Zayn
Liam
_________________________
-Też chce. Siły bym nie miał. -Usiadłem na krześle.Wyciągnąłem talerze, nóż do nakładania dżemu i naleśniki.- Proszę bardzo.
-Na sam widok ślinka cieknie. i nie mówię o naleśnikach.
-Daj spokój- usiadłem przy stole
-Bo co? Tylko 'Daj spokój, daj spokój".- Zacząłem go przedrzeźniać.
-To krępujące, gdy tak mówisz- nałożyłem sobie naleśnik na talerz
Wywróciłem oczami.- Przyzwyczaj się.
-Bo to takie łatwe- posmarowałem naleśnik nutellą
-Ze mną bardzo.
-Uh, postaram się- zabrałem się za jedzenie
Posmarowałem naleśnika. Zabrałem się za jedzenie. -Yhymmm.
Kolejnego naleśnika zrobiłem z dżemem.
Zjadłem z pięć naleśników. -Idziemy się umyć?
-Yhm- wstałem
Zaniosłem talerz do zlewu. Złapałem go i zaniosłem do łazienki.
Objąłem go za szyję.-Będziesz mnie nosił? -Zaśmiałem się
-A nie mogę? Właśnie. Lubię to będę.
-Nie jestem za ciężki?
-Jestem silny.
-To dobrze
-Ale nie przyzwyczajaj się.- Postawiłem go.
-Jak zwykle nie mam zamiaru- wszedłem do kabiny
-Jasne. - Wszedłem do kabiny.
Odkręciłem wodę.
Wziąłem gąbkę i zacząłem się myć.
-Umyć ci plecy?
-Możesz.-Odwróciłem się.
Wziąłem gąbkę i zacząłem namydlać jego skórę, nucąc przy tym.
-Widzę, że lubisz śpiewać.- Zauważyłem.
-Bardziej ponucić. Nic konkretnego
-I tak robię to lepiej.
-I rzadziej
- Fakt jeszcze mnie nie słyszałeś.
-Więc nie wiem czy lepiej
-Mogę ci zaśpiewać coś.
-Zaśpiewaj- przytaknąłem
-I gotta feeling
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good night
That tonight's gonna be a good good night. -Zanuciłem kawałem.- I?
-Ładnie. Chociaż nie lubię tej piosenki
-Pięknie. I co mnie to? Ja lubię, ja śpiewam.
Spłukałem pianę z jego pleców- Nie zabraniam ci
-Bo nie możesz. -Zabrałem się za mycie głowy.
-Oj tam, szczegóły
-Ja za to mogę wszystko. -Spłukałem szampon.
-Zazwyczaj mi to nie przeszkadza
-Zazwyczaj. Myj się i wychodzimy. Mieliśmy iść gdzieś tam.
delfiny.- Szybko się umyłem
Wyszedłem z kabiny. Wytarłem się i zacząłem układać włosy.
-Podasz mi ręcznik?- Czyli punkt stały wspólnego prycznica
-Następnym razem ty mi podajesz.- Podałem mu ręcznik.
-Nie, nie można niszczyć rytuałów. To jak ze spluwaniem gdy czarny kot przebiegnie ci drogę.
-Pierdolić kota. Podajesz i koniec.
-Wiesz zoofilię się leczy- wytarłem się
-Nie mam zoofilii. Kot jak mi się naprzykrzy to będzie martwy.
-Nie zabijaj mi kiciusia! One są świetne!
-Nie twój więc nie powinie cie interesować.
-Wszystkie koty na świecie są moje
-A wszystkie dziurki moje.
-Tak, tak
-Choć ktoś chce mnie ograniczać. -Odwróciłem się i złapałem go za biodra.
-Bo jak mam inaczej?
-No masz inaczej.
-Sam się zgodziłeś
-Na co?
-Na ograniczanie
-Bo musiałem. Nadal płakałbyś nie wiadomo gdzie, byłbyś chory i bezużyteczny na jakiś tydzień.
-Nie umniejszaj mojego zwycięstwa- odparłem wyraźnie z siebie dumny
-Nie wygrałeś. Nadal mogę... miałeś mieć dobry dzień. Dokończymy wieczorem.
-Niech ci będzie. Idę po jakieś ciuchy.
-Ja pójdę. Wybiorę ci coś Ładnego.- Bo ty się nie znasz.- Poczekaj, rozgość się. Zaraz wracam.- Poszedłem do pokoju po ubrania.
Nawet zaprotestować mi nie dał. Ugh.
Po chwili wróciłem. Podałem Liamowi białą koszulkę, szare, dresowe spodnie oraz skórzaną, czarną kurtkę. Sam ubrałem się podobnie.
Naciągnąłem na siebie ubranie.-Głupio się czuję
-Czemu?
-Normalnie się tak nie ubieram, to pewnie przez to
-Taa, ale tak jest lepiej. Przyzwyczaisz się.
-Mam nadzieję
-Daleko te ryby?
-Nie, ale jedziemy samochodem. Nie chce mi sie iść
-Leń. A co tam dokładnie będzie?
-Taaaaakie wielgaśne akwaria, z delfinami, rybkami, syrenami i innymi takimi. O i foki też mają! I słonie morskie... Morsy też!
-Na mój widok też powinieneś się tak podniecać.- Mruknąłem. - Morsy niby lepsze ode mnie.
-Nigdy nie widziałem morsa. A ciebie ciągle widzę.
-To niczego nie zmienia. Mówiłeś, że mnie kochasz.
-Morsy też kocham
- To ja lubię rżnąć Justina.
-Lubisz, ale już więcej tej wątpliwej przyjemności miał nie będziesz
- Założysz mi jakiś nadajnik by mnie pilnować? Ostatnio byłeś za ścianą i jakoś ci to nie przeszkadzało.
-Stąpasz po cienkim lodzie- prychnąłem
Złapałem go za biodra i przyciągnąłem do siebie.- Przecież ci mówiłem, że wtedy z nim nie spałem. Swoją drogą nigdy z nim nie spałem.
-Więc tak nie mów
-Więc kochaj tylko mnie.
-Dobrze, żadnych morsów
-I nikogo innego.
-Nikogo innego-przytaknąłem- A właściwie czemu?
-I niczego. Ja nie mogę to ty też. Proste.
-Skoro tak mówisz...
-Nie wierzysz mi?
-Trochę
-Nie chcesz się przekonać.
-Chcę- prychnąłem- Idziemy?
-Ta i znów zazdrosny będziesz.- Prychnąłem.- Możemy. -Poszedłem do auta.- Prowadź.
Wszedłem do samochodu i odpaliłem.
Przyglądałem mu się. W pewnym momencie zacząłem marnować jego udo. W końcu ścisnąłem jego przyrodzenie.
-Zostaw, prowadzę- westchnąłem ciężko
-Widzę. Ale co poradzę, że moje rączki się nudzą.
-To je zajmij czymś innym
Założyłem ręce na piersi.
Na miejscu byliśmy po kwadransie-Idziemy
-A morsy nie mogą poczekać?
-Raczej nie uciekną- przyznałem
-Raczej. Chodź. Pociągnąłem go do akwarium.
-Kupisz mi potem kubek z delfinem?
-Jak dobrze dasz dupy będzie nagroda.
-Kubek to nagroda?
-Tak. Tylko musimy znaleźć jakiejś miejsce.
-No chyba pocieszenia- jęknąłem niezadowolony.
-Jak uważasz. Ważne, że też dostanę nagrodę.
-Za co niby?
-Za.. za to, że jestem miły i grzeczny?
-Akurat
-Nie to nie. Kubka też nie będzie.
-Szantażysta
Wzruszyłem ramionami. Ruszyłem przed siebie.
Dogoniłem go- Wygrałeś
-Zawsze wygrywam.- Oblizałem usta. Rozejrzałem się za jakimś pomieszczeniem.
-Zawsze jesteś niewyżyty
-Wina twojego tyłka. -Zaciągnąłem go do jakiegoś pomieszczenia.
Zbyt wiele miejsca to tam nie było- Tylko się streszczaj, nie chcę sie klaustrofobii nabawić
-Nie chcesz to możemy wyjść. Ale kubka też nie będzie.
Wywróciłem oczami- Jakby mi tylko na kubku zależało to bym sobie kupił
-Ale nie wziąłeś kasy jak dobrze pamiętam.
-A czy to jedyne miejsce na świecie gdzie można kupić kubek z delfinem?
-Cicho siedź.- Wyszedłem z pomieszczenia.
-Ej no!- ruszyłem za nim
Zachowywałem się jakby nie istniał.
-Zaaaayn
Podszedłem do jakiś rybek.
-Zayn!
Bardzo ciekawe te rybki.
Uwiesiłem mu się na ramieniu- Nie ignoruj mnie, Zaaaaayn
Zwaliłem jego ręce z siebie.
Uczepiłem się go znowu, tym razem nie zamierzając go puszczać- No co ja znowu zrobiłem, no co...
-Nic.- Ruszyłem powoli przed siebie.
-Więc mnie ni ignoruj
-Więc mnie zostaw.
-Nie, bo wtedy będziesz mnie bardziej ignorować
-I tak mam zamiar to robić.
-Ale czemu?
-Nie zaspokojony Zayn, zły Zayn.
-No to go zaspokoimy- jakie problemy z nim mam
-Nie chce ciebie.
-Nie masz wyboru
-Niby czemu?
-Bo...- urwałem nie mogąc znaleźć powodu
-Właśnie. Daje ci jeszcze jedną szanse. To?
-Ym... Bo... Eh, nie mogę ci wierzyć na słowo, dzieciak ci różnicy nie robi...- Stwierdziłem dość podłamany- A znalezienie sobie kogokolwiek nie robi ci problemu... Właściwie czemu to zawsze są dziewczyny?
-Bo po godzinach użerania się z tobą są miłą odmianą.
-Ale po dłuższym czasie zrobiłby się jeszcze gorsze
-Dlatego są jednorazowe. Ty też niedługo pójdziesz w odstawkę.
-Nie boisz się, że kiedyś się zemszczą
-Niee. Nie zapominajmy kim jestem.
-Kobiety potrafią być przerażające
Wywróciłem oczami.- To od samego początku wiadome jest, że nie zabawią u mnie więcej niż noc.
-One już takie są. Lubią robić sobie nadzieje
-A ty jesteś inny.
-Niczego takiego nie powiedziałem
-Właśnie. Też jak idiota myślisz, że cię nie wypierdolę.
-A co lepszego mam zrobić?- odparłem dość spokojnie. Nie ma sensu się rozklejać. Nie teraz.
-To już nie mój interes. Dam ci tylko radę, jeśli chcesz zabawić u mnie trochę dłużej to się postaraj, bo zaczynasz mi się nudzić.
-Dobijasz leżącego- westchnąłem
-Niby jak? Prawdę mówię i pięknie cię ostrzegam tylko.
-Aż zbyt dosadnie
-Jasne.- Ruszyłem do innego akwarium.
To sobie porozmawialiśmy. A niech robi co chce. Proszę bardzo. Nie będę mu robić wyrzutów i się produkować. Poczekamy, zobaczymy kto wygra. Pomyśleć, ze chciałem to rozwiązać w miarę pokojowo
Stanąłem przy rekinach. Ciekawe rybki. Po chwili szukałem drogi do miejsca gdzie stał ten facet i je karmił.
Ciekawe czy on sobie zdaje sprawę, że człowieka to by taki rekin nie zjadł i można sobie spokojnie z nim popływać.
Gdy wszedłem na balustradę pogadałem z gościem i pokarmiłem te stworki.
Zmieniłem zdanie, szkoda że go nie zeżrą. Wielka szkoda. Nawet ryby przeciwko mnie.
Wróciłem do Liama. -Gdzie te morsy?
-Prosto i w lewo- pokazałam palcem na mapie przytwierdzonej do ściany
-A co z tym zaspokajaniem mnie?
-Rób sobie co chcesz
-No, ale.. Jak mam się zaspokoić bez ciebie?
-Prowadź- westchnąłem
Zadowolony złapałem go za rękę i wciągnąłem w jakieś pomieszczenie.
-Miejmy nadzieję, że nikt tu nie wlezie.
-Najwyżej będzie miał żywego pornola.
-Zabrzmiało, jakby miał mieć żywą płytę z pornosem
-Mniejsza o to.- Zacząłem go rozbierać.
Rozpiąłem jego spodnie
Szybko pozbyłem się ciuchów z naszych ciał. Odwróciłem chłopaka do siebie plecami i zacząłem nawilżać jego wejście językiem.
Oparłem się o ścianę. Pojękiwałem cicho
Włożyłem w niego dwa palce.
Przygryzłem wargę. Nie byłby dobrze gdyby ktoś nas usłyszał.
Dołożyłem trzeci palec. Rozciągałem go porządnie.
Sam nabijałem się na jego palce.
Założyłem gumkę. Złapałem go za uda i podniosłem. Włożyłem w niego penisa.
Skrzywiłem się. Wargę przegryzłem do krwi. Aj
Zacząłem się poruszać.
Chętnie odpowiadałem na jego ruchy/
Obdarowywałem jego szyję sporymi malinkami.
Przez myśl przemknęło mi, że będę wyglądał jak biedronka.
Przeniosłem usta na jego. Przyspieszyłem ruchy.
Zacząłem oddawać pocałunek
Zacząłem szukać jego prostaty. W końcu na nią trafiłem.
Jęczałem w jego usta. Coraz trudniej było mi ustać.
Kilka mocnych pchnięć i doszedłem.
Skończyłem prawie że równo z nim. Nogi mi drżały, ledwo stałem.
Postawiłem go na ziemi. Ucałowałem w nos.
Zdziwiony zmarszczyłem go zabawnie. Oparłem się o niego.
Zaśmiałem się.
-A teraz na morsy
-Dokładnie, skarbie. I po kubek i gdziekolwiek zechcesz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz