Heeej!
przepraszam,że znów dodaje spóźniona, ale liceum trzeba dobrze wystartować.
i pogratulujcie mi znów rozwaliłam laptopa ;/ tak więc muszę włamywać się na mamy co jest trudne. W każdym razie postaram się dodawać co 2/3 dni. a jak nie to 2 razy w tygodniu
miłego czytania i liczę na komentarz
:)
_______________________
Zayn
Liam
_______________________
Gdy dojechałem do szkoły sprawdziłem co robi Liam. I
gdzie ta idiotka. Znów go merała. Cały dzień byłem dziwnie przygnębiony i podekscytowany jednocześnie. To drugie udzieliło się również mojej przyjaciółce, przez co cały czas robiła zabawne miny, przedrzeźniała wykładowców, opowiadała sprośne żarty, po prostu zachowywała się jak dziecko, miętosząc przy tym moją rękę.
Wywróciłem oczami widząc na co jej pozwala. Nie umie powiedzieć "dość"? Zadzwonił dzwonek, więc udałem się do klay.
Przywykłem do niecodziennych zachowań tej dziewczyny i nie przeszkadzały mi one. Nie traktowałem ich jako czegoś specjalnego. Ot, normalne gesty, takie jak szturchnięcie, czy coś takiego.
Patrząc na to chciałem mu pokazać do kogo należy. Wracamy do obroży! Ostatnia lekcja wrócę ze szkoły. Przygotuję się i pojadę po niego.
Trochę wcześniej, tak jak się umówiliśmy wyszedłem. Wykładowcy wcisnąłem kit o rzekomej chorobie, co było dość prawdopodobne, bo nie wyglądałem najlepiej. Na parkingu, zgodnie z palnem, złapało mnie kilku kolesi. Żeby było realistycznie próbowałem się wyrywać w związku z czym kilka razy oberwałem i to porządznie. Widocznie taka jest tego cena. Siłą wpakowali mnie na tylne siedzenie i przytknęli jakąś szmatkę do twarzy. Odpłynąłem.
Pojechałem po Liama. Czekałem pod szkołą. Uczniowie zaczęli wychodzić, ale mojego chłopaka tam nie było.- Mój chłopak-. Prychnąłem. Gdy zauważyłem tą jego koleżankę wyszedłem i podszedłem do niej. Powiedziała, że się zwolnił i pojechał do domu. Przecież go u nas nie było. Musi być u rodziców. Ostrzegłęm dziewczynę by trzymała rączki przy sobie bo inaczej je straci i pojechałem do rodziców chłopaka. Zastałem tam teścia. Uwielbiam jego czerwony ze złości ryj. Ślicznie wygląda. Jeszcze tylko para z pyska i jak byk na widok czerwonego. Niestety tam również go nie było. Wszedłem do środka, gdyż myślałem, że go kryją. Wiem, że był zły za wczoraj. Może i trochę przesadziłem z Justinem, ale... Kurwa pierwszy raz w życiu nie mam ale gdy potrzebuję. O wiem, ale lubię go denerwować. Wiedziałem, że się obrazi. Posiedziałem z godzinę w domu rodzinnym chłopaka. Wypiłem pyszną herbatkę w towarzystwie Ruth. Jakoś tak. Na pewno tak. Gdy dalej się nie zjawiał wróciłem do domu. Udałem się do chłopaków z pytaniem czy nie wrócił. Louis oczywiście musiał coś mruknąć, że tęsknię i się martwię o miłość mojego życia co zignorowałem. Okazało się, że od czasu gdy odwiózł go do szkoły nie widział brązowookiego. Niall sprawdził zapis z kamer i...- Co kurwa?! Kto mógł go porwać?! Po co im on? -Zayn, spokojnie, znajdziemy go.- Harry położył mi dłoń na ramieniu. -Ich.- Poprawiłem.- On jest w ciąży.- Szepnąłem. Kto miałby go porywać i po co?
Gdy ocknąłem się miły pan w kominiarce czarnej jak noc, bądź obudowa czarnego samsunga, jak kto woli, podał mi coś do jedzenia, przywiązał do krzesła, uspokoił mnie, bo zacząłem panikować i wyszedł zostawiając mnie samego. No świetnie. Zacząłem się zastanawiać jak odegrać moje uwolnienie, tak by nie wzbudzić podejrzeń.
Poszedłem do swojego pokoju. Zamknąłem drzwi i udałem się pod prysznic. Niby mam go gdzieś, powinienem, ale... czemu? Czemu nie może tu teraz być? Czemu nie mogłem go jak zawsze odebrać? I jeszcze gorzej się czuł. Może coś z dzieckiem? Gdzie jest? Tyle pytań.
Niewygodnie mi. Mogliby się pospieszyć. W przebłysku zdałem sobie sprawę, że skoro nie mam knebla to powinienem mieć zdarte gardło od wrzasków o pomoc. Zacząłem się wydzierać, a jako że ściany były dźwiękoszczelne nikt nie zwrócił na to uwagi.
Gdy wyszedłem z łazienki usłyszałem jak chłopaki dobijają się do moich drzwi. łaskawie otworzyłem.- Wreszcie. Aż dwie godziny potrzebowałeś na kąpiel? A Liam?- Zadawał pytania Lou.- Nic mnie on nie obchodzi. Pozbyłem się problemu- Wzruszyłem ramionami. -Czyli nie potrzebnie znaleźliśmy auto, którym go porwali?
Gdy moje gardło było już dostatecznie zdarte zacząłem się zastanawiać co jeszcze muszę zrobić. Otarcia od wyrywania się? Te sznury zbyt delikatne nie są. Zacząłem kręcić się na wszystkie strony
Wyskoczyłem z pokoju jak poparzony. Ten kretyn musiał się nieźle bawić.- Gdzie?- Wypowiedziałem gdy byłem w salonie. Właściwie minęły 2 godziny. Nie chcieli okupu jeszcze? Dziwne. Ale mniejsza. Ważne, że wiem gdzie jest.
Kurwa! Krzesło wywaliłem! Help mi! Ja tu umrę, krzesło mi kręgosłup krzwi! Niech się tu ktoś przywlecze i mnie postawi z powrotem!
Z pokoju zabrałem broń. W razie potrzeby jakieś małe zabaweczki typu granat. Bez wysuszenia włosów popędziłem do auta. Chłopaki wsiedli razem ze mną. Szybko ruszyłem w wyznaczonym kierunku. Po 30 minutach byłem na miejscu. Nie żebym się śpieszył. Stanąłem w krzakach na przeciw jakiegoś magazynu. Rzuciłbym granat, ale nie wiem gdzie jest Li. Wszedłem po cichu z chłopakami do środka. Gdy napatoczył się jeden z tych skurwieli bez chwili zastanowienia zabiłem go. Zaczął się ostrzał. Niestety nikogo już nie trafiłem. Te patałachy nawet nie umiały strzelać. Szybko znalazłem Liama przywiązanego do obalonego krzesła.
Usłyszałem strzały. No nareszcie! Zrobiłem jak najbardziej przerażony, zrezygnowany i załamany wyraz twarzy na jaki mnie było stać. Z powodu bólu w kręgosłupie do moich oczu napłynęły łezki. Idealnie. Tylko podłoga zimna.
Obawiałem się, że szykują coś jeszcze. Może chcą wyjść i mnie tu zabić? Nie zdziwiłbym się. Szybko uwolniłem Liama. Wziąłem go na ręce i jak najszybciej opuściłem magazyn. Zaniosłem go do auta.
Natychmiast się w niego wtuliłem. Łezki mimowolnie spłynęły mi po twarzy. Wczepiłem się w jego koszulkę.
-Już dobrze. Nic ci nie jest?
Pokręciłem głową. Otarcia piekły ale da się przeżyć.
No i pięknie. Dalej będę się z nim użerał. Dobrze, że już jest w moich ramionach. W weekend znów zabiorę go nad jezioro, do naszego domku. A raczej jego. Na niego to kupiłem by nikt nie proszony sie nie dowiedział.
Drżałem lekko. Było mi zimno, magazyny nie były ogrzewane.
Po powrocie zaniosłem go do mojego pokoju. Zacząłem opatrywać jego rany. Mój biedaczek. Następnie nalałem ciepłej wody do wanny. Rozebrałem siebie i jego. Weszliśmy. Oparłem go o mój tors.
To było naprawdę miłe. Martwił się o mnie. A teraz się mną zajmował. Powoli się uspokajałem. Mam nadzieję że nie za szybko.-Czemu...- wykrztysiłem cały zachrypnięty-... tak długo cię nie było? - Pytałem z czystej ciekawości chociaż pewnie to brzmiało inaczej, prawie jak wyrzut. Nawet numery były odsłonięte! Ile można szukać jednego auta, zwłaszcza, gdy twoi ludzie wiedzą gdzie ono jest?
-Musiałem się umyć.- A co? Mam się przyznać, że straciłem logiczne myślenie? Zawsze mówiłem, że miłość to słabość i zaślepia, choć ja go nie kocham. Po prostu ma moje dziecko. I go lubię. I je zaakceptowałem. Będę tatusiem.
To ja się tak męczę, a on kąpiel bierze? Drań.
Zacząłem obmywać jego ciało.- Widziałeś twarze?
Pokręciłem przecząco głową-Mieli kominiarki- uh, jakby mi jeździli po gardle papierem ściernym
-Ok. Już nic nie mów.- Pocałowałem go we włosy. Biedak.- A z dzieckiem wszystko dobrze?
Niepewnie skinąłem głową.
Zacząłem masować jego brzuch. Dobrze, że nie stało się to w czasie zaawansowanej ciąży.- Bierzesz urlop.
-Jeszcze nie teraz, jakoś tak po trzecim, czwartym miesiącu.
-Teraz. A jeśli jeszcze ktoś będzie chciał cię porwać?- Tak zamknę go w domu na zawsze.
-Jeżeli będzie chciał to porwie mnie nawet pod domem. Poza tym, co ja będę robił?
-Możesz... Sprzątać, gotować obiadki. Różne rzeczy.
-Nie biorę urlopu
-Będziesz uczył się w domu i chodził na zaliczenia?
Westchnąłem ciężko-Wiesz, że to oznacza częste wizty tej dziewczyny, której nie cierpisz?
-Najwyżej utnę jej ręce. I nie mów, że nikt inny nie może ci dawać notatek.
-Może, ale ona mi to wszystko wytłumaczy i orientuje się w sytuacji, nie chcę się tłumaczyć innym.
-Lepiej już nie mów, skarbie.
Wzruszyłem ramionami i zanurzyłem się bardziej
Już wolę znosić ją pod nadzorem a nie jak Li jest w szkole beze mnie. Nie mam kontroli.
Te wszystkie otarcia szczypią. Nie jakoś specjalnie, ale szczypią.
-Wychodzimy? -Spytałem, ale i bez jego potwierdzenia wstałem. Zacząłem się wybierać.
Wyszedłem z wanny i się wytarłem, starając się nie urażać ran, co szło mi opornie.
-Ja to zrobię.- Zacząłem go wybierać. Starannie i delikatnie. I on mówi, że nie potrafię.
Uśmiechnąłem się lekko. Cofam wszystko o braku delikatności.
-Co się tak uśmiechasz?
-Po prostu. Cieszę się.
-Ja też.-Cmoknąłem go w usta. Wszedłem do pokoju i przyniosłem mam bieliznę. Pomogłem mu nałożyć i zaniosłem do łóżka.
Zaczyna mi się to coraz bardziej podobać. Szkoda, że drugi raz to nie przejdzie. Nawet nie przeszkadza mi fakt, że pewnie się przeziębię.
Okryłem go szczelnie kołdrą. Wstałem i poszedłem do kuchni. Zrobiłem mu ciepła herbatę. Wracając podziękowałem Larryemu, który widocznie gdzieś wychodził, za pomoc. Wszedłem do pokoju.- Trzymaj. I pomału.
-Dzięki- wziąłem kubek i zacząłem pić, uważając żeby się nie sparzyć.
Usiadłem koło niego i go objąłem. Nie za dużo tych uczyć, Zayn? No, ale trzeba. Mój delikatny skarbek.
Może powinienem mieć stany lękowe po tym ,,porwaniu''? Lekko pohisteryzować jeśli nadarzy się okazja nie zaszkodzi.- Martwiłeś się?- pytałem z czystej ciekawości, chociaż pewnie brzmiało inaczej.
I każda odpowiedź zła. "Nie" nieprawdziwa. I by mu przykro było. A teraz jego stan psychiczny jest ważny. "Tak" oznaka słabości. -Może trochę. I nie słuchaj co mówią chłopacy.
On ma mnie za takiego idiotę? Czyli się martwił. Miło.
Widzę po minie, że odpowiedź była zadowalająca.- A ty bardzo tęskniłeś?
-Za bardzo się bałem, żeby mysleć sensownie
-Bo się obrazę. Mogłem cię nie ratować.- Prychnąłem.
-Bałem się, że nie przyjdziesz- dodałem już ciszej
-Czemu miałbym to zrobić?- Nawet gdyby Lou wtedy nie przyszedł. No przecież, że bym go szukał.
-Bo może jestem dla ciebie problemem... albo ci się znudziłem... za dużo z tym zachodu... nie opłaca się... I tak dalej.- Już nie zapominając o tym, że posadzka była w cholerę zimna, ja cały czas musiałem myśleć co zrobię, a liny były tak niewygodne
-Wiesz... prawdę mówiąc znudziłeś się, ale nie oznacza to, że bym cię nie ratował. To przez to kim jestem cię porwali, więc moim obowiązkiem było cię uwolnić.- Poza tym strasznie łatwo poszło. Jakaś amatorka.
-Tylko z poczucia obowiązku?
-A co byś chciał?
-Nie wiem- przynałem
Przyciągnąłem go i pocałowałem w czoło.- Może zajmę się Justinem?- Tak lubię jak jest zazdrosny. I może w końcu powie mi to co chcę sam z siebie? To będzie oznaczało, że spełniłem swoje postanowienie. I może przyznam wtedy, że go lubię lubię trochę bardziej niż bym chciał?
-Nie- wyczerpująca odpowiedź
-Czemu? -No Li, może tym razem.
-Bo się nie zgadzam- logiczne chyba
-Ale czemu się nie zgadzasz?- Drążyłem temat.
-Bo...-chwilę zastanowiłem się nad następnymi słowami-... jestem zazdrosny.-Może tak
No a jeszcze niedawno się wzbraniałeś. Jestem na dobrej drodze.- Może i ja też jestem?-
-O kogo?
-O ciebie idioto. Ta laska mi się nie podoba. Ciągle gdzieś cię dotyka, mizia, mera.
-Nie ma powodu. W życiu nie pomyślałbym o niej inaczej niż o przyjaciółce, ona tak samo myśli o mnie. Taka już jest
-Jasne. Ona chyba myśli inaczej.- Warknąłem.
- Jest dziwna, ale mi to nie przeszkadza
-Ma się odwalić bo mi to przeszkadza. Ty o wszystkich ja o nią jestem zazdrosny. Ty nie możesz nic poradzić, ja mogę zaoferować jej spotkanie z jej przodkami, jeśli w to wierzy.
-Dobra, porozmawiam z nią. I nie klei się cały czas
-Ta na każdej przerwie to nie cały czas.- Palnąłem zanim ugryzłem się w język. On nie jest głupi będzie to drążył.
-Skąd wiesz, że na każdej przerwie?
-Podejrzewam? Znam się na ludziach.
-Widziałeś ją raz w życiu.
-Dobra. Mam dodatkowo pomoce nadzorujące. Niall jest informatykiem, a raczej będzie, nie? Właśnie. Dostęp do obrazu z kamer z twojej szkoły to dla niego błahostka.
-Szpiegujesz mnie!- Nie żebym musiał się z czegoś spowiadać
-Dbam o rozwój swojej wiedzy. Nie ufam jej. I jako, że jesteś zazdrosny chyba powinieneś się cieszyć, że mnie coś obchodzisz jeszcze. Sam mówiłeś, że zrobisz wszystko byś mi się nie znudził.
-Przecież nie zaciągnie mnie do kibla i nie zgwałci- wywróciłem oczami
-Kto ją ci wie? A może... nie wiem... należy do innego gangu i będzie chciała wyciągać od ciebie informacje na mój temat?
-Ona przenosi ślimaczki z jezdni, żeby ich nic nie rozjechało- jęknąłem- Potrafi wyrwać nieznajomej osobie papierosa z rąk żeby się ,, nie truł''. Przez sen wymieni ci 35 powodów dla których nie należy ćpać. Po francusku. To jest geniusz i anioł wcielony w jednym.
-A gejów nie lubi. Mnie z resztą też.
-Bo zachowujesz się jakby się do mnie dobierała.
-Jeszcze nie. Po prostu nie chce dla ciebie źle.
-Źle?
-Tak. Źle. Nie podoba mi się ona i tyle.
-Przesadzasz. Ale i tak miło.
-Nie ma być ci miło. Masz mnie słuchać. Chcesz coś do jedzenia?
-Będę grzeczny. Trochę
-Co ci przynieść?
-Kanapkę? Albo coś innego
Wstałem i poszedłem po jedzenie dla niego. Po chwili wróciłem z talerzem pełnym kanapek. Biedak nie jadł od rana.
-Dzięki- Sporo tego...
-Nie jadłeś cały.-Wzruszyłem ramionami.
Zacząłem zajadać się kanapkami
-Smakują?
Skinąłem głową. Dobre.
-Dosypałem ci narkotyków. Muszą smakować.
-W ciąży jestem ćwoku- aż takim debilem chyba nie jest?
-I co z tego?
-...Ty idiotą jesteś?
-Lubie. To?
-Naćpałeś ko...faceta w ciążu po porwaniu, w okresie kiedy najprawdopodobnijesz jest poronienie?
-Yyy tak? Lubię, gdy jesteś na prochach.- Oblizałem usta.- I jesteś dopiero w 1miesiącu.
-Ty naprawdę jesteś kretynem! Najwięcej poronień jest w pierwszych trzech miesiącach ciąży.
-Niczego ci nie dosypałem i weź mnie nie obrażaj. To ty jak idiota dałeś się porwać.
-Należy ci się z tak kretyńskie pomysły. A jak miałem NIE dać się porwać?
-Normalnie. Poczekać aż przyjadę lub zadzwonić bym przyjechał.
-Nie było potrzeby. Na oczy nie chciałem cię widzieć.
-Czemu? Ma to związek z Justinem?- Mój zazdrośnik.
-Przespałeś się z nim
Wywróciłem oczami.- Skąd ci to przyszło do głowy?- I ja jestem głupi.
-Tak to wyglądało
-Jak wyglądało? Co wyglądało?
-Wiesz, leżeliście razem w łóżku. Nago.
-Oj skarbie. Nie leżeliśmy nago. Mieliśmy bokserki.
-A skąd miałem wiedzieć?-Zapytałem speszony.
-Mogłeś sprawdzić.- Zaśmiałem się. -Że leżałem z nim w jednym łóżku nie oznacza, że z nim spałem.
-I zachowywałeś się jakbyś się z nim przespał
-Rano chciałem cię zdenerwować. Jesteś słodki gdy jesteś o mnie zazdrosny. Właściwie ciekawe czemu jesteś
-Nie wiem.-Prychnąłem
-Jak się dowiesz daj mi znać. -Wszedłem pod kołdrę.
-Może cię lubię trochę bardziej niż powinienem... Ale to nic nie znaczy!
-Nic? A szkoda.- Wstałem i poszedłem po laptopa. Wróciłem i znów zakopałem się pod kołdrę.
-No niech ci będzie, znaczy!- Hmpf, on mnie musi męczyć.
-Nic nie mówiłem. Niech sobie nie znaczy.
-Jesteś po prostu wredny- westchnąłem
-Znowu?- Prawie jęknąłem.- Czemu teraz?
-Mam być równie wredny i kazać ci się domyślić, czy jesteś za głupi żeby to zrobić?
-Nie radzę ci być wrednym. Możesz powiedzieć. Lubię jasne sytuację.
-Niepotrzebnie się przez ciebie denerwuję-westchnąłem po raz kolejny- Tym razem za szantaż
Wywróciłem oczami.-To?
-To... Kocham... cię?- zrobiłem się cały czerwony, miałem ochotę zapaść się pod ziemię. Póki co zakryłem twarz poduszką. Nie wyjdę!
-Możesz powtórzyć?- Czyli wygrałem? Joł madafaka.
-Nnie...? -Pokręciłem przecząco głową
-Nie wiem czy dobrze usłyszałem. Powtórz!- Rozkazałem.
Ko...Kocham... c-cię- wymamrotałem w poduszkę
Odłożyłem laptopa na szafkę. Zabrałem mu poduszkę z twarzy. Cmoknąłem go w brew a potem w usta.
-Cco ty...
-Co co ja? Całuję cię. Nie pierwszy i nie ostatni raz.
Podciągnąłem nogi pod brodę i objąłem je rękoma. Nic już z tego nie rozumiem.
-Co robisz?
-Nic
-To chodź.- Wyciągnąłem ramię.
Przysunąłem się do niego.
-Mam nadzieję, że to nie było kłamstwo.
-Nie było-skrępowany spuściłem wzrok
-Ej.- Uniosłem jego podbrudek.
Nadal byłem cały zarumieniony-Nie patrz, wyglądam idiotycznie.
-Nie. Podoba mi się.- Znów go cmoknąłem.
Zaczerwieniłem się jeszcze bardziej.
Wywróciłem oczami.- A myślałem, że bardziej się nie da.- Mruknąłem.- To... za co mnie kochasz?
-Mmuszę mówić?- To zaczynało być za dużo jak dla mnie. Zakręciło mi się głowie.
-Proszę?- Zacząłem głaskać jego ramię.
Pokręciłem głową. Nie da rady.
-Powrócimy do tego pytania. A teraz powinniśmy cieszyć się sobą.- Zawisłem nad nim.
Skinąłem niepewnie głową. Jakoś ciężko było mi sie odezwać.
Wpiłem się w jego usta. Leniwie go całowałem. Bez pośpiechu.
Odpowiadałem na pocałunki. O co mu właściwie chodzi?
Odsunąłem się od niego.- Myślisz, że jesteś w stanie?
-Z czym?
-Uprawiać seks. Czy jesteś zbyt obolały.
-Tylko ostrożnie-poprosiłem
-Oczywiście, skarbie.- Powróciłem Do całowania go.
Nieco otumaniony oddawałem pocałunki.
Zacząłem powoli go rozbierać. Obchodziłem się z nim bardzo delikatnie. Jak jeszcze nigdy.
Byłem zaskoczony, że potrafi być tak delikatny. Nie podejrzewałem, że ktokolwiek tak potrafi, a już na pewno nie on
Zjechałem na jego tors.
Wzdychałem cicho
Ręką zacząłem dotykać jego wejścia.
Spiąłem się przez chwilę, wiedząc co za chwile nastąpi.
Zacząłem rozciągać go trzema palcami. Robiłem to bardzo długo.
Początkowo jak zwykle najprzyjemniej nie było. Później zrobiło się dużo lepiej. Byłem naprawdę rozluźniony, sam nabijałem się na jego palce i jęczałem.
Nie przestawałem go rozciągać. Chciałem by było mu naprawdę dobrze.
Coraz trudniej mi było wytrzymać-J...ju-uż...
-Jeszcze nie.- Bo czemu się z nim nie podroczyć?
-Ngh... Nnie chcę... sa-samych... pa-palców...
-A co chcesz?
-Cciebie...
Odsunąłem się od niego.- Jak sobie życzysz.- Otworzyłem szufladę i wyjąłem gumkę. Założyłem ją. Usadowiłem się między jego nogami i zacząłem powoli w niego wchodzić.
Praktycznie nie zabolało, byłem naorawdę dobrze rozciągnięty.
Poruszałem się wolno.
Jęczałem głośno. On to robi specjalnie!
Całowałem jego szyje. Zostawiałem na niej malinki.
Wiedziałem, że przez to jego przygotowanie dług nie wytrzymam.
Trochę przyśpieszyłem. Chciałem by ten seks zapamiętał do końca życia.
Doszedłem, zdecydowanie wcześniej niż bym chciał. Ugh.
Już? Liczyłem, że dłużej mam to zajmie. Przez to, że się zacisnął na moim członku po kilku pchnięciach doszedłem.
Jeszcze przez dłuższą chwilę się uspokajałem.
Opadłem obok niego i przytuliłem go.- I jak?
Wtuliłem się w niego- Świetnie... Jak zwykle zresztą...
-Ale lepiej niż zwykle?- Cmoknąłem go we włosy.
Skinąłem głową. Zrobiło mi sie trochę zimno, ale to zignorowałem
-Ale coś szybko.- Zacząłem wybierać masze brzuchy.
-Za długo mnie męczyłeś palcami
-Ale wreszcie byłeś rozciągnienty.
Zadrżalem z chłodu- Następnym razem wytrzymam dłużej- zapewniłem
-Mam nadzieję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz