Zayn
Liam
___________________________________
Głaskałem jego plecy.
Mruczałem cicho
Zabrałem koc, który leżał w rogu kanapy i nas okryłem.
-Dzięki- spojrzałem na swoje ubabrane ręce nie bardzo wiedząc co z nimi zrobić
-Spoko.- Zaśmiałem. się widząc jego minę.
-I z czego się śmiejesz?- rozejrzałem się dookoła. Definitywnie nie chciało mi się wstać a ręce całe w spermie również mi się nie uśmiechały.
-Z ciebie.- cmoknąłem go w obojczyk.
Ostatecznie zrezygnowany wytarłem ręce w tył kanapy- I już- stwierdziłem dumny z siebie
Zaśmiałem się.- Będziesz musiał to umyć.
-Ale potem- zarzuciłem mu ręce na szyje i się do niego przytuliłem- Od razu lepiej
-Ale nie zapomnij.
-Nie zapomnę
-To dobrze a teraz wstawaj. Muszę się umyć.
-Idę z tobą- zadecydowałem i podniosłem się.
-Idę sam.- Również wstałem i skierowałem się po ręcznik do torby.
-Ale ja też chcę!- krzywiąc się popędziłem za nim
-Pójdziesz po mnie.
-Ale ja chcę z tobą!
-Ale ja nie chce z tobą.- Wyciągnąłem potrzebne rzeczy.
-Ale czemu?
-Bo cię tam zgwałcę.
-Już to zrobiłeś bałwanie raz w tę czy w tę różnicy nie robi- sięgnąłem po swój ręcznik
-Kiedy?- Uniosłem brew.
-Kiedyś na pewno- machnąłem ręką
-Nie, nigdy. Zawsze chciałeś.- Objąłem go.
-Więc teraz też mogę chcieć. Weeeeeeź mnie ze sobą
-No nie wiem.
-Proooooszę... Już nic więcej nie będę chciał
-Poza góra żarcia.- Wywróciłem oczami.- Dobra, chodź.
Zadowolony podreptałem za nim, zupełnie jak piesek, którego pan, pomimo zmęczenia chce wziąć na spacer
Wszedłem do kabiny. Szybko się umyłem.
Ledwo co zdążyłem wejść, a on już wszedł- Okropny- prychnąłem i równie szybko spłukałem z siebie bród- Podasz mi ręcznik?
-Okropny? Jasne.- Podałem mu ręcznik.
Wytarłem się i wyszedłem z kabiny- Mogłem wziąć jakieś ciuchy...
-Tak wyglądasz lepiej. A teraz spać.- Poszedłem do pokoju i położyłem się.
-Już?- położyłem się na brzuchu, a głowę podparłem łokciami. Nogami majtałem w powietrzu
-Tak już. Zmęczyła mnie podróż i ty.
-Mnie też ale jakoś się trzymam- zagrzebałem się w pościeli
-A ja nie. Jutro na basen to trzeba mieć energie. A jak twoje mdłości?
-Jest lepiej, mdli mnie ale na szczęście nie wymiotuję
-To dobrze.
Przymknąłem oczy- Jutro wstaniemy wcześnie, bo potem będzie dużo ludzi
-Yhym.- Odwróciłem się do niego plecami.
Przytuliłem się do jego pleców i pomimo zapewnień, że nie jestem śpiący, odleciałem do krainy snów
Obudziłem się koło 4. Idealnie. Odkleiłem chłopaka od siebie i wszedłem na dół. Przestałem sofę pod okno. Zaparzyłem herbaty i poszedłem po brązowookiego. -Skarbie.. - Wziąłem go na ręce.
-Mhmmm?- przetarłem oczy
-Wstajemy.- Zaniosłem go na sofę.
-Znowu?- zaspany przylgnąłem do jego klatki piersiowej
-Jak znowu? Patrz co zrobiłem.)
Zamrugałem intensywnie oczami- To dla mnie?
-Nie dla innego mojego chłopaka, którego przemyciłem w bagażniku.- Usiadłem na kanapie i przykryłem nas kocem.
Sięgnąłem po kubek z herbatą- dziękuję- rzuciłem uszczęśliwiony
-Nie ma za co.- Przytuliłem go do siebie.
-Jest- upiłem łyk. Gorące ale nie za gorące. Idealne, że tak się wyrażę
Zabrałem swój kubek.- Patrz już wschodzi.
Odwróciłem głowę w stronę okna. Nie mogłem znaleźć słów żeby to jakoś określić więc po prostu cię wpatrywałem
-Ah jak romantycznie. Oh ah eh.
-Zamknij się- jak urzeczony gapiłem się w okno
-Czemu?
-Bo psujesz chwilę- nie odrywałem wzroku od szyby
-Czyli się podoba?- Jebany romantyk.
-Mhm jest cudowny
-To jakieś ładne podziękowanie?
-Poczekaj jeszcze chwilę
Wywróciłem oczami.- Ok. I tak się nie wymigasz.
Jeszcze przez dłuższą chwilę ignorowałem Zayna.- Już
-To jak mi podziękujesz?
Pocałowałem go. Pewnie nie wystarczy, ale cóż
Złapałem go za podbródek i pogłębiłem pocałunek. Odsunąłem się dopiero gdy zabrakło mi powietrza.- Jakoś jeszcze?
-Co tylko zechcesz. Nawet ten twój pieprzony stolik, czy jak ty tam to zwałeś. Ale słodyczy nie oddam!
-Dobrze, ze mi przypomniałeś. To może wieczorem. A na teraz coś wymyśl.
-Um... Może...
-Może?
-Daj mi pomyśleć...
-Jasne.
-Nie moja wina, że jestem idiotą!
-Nie jesteś.- Cmoknąłem go we włosy.- A teraz trzeba się zbierać.
-A wiesz już gdzie?
-Mniej więcej nie. Sprawdzę to.
-To ty sprawdzaj a ja idę się ubrać- zsunąłem się z jego kolan
Poszedłem do pokoju. Włączyłem laptopa i sprawdziłem gdzie tu jest basen. Następnie ubrałem się. Włosów nie ma co układać.
W tym czasie ja zdążyłem ubrać się i spakować nasze ręczniki i ciuchy na przebranie
Stanąłem za nim.
-Tak, możemy wychodzić
Chwyciłem portfel i kluczyki i wyszedłem z domu
Wpakowałem się na przednie siedzenie
Odpaliłem samochód. Po jakiś 20minutach byliśmy na miejscu.
Ucieszony jak dziecko wyskoczyłem z samochodu
-Opanuj się.- Skierowałem się do wejścia. Kupiłem wejściówkę i udałem piętęo szatni.
-Jestem opanowany- prychnąłem i podreptałem za nim
Nie odpowiedziałem. Wszedłem do kabiny by się przebrać.
Wybrałem kabinę obok, przebrałem się i wyszedłem, żeby odłożyć nasze rzeczy do szafki
Włożyłem swoje rzeczy do swojej szafki. Następnie udałem się na basen. Od razu poszedłem do jacuzzi
-Zaczekaj na mnie!- Prawie biegłem, żeby go dogonić
Usiadłem sobie i odprężyłem się.
No i się wywaliłem, co zaskoczeniem nie było. Upadłem dość szczęśliwie, moja głowa milimetrami ominęła twardą ściankę jacuzzi
-Wiedziałem.- Mruknąłem do siebie.
Usiadłem o zacząłem rozmasowywać ramię, które najbardziej ucierpiało, podczas wywrotki- Ajj
-Trzeba było nie biegać.
-Trzeba było na mnie zaczekać
-Czekałem. Spokojnie też byś tu doszedł. Zachowujesz sie jakbyś miał adhd. Nigdy więcej nie zrobię ci rano herbaty.
Prychnąłem obrażony i wszedłem do jacuzzi
-Umiesz pływać?
-Średnio, ale umiem
-To możesz iść popływać.
-A ty nie umiesz?
-Ja wolę tu posiedzieć.
- Czyli nie umiesz- stwierdziłem
-Czyli mam dość twojego gadania więc chce zostać sam.
-Oczywiście- wyszedłem z jacuzzi i poszedłem popływać. Obrażony. Skoro ma dość mojego gadania, to proszę bardzo, wcale się nie muszę do niego odzywać!
Posiedziałem sobie moze z 10 minut w spokoju, gdy ktoś wlazł mi do jacuzzi. Kurwa już się napływał? Otworzyłem oczy, ale to wcale nie był Li, tylko jakaś dziewczyna. Zaczęliśmy rozmawiać.
Jasne, ja nie, bo paplam, a tamto coś co niby robi? I jakoś mu nie przeszkadza. Zresztą, nic, a nic mnie to nie obchodzi. Ani trochę
Przysunąłem sie do dziewczyny i kontynuowałem, pogawędkę.
Może jeszcze łeb w te silikony wsadź? Ugh, miałem się an nich nie gapić. Zanurzłem głowę po wodę
Dołączyła do nas jej koleżanka.
Wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich... Jeszcze jeden wypłosz?!
Kurna, ale ta 2 ma śmiech. Jakby konia zarzynali.
Durne wywłoki. A kij. Jestem ponad to. Rzekłem. Idę na dwór. Płynę znaczy
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Liama.
Na dworze było przyjemnie, znalazło się nawet wolne miejsce do masażu. No i z powodu wczesnej godziny byłem sam.
Gdzie to się podziało? Poszedłem go szukać. Był na dworze.- Li, musimy sie zbierać.
Wzruszyłem ramionami ii podniosłem się
Wszedłem do przebieralni, wyciągnąłem swoje rzeczy. Stanąłem koło przebieralni.- Idziemy razem?
-Możemy
Wciągnąłem go do kabiny. Przyparłem do ścianki pocałowałem.
Bez entuzjazmu, wręcz obojętnie oddałem pocałunek
Odsunąłem sie od niego.- Co jest?
-Nic
-Mów.
-Przecież mówię, że nic.
-Nie podobało się na basenie? Chcesz być dłużej?
-Tak. Nie.
-Czemu nie podobało? tak sie wyrywałeś.
-Już mówiłem, że to nic.
-Chce wiedzieć co wlazło ci w dupę. Oprócz mnie oczywiście.
-Nic. Mam ci to przeliterować?
–Możesz.
Wywróciłem oczami
–Li, skarbie powiedz o co chodzi.
Zmieniłem taktykę- Nie chcę
–I tak wiem.
-Skoro wiesz, to po co pytasz?
–Bo nie jestem pewny. Chodzi o te dziewczyny?
-Też
–Też? To o co jeszcze?
-A wiesz? Domyśl się. Taki gwoźdź do trumny- Jednak jetem genialny
–Bo wrócisz sam do domu.
Mina mi zrzedła- Ja nawet nie wiem gdzie to jest...Ale, nie zrobisz tego... Prawda?
Uśmiechnąłem się cwano.– Wiesz, że zrobię.
-Ale...
–Ale? Może zmieniłeś zdanie i mi powiedz? Mamy ograniczony czas.
-Nno... głównie o te dziewczyny...
–Oj nie masz powodu by być zły ma mnie.
-Bo ja to jestem denerwujący, ale one nie- stwierdziłem z żalem
– O to chodzi. Mogłeś przyjść.
-Mówiłem, że to nic ważnego.- wzruszyłem ramionami
–Skąd mogłem wiedzieć, że na prawdę?
Wzruszyłem ramionami.
–Wiesz smutno mi było jak nie przyszedłeś. –Nachyliłem się nad nim.
-Wyglądałeś raczej na zadowolonego
–Jestem dobrym aktorem. Liczyłem na piękną scenkę zazdrości.
-I się przeliczyłeś
–Niestety.– Zacząłem się ubierać.
Ściągnąłem z siebie kąpielówki i zacząłem się wcierać.
Klepnąłem go w tyłek.
Westchnąłem ciężko- Nie rusz
–Nie mów do mnie jak do psa. –Wstałem całkowicie ubrany.
-Tak, tak- Ubrałem się
Mruczałem cicho
Zabrałem koc, który leżał w rogu kanapy i nas okryłem.
-Dzięki- spojrzałem na swoje ubabrane ręce nie bardzo wiedząc co z nimi zrobić
-Spoko.- Zaśmiałem. się widząc jego minę.
-I z czego się śmiejesz?- rozejrzałem się dookoła. Definitywnie nie chciało mi się wstać a ręce całe w spermie również mi się nie uśmiechały.
-Z ciebie.- cmoknąłem go w obojczyk.
Ostatecznie zrezygnowany wytarłem ręce w tył kanapy- I już- stwierdziłem dumny z siebie
Zaśmiałem się.- Będziesz musiał to umyć.
-Ale potem- zarzuciłem mu ręce na szyje i się do niego przytuliłem- Od razu lepiej
-Ale nie zapomnij.
-Nie zapomnę
-To dobrze a teraz wstawaj. Muszę się umyć.
-Idę z tobą- zadecydowałem i podniosłem się.
-Idę sam.- Również wstałem i skierowałem się po ręcznik do torby.
-Ale ja też chcę!- krzywiąc się popędziłem za nim
-Pójdziesz po mnie.
-Ale ja chcę z tobą!
-Ale ja nie chce z tobą.- Wyciągnąłem potrzebne rzeczy.
-Ale czemu?
-Bo cię tam zgwałcę.
-Już to zrobiłeś bałwanie raz w tę czy w tę różnicy nie robi- sięgnąłem po swój ręcznik
-Kiedy?- Uniosłem brew.
-Kiedyś na pewno- machnąłem ręką
-Nie, nigdy. Zawsze chciałeś.- Objąłem go.
-Więc teraz też mogę chcieć. Weeeeeeź mnie ze sobą
-No nie wiem.
-Proooooszę... Już nic więcej nie będę chciał
-Poza góra żarcia.- Wywróciłem oczami.- Dobra, chodź.
Zadowolony podreptałem za nim, zupełnie jak piesek, którego pan, pomimo zmęczenia chce wziąć na spacer
Wszedłem do kabiny. Szybko się umyłem.
Ledwo co zdążyłem wejść, a on już wszedł- Okropny- prychnąłem i równie szybko spłukałem z siebie bród- Podasz mi ręcznik?
-Okropny? Jasne.- Podałem mu ręcznik.
Wytarłem się i wyszedłem z kabiny- Mogłem wziąć jakieś ciuchy...
-Tak wyglądasz lepiej. A teraz spać.- Poszedłem do pokoju i położyłem się.
-Już?- położyłem się na brzuchu, a głowę podparłem łokciami. Nogami majtałem w powietrzu
-Tak już. Zmęczyła mnie podróż i ty.
-Mnie też ale jakoś się trzymam- zagrzebałem się w pościeli
-A ja nie. Jutro na basen to trzeba mieć energie. A jak twoje mdłości?
-Jest lepiej, mdli mnie ale na szczęście nie wymiotuję
-To dobrze.
Przymknąłem oczy- Jutro wstaniemy wcześnie, bo potem będzie dużo ludzi
-Yhym.- Odwróciłem się do niego plecami.
Przytuliłem się do jego pleców i pomimo zapewnień, że nie jestem śpiący, odleciałem do krainy snów
Obudziłem się koło 4. Idealnie. Odkleiłem chłopaka od siebie i wszedłem na dół. Przestałem sofę pod okno. Zaparzyłem herbaty i poszedłem po brązowookiego. -Skarbie.. - Wziąłem go na ręce.
-Mhmmm?- przetarłem oczy
-Wstajemy.- Zaniosłem go na sofę.
-Znowu?- zaspany przylgnąłem do jego klatki piersiowej
-Jak znowu? Patrz co zrobiłem.)
Zamrugałem intensywnie oczami- To dla mnie?
-Nie dla innego mojego chłopaka, którego przemyciłem w bagażniku.- Usiadłem na kanapie i przykryłem nas kocem.
Sięgnąłem po kubek z herbatą- dziękuję- rzuciłem uszczęśliwiony
-Nie ma za co.- Przytuliłem go do siebie.
-Jest- upiłem łyk. Gorące ale nie za gorące. Idealne, że tak się wyrażę
Zabrałem swój kubek.- Patrz już wschodzi.
Odwróciłem głowę w stronę okna. Nie mogłem znaleźć słów żeby to jakoś określić więc po prostu cię wpatrywałem
-Ah jak romantycznie. Oh ah eh.
-Zamknij się- jak urzeczony gapiłem się w okno
-Czemu?
-Bo psujesz chwilę- nie odrywałem wzroku od szyby
-Czyli się podoba?- Jebany romantyk.
-Mhm jest cudowny
-To jakieś ładne podziękowanie?
-Poczekaj jeszcze chwilę
Wywróciłem oczami.- Ok. I tak się nie wymigasz.
Jeszcze przez dłuższą chwilę ignorowałem Zayna.- Już
-To jak mi podziękujesz?
Pocałowałem go. Pewnie nie wystarczy, ale cóż
Złapałem go za podbródek i pogłębiłem pocałunek. Odsunąłem się dopiero gdy zabrakło mi powietrza.- Jakoś jeszcze?
-Co tylko zechcesz. Nawet ten twój pieprzony stolik, czy jak ty tam to zwałeś. Ale słodyczy nie oddam!
-Dobrze, ze mi przypomniałeś. To może wieczorem. A na teraz coś wymyśl.
-Um... Może...
-Może?
-Daj mi pomyśleć...
-Jasne.
-Nie moja wina, że jestem idiotą!
-Nie jesteś.- Cmoknąłem go we włosy.- A teraz trzeba się zbierać.
-A wiesz już gdzie?
-Mniej więcej nie. Sprawdzę to.
-To ty sprawdzaj a ja idę się ubrać- zsunąłem się z jego kolan
Poszedłem do pokoju. Włączyłem laptopa i sprawdziłem gdzie tu jest basen. Następnie ubrałem się. Włosów nie ma co układać.
W tym czasie ja zdążyłem ubrać się i spakować nasze ręczniki i ciuchy na przebranie
Stanąłem za nim.
-Tak, możemy wychodzić
Chwyciłem portfel i kluczyki i wyszedłem z domu
Wpakowałem się na przednie siedzenie
Odpaliłem samochód. Po jakiś 20minutach byliśmy na miejscu.
Ucieszony jak dziecko wyskoczyłem z samochodu
-Opanuj się.- Skierowałem się do wejścia. Kupiłem wejściówkę i udałem piętęo szatni.
-Jestem opanowany- prychnąłem i podreptałem za nim
Nie odpowiedziałem. Wszedłem do kabiny by się przebrać.
Wybrałem kabinę obok, przebrałem się i wyszedłem, żeby odłożyć nasze rzeczy do szafki
Włożyłem swoje rzeczy do swojej szafki. Następnie udałem się na basen. Od razu poszedłem do jacuzzi
-Zaczekaj na mnie!- Prawie biegłem, żeby go dogonić
Usiadłem sobie i odprężyłem się.
No i się wywaliłem, co zaskoczeniem nie było. Upadłem dość szczęśliwie, moja głowa milimetrami ominęła twardą ściankę jacuzzi
-Wiedziałem.- Mruknąłem do siebie.
Usiadłem o zacząłem rozmasowywać ramię, które najbardziej ucierpiało, podczas wywrotki- Ajj
-Trzeba było nie biegać.
-Trzeba było na mnie zaczekać
-Czekałem. Spokojnie też byś tu doszedł. Zachowujesz sie jakbyś miał adhd. Nigdy więcej nie zrobię ci rano herbaty.
Prychnąłem obrażony i wszedłem do jacuzzi
-Umiesz pływać?
-Średnio, ale umiem
-To możesz iść popływać.
-A ty nie umiesz?
-Ja wolę tu posiedzieć.
- Czyli nie umiesz- stwierdziłem
-Czyli mam dość twojego gadania więc chce zostać sam.
-Oczywiście- wyszedłem z jacuzzi i poszedłem popływać. Obrażony. Skoro ma dość mojego gadania, to proszę bardzo, wcale się nie muszę do niego odzywać!
Posiedziałem sobie moze z 10 minut w spokoju, gdy ktoś wlazł mi do jacuzzi. Kurwa już się napływał? Otworzyłem oczy, ale to wcale nie był Li, tylko jakaś dziewczyna. Zaczęliśmy rozmawiać.
Jasne, ja nie, bo paplam, a tamto coś co niby robi? I jakoś mu nie przeszkadza. Zresztą, nic, a nic mnie to nie obchodzi. Ani trochę
Przysunąłem sie do dziewczyny i kontynuowałem, pogawędkę.
Może jeszcze łeb w te silikony wsadź? Ugh, miałem się an nich nie gapić. Zanurzłem głowę po wodę
Dołączyła do nas jej koleżanka.
Wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich nie patrzę, wcale się na nich... Jeszcze jeden wypłosz?!
Kurna, ale ta 2 ma śmiech. Jakby konia zarzynali.
Durne wywłoki. A kij. Jestem ponad to. Rzekłem. Idę na dwór. Płynę znaczy
Rozejrzałem się w poszukiwaniu Liama.
Na dworze było przyjemnie, znalazło się nawet wolne miejsce do masażu. No i z powodu wczesnej godziny byłem sam.
Gdzie to się podziało? Poszedłem go szukać. Był na dworze.- Li, musimy sie zbierać.
Wzruszyłem ramionami ii podniosłem się
Wszedłem do przebieralni, wyciągnąłem swoje rzeczy. Stanąłem koło przebieralni.- Idziemy razem?
-Możemy
Wciągnąłem go do kabiny. Przyparłem do ścianki pocałowałem.
Bez entuzjazmu, wręcz obojętnie oddałem pocałunek
Odsunąłem sie od niego.- Co jest?
-Nic
-Mów.
-Przecież mówię, że nic.
-Nie podobało się na basenie? Chcesz być dłużej?
-Tak. Nie.
-Czemu nie podobało? tak sie wyrywałeś.
-Już mówiłem, że to nic.
-Chce wiedzieć co wlazło ci w dupę. Oprócz mnie oczywiście.
-Nic. Mam ci to przeliterować?
–Możesz.
Wywróciłem oczami
–Li, skarbie powiedz o co chodzi.
Zmieniłem taktykę- Nie chcę
–I tak wiem.
-Skoro wiesz, to po co pytasz?
–Bo nie jestem pewny. Chodzi o te dziewczyny?
-Też
–Też? To o co jeszcze?
-A wiesz? Domyśl się. Taki gwoźdź do trumny- Jednak jetem genialny
–Bo wrócisz sam do domu.
Mina mi zrzedła- Ja nawet nie wiem gdzie to jest...Ale, nie zrobisz tego... Prawda?
Uśmiechnąłem się cwano.– Wiesz, że zrobię.
-Ale...
–Ale? Może zmieniłeś zdanie i mi powiedz? Mamy ograniczony czas.
-Nno... głównie o te dziewczyny...
–Oj nie masz powodu by być zły ma mnie.
-Bo ja to jestem denerwujący, ale one nie- stwierdziłem z żalem
– O to chodzi. Mogłeś przyjść.
-Mówiłem, że to nic ważnego.- wzruszyłem ramionami
–Skąd mogłem wiedzieć, że na prawdę?
Wzruszyłem ramionami.
–Wiesz smutno mi było jak nie przyszedłeś. –Nachyliłem się nad nim.
-Wyglądałeś raczej na zadowolonego
–Jestem dobrym aktorem. Liczyłem na piękną scenkę zazdrości.
-I się przeliczyłeś
–Niestety.– Zacząłem się ubierać.
Ściągnąłem z siebie kąpielówki i zacząłem się wcierać.
Klepnąłem go w tyłek.
Westchnąłem ciężko- Nie rusz
–Nie mów do mnie jak do psa. –Wstałem całkowicie ubrany.
-Tak, tak- Ubrałem się
Świetny :)
OdpowiedzUsuń@fallensoul19