się nie podobała. A była blondynką.-
Przypomniałem.
-Wtedy byłeś zazdrosny. A poza tym nie musi ci
się podobać nie?
-Nie chcę.
Wywróciłem oczami. - Ale ja chce. A ty jesteś
moim sługą.
Spojrzałem na nie niego błagalnie. -Zayn ja
zrobię wszystko co będziesz chciał, tylko proszę, nie trójkąt... ani inny
wielokąt.
- Czemu? Przyznaj, chcesz mnie tylko dla siebie.
- Zaśmiałem się.
Pokręciłem przecząco głową.
-Czyli trójkąt. Dziś. Z nią. Zobaczysz spodoba ci
się.
-Zayn... proszę....
-
Dobra sam się zabawie. Nie chcesz ok. Myślisz, że będzie dobra?- Spojrzałem na
niego.
-Jesteś okropny.- Stwierdziłem wbijając
spojrzenie w okno. Odechciało mi się z nim gadać.
- Okropny? Czemu tak twierdzisz? - Położyłem rękę
na jego kolanie i zacząłem nią wędrować w górę. Baardzo wysoko.
Skrzywiłem się.- Zostaw.- Wywróciłem oczami.-
Jestem pewien, że wiesz dlaczego tak uważam.
- Niee, nie wiem. - Dalej jeździłem po jego
nodze. W górę i w dół. W górę i w dół.
-Jesteś wredny, macasz mnie wbrew woli i jeszcze
wygadujesz takie rzeczy chociaż wiesz, że źle się z tym czuje.- Westchnąłem
ciężko. I masz trymiliard innych wad. Dodałem w myślach.
- Źle? Nie rozumiem. Mówiłeś, ze nie chcesz mnie
dla siebie przed chwila.
-Nie rób z siebie jeszcze większego idioty.-parsknąłEm.- Przecież doskonale wiesz... że chcę.Dodałem już ciszej.
- Chcesz? -Westchnąłem. - Za późno mówisz. Umówiłem
się już z tą z księgarni.
-Wiem. I to jest kolejna rzecz przez którą jesteś
okropny.
- I tak na mnie lecisz. -Uśmiechnąłem się.
-I nie uwierzysz jak tego żałuję.
- Wieczorem zmienisz zdanie skarbie.
____________________________________________________
Witam i o zdrowie pytam. Jak się podoba? Zazdrosny Liam >>>>>>>>>>>
Zrobiłam zakładkę "informowani" jeśli ktoś chce dołączyć do tego grona zapraszam.
Zrobiłam zakładkę "informowani" jeśli ktoś chce dołączyć do tego grona zapraszam.
Proszę o pozostawienie komentarza:)
Ten rozdział zdecydowanie za szybko się skończył :( ale i tak jest boski *,* zazdrosny Liaś to słodki Liaś
OdpowiedzUsuń@girl_lovesdraco
Jest dłuższy niż zwykle. Zgadzam się taki mraśny Liaś. I jak go nie kochać?
UsuńSuper ..
OdpowiedzUsuń