środa, 16 lipca 2014

Ziam XXXVI

Zayn
Liam
_________________________________________
Wyszedłem z kabiny. Zabrałem swoje rzeczy i czekałem na chłopaka. Następnie poszliśmy oddać kluczyki do szafek.
W dużo lepszym humorze szedłem obok Zayn'a.
Wsiadłem do samochodu.- Teraz gdzie?
-Zjadłbym coś
–Oczywiście. Do maka?
-Ale nie wchodzimy do środka
–Ok. Myśl co chcesz.
-Co?
-Do jedzenia.
-Ja już nawet wiem
–Wyczuwam bankructwo
-Jedna mała tortilla, sałatka grecka, picie i lody na deser, a ty od razu dramatyzujesz
-Nie dramatyzuje.- Podjechałem pod driva. Zamówiłem shake i big maca.- Mów co ty chcesz.
Przechyliłem się do okna i złożyłem zamówienie
Podjechałem dalej. Po chwili zamówienie leżało już a moich kolanach.
Wziąłem sobie moją część jedzenia- Smacznego
–Może poczekasz aż zaparkuje?
-Może tak...- odłożyłem jedzenie z ręki
–Zatrzymałem się na pobliskim parkingu.– Może dziękuję. –Zabrałem się za jedzenie.
-Dziękuję ślicznie- sarknąłem i zabrałem się do konsumpcji posiłku
–Smacznego, skarbie.
-Smacznego- odparłem z pełnymi ustami
Zaśmiałem sie i zabrałem się za jedzenie.
Dość szybko uporałem się z tortillą i sałatką, pozostało mi tylko rozkoszować sie deserem
Ledwo zdążyłem zjeść kanapkę a ten już kończy.– Boję się ciebie.
-Musimy dużo jeść- stwierdziłem głaszcząc sie po brzuchu
-Oczywiście. Tylko jesteś w 1 miesiącu!
-W końcu mogę być takim żarłokiem i nikt się nie będzie czepiał, że tyję?
-Zapominałeś o mojej osobie.
-Zrzucę na ciążę
-Nic ci to nie da.
-Mam szybką przemianę materii nie przytyję
-Jeśli chcesz być włefistą to nie możesz być grubaskiem.
-Nie będę gruby
-W trakcie ciąży będziesz.- Wywróciłem oczami.
-W trakcie ciąży nie będę wuefistą
-Cicho.- Skończyłem napój i ruszyłem.
-Gdzie teraz?
-Właśnie nie wiem. Cos zaproponujesz?
-Plaża?
-Wieczorem? Kolacja o zachodzie słońca na plaży. Znów będę miał 10 minut spokoju od twojego gadania.
-Chętnie- Żegnaj wizjo ,,stoliczka''
-A teraz może zakupy? Przyda mi się cos nowego. A ty kiecek chyba też nie masz.- Oj czyżbym był wredny i porównał go do dziewczyny?
Puściłem jego uwagę mimo uszu- Jedźmy.
-Na zakupy?
- Ale ty płacisz.
-Ty nie masz kasy.- Zauważyłem.- Jak będziesz tym nauczycielem to ściągnę to z ciebie.
-Ty i tak masz tyle pieniędzy, że nie robi ci różnicy na co je wydasz.
-Jakbym nie zwracał uwagi kto mi jest coś winny nie miałbym ani grosza. Nie wiesz na czym polega moja praca.
-I lepiej żebym nie wiedział.
-Kiedyś może ci powiem.
-Żebym spać po nocach nie mógł? Nie trzeba
-Nie wszystko. Gdyby ktoś cię porwał i byś wygadał za dużo to bym cię zabić musiał.
-Jestem tępy- przypomniałem uprzejmie- Zapomniałbym
-Wolę nie ryzykować. Ogólnikowo ok, ale dokładniej nic... Wiesz jako mama tego i jeśli to jest moje i masz zostać u mnie powinieneś trochę wiedzieć.
-Ale małe trochę- zastrzegłem.
-Raczej. I tak dużo osób wie. A raczej się domyśla po plotkach. No i gliny.
-No to kącik zwierzeń, gadaj
-Samochód zawsze spoko. Ale ty też musisz dać coś w zamian.
-Co?
-Jakieś hmm ciekawostki z twojego życia. Takie wiesz co nikt nie wie.
-Ale ja nie mam takich ciekawostek!
-Szkoda.
-Zresztą jak ci powiem, to wykorzystasz to przeciw mnie
-Ty też możesz.
-A co ja ci zrobić mogę?
-Różne rzeczy. To co zwierzamy się?
-Ale ty pierwszy
-No to.. Zarabiam na sprzedaży narkotyków, pożyczaniu pieniędzy. Prowadzę też interesy z innymi gangami. Co nie zawsze jest miłe. A ty?
-Tak też myślałem.
-Ale z czym?
-Z tym co robisz.
-A ostatnio pytałeś. Dawaj. Twoja kolej. I gdzie powinniśmy jechać?
-Do galerii
-Ulica matole. Wiem, ze obiecałem ci ciuchy za dawanie dupy.
-Tam- wskazałem palcem na jedną z dróg
Skręciłem. Po chwili widziałem już dużą galerie.- Świetnie.- Zacząłem kierować się w jej stronę.
-I widzisz, nawet jak nie wiem gdzie ci karzę jechać i tak trafiamy
-Cicho. Zapewne widziałeś to centrum. Takie wielkie, ze nie da się nie widzieć.
-Może trochę
-Właśnie. I zdajesz się na mnie z ciuchami
-Ta jes
-Spokojnie, zrobię z ciebie niezły towar. Wiesz mi nie dorównasz, ale starać się możesz.- Zaparkowałem pod galerią.
-Dopóki ty płacisz nie mam nic przeciwko.
-Przypominam, ze to będzie do zwrotu.
-Tylko żeby nie kosztowało fortuny.
-Teraz to cię martwi? -Wysiadłem z samochodu.
-Nie mam i prawdopodobnie nigdy nie będę mieć tyle kasy co ty.
-Też racja. To od czego zaczniemy? Spódniczki czy biżuteria?- Zaśmiałem się.- A na poważnie... spodnie?
No zaraz mu strzelę...-Niech będzie
Wszedłem do galerii i udałem się do sklepu z spodniami.
Chcąc nie chcąc poszedłem za nim.
Poprzeglądałem Kilka wieszaków. -Tu patrz.
-Patrzę, patrzę- westchnąłem.
-To bierz swój rozmiar. I do przymierzalni.
Wziąłem odpowiednie spodnie i ruszyłem do przebieralni
Po 3godzinach wróciliśmy. Kupiłem sobie 2dresy, kilka koszulek i parę spodni. Liama troszkę przepociłem na mój styl. -Seksownie.- Skomentowałem gdy szliśmy na pizzę. Oczywiście kawałem mu zostać w kupionych ubraniach. Miał dość obcisłe, niebieskie spodnie, biała bluzkę i skórzaną kurtkę. Czyż nie seksownie?
-Daj spokój, głupio się czuję w tych ciuchach- Zakłopotany podrapałem się po głowie
-Ale wyglądasz dobrze. Jaka ulga, ze jesteś mój.
Zarumieniłem się lekko- Nie mów tak, naprawdę zalatuje tanim romansidłem
-Mówiłem, ze się skatowałem. Nie długo powinno mi przejść.
-Mam nadzieję
Stanąłem przy stoliku.- A teraz pan pozwoli.- Odsunąłem mu krzesło.- Proszę.
Westchnąłem i usiadłem- Nie przesadzasz trochę?
Wzruszyłem ramionami. Bo czemu się nie pobawić? Gdy przyszedł kelner złożyłem zamówienie.
Objadłem się w Mac'u więc zamówiłem tylko sałatkę
-Jak królik.
-Nie jestem głodny
-Jesz jak smok i nie jesteś głodny? Dziwne.
-Przesadzasz, jak zwykle
-Nigdy nie przesadzam. -Zabrałem się za swoje zamówienie.
Nabiłem pomidora na widelec- Nikt ci nie uwierzy
Wywróciłem oczami. Jak wrócimy to się wyśpimy. A jutro po południu trzeba wracać.
W ciszy zajadałem się sałatką
-Chcesz coś jeszcze?- Zapytałem kończąc swoją porcję
-Nie, dzięki
-To wracajmy. Zmęczony jestem.
-Możemy
-Dam ci zaszczyt. Prowadzisz.- Rzuciłem mu kluczyki.
Uśmiechnąłem się szeroko. Czasami naprawdę jestem jak dzieciak
Wgramoliłem się do autka. Oby ci nic nie zrobił. A teraz dobranoc
Wróciliśmy dość szybko, udało mi się nie zabłądzić. Szturchnąłem Zayna- Jesteśmy
-Ta.- Przetarłem oczy i wyszedłem. Otworzyłem dom i skierowałem się do salonu. Kurwa musiałem przestawić tą kanapę. Ustawiłem ją na jej miejsce i glebłem na nią.
-Plecy cię będą boleć- Zamknąłem drzwi na klucz.
-Przeżyje.- Mruknąłem i włączyłem telewizję.- Chcesz robić za moja poduszkę?
-Mogę-usiadłem na kanapie
Położyłem mu się na kolanach.- Włosy.- Rzuciłem krótko wiedząc, że zrozumie.
Wplotłem palce w jego włosy.
Po chwili odpłynąłem w głęboki sen.
Gdy zasnął po cichu wyłączyłem telewizor. Całkiem wygodnie, mogę tak posiedzieć jeszcze dłuższy czas.
Spałem spokojnie. Woda mnie wymęczyła.
Oglądałem jakieś powtórki jeszcze przez kilka godzin
-Która godzina?- Mój głos był zachrypnięty.
-19-pogłaskałem go po włosach
To mogę jeszcze spać
-Jeszcze? Przynajmniej daj mi wstać
-To dalej.
Podniosłem się i poszedłem znaleźć sobie coś do roboty.
Przysnąłem jeszcze na chwilę.
Znudzony przeglądałem jakiś magazyn, który pozostał tu po poprzednich lokatorach.
Gdy następny raz się obudziłem wstałem zrobić sobie kawę. Znalazłem tam Liama.- Idziemy na ten spacer?- Świeże, zimne powietrze dobrze mi zrobi.
-Idziemy- za bardzo mi się nudzi, żeby wybrzydzać.
Założyłem kurtkę i buty. Wyszedłem na zewnątrz odpalając papierosa.
Ubrałem się i wyszedłem chwilę po nim- Na plażę?
-Tak. Przypomnij co ja ci obiecałem z plażą?
-Kolację, ale się obejdzie
-Kolację na plaży? A myślałem, że jebanie. A niee o później.
-Bez tego też się obejdzie. Idziemy?
-Jasne. Chcesz?- Wyciągnąłem paczkę w jego kierunku.
-Nie
Prychnąłem i złapałem go za rękę.
Splotłem nasze palce
Niezły ze mnie chłopak. Myślałem, że bardziej będę musiał się starać.
Na plażę dowlekliśmy się po piętnastu minutach- Będę mieć piasek w butach- zamarudziłem
- To je zdejmij. Nieść cię nie będę.
Zdjąłem buty i skarpetki.
Ubabra w domku. Co za człowiek.- Myślę nad kupnem tego domku.
-Myślisz, czy właśnie pomyślałeś?- zaśmiałem się krótko- Chociaż trzeba przyznać, że jest prawie idealny
-Przez sen mnie naszło. Prawie. Ciebie nic nie zadowoli w 100%.
-Skąd wiesz? Jedyna wada, to pewne braki w wyposażeniu i tyle
-To mogę zmienić. To co mi doradzasz?
-Ja to bym malowanie zrobił i trochę przemeblował- wzruszyłem ramionami
-Ale kupić? Kolory są spoko.- Zauważyłem.- Widać, że niedawno było malowane.
-Ale przemeblować trzeba
-Mi sie podoba jak jest. Jutro muszę pogadać z gościem.
-Kiedy wracamy?
-Jutro po południu. Spakujemy się pojedziemy na obiad i już.
-Co będzie na obiad?
-Co sobie zamówisz. I nie mów tylko o jedzeniu.- Usiadłem na ławce obok ścieszki.
-Zamieniam się w Niall'a- usiadłem obok niego
-Niee z jednym ciężko wytrzymać i utrzymać w lodówce względne zapełnienie a co dopiero z dwoma takimi? Allahu ratuj!
-Kup drugą lodówkę- doradziłem- Jedna będzie wasza, a druga moja i Niall'a- zaśmiałem się
- Pomyślę nad tym.
-He, jak myślisz kiedy zacznie być to widać?- Przyjrzałem się swojemu brzuchowi
-4miesiąc? Nie znam się. Spytaj mamy, ciotki, siostry, ale nie mnie.
-A taką miałem nadzieję, ze później
-Lekko nie ma jak jest się dziwakiem. Jakby coś to lubię dziwaków.
-Przynajmniej tyle

1 komentarz: