środa, 27 sierpnia 2014

Ziam XXXIX

Heeej
Powróciłam!
Ktoś tęsknił? 
PRZEPRASZAM!
Wpierw komp się zjebał i nie było go x czasu a ostatni tydzień się zbierałam by dodać rozdział. Wybaczcie.
______________________________
Zayn
Liam
______________________________
Sam przygotowałem się do snu i wtulając się w poduszkę odpłynąłem.
W nocy nie mogłem spać. Kilka razy się budziłem. Koło 6 stwierdziłem, że nie ma sensu już zasypiać. Umyłem się i przygotowałem do pójścia do szkoły. Na stronach naszych czyli mojej i Liama szkoły sprawdziłem plany lekcji. Spakowałem się i poszedłem na śniadanie.
Wstałem pół godziny po Zaynie. Na szybko się umyłem ubrałem, spakowałem i zbiegłem na śniadanie.
Podałem mu jego plan.- Na 12 do lekarza. Przyjadę.
-Ta jes- wziąłem kartkę i wpakowałem do kieszeni.
Wszedłem do pokoju po moją torbę.-L. Czekam przy aucie.
-Zaraz będę- zrobiłem sobie jakąś kanapkę i najszybciej jak się dało zjadłem. Pobiegłem do samochodu
Gdy wsiadł odpaliłem. W ciszy jechaliśmy do jego szkoły.

Co chwila ziewałem, nie wyspałem się.
Dojechaliśmy do szkoły. Widziałem jak ludzie się gapili na nas. Typowe. Zaparkowałem.- Coś na pożegnanie?
Pochyliłem się i cmoknąłem go w usta.-Lecę, nie spóźnij się
-Ta. Będę o 12 tu czekał.
Wyszedłem z samochodu i ruszyłem na zajęcia.
Odjechałem w stronę swojej szkoły. Swoją drogą szkoda, że nie chodzimy do jednej.
Po drodze spotkałem kilku znajomych
Dojechałem do szkoły. Odnalazłem Justina, mojego przyjaciela w murach tej szkoły.
Czas do 12 dłużył mi się strasznie. Nic ciekawego się nie działo. W ogóle nic się nie działo.
W szkole było nawet fajnie. Justin bardzo umilał mi czas. Przed 12 wyjechałem ze szkoły i udałem się do Liama. Była jeszcze lekcja jak zajechałem. Wszedłem do szkoły i czekałem na korytarzu.
Gdy tylko mogłem, wypadłem z sali. Nareszcie-Ty tutaj? Myślałem, że będziesz na parkingu.
-Nudziło mi się.- Podszedłem do niego i pocałowałem. Zróbmy widowisko.
Odsunąłem się-Jedźmy, nie chcę się spóźnić
-Ze mną się nie spóźnisz. -Złapałem go za rękę i skierowałem się do auta.
-Chcę przeżyć jazdę
-Oczywiście, że przeżyjesz, skarbie. -Wsiadłem do samochodu i ruszyłem z piskiem opon.
-Zaczynam wątpić
-To nie wątp.
-To jedź jak człowiek!
-Nie drżyj się. Widziałeś jak się gapili? -Zaśmiałem się i zwolniłem.
-Gapili się od samego rana. Teraz się będę musiał tłumaczyć
-Jak od rana?
-Ktoś zauważył nas w aucie- wzruszyłem ramionami
-Aa. Możesz się chwalić jakiego cudnego masz chłopaka. Jak będzie jakąś ciekawa koleżanka lub kolega to możesz dać mój numer.
-Kogo to obchodzi? Ledwo cię widzieli
-Mnie obchodzi. -Wjechałem na parking.
-Ciebie obchodzi wszystko co jest człowiekiem, jest seksowne i ma dziurę- westchnąłem ciężko
-Jakbyś zgadł. Ty jesteś wyjątkiem.
-Rozumiem, że moja zajebistość rzuciła co na mózg, ale nie musisz od razu wywyższać mnie do rangi boga
-Chodziło, że obchodzi mnie twoja dziura a seksowny nie jesteś. Wybacz, że świat psuje.- Wysiadłem z samochodu.
-Zostanę przy swojej wersji- ruszyłem za nim
-Na złe ci to wyjdzie. Chodź bo faktycznie się spóźnimy.
-I niby przez kogo?- Wywróciłem oczami
-Zamknij się już.- Wszedłem na korytarz po czym do gabinetu.
Chcąc nie chcąc popędziłem za nim
Usiadłem na krześle. Ciekawe jak wyglądają takie wizyty.
-Dzień dobry...?- rozejrzałem się po pomieszczeniu. Coraz mniej mi się tu podoba
Lekarz mu odpowiedział. Zaczęli o czymś gadać.
Pytał się mnie o różne rzeczy, dostałem kolorową książeczke z rozpiską wszystkiego co wiedzieć powinienem, wytłumaczył mniej więcej co się w niej znajduje i poprosił, żebym usiadł na fotelu. Nie podoba mi sie to.
Przyglądałem im się. Zabrałem Liamowi książeczkę i zacząłem ja przeglądać.
Zabrali mi książeczkę. Nie chcę na fotel! Wygląda przerażająco. Czego się nie robi... Z niepewną miną rozebrałem się i usiadłem na tym cholerstwie.
-Oj bo się dobiorę do ciebie, skarbie.
Ledwo powstrzymywałem się, żeby nie rzucić w niego czymś ciężkim. Lekarz założył rękawiczki i chyba sam nie wiedział jak zabrać się za badanie.
Przyglądałem im się. Prawie nie padłem ze śmiechu.
-Nie rżyj, bo nie masz z czego!
Przystawiłem palec do ust- Ciii.- Powiedziałem przez śmiech.
-Później się z tobą pokłócę
-Później to cię przelecę.
-Won! Mężczyzn w ciąży się nie denerwuje. Poza tym z tego co wiem, to obecność kogokolwiek podczas badań po za usg nie jest konieczna, a czasami nawet wskazana- popatrzyłem na lekarza szukając poparcia, a on skinął głową. Jak zwykle mam rację
-Ale to mój potomek. Facet też nie powinien być w ciąży. Zostaje.
-Kretynie, nawet gdybyś był moim mężem, żoną, teściową i samochodem jednocześnie to by cię nie wpuścili. Etyka zawodowa. Sio
-Kocie noo. Obiecuje, że przestane. Chce zobaczyć.
-Na usg będziesz- wywróciłem oczami- Teraz będą ogółem wszystkie badania, łącznie z ważeniem, mierzeniem, EKG...
-I nie będzie upojnej nocy.-Mruknąłem i wstałem. Wyszedłem. Musiał otwierać jadaczkę. Idiota.
Nareszcie. Wszystkie badania zajęły godzinkę. Poprosiłem lekarza, żeby zawołał tego kretyna
Wszedłem do sali.- To gdzie moje... nasze dziecko? Kiedyś poznam płeć?
Siedziałem na fotelu, dałem wysmarować sobie brzuch tym glutem,a ostatecznie jeździli mi tym śmiesznym czymś po brzuchu, co nie dosć że nieprzyjemne, to jeszcze zimne. Lekarz wskazał na ekran- Na określenie płci jest jeszcze za wcześnie.
-A kiedy się dowiem.- Złapałem Liama za rękę. Na filmach tak robili.
-Zależy od ułożenia dziecka ale 16/17 tydzień to najwcześniej- Padła odpowiedź.
Długo. Nie wiem czy wytrzymam tyle z tym czymś. Czyli $ miesiąc około. Li będzie już robił za panią domu.
Cały czas sceptycznie wpatrywałem się w ekran. To jest niby dziecko?
-Gapisz się jak na obraz, którego nie rozumiesz. My dostaniemy jakiś wydruk? -Moja mama ma coś takiego z usg.
Lekarz skinął głową- Wyniki są dobre co jest dość... niespodziewane. Umawiamy następną wizytę?
-Oczywiście. A czemu niespodziewane? Zdrowe po tatusiu. - Uderzyłem się dumnie w pierś.
-Przez pierwszy trymestr ciąży organizm jest najbardziej zachwiany, nawet przy prawidłowej diecie, wystrzeganiu się zbyt dużego wysiłku, stresu i tak dalej łatwo o poronienie, a w takim przypadku szansa na to jest kilka, być może nawet kilkanaście, razy większa niż normalnie- Żeś mnie uspokoił
Jak poroni nie będzie problemu. Trzeba go denerwować. Choć może chce by to coś się narodziło?
-A tak. W tej broszurce, którą otrzymaliście nie jest to wyjaśnione, ale poronienia są groźne i mogą prowadzić do chorób i powikłań, a z racji tego, że pan kobietą nie jest- zwrócił się do mnie oczywiście- poronienie mogłoby sie dla pana źle skończyć.
Dwie pieczenie na jednym ogniu. Choć nie Li może się przydać. To może go nie denerwujmy.
Brawo dla pana w kitlu, Liam zamienił się w kłębek nerwów, nagrodę wypłacamy w formie czeków z czekolady.
-To kiedy następna wizyta?- Wróciłem z krainy swoich myśli.
-W przyszłym miesiącu, myślę że jakoś w pierwszej połowie. 10?
-Może być. To tu czy tam u pielęgniarki?
-Zapiszę i podam recepcjonistce. Mam wolne po południu, 15.45 pasuje?
Spojrzałem na brązowookiego.- Tak. Oczywiście.- Przecież ze szkoły można się urwać.
Skinąłem głową. Nie panikuję, nie panikuję, jestem spokojny...
Poczekałem aż Li doprowadzi się do porządku i wyszedłem z gabinetu.
Podążyłem za nim.
-Lody?
-Możemy- rzuciłem w przestrzeń.
Wszedłem do samochodu. Wsiadłem na tylnim siedzeniu.
-Ty prowadź- Nie czułem się na siłach, żeby robić cokolwiek
-A lody?
-Zjemy, zjemy
-Ale... Lody inne lody, skarbie.
-Możemy w domu? Nie czuję się na siłach
-Co ci?
-Wszystko przez to pierdolenie lekarza
-Nic takiego nie powiedział. Tylko, że nie możesz się denerwować.- Pogłaskałem go po ramieniu.
-Bo jak nie to stanie się to, to i to...- zacząłem nerwowo bawić się palcami
-Będzie dobrze. Osobiście przysięgam, że będę o ciebie dbać i nic ci się nie stanie.- Zakochasz się we mnie i zakończę misje.
-A jak się stanie?
-Obiecuję, że nie. Mi nie wierzysz?
-Nie wiem...
-To nie. Ja swoje wiem.- Usiadłem za kierownicą.
-To nie są rzeczy na które masz do końca wpływ...
-Jestem zajebisty mam wpływ na wszystko.
Westchnąłem ciężko- Nie pomagasz
-Jasne. Ale chyba warto byś wiedział.
-Jedźmy już- poprosiłem zduszonym głosem
-Jak chcesz.- Ruszyłem.
Muszę się uspokoić. Panikuję i to strasznie.
-Tak w ogóle to cię nie rozumiem.- Skręciłem w prawo.
-Czemu?
-Wiedzę, że się przejmujesz, a nie ma czym. Bo aborcja niee. -Zatrzymałem się pod lodziarnią.
-Jak mam się nie przejmować? Na własne życzenie zaserwowałem sobie takie stresy, teraz mam za swoje
-No właśnie. Na własne życzenie. Teraz przyjmij to na klatę jak mężczyzna.
-Nie umiem- stwierdziłem smętnie
-To się naucz. -Podszedłem do lodziarni i zamówiłem sobie loda.
-Mi też weź- popędziłem za nim
-To zamów sobie. Ja nie wiem jakie lubisz.- Zauważyłem.
-Ym... Waniliowe i... czekoladowe, chcę
Sprzedawca nałożył mu lody. Zapłaciłem i usiadłem na pobliskiej ławce.
Klepnąłem obok niego, bardzo zadowolony. Stres zniknął, może nie zupełnie, ale na tyle, by móc cieszyć się deserem.
-Jak będziesz chciał mogę kupić ci jeszcze.- Zaproponowałem.
Uradowany skinąłem głową. Niewiele mi do szczęścia potrzeba.
No i fajnie. Może przestanie się martwić. Genialne.
Swoje dwie gałki lodów błyskawicznie. Pyszne.
Podałem mu pieniądze.- Leć.
-Dzięki- uśmiechnąłem się szeroko i ruszyłem do lodziarni zastanawiając się jaki smak wybrać.
Jak dziecko. Uśmiechnąłem się. Nawet cieszę się, że z nim wpadłem. Mogło być gorzej.
Wróciłem po kilku chwilach. Ostatecznie wybrałem cytrynowe. Usiadłem obok Zayna.
-Dasz trochę?
Przysunąłem mu smakołyk pod nos
Polizałem. Gdy połknąłem cmoknąłem go.- Smaczny. Dzięki.
-Nie ma za co-wróciłem do lizania loda
-Bo się podniecę.- Skomentowałem jego poczynania.
-Nie mów tak, a przynajmniej nie w miejscach publicznych
-To tak nie rób. I nikt nie słyszał.- Poklepałem go po kolanie.
-Nie robię nic specjalnego, to ty myślisz o takich rzeczach
-Nie moja wina, że jestem zboczony. Jak dalej będziesz tak jadł to skończymy na tyle samochodu.
-Powiedziałem, w domu.
-W domu będą kolejne atrakcje.
-Nie słyszałeś? Mam się nie przemęczać- Ha! Raz się przydała paplanina tego idiotycznego lekarza, od siedmiu boleści!
-Nie zmęczę cię. Obiecuję. Dam ci rozkosz.
Zaśmiałem się cicho- Jakoś nie wierzę...
-To uwierz. Już kilka razy dałem więc teraz też dam.
-Zazwyczaj po tej ,,rozkoszy'' byłem wykończony, tak że robienie czegokolwiek poza spaniem wydawało mi się niemożliwe- zauważyłem
-Czyli odpoczniesz później. A z resztą znajdę sobie kogoś innego.
-To się nazywa szantaż, wiesz?
-To nie jest szantaż. To prawda. Gdzie ty widzisz tu szantaż?- Uniosłem brew.
-,,Nawet jeśli mi nie dasz, to zawsze mogę znaleźć sobie kogoś innego''
-To nie szantaż.- Wzruszyłem ramionami. -To jak?
-Ale w domu- stwierdziłem zrezygnowany
-I to mi się podoba. To .. Jedziemy?- Wstałem.
-Tak, tak- podniosłem się

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz