Zayn
Liam
______________________________
-Gdy tak mówisz mam wrażenie, że ci rozkazuje. Choć tym razem tak nie było.
-Sam, dobrowolnie sie na to zgadzam- westchnąłem
-Zobaczysz za kilka lat będziesz sławny dzięki mnie.
-Sławny?
-Jak cię namaluję to będziesz. Moje obrazy będą wisiały na najlepszych wystawach.
-Mam tylko nadzieję, że to nie będą same akty- zaśmiałem się
-Może nie.
-Ale wiesz, że swojego aktu nie dam ci namalować?
-Może Justin się zgodzi, albo Perry.
-Mhm... Albo... Erm, to była Emily? Czy jak jej tam. Pewnie chętnie odnowi kontakt.
-Kto?
-Ta z... nie pamiętam. Jedna z wielu.
-Właśnie. Myślisz, że mogę ją pamiętać? Może jakbym zeszyt 10000kartkowy założył to by wszystkie poznane przez rok się zmieściły i bym pamiętał. Choć nie muszę już pamiętać żadnej pięknej pani, teraz mam pięknego ciebie.
-Ta a na pierwszej stronie ,,Miłosne podboje Zayna Malika'' -zaśmiałem się.
-Raczej łóżkowe. Tylko jedna osoba może podbić moje serce.
-Ja?
-Chciałbyś.
-Chciałbym- położyłem mu sie na kolanach- Jak nie ja to kto?
-Wiem to. Coś takie ciekawski co?
-Przecież muszę wiedzieć
-Po co? Będziesz się upodabniał do mojego ideału?- Zaśmiałem się.
-A żebyś wiedział
-Jeszcze nie poznałem tej osoby. Musimy poczekać 8 miesięcy.
Zaśmiałem się- Jestem połową tej osoby, bilans wychodzi na plus
-Ale ja pokocham tą moją część.
-Będą wymieszane. Chociaż trzeba przyznać, że śliczny dzieciak z tego będzie.
-Z mojej połowy na pewno. Oby więcej odziedziczył. Zamknij oczy i wyobraź go sobie. Widzisz jaki piękny mały ja?
-Ej! Ja też tam będę!- szturchnąłem go- I bedzie bardziej podobny do mnie
-Chciałbyś. Będziesz, ale w mniejszości.
-W większości. A nawet jeśli nie, to mnie będzie lubiło bardziej
-Ciebie nie da się nie lubić.- Mruknąłem mu go ucha.- Ale ja będę lepszym tatą.- Na pewno nie, ale podroczyć się można.
-Możesz być lepszy, widomo, że dzieci bardziej kochają mamusię- pogłaskałem się po brzuchu-i... ono też będzie mnie lubiło bardziej
-Mamusia się znalazła.- Prychnąłem.- Ja mam kasę, mnie będzie lubiło bardziej.
-Nie znasz się, będzie mnie lubiło bardziej
-Nie. Wiem lepiej i koniec.
-Pożyjemy zobaczymy.
-Przekonasz się, że mam rację.
-Tak swoją drogą... To nie będzie trochę dziwne
-Co będzie dziwne? I swoją drogą jestem głodny.
-Wiesz dzieciak, pięciu facetów w domu... Zalatuje patologią. Zaraz zrobię coś do jedzenie
-Licz siebie i Horana jako babę Lou jako obojniaka i będzie dobrze. Skoro ty możesz być w ciąży to chyba to, że jest nas pięciu nie jest dziwne nie?
-W takim razie siebie też mogę liczyć jako obojnaka?
-Nie. Ty jesteś mój. A kto obraża Louisa będzie miał dobry dzień.
-Wolę nie. Idę robić te naleśniki- podniosłem się
-Ja tam lubię. Ma prawie tak fajny tyłek jak ja. to jest karalne.- Poszedłem z nim.
-Dobrze, że ja się do tej kategorii nie zaliczam
-Jasne. Ej!- Powiedziałem jakby stało się coś okropnego.- A co jeśli dzidziuś będzie ładniejszy ode mnie. Jeśli moje lustereczko mi tak powie będzie Królewna śnieszka 2
-Nie przesadzaj.- Westchnąłem- Ty mi lepiej powiedz jak ja mam przeżyć muzykę klasyczną- jęknąłem
-Jaką muzykę klasyczną?
-Takie pierdolenie o Szopenie, że kobieta w ciąży muzyki klasycznej słuchać ma. I rozmawiać do dziecka- westchnąłem- Rozmawiać zresztą to ty też masz
-Muzyka klasyczna? Chcesz mi dziecko zakatować? Śpiewać mu możesz.
-Nie wierzysz w świętą moc głupiej książeczki ood lekarza- prychnąłem
-Skoro głupiej to nie musisz. Moje dziecko na być mądre.
-I po to mu ta muzyka klasyczna. A jak będziesz do niego mówić to cię pozna po porodzie.- Westchnąłem
-Nie. Tylko nie muzyka klasyczna. Ty to słyszałeś? Jak można tego słuchać.
-Niektóre nie są złe. Niektóre
-Rób jak uważasz. -Objąłem go od tylu.- Seksownie wyglądasz przy robieniu jedzenia. A w kuchni też jeszcze cię nie rżnąłem.- Szepnąłem mu na ucho.
-Nie wyglądam seksownie, po prostu jesteś wiecznie napalony. Po jedzeniu, naleśniki mi się przypalą
-Też racja, ale przymilić się chciałem.
-Po jedzeniu- powtórzyłem
-Jasne. Lepsze to niż nic.- Wsadziłem rękę w jego spodnie.
-Zostaw
-Nie mogę się oprzeć.
-Sio do stołu, bo ci przerąbię patelnią
-Nic nie robię. -Ścisnąłem jego przyrodzenie.
Trzepnąłem go w głowę łopatką .- Patelnia będzie następna!
-Staje ci. Następne to będą moje usta na twoim kutasie.
-Naleśniki mi się przypalą- jęknąłem zrozpaczony
-To zrób ostatnie. Ja idę po gumkę i nawilżacz.
-Sekoholik- zaśmiałem się i przekręciłem naleśnika z jednej strony na drugą.
-Co poradzę, że tak na mnie działasz?
Wzruszyłem ramionami-Leć po te gumki a nie się tłumaczysz
Cmoknąłem go w policzek i pobiegłem do torby. Po chwili wracałem z potrzebnymi rzeczami.
Wszystkie naleśniki odłożyłem na talerz, patelnię do zlewu, wszystkie mąki, mleka i co tam jeszcze na miejsce. Obróciłem się plecami do blatu
Stanąłem przed nim. Oblizałem usta i pocałowałem go delikatnie.
Oddawałem pocałunek. Rękoma przyciągnąłem go bliżej.
Zacząłem odpinać jego spodnie.
Westchnąłem z ulgą. Było mi już trochę ciasno.
Oderwałem się od niego cicho śmiejąc. Ściągnąłem z niego dolne ubranie i zacząłem pastwić się nad jego szyją. Ozdabiałem ją w kolejne malinki.
Bardzo śmieszne. Rozpiąłem jego spodnie i zsunąłem je razem z bokserkami.
Niech nie myśli, że zdejmie mi spodnie i w niego wskocze. Błądziłem rękoma pod jego koszulką.
-Nnie rób...
-Czego?- Spytałem przyszczypując jego sutki.
-Nnie rób... ttak
-Jasne.- Zjechałem pocałunkami na jego tors. Zatrzymałem się przy kutasie.
Jęknąłem niezadowolony, z tego że przestał.
Chwilę się wąchałem. Może to dziwnie zabrzmi, ale nie robiłem nigdy loda. Byłem skupiony na tym, że ja mam odczuwać przyjemność. Spojrzałem w górę. Tej osobie chce dać przyjemność. On ma coś w sobie. Wziąłem jego kutasa do buzi i mocno zassałem.
Jęknąłem głośno i mimowolnie mocno wypchnąłem biodra w górę. Cholera, mam nadzieję że mnie nie zabije, przecież udusić się idzie jak tak robię.
No kurwa. Głupi? Przytrzymałem jego biodra. Zacząłem poruszać powoli głową.
Pojękiwałem. Palce wplotłem w jego włosy.
Wsadziłem mu palce do odbytu. Rozciągałem go.
Zrobiłem się głośniejszy. Zajebiste uczucie...
Gdy przyzwyczaiłem się do tego co robię przyśpieszyłem swoje ruchy. Jęki Liama uświadamiały mnie, że robię to dobrze.
Oparłem się o blat. Nie mogłem ustać o własnych siłach
Starałem się solidnie go rozciągnąć by znów nie jęczał.
Zdzierałem sobie gardło. Cudownie...
Zacząłem szukać jego prostaty. Po chwili trafiłem w to miejsce.
Nie mogłem opanować drżenia ciała, ani błagań o więceej.
Przez jego jęki stwardniałem. Chciałem by w końcu doszedł bym mógł zająć się jego tyłkiem.
Nie wytrzymałem. Doszedłem w jego usta.
Połknąłem to co mi zaserwował. Naleśniki to to nie są, ale też niezłe. Cmoknąłem go w brzuch i wstałem.- Tylko wyjątkowym obciągam.- Szepnąłem mu na ucho.
Skinąłem nieprzytomnie głową. Nie do końca wiedziałem co powiedział, ale nie obchodziło mnie to.
-Odwróć się.- Rozebrałem się i nałożyłem gumkę.
Wykonałem jego polecenie.
Stanąłem za nim. Kawałem mu się oprzeć i całując jego plecy wszedłem w niego.
Skrzywiłem i syknąłem. Ale to nic, da się przeżyć.
Narzuciłem szybkie tempo, ale starałem się być delikatny. Kurwa jak dobrze. Nigdy więcej czekania.
Szybko się przyzwyczaiłem. Znowu było mi cholernie przyjemnie.
Wchodziłem w niego szybko. Całowałem jego plecy. Po chwili szarpnąłem go za włosy i przyciągnąłem. Do pocałunku.
Wykręcając sobie szyję dosięgnąłem do jego ust.
Zacząłem ręką dotykać jego kutasa.
Moja szyja będzie żałować tej gimnastyki. Po kilku ruchach dłoni Zayna stanął mi. Ja po tym wszystkim z tego blatu nie zejdę.
Szybko poruszałem ręką.
Pojękiwałem w jego usta.
Zwolniłem ruchy w nim. Ręką utrzymywałem wcześniejsze tempo.
Wykończy mnie. Nie byłem w stanie protestować.
Co jakiś czas przyśpieszałem i zwalniałem. Gdy czułem, że obaj jesteśmy blisko zacząłem mocno w niego wchodzić.
Znęca się nade mną. Krzyczałem, gardło miałem zdarte na wiór. Jeszcze tego pożałuje
Pot spływał po moim ciele. Byłem na prawdę blisko by szczytować.
Nie wytrzymałem i doszedłem. Opadłem wycieńczony na blat
Skończyłem chwilę po nim. Wyszedłem z niego i wyrzuciłem gumkę do kosza. Wziąłem go na ręce i poszedłem pod prysznic.
Wygodnie. Zdecydowanie wygodnie i ciepło. No i nie muszę iść. Podoba mi się.
Postawiłem go pod prysznicem i włączyłem wodę.
Trudno mi było ustać samemu. Oparłem się o niego.
Złapałem go za biodra podtrzymując.
Drżałem lekko. Dyszałem jak po maratonie.
Złapałem go za podbródek i pocałowałem go delikatnie.
Oddałem pocałunek. Oparłem się o jego ramiona.
Podniosłem go za biodra i przyparłem do ściany. Zacząłem całować jego szyję.
Nie miałem ochoty go odpychać. Siły też. Odchyliłem głowę dając mu lepszy dostęp do mojej szyi.
Odessałem się od niego z uśmiechem.- Chyba jutro będziesz spał do wieczora co?
Skinąłem głową. Już teraz jestem wymęczony. Zarzuciłem mu ręce na szyję i przytuliłem się.
Obmyłem nas. Wyszliśmy. Wziąłem go i wytarłem. Zaniosłem go do łóżka. Położyłem się i objąłem go.
Wtuliłem się w niego.-Naleśniki się zmarnują-westchnąłem
-Chcesz to ci przyniosę.
-Nie wiem czy nie zasnę zanim wrócisz-westchnąłem
-Aż tak cię zmęczyłem?- Cmoknąłem go we włosy.
-Mhm- skinąłem głową- Nie sprawiedliwe
-Jak nie?- Zdziwiłem się.
-Ja jak po maratonie, a ty prawie niezmęczony- poskarżyłem się
-Jestem, kocie wytrzymalszy. I też jestem zmęczony. Śpimy do 3.
-Dobra- przymknąłem oczy.-Branoc
-Dobranoc, skarbie.- Cmoknąłem go znów w czoło i zasnąłem.
Odpłynąłem.
Obudziłem się koło 2.- Skarbie, otwieramy oczęta.
Całą noc miałem nieprzyjemne sny, na szczęście się nie budziłem- Nie chcę- wymamrotałem w poduszkę
Ścisnąłem go za przyrodzenie. - Wstawaj.
Kopnąłem go-Nie rób
-Dobrze, ale wstań.- Co niby mam sam robić?
-Poleż ze mną jeszcze trochę, no...
-Ale się obudź i choć porozmawiaj ze mną.
-Ale na leżąco- pociągnąłem go za rękę
-Jasne, że na leżąco.- Położyłem głowę na jego klatce. Cieplusia.- I z bawieniem włosami.
-Chętnie-ziewnąłem i położyłem rękę na jego głowie
W odpowiedzi wysunąłem język i polizałem jego sutek.
Zacząłem bawić się jego włosami-Nie rób
-Jasne. - Zacząłem masować jego brzuch.- Swoją drogą jak chcesz to nazwać?
-Nie mam pojęcia. Masz jakieś pomysły?
-Czemu ja? To twoje dziecko.
-Twoje też- wzruszyłem ramionami- Ale jak będzie dziewczynka to Rose.
-Załóżmy, że moje. Ja chce chłopaka a nie jakąś dziewczynkę. Będzie dziewczynka radź se sam.
-Oj dzięki.- zamyśliłem się na chwilę- Ale raczej będzie chłopak
-Chcesz by był chłopak. To co innego. Muszę imię wymyślić. Mój następca musi się godnie zwać.
-Oboje jesteśmy facetami, więc...
-Więc?
-Dziwne by było gdyby dzieciak był dziewczyną
-Jedyna w domu. Może trochę. Śmieszne gdyby urodziła się dziewczyna.
-Taka troszkę patologia.- zaśmiałem się
-Troszkę. Co dziś robimy?
-Ym... Niedaleko jest akwarium. Wiesz, z delfinami i wszystkim. Przejdziemy się?
Wywróciłem oczami.- Jasne. Ale będziesz miał dobry dzień.
-Mhm-skinąłem głową
No i świetnie. Nadal kreśliłem wzory na jego klatce. Miło tak.
Zaburczało mi w brzuchu- Idziemy coś zjeść?
-Mieliśmy poleżeć. -zrobiłem smutną minę.- Wygodnie mi.
-Poleżymy jak zjemy- pogłaskałem go po głowie
Niechętnie wstałem.- To co jemy?
-Wczorajsze naleśniki?
-Możesz podgrzać.
-Czemu ja?
-Bo ty miałeś gotować, gosposiu.
-Odgrzewanie to nie gotowanie.
-Wszystko jedno.
-Wstawaj, idę odgrzać- westchnąłem cierpiętniczo
-Ok. -Wstałem z łóżka i poszedłem nago do kuchni. Nadal leżały tam nasze rzeczy.
Podreptałem za nim. Włożyłem talerz z naleśnikami do mikrofali- Z czym chcesz?- Otworzyłem lodówkę
-Dżem?- Wziąłem ciuchy i wyniosłem do łazienki. Wróciłem i klepnąłem Liama w goły tyłek.
-Dżem- powtórzyłem i wyjąłem na stolik- Mamy truskawkowy, wiśniowy i morelowy. I nutellę- Wszystkie produkty ustawiłem w równym rządku
-Jak tyłek? Może powtórka z wczoraj?
-Zjeść chcę. Może potem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz